- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Górnik - Legia 3-1: Obraz nędzy i rozpaczy
Przed Legią kolejna przerwa w rozgrywkach z powodu meczów reprezentacji. W meczu kończącym jedenastą kolejkę Ekstraklasy nasza drużyna praktycznie bez walki uległa Górnikowi w Zabrzu. Gospodarze byli o klasę lepsi i prowadzili już trzy do zera. W końcówce bramkę dla naszej drużyny zdobył Biczachczjan.
Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Pankov, Kapuadi, Reca – Szymański – Weisshaupt, Kapustka, Elitim, Krasniqi – Rajović. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Łubik - Szcześniak, Janicki, Josema, Janža - Ambros, Hellebrand, Kubicki – Sow, Liseth, Chłań.
Legia zaczęła pasywnie. Od pierwszych minutach to Górnik lepiej operował piłką. W 4. minucie Liseth otrzymał piłkę w polu karnym, uderzył mocno i Tobiasz musiał interweniować. W 12. minucie płynna akcja Górnika zakończyła się niecelnym strzałem Sowa. Legia zaatakowała w 14. minucie. Elitim podał płasko do Weisshaupta, ale Niemiec w trudnej sytuacji nie zdołał celnie uderzyć na bramkę. W 16. minucie niecelnie zza pola karnego uderzył Hellebrand. W 22. minucie Górnik objął prowadzenie. Sow przerzucił piłkę z prawego skrzydła na lewą stronę pola karnego. Legioniści zgubili z radarów Chłania, który nieobstawiony pokonał Tobiasza strzałem głową. Górnik prowadził 1:0 i był to wynik w pełni zasłużony. W 31. minucie Kubicki uderzył z dystansu. Tobiasz odbił piłkę. Przy zupełnej bierności Recy piłkę przejął Sow, huknął z pola karnego i Górnik prowadził już 2:0. W 38. minucie żółtą kartkę za faul na Chłaniu ujrzał Pankov. W 44. minucie błąd popełnił Łubik. Wydawało się, że Legia musi zdobyć bramkę kontaktową, ale Rajović nie trafił w piłkę głową po podaniu Pankova i Kubicki zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. W doliczonym czasie gry Kapustka uderzył obok bramki.
Do przerwy Górink prowadził 2:0. Legia została całkowicie zdominowana. To było kompromitujące czterdzieści pięć minut w wykonaniu legionistów.
Na drugą połowę nie wyszli Krasniqi i Weisshaupt, których zastąpili Biczachczjan i Kacper Urbański. W 56. minucie Biczachczjan miał szansę po błędzie Josemy, ale uderzył zbyt słabo. Legia była bezsilna w ataku pozycyjnym. Gospodarze z łatwością wypychali naszą drużynę ze swojego pola karnego. Na boisku działo się niewiele. Taktycznie uraz symulował bramkarz Górnika, a kibice gospodarzy odpalili pirotechnikę na trybunach. W 72. minucie Čolak i Stojanović zastąpili Kapustkę i Wszołka. Nic to nie zmieniło w obrazie gry, bo legioniści nadal głównie kopali piłkę donikąd. W 84. minucie Górnik ostatecznie pognębił Legię. Sow znów dopadł do dobitki w polu karnym i nie dał szans Tobiaszowi. W 90. minucie Legia zdobyła bramkę honorową. Urbański zgrał piłkę do Biczachczjana, który uderzył mocno z linii pola karnego.
Trener Iordănescu oszczędzał swój pierwszy skład w meczu pucharowym rozegranym w czwartek po to, żeby w niedzielę jego zespół człapał po boisku, będąc tłem dla wybieganego i doskonale zorganizowanego Górnika. Trójka polskich pucharowiczów wygrała zarówno mecze pucharowe jak i ligowe. Czwarty, Legia, przegrał oba mecze, ale nie tylko o wyniki chodzi, ale też o grę, która była poniżej wszelkiej krytyki. Mecz w Zabrzu zabolał szczególnie, bo obnażył anachroniczny, przewidywalny i toporny futbol naszej drużyny. W dziesięciu ligowych meczach Legia zdobyła piętnaście punktów i jest raczej drużyną środka tabeli niż ligowej czołówki. Czy to oznacza koniec przygody trenera Iordănescu z Legią?


