- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Zagłębie - Legia 3-1: Dezintegracja
Powrót Legii do ligowej rywalizacji po przerwie reprezentacyjnej wypadł fatalnie. Nasza drużyna rozegrała kolejny w tym sezonie bardzo słaby mecz wyjazdowy, zasłużenie przegrywając w Lubinie. Mecz został rozstrzygnięty już w pierwszej połowie, w której Legia straciła dwie bramki i zawodnika. W drugiej połowie Legia zdobyła bramkę dzięki samobójczemu trafieniu Szmyta, ale to było wszystko, na co było stać nasz zespół.
Trener Iordănescu postawił na drużynę w składzie: Tobiasz – Wszołek, Piątkowski, Kapuadi, Vinagre – Szymański – Weisshaupt, Kapustka, Elitim, K. Urbański – Rajović. Skład gospodarzy wyglądał następująco: Hładun – Lučić, Nalepa, Ławniczak – Jakuba, Kocaba, Makowski, Szmyt – Reguła, Rocha, Dziewiatowski.
W 3. minucie Vinagre podszedł do rzutu wolnego, jednak uderzenie Portugalczyka z lewej nogi było niecelne. W 6. minucie Reguła uderzył bardzo mocno z pola karnego. Tobiasz odbił piłkę. W kolejnych minutach na boisku działo się niewiele. Legia tradycyjnie długo utrzymywała się przy piłce, ale miało to miejsce w dużej odległości od bramki Hładuna. W 32. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Reguła otrzymał piłkę w polu karnym, usiłował zgrać do środka, jednak jego podanie przeciął Piątkowski i pechowo umieścił piłkę we własnej bramce. W 44. minucie Piątkowski obronił ręką strzał Dziewiatowskiego. Nasz obrońca ujrzał bezpośrednią czerwoną kartkę, a gospodarze otrzymali rzut karny. Do piłki podszedł Rocha i pokonał Tobiasza. Legia przegrywała już dwiema bramkami.
Pierwsza połowa meczu była kompromitacją Legii, która nie tylko straciła dwie kuriozalne bramki i zawodnika, ale grała przewidywalnie, anemicznie i nie potrafiła oddać celnego strzału na bramkę Zagłębia.
Na drugą połowę nie wyszedł Kapustka. Do gry wszedł Pankov, który rzecz jasna zajął miejsce na środku obrony. W 53. minucie Wszołek dośrodkował z prawej strony boiska. Urbański uderzył głową, piłka odbiła się od Szmyta, zmyliła Hładuna i wpadła do bramki. W 61. minucie Szymański uderzył niecelnie zza pola karnego. W 66. minucie Chodyna zastąpił Weisshaupta. W 71. minucie Vinagre przedarł się lewą stroną, dośrodkował, piłka trafiła najpierw do Wszołka, a potem do Rajovicia, który uderzył z półobrotu z kilku metrów. Hładun odbił piłkę. Bramkarz Zagłębia doznał w tej sytuacji kontuzji i musiał opuścić boisko. W 84. minucie Krasniqi zmienił Urbańskiego. Minutę później Krasniqi miał już na koncie żółtą kartkę. W tej samej minucie szansę na rozstrzygnięcie losów meczu miał Szmyt, ale z kilku metrów uderzył nad bramką. W 89. minucie Krasniqi uderzył głową po dośrodkowaniu Vinagre'a z rzutu wolnego, ale Burić spokojnie złapał piłkę. W szóstej minucie doliczonego czasu gry Sypek z kilku metrów dopełnił formalności po podaniu Lučicia i tym samym zamknął mecz. W Legii na boisku pojawili się jeszcze Gonçalves i Wojciech Urbański.
W tym momencie gra Legii niepokojąco przypomina koszmary z sezonu 2021/22. Piłkarze w jednostajnym tempie snują się po boisku bez większej wiary w sens tego co robią, przeciwnicy grają z większą zawziętością, pazernością, są szybsi i skuteczniejsi. Legia nie ma sprawdzonego sposobu gry, bo ten, który stara się wdrożyć trener Iordănescu, niestety nie działa. Nawet nie końcowe wyniki, ale przede wszystkim przebieg meczów z Górnikiem i Zagłębiem to już nie ostrzeżenie, to symptom poważnej niewydolności naszej drużyny.
Za tydzień ligowy klasyk z Lechem Poznań, a w czwartek mecz Ligi Konferencji z Szachtarem Donieck.


Tak pisze sir Gawin i te zdanie jasno pokazuje brak chemii między drużyną a trenerem . Z tej mąki chleba nie będzie . Czym szybciej Edward odejdzie tym szybciej wrócimy my jako kibice do zdrowia psychicznego .
Aha, w Watford otworzono szampany po finalizacji transferu do Legii.
Nie widać żadnego progresu tylko regres. Iordanescu niczego nie wnosi, nie pomaga, tylko szkodzi.
Tu po raz kolejny wszystko stoi na głowie, jaki jest wspólny mianownik od lat? Mioduski.
Szkoda, kolejny rok psu w cztery litery się zapowiada.
Edit.
Senator, w tym samym momencie zamieściliśmy komentarz, wnioski też podobne.
Chciałbym dopatrzyć się małego choćby pozytywu np. w postaci mniej złej niż pierwsza drugiej połowy. Ale uważam, że duży udział w zmianie obrazu meczu miała głupota Zagłębia. Może po 1. połowie nie mogli uwierzyć własnemu szczęściu i z tego szczęścia zgłupieli. W wiosennym 2-3 w Częstochowie, od stanu 3-0 Raków aż tak bardzo nie spuścił z tonu jak dzisiaj gospodarze.
Był taki mecz z Zagłębiem, sama końcówka kadencji Berga, w Warszawie. Było 2-2. Oni prowadzili 2-0 i mogli z nami zrobić, co chcieli, bo Legia nie grała nic. I zgłupieli i dali nam zremisować. Chyba Stokowiec ich wówczas trenował.
Pewnie największe gromy będą na Piątkowskiego. Ale dla mnie minusy meczu po stronie Legii to Tobiasz, Weisshaupt i D. Szymański. To ostatnie nazwisko przeraża, bo dotychczas uważałem go za najbardziej udaną nową postać w Legii. Ale ten mecz rozegrał okropny. A miał ok. 88 minuty strzał na 2-2. Uderzył z pola karnego anemicznie w rywala. Widać, praca z obecnym trenerem jedynie go cofa. Tobiasz zainicjował akcję z pierwszym strzałem celnym w tym meczu. Tak wybił, że Zagłębie wyszło 3 na 2 i nie wiedzieć czemu skończyli strzałem z tak sobie przygotowanej pozycji. Siatkarskie (z siatkówki plażowej) zagranie przy sytuacji z karnym było bardzo głupie i szkodliwe. Przy trzecim widział chyba, że Vinagre nie wraca za Sypkiem i mógł być przy piłce pierwszy. Uważam, że nawet przy 1-0, dało się przewidzieć, co zrobi Piątkowski. Może za wiele wymagam.
