- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Jagiellonia 0-0: Drobienie
W środowy wieczór Legia zmierzyła się w Warszawie z Jagiellonią w zaległym meczu szóstej kolejki Ekstraklasy. Niestety nasza drużyna nie zdołała zmniejszyć straty punktowej do Jagiellonii. Legia stworzyła sobie więcej sytuacji, ale żaden ze strzałów nie znalazł drogi do bramki przeciwnika.
Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Piątkowski, Kapuadi, Reca – Szymański – Biczachczjan, Kapustka, Elitim, Stojanović – Rajović. Goście rozpoczęli w składzie: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Pelmard, Wdowik – Pozo, Drachal, Romanczuk, Pietuszewski – Imaz, Pululu.
Legia w pierwszych minutach starała się zaatakować Jagiellonię wysoko, ale goście dość swobodnie uwalniali się od pressingu naszej drużyny. W pierwszej połowie mecz był wyrównany i toczył się głównie w środku pola. W 23. minucie Reca uderzył mocno z woleja po rzucie rożnym. Abramowicz odbił piłkę. W 26. minucie Biczachczjan oddał strzał z prawej nogi. Po bilardzie w polu bramkowym Jagiellonii piłka wyszła na rzut rożny. W 42. minucie Abramowicz odbił piłkę po soczystym strzale Szymańskiego. Do dobitki ruszył Reca, ale bramkarz gości znów okazał się lepszy. W 44. minucie Wdowik zagrał z rzutu wolnego na głowę Vitala. Ten pokonał Tobiasza, ale bramka została anulowana z powodu spalonego. Żółtą kartką za starcie z Pululu ukarany został w tej sytuacji Stojanović.
Do przerwy było 0:0. Mecz stał na przeciętnym poziomie. Po obu stronach dominowała ostrożność.
Na drugą połowę nie wyszedł Stojanović, którego zastąpił Kacper Urbański. W 52. minucie Reca przeciął podanie Pululu, po którym piłka zmierzała w kierunku Imaza. W 55. minucie Biczachczjan uderzył głową po dośrodkowaniu Recy. Abramowicz złapał piłkę. W 56. minucie dobrym dryblingiem na lewym skrzydle popisał się Urbański. Dośrodkowanie Urbańskiego poszybowało na głowę Rajovicia, ale strzał naszego napastnika trafił wprost w Abramowicza. W 61. minucie Weisshaupt zastąpił Biczachczjana. W 63. minucie Rajović zgrał piłkę do Elitima, który wbiegł w pole karne i oddał strzał. Niestety piłka odbiła się od słupka. Legia przeważała, ale nie była w stanie wepchnąć Jagiellonii w pole karne. W 86. minucie naszej drużynie dopisało szczęście. Pululu umieścił piłkę w bramce Legii po tym jak stratę podaniem w poprzek boiska zaliczył Kapuadi. O anulowaniu trafienia zadecydował centymetrowy spalony. Na ostatnie minuty Krasniqi i Vinagre zastąpili Kapustkę i Recę. W 88. na bramkę Legii uderzył Jóźwiak. Tobiasz odbił piłkę. Legia nie zagroziła już Jagiellonii.
Wynik środowego meczu to zawód. Jagiellonia jest wymagającym rywalem, ale Legia powinna wygrać ten mecz, podobnie zresztą jak i ten rozegrany kilka dni temu w Częstochowie. Póki co nasz zespół drepcze w miejscu, nie będąc w stanie doskoczyć do czołówki ligowej tabeli.
Kolejny mecz w niedzielę, kiedy na Łazienkowską przyjedzie Pogoń Szczecin.


Na przykładzie Siemieńca widać jak ogromną rolę w futbolu i jak wpływa na postawę zespołu osobowość i charakter trenera. Siemieniec jest porządnym , sprawiedliwym i rzetelnym człowiekiem i przełożonym, który widzi w zawodniku najpierw człowieka ,a dopiero potem piłkarza. Nie funkcjonuje w obszarze pedagogiki operując systemem kar i nagród , ocen itp.. W ogóle mało go zajmuje przeszłość , bowiem skupia się na teraźniejszości , więc każdy zawodnik ma na nowo otwierana kartę,a miejsce w składzie zdobywa umiejętnościami , zaangażowaniem na treningach oraz formą.
