Logo

Czy mniej znaczy lepiej?

peterson1512Bez spodziewanego przeze mnie szumu przeszła niedawno dość znacząca zmiana w przepisach ograniczająca ilość piłkarzy z poza UE w naszych ligach. Sam pomysł blokowania takich wynalazków jak brazylijska Pogoń prezesa Ptaka jest ja najbardziej ok, ale nie sądzę, by blokując występy osób spoza UE naprawdę dawało się impuls do rozwoju naszej rodzimej piłki.

Wśród prezesów klubów piłkarskich panuje przekonanie, iż dużo łatwiej jest kupić i utrzymać "obcego" niż Polaka. Wspomniana już Pogoń Ptaka, niedawne testy Widzewa, czy w końcu Wisła Maaskanta pokazują, że problem zbyt dużej liczby obcokrajowców jest jak najbardziej realny. Nawet na naszym Legiinym podwórku liczne dyskusje na temat przydatności IV w drużynie mającej do dyspozycji Łukasika i Furmana potwierdzają kontrowersyjność zatrudniania obcokrajowców jako tych, którzy z założenia mają poprawić jakość ligi. Dlatego właśnie logiczna jest prosta idea przyświecająca twórcom tej zmiany: ograniczyć zajmowanie przez obcokrajowców miejsc młodym zdolnym Polakom, dając im tym samym szansę pokazania swoich umiejętności i możliwość dalszego rozwoju. Równocześnie możemy spodziewać się, iż kluby kilkakrotnie przemyślą zasadność zatrudnienia kolejnych Sulerów, czy Antonoviców, gdyż teraz będą oni musieli nie tylko być konkurencją dla piłkarzy na swojej pozycji, ale również dawać więcej jakości niż pozostali obcokrajowcy w klubie, nawet gdy ci występują na innych pozycjach. Taki system pozwala wierzyć, iż faktycznie klasa obcokrajowców sprowadzanych do Polski poprawi się (a przynajmniej nie będzie spadać), ale czy pociągnie to za sobą jakość naszej rodzimej piłki?

W dużej mierze będzie to wynikać z dalszych działań jakie podejmie PZPN, jednak biorąc pod uwagę, że to właśnie ten ruch jest pierwszy, w tym temacie jestem pesymistą.

Oczywiście, w świecie ideałów moje wątpliwości są bezzasadne, ale rzeczywistość zbyt często odbiega od idealnych założeń Nie wierzę, by ułatwianie gry młodym zawodnikom było dla nich impulsem do dalszego rozwoju. Jak mawia mój znajomy "każdy zdrowy organizm przed pracą się broni" i nawet trener Urban na jednej z pomeczowych konferencji narzekał na zbytnie marnowanie sił w przekonująco wygranym spotkaniu. Takie zachowanie jest logiczne i nawet ewolucyjnie sensowne. Jak więc nakłonić młodego gracza do wzmożonego wysiłku, skoro ogranicza mu się konkurencję? Już teraz tych bodźców jest za mało, a my je jeszcze ograniczamy. Oczywiście możemy wierzyć, że chęć awansu do wyższych lig/lepszych klubów sprawi, że polscy piłkarze będą błyszczeć, ale od razu nasuwa się pytanie czemu ci, którzy grają obecnie jednak nie błyszczą i nie awansują? Naumyślnie wystawiani są ci słabi, by dać pretekst do sprowadzenia jakiegoś Brazylijczyka, albo Nigerczyka?

Stara prawda mówi "jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze". Tak jest też w tej sytuacji, co potwierdzają słowa prezesa III-cio ligowego zespołu LZS Piotrówka, pana Strychacza: "Zawodnicy są bardzo zmotywowani, bo traktują nasz rynek piłkarski jak szansę na wybicie się. Tymczasem nasi młodzi piłkarze dwa razy prosto kopną piłkę i od razu stawiają wysokie wymagania finansowe. Małych klubów na to nie stać". Jest to o tyle wiarygodna wypowiedź, że skoro jakiś Brazylijczyk decyduje się przemierzyć pół świata żeby grać w jakimś Piotrówku to można wierzyć, że faktycznie chce być piłkarzem i jest w stanie wiele dla tego poświęcić. Tymczasem Polacy, którzy wszystko mają podane na tacy, stają się bardzo roszczeniowi. Niedawna sytuacja w Łomży, gdzie drużyna amatorska (!) protestowała w sprawie zaległości finansowych jest tego doskonałym przykładem. Oczywiście sami prezesi też nie są bez winy. Mity o obniżającym się poziomie (ciekawy wywiad w tym temacie tutaj) powstrzymują ich od ryzyka nieosiągnięcia swoich celów na dany sezon (od czego często zależy dalsza ich egzystencja).

Jeszcze ciekawiej jest w wyższych ligach (w tym TME), gdzie wspierani głodnymi nowych gwiazd mediami, prezesi często próbują sztucznego windowania wartości zawodników celem własnego zarobku, lub przynajmniej niedopuszczeniem do wzmocnienia się rywali. Nie dziwi więc, że w takich warunkach przykładowy prezes Legii/Lecha/Wisły woli zapłacić milion za względnie sprawdzonego obcokrajowca (który może jeszcze zostać wzorem dla własnej młodzieży), niż za kompletnie niepewnego młodzika z np. Widzewa, z ego wyższym od Pałacu Kultury.

Tutaj dochodzimy do trzeciego problemu polskich lig - brak miejscowych liderów i wzorów, które można podpatrywać. Polskim ligom brakuje osób które będą ciągnąć do góry cały zespół. Każdy zawodnik, który wystaje ponad poziom naszej ekstraklasy jest natychmiast wyrzucany dalej, zaś kluby kombinują jak załatać stratę. Co gorsza, w przeważającej większości wypadków okazuje się, że nasza nieukształtowana w pełni młodzież, która spowodowała taką obniżkę lotów rodzimej drużyny, okazuje się zbyt słaba by dać sobie radę w lepszych ligach. Staje w rozwoju siedząc na ławkach "wspaniałych zachodnich klubów", my zaś dalej babrzemy się w śród tych którymi nikt się nie interesuje. Jaki jest tego efekt dokładnie widzimy, gdy najlepsze drużyn w Polsce stają w szranki z (w naszym mniemaniu słabszymi) drużynami Europy. Do tej pory kluby próbowały ratować się przed takim spadkiem poziomu właśnie poprzez szukanie gasnących gwiazd a'la Ljuboja, czy emerytów z nadwagą a'la Andradina. Dzięki swoim felerom nie są oni tak cenni dla innych rynków, a u nas mogą wnieść jeśli nie dodatkową jakość, to przynajmniej nowe wzorce, czy właśnie dodatkową konkurencję. To właśnie dla nich pozostało to okienko 3 graczy którzy jednak mogą wystąpić, ale czy jest ono wystarczające? Czy sprawiedliwym jest fakt, że mając więcej dobrych nieeuropejczyków musimy z części z nich rezygnować na rzecz słabszych Polaków? Uważam, że niczym żul z pod sklepu twierdzący, że "tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre" zakładamy, że mamy świetnych piłkarzy, ale zwalniamy ich z obowiązku ciężkiej pracy i udowodnienia swojej wartości.

Czy mam rację pokaże czas. Mam nadzieję, że nie. Tymczasem pozostanę przy opinii, że większym problemem jest utrzymanie tych co jednak potrafią przełamać tą naszą ligową szarzyznę dłużej niż pół sezonu. W niższych zdaje mi się ciekawszym pomysł wprowadzenie limitów wynagrodzenia dla piłkarzy niższych lig, a nawet zakazu płacenia piłkarzom-amatorom. Nawet jeśli faktycznie efektem byłoby obniżenie poziomu najniższych szczebli rozgrywek piłkarskich, to równocześnie zredukowałoby koszty prowadzenia klubów, pośrednio uniemożliwiło zatrudnianie obcokrajowców (nie mogliby się utrzymać jedynie grając w piłkę) i pokazało kto naprawdę ma do tego serce i chce się w tym rozwijać.

Dyskusja (11)
1poniedziałek, 09, grudzień 2013 08:45
CTP
Wprowadzanie takich przepisów w sytuacji, gdy w Polsce mamy raptem dwie akademie spełniające od biedy europejskie normy jest tak samo "inteligentnym" pomysłem jak reforma Ekstraklasy. Skutek będzie wręcz odwrotny od zamierzonego.
Kurczę, kto tam w tym PZPNie i Ekstraklasie wymyśla takie głupoty?
2poniedziałek, 09, grudzień 2013 09:37
gawin76
Flagowym produktem PZPN jest reprezentacja, której pogarszająca się reputacja wystawia na szwank wizerunek oraz finanse związku. Być może taka próba wygospodarowania przestrzeni w klubach dla polskich zawodników (piłkarze z innych państw UE niekoniecznie muszą być tańsi w utrzymaniu od Polaków, co wyklucza masowość 'procederu') jest podyktowana szczerą troską o przyszłość reprezentacji, a być może to tylko zagrywka PR, mająca na celu utwierdzenie opinii publicznej w przekonaniu, że w PZPN robota wre dzień i noc.

Światopoglądowo trochę sprzeciwiam się takim narzuconym z góry regulacjom, ingerującym w politykę klubów, ale z drugiej strony, trzeba zauważyć, że większość przedstawicieli Ekstraklasy projekt ostatecznie przyjęła bez uwag, mimo że pierwsze reakcje na ogłoszony przez Bońka pomysł były negatywne.

Podobnie jak QD, uważam że nowa regulacja nie zmieni nic. No może poza tym, że praktycznie zamknie temat współpracy Legii z klubami takimi jak spadkowicz z brazylijskiej Serie A, Fluminense Wink
3poniedziałek, 09, grudzień 2013 10:25
Raster
PZPN przyłączył się do ogólnego trendu segregacji śmieci , odpadki z kubłów UE są ok , natomiast na pozostały syf wprowadzono limit . Typowa zagrywka administracyjno-pijarowska , która nic nie zmieni . Smuda pewnie sobie poradzi , on jako obcokrajowiec z innego miasta wystarczy jak ze wszystkimi będzie współżył , niedorozwinięty erotoman . Ciekawe jaką formę zapłaty za sędziowanie przyjął dla musiała? Wcześniej sędziów wyznaczał saks , pracownik telefoniki , teraz nasze mecze kręci synek wiślaka , ale ogólnie panuje opinia że to nam pomagają .
4poniedziałek, 09, grudzień 2013 10:38
CTP
@Gawin
"Podobnie jak QD, uważam że nowa regulacja nie zmieni nic."
Ja uważam, że jeszcze obniży i tak już mizerny poziom naszej kopanej. Wyobraź sobie, że zamiast Akahoshiego, Murayamy, Quintany czy innego Visnakovsa kluby będą zmuszone wystawiać Dudy, Pawele czy inne Drygasy, którzy posiadają elementarne problemy z koordynacją ruchową.
Kolejna reforma, która traktuje temat od, za przeproszeniem, dupy strony. Dajmy najpierw klubom pieniądze na szerokie kadry a dopiero potem katujmy je meczami co 3 dni. Dajmy najpierw klubom akademie a dopiero potem, gdzieś tak za 10 lat, ograniczajmy liczbę obcokrajowców.
5poniedziałek, 09, grudzień 2013 11:43
Senator
Ja niestety również jestem sceptyczny z powodów których chyba QD nie poruszył. Nasz rynek młodych zawodników jest doskonale penetrowany przez łowców talentów poważnych a pewnie i mniej poważnych klubów europejskich.
Młody bardzo zdolny wyjeżdża już w wieku 15 lat. Rodzice też tu nie pomagają bo wprost marzą o takim początku 'kariery" wszak to cały czas wyjazd na Zachód.
Jedno w tym jest optymistyczne choć nie wiem czy prawdziwe. Może być tak ,że kibice chętniej przyjdą na mecz wydając piątaka aby obejrzeć Jurka Kudelskich czy Zbyszka od Nowaków niż jakiegoś anonimowego Ugandyjczyka.
6poniedziałek, 09, grudzień 2013 12:29
urka
Wszystkie te ograniczenia będą na nic jeśli nie poprawi się szkolenie w Polsce. Słaby zawodnik nie stanie się dobrym tylko dlatego że nie ma konkurencji. Ja bym wspierał ograniczenia w niższych ligach. Im niższa tym mniejszy limit, bo tam mogą udowadniać swoją "klasę" młodzi zdolni a zespoły ekstraklasy muszą być silne jeśli chcemy rywalizować w pucharach. U nas wiecznie stosuje się tematy zastępcze. Pamiętam taką dyskusję z początku lat 90-tych gdzie skonfrontowano piłkarskie "autorytety" (był Boniek) i dyskutowano nad naprawą polskiej piłki. Najwięcej mówiono o kasie ale też podkreślano konieczność szkolenia. I co? Kasą zajmowali się bardzo gorliwie (prokuratorzy mają sporo roboty) a o szkoleniu zapomnieli. Teraz też mówią o szkoleniu, miał być jakiś program realizowany wspólnie z Ministerstwem Sportu i Edukacji i jakoś ucichło. Może nie mają czasu, bo liczą kasę?
7poniedziałek, 09, grudzień 2013 14:26
CTP
Zdaje się, że w Anglii co jakiś czas odkurzane są podobne pomysły z uwagi na bardzo mizerne osiągnięcia ichniej reprezentacji. Ale zazwyczaj kończy się tam na gadaniu.
8poniedziałek, 09, grudzień 2013 19:29
Zbyszek
Młodzieży, która pisuje na tym blogu powiem, że to co Prezes Boniek proponuje już było. Prezes Boniek kiedy jeszcze był młodym piłkarzem miał w swoim otoczeniu samych rodaków. W każdym klubiku byli sami swoi. Nikogo obcego. Tak samo było w ligach seniorskich. I kluby i przede wszystkim reprezentacja miały sukcesy. A różnica w umiejętnościach w stosunku do innych nacji jeśli była to na naszą korzyść. Mieliśmy gorszą infrastrukturę, wspomaganie medyczne, ubiory, pomoc techniki, ale graczy mieliśmy przednich i charakternych. Od małego była duża konkurencja i ona kształtowała te charaktery. Tylko,że to było. Jak mawiał Heraklit: "Panta rei".

Polskiemu szkoleniu przetracono kręgosłup na początku lat 90-tych, kiedy to Państwo się wycofało z łożenia na szkolenie, a prywatny biznes jeszcze nie wszedł. Nie chodzi tu tylko o najwyższe klasy rozgrywkowe. Brak środków limituje brak instruktorów, boisk, materiałów szkoleniowych itp. na szczeblu najniższym. Doszliśmy do momentu, w którym ciągniemy do wyczynowego uprawiania piłki za uszy każdego, kto chce. Płacimy od małego duże pieniądze i demoralizujemy na potęgę. Prezes Boniek ma w zamyśle poszerzyć krąg tych co uprawiają piłkę, bowiem jak odpadnie część piłkarzy spoza UE to te lukę trzeba będzie zapełnić. Tylko, że może być też i tak, że tej luki nie da się zapełnić i baza piłkarska zostanie umniejszona. Także rozumiem Prezesa Bońka, że chciałby,aby polską piłką rządzili ci co chcą jej rozwoju, a nie menedżerowie sprowadzający chłam i żywiący się nim wraz z nieuczciwymi działaczami. Prezes Boniek chciałby, aby reguły pozyskiwania piłkarzy były uczciwe i aby piłkarze z klubów polskich na starcie nie byli na z góry straconej pozycji jako niby drożsi, a w rzeczywistości wielokrotnie tańsi.

Tylko, że Prezes nie zauważył upływu czasu. Teoretycznie można przewidzieć,że zmiany przyniosą oczekiwane efekty czyli wzrost poziomu polskich piłkarzy tylko za ile lat i czy aby na pewno?

Rozumiem jego pójście trudną drogą, bowiem aby dojść do zródła trzeba iść pod prąd. On wie, że w Polskiej piłce są duże pieniądze i mogą być jeszcze większe tylko, że są wydawane na zbędne zakupy. Wszyscy wiemy, że kupuje się zawodników zwłaszcza spoza UE na podstawie dwóch a nawet trzech umów i większość pieniędzy idzie pod stołem. Chciałby i liczy na to, że te pieniądze zasilą naszą piłkę. A uczciwe reguły gry spowodują, że ci co wyszkolą dobrych przyszłościowo piłkarzy będą mogli ich korzystnie sprzedać w Polsce. Dziś taka robota szkoleniowa od podstaw jest nieopłacalna, bo nasi zawodnicy z niższych klas nawet bardzo zdolni nie maja żadnych szans na jakikolwiek awans, a ci co ich wychowali na zarobek. Mówienie o konkurencji jest w tej sytuacji czczą gadaniną.

Kibicom Legii chcę przypomnieć,że Wielka Legia z lat 1969/1971 składała się w większości z młodych graczy z klubów II i III ligi. Wisła w swoich najlepszych latach to większości wychowankowie. Dlatego na serio traktując obawy, w odróżnieniu od wielu gorąco sekunduję Prezesowi Bońkowi. On swoim postępowaniem ukazuje prawdziwość tezy, że jesteś tak młody jak twoje nadzieje i tak stary jak twoje lęki.
9wtorek, 10, grudzień 2013 00:55
a-c10
Mnie też się ta cała heca nie podoba. Głównie dlatego, że generalnie nie lubię sztuczności, a pomysł z odgórnymi limitami jest sztuczny jak polietylen.

Po pierwsze, czym niby przeciętny Serb, czy Marokańczyk stanowi większe zagrożenie dla młodego, polskiego piłkarza, niż przeciętny Bułