A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Motor - Legia 1-1: Bez wyrazu

Legia wciąż nie jest w stanie wygrać meczu. W poniedziałkowy wieczór w Lublinie oglądaliśmy przeciętny ligowy mecz zakończony remisem. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie. Wyrównującą bramkę dla naszej drużyny zdobył Augustyniak.

W pierwszej jedenastce Legii zadebiutował Portugalczyk Arreiol. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Tobiasz – Stojanović, Piątkowski, Kapuadi, Reca – Augustyniak – Wszołek, Arreiol, W. Urbański, Krasniqi – Rajović. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Brkić – Stolarski, Bartoš, Matthys, Luberecki – Samper – Król, Rodrigues, Wolski, Ronaldo – Czubak.

W 7. minucie doszło do fatalnego nieporozumienia między Piątkowskim, Kapuadim, a Tobiaszem. W następstwie tej sytuacji Tobiasz sfaulował Ronaldo w polu karnym i sędzia Lasyk po analizie VAR podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Czubak, zmylił Tobiasza i Motor prowadził 1:0. W 18. minucie Arreiol potężnie uderzył zza pola karnego. Brkić odbił piłkę, niestety zabrakło dobitki. W 25. minucie Legia wyrównała. Arreiol dośrodkował z rzutu rożnego, Rajović zgrał piłkę głową i Augustyniak z najbliższej odległości trafił do bramki Motoru. W 33. minucie Legia szczęśliwie uniknęła bramki po tym jak piłka odbiła się od słupka po rykoszecie od Stojanovicia. W doliczonym czasie gry żółtą kartkę za faul ujrzał Augustyniak.

Do przerwy było 1:1. Legia przeważała, ale nasi zawodnicy grali nerwowo i niedokładnie, psując wiele obiecujących akcji. Gospodarze cierpliwie czekali okazje do kontr.

W 48. minucie legioniści koronkowo rozegrali piłkę na prawej stronie boiska, ale Stojanović nie zdołał oddać celnie uderzyć na bramkę. W 54. minucie Arreiol oddał niecelny strzał z dystansu. W 57. minucie Krasniqi zgrał piłkę do Rajovicia, jednak Rajović nie zdołał dobrze złożyć się do uderzenia. W 59. minucie Urbański ujrzał żółtą kartkę za taktyczny faul na Ronaldo. W 61. minucie K. Urbański zmienił W. Urbańskiego. Legia prowadziła grę w ataku pozycyjnym, jednak statyczne natarcia Legii były łatwo stopowane przez defensywę Motoru. W 76. minucie Żewłakow zastąpił Krasniqiego. W 82. minucie Urbański oddał zaskakujący strzał zza pola karnego. Piłka odbiła się od słupka. W Legii Vinagre, Szymański i Kapustka zmienili Arreiola, Augustyniaka i Stojanovicia. Vinagre tym razem zajął pozycję na prawym skrzydle. W 89. minucie żółtą kartkę za faul po własnej stracie ujrzał Szymański. W doliczonym czasie gry Żewłakow dośrodkował piłkę na głowę Rajovicia, niestety nasz napastnik z kilku metrów trafił głową w Brkicia.

Legia była drużyną, która chciała dominować, chciała wykonywać skoki pressingowe, chciała utrzymywać się przy piłce w środku pola. Niestety w poczynaniach ofensywnych naszej drużyny tradycyjnie brakowało pomysłu, płynności i intensywności. Nijakość, przeciętność i gra w poprzek boiska nie wystarczą do zwycięstw. Wiedzą to wszyscy z wyjątkiem osób autoryzujących przedłużający się, szkodliwy i destrukcyjny stan tymczasowości w naszym klubie.

W najbliższą sobotę Legia zmierzy się w wyjazdowym meczu z Piastem Gliwice.