Siemieniec objął Jagiellonię 10.04.2023 roku na miejscu spadkowym i uchronił ją od spadku ,a w następnym sezonie zdobył z prawie tymi samymi zawodnikami Tytuł Mistrzowski.Po takim wyczynie w topowych ligach byłby rozchwytywany przez największe kluby, jak swego czasu Mourinho czy młodzi trenerzy niemieccy.
Zastanawiałem się, czy Siemieniec zostając trenerem Legii odnosiłby takie same sukcesy i mam poważne wątpliwości , bowiem np.w Jagiellonii jest 10 współwłaścicieli , którzy muszą dochodzić do porozumienia ,co jest wbrew pozorom korzystne dla trafności procesu decyzyjnego. Jak dowodzi psychologia społeczna im więcej punktów widzenia, tym działanie skuteczniejsze. Panu Mioduskiemu wydaje się ,ze jest wręcz nieomylny , gdyż nie rozumie ,że korporacyjny model zarządzania w futbolu się generalnie nie sprawdza. Do tego w Jagiellonii od wielu lat Dyrektorem Sportowym jest Łukasz Masłowski - zgodnie uznany za najlepszego w Polsce, któremu Legia zaproponowała to stanowisko przed Żewłakowem ,ale odmówił.
Dyrektor Masłowski nie robi medialnej hucpy , jak to bywa przy transferach Legii, ale zwyczajnie , normalnie wykonuje swoje obowiązki czyli prowadzi politykę kadrową : sprzedaje i kupuje zawodników, przedłuża albo nie kontrakty itd..
Trener nie musi się dopominać o wzmocnienia czy uzupełnienia składu.
Przypomnijmy tylko,że kiedy trener Siemieniec obejmował Jagiellonię, ratował ją przed spadkiem i wychodził na czub tabeli to podstawowy skład wyglądał tak : Alomerovicz - Lewicki, Dieguez, Skrzypczak, Olszewski - Romańczuk, Nene - Naraja, Imaz, Saczek - Pululu. Czyli w dzisiejszym składzie jest tylko 3 graczy z zespołu sprzed półtora roku , przy czym często Romańczuk i Pululu zaczynają mecze na ławce rezerwowych.Reszta odeszła.
Jakoś nie słyszeliśmy lamentów Siemieńca ,że zmiany kadrowe stoją na przeszkodzie wynikom, że wpływają niekorzystnie na proces szkoleniowy.
Przed tym sezonem z Jagiellonii odeszli , tacy wcześniej podstawowi zawodnicy jak : Skrzypczak, Diaby-Fatiga, Saczek, Dieguez, Kubicki, Villa, Hansen, Moutinho, Churlinow i Semedo. Zaś sprowadzono
W Legii na tym odcinku mieliśmy w ostatnich latach do czynienia z quasicwaniactwem czyli kiedy trener się nie upominał to dobrych graczy nie dostawał , a z reguły gorszych od tych co odchodzili - co dotknęło takich trenerów jak : Magiera, Vukovicz, Michniewicz, Runjaicz czy Feio. Ktoś kto oskarża Feio,że nie dawał szansy np. Nsame bajdurzy , bo mu dawał,ale ten miał nadwagę i ogromne zaległości w motoryce. Dopiero po powrocie z wypożyczenia wziął się za siebie.
Być może trener Iordanescu znał te frajerskie zagrywki władz Legii i wiedział ,że jak nie będzie głośno i donośnie upominał się o wzmocnienia to dostanie szrot , a jak nie będzie miał wyników to zostanie kolejnym kozłem ofiarnym.
Trener Siemieniec jest dobrze wyedukowanym szkoleniowcem i tym łatwiej opisywać jego źródła czy inspiracje.
Praca trenera nie może być zredukowana do wyboru pomiędzy atakiem , a obroną. Uproszczenie to jest użyteczne w myśleniu o strategii czy taktyce ,ale nie wyczerpuje tematu.
Jednym z ważnych czynników wynikotwórczych jest operowanie siecią podań pomiędzy zawodnikami. Skuteczna gra zespołu polega na stworzeniu sieci podań, głównie w strefach 2/3 i 3/3 . Możliwe są dwa rozwiązania : podawanie sekwencyjne piłki do przodu,albo kopanie jej ponad głowami rywali. Każda z tych sieci może być scentralizowana , gdzie główną rolę odgrywa rozgrywający lub zdecentralizowana , która wymaga istnienia kilku ośrodków decyzyjnych.