Tutaj były głosy po meczu w Zabrzu, że trener ma zostać, tylko mu piłkarzy trzeba wymienić, żeby pokazać, że muszą dawać z siebie wszystko i że swoją postawą nie mogą wymuszać zmian w obsadzie ławki trenerskiej. Gdyby na innego trenera trafiło, to może to miałoby sens. Ale Iordanescu przez pół roku by narzekał, że mu drużynę wymienili i że musi z nowymi pracować. No, niestety, pan Żewłakow wymyślił nowego trenera najgorzej jak się dało.
Bardzo smutny październik, jak to często w wykonaniu Legii od jakiegoś czasu.
Jeden element z zakresu czarnego humoru z 1. połowy. 41 minuta, rzut wolny dla Legii. Przy piłce ustawieni Vinagre i Rajović. Strzelał ten drugi. Prosto w dwuosobowy mur. Ale była chwila paniki w szeregach Zagłębia. Przez moment nie wiedzieli, jak się ustawić, bo rzuty wolne Legii to jałowe wrzutki na Rajovicia, a tu nagle … inny wariant. I, niestety, był to nasz najbardziej kreatywny moment w 1. połowie.
Szkoda, że w Legii Hładun nie miał takich interwencji jak dzisiaj w 2. połowie.
Gdybym miał o kimś pisać pozytywnie, to Pankov, Kapuadi, momentami Kacper Urbański, momentami Vinagre. Za mało.
11 meczów ligowych i co? Może za Koronę da się Legię pochwalić, może za 1. połowę z Pogonią. Wygrane z GKSem i Radomiakiem to więcej szczęścia niż rozumu i więcej pomocy rywala niż własnej zasługi. No i to chyba byłoby tyle dobrze grającej Legii w tym sezonie ligowym. Ostatni akapit Gawina trafia w sedno. To jest jesień 2021 bis.
PS. tak, Morishita chciał koniecznie do Blackburn, a Luquinhas był w Legii Michniewicza jesienią 2021 i ... dostał po buzi. Metod nie pochwalam, ale zasłużył, podobnie jak Emreli. Co nie znaczy, że bronię Rajovicia.
Piątkowski to taki typowy Piątkowski RBS dlatego w Legii nie będzie lepszy.
Jesień w plecy. Jedyne światełko w tunelu jest takie, że Kosowianina i Niemca można się pewnie pozbyć zimą.
Po jedenastu meczach Jagiellonia jest już dziewięć punktów z przodu, to jest nokaut, a przecież skala zmian personalnych u nich podobna co u nas. Jest połowa października, a my mamy już praktycznie zapewniony kolejny tzw. sezon przejściowy, nie tak miało być.
Gdyby Lech na Ł3 nam dokopał to powyższe słowa okażą się ponurym żartem, ale ... kogo wymieniamy? Piłkarzy? Trenera? Dyrektorów sportowych? Właściciela? Wszystkich?
Piłkarze! Rajovic? Jaki jest każdy widzi, a wcześniej pisano, uprzedzano, że w grze pożytek z niego może być żaden. Silny, rosły, nie można mu odmówić waleczności, chęci, ambicji no i na tym pozytywy się kończą, ale to trener z dyrektorami sportowymi zdecydowali się że Legii potrzebna jest "wieża-egzekutor" i taką miał być Rajović. O jego deficytach i ograniczeniach było głośno wszem i wobec w momencie kontraktowania, a jednak zdecydowano się na podmiankę z Gualem ponieważ taka była koncepcja i trenera i dyrektorów sportowych. Wspominamy z sentymentem trójkąt "Mladenović - Pekhart - Juranović" ale czy to wystarczające wytłumaczenie?
Weisshaupt? Subiektywnie jak dla mnie, na dziś, największe rozczarowanie. Miałem nadzieję że z futryną wejdzie do Ekstraklasy skoro w Bundeslidze dawał radę, był próbowany w niemieckich młodzieżówkach i jest wyceniany na 4 bańki €. Miałem nadzieję że z Niemcem w składzie zapomnimy o Morishicie lub Luquinhasie ale byłem naiwny, natomiast trudno mieć pretensje do dyrektorów sportowych za sprowadzenie, ponieważ pozytywne rekomendacje dla Weisshaupta wystawiali i Tomasz Urban i Marcin Borzęcki dla mnie spece od Bundesligi. Wychodzi, że wszyscy się pomyliliśmy. Na dziś, bo być może jeszcze Weisshaupt odpali, tylko czy mamy czas, żeby na to poczekać?
Krasnigi - czy spośród skrzydłowych w Ekstraklasie czymś się wyróżnia? Oprócz wzrostu moim zdaniem brak innego wyróżnika!
Colak - opcja rezerwowa, ale zamiast sprowadzać tego rodzaju piłkarzy wolałbym stawiać na Wojciecha Urbańskiego lub Jakuba Żewłakowa. W Legii stawiamy na zagraniczny szrot zamiast promować adeptów własnej Akademii.
Trener? Już o nim pisałem i zdania nie zmieniam, Iordanescu w innym układzie być może zanotuje jakiś trenerski sukces, ale w Legii ... . Jeżeli przegramy z Lechem nie będzie co zbierać!
Dyrektorzy sportowi? Żewłak to fajny facet, a Bobić ma duże piłkarskie nazwisko z Bundesligi, tyle tylko że "fajny" nie jest synonimem "profesjonalisty", a Łukasza Masłowskiego mało kto w Niemczech kojarzy, natomiast dyrektor Jagi dyrektorów Legii póki co wciąga nosem i może sobie nimi buty czyścić. Na dziś taka prawda! Po potencjalnym zwolnieniu Iordanescu panowie MŻ i FB otrzymają swoją drugą szansę na ponowne poukładanie klocków w Legii, ale trzeciej już być nie powinno!
Właściciel? Jako działacz piłkarski Mioduski nie jest Dyzmą pokroju Kuleszy. Nie jest również właścicielem klubu na wzór Józia Wojciechowskiego. Wykształcony, inteligentny, kulturalny. "Książenice" pozostaną jego zasługą, jaki był udział Mioduskiego w stworzeniu Ligi Konferencji do końca nie wiadomo, ale jeżeli nawet minimalny to też pozytyw, bo dzięki niej polskie kluby wsiadły do windy w europejskim rankingu. Mimo tego jawi się jako "demon nad Ł3"! Nie mam pojęcia, czy Mioduski jest gotów pozbyć się części udziałów w klubie, czy są na to chętni. Całkowita sprzedaż klubu moim zdaniem jest nierealna, za bardzo Mioduski wsiąkł w europejskie układy futbolowe.
Jeszcze tyko kilka meczów i będzie mógł ratować sezon. Pewnie wystawi rezerwowych na Szachtar, a potem skutecznie skontroluje mecze z Lechem i Pogonią. Przeklęta presja wyników spadnie, kiedy jedynym celem stanie się utrzymanie, kadrowicze dostana więcej wolnego od Urbana i Brzęczka, i będzie można spokojnie popracować.
Ciekawe, ilu porażek potrzebują Prezes i jego triumwirat Dyrektorów.
Dzisiejszą gawędę zacznę znowu od fragmentu "Traktatu moralnego" Czesława Miłosza :
"... Nie jesteś jednak tak bezwolny,
A choćbyś był jak kamień polny,
Lawina bieg od tego zmienia ,
Po jakich toczy się kamieniach.
I, jak zwykł mawiać już ktoś inny,
Możesz, więc wpłyń na bieg lawiny.
Łagodź jej dzikość, okrucieństwo ,
Do tego też potrzebne męstwo ... ".