Dyskusja (8)
1poniedziałek, 01, grudzień 2025 21:42
Senator
Lepszy remis niż przegrana choć tylko dwa punkty nad strefą spadkową . Może jest nadzieja ?
2poniedziałek, 01, grudzień 2025 22:25
Baron
Ja już niczego się nie spodziewam po Legii. To co ma miejsce obecnie to jest kulminacja partactwa, nieudacznictwa, fatalnego zarządzania, coraz głupszych decyzji itd.
Przy takim zarządzaniu to kiedyś musiało p...ć i to jest właśnie ten moment, tutaj nie ma żadnego przypadku.
3wtorek, 02, grudzień 2025 10:32
corazstarszy
Z pozytywów: Motor miał ostatnio całkiem ładną passę i wartościowe wyniki, przetrwał kryzys. Uważam, że wczoraj był faworytem, jeszcze u siebie. Spodziewałem się porażki. Jej brak uznaję za niewielki pozytyw.
Henrique Arreiol. Wiadomo, wiele obiecujących debiutów już widzieliśmy, z których później nic nie wynikło. Nie wiem, jak będzie teraz. Wśród powszechnych i uzasadnionych narzekań na Żewłakowa, może się w przyszłości okazać, że na swoją obronę będzie mógł przytoczyć zakontraktowanie kilku fajnych postaci, np. K. Urbańskiego, czy, oby, Arreiola. Więc, nie jest tak, że miał 100% nietrafnych decyzji. Miał, powiedzmy, 83% nietrafnych decyzji. Młody Portugalczyk chyba dlatego tak fajnie wyglądał, że nie trenował z Legią Iordanescu. Gdyby trenował, grałby tak jak pozostali. I kontuzja może czasem wyjść na dobre ogółowi.
Rzut rożny, po którym padła bramka. Widać było różnicę w porównaniu z dokonaniami w tym elemencie autorstwa Vinagre’a, Chodyny i, niestety, także Elitima.
W każdym meczu ligowym, w którym Legię prowadził Inaki Astiz, musieliśmy gonić wynik: w Łodzi - raz, z Brukbetem - dwa razy, z Lechią - dwa razy. I teraz. Na ogół się to udawało (raz się nie udało). Więc, może ta drużyna nie jest jeszcze na dnie. Potrafi zareagować, stara się nie poddawać. Oby tę dobrą cechę udało się rozwinąć i dodać do niej następne.
Mateusz Stolarski powiedział po meczu, że wynik sprawiedliwy. Zgadzam się. Gdybym jednak miał wskazać subiektywnie, kto był bliższy wygranej, to jednak Legia. Może nie jestem obiektywny.
Nie chcę sobie robić przesadnych nadziei przed dwumeczem z ostatnim w tabeli Piastem. Graliśmy przecież niedawno z innym, wówczas ostatnim w tabeli, rywalem i wiemy, jaki był koniec. Wydawało się po Łodzi i Celje, że są jakieś elementy pozytywne w grze Legii. Ale to było złudzenie. Teraz może być tak samo. Oby jednak te nieliczne pozytywy przerodziły się w wygrane w dwóch ostatnich tegorocznych meczach ligowych. Piast gra ostatnio sinusoidalnie. Wygrać z Rakowem na wyjeździe i przegrać z Widzewem u siebie. Gdzie tu sens, gdzie logika?
4wtorek, 02, grudzień 2025 11:05
Senator
Czekałem na komentarz CO . Pozytywy są choćby to że chcą , sam sir Gawin pisze , chciała dominować , chciala doskakiwać do rywala . Moim zdaniem to już jest jakiś zalążek poprawy . Może jednak w tych ich głowach nie do końca wszystko siadło ?
5wtorek, 02, grudzień 2025 11:12
iocosus
Ludy północy są zamknięte w sobie, nieufne i depresyjne, milczą wyniośle lub komunikację ograniczają do słów "przepraszam", "proszę", lub "kurwa" i "spierdalaj" zależnie od sytuacji i wychowania. Na południu odwrotnie, usta się im nie zamykają, gadają i gadają, a jeżeli zamilkną to się uśmiechają. Słoneczko nad głowami świeci, w czterech ścianach nie trzeba się zamykać, pogoda komunikacji i relacjom sprzyja, problemów nie mają, "maniana".

Na stereotypach można się mocno oszukać, ale pewien Hiszpan z pewnego klubu sportowego sprawia na mnie wrażenie "klasycznego południowca". Pogodny, uśmiechnięty, zawsze z wyciągniętą dłonią do przywitania, poklepujący po plecach. To przyjazne nastawienie powinno się udzielać, trudno kogoś takiego nie polubić, jego otwartości nie odwzajemnić i to się potwierdza. Lubię tego sympatycznego Hiszpana, ceniłem za grę, szanuję za wybór życiowej drogi. W wieży Babel jaką obecnie są kluby piłkarskie ktoś taki łączący kultury południową z północną w sztabie szkoleniowym może być bardzo pomocnym i istotnym elementem.

Wszystko pięknie i ładnie, tylko że teraz wkurzam się sam na siebie, bo wychodzę na klasycznego gbura z północy, który pogodnym Hiszpanem chciałby wstrząsnąć i krzyknąć, wrzasnąć - basta!!!

Basta z taką grą, basta z tym składem, basta z tym poklepywaniem po plecach po zremisowanym meczu! Kurwa, spierdalaj z tym wszystkim!