Najbardziej znane badania nad tym aspektem piłki nożnej przeprowadził socjolog prof.Thomas Grund. Skupił się on na dwóch aspektach sieci : pierwszy to miara skuteczności podań - ile celnych podań i w której strefie wymieniono w jednostce czasu. Drugim aspektem był wpływ centralizacji lub decentralizacji na wynik.
Wyniki badań i analiz były takie ,że drużyny,które posiadając piłkę więcej razy celniej ją podawały strzelały więcej bramek np. zespół , który podawał 5 razy na minutę strzelał o 20% bramek więcej , od tego, który podawał 3 razy na minutę. Z kolei zespoły w których podawanie skupione było głównie na 1-3 zawodnikach strzelały o 8% mniej bramek od tych , gdzie ilość podań była rozłożona bardziej równomiernie .
Analitycy sporządzają mapy sieciowe drużyn i stwierdzają,że zależą one od stylu gry,a ten zależy od nastawienia czyli w sumie od miejsca jakie zajmuje zawodnik w określonej sytuacji boiskowej - co można wytrenować i czego można nauczyć.
W grze Jagiellonii widać dokładnie ,że zawodnicy wiedzą jakie mają zajmować miejsca na boisku. W momencie odzyskania piłki każdy zawodnik zajmuje "przypisane"do pozycji miejsce w strefie i gracz, który ją posiada może prawie z zamkniętymi oczami posłać piłkę w określoną strefę , bo wie ,że tam na nią czeka jego kolega. Po stracie piłki zawodnik Jagiellonii ,który jest najbliżej jej posiadacza przeszkadza mu w rozegraniu, a reszta przecina korytarze , którymi musi przechodzić piłka , aby trafić do partnera.
Oczywiście , nie zawsze gra układa się po myśli Jagiellonii,ale generalnie taka sieciowość zdaje egzamin.
Trener Siemieniec pracował w Rozwoju Katowice z niemieckim trenerem , który był już po zerwaniu przez trenerów niemieckich z mechanicznym wykonywaniem zadań taktycznych. Przez dziesiątki lat mówiło się o piłkarzach niemieckich ,że w innych krajach piłkarze grają ,a w Niemczech wykonują zadania.
Ta zmiana była zdeterminowana nastawieniem na kontrolę przestrzeni dzięki utrzymywaniu się przy piłce - co wynikało z badań naukowców z Uniwersytetów w Monachium i Berlinie. Takie myślenie taktyczne wymagało podzielenia boiska na sektory tak, aby uniknąć sytuacji , gdy drużyna rozgrywa piłkę na boisku ,a zbyt wielu graczy znajduje się w jednej linii czy to wzdłuż czy wszerz boiska. Dzięki temu zespół unikał przewidywalnych podań do boku ( co Legia czyni nałogowo) , mógł za to poruszać się jak jeden organizm, a piłkarze byli rozstawieni równomiernie na boisku - gotowi do ataku na rywala , gdy tracili piłkę.
Tzw. złota reguła głosi ,że boczny obrońca i skrzydłowy nigdy nie powinni znaleźć się w tym samym prostokącie na boisku. Zwykle oznacza to ,że gdy boczny obrońca rusza do przodu to skrzydłowy schodzi do środka - czego jak pamiętamy ściśle przestrzegał Henning Berg. Miało to jednak wadę w tej postaci , że boczni obrońcy wchodząc wysoko pod obronę rywali rozciągali pole gry ,ale po stracie piłki zostawali wolny korytarz dla kontrataku rywali.
W Niemczech antidotum na tę wadę znalazł Pep Guardiola ,który ograniczył działania ofensywne bocznych obrońców do końca strefy 2/3 ,a dalej role ofensywne przejmowali defensywni pomocnicy.
Podobnie grę Jagiellonii organizuje Siemieniec przy czym kluczowe role w grze defensywnej i wspomaganiu akcji zaczepnych odgrywają defensywni pomocnicy grający raz szeroko, raz wąsko, raz wysoko , raz nisko, a rolę kreatora gry ofensywnej odgrywa Imaz. Czyli centralizacja zadaniowa w ataku i decentralizacja w pozostałej części boiska.