Ja natomiast widzę że nie ma dla mnie podstawowej cechy czyli nie potrafi porwać zawodników , dotrzeć do nich . Bez umiejętności motywacji nawet jak byłby wirtuozem taktyki nic nie osiągnie .
Napisałem, po meczu z Turkami, że chytry dwa razy traci i stracił, że manewr z rezerwami w tym meczu niepotrzebnie podniósł i zaognił atmosferę przed meczem z Górnikiem i podniósł. Zjeść ciastko i mieć ciastko, no tak to się nie da.
Iordanescu poniósł w bardzo krótkim czasie klęskę sportową i wizerunkową, jak najbardziej zasłużenie i do tego na własne życzenie. Ktoś napisze, że sezon sie jeszcze nie skończył i wszystko jest jeszcze możliwe, owszem nie mniej ja w projekt pt. Iordanescu przestałem już wierzyć, jeszcze szybciej niż w Feio swego czasu.Rozumiem, że drużyna jest w przebudowie itd. ale to wszystko wygląda jak zgliszcza, a nie zalążek czegoś nowego i lepszego.
Bycie trenerem reprezentacji jednak bardzo się różni od bycia trenerem klubowym na co dzień i my to chyba właśnie obserwujemy na przykładzie EI w Legii. Dodatkowo mam jakieś niejasne przeczucie, że część szatni nie nadaje na tych samych falach co trener.
Inną sprawą jest to, że mamy na tle ligi przeciętnych piłkarzy z małymi wyjątkami, a ci co potrafili zagrać coś niekonwencjonalnego technicznie zostali w ostatnim czasie pogonieni z klubu. Tak zaburzonych proporcji to nie mieliśmy od dawna, jesteśmy skazani na męczenie buły w meczach, granie do tyłu, do bramkarza, spowalnianie gry itp. Kreatywności w tej drużynie jest już bardzo mało i dlatego wg. mnie tak to wygląda.
Nie ma się co czarować. Czas mija, a od najgorszych meczów ligowych wiosną pod kierunkiem poprzednika (np. 1-3 w Radomiu, 3-3 Motorem) nie poprawiliśmy się. Dalej tak samo gramy, albo jeszcze gorzej.
Mam nadzieję, że był to ostatni meczu pana Iordanescu w roli trenera Legii. Podobno Wieczysta chce zatrudnić trenera z Rumunii - ten się nada idealnie. Fajne były opowieści o tej czerwonej lampce po badaniach krwi podstawowych zawodników. Trochę czasu potrzebował, aby podać tak ‘wiarygodny’ i ‘merytoryczny’ powód.
Panowała na jego temat m.in. narracja, że jest sprawiedliwy i tym zdobywa szatnię. Nie wiem. Krasniqi występuje, bo Iordanescu zna go z ligi rumuńskiej i go chciał, chociaż rezerwowy Sparty Praga to nie jest jakaś oszałamiająca rekomendacja. A i na boisku za wiele dobrego nie wnosi. W czwartek był przegląd zawodników mniej grających. Jeśli ktoś tym meczem zyskał to chyba Pankov i Wojciech Urbański. Nie rozumiem, skoro trener taki sprawiedliwy, czemu młodemu nie dał szansy. Przecież wszedł także w rewanżu z Hibernianem i zagrał bardzo odpowiedzialnie - z Wojtka stał się Wojciechem, jak któryś z komentujących ładnie to ujął.
Skojarzenia mam z pewną sytuacją, która w Legii miała już miejsce 6,5 roku temu. Dla ceniących wspomnienia, pióro i znajomość spraw Legii pana Adama Dawidziuka
https://legia.net/news/komentarz-zwolnienie-sa-pinto-bylo-koniecznoscia/73576
Dostrzegam liczne podobieństwa. Nie wierzę, aby nie dało się sprawić, że ci zawodnicy, którzy są zaczną grać lepiej. Nie twierdzę, że mamy super skład. Nie mamy. Ale nie mamy też składu na osiąganie wyników haniebnych i demonstrowania takiej gry. Bo na razie, ciężko dopatrzeć się postępu w porównaniu do kilkunastu minut kataklizmu w rewanżu z Hibernianem. Dalej Legię stać na takie granie. Tak jak za największą pomyłkę Jacka Zielińskiego uważam sprowadzenie do Legii Feio, tak to samo sądzę o pracy obecnego dyrektora sportowego.
Myślę, że dzisiaj dobitnie się okazało, że 1. miejsce w tabeli ligowej na koniec sezonu 2025/26 to nie dla nas. Inni są lepsi, a przedostatnie zdanie tekstu Gawina trafnie obrazuje naszą sytuację.
Totalna rotacja okazało się psu na budę potrzebna! „Jeżeli” Iordanescu chciał być magiem, to niestety, ale okazał się wystrychniętym na dudka, ryzyko rotacji objawiło się niewypałem. Po konfrontacji z Larnaką, rumuński trener zalicza drugą spektakularną wtopę na swoim koncie, trochę mi go żal, ponieważ uważam, że rotacja jest niezbędna, nie rozegra się lata i jesieni jednym żelaznym składem, pytanie, jak taka rotacja ma wyglądać pozostaje otwartym, lub po odpowiedź trzeba się zgłosić do Adriana Siemieńca.
Gwoli ścisłości przy stracie dwóch pierwszych goli, zaspali ci którzy dotychczas należeli do tych najbardziej chwalonych w zespole. Wszołek – reprezentant, Reca – aspirujący do kadry Urbana. Obaj dali dupy. Niestety wynik nie jest tylko ich winą, bo gra całego zespołu była nieprzekonująca, tak jakby, pozbawiona planu. Trudno przy tym wskazać zawodnika, który w zasadzie nie zawiódł.
Gawin: „ Czy to oznacza koniec przygody trenera Iordănescu z Legią?” – ha, należy potraktować obecnego trenera jak onegdaj Besnika Hasiego? Mhm, to co? Jacek Magiera niech wraca na Ł3?
Śmiech przez łzy, bo też nastrój raczej skrajnie minorowy.
p.s.
Senatorze Żewłak chciał zostawić Feio, Iordanescu to było „wyjście awaryjne”.
A Rumun swoje. ‘Nie zasłużyliśmy w pełni na wygraną’… I jeszcze ‘ wiem, czego potrzebujemy’. Ja tez wiem. Trenera.
Grzebie systemy, wiary, szkoły,
Ubija nad tym ziemię gładko,
Piórem, naganem lub łopatką,
Pełen nadziei , że o wiośnie
Cudny w tym miejscu kwiat wyrośnie.
A wiosny nima. Zawsze grudzień.
Nie rozpraszajmy jednak złudzeń . ...".
Od kiedy futbol , z butami, wkroczył do krainy biznesu i zaczął istnieć jako ważny gracz rynku kapitałowego, to jednym z nurtów badania tego fenomenu stało się porównywania go do firm przemysłowych , usługowych lub rozrywkowych.Opór przed takim stawianiem problemu sprowadza się do tego,że mimo tego monetarnego anturażu celem klubu nie jest wyłączne czerpanie zysków czy maksymalizacja wartości dla reprodukcji rozszerzonej,ale dla czarowania publiki.Porównania tyczą bardziej podobieństwa roli trenera do dyrektora generalnego ( wykonawczego) w firmie odpowiedzialnego za wielkość i jakość wyrobu.
Przede wszystkim w każdej branży, kiedy firma ma problemy , zwalnia się takiego dyrektora,a w klubie zwalnia się trenera.Jest to oczywista oczywistość.
Z tego też powodu prezesi , jeżeli nie są właścicielami klubów zarabiają ułamek tego co trenerzy. Bowiem to on jest w gruncie rzeczy szefem organizacyjnym , to on podejmuje kluczowe decyzje wpływające na dobrostan klubu.
Różnego autoramentu doktrynerzy uważają ,że wszyscy jesteśmy nawozem historii, więc ich zdaniem teoria ,że jesteśmy motorem historii splajtowała.
Lecz na gruncie naukowym nikt współcześnie nie lekceważy roli przywództwa. Autorzy takich badań w USA co prawda sprzed ponad 30 lat stwierdzili,że rentowność firmy w 30% zależy od dziedziny w jakiej działa, w 23% od marki, historii i struktury ,a w ok.15% od tego kim jest i jak działa dyrektor zarządzający. Z tego jasno wynika,że przywództwo jest tym bardziej ważne, im działa w ważniejszej branży. Niedawno Jose Mourinho odchodząc z Ferencbahce stwierdził,że on do tego klubu nie pasował , bo Turecki klub przerastał i może trenować tylko wielkie kluby.
Z tego punktu widzenia patrząc - to wielkie kluby potrzebują zarządzającego ( trenera) na miarę swej wielkości.
W niedawnej historii a i współcześnie prezesi, a osobliwie pan Mioduski nie rozumieją tego nierozerwalnego związku. Wielki klub , taki jak Legia jest miejscem do pracy mistrzów fachu trenerskiego ,a nie dla adeptów.
Anglicy w swej ocenie roli dyrektora wykonawczego poszli jeszcze dalej , gdyż stwierdzili ,że przywódca ma wpływ na tzw. zmienne czynniki wydajności firmy w 60 do 75%. Nie zbadano tej zależności w klubach piłkarskich ,ale w nim pewno spory wpływ ma kolektyw ( zespół) i jego umiejętności .
Tym co różni dobrego trenera od kiepskiego są oczywiście wyniki stanowiące konglomerat różnych umiejętności fachowych i przywódczych. Lecz jak to zbadali psychologowie jednostki utalentowane z natury - niewiele różni od tych miernie utalentowanych i odkryli korelację pomiędzy ćwiczeniami ( szkoleniem, trenowaniem) a osiągnięciami. To praca czyni z talentu gwiazdę. Lecz taka praca musi być celowa, sensowna , przemyślana i prowadzić do rozwoju.
Słabym punktem systemu doskonalenia i postępu pracy trenera jest brak obiektywnych mierników ocennych , bowiem ograniczają się one do wyniku.
Lecz i ta ocena zależy od cech charakteru właściciela, prezesa, gdyż jeden jest niecierpliwy , a drugi daje sobie czas na wstrzymanie. Nie ma bowiem zespołu piłkarskiego , który by nie przechodził przez mniejsze lub większe kryzysy.A wartością, której można się nauczyć jest zdolność do wychodzenia na prostą . Generalnie częste zmiany trenera osiąganiu sukcesu nie sprzyjają.
Nie można nie docenić roli mediów, do których trener musi umieć trafić , tak,aby był przez nie akceptowalny. Dobra lub zła ocena trenera rzutuje na ocenę klubu jako całości. Z drugiej strony jak to opisali antropolodzy w sytuacjach ekstremalnych lub trudnych od zarania dziejów składane były przebłagalne ofiary z ludzi ( zastąpione przez zwierzęta) i ten rytuał nadal funkcjonuje w postaci rzucania trenera na pożarcie mediom i kibicom jako jedynie winnego niepowodzeń.
Z naszego doświadczenia wynika ,że trenerzy są zwalniani za późno , bo następuje to wówczas kiedy wyniki zespołu są na najniższym punkcie cyklu i z natury rzeczy musi nastąpić odbicie od dna ku górze. Lecz jak łatwo zauważyć strat poniesionych spóźnioną decyzją nie da się często odrobić. Oczywiście przed podjęciem takiej decyzji wypadałoby w miarę obiektywnie ocenić przyczyny degrengolady, które mogą w sporej części nie zależeć od trenera jak np. kontuzje, kartki, pech , kiepska passa, brak czasu na zgranie zespołu itd itp. Nowy trener zmieniony w trakcie sezonu rzadko wprawia wahadło w ruch, on z tego wahadła korzysta.