Gdy ochłonę, to pozostaje mi jednak tylko wkurw na samego siebie i jest mi wstyd przed sobą samym. Nie tylko dlatego że swoją irytację skupiam na Bogu winnym Astizie. Nie w południowcu jest problem, a w zasadzie, w nim najmniejszy, a w tych gburach z północy, moich pobratymcach, którzy w takiej, a nie w innej sytuacji Hiszpana pozostawili. Wsparcia mu nie dają i czekają, czekają na co? Wychodzi na to, że w tym roku jest to czekanie na Godota!

Panowie dyrektorzy, panie Michale Żewłakow zejdź pan z loży bo powinieneś być w tej chwili na ławce przy Inakim, to twój burdel, bo przyznałeś się, że samemu go zorganizowałeś kontraktując Iordanescu. Czy pan Jacek Zieliński jest jeszcze doradcą w Legii, jeżeli tak, to dlaczego go nie ma przy Inakim Astizie? Papiery trenerskie posiada. Po odejściu Rumuna sztab szkoleniowy ponoć mocno ograniczony, dlaczego zatem nie egzekwuje się hasła - wszystkie ręce na pokład!?

Łajba tonie, a jeden Hiszpan ma być kozłem ofiarnym.
6wtorek, 02, grudzień 2025 12:19
iocosus
Michał Zachodny: "Legia i zespół derealizacji. Piłkarski eksperyment 2025 roku" - fragmenty
"Zespól derealizacji to zaburzenie, w którym osoba czuje się, jakby otaczający ją świat był nierzeczywisty, jak sen lub film. Objawy towarzyszące temu schorzeniu to m.in. dystans do ludzi, utrata poczucia sensu funkcjonowania i niepokój, problemy z koncentracją.
Gdyby po 90 minutach poniedziałkowego meczu z Motorem ocenić, czego brakuje Legii najbardziej, to niekoniecznie należałoby wskazać trenera. Ta drużyna potrzebuje cierpliwej terapii, odbudowania sensu przynależności i celu, które to zatraciła przez najdziwniejszy futbolowy eksperyment 2025 roku.
(...)
Szefostwo, które teraz także zostawiło piłkarzy niemal samopas, z najmniej licznym sztabem Ekstraklasy, ogołoconym do osób absolutnie niezbędnych, by jakoś przejść przez mecz. Zapełnić rubryki w protokole meczowym. Nie wszystkie zresztą. Wspomniane osoby odpowiedzialne za sportową katastrofę Legii jakby chciały zapaść się pod ziemię i uniknąć odpowiedzialności za każdą z dokonanych latem zmian. Nic nie zaświadczy o tym mocniej, jak zapewnienia dyrektora sportowego Michała Żewłakowa o tym, że Antonio Colaka z badań medycznych w Górniku wyrywał Fredi Bobić, nie on. I to bez jego wiedzy. Można tylko domyślić się, jaka jest obecnie niechęć dyrektorów, głów operacji i prezesów do przypisania sobie choć kilku procent zasługi za czyjkolwiek podpis. I jak odczuwać to muszą sami piłkarze, którzy przecież nie rozmawiali z hologramami działaczy, nie byli aktorami w filmie trzeciej klasy.
(...)
Nic dziwnego, że sztab tymczasowy (choć bardziej pasuje określenie: „wymówkowy”, byle tylko jakiś był) nawet nie stara się zrobić nic nowego. Skoro jest to zespół niczyj, to czemu nagle piłkarze mają czuć entuzjazm do najnowszej proponowanej rewolucji? Czemu mieliby wierzyć, że to jest po coś, skoro nic co się w ostatnich miesiącach Legii wydarzyło nie miało najmniejszego sensu, uzasadnienia? Dlaczego mieliby się oddawać planom ludzi, których zaraz tu nie będzie – i to zaraz oznaczać może tak samo jutro, jak i przyszły rok – bo wjedzie cała armia asystentów, trenerów i to z innymi oczekiwaniami?

Poziom odrealnienia piłkarzy pracujących w takich warunkach jest całkowicie uzasadniony. Niewykorzystywanie przez nich sytuacji, błędy prowadzące do szans rywali czy długie przestoje, kryzysy w trakcie meczów to wyłącznie efekty uboczne eksperymentu jakim stał się piłkarski odłam Legii pod hasłem „pierwsza drużyna”.
(...)
Legia przechodzi przez coś, co doskonale zna, czego doświadczyła cztery lata temu i co musiał zrobić Aleksandar Vuković, gdy przejął drużynę rozbitą konfliktami trenersko-dyrektorskimi, a następnie niemocą tymczasowości krótkiej kadencji Marka Gołębiewskiego. „Wchodziłem do Legia Training Center i można było się przerazić. Widziałem dużo niezadowolenia, nieszczęścia, pretensji. Brak jakiejkolwiek energii. Niewiedzy i niezrozumienia, co się właściwie dzieje. Każdy z nich potrzebował przerwy, aby się zresetować. Tutaj zaczęliśmy ich uświadamiać, jaka jest sytuacja i co trzeba zrobić, aby ją zmienić. Trzeba być świadomym, żeby móc wyjść z tej sytuacji. Teraz jest zarówno rozumienie, jak i chęć zmiany”, mówił Vuković w zimą 2022 roku, po zaledwie kilku tygodniach.