Trener Siemieniec uznał przed wczorajszym meczem ,że warto postraszyć Legię twierdzeniem,że jego drużyna przyjeżdża na Ł3 ,żeby wygrać. Optymizm w tym względzie opierał na marnej organizacji gry zespołu Legii. Z grzeczności wspomniał o kosztach adaptacji nowych graczy oraz o zmianie sposobu gry jako usprawiedliwieniu dla słabszych wyników Legii. Rozumując a'contario wskazywał na wyższość w organizacji gry i zgraniu jego zespołu.
Drużyna Jagiellonii od początku stosowała przerywany rytm gry, raz wolniej, raz szybciej , z dynamicznym przechodzeniem od niskiej obrony do ataku . Zespół Jagiellonii grał solidnie, spokojnie, dojrzale ,ale wielkiego zagrożenia dla naszej bramki nie stanowił.Niestety, ale też chaotyczne ataki Legii nie robiły na obronie rywali zbytnego wrażenia.
Przyznam ,że rzeczywiście Oskar Pietuszewski to kawał talenta, który mimo mikrego wzrostu ( 170cm) znakomicie trzymał się na nogach i pod tym względem niewiele ustępował Wszołkowi ( 186 cm) . Lecz wytrzymał trudy meczu tylko do 75', bo potem tylko asystował.
Gorzej radził sobie Imaz , który w każdej strefie znajdował pogromcę, a tym który go stłamsił był Reca. Pewno z tego powodu gra w ataku zespołu Jagiellonii wyglądała wyjątkowo mizernie.Pierwszy i jedyny celny strzał na naszą bramkę rywale oddali po zejściu Imaza z boiska.
Niemniej zespół Jagiellonii znacznie lepiej od naszego wykonywał rzuty rożne i wolne przed naszym polem karnym .
Wczoraj w ryzach grę Jagiellonii trzymali Romańczuk i Pululu, których wyraźnie Siemieniec oszczędza na mecze z tak silnymi rywalami jak Legia. Natomiast tym , który wybronił Jagiellonię przed porażką był młody ( 21 lat) bramkarz Abramowicz.
Wbrew temu co przed meczem głosił Siemieniec to jego zespół przyjechał do Warszawy po remis ,bo rywale 'szanowali"piłkę , grali ostrożnie i zawsze było ich więcej za piłką, niż przed piłką. Ta troska o posiadanie piłki był posunięta tak daleko ,że gracze Jagiellonii mieli zakaz oddawania strzałów na naszą bramkę , co by nam piłki nie oddawać - z czego tylko Jóźwiak się raz wyłamał
Trener Iordanescu poprawy organizacji gry i wyników chyba upatruje w stabilizacji kadrowej I drużyny.Bowiem zmiany są minimalne przy czym mnie niepokoi miotanie Stojanoviczem od lewa do prawa, przy czym wczoraj lewica wyraźnie mu nie służyła.
Wczoraj, tak jak w poprzednich meczach nasz zespół nie potrafi narzucić rywalom swego stylu gry, co jest wadą ,ale nie dyskwalifikującą, bowiem gorzej jest ,że poddajemy się stylowi gry rywala . Tak jak wczoraj to rywale narzucili arytmię gry i nie pozwolili naszej drużynie na panowanie nad piłką ( zbliżone posiadanie piłki) ani na kontrolę nad przestrzenią ( zbliżona ilość podań). Nasi zawodnicy za dużo tracili sił na "doskakiwanie' i "odskakiwanie" i zawsze istniała możliwość,że któryś z naszych defensorów nie zdąży i nie nadąży - co miało miejsce dwukrotnie i gdyby nie minimalne spalone to mecz skończylibyśmy na tarczy.W tym kontekście trudne do zrozumienia jest trzymanie prawie takich samych odległości pomiędzy formacjami niezależnie od tego czy nasz zespół był w ofensywie ( miał piłkę) czy w defensywie.
Do braków w grze Legii trzeba zaliczyć fatalne wykonywanie stałych fragmentów gry co świadczy o tym ,że na treningach ten aspekt gry jest pomijany. Gorzej ,że mamy problemy z obroną stałych fragmentów gry wykonywanych przez rywali , bowiem kryjemy wyłącznie strefowo, bez indywidualnego przydziału na krycie np. Romańczuka czy środkowego obrońcy rywali.
Natomiast wczoraj, po raz pierwszy nasi zawodnicy ( Rajovicz, Szymański , Reca) oddali kilka strzałów z dystansu.Lecz też widać było,że jest oto novum , gdyż pozostali gracze będący w ofensywie nie mają nawyku natychmiastowego ataku na pole bramkowe.
Trudno zrozumieć skąd w grze Legii dominuje taktyka reaktywna , a nie aktywna.Pewnikiem analitycy za wysoko wyceniają walory rywali Legii. Podejrzewam ,że te analizy są oparte na danych parametrycznych ,bez oglądu rywali , bo nie o to chodzi ,że przeciwnik gra czyli podaje, strzela, broni ,ale o ocenę czy robi to lepiej czy gorzej od nas. Ze strachu jeszcze nigdy nikt niczego nie wygrał.
Widzieliśmy ,że w tzw. sytuacjach stykowych ,w walce o niczyją piłkę wręcz odruchem naszych graczy było cofnięcie się, blokowanie ,a nie wyprzedzanie.
Wczoraj trener wreszcie dał więcej minut na pokazanie swych możliwości przez Kacpra Urbańskiego,ale też widzieliśmy ,że z uwagi na jego specyficzny styl gry, poruszania się - musi upłynąć pewien czas ,aby wkomponował się on w zespół.
Mnie martwi ,że nadal nasza gra jest nieuporządkowana co nie pozwala na ukazanie wszystkich indywidualnych umiejętności przez naszych zawodników.
Sędziemu Danielowi Sylwestrzakowi ocenę obniża traktowanie Pululu jak "świętej krowy'. Zaczęło się od 4' kiedy to Pululu udawał trupa po starciu z Piątkowskim, mimo ,że faulu nie było . Arbiter powinien zapomnieć zawodnika , który chce wymusić rzut wolny w sytuacji w której nie był faulowany ,a jedynie stracił piłkę na rzecz przeciwnika.Rozochocony Pululu w każdym starciu udawał ciężko rannego , a arbiter na te frajerskie symulki dawał się zbyt łatwo nabierać.Bo np. w 7' Kapuadi nie faulował Pululu.w 18 ' nie był faulowany przez Piątkowskiego , w 53' Szymański nie faulował Pululu. Czyżby Sylwestrzak bał się oskarżenia o rasizm ?.
Ta ochrona Pululu doprowadziła do tego ,że nasi zawodnicy zaczęli obawiać się w ogóle tknąć Kongijczyka. Ta nienormalna sytuacja wywołała negatywną reakcję trybun, które porównywały Pululu do pań swobodnych obyczajów. A co z rasizmem nie miało nic wspólnego. Uważam ,że gdyby Pululu bredził o rasizmie Legia powinna wystąpić o jego dyskwalifikację za fałszywe oskarżenie.
W 21' nasi zawodnicy i trener domagali się podyktowania rzutu karnego za rękę Romańczuka. Niesłusznie , bo według zmian przepisu o zagraniu ręką - jeżeli piłka trafi w rękę , która dotyka murawy i na której zawodnik opiera swoje ciało nie narusza to przepisów i nie jest przewinieniem.
Sylwestrzak zasłużył za pochwałę ,bo był zdecydowany, decyzje podejmował we właściwym czasie ,nie dopuszczał do pyskówek, ani do wymiany wzajemnych "uprzejmości",a do tego bezbłędnie decydował o zastosowaniu przywileju korzyści , a kiedy ten nie został skonsumowany - wracał do przewinienia . Pochwalić też trzeba Sylwestrzaka za wzorową współpracę z asystentami.
W sumie zasłużył na pozytywną ocenę.
Gawin w swym opisie jest wielce łaskawy dla trenera i zawodników.
Oczywiście można rzec ,że szczęście nie jest po naszej stronie ,ale parafrazując śp. Kazimierza Górskiego można też powiedzieć,że " Kiedy brak szczęścia się powtarza to nie jest to tylko brak szczęścia ". A mówiąc wprost nasz zespół jak na razie gra futbol beztroski, podczas kiedy, aby wygrywać trzeba grać pragmatycznie .
