A+ A A-

Legia - Lechia 2-2: Wynik lepszy niż gra

Legia nadal zawodzi. W pierwszym meczu po przerwie reprezentacyjnej nasza drużyna zmierzyła się w Warszawie z Lechią. W grze legionistów nie było widać żadnej poprawy. Mecz zakończył się remisem, bo goście w sobie tylko znany sposób wypuścili z rąk zwycięstwo. Bramki dla Legii zdobyli Kapustka i Wojciech Urbański.

 

Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Piątkowski, Kapuadi, Kun – Szymański – Chodyna, Kapustka, Gonçalves, Krasniqi – Rajović. Goście rozpoczęli w składzie: Weirauch – Wójtowicz, Diaczuk, Rodin, Vojtko – Mena, Kapić, Żelizko, Sezonienko – Neugebauer,  Bobček.

W 8. minucie Krasniqi zgubił krycie, podał do Kuna, Kun dośrodkował z lewego skrzydła, ale zabrakło strzału na bramkę gości. W pierwszych minutach Legia przeważała, jednak tradycyjnie nie znajdowało to przełożenia na sytuacje strzeleckie. W 20. minucie Krasniqi uderzył z woleja wysoko nad bramką Lechii. Minutę później zaskakujący strzał z dystansu oddał Rajović. Weirauch odbił piłkę na rzut rożny. W 27. minucie goście mogli wyjść na prowadzenie. Bobček podał płasko do Neugebauera, ten uderzył z kilku metrów, na szczęście Piątkowski zablokował ten strzał wślizgiem. Za chwilę znów zrobiło się niebezpiecznie pod bramką Legii. Tobiasz złapał piłkę po sytuacyjnym strzale Diaczuka. W 37. minucie żółtą kartką za faul upomniany został Kun. W 41. minucie Tobiasz znakomicie obronił strzał Bobčka z pola karnego naszej drużyny. Minutę później goście objęli prowadzenie. Żelizko otrzymał piłkę przed polem karnym i precyzyjnym strzałem pokonał Tobiasza. 

Legia do przerwy przegrywała 0:1 i był to wynik zasłużony. Nasza drużyna była bezbarwna i bezproduktywna.

Po wyjściu z szatni Legia przeszła do ataku. Wyrównanie przyszło w 53. minucie meczu. Kapustka doskonale przymierzył zza pola karnego i było 1:1. Legii animuszu wystarczyło na około kwadrans, po którym znów kontrolę przejęła Lechia. W 63. minucie Diaczuk z bliska uderzył głową po rzucie rożnym. Piłka przeszła nad bramką Tobiasza. W 65. minucie Wjunnyk otrzymał podanie od Wójtowicza, uderzył głową i Legię ponownie uratował brak precyzji zawodnika gości. W 72. minucie legioniści przedarli się lewą stroną boiska. Do strzału doszedł Rajović, jednak nie trafił bramkę. W 75. minucie W. Urbański zastąpił Gonçalvesa. W 77. minucie Lechia odzyskała prowadzenie. Legioniści stracili piłkę w środku pola i napędzili kontrę gości. Szybki atak Lechii celnym strzałem zakończył zmiennik Ćirković. W 80. minucie mogło być 1:3, ale Bobček spudłował w wyśmienitej sytuacji. W 82. minucie żółtą kartkę ujrzał Chodyna. W 85. minucie Augustyniak, Biczachczjan i Vinagre zmienili Szymańskiego, Chodynę i Kuna. W 87. minucie Legię uratował słupek po sprytnym wykonaniu rzut wolnego przez gości. Żółtą kartkę ujrzał Krasniqi, a kilka chwil później do notesu sędziego trafił też Augustyniak. W doliczonym czasie gry strzał na bramkę gości oddał Kapustka, ale nie zdołał powtórzyć wyczynu z 53. minuty. W swojej ostatniej minucie ofensywnej akcji meczu Legia uratowała remis. Urbański wygrał walkę o pozycję w polu karnym Lechii i pokonał Weiraucha strzałem z kilku metrów.

Obserwując poczynania Legii, trzeba szczerze cieszyć się z punktu uratowanego rzutem na taśmę. W Legii nie działa nic. Drużyna nie funkcjonuje jako jeden organizm, zawodnicy niby biegają po boisku, niby się starają, niby potrafią wygrać pojedynek, ale nie są zgranym mechanizmem, a właściwie, nazywając rzeczy po imieniu, są aktualnie najzupełniej przypadkową zbieraniną. Zatrważające.

W czwartek Legię czeka mecz Ligi Konferencji ze Spartą Praga, a w przyszły poniedziałek wyjazd na ligowy mecz do Lublina.

Dyskusja (8)
1sobota, 22, listopad 2025 22:57
iocosus
Reakcja Bartka Kapustki po strzelonej bramce jest ewidentnym dowodem z jakim ciężarem psychicznym legioniści obecnie wychodzą na mecz.

Niestety z nastawieniem mentalnym zespołu nie poradził sobie Inaki Astiz, nie pomógł, a jako trener powinien. Personalnie jedenastkę chyba również źle zestawił, a zmiany przeprowadzał jakbyśmy prowadzili 3:0 i w pełni kontrolowali mecz.