Dlatego kryzys Legii wydaje się głębszy, niż te opisywane. Poważniejszy, niż właściciel i jego ludzie mogą sobie z tego zdawać sprawę. Może oni nie widzą, że to już było? To, co obecnie dzieje się w Legii nie jest oczekiwaniem na magiczne lekarstwo, lecz pogarszaniem i tak złego stanu zespołu. Utrudnianiem interwencji następnemu, który zajmie się pacjentem. Założenie, że Marek Papszun samą siłą swojej osobowości i wiedzy zdoła ustabilizować sytuacje może nie jest naiwne, ale czy jego twarde zasady, zdefiniowany system i charakter wyleczą piłkarzy z traumy jesieni 2025 roku? Czy w trudnych momentach będą wracać do tego, co oznacza najmniejsze problemy: do zagrań nie znamionujących krzty inicjatywy czy odpowiedzialności?

W Lublinie Legia nie zagrała katastrofalnego meczu. Nie zaliczyła kompromitującej wpadki. Odrobiła bramkę straty. Wprowadziła nowego zawodnika do gry. Błysnął jej jeden z najmłodszych i obiecujących piłkarzy. W ostateczności nawet po bezbarwnej grze i remisie mogłaby się czegoś chwycić. Gdyby tylko chciała. „A wy myślicie, że oni nie chcą?”, mógłby jeszcze w takim stylu odbić piłkę Astiz.