Czasami zdarza się ,że za zwolnionym trenerem z posadą żegna się decydent , który go zwolnił. Tak jak to się stało w Górniku Zabrze. Była już prezydent Zabrza pani Agnieszka Rupniewska rządząca Miastem jak swoim folwarkiem , była "nielubiana' ,ale tym co przelało czarę goryczy było sekowanie klubu, zwolnienie ikony Górnika trenera Jana Urbana oraz opór przed dokończeniem oddania do użytku IV trybuny stadionu. Pani prezydent nie powołała prezesa klubu, które to stanowisko wakuje od 2023 roku co jest powinnością Miasta jako ,że Górnik jest w 85% jego własnością. Ważnym czynnikiem była opieszałość w przebudowie stadionu. Uchwała Rady Miasta z 2011 roku przewidywała przebudowę obiektu w ciągu 20 miesięcy , ale trzy pierwsze trybuny weszły do użytku dopiero w 2016 roku, natomiast czwarta, odpowiednik "żylety' dopiero we wrześniu 2025 roku już po odwołaniu Rupniewskiej.Dodatkowo mieszkańcy Zabrza uznali za uwłaczający sposób traktowania i zwolnienia trenera Jana Urbana co negatywnie zarzutowało na zespół.Trener Urban swoim zwyczajem nie owijał problemów w bawełnę i domagał się albo wzmocnienia zespołu ,albo jego prywatyzacji . Doczekał się dymisji.
B. prezydent nie doceniła skali emocjonalnego związku mieszkańców Zabrza z klubem i jego losem. Byłem kilka razy w Zabrzu, mam tam bliską rodzinę i wiem jak ważny jest dla nich Górnik. Mimo mniejszego stadionu Górnik notował trzecią wielkość frekwencji po Lechu i Legii. W Skarbie Kibica PS podaje ,że pojemność stadionu wynosi 31 871 miejsc co jest nieprawdą , bo do września 2025 było to nieco ponad 24 tys, , od września jest to 28 400 miejsc,a reszta czeka na dobudowę.Na wczorajszym mecz stadion był wypełniony po brzegi .
Zdesperowani mieszkańcy zorganizowali referendum i odwołali w maju 2025 roku Rupniewską ze stanowiska.
Wcześniej , najpierw odwołano Urbana , a dopiero potem szukano następcy ,a kiedy go nie znaleziono to trenerem został jego asystent Piotr Gierczak. Po nim od 01.07.2025 dwaj członkowie Zarządu zadecydowali o zatrudnieniu b. trenera Spartaka Trnawa Michala Gasparika, który grał w jedynym polskim klubie w latach 2011-2012 ,a był nim Górnik Zabrze.W czasie gdy był trenerem Spartka mierzył się w Pucharach z 3 polskimi zespołami: - w sezonie 2022/23 z Rakowem ( 0:2 i 0:1) , - w sezonie 2023/24 z Lechem ( 3;1 i 1:2 - eliminacja Lecha) , - w sezonie 2024/25 z Wisła Kraków ( 3;1, 1:3 - awans Wisły po karnych).
W Zabrzu po sierpniowych wyborach temat prywatyzacji nie istnieje, na co narzeka Lukas Podolski, który złożył ofertę kupna akcji posiadanych przez Miasto. Owszem klub ma zadłużenie od. 58 mln zł,ale jest ono efektem opieszałości w przebudowie stadionu i nieudolnego zarządzania przez kolejnych prezesów. W sezonie 2024/25 Górnik przyniósł zysk w kwocie 4,7 mln brutto ( 3 mln netto), a prognozy na sezon 2025/26 to wydatki 41 mln zł, a przychód 57,5 mln zł. Ostatnie dofinansowanie Miasta miało miejsce w lutym 2025 na kwotę 4, 5 mln na spłatę kredytu z 2015 roku. Przy budżecie Zabrza sięgającym 1,5 mld zł stanowiło to 0, 35%.
Dwaj pozostali członkowie Zarządu klubu ( tyle co najmniej wymaga Kodeks Spółek) nie tylko zatrudnili trenera Gasparika,ale dokonali szeregu wzmocnień w postaci : wypożyczenia z Augsburga bramkarza Łubika, ściągnięcia z Jagiellonii Saczka i Kubickiego, z Lechii Chłania , z Furth Massima , z Tych Dzięgielewskiego ( ponoć wielki talent) , z Lecha Pingota, z Penfelu Barbossy , z Iraklisu Tsirigotisa , z Lecha Ismahela .
Ciekawostką jest ,że trener Gasparik w 2022 roku założył w necie stronę poświęconą polskiej piłce nie ukrywając ,że jego marzeniem jest praca w naszej ESie. Przymierzany był do Rakowa po odejściu Papszuna i do Pogoni po zwolnieniu Gustafssona .
Pod jego kierownictwem Górnik sprawuje się nadspodziewanie dobrze ,a warto zauważyć,że sezon rozpoczął od gry systemem 4-1-4-1 do przegranego meczu z Motorem 30.08. , aby w meczach z GKS ( 1;2), z Rakowem ( 1;0) i Widzewem ( 3:2) przejść na system 5-4-1 i ponownie od meczu z Cracovią ( 1;1) wrócić do 4-1-4-1 .
Pozwolę sobie nieco rozszerzyć sprawozdanie Gawina.
Zespół Górnika grając defensywnie wybiera system 5-4-1, a gdy ma nastawienie ofensywne to 4-1-4-1. Wczoraj wybrał wariant ofensywny.
Pewno trener Gasprik miałby większy komfort w ataku, gdyby Legia "podstępnie" nie uprowadziła napastnika Colaka, który już był z Górnikiem dogadany. Dyrektor Żewłakow przepraszał za to "odbicie" Colaka tłumacząc ,że o kulisach sprawy nie wiedział, bo załatwiał ją Bobicz . Z kolei Bobicz nic nie mówi uznając,że wykazał się zaradnością.
Wczoraj najciekawsze było wejrzenie - co trener Gasprik wymodził, aby nie pozwolić Legii panować nad piłką w strefach 2/3 i 3/3. Trener Górnika się zbytnio nie wysilił, bo zagrał wysoką strefą,bez stosowania zespołowego pressingu, z liczeniem na zdobywanie piłek wskutek niecelnych podań graczy Legii. W ofensywie gracze Górnika natychmiast po odzyskaniu piłki rzucali ją w kierunku pola karnego Legii , a w ślad za nią sprintem ruszało do akcji 4-5 Zabrzan.
Takie atakowanie było możliwe , bo zawsze 3 z czterech obrońców Górnika trzymało głębię obrony , co też wydatnie utrudniało Legii granie szybkim atakiem.
W ataku Górnik grał podręcznikowo, a mianowicie atakował bocznymi sektorami i albo rozgrywał piłkę po lewej ( częściej) lub prawej stronie pola karnego Legii z oddawaniem strzału ,albo następowało heksagonalne zagranie w poprzek pola karnego na wchodzącego środkowego napastnika lub zamykającego strefę drugiego skrzydłowego . Mnie wręcz zabolało przy bramkach dla Górnika ,że nasi defensorzy dali się nabierać na takie szkolne granie.
Graczom Górnika udało się rozczłonkować zespół Legii, tak,że pomiędzy formacjami obrony, a pomocy pozostawała za duża wyrwa. W I połowie zespół Legii był na boisku ,ale nie zaistniał. Nasi rywale wyszli na boisko , aby wygrać i cel z żelazną konsekwencja realizowali. Po co wyszła Legia , tego najstarsi górale nie wiedzą
Kiedy kamery pokazywały boisko w szerszym planie to widać było sieciowe ustawienie zawodników Górnika i przypadkowe graczy Legii , w jednym sektorze było naszych kilku, a w innych żadnego .
Zespół dobrze zorganizowany potrzebuje mniej wysiłku ,aby realizować zadania , natomiast zespoły chaotyczne muszą braki rozstawiania strefowego bieganiem nadrabiać. Aż prosiło się o zadanie pytania : który zespół miał wyższej klasy zawodników i czy coś z tego wynikało ?.
Trener Iordanescu przyznał to co wiemy ,że podzielił zespół Legii na dwie grupy . Uzasadnił ten podział koniecznością ochrony piłkarzy przed kontuzjami przeciążeniowymi . Więc w jednym zespole są obecne dwie drużyny ,z których każda nie gra co 3 dni ,ale obie grają w rytmie tygodniowym. Tyż piknie!. Gawin tyleż trafnie ,co złośliwie tę antyrotacyjną rotację skomentował.
Sztab Legii zdążył się przyzwyczaić do tego ,że nasi rywale starają się stosować różniste metody co by nam nie pozwolić na wielopodaniową grę ofensywną opartą na kontroli nad piłką.
Niezależnie od tego co robią nasi rywale to Legia ma problem z płynnym przechodzeniem z fazy przejściowej do fazy natarcia. Nasz zespół nawet nieźle organizuje się w samej fazie przejściowej po odzyskaniu piłki . Bowiem kiedy odbieramy lub przechwytujemy piłkę to pierwsze podanie jest uwalniające, ale następnie nie jest organizujące,ale pasywne, zwalniające i zbyt często nietrafne.Przyglądając się tej nieporadności przypominam sobie Kazia Deynę. Jego geniusz m,innymi na tym polegał, że on zagrywał piłki tam gdzie takie podania przynosiły jego drużynie najwięcej korzyści ,a najwięcej szkody wrogom - tak jak by przewidywał dalszy przebieg akcji. Nie mając takiego grajka trzeba grać schematem ,ale zaskakującym i zmiennym, a nasz zespół gra przewidywalnie .
Legia dysponuje obecnie dwoma skrzydłowymi , o których mówi się ,że mają duży potencjał,ale wczoraj nie było widać ich taktycznego wykorzystania. Generalnie są tego dwie metody : albo gra do końcowej linii i stamtąd zagrywanie piłki wzdłuż linii końcowej lub dogrywanie do tyłu w rejon środka pola karnego na wchodzących napastnika i ofensywnego pomocnika,albo też schodzenie do środka wspomagając środkowego napastnika, a boki zostawiając bocznym obrońcom. Natomiast wczoraj i Noah i Krasniqi byli typowymi bocznymi pomocnikami takimi co grają trochę do przodu, trochę do tyłu :"Ni pies ni wydra, coś na kształt świdra ".
Nieumiejętność utrzymania się przy piłce na połowie rywala dowodziła słabości w zorganizowaniu współdziałania formacji obrony i pomocy , a pozostawienie kontroli pomiędzy nimi tylko jednemu defensywnemu pomocnikowi okazało się błędne.
Zwłaszcza w I połowie zespół Górnika obnażył niedoróbki taktyczno -organizacyjne w grze naszej drużyny, tak w ofensywie ( straty piłki blisko własnej bramki) oraz w defensywie ( pozwolenie na szybkie wchodzenie z piłką w naszą strefę obronną) .
Mnie zmroziło,że obca była naszej drużynie wzajemna asekuracja , a gra bez piłki była umiejętnością praktycznie nieistniejącą.
Musimy także pochylić się nad sposobem przygotowania fizycznego , bowiem zawodnicy Górnika zdecydowanie przewyższali naszych szybkością startową co powodowało,że szybciej dochodzili do tzw, bezpańskich piłek oraz wygrywali pojedynki biegowe. Dynamika gry była po stronie rywali, natomiast im dłużej trwało spotkanie tym nasi zawodnicy zaczynali górować szybkością wytrzymałościową , ale strat z wcześniejszych faz spotkania odrobić nie byliśmy w stanie.
Przez większą część spotkania to Legia miała większą kontrolę nad piłką ( np. ogólnie aż 61 % posiadania piłki), ale znacznie gorzej było z kontrolą przestrzeni. To z tego powodu taka przewaga parametryczna nie przełożyła się na wynik, bo nie wiedzieliśmy jak grać, aby dobrać się rywalom do tyłka.
Klasowy zespół musi umieć reagować adekwatnie do zmian sytuacji boiskowych. Więc jak by nie patrzeć taką drużyną obecna Legia nie jest . Pytanie na miarę Hamleta : kiedy nią będziemy i czy w ogóle?.
Sędzia Łukasz Kuźma znakomicie wszedł w mecz podejmując kilka szybkich, zdecydowanych decyzji i tym sposobem dał znać piłkarzom,że patyczkował się z nimi nie będzie. Pewno ranga spotkania wpłynęła na arbitra stymulująco , bowiem ,aby przy dynamicznych zmianach sytuacji podejmować trafne decyzje trzeba być blisko akcji , a to wymaga żelaznej kondycji . Sędzia Kuźma nie szastał kartkami ,ale każda którą pokazał była uzasadniona. Kamerzysta przy stanie 1;0 dla Górnika pokazywał jak w polu karnym piłka trafia w rękę Sowa, ale sędzia wcześniej dostrzegł faul Rajovicza na Josemie, więc o rzucie karnym mowy być nie mogło. Z kolei komentatorzy uznali ,że w 51 ' Pankov faulował w naszym polu karnym Kubickiego i wracali do tej sytuacji z uporem maniaka ( Kosowski), podczas kiedy Kuźma po sygnalizacji arbitra odgwizdał rzut wolny dla Legii, gdyż przed tym zdarzeniem podający do Kubickiego Ambros był na spalonym.
Można mieć do wczorajszej postawy Kuźmy drobne zastrzeżenia , bowiem nie reagował rzutami wolnymi na pady i trzymanie się za twarze głównie przez Janickiego jak i Janżę,ale też powinien im zwrócić uwagę na niedopuszczalność takich zachowań , które mogą podburzyć kibiców.
W sumie arbiter nie tylko zdał egzamin ,ale zasłużył na pochwałę.
W odróżnieniu od zespołu Legii !.
Nadal jest za wcześnie na kompleksową ocenę dokonań trenera Iordanescu .ale już wyraźnie widać ,że zmierza w tym kierunku od którego nowoczesna piłka nożna odchodzi od ponad dekady.
Jeżeli trener nadal nie będzie potrafił zmienić swego myślenia o docelowej grze zespołu Legii , z tak żałosnymi wynikami - to trzeba będzie zmienić trenera.
Oczywiście nie trenerzy są problemem ale akurat ten jest również problemem . Zawsze byłem ostrożny w zwalnianiu trenerów . Jedynym do tej pory którego chciałem aby wyp… dyscyplinarnie był Michniewicz . Zwyczajnie byłem przekonany że jak zostanie wylądujemy w pierwszej lidze .
Ten obecny od początku mojej sympatii nie zyskał ale to akurat małe piwo . Tylko jest problem on nie rokuje . Już niby blok obronny poukładany , nie tracimy bramek , a wystarczyło zagrać z kimś mocniejszym i kiszka. Ja się nie znam , ale jak już ja widzę że z tej mąki chleba nie będzie to jest źle .
Moim zdaniem on nie ma tej najważniejszej dla mnie cechy . Nie potrafi zjednać sobie piłkarzy , nie potrafi do nich dotrzeć i wyzwolić motywację chęć walki .
Bez tych cech nie zbuduje zespołu.
Wypożyczeni skrzydłowi nic nie wnoszą
https://www.transfermarkt.pl/noah-weisshaupt/detaillierteleistungsdaten/spieler/392163
https://www.transfermarkt.pl/ermal-krasniqi/detaillierteleistungsdaten/spieler/606893
Mi brakuje małych ruchliwych sukinkotów co prowadzą piłkę krótko przy nodze!
Mówi natomiast, że jeśli poprawimy współczynnik UEFA, to awans do LM stanie się realny. Wygląda mi na to, że decyzja o olaniu LKE nie była konsultowana, ale poważnych konsekwencji za nią nie będzie, bo ‘potrzeba stabilności’.
Stabilności nam, moim zdaniem, nie brakuje. Oby nie zrobiło się za późno na zmiany, jak już do prezesa i dyrektorów dotrze, że nie jesteśmy na dobrej drodze.