Nie wiem do kogo trzeba mieć większą pretensję, do trenera, że wystawił Kuna i Chodynę, czy do tych, którzy takich piłkarzy do Legii sprowadzili.
Mileta Rajovic udowodnił raz jeden jedyny w pierwszej połowie, że potrafi jednak szybko biegać, okazuje się, że jest w stanie silnym strzałem zza szesnastki zmusić bramkarza do interwencji, w drugiej połowie znalazł się w sytuacji w polu karnym, którą zakończył uderzeniem, to był jak na niego całkiem udany mecz, tyle tylko, że w zestawieniu z napastnikiem Lechii Tomasem Bobckiem wyglądał na trzecioligowca, a Słowak pokazywał czego należy oczekiwać od napastnika i to nawet z uwzględnieniem że nie wykorzystał w doskonałej sytuacji piłki meczowej. Ile ja bym dał, jako kibic, żeby zamienić naszego Rajovica choćby na takiego Bobćka.

Trudno jednak całą winą obarczać napastnika, skoro i tak grał lepiej od kolegów. Trójka pomocników środka pola: Goncalves – Kapustka – Szymański bez inwencji, bez chęci brania odpowiedzialności, bez krztyny odwagi i jakiegokolwiek pomysłu na rozgrywanie piłki. Dobrze że Bartek strzelił gola i dobrze że Wojtek Urbański wyrównał w końcówce, bez tego by nie było co zbierać z mentalu, ale i tak sytuacja wydaje się mega trudna.

Piłkarze – jak zbity pies, trener – nie dojeżdża, dyrektorzy wszelacy powinni modlić się o Papszuna, ale wówczas w klubie oprócz Hery staną się zbędni! O co się modlą w takim razie?
2sobota, 22, listopad 2025 23:07
Baron
@iocosus


Serio, czego spodziewałeś się po Astizie?
3niedziela, 23, listopad 2025 02:21
corazstarszy
Obejrzałem 2 tygodnie temu Lechia - Widzew. I bałem się, że przegramy. Atuty ofensywne Lechii są wyraźne, a na Legię w tej chwili dużo nie trzeba, żeby wygrać. I cudem się udało nie przegrać, dosłownie cudem. Dobrze, że byli zawodnicy, którzy nie chcieli się poddać i ponieść kolejnej porażki i dobrze, że wśród nich znalazł się kapitan. Ale takim graniem donikąd nie dojdziemy.
Za legia.net, bramkarz gości: ‘Gdy grasz na wyjeździe i widzisz, że kibice gospodarzy są sfrustrowani, zirytowani, wyzywają swoich piłkarzy i nie niosą swojego zespołu, to tylko nas to napędza. Można powiedzieć, że trybuny pomagały, bo czuliśmy, że dominujemy i jesteśmy mocni’. Bardzo się cieszę, że ktoś to wreszcie głośno i wyraźnie powiedział. Do przemyślenia również tutaj. O ile łatwiej wskazywać winnych, stawiać coraz to nowe żądania, nawet w czasie meczu, niż wytrwać w dopingu do końca, a pomstowanie zostawić na po meczu.
Pamięta ktoś późnego Runjaicia, wiosnę 2024 i mecz Legia - Puszcza 1-1 (uratowany remis dzięki bramce M. Rosołka w końcówce)? Strzelec bramki, wówczas już haniebnie hejtowany, powiedział po zakończeniu, że okaże się na koniec sezonu, ile ten punkt nam da, bądź zabierze, czy bardziej zyskaliśmy 1, czy straciliśmy 2 punkty. Oczywiście, oberwał za te słowa (to był czas, gdy obrywał już nawet za to, że chodzi po świecie, on i jego bliscy). Sezon 23/24, już pod wodzą Feio, Legia skończyła na 3. miejscu, ostatnim pozwalającym się załapać do LKE, z 4 punktami przewagi nad 4-tą w tabeli Pogonią i z 4 punktami straty do 2. w tabeli Śląska. Wynik meczu z Puszczą nie zaważył ani na plus, ani na minus.
Ale teraz z Lechią? Punktowo mało zyskaliśmy (choć, jak słusznie wskazuje tytuł, więcej niż nam się z gry należało), ale pozbawiliśmy 2 punktów Lechię, być może bezpośredniego rywala w walce o uniknięcie spadku. Na koniec sezonu się okaże. Może gol pana Wojciecha okaże się równie istotny jak bramka M. Wieteski na 2-1 z Wisłą w marcu 2022. Nie wiem, co wówczas by bez tej bramki było.
Zaintrygowała mnie pomeczowa wypowiedź B. Kapustki - o tym, że było wiadomo, że Lechia strzela bramki z drugich piłek po wrzutach z autu. I wiedza się zmarnowała. Na pewno trener uczulał i tłumaczył, ale nie dotarło. Otóż, potrzebny jest taki trener, który sprawi, że przekaz dotrze na tyle skutecznie, że rywal tak bramki nie strzeli. Najwyżej cenię trenerów warsztatowców. Ale teraz zapaść jest na tyle głęboka, że zanim nowy trener zacznie przekazywać wiedzę, pomysły, ćwiczyć schematy, najpierw będzie musiał zadziałać osobowością. Słowem - charyzmatyk, motywator, mentor. Solidny, taki, aby wywołać efekt długotrwały. To, co kiedyś udało się Magierze, gdy obejmował Legię po poprzedniku. Nasza gra jest tak nieporadna, że faktycznie wyglądamy na przygodną zbieraninę zawodników, którym dobrej woli i chęci może nie brakuje, ale którzy nie wiedzą, jak się zachowywać na boisku w wielu sytuacjach. Werwy i pomyślunku tym razem starczyło na pierwsze 10-15 minut. Jak widać, pan Iniaki, choć na pewno stara się najlepiej jak może, nie potrafi dotrzeć skutecznie do zawodników. To bardzo źle, bo chodzi o elementarne zachowania boiskowe.
@iocosus: 'Nie wiem do kogo trzeba mieć większą pretensję, do trenera, że wystawił Kuna i Chodynę, czy do tych, którzy takich piłkarzy do Legii sprowadzili.'
Chodyna nie podlega dyskusji. Gdy tylko się da, należy mu podziękować. Ale występu Kuna tak nisko tym razem nie oceniam. Ba, powiem więcej, stwarzał mniejsze niebezpieczeństwo dla Legii niż w wielu meczach Vinagre. Nie otwierał tak nieodpowiedzialnie jak Portugalczyk korytarza dla Lechii. Odbiór i asysta 2. stopnia przy bramce na 1-1, dogranie do Rajovicia w 2. połowie (aż mi się asysta przy golu na 1-0 z Aston Villą przypomniała).
I jeszcze Raków - Piast. To taka kolejka, gdy człowiek się zastanawia, czy my na pewno dobrze robimy dążąc do zakontraktowania Papszuna (jeśli to prawda). Może on już ma peak zawodowy za sobą i odtąd będzie tylko gorzej? Może on stoi w miejscu (tak jak Legia), podczas, gdy inni idą do przodu. I czy podoła w Legii, trudniejszym pod wieloma względami zakładzie pracy niż Raków?
4niedziela, 23, listopad 2025 09:34
Baron
@corazstarszy

"I jeszcze Raków - Piast. To taka kolejka, gdy człowiek się zastanawia, czy my na pewno dobrze robimy dążąc do zakontraktowania Papszuna (jeśli to prawda). "

Jeśli to jednak prawda, to łatwo sobie można wyobrazić obecną atmosferę w szatni częstochowian. Tam może być obecnie mocno toksycznie. Nie mniej ta cała medialna zawierucha z Papszunem na pewno nie pomaga, a szkodzi w chwili obecnej Rakowowi.
5niedziela, 23, listopad 2025 12:58
Zbyszek
Wiemy doskonale,że bez strzelenia chociaż jednej bramki więcej od przeciwnika wygranie meczu jest niemożliwe, można go co najwyżej zremisować. Z tego podstawowego powodu każda drużyna chce mieć w składzie skutecznego strzelca , to jest takiego, który wykorzystuje chociaż 2/3 "czystych" sytuacji do strzelenia gola. Nie można więc krańcowo negatywnie oceniać zawodnika wystawianego na pozycji środkowego napastnika, któremu takich sytuacji partnerzy nie stwarzają. Mnie podoba się obiektywna , uczciwa wypowiedź pomeczowa Astiza, który ten fakt potwierdził .
Przed 13 laty Francja została zbulwersowana tym ( wszystkie media tym się zajmowały ,a głos zabrali ministrowie i sam prezydent),że PSG postanowiło płacić napastnikowi Zlatanovi Ibrahimoviczowi 1 mln Euro miesięcznie ( netto) przez 4 lata wydając na jego sprowadzenie 25 mln Euro. Katarski właściciel PSG na to rzekł :" To proste. Nie wydajemy tych 165 mln ( brutto) na piłkarza. Wydajemy na gwarancję sukcesu".
To seryjne zdobywanie bramek uczyniło z tego napastnika tak cenny towar, podobnie jak z Roberta Lewandowskiego , i tak samo sprawia ,że napastnicy kosztują więcej ,niż zawodnicy z innych pozycji.Właściciele i prezesi wierzą w korelację pomiędzy bramkami, a zwycięstwami oraz pomiędzy zwycięstwami, a trofeami.
Znaczenie napastników jeszcze bardziej wzrosło od czasu kiedy to przed 30 laty FIFA ( jak ten czas zasuwa) nakazała przyznawanie 3 punktów za zwycięstwo . Uzasadnienie było takie ,że skoro wygrana jest więcej warta to drużyny będą więcej ryzykować , co zaowocuje większą ilością bramek, lepszym widowiskiem i wzrostem liczby kibiców, zwłaszcza tych w kapciach . Takie założenie zderzyło się z boiskową rzeczywistością , bowiem jak wykazali niemieccy ekonomiści Alexander Dilger i Hannah Geyer po 15 latach badań i analizie blisko 10 tys spotkań ,że ta zmiana przyniosła rzeczywiście efekty ,ale w postaci : drastycznego ( blisko 3 krotnego) wzrostu liczby żółtych kartek, znacznego spadku ilości remisów, znacznym wzrostem liczby zespołów stosujących taktykę defensywną oraz wzrostem liczby zwycięstw jedną bramką. Gole nie padały częściej, lecz stały się jeszcze ważniejsze i cenniejsze, niż przedtem.
Analitycy nie byliby sobą gdyby na podstawie statystyk nie dokonali szacunku zdobytych bramek w stosunku do ilości punktów i tak brak bramki daje 4% szanse na remis, zdobycie jednej bramki gwarantuje zdobycie chociaż 1 punktu w 38% ,a zdobycie 2 bramek co najmniej 60% - w tym przedziale zmieściła się wczoraj Legia Smile. Czyli im więcej bramek tym zwycięstwo pewniejsze.
Kolejny wniosek był taki ,że nie wszystkie bramki są sobie równe,bo inną wartość ma bramka samotna, a inną kiedy ma towarzystwo Smile. Wartość goli zależy od tego ile ich strzelono w meczu . Statystyki dowodzą,że najcenniejsza jest druga bramka . Ta konstatacja spowodowała podział na tych napastników , którzy potrafią zdobywać gole przesądzające o wyniku i na tych tylko dobijających rywali. Generalnie liczba strzelonych bramek przekłada się w ogromnej mierze na miejsce zespołu w tabeli . Oczywiście z wyjątkami jakim u nas był król strzelców Gual w Jagiellonii która ledwo co uratowała się przed spadkiem , przy czym rychło okazało się ,że nie zawodnicy byli słabi, tylko jej trenerzy.
Lecz jednocześnie analitycy uświadamiają nam ,że związek pomiędzy bramkami ,a wynikami spotkań nie tworzy linii prostej wnoszącej , gdyż nie zawsze "więcej " , znaczy "lepiej" . Na zdobycz punktową nie ma wpływu to czy zespół wygra różnicą jednej czy np. pięciu bramek.
W tym epatowaniu bramkami trenerzy nie zapomnieli o tych , którzy do ich zdobycia nie dopuszczają. Historia taktyki piłkarskiej dowodzi,że większość trenerów koncentruje uwagę na nietraceniu bramek , także z tego powodu,że nie dysponują napastnikami będącymi "łowcami" bramek. Stąd np. Iordanescu ,aby Legia grała ofensywnie , chciał sprowadzenia bramkostrzelnego napastnika,a dostał Rajovicza Smile. Więc nie dziwmy się ,że kiedy zespół Legii jest na przedostatnim miejscu pod względem ilości strzelonych bramek zajmuje adekwatne miejsce w tabeli.

Trener Astiz po wczorajszym spotkaniu powiedział ,że zespół Legii miał wczoraj poważny problem z płynnością gry.Jest to marzenie trenerów, nie tylko tych z Legii Smile.
Na wszystkich poziomach od młodzików po zawodowców pojawia się problem , jak włożyć do głów zawodników - jak sprawić , by grali w sposób, który stwarza okazje i czyni piłkę sportem prawdziwie zespołowym. Rozwiązanie polega na skłonieniu piłkarzy do myślenia o poruszaniu się i ustawianiu się.
Współczesne analizy tyczące płynności gry opierają się na teoriach pola przepływu czyli ustalaniu jak po boisku "porusza się " piłka i jakie pozycje wobec niej powinni zajmować zawodnicy.
Pierwszym , który ,co prawda nie dla piłki ,ale na Wydziale Psychologii Uniwersytetu w Tuluzie poczynił obserwacje pola przepływu był dr Mehd Moussiad robiąc eksperyment z mijaniem się studentów w wąskim korytarzu i ustalił ,że 80% z nich mijało się z prawej ,a tylko 20% z lewej strony. Ustalono ,że pole przepływu atakującego w piłce nożnej wygląda podobnie. Atakujący chce ominąć broniącego wybierając najkrótszą drogę . W defensywie konwencja jest odwrotna , a mianowicie obrońcy starają się "wpaść" na atakującego. W tej "zabawie " kto kogo decydujące znaczenie mają indywidualne umiejętności. "Nabranie "obrońcy jest trudniejsze, niż to wygląda w telewizji, bo w boiskowych realu to obrońca ma przewagę. Błędy w defensywie są niezwykle kosztowne ,ale to atakujący musi zrobić pierwszy ruch By okrążyć obrońcę atakujący musi przebiec większy dystans i to z piłką przy nodze, a dobrze wyszkolonemu obrońcy wystarczy tylko obserwacja piłki i reakcja na zmiany jej położenia.
Naukowcy opracowali model zachowania obrońcy , który sprowadza się do bliskiego podejścia do napastnika i pozbawienie go przestrzeni. Są trzy sposoby działań obrońcy : atak wyprzedzający do piłki , atak natychmiast po przyjęciu piłki przez napastnika lub atak kiedy usiłuje dryblować, podać lub oddać strzał. Wyszkolony środkowy obrońca zawsze atakuje napastnika gdy piłka znajduje się świetle bramki.Tak jak sekretem ataku jest tworzenie przestrzeni , tak sekretem obrony jest zmniejszanie rozmiarów tych stref.
Algorytm opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego dowodzi,że przy perfekcyjnej obronie zdobycie bramki jest niemożliwe. Jako dowód do dziś przytacza się dwumecz Bayernu z Barceloną sprzed 12 lat ( jak ten czas zasuwa, mnie wydaje się,że to było wczoraj Smile) w którym perfekcyjna obrona Monachijczyków dała łączny wynik z 7:0.
Oczywiście dziś zadania atakujących i obrońców są znacznie łatwiejsze do wykonania , bowiem trenerzy dysponują pełnym zestawem charakterystyk piłkarzy rywali oraz analizami ich zachowań wynikających z ustalonej taktyki . Trudnym zadaniem jest wybór z nadmiaru danych , tych ,które są kluczowe, decydujące.
Wielką wadą wielu trenerów jest nadmiar wiedzy i generalnie przecenianie rywali oraz stawianie zawodnikom zadań , których oni nie są w stanie wykonać.
Płynność gry to bowiem umiejętność utrzymania się przy piłce, zdobywanie lub ograniczanie przestrzeni czyli wykorzystanie dla własnych celów pól przepływu.