A może sam fakt, że Hiszpan uważa, iż ktoś mógłby tak pomyśleć najlepiej świadczy o powadze sytuacji. O jej odrealnieniu."
7wtorek, 02, grudzień 2025 12:22
Senator
Iocosusie nikt rozsądny nie będzie winił za wszystko Astiza. Mi taka myśl nawet nie zaświtała .
Natomiast 100% poparcia że całe zło zaczęło się od zatrudnienia rumuńskiej pipy.
8wtorek, 02, grudzień 2025 14:47
Zbyszek
Patopismactwo chyba wyczerpało zasób bzdur i bredni jakie wypisywało w sprawie ewentualnego przejścia trenera Marka Papszuna z Rakowa Częstochowa do Legii Warszawa - tak jak by taki ruch był czymś ekstraordynaryjnym i nieznanym naszej piłce.
Podczas kiedy takie podmianki są czymś normalnym , chociaż najczęściej polegają na pozbywaniu się trenera.
W przypadku Legii podstawowe pytanie brzmi : czy już jesteśmy na dnie, czy jeszcze nie ?. Czy nadal spadamy , czy już toniemy ?. Bowiem tylko tonący brzytwy się chwyta .a w inkryminowanym przypadku za brzytwę miałby robić Marek Papszun.
Drugim pytaniem jest , jakim ryzykiem obarczona jest transakcja przejścia Papszuna do Legii ?.
Moim zdaniem ryzyko jest minimalne , bowiem Papszun wykazał się solidnym warsztatem trenerskim , co jeszcze dwa lata temu takie pewne nie było.Bowiem Marek Papszun w Rakowie szedł cały czas bezkolizyjnie do góry wraz z coraz większym zaangażowaniem finansowym właściciela klubu Marka Świerczewskiego. Ze strony właściciela takie podejście było na wskroś pragmatyczne , bo widział postęp wynikowy i miał gwarancję ,że środki nie będą marnowane , lecz przyczynią się do dalszego postępu.
Takiego profesjonalizmu i pragmatyzmu brakuje w Legii od kiedy jedynym właścicielem został Dariusz Mioduski, a nawet zachodził proces odwrotny , a mianowicie im gorszy trener tym więcej środków wydawano na dostarczenie mu nowych zawodników,a im lepszy trener to tych środków skąpiono. Ostatnimi takimi przypadkami byli Feio i Iordanescu. Feio dostawał szrot , a był nowoczesnym, wielce utalentowanym trenerem , podczas kiedy anachronicznemu nieukowi Iordanescu sprowadzono wielu graczy z bardzo dobrym CV. Osobiście mam niechcianą satysfakcję, że obecnie mediaworkerzy ujawniają ogrom niekompetencji Iordanescu, o czym wcześniej pisałem ,który nie tylko nie potrafił "czytać' analiz, ale jego umiejętności rozumienia taktyki były na poziomie dyletanta. A nadto wystawiając zawodników do gry nie kierował się ich formą,ale wcześniej podjętymi decyzjami rotacyjnymi.
W przypadku Papszuna posiadał on na tyle fachowych kompetencji ,że dokonywał profesjonalnej selekcji , biorąc pod uwagę nie tylko umiejętności , nie tylko przydatność,ale i charakter zawodników.
Jak pamiętamy po zdobyciu Tytułu Papszun ze względów rodzinnych odszedł z Rakowa , a jego następca doprowadził zespół do kryzysu i właściciel ubłagał Papszuna , aby wrócił. I Papszun zażegnał kryzys, czym dowiódł wysokich kompetencji , bowiem takim jest tylko ten trener , który potrafi zespół wyprowadzić z kryzysu, gdyż wprowadzić potrafi każdy dureń jak np. Iordanescu.
O metodach Papszuna patopismactwo napisało tony makulatury nie zastanawiając się . że gdyby był takim tyranem to by w jednym klubie nie pracował 9 lat , a zamiast pochwał zawodnicy z nim pracujący obrzucali by go błotem. Po wypowiedziach zawodników i osób z nim współpracujących ( poza Śledziem ) można wyciągnąć wniosek ,że Papszun ma wrodzony talent do kierowania ludźmi ,albo nabył te umiejętności doświadczeniem lub poprzez nauki. Papszun na początku pracy z zawodnikiem wdraża go do dyscypliny, zostawiając niewiele pola do samodzielności , ale kiedy delikwent przejdzie ten okres rekrucki dostaje coraz więcej swobody. Tym samym potrafi wdrożyć balans pomiędzy zespołowością, a indywidualnością , tak, aby uwypuklić zalety piłkarzy i użyć ich dla dobra drużyny.Więc straszenie graczy Legii Papszunem to obraza zdrowego rozsądku.
Mało tego , trzeba stwierdzić,że Papszun w Rakowie nie miał większych kompetencji niż są zawarte w art. 7 Uchwały XIII/189 z 12.12.2014 roku dot. zasad regulującym stosunki pomiędzy klubem sportowym a trenerem piłki nożnej.
Wbrew opiniom jakobym wręcz nienawidził dziennikarzy ja nie mam do nich pretensji o to w jaki sposób wykonują swój zawód. Ja tylko nazywam to wykonywanie adekwatnym słownictwem.
Już ponad 50 lat temu Christopher Lasch w " Kulturze narcyzmu" opisał ówczesną rzeczywistość medialną jako zastępowanie prawdy przez wiarygodność,a informacji przez propagandę. Od tamtego czasu weszliśmy w dominantę mediów tzw. społecznościowych ,które wytworzyły to co naukowcy nazwali epoką postnowoczesności . Parę lat temu prof. Harvardu Frederic Jameson ten stan zdefiniował ,że jest to :" Kategoria periodyzacyjna, której funkcja polega na powiązaniu nowych cech formalnych w kulturze z pojawieniem się nowego typu społecznego życia i nowego porządku ekonomicznego nazwanego modernizacją , społeczeństwem postindustrialnym albo konsumpcyjnym , a więc społeczeństwem zdominowanym przez media lub społeczeństwem obrazkowym".
Jak by nie patrzeć to dziś prawda, fakty , obiektywizm zostały zastąpione przez klikalność i oglądalność.
O ile patopismactwo działa wedle tych zasad , to nadal zadziwia ,że tacy prominentni działacze piłkarscy jak Boniek ( b. prezes PZPN) czy Kosecki (b. wiceprezes PZPN), którzy robią za idiotów uważających ,że wszystko można powiedzieć czy napisać. Otóż to im nasza piłka zawdzięcza Uchwałę XIII/189 z 12.12.2014 roku , która reguluje m.innymi zasady zawierania umów oraz sposoby rozwiązywania kontraktów. Uchwała jest efektem kompromisu pomiędzy swobodnym wykonywaniem zawodu trenera , wolnym wyborem pracodawcy i pracownika , a stabilnością zawodową trenera i dobrostanem klubu.
Według art. 17 Uchwały trenera można odsunąć od prowadzenia zespołu z zachowaniem prawa do wynagrodzenia tylko w jednym przypadku , a mianowicie kiedy odmówi on rozwiązania kontraktu na zasadzie porozumienia stron. W innym przypadku trener ma prawo rozwiązać kontrakt ze skutkiem natychmiastowym z winy klubu ( art.14 ust.1 pkt f Uchwały). Nie będę omawiał całej Uchwały wskażę tylko ,że pisanie o tym ,że Papszun zasiądzie na ławie Legii w trakcie tej rundy było skrajnie debilne , gdyż art. 9 Uchwały wyraźnie zabrania trenerowi pracy w dwóch klubach ego samego poziomu, w trakcie tej samej rundy pod rygorem utraty licencji. Zwrócę także uwagę na art.14 ust.1 pkt d Uchwały , który daje trenerowi prawo złożenia oświadczenia o rozwiązaniu kontraktu z opcją zapłaty odszkodowania ,o ile taka możliwość została zapisana w kontrakcie .
Uchwała podkreśla ,że umowa z trenerem może mieć charakter cywilnoprawny , generalnie jako umowa zlecenia lub umowa o pracę - co w tym przypadku byłoby sprzeczne z art. 22 Kodeksu Pracy. Stosunek pracy polega na wykonywaniu określonych zadań pod kierownictwem, w miejscu i ściśle określonym czasie za wynagrodzeniem. Natomiast z treści Uchwały wynika ,że trener jest samodzielny i pracuje w czasie nienormowanym , a podlega tylko nadzorowi i ocenianiu.
W sensie prawnym trener pełni usługę na rzecz klubu, lub też , gdy "prowadzi jednoosobową działalność" zawiera umowę o współpracy.
Umowa o świadczenie usług jest tzw. umową nienazwaną , gdyż nie ma oddzielnego Tytułu w Kodeksie Cywilnym i stosują się do niej przepisy Tytułu XXI KC "Zlecenie".
Więc w razie sporu stosowane są przepisy Kodeksu Cywilnego, a w I instancji rozstrzyga go Sąd Polubowny przy PZPN, następnie Trybunał Arbitrażowy przy PKOL , Trybunał przy UEFA i w ostatecznie Trybunał przy MKOL. Przy czym wzmiankowane oświadczenia wchodzą w życie z dniem dotarcia do PZPN i nie podlegają zawieszeniu, dopiero po rozstrzygnięciu jeżeli oświadczenie było bezzasadne możliwe są kary finansowe oraz utrata licencji trenerskiej.
Z tego co wiemy ( artykuły z zeszłego roku w "Gazecie Częstochowskiej") to "nowy" kontrakt Papszuna zawiera klauzulę wykupu 2 mln zł , ale w wypadku , gdyby trener odmówił automatycznego przedłużenia kontraktu , a więc w czasie jego trwania działa "wolny rynek".
Mnie trudno zrozumieć to napadanie na Papszuna za słowa o chęci przejścia do Legii jak byłby on niesfornym, nierozumnym chłopaczkiem , podczas kiedy dowiódł ,że ma ponadprzeciętną wiedzę i inteligencję . Inaczej mówiąc, jeżeli Papszun postawił sprawę w ten sposób to musiał mieć ku temu poważne powody, w tym prestiżowe i sentymentalne , a nie błahostki. Można więc zasadnie przypuszczać,że umówił się ze Świerczewskim,że odejdzie za porozumieniem stron , jeżeli otrzyma jego zdaniem korzystniejszą ofertę, a nadto pewno dowiedział się,że Świerczewski postanowił zmniejszyć nakłady na klub ,w tym oszczędzając na wydatkach na sztab szkoleniowy i w tym celu porozumiał się z będącym na topie trenerem Polonii Bytom.Tylko ,że znowu klauzula wykupu 150 tys zł obowiązuje tylko przy przedłużaniu kontraktu. Pewnikiem te powody były dla Papszuna podstawą domaganie się rozwiązania kontraktu przed terminem. Lecz Papszun wykazał się naiwnością i nierozumieniem zasady ,że "Umowy, pakty trwają , dopóki trwają" co oznacza,że są niezmienialne dopóki strony ich postanowień chcą przestrzegać. Zasada "Pacta sunt servanda' ma walor formalny , bowiem nie stoi za nią rygor egzekucyjny.
Jednocześnie ci ,którzy wypowiadają się w tym temacie nie rozumieją,że sytuacja prawna trenera i zawodników jest odmienna. Trenera nie obejmuje tzw. prawo Bosmana do wolnego transferu oraz tzw.prawo Webstera do rozwiązania długotrwałego kontraktu .
Oczywiście sytuacja związana z osobą Marka Papszuna jest nietypowa, bowiem na naszym gruncie kluby raczej pozbywają się trenerów,a nie ich zatrzymują a ponadto nie zdarza się, aby klub trzymał na siłę trenera, bowiem jest to wizerunkowe samobójstwo. Pokazuje ono bowiem słabość właściciela, którego własność trzyma w rękach jeden pracownik.
Biorąc pod uwagę ten aspekt, który tyczy tak samo Świerczewskiego jak Mioduskiego należy uznać,że konflikt ma charakter ambicjonalny, w tym Świerczewski powiada w podtekście ,że nie pozwoli się traktować protekcjonalnie.Podejrzewać należy ,że gdyby Mioduski osobiście rozmawiał ze Świerczewskim to by doszli do ugody.
Nie można bowiem nie przyzanać Świerczewskiemu racji pragmatycznej ,a mianowicie przejście Papszuna z Rakowa do Legii oznacza ogromne osłabienie Rakowa i takie samo wzmocnienie Legii co w kontekście rywalizacji o trofea ma ogromne znaczenie.
Z wypowiedzi zawodników Legii wynika,że brakuje im trenera-lidera, takiego który ma taki autorytet ,taki,że gracze są w stanie mu zaufać i jego metodom się podporządkować. Niezależnie od różnych zdań na temat warsztatu, osobowości , charakteru Marka Papszuna dowiódł on,że jest odpowiedzialny za stado,że potrafi być jego przewodnikiem. Kimś kogo w Legii brakuje, a jest potrzebny jak deszcz dla roli.

Pan Zbigniew Jakubas właściciel 85% akcji Motoru Lublin nie traktuje klubu jak zabaweczki spełniającej jego wygórowane ambicje , jak czyni to Świerczewski w Rakowie.W Częstochowie radni nie mają zaufania do długofalowego związku Świerczewskiego z Rakowem i nie chcą wydawać kilkuset milionów na nowy stadion. Pewno znają wynurzenia śp. Jana Himilsbacha , któremu zaproponowano rolę w amerykańskim filmie pod warunkiem,że nauczy się angielskiego - czego Janek odmówił, mówiąc :" Nauczę się tego angielskiego , jedną rzecz zagram i potem zostanę jak ten chuj z tym angielskim".
Pan Świerczewski inwestuje tylko w drużynę,a nie w klub, bo nawet jednego boiska treningowego nie zbudował.
Podczas kiedy Jakubas czyni odwrotnie , gdyż za swoje 30 mln zł wybudował obok stadionu ośrodek treningowy w którym szkoli się stale 600 dzieciaków ,a co go rocznie kosztuje 4,5 mln zł.
W marcu 2024 roku kiedy trener Goncalo Feio , który wprowadził Motor do Ekstraklasy poprosił o zwolnienie , natychmiast wyraził zgodę , po czym odbył z nim rozmowę w sprawie następcy i skorzystał z jego rady,aby został nim młody Mateusz Stolarski. Wcześniej Jakubas nie dał ogłupić się szkalującymi Feio artykułami prasowymi i nagonką w mediach,że to trener był winien konfliktowi pomiędzy nim i prezesem oraz rzeczniczka prasową. Jakubas Feio zostawił ,a tamtych zwolnił dyscyplinarnie. Obydwoje usiłowali dochodzić naprawienia rzekomych krzywd i ukarania Feio przed Prokuraturą i w Sądzie Pracy,ale Prokuratura umorzyła postępowanie na podstawie art.24 Kodeksu Karnego - co zatwierdził Sąd, zaś Sąd Pracy oddalił ich roszczenia uznając ich bezzasadność, bowiem działali oni na szkodę klubu.
Podobnie niedawno kiedy media domagały się zwolnienia trenera Stolarskiego po kilku dniach milczenia oświadczył ,że to on jest właścicielem klubu i nikt nie będzie mu dyktował kogo ma zatrudniać.
Jakubas jest właścicielem ,który rozumie na czym polega dbałość o wizerunek i odpowiedzialność za swoją własność.A do tego jest zwolennikiem powiedzenia,że " Z niewolnika nie ma pracownika".
Co klasa to klasa.

Trener Stolarski kontynuuje szlak wytyczony przez Feio i gra systemem 4-3-3 . Jest to w wykonaniu zespołu Motoru system elastyczny , oparty na dwóch trójkątach : w pomocy na dwóch podstawach , podobnie w ataku z wierzchołkiem trójkąta skierowanym ku górze. W ten sposób Motor usiłuje zachować przewagę liczebną w środku pola, aby w fazach przejściowych gracze przemieszczali się do defensywy lub do ofensywy. Siła napędową Motoru są ofensywny pomocnik Rodrigues i dwaj skrzydłowi Król i Ronaldo. W moim przekonaniu taka taktyka jest ponad poziom wyszkolenia i umiejętności większości graczy Motoru. Zresztą przy budżecie płacowym 7, 3 mln zł , jednym z najniższych w lidze zatrudnienie wyższej klasy zawodników jest niemożliwe. Oczywiste niedostatki umiejętności zawodnicy Motoru usiłują niwelować walecznością, wybieganiem i zaangażowaniem. Do tego potrafią w tę antytechniczną grę wciągnąć rywali tak jak wczoraj Legionistów.Motor to kolejny zespół którego gracze bazują na braku pewności siebie naszych zawodników, którzy w sytuacjach stykowych, w walce o tzw. bezpańskie piłki zamiast atakować wycofują się pozwalając rywalom na zagarnięcie piłki.
Oczywiście w meczu tak już nie ma ,że jedni tylko atakują , a drudzy tylko się bronią,ale wielość ataków Motoru była spowodowana słabością graczy Legii, którzy nie szli w odbiór, tylko cofali się w nieładzie. Niezależnie od braków to trzeba docenić ambicję i nieustępliwość graczy Motoru co im wystarczyło na remis.

Legia wyszła wczoraj w ustawieniu 4-2-3-1 z przesuniętą strefą po lewej stronie ku bramce rywali ,a po prawej w kierunku naszej bramki.
Ja oczywiście chciałbym aby Legia grała w systemie 4-3-3 pokrywającym wszystkie 9 stref,ale też chciałbym aby trener który poprawnie analizuje silne strony rywali znalazł na nie adekwatne antidotum. Kiedy Lechia grała środkiem to Astiz zapory ustawił po bokach ,a kiedy wczoraj Motor grał skrzydłowi to my skupiliśmy się na grze w środkowych rejonach.Nadto ustawienie W. Urbańskiego w roli ofensywnego pomocnika było pomyłką, gdyż jest on pracowity, ambitny,ale ma mierne predyspozycje do kierowania grą.
Przyznam ,że nie dostrzegłem ukierunkowania na wykorzystanie słabych ogniw w zespole Motoru, gdyż obaj skrzydłowi są słabi w defensywie, podobnie jak defensywny pomocnik Wolski , środkowy obrońca Bartos i prawy obrońca Paweł Stolarski. Tylko raz przy rzucie rożnym, po którym padła bramka udało się tę słabość obu obrońców spożytkować.Mnie martwi,że ani Iordanescu ,ani Astiz nie potrafili wykorzystać wysokich umiejętności techniczno-taktycznych kilku naszych graczy przez odpowiednie zabiegi organizacyjne.
Nadal nie potrafimy panować nad przestrzenią zwłaszcza po stracie piłki, kiedy to zamiast "siąść" na rywali , ograniczyć ich pole gry to pozwalamy im na hasanie i grę na wolne pole. Z kolei w ataku w rejonie pola karnego rywali nasi zawodnicy dokonują niewłaściwych wyborów, na ogół komplikując proste rozwiązania.
Co do indywidualnych wyborów to debiut Arreoila w roli defensywno-ofensywnego pomocnika jest obiecujący , widać ,że nie tylko dużo umie ,ale i ma charakter walczaka. Natomiast wejście K. Urbańskiego uporządkowało naszą grę ofensywną i widać,że ma dobry przegląd pola i ma papiery na klasowego rozgrywającego. Pozostałe zmiany niewiele wniosły również z tego powodu ,że nasz zespół wpadł w nawyk zwalniania tempa akcji w miarę zbliżania się do pola karnego rywali, zamiast ich przyśpieszania.

Sędzia Lasyk zaczął od falstartu w 6' kiedy to nie przerwał gry i nie podyktował rzutu karnego po faulu Tobiasza na Ronaldo . W podjęciu trafnej decyzji wyręczył go VAR.
Wczoraj Lasyk , jak to się mówi , pozwalał grać i przy starciach ciało w ciało gry nie przerywał. Moim zdaniem takie podejście jest jedynie uzasadnione , bo piłkarze to nie panienki na wydaniu ,a boisko to nie scena baletowa. Piłkarze do takiego sposobu prowadzenia zawodów potrafią się dostosować i nie padają jak muchy po byle dotknięciu, jak przy odmiennym sposobie sędziowania - co ja uważam za wypaczenie istoty piłki nożnej. W 52' nie uległ naciskom Bartosa, który uważał ,że został w polu karnym sfaulowany przez Kapuadiego.
W sumie Lasyk sędziuje doświadczeniem, więc prochu nie wymyśli,ale proste sytuacje rozwiązuje zadawalająco. Osobiście wolę takich jak Lasyk ,niż fachmanów od gwiazdorzenia.

Poza nielicznymi spotkaniami w grze drużyny Legii w tej rundzie więcej jest mankamentów, niż zalet.
Nasz zespół wygląda tak jak by wiedział jak grać, nie mając jednocześnie pojęcia co robić, aby wygrywać . Co również trafnie zauważył Gawin.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1