Swego czasu do firmy w której pracowałem przyszedł jakiś przedsiębiorca, który podzielił się taką oto refleksją :" Mam syna, którego chcę wdrożyć do przejęcia firmy ,ale on się nie garnie, o co mam do niego pretensje. Na co broniąca go żona pyta : " Czy on ćpa ?" - No ,nie , "Czy on chla ?" - No, nie, "Czy on wydaje pieniądze na dziwki ? " - No ,nie . " To czego ty od niego chcesz ?" - "No właśnie. Czego ja od niego chcę ?"".
Kiedy mnie pytają jaki ja mam stosunek do trenera Iordanescu , odpowiadam ,że taki sam jak do komara, a gdy mnie pytają - czego ja od niego chcę, odpowiadam ,że ja od niego nic nie chcę, ba, ja nawet nie chcę, aby on dalej w Legii pracował.
Jednocześnie potwierdzam,że uważam iż, wybór Iordanescu na trenera Legii był właściwy , bowiem grał on piłkę w niezłych klubach, ma on 15-letni staż trenerski, będąc trenerem reprezentacji Rumunii nieźle radził sobie w LN, awansował na Euro 2024 i wyszedł na 1 miejscu z grupy. Ba, nawet pytany o strategię prowadzenia zespołu miałby statystyczne argumenty na rzecz stawiania na dominację Legii poprzez większą kontrolę nad piłką , bo statystyki z lat 2012-2021 wybranych 8 lig europejskich dowodzą ,że zespoły, które mają przewagę w posiadaniu piłki odnoszą sukcesy w 51% spotkań, te , które wymieniają więcej celnych podań odnoszą sukces w 55% meczów, a ci , którzy oddają więcej strzałów na bramkę w 58% - co daje średnią efektów na poziomie 55%.
Tyle tylko ,że , aby zdobyć Tytuł to trzeba zdobyć ok. 70% punktów ,a nie 55 , a na chwile obecną Legia nawet tego pułapu nie osiąga.
Dzieje się tak dlatego , o czym z uporem maniaka donoszę,że współczesna piłka żywi się kontrolą nad przestrzenią. I tej drastycznej różnicy Iordanescu za cholerę nie rozumie i tłumaczy ,że Legia ma niefart , bo przecież, jego zdaniem, tak jak wczoraj powinna wygrać, bo miała 66% posiadania piłki, wymieniła prawie dwa razy więcej podań,a ich celność była o 11% wyższa niż Zagłębia.
Lubię porównania , w tym do skoku wzwyż i na jego przykładzie powiem ,że filozofia Iordanescu jest anachroniczna i to ona jest przyczyną klęsk Legii. W skoku wzwyż jednym z pierwszych stylów był tzw. nożycowy ,ale powyżej 208 cm nikt nim nie skoczył, więc wymyślono styl przerzutowy ,ale rekord świata zatrzymał się na 222 cm, zaś obecnie zawodnicy skaczą flopem ,a rekord świata to 245 cm.
Trener Iordanescu zatrzymał się na etapie stylu przerzutowego .
Historycy futbolu zgodnie uznają,że pierwsze podejście do kontroli nad przestrzenią boiska zawdzięczamy Holendrom - o czym znawca przedmiotu David Winner w książce " Wspaniała pomarańcza " pisał tak :" Futbol totalny oparto na nowej teorii kontroli przestrzeni. Podobnie jak w XIX wieku Cornelis Lely wymyślił i wcielił w życie pomysł tworzenia nowych folderów, tak Rinus Michels i Johan Cruyff wykorzystali potencjał nowego gatunku piłkarzy , zmieniając wymiary boiska piłkarskiego ".
Holendrzy uważają ,że wynalazcą kontroli przestrzeni w ramach tzw. futbolu totalnego był ich rodak Michels ,ale ja przychylam się do zdania Wilsona ,że był nim trener Ajaxu Rumun Stefan Kovacz . Szkoda ,że Iordanescu nie naśladuje swego rodaka.
W ówczesnej reprezentacji Holandii kontrolę przestrzeni wprowadził Michels, a jej boiskowym uosobieniem był Cruyff. To Johan nakreślił znaczenie przestrzeni w dwóch odrębnych stanach : z piłką i bez piłki co ujął tak : " Gdy jesteś przy piłce musisz mieć jak najwięcej przestrzeni , a gdy ja tracisz musisz minimalizować przestrzeń jaką dysponuje przeciwnik. W istocie w piłce nożnej chodzi tylko o odległości" . Takie podejście oznacza ,że całość wydarzeń boiskowych należy postrzegać w kategoriach pozycji i ustawienia. Jedni za najważniejsze uznawali charakterystykę piłkarzy ( np. silny i szybki), drudzy skupiali się na rozwiązywaniu konkretnych sytuacji boiskowych ( np. wygrywanie sytuacji stykowych), a jeszcze inni , co należy robić z piłką ( np. szybko przenieść w rejon podbramkowy rywali).
Trener Michels uważał ,że futbol oparty na kontroli przestrzeni opiera się na dwóch filarach : wymienności pozycji w ofensywie i pressingu w defensywie. Jedną z metod było jego zdaniem odzyskanie piłki tak szybko jak to możliwe , a było to możliwe , gdy wszystkie linie ( formacje) przesuną się do przodu, grając blisko siebie.
Znaczenie pressingu zmalało wraz ze zmianą przepisu o spalonym, a chodziło o wykładnię "brania udziału w grze".
To wówczas czyli ponad 50 lat temu uznano ,że np. napastnik jest pierwszym obrońcą i że ustawienie obrony decyduje o długości i szerokości pola gry. Każdy zawodnik musiał mieć świadomość,że trzeba stworzyć przestrzeń do rozgrywania , gdy jesteśmy przy piłce , a bez piłki należy grać bliżej siebie.
Klasycznym ustawieniem do realizacji tego celu było 4-3-3, które po perturbacjach ( 4-4-2, 4-2-3-1, 3-4-2-1 itp) wróciło ok. 15 lat temu do łask i grają nim najlepsi.
Kluczowym, niezbywalnym elementem systemu kontrolnego jest trzymanie szerokiego pola gry zarówno przy pomocy skrzydłowych , jak i obiegających ich bocznych obrońców. Gra skrzydłowych od tamtego okresu uległa zmianie, gdyż w pierwotnym systemie kontrolnym trzymali się oni sztywno linii bocznych , grali do końcowej linii i stamtąd posyłali piłki w pole karne, zaś obecnie nie tylko mają rozciągać obronę ,ale schodzić do środka wspomagając bezpośrednio środkowego napastnika oraz zamykać strefę po drugiej stronie ataku.
Z wymiennością pozycji skończył trener Val Gaal. To on zerwał z tradycją ,że dyscyplina taktyczna obowiązywała tylko wówczas gdy drużyna nie miała piłki, broniąc się całym zespołem, zaś gracze ofensywni cieszyli się swobodą. To on wprowadził taką samą dyscyplinę w postaci ustawienia graczy na boisku , gdy drużyna była w posiadaniu piłki. Jednym z celów była ekonomika wysiłku , tak ,aby mniej biegać ,a większe efekty osiągać ustawieniem i blokowaniem korytarzy po których rywale przemieszczają piłkę.
Taką klasyczną metodą stawiania czoła zmasowanej obronie rywali było konstruowanie przez ofensywnych pomocników akcji skrzydłami . Gdy po jednej stronie boiska skupiono uwagę rywali przenoszono grę na drugą stronę , gdzie skrzydłowi miał więcej przestrzeni . Ten cel osiągano za sprawą 2-3 szybkich podań w trójkącie, niż dzięki długiemu przerzutowi piłki . Tym sposobem środkowi pomocnicy wyciągali z bloku przeciwników dając więcej miejsca na drugiej flance. Dbano przy tym ,aby po odzyskaniu piłki nie tracić czasu na zbędne podania wszerz i do tyłu, lecz rozgrywano ją w kierunku bramki przeciwnika.
Wczorajszy mecz był konfrontacją dwóch stylów gry :jednego opartego na kontroli piłki ( Legia) i drugiego opartego na kontroli przestrzeni ( Zagłębie ). Trafnie Gawin w sprawozdaniu zauważa,że styl preferowany przez Iordanescu nie działa, bowiem spotkanie wygrał zespół posiadający piłkarzy o znacznie niższych umiejętnościach, niż zawodnicy Legii.
Trener Ojrzyński z uwagi na brak podstawowego defensywnego pomocnika Dąbrowskiego dokonał na mecz z Legią zmiany podstawowego ustawienia z 4-2-3-1 na 3-4-3, dając jednocześnie możliwość ogrania młodym, wielce uzdolnionym zawodnikom jak : Mateusz Dziewiątkowski ( 18 lat), Marcel Reguła ( 19 lat) i Filip Kocaba ( 21 lat). W kadrze drużyny Zagłębia są jeszcze tacy reprezentanci reprezentacji młodzieżowych jak : Matysek, Karasiński, Orlikowski, Sochań, Kolan, Kolonko , Kusztal, Nowogoński i Popielec.
Trener Ojrzyński ustalając taktykę nie szukał oryginalności , lecz poszedł drogą wytyczoną przez innych trenerów i grę w defensywie oparł na wysokiej strefie z elementami ukierunkowanego wysokiego pressingu , a nawet agresji w walce o wygrywanie sytuacji stykowych. Natomiast grę w ofensywie oparł na wykorzystaniu luki w zespole Legii pomiędzy 2-3 obrońcami a resztą drużyny. Na tzw. desancie w tej 'bezpańskiej" strefie pozostawiał szybkich skrzydłowych ; Regułę i Kajetana Szmyta. Natychmiast po odzyskaniu piłki gracze Zagłębia kierowali do jednego z nich piłki ,a ci indywidualnymi akcjami mieli atakować bramkę Legii lub utrzymywać się przy piłce do nadbiegnięcia partnerów. Tej prostej grze sprzyjało ustawienie graczy Legii, którzy pilnowali skrzydeł , pozostawiając luzy w środkowej strefie. Nie było również nowością prowadzenie akcji ofensywnych głównie prawą stroną ( Reguła), bowiem nie jest żadną tajemnicą,że Vinagre nie jest mocnym ogniwem bloku obronnego Legii,a dodatkowo jeszcze wczoraj słabo zaprezentował się Piątkowski. Trzeba przyznać,że zawodnicy Zagłębia potrafili te słabości wykorzystać oddając na bramkę Legii 16 strzałów , w tym 5 celnych ( Legia 12 i 2).
Nadto trener Ojrzyński sprawnie reagował na wydarzenia i np. po strzeleniu kontaktowej bramki przez Legię dokonał natychmiast 3 zmian , w tym za nieruchawego Rochę ( wypożyczony z Rakowa) wprowadził na boisko zakupionego za 1 mln Euro z AEK Ateny Kosidisa ( ostatnio na wypożyczeniu w Puszczy Niepołomnice.
Ponieważ mimo osłabienia Legia w II połowie zaczęła przeważać to piłkarze Zagłębia w odpowiedzi "kradli' czas ,a to padając na boisku po każdym starciu, a to agresywnie przeszkadzając w konstruowaniu akcji,a to faulując, nie unikając żółtych kartek. Potrafili przy tym wykorzystać brak koncentracji i strzelić przesądzającego o wygranej gola na 3;1.
Trener Iordanescu ustawił zespół Legii 4-1-4-1 , z tym ,ze z uporem godnym lepszej sprawy wystawia Kacpra Urbańskiego na pozycji lewoskrzydłowego , mimo ,że sztuka taktyczna nakazuje ,aby to ofensywni pomocnicy kierowali skrzydłowymi ,a jak to pokazał Urbański w meczu U21 ze Szwedami potrafi to robić. We wczorajszym meczu było to tym bardziej uzasadnione,że Kapustka rozegrał bardzo słaby mecz. Drugim zaskoczeniem było wystawienie do gry od pierwszej minuty Piątkowskiego , który pewno kontuzję wyleczył, ale przebieg spotkania wykazał ,że w pełni zdolny do gry nie był.
Lecz tym co jest wręcz tragiczne w grze Legii to fakt,że nasi gracze po odzyskaniu piłki nie grają nią natychmiast do przodu,ale rozgrywają do tyłu lub wszerz zmuszając rywali do niskiej obrony , a samym wchodząc w atak pozycyjny - w którym nasz zespół kompletnie sobie nie radzi. Obłęd !.
Nadal nie radzimy sobie z przejściem z fazy przejściowej do ofensywy, co widać ,gdyż Legioniści grają dokładnie ( 86% celności podań) , kosztem szybkości sekwencyjnego przemieszczania piłki w kierunku bramki rywali.
Nie potrafimy wytworzyć przewagi liczebnej w wybranej strefie boiska co przy bronieniu niską,ale aktywną strefą przez rywali jest nieefektywne. Tym bardziej,że po odzyskaniu piłki nasz wolno grający zespół pozwalał rywalom na odbudowanie ustawienia obronnego.
Grając w ten deseń przewagi w umiejętnościach piłkarskich się nie udowodni.
Jednocześnie wręcz pomagaliśmy Zagłębiu utrzymując na skrzydłach nie tylko bocznych pomocników, bocznych obrońców ,ale i pomocników ofensywnych , zostawiając niepilnowane całe połacie środka pola gry.
Trudne do pojęcia jest kierowanie zmianami przez Iordanescu , gdyż po I połowie powinien on w przerwie dokonać 3-4 zmian. Brak zmian może świadczyć o tym ,że trener uznał,że Legia gra dobrze,ale nieszczęśliwie ,albo też oślepł i zgłupiał. Zejście Kapustki było uzasadnione jego słabiutką grą,ale wprowadzenie za niego obrońcy Pankova to godzenie się na porażkę. Wiele zespołów gra na 3 obrońców z tyłu i Legia też tak grać powinna.
Sama gra legii w II połowie uległa niewielkiej poprawie i była bardziej efektem postawienia przez Ojrzyńskiego na utrzymanie wyniku, niż naszą zasługą.
Lecz nawet tej darowanej przez rywali przestrzeni nie potrafiliśmy wykorzystać , bo co prawda kontrolowaliśmy wydarzenia ,ale też nie potrafiliśmy utrzymać koncentracji do końca spotkania.
Pewno już w czasie nieodległym , niesprawny system VAR zostanie zastąpiony przez FVS ( Futboll Video Support) ,w którym zamiast automatycznej weryfikacji sytuacji to trener będzie poprzez sędziego technicznego zgłaszał potrzebę weryfikacji , jego zdaniem , nietrafnej decyzji. Po takim zgłoszeniu sędzia dokona weryfikacji na podstawie przeglądu video z różnych kamer ustawionych pod różnymi kątami , z różną prędkością kamery . Trener będzie miał prawo do 2 zgłoszeń w meczu i do jednego w dogrywce, przy czym jeżeli pierwsze będzie niezasadne to trener straci prawo do drugiego.
Trener będzie miał prawo do przeglądu w 4 kategoriach decyzji :
- bramka/brak bramki - drużyna atakująca popełniła przekroczenie , piłka poza grą, piłka wpada do bramki, spalony, zagranie ręką, przewinienie i wkroczenie na pole przeciwnika podczas rzutu karnego ,
- kara/brak kary - drużyna atakująca popełnia przewinienie , piłka poza grą, miejsce popełnienia przewinienia , nieprawidłowe przyznanie kary, przewinienie nie jest karane,
- bezpośrednia czerwona kartka - pozbawienie zawodnika oczywistej okazji do zdobycia bramki, poważny faul, agresywne zachowanie( gryzienie, plucie ), używanie obelżywego , obraźliwego, wulgarnego języka lub gestów,
- pomyłka w przyznaniu żółtej lub czerwonej kartki.
System FVS był testowany podczas Euro w futsalu w 2021 roku, obecnie jest testowany w 6 meczach MŚ U20 w Chile oraz w III lidze włoskiej.
Wielkim entuzjastą jego wprowadzenia jest szef sędziów UEFA Pierluigi Collina.
Jak zostanie wprowadzony to młodzi sędziowie stracą podpowiedzi sędziów VAR z których nauczyli się sprawnie korzystać.
Swoistą burzę wywołała wypowiedz Szymona Marciniaka , który w sposób szyderczy wyśmiał patopismactwo oraz zawodników domagających się rzutu karnego za każde zetknięcie z rywalem.Moim zdaniem Marciniak ma rację,że media oszalały i nic innego nie robią poza podważaniem decyzji sędziów, więc słabsi psychicznie arbitrzy ulegają presji ,zaś wielu zawodników robi za gladiatorów w środku boiska, a w polu karnym padają jak muchy.Podpowiadam sędziom,żeby jednak w takich sytuacjach kartek nie szczędzili .
Wczoraj młody sędzia Patryk Gryckiewicz pokazał się z jak najlepszej strony.Już w 2' nie uległ presji zawodników Legii domagających się ustalenia wykonania rzutu wolnego po faulu Nalepy na Kapustce bliżej pola karnego Zagłębia. Arbiter miał rację, bo miejscem wykonania rzutu wolnego jest początek przewinienia ( podstawienie nogi) ,a nie miejsce upadku zawodnika.
W 29' nie uległ gwizdom kibiców Zagłębia domagających się podyktowania rzutu wolnego przed polem karnym Legii za rzekomy faul Kapustki na Szmycie ( gracz Zagłębia potknął się o własne nogi).
Chyba trochę na wyrost stosował tzw. przywilej korzyści , bowiem kilka razy zespół tak potraktowany szybko tracił piłkę i pewno miałby większą korzyść z rzutu wolnego.
W 43'sędzia Gryckiewicz stanął przed poważnym wyzwaniem, bowiem asystent sygnalizował spalonego Rochy, który w momencie zagrania piłki z połowy Zagłębia był na ewidentnej pozycji spalonej ,ale piłka została zagrana do Reguły, który na spalonym nie był, a po strzale i dobiciu piłki przez Tobiasza dopadł do niej Dziewiątkowski ,zaś po jego strzale piłkę na linii bramkowej ręką odbił Piątkowski. Arbiter słusznie uznał ,że Rocha nie brał udziału w akcji i podyktował dla Zagłębia rzut karny , a Piątkowskiego ukarał czerwoną kartką.
Ten młody arbiter zaskoczył bliskim koleżeństwu stosunkiem do zawodników, nie unikał rozmów, wyjaśnień , nie wykazywał wyższości - co obniżało skalę emocjonalnego napięcia między stronami. Lecz kiedy w końcówce meczu narastająca presja, zmęczenie owocować zaczęło wzmożeniem ostrych fauli przeciwdziałał im karząc agresorów żółtymi kartkami.
W sumie zanotował bardzo dobry występ.
Dostrzegam coraz mniej sensu w wysłuchiwaniu trenera Iordanescu jak to on chce, aby Legia grała, a także jego opowieści o tym jaką to Legia miała przewagę, bowiem rzeczywistość skrzeczy i mitomaństwu przeczy.
Zawodnicy Legii w kolejnym spotkaniu wyglądają jak by nie wiedzieli po co wychodzą na boisko i jak by byli zdziwieni ,że rywale nie kładą się przed nimi na plecy.
W zespole Legii brakuje wszystkiego ,a przede wszystkim trenera.
Nie chcę bić w Iordanescu jak w bęben, wydaje mi się, że drużyna z Jagą i z Rakowem grała tak jak mniej więcej sobie trener wyobrażał i jeżeli zagramy na podobnym poziomie z Lechem, a dodamy do tego "błysk", jakiś "magic touch" plus skuteczność to Kolejorza ogramy i barometr kibicowskich nadziei wówczas się trochę zmieni.
Natomiast mimo że Jagę zdominowaliśmy to i ten mecz mogliśmy przegrać bo spalone Jagi były minimalne, w Częstochowie okradł nas sędzia kuriozalnym karnym, ale my też nie mogliśmy w tamtym spotkaniu postawić kropki nad i. O ile taką kropkę postawimy w meczu z Kolejorzem, to może ligowa passa się odwróci, ale też w niedzielę Lech może wbić gwóźdź do trumny Iordanescu.
Przy okazji, Marek Papszun jeszcze niedawno był uznawany na najlepszego trenera w Ekstraklasie, a Michał Świerczewski za najbardziej racjonalnego, analitycznego właściciela klubu. Transfery w Częstochowie również porobili okazałe i ... są w jeszcze większej czarnej dupie niż my.
To wszystko starając się być "advocatusem diaboli" dla Iordanescu i szukając pozytywów dla niego, ponieważ trudno mi uwierzyć, że on odwróci złą passę. Zaryzykował "totalną rotację" chciał zmobilizować drużynę na ligę, ale osiągnął rezultat odwrotny do zamierzonego i teraz to się ciągnie. Feio był nazwijmy "specyficzny" ale zespół był raczej za nim, czy obecnie piłkarze będą chcieli "umierać za trenera"? Zobaczymy w czwartek i w niedzielę, powtórki z "totalną rotacją" już raczej nie będzie!
Trener rezygnuje, klub rezygnacji nie przyjmuje, ale zarząd obraduje - a najlepiej poinformowane rumuńskie media przekazują: "(Iordanescu) chciał odejść, wierząc, że taki wstrząs mógłby pomóc zespołowi się przebudzić i wrócić na właściwe tory — zarówno pod względem wyników, jak i atmosfery w drużynie." - trener kapituluje, ale klub kapitulacji nie przyjmuje do wiadomości, ależ na Ł3 musi być panika, że drużynę będzie musiał objąć ten nieokrzesany Vuković!?
Doprowadził do tego, że z Legii już się wszyscy śmieją patrząc na jego nieudolne zarządzanie.
A faktem jest ,że trener Iordanescu nie złożył żadnej dymisji , bo byłaby ona natychmiast przyjęta.Nie było żadnego spotkania w dniu 20.10 ani Żewłakowa ani Bobicza z zawodnikami, bowiem od interakcji z zespołem jest tylko trener . W dniu 20.10. takie spotkanie byłoby niemożliwe , bo zawodnicy po niedzielnym meczu mieli roztrenowanie i zabiegi fizykoterapeutyczne.
Z tego co wiem , to wieczorem trener Iordanescu powiedział dwom członkom Rady Drużyny ,że praca w Legi kosztuje go strasznie dużo sił i swoją dalszą pracę uzależnił od decyzji rodziny.Jednocześnie odwołał wtorkowy trening taktyczny, a zajęcia dla chętnych mieli poprowadzić asystenci. Ze swej strony Rada zapewniła go ,że ma pełne poparcie wśród zawodników i że najbliższymi meczami będą chcieli się zrehabilitować.
W sumie Zarząd Legii nie zajął się w ogóle sprawą ewentualnego odwołania trenera, bowiem zapewniono go jak go zatrudniono,że pierwsze rozliczenie nastąpi po zakończeniu rundy jesiennej.
Sądzić należy ,że Żewłakow i Bobicz boją się przyznać,że pobłądzili i usprawiedliwiają porażki tym ,że trener musi zaadaptować nowych zawodników.
Wbrew doniesieniom medialnym w Legii nie ma nastroju paniki ,bo wszyscy mają przekonanie,że zespół musi wyjść ma prostą ,a obecnie nie ma trenera o lepszym CV niż Iordanescu.
Mnie natomiast uderzyła informacja ,że rozmawiano z Brianem Priske i jak zrozumiałem jego kandydaturę odrzucono - co dla mnie oznacza,że Żewłakow i Bobicz kiedy pociąg z napisem "Nowoczesny futbol" ruszył - zostali nas peronie.
Szukanie usprawiedliwień jest niedorzeczne , bo przykład Siemienieca pokazuje,że można pogodzić ligę i LKE ,a w Jadze jest tylko 3 graczy o klasie porównywalnej z większością zawodników Legii
Zaś Priske w Sparcie Praga awansował do LKE ( jest w grupie z Rakowem ) i zajmuje 1 miejsce w Lidze Czeskiej.
Tym samym wracamy do początku co oznacza ,że problemem jest Iordanescu i to ten problem musi zostać rozwiązany.
Dodam ,że ja wyrażam swoje opinie i nie zwalniam trenera , bo to nie ja go zatrudniałem. Mój rozmówca też nie zajął stanowiska mówiąc,że został odsunięty i niehonorowo byłoby krytykować następców.
Piotr Koźmiński lub Marcin Szymczyk to poważni dziennikarze, oczywiście mogli zostać „wypuszczeni” z „rezygnacją Iordanescu”, Bobic i klub zaprzeczają i trzeba taką wersję uwzględnić, ale subiektywnie dla mnie przesadzające są „rumuńskie doniesienia”, a w nich kluczowe stwierdzenia Daniela Stanciu.
„– Poprosił o rozwiązanie kontraktu w sposób polubowny – przekazał Stanciu w rumuńskim programie iAMsport LIVE. – Presja jest ogromna. Nie wiem, jak oni zaplanowali strategię latem, jest wiele rzeczy do omówienia, ale nie mogę zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo nie chciałbym postawić go w trudnej sytuacji wobec Legii. Faktem jest jednak, że negocjuje odejście z klubu.
– Edi był zawiedziony, że latem sprzedano ośmiu graczy, przynosząc klubowi ponad 15 milionów euro. To byli podstawowi zawodnicy, a ci, którzy przyszli w ich miejsce, nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie spełnili oczekiwań – mówił Stanciu.
Osoba z otoczenia Iordanescu zarzuca też władzom Legii niedotrzymywanie obietnic.
– W Legii panuje ogromna presja na natychmiastowe wyniki. To już piąty z rzędu sezon, w którym klub nie zdobył mistrzostwa kraju. Edi wiedział, gdzie idzie, znał ryzyko, ale też usłyszał pewne obietnice – część z nich nie została dotrzymana, inne być może zostaną jeszcze spełnione. Taki już jest futbol – stwierdził 50-latek.
– Dziś ma się odbyć jeszcze jedna runda rozmów. Szanse są pół na pół. On chce odejść, ale problem w tym, że pojutrze Legia gra mecz z Szachtarem Donieck – zakończył.”
Źródło: Legia Warszawa. Daniel Stanciu: Edward Iordanescu chce odejść (weszlo.com)
Jak dla mnie sprawa jest jasna, Iordanescu opuści Legię o ile dogada się z klubem, co do finansowych warunków rozstania, a klub gra na czas, bo póki co, nie ma opcji zastępczej. Reszta to „ściema”.
Sytuacja z minuty na minutę może się zmienić, ale najbardziej wiarygodnie brzmią zaklęcia, żeby to piłkarze wzięli odpowiedzialność za wynik w najbliższych meczach.
„Michał Żewłakow i Fredi Bobić "przekazali drużynie, że to ona musi wziąć odpowiedzialność za swoje wpadki" - poinformował Łukasz Olkowicz i dodał, że "zawodnicy usłyszeli, że nie ma tematu zmiany trenera Ediego Iordanescu" - podkreślił.” (źródło: Przegląd Sportowy)
Bez sportowej metamorfozy i korzystnych wyników, wbrew temu, co jest deklarowane, zmiana trenera wydaje się nieunikniona, albo de facto jesteśmy w jej trakcie, tylko następca (nawet doraźny strażak) jest jeszcze nieustalony. Trzeba kupić czas!
Rok temu Feio był pod ścianą, podobnie jak teraz Iordanescu, dla mnie różnica jest taka, że Portugalczykowi zależało na pozostaniu na stołku trenera Legii, natomiast Rumunowi chyba się marzy powrót na posadę selekcjonera rumuńskiej repry. Te wszystkie przecieki do ojczystych mediów i narracja w nich prezentowana zdają się o tym świadczyć.
Masz oczywiście rację, aczkolwiek nie do końca.
Bowiem owszem dziennikarze podrzucają nam tematy, opinie, komentują fakty itp i na tej podstawie także możemy dorzucić swoje trzy grosze i samym zająć stanowisko.
Nie mam czasu ani chęci wyłapywania wszystkich bredni medialnych, których "wynalazcą" był śp. pamięci Paweł Zarzeczny nakazujący dziennikarzom,aby sami np. pisali wywiady z piłkarzami zmyślając ich odpowiedzi i tworzyli fikcyjne sytuacje .
Ten dziennikarz , którego nazwiska wymieniłem "wsławił" się niedawno tym ,że napisał, iż 18-latkiem Bright Ede z Motoru zainteresowana jest Chelsea i uważa,że jest on wart 11 mln Euro, a w lipcu poinformował ,że Motor dostał za niego ofertę na 8,5 mln Euro, ale odmówił . Właściciel Motoru pan Jakubas oświadczył,że nikt się z Motorem w tej sprawie nie kontaktował i nie dostał oferty nawet za sto tysięcy Euro.
Obecnie epatuje czytelników tym,że wypożyczony ze Slavii do Lecha Kenijczyk Ouma wart jest 5,5 mln Euro i że byłby to najwyższy transfer w ESie , podczas kiedy w umowie napisano ,że Lech może go wykupić za 2 mln Euro.
Co można przecież sprawdzić w necie i nie trzeba żadnej "tajemnej " wiedzy .
Podobnie ci, którzy czymkolwiek zarządzali wiedzą ,że im większa katastrofa tym szef musi zachować największy spokój, a zwłaszcza jak w Legii przypisywanie zachowań panicznych Mioduskiemu czy Herze to szczyt głupoty, tym bardziej, do spotkań z Mioduskim dojść nie mogło , bowiem jest w kraju nieobecny.
Nadto w dzień po meczu w Legii nie ma treningów, bo jest to czas na roztrenowanie i regenerację.Mogło dojść do rozmowy "ojców założycieli " Iordanescu czyli Żewłakowa i Bobicza,ale tylko pod kątem dodania mu otuchy i wsparcia . Na dziś tematu zwolnienia trenera nie ma.
Natomiast to co piszą od początku jego pracy media rumuńskie to są fake newsy w tym pisane za zasadzie ,żeby swoje "przemyślenia" przemycić jako mówione przez kogoś z tzw. nazwiskiem. Nie wiem , bo nie znam stosunków w futbolu rumuńskim,ale pan Stanciu został nazwany bliskim przyjacielem Iordanescu chyba mocno na wyrost, bo owszem w sezonie 2020/21 Stanciu był Dyrektorem Sportowym w Cluj w którym trenerem był Iordanescu ,ale to było 4 lata temu. A nadto mówi on same banały,że w Legii jest presja wyniku ( a w którym klubie z ambicjami nie ma ),że porażki budzą niezadowolenie ( a gdzie nie budzą) i że trener zastanawia się czy nie zrezygnować ( trzeba być idiotą,aby nie racjonalizować swojej sytuacji).
Ja wbrew temu co się wydaje nie twierdzę ,że pozostanie Iordanescu to jakieś wielkie nieszczęście.Miałem swoich faworytów i nadal uważam ,że zarówno Priske jak i Brzeczek byli lepszym wyborem dla Legii. Ale też przeczytałem parę
Mój przewrotny umysł na takie dictum odpowiada,że bardziej logicznym wnioskiem jest taki,że trener osiągający coraz gorsze wyniki zwalniany jest za późno i być może nowy zatrzymałby ten trend ku dołowi.
Jak wiemy pan Mioduski reaguje dopiero kiedy okręt opada na dno ,a ja uważam,że trzeba to robić wcześniej.
Rozumiejąc stanowisko Mioduskiego , ale go panie prezesie ( pozdrawiam ! ) nie podzielając mogę rzec ,że trener Iordanescu dziś nie "nadaje się " do zwolnienia ,ale to nie znaczy ,że jego posada jest niezagrożona.
Natomiast z redaktorem Marcinem Szymczykiem przegadaliśmy o Legii wiele godzin i teraz Gawin (współuczestnik tych dyskusji) niech zaświadczy, że w ocenach i prognozach można się z Marcinem Szymczykiem redaktorem Legia.net zgadzać lub nie, można się z nim merytorycznie spierać, ale nie jest on typem dziennikarza szukającego za wszelką cenę sensacji w imię klikalności.
Mamy słowo przeciwko słowu. Dziennikarze donoszą, że Iordanescu jest gotów z prowadzenia Legii zrezygnować, przedstawiciele Klubu temu zaprzeczają. Szybciej dam wiarę Marcinowi Szymczykowi niż Frediemu Bobicowi, choć też i nie mogę wykluczyć, że dziennikarze z premedytacją zostali „wypuszczeni”. Ale to by też potwierdzało moje domniemania, że „wypuszczającym” jest Iordanescu, który rozgrywa media i polskie i rumuńskie dla własnych korzyści.
W sumie, kto jest bardziej wiarygodnym źródłem informacji, dziennikarze czy Fredi Bobić to i tak mało istotne. Legia wygra najbliższe trzy mecze, przełamie złą passę, przed zimą strata do lidera Ekstraklasy będzie na wyciągnięcie ręki to wówczas w grudniu powiemy, że włodarze Legii wytrzymali presję, nie spanikowali i nie zwolnili trenera, który był już pod ścianą. Jeżeli te mecze przegramy, to nic ani nikt nie utrzyma trenera na stołku.
Popatrzmy jak dobrze ustawia się Iordanescu. Legia będzie zwycięska, to okaże się trenerem, który udowodni, że potrafi przełamać kryzys w zespole. Wtopimy, zaprzepaścimy szanse, to Iordanescu odejdzie inkasując 400 tys € przy tym w swojej ojczyźnie nie tracąc na autorytecie, bo przecież Superpuchar Polski zdobył, do europejskich pucharów z klubem awansował, a posadę utracił bo jednocześnie w Warszawie oczekiwano od niego i przebudowy drużyny i natychmiastowych rezultatów.
W tym wszystkim wynik sportowy będzie najważniejszy i decydujący, kto ściemniał lub mówił, pisał prawdę nie będzie za dwa tygodnie miało znaczenia.
Iordanescu ma coś w sobie ze Skorży, jak kiedy ten był w Legii, ale armata bez kółek nie jest stanie skutecznie ostrzelać piłkarzy.
Tylko to nie jest Skorża, który się obcina na połowie boiska, tylko bliżej pola karnego. To jest wyewoluowana wersja Skorży.
Pewno zapomniałeś ,ale ja przyznałem ,że moim dobrym kolegą ze studiów na Wydziale Prawa był Janusz Atlas i przez niego poznałem Pawła. Niestety różniła nas postawa po nadużyciu , bo ja jak wypiłem to do rany przyłóż, a oni obaj to awanturnicy obdarzeni ego większym jak PeKiN
Ja poznałem wiele osób z racji kierowania ( Dyrektor) bardzo dużą instytucją państwową i pomaganiem ludziom nie łamiąc przepisów, a do tego mam kilku przyjaciół, którzy znowu takich mają itd. .
Wybacz ,ale mnie u Ciebie nieco razi takie oderwanie od realiów tzw. codziennego życia , które przecież znasz i traktowanie ludzi sportu , w tym piłki jak by byli nie z tego świata. A to są normalni ludzie , których zachowania są przewidywalne , co nie znaczy ,że zawsze racjonalne.
Tym ,który zmyśla te niestworzone rzeczy jest Krzysztof Włodarczyk, który nie rozumie ,że w Legii żadna kluczowa decyzja nie zostanie podjęta poza właścicielem panem Dariuszem Mioduskim (pozdrawiam) , który jak wiesz po rozmowie z Bogusiem Leśnodorskim czyta C-L.
Mamy do czynienia z gównoburzą medialną, bo w Legii panuje cisza, być może przed burzą, ale cisza.
Wracając do znajomości realiów to chyba każdy wie ,że pan Mioduski nie podejmuje decyzji pochopnie ,ale jak już podejmie to są one bezlitosne. A oznacza to ,że m.innymi panowie Żewłakow i Bobicz płyną w jednej łodzi z Iordanescu i jak Mioduski zwolni trenera , to ich wszystkich razem, a kolejne ostrzeżenie dostanie pan Herra, bo chyba jeszcze kredytu zaufania Mioduskiego nie wyczerpał. Więc oni wiedząc ,że ich los jest w rękach Iordanescu starają się mu pomóc ,a nie szkodzić. W tym , gdyby część zawodników chciała grać przeciwko trenerowi to głoszą ,że nie mają co liczyć na jego zwolnienie . Sam Iordanescu również nie chce odejść z Legii jako przegrany , bo to facet szalenie ambitny i on wierzy ,że kiedy dostanie czas w przerwie zimowej to wszystko tak ułoży ,że Legia wejdzie na zwycięską ścieżkę.
Obecnie media wycofują się z bredni jakie wypisywały czerpiąc wenę z sufitu twierdząc ,że Iordanescu ma spokój do meczu z Szachtarem oraz Lechem. Otóż nikt nie liczy w Legii na wygraną z Szachtarem ani z Lechem, bo chodzi o to ,aby w grze zespołu był zauważalny postęp , aby sprowadzeni kosztowni zawodnicy grali coraz lepiej .
Bowiem wyniki dla pana Mioduskiego nie są decydujące ,ale progres , ale realizacja zadań jakie on wyznacza. Mioduski, o czym wiesz, bo z nim rozmawiałeś , traktuje projekt "Legia" długofalowo , ale nie chce aby zespół się cofał . Pewnikiem gdyby był bardziej progresywny jak Leśnodorski , gdyby był większym ryzykantem to Legia byłaby w innym miejscu ,ale on ma taki charakter i już za stary jest ( przepraszam ,że przypominam wiek ) ,aby się zmienić.
Więc ja mu tylko staram się podpowiadać,że lepiej reagować przed upadkiem, niż po nim. I tyle mojego
Dziś Mateusz Rokuszewski z "meczyków" rozmawiał z Żewłakiem. Iordanescu ma zadeklarowane pełne poparcie pana Michała, trochę analogicznie i podobnie jak rok temu Feio otrzymał wsparcie od Jacka Zielińskiego. Wtedy doraźne wstawiennictwo dyrektora sportowego za trenerem przyniosło pozytywny skutek, chociaż w dłuższej perspektywie, ani Jacka Zielińskiego ani Goncalo Feio w klubie już nie ma. Oby teraz krótkoterminowy efekt był podobny, z tą różnicą że wiosną już by nie było analogii.
Swojej perspektywy na ostatnie wydarzenia nie zmieniam, możesz Zbyszku uważać ją za oderwaną od realiów, masz prawo posiadać odmienne zdanie, czyja projekcja rzeczywistości jest bardziej naiwna nie będę się spierał, według mnie, po prawdzie, to nieistotne, ponieważ o rozwoju sytuacji będą decydowały i tak wyniki sportowe.
P.S.
Zbyszek: "wyniki dla pana Mioduskiego nie są decydujące ,ale progres , ale realizacja zadań jakie on wyznacza" - według mnie zadaniem i celem nadrzędnym dla Mioduskiego obecnie jest zdobycie Mistrzostwa Polski, czyli wypadkowa wyników sportowych. Gdyby było inaczej okazałby się kłamczuchem i przeczył sam sobie., źródło: Dariusz Mioduski: czas na mistrzostwo, pięć lat to za długo [WIDEO] | TVP SPORT
Zbyszku wyświadczasz Mioduskiemu niedźwiedzią przysługę dowodząc że przedkłada "progres" nad zdobycie tytułu czyli nad wyniki sportowe.
Progres Legii z ostatnich 4 sezonów .
2020/21: 3. miejsce
2021/22: 10. miejsce
2022/23: 2. miejsce
2023/24: 5. miejsce
Jak by się ktoś uparł to właściwe jest . Niżej niż dziesiąte w sezonie 21/22 nie spadliśmy .
Mioduski i progres bardzo ciekawe tylko że mi cały czas Miodsukiego w Legii kojarzy się z regresem, który jest spowodowany polityką rzeczonego czyli Mioduskiego. Progres Legii nastąpi wtedy kiedy Mioduski szczęśliwie pozbędzie się Legii i pozwoli innym osobom próbować robić progres. Ilośc takich samych błędów, które on popełnia to już jest tylko komedia pomyłek, która nie ma końca. Nikt w tym klubie, szczególnie główny decydent nie ucz się na błędach, a błędy jakie popełnia są opisane szeroko w literaturze czy to biznesowej czy to sport managementowej. Legia roztrwoniła ogromne pieniądze i ogromny potencjał przez okres rządów rzeczonego i będzie to robić dalej.
Oczywiście masz rację że to Tomasz a nie Krzysztof, lecz nieelegancko wyśmiewać kogoś za literówkę.Co do tego co Mioduski chce ,a co może zachodzi pewna niezgodność i niedogodność. Być może jedną z przyczyn była jego niecierpliwość.
@Senator.
Ja przedstawiam to co powinniśmy wiedzieć o Mioduskim i czego powinniśmy mieć świadomość. On nie jest kibolem i nie zmienia zdania co mecz, jak wygrany to wychwala ,a jak przegrany to popada w depresję. Z tego co mówi i co robi jasno wynika ,że ma plan i jednocześnie jak każdy poważny przedsiębiorca wie ,że nie wszystko co się chce można zrealizować. To nie musi się podobać,ale to on jest właścicielem Firmy pod nazwą Legia i to on nią kieruje i to on za nią ponosi odpowiedzialność. Więc ja sobie nie uzurpuje praw właścicielskich, bo bym się ośmieszył. A tego nie lubię
@ Dalkub.
Akurat Ty powinieneś mieć trochę więcej wiedzy z teorii futbolu i np. wiedzieć ,że eksperci powiadają ,że kiedy dobierzemy na stanowisko trenera drużyny , który ma na to "papiery" ,a np. Iordanescu ma to oceniać takiego trenera można najwcześniej po 2 latach . Sukcesy naszych zespołów z końca lat 60 i lat 70-tych brały się stąd,że zmiany na stanowiskach trenerów był rzadkością np. Jarolav Vejvoda zaczynał od 6 miejsca, aby po 3 latach dojść do Tytułu, który zdobył 2 razy z rzędu i pewno by dalej zdobywał, gdyby go Czesi z Dukli nie przywołali do siebie. Więc zwalnianie trenera z dobrym CV po 3 przegranych spotkaniach to byłaby gówniarzeria, brak powagi i odpowiedzialności.
Mnie się docelowy model gry jaki chce zbudować Iordanescu nie podoba ,ale nie zarzucam mu ,że nie wie czego chce i rozumiem,że nie miał ani czasu ani możliwości go realizować , co można robić tylko podczas treningów . Nie wiem , bo poza reprezentacją Rumunii to gry prowadzonych przez niego drużyn nie widziałem, więc nie wiem czy może on jest długodystansowcem ,a nie doraźnym ratownikiem i po przerwie zimowej Legia będzie grała jak z nut.
Generalnie panowie rzeczywiście trzeba coś w Legii zmienić, odmienić i być może trzeba wreszcie przestać zmieniać trenerów jak rękawiczki. Może to jest patent na sukcesy