Mecz pomiędzy Legią a Lechią, oprócz różnic w taktyce gry i jej organizacji ukazał również odmienną metodologię kształtowania cech motorycznych jakimi kierują się w Legii Bartosz Bibrowicz ,a w Lechii Radosław Regliński . Dla Bartosza Bibrowicza praca w Legii jest pierwszą w futbolu, gdyż wcześniej był odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne reprezentacji naszych siatkarzy oraz był koordynatorem sportowców Chin przygotowujących się do Igrzysk w Tokio. Jest on prezesem Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego . Jak sam o tym mówi jest zwolennikiem treningu ogólnorozwojowego prowadzącego do gry opartej na dużej intensywności . Na tym tle doszło do konfliktu z trenerem Feio, który domagał się ,aby zawodnicy Legii na podbudowie wytrzymałościowej dysponowali dynamiką gry opartą na dużej szybkości startowej. Bowiem taki profil motoryczny był, jego zdaniem , niezbędny dla skutecznej realizacji założeń taktycznych.W tym konflikcie prezes Mioduski stanął po stronie Bibrowicza, uznając ,że ma on większe kwalifikacje niż Feio ,ale jak siermiężna gra zawodników Legii pokazuje - to Feio miał rację.
Natomiast w Lechii trener przygotowania fizycznego , jak widać, w pełni współpracuje z trenerem Carverem i jej zawodnicy dysponują wysoką szybkością lokomocyjną.
Miałem szerzej ten temat rozwinąć w tym komentarzu ,ale byłoby tego za dużo i pewnikiem w przyszłym tygodniu , koło czwartku , piątku ( bo wcześniej jestem mocno zajęty ) napiszę oddzielny artykuł pod roboczym tytułem : "W zdrowym ciele, zdrowy duch".

Zespół Lechii Gdańsk gra systemem 1-4-4-2 w nieco zmodyfikowanym stylu szkockim . Szkoci długo bronili zasady futbolu brytyjskiego "kopnij i biegnij" i tylko ją z czasem uzupełnili o organizację gry defensywnej opartą na wysokiej strefie po stracie piłki oraz dynamiką akcji ofensywnych prowadzonych środkiem pola gry . Ten system nadal ma wartość skoro reprezentacja Szkocji, które asystentem był Carver awansowała bez baraży na MŚ w 2026 roku.
Widzieliśmy wczoraj jak ten styl gry utrudniał Legii przeprowadzanie płynnych akcji, jednocześnie umożliwiając graczom Lechii stwarzanie wielu groźnych sytuacji pod naszą bramką. W zasadzie tylko w pierwszych kwadransach obu połówek i w samej końcówce spotkania zespół Lechii pozycyjnie ulegał legii, bo w pozostałym czasie gry to oni dominowali na boisku.
Ciekawostką jest ,że oprócz Polaków , w Lechii najliczniej reprezentowani są Ukraińcy - jest ich 5, a najwięcej zawodników , bo aż 4 zostało sprowadzonych z Łotewskiego klubu Valmiera. Strzelec pierwszej bramki dla Lechii Żelizko jest Ukraińcem z Valmiery.
Trener Carver nie ukrywał,że przyjeżdża na Ł3, aby wykorzystać słabą formę Legii i wygrać . Mnie w głowie się przestaje mieścić jak nisko upadł prestiż Legii,że nawet zespoły z ogona tabeli jadą do nas po punkty.
Ten korzystny dla Lechii obraz gry to efekt nieporadności drużyny Legii, która nie potrafiła utrzymać przewagi pozycyjnej i tym samym rozzuchwalała rywali. W I połowie gracze Lechii oddali więcej strzałów na bramkę Legii ,w tym w strzałach celnych było tego 1 do 5. Mimo pochwał Lechia jest zespołem złożonym z zawodników o dużej różnicy w umiejętnościach oraz jeszcze mało dojrzałym , gdyż prowadząc dwukrotnie oddawała pole gry Legii schodząc do obrony w niskiej strefie. Ten brak dyscypliny taktycznej sprawił ,że Lechia zamiast wygrać mecz musiała zadowolić się remisem.

Styl gry Lechii jest dobrze znany , lecz obrona przed jej dynamicznymi akcjami wymaga wzmocnienia formacji defensywnych , zwłaszcza w środkowych rejonach pola gry.Przed każdym rywalem Lechii staje zadanie obrony przed jej ekspansywną grą oraz problem związany z płynnym wyprowadzaniem własnych akcji ofensywnych, które muszą opierać się na utrzymaniu się przy piłce i zmuszaniu rywali do biegania za nią. Pewno z tych względów trener Astiz wybrał zmodyfikowany system 1-4-2-3-1. Z jednej strony ta adaptacyjność to zaleta ,ale z drugiej to świadczy o skali upadku Legii, której sztab zakłada ,że nie jesteśmy w stanie prowadzić gry na ustalonych przez siebie warunkach. Astiz nie tylko zmienił system ,ale i zadania dla zawodników i tak Kapustka był tym, który wprowadzał piłkę do gry od obrony,a w tym czasie wyżej byli Goncalves i Szymański, przy czym zwłaszcza Gonclaves zachowywał się jak by nie wiedział co ma robić na boisku. Po naszej lewej stronie wyżej ustawiony od skrzydłowego Krasniqiego był nominalny lewy obrońca Kun ,który atakował po skrzydle od początku, aż miło było patrzeć ,ale z upływem czasu gasł jak zapałka na wietrze. Po prawej stronie Chodyna i Wszołek wymieniali się pozycjami,ale niewiele dobrego z tego wynikało.
Te zmiany organizacyjne nie przekładały się na poprawę jakości gry ,ani na stwarzanie "czystych" sytuacji podbramkowych. Wczoraj Rajovicz pewno pobudzony krytyką wykazał dużą aktywność biegową, był waleczny, pokazywał się do gry, próbował oddawać strzały na bramkę, ale zawodziła jego "obsługa " przez resztę graczy ofensywnych.
Moim zdaniem te pomysły taktyczno-organizacyjne nie wypaliły, bo przy obu bramkach dla Lechii , oraz przy kilku jej akacjach ofensywnych, wyraźnie brakowało osłony linii obrony przez defensywnych pomocników ,a te podmianki na skrzydłach więcej robiły zamieszania w naszych szeregach, niż rywali.
Jak to twierdzą fachowcy : jak się nie ma bramkostrzelnego napastnika to w pierwszej kolejności trzeba zabezpieczyć własną bramkę przed utratą gola i dopiero w dalszej kolejności liczyć na błąd samoistny lub wymuszony przeciwnika.

Sędzia Paweł Malec dawno nie prowadził meczu z udziałem Legii. Jest on nisko sklasyfikowany za sezon 2024/25 , bo na 15 miejscu spośród 20 arbitrów z oceną poniżej 5.
Wczoraj nie widać było jego słabości , bowiem zawody generalnie przeprowadził poprawnie, pozwalał grać,ale też trzeba przyznać ,że zawodnicy obu zespołów szanowali swoje kości i nie stawiali go przed trudnymi i niejednoznacznymi rozstrzygnięciami . Tym bardziej trudno mi zrozumieć,że w zupełnie oczywistej sytuacji z 22' kiedy to Kapuadi sfaulował uderzeniem łokciem w twarz ( nos) Bobceka nie ukarał gracza Legii żółtą kartką. Początkowo Malec chciał puścić grę jako przywilej korzyści ,ale widząc krew na twarzy sfaulowanego przerwał grę , podyktował rzut wolny, ale o kartce zapomniał.
Takich zachowań jakie pokazał Kapuadi nie wolno tolerować.

Teraz będę samochwałą i napiszę ,że od kilku lat jak zapuszczam FB mam zawsze 20+ "wezwań " do skomentowania tego czy owego ( Bartłomiej świadkiem) . Parę dni temu na stronie, bodaj PS ( czego nie jestem pewien, nie zapisuję co komu komentuję) ukazała się pierwsza część artykułu oskarżającego prezesa Mioduskiego o fatalne wyniki zespołu Legii. Na co zacząłem swój komentarz od stwierdzenia ,że " Zazdroszczę autorowi sokolego wzroku , bowiem dostrzegł na boisku niedojdę Mioduskiego , a ponieważ ja chyba oślepłem to bym prosił o podanie z jakim numerem na koszulce i na jakiej pozycji ta ciamajda gra.Ze wstydem też przyznaję ,że nawet na ławie trenerskiej Mioduskiego nie dostrzegłem . Przychodzi mi tylko taka do głowy myśl,że ktoś kto pisze takie brednie jest popłuczyną po komunie z kołchozową mentalnością. To w czasach PRL władza była wszystkiemu winna ,a my byliśmy czyści jako te anioły niebiańskie,albo inne dziewice.Można obwiniać Mioduskiego ,że nie udaje mu się dobrać właściwych wykonawców,ale przecież wszyscy bili brawo i cieszyli się na powrót Żewłakowa i na zatrudnienie b.trenera reprezentacji Rumunii. ... Jednocześnie takie podejście świadczy o kompletnej nieznajomości zasad rządzących futbolem, oraz o braku elementarnej wiedzy czemu jeden zespół wygrywa, a drugi przegrywa. Przyczyny bardzo słabych wyników Legii są czysto piłkarskie , bowiem z wielu przyczyn ( nie jednej) Legia jest rozbita taktycznie , organizacyjnie , personalnie oraz mentalnie. " .
Do poszerzenia wiedzy odesłałem do Czarnej Elki.
Moim zdaniem tak jak nie ma jednej przyczyny degrengolady , tak nie ma jednej cudownej recepty co by sytuację z wtorku na środę odmieniło. Jedno jest pewne ,że na sensowne ułożenie klocków potrzeba czasu i fachowca , który to niełatwe zadanie wykona. Niecierpliwość jest dobra tylko przy łapaniu pcheł.
6niedziela, 23, listopad 2025 18:07
dalkub
trener Astiz powiedział, trener Astiz - z całym szacunkiem Astiz nie dorósł do funkcji jaką otrzymał ona go przerosła a jego mowa ciała po stracie 2 gola pokazuje że on się do tego nie nadaje. Astiz miał przerwę reprezentacyjną aby spowodować choćby minimalną zmianę na plus, zmiana jest na minus. Już się nie chcę wyzłośliwiać w temacie momentu przeprowadzanych zmian. Zrobiono mu to samo co Gołębiowskiemu.
To był mecz fatalny w wykonaniu Legii, grając w ten sposób Legia jest kandydatem do spadku. Co najmniej 8 zawodników z 11 Legii w obecnej formie prawa pojawić się na boisku ekstraklasy.
Biorąc pod uwagę to co się dzieje w Legii i co się stało w Częstochowie, to mam nadzieję że Papszun pojawi się w Warszawie asap i nie dlatego że jestem jego admiratorem, ale dlatego że nie będzie gorszy od braku trenera a w tej chwili Legia go nie ma
7poniedziałek, 24, listopad 2025 01:10
corazstarszy
Tutaj zapaść jest na tyle głęboka, że nawet duże doświadczenie i minione sukcesy nowego trenera, ktokolwiek nim zostanie, mogą nie wystarczyć, czy mogą nie dać efektu od razu. Wystarczy spojrzeć na Widzew. Na pewno Jovićević poważnie traktuje swoją pracę, a CV ma bardzo okazałe i pracował w lepszych środowiskach niż polska piłka klubowa. I niejednego doświadczył, w różnych położeniach bywał. Ale z obecnym kryzysem, czy zalewem nowinek w Widzewie, nie potrafi sobie na razie poradzić. W Legii może być podobnie. Przyjdzie doświadczony i opromieniony świeższymi lub dawniejszymi osiągnęciami trener, a gra na początku ani drgnie.
Szukałem podobieństw między dzisiejszym naszym położeniem a początkiem pracy Magiery. Gdy zaczynaliśmy, 1 października 2016 mecz ligowy z Lechią (pierwszy ligowy mecz Magiery, wcześniej prowadził Legię w ChL w Lizbonie), Legia była na 15. miejscu w 16-zespołowej lidze. Ale pamiętam ostatni mecz pod wodzą Hasiego - 2-3 u siebie z Zagłębiem Lubin. Tam było 0-2 do przerwy i w 2. połowe Legia przydusiła niesamowicie i wyrównała. Nawet taki zawodnik jak Steve Langil błysnął. To było 20 minut gry na absolutnie najwyższych obrotach. Potem chcieli nasi chwilę odsapnąć i przytrafił się samobój M. Pazdana. I już nie wyrównaliśmy. Ale zmierzam do tego, że te 20 minut od 0-2 do 2-2 to był poziom dla dzisiejszej Legii nieosiągalny - tempo, płynność, i to było nieustające, ani chwili przestoju nie było. Czyli wówczas możliwości tkwiły w drużynie. Teraz nasz stan oceniam gorzej. I dlatego sądzę, że wyzwanie jest trudniejsze. Tutaj naprawdę potrzebny jest wstrząs. To na początku bardziej niż doświadcznie. I musimy się liczyć z tym, że od razu poprawy nie będzie. Nie z winy tego nowego trenera, tylko po prostu przez stan, w jakim teraz jest drużyna Legii.
8poniedziałek, 24, listopad 2025 13:34
iocosus
Corazstarszy: „występu Kuna tak nisko tym razem nie oceniam. Ba, powiem więcej, stwarzał mniejsze niebezpieczeństwo dla Legii niż w wielu meczach Vinagre. Nie otwierał tak nieodpowiedzialnie jak Portugalczyk korytarza dla Lechii.” – z pewnością bardziej trzymał pozycję niż Portugalczyk, gdzieś usłyszałem że Lechia się nastawiała na grę na Vinagre’a i zmartwili się gdy się dowiedzieli, że nie ma go w składzie. Deficyty gry Vinagre’a w defensywie i chęć wykorzystania tego faktu jawi się chyba największą tajemnicą poliszynela w Ekstraklasie.

Być może moja surowa ocena gry Pana Patryka, wynika z uprzedzenia i przedmeczowego negatywnego nastawienia. Nie mogę tego wykluczyć. Patryk Kun jest ligowym rzemieślnikiem, z niezłą dynamiką i intensywnością gry, ale według mnie to za mało na Legię. Tak go postrzegam, choćby Tomasz Brzyski też był „ekstraklasowym wyrobnikiem”, nie był kimś nie do przejścia, miał swoje problemy, ale miał też swoją „specjalność zakładu”, która czyniła go pełnoprawnym zawodnikiem jedenastki, u Patryka czegoś takiego nie dostrzegam.

Wracając do Vinagre’a jeszcze, to jeden z najbardziej kreatywnych piłkarzy Legii, jesienią zeszłego roku być może najbardziej kreatywny w całej Ekstraklasie, tylko, że po „kreatywności” pozostały wspomnienia, a deficyty choć cały czas były to teraz biją po oczach.
Odzyskanie formy przez Vinagre’a to być może pikuś z problemem znalezienia dla niego odpowiedniej pozycji w jedenastce.

Vinagre „spalony” w słabej dyspozycji i rozpracowany w lidze, Reca kontuzjowany – ot, zdziwko, nie mogę powstrzymać się przed sarkazmem, a Kun sam siebie nie przeskoczy przynajmniej w mojej opinii. Nie mogę zrozumieć dlaczego na tej pozycji nie stawiamy na Stojanovica. Owszem nominalny prawy, również w kategorii rzemieślnika i zadaniowca, ale z poziomu słoweńskiej repry. Próbowaliśmy go jako lewoskrzydłowego, jak dla mnie absurd, bo wiatru siać nie będzie, ale z zadania bocznego obrońcy może już wywiązałby się lepiej!? Nie byłby pierwszym lewym defensorem z dominującą prawą nogą.
***
Baron: „Serio, czego spodziewałeś się po Astizie?” – nie odbierałem mu szans, skoro swego czasu w Legii krótkoterminowo odpalił Klafuric dlaczego z góry miałem zdyskwalifikować Inakiego.

Ciekawe jest to co napisał Corazstarszy: „wówczas możliwości tkwiły w drużynie. Teraz nasz stan oceniam gorzej. I dlatego sądzę, że wyzwanie jest trudniejsze. Tutaj naprawdę potrzebny jest wstrząs. To na początku bardziej niż doświadcznie. I musimy się liczyć z tym, że od razu poprawy nie będzie. Nie z winy tego nowego trenera, tylko po prostu przez stan, w jakim teraz jest drużyna Legii.”

Klafuric dokonał „metamorfozy” zespołu, zatem jest lepszym trenerem od Astiza? Dalsze losy Klafurica raczej takiej tezy nie potwierdzają, mistrzostwo z Legią to absolutny top tego trenera. Metamorfozy dokonał trener czy też jego zasługą było to, że nie przeszkodził żeby piłkarze sami się ogarnęli?

„Byliśmy drużyną i pomimo ciężkiego roku daliśmy radę. Obiecaliśmy sobie, że zdobędziemy dublet i to zrobiliśmy. To była droga przez ciernie, ten sezon nas nie rozpieszczał, ale na końcu jesteśmy zwycięzcami” - stwierdził po meczu z Lechem Arkadiusz Malarz.

20 maja 2018 r. Poznań, 37. kolejka ekstraklasy
Lech Poznań - Legia Warszawa 0:2 (0:1)
Bramki: Antolić (9), Kucharczyk (69)

Legia: Malarz - Jędrzejczyk, Astiz, Remy, Vesović - Antolić, Philipps, Cafu (60' Hamalainen) - Radović (72' Hlousek), Kucharczyk, Szymański

„W spotkaniu, które miało zadecydować (i zadecydowało!) o mistrzostwie Polski Dean Klafurić musiał zdecydować się na kilka przymusowych zmian. Z powodu urazów od pierwszej minuty nie mogli zagrać kluczowi w tym sezonie Michał Pazdan oraz Jarosław Niezgoda. Tego pierwszego zastąpił William Remy, natomiast naturalnym zmiennikiem najlepszego strzelca zespołu jest Michał Kucharczyk. „Kuchy” wraz z Miroslavem Radoviciem oraz Sebastianem Szymańskim tworzyli ofensywny tercet w tym meczu, płynnie wymieniając się pozycjami.” (legia.com)

Radovic, Jędza, Pazdan, Malarz, Kucharczyk, Niezgoda, Szymański, Vesovic, Antolic, i ten tam Astiz (!) musieli pokazac cohones i to zrobili. Dziś w Legii jesteśmy na pułapie „majonezu” i jeżeli piłkarze sami się nie ogarną to cuda wianki żaden trener nie poradzi.

Aha, po tym sezonie 2018 Mioduski miał prawo uwierzyc, że jest w czepku urodzony podobnie jak Leśny, tyle tylko, że to okazało się szybko złudzeniem i prysło z wiarą że Klafuric to jakiś super trener.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1