Trener miał wpływ na transfery, więc jego rolą jest ułożenie wszystkich klocków jakie ma i które sam chciał.
Wczoraj brakowało dobrego napastnika jakim jest Nsame, Rajovic jest przewidywalny i w pewnym sensie ograniczony i łatwy do rozgryzienia przez przeciwnika, na chwilę obecną jest gorszą wersją Pekharta.
Odnośnie Pululu to uważam, że Legia powinna stanowczo i ostro zareagować w tej sytuacji i jak pisze @Zbyszek - " powinna wystąpić o jego dyskwalifikację za fałszywe oskarżenie."
Aha, pewnie wszyscy pamiętamy jak WD PZPN zareagował na cieszynkę Josue pod bramką przeciwnika, to więc teraz oczekuję co najmniej takiej samej konsekwencji w podjęciu decyzji, w stosunku do tego piłkarzyka z Podlasia.
Razi mnie w sposobie pracy obecnego trenera ciągłe narzekanie i zostawianie sobie furtki na wypadek przyszłych niepowodzeń. To się odbywa pod hasłem „nie tak się umawialiśmy”. Ot, choćby po wczorajszym meczu ‘Po następnej przerwie reprezentacyjnej będą gotowi w 100 procentach’. Teraz, przerwa na kadrę, później - następna przerwa na kadrę. No i tak, byle do zimy, kiedy to nastać ma mityczna stabilizacja i możliwość przepracowania z jednym składem całego okresu przygotowawczego. I wtedy to dopiero ruszymy z kopyta. A tymczasem ruchy są zawsze - kontuzje i transfery. To wiadomo, i on też doskonale wie, że będą. Stabilizacja kadrowa to dzisiaj mit w takich klubach jak polskie. I wtedy powie: „Mi gwarantowali w momencie zatrudnienia, że będę miał trzon kadry bez zmian. A proszę, co się dzieje - tego sprzedali, tamten odszedł, ten zachorował, tamten nie może z nami trenować. Nie tak się umawialiśmy”.
Jeśli naprawdę ma takie oczekiwania, to jest naiwny. Nie wierzę, żeby w Rumunii były kluby z taką sytuacją kadrową, jakiej on żąda dla siebie w obecnym miejscu pracy. Nie bardzo mi się też chce wierzyć, aby ktoś w Legii mu składał takie przyrzeczenia w trakcie rozmowy o zatrudnieniu. Słowem, facet się asekuruje na całego, tak jakby szukał sobie zawczasu wymówki lub/i pretekstu do powrotu do Rumunii.
No i te media z jego kraju. Nie wiem, czy to są przecieki autoryzowane przez samego trenera, czy to tamtejsze środowisko dziennikarskie postanowiło na własną rękę o niego ‘walczyć’ metodą krytykowania jego obecnego pracodawcy w nadziei, że wróci i obejmie kadrę narodową Rumunii. Wolałbym ten drugi scenariusz. Jedynym przypadkiem z ostatnich lat, jaki kojarzę, gdy pracownik ‘walczył o swoje’ za pośrednictwem mediów w swoim kraju był niejaki Mahir Emreli. W zasadzie, każdego dnia można było przeczytać, co azerskie media donoszą o sytuacji zawodnika w Warszawie. A gdy już nie było argumentów, to zawsze pozostawało: „A ja strzeliłem przecież gola na wagę awansu ze Slavią Praga i proszę, jak mi się za to odwdzięczają. I to głową strzeliłem, chociaż mówili, że głową nie umiem”.
Ja bym te wszystkie zagrywki znosił ze spokojem, gdyby były widoczne pozytywne efekty pracy trenera. Ale nie ma. Nie myślałem, że to kiedyś napiszę, bo o Feio słyszeć nie chcę i byłem doń wrogo nastawiony od początku. Ale teraz wyżej oceniam pracę Feio z drużyną w analogicznym okresie zeszłego sezonu niż pracę obecnego trenera teraz. Co mi najbardziej doskwiera, to bronienie SFG. Myśmy tak sobie wczoraj atakowali, przeważali i mieli inicjatywę, ale mam wrażenie, że to wszystko było jednak pod kontrolą drużyny przyjezdnej. Pozwolili nam na tyle, na ile sami chcieli pozwolić. A przy słusznie nieuznanych bramkach (zwłaszcza drugiej), ratowały nas centymetry. Przecież u naszego wczorajszego rywala też kadra się zmienia, też jest gra w pucharach. I okazuje się, że Siemieniec może zapewnić właściwy poziom, i to bez narzekania. Przykro to pisać, ale drepczemy w miejscu, a inni się rozwijają. Chciałbym trenera, który zamiast marudzić i się asekurować, po prostu weźmie się EFEKTYWNIE do pracy, od bronienia SFG zaczynając. Na razie efektów nie ma, są wymówki.
Innymi słowy, z Pogonią u siebie musimy bezwzględnie wygrać, żeby z Górnikiem na wyjeździe grać o posadę Iordanescu? Zwolnienie trenera, zaledwie po kilku miesiącach pracy na 'placu budowy' to by była "jazda bez trzymanki", tym bardziej, że ten szkoleniowiec ma prawo stwierdzić, że założone cele realizuje, superpuchar zdobyty, awans do fazy ligowej europejskich pucharów zrealizowany, o mistrza ciągle gramy z problemami ale przebudowując diametralnie przy okazji kadrę.
Czy w takim razie, trener i Legia znalazły się faktycznie "na musiku"? Musimy wygrać dwa najbliższe mecze ekstraklasowe, żeby spokojnie przepracować przerwę reprezentacyjną? Drapię się po głowie, bo mam dylemat, najlepiej wygrajmy z Pogonią i Górnikiem i wówczas głupotami łepetyny nie będę sobie głowy zawracał!
Zacząłem się zastanawiać czy trio "Pekhart - Juranović - Mladenović" a w zasadzie permanentne wspominanie o nim, nie stało się aktualnym przekleństwem Legii? Dyrektor sportowy Michał Żewłakow nawołuje do prostej gry, narzeka na brak dośrodkowań, a mnie zaczyna taka gadka irytować. Najgroźniejszym naszym strzelcem w polu karnym rywala jest obecnie mierzący 173 cm Elitim. Prosta gra na wieżowca Rajovića będzie zdawała egzamin gdy ta nasza wieża będzie skuteczna, a gdy tego brakuje, to zawsze będzie korciło do postawienia tezy, że w polu gramy w dziewięciu przeciwko dziesięciu, a tym brakującym ogniwem jest właśnie rosły, silny napastnik niestety piłkarsko drewniany.
Na plus, bardzo pozytywnie zaskakuje mnie dyspozycja: Piątkowskiego, Szymańskiego oraz Recy. W tej akcji z pięćdziesiątej którejś minuty, w której Pietuszewski po rajdzie podał do Pululu, a ten wystawiał piłkę Imazowi mam wewnętrzne przekonanie że Vinagre zostałby w blokach, a Reca w kluczowym momencie znalazł się w odpowiednim miejscu wybijając piłkę. Czy Reca wygryzie z podstawy Vinagre?
Mam pretensje do Iordanescu za "prostą taktykę", ale że desygnował Kacpra Urbańskiego za Stojanovica to w tym miejscu muszę trenera pochwalić, naprawił to co zepsuł w ustawieniu na pierwszą połowę. Bardzo obawiałem się że Kacpra będzie traktował jedynie jako zmiennika dla Elitima lub Kapustki.
Cały czas w ofensywie chyba szukamy optymalnego ustawienia, mnie zaczyna nurtować pytanie, czy w przypadku gdyby Rajović nie odnalazł skuteczności, to w ataku nie powinniśmy postawić na Colaka lub nawet Krasniqiego na dziewiątce, a za nim graliby Kacper Urbański z Weisshauptem?
Corazstarszy: "Na razie efektów nie ma, są wymówki." - zgadzam się, Iordanescu jawi mi się jako trener pragmatyk, który woli wygrać 1:0 niż 4:3 lub 3:2, samemu do takiej filozofii się przyznaje. Fakt, że z tyłu wyglądamy w miarę poprawnie, ale z przodu ... niby mamy grać prosto, ale ta nasza "prosta gra" zaczyna przypominać "bicie głową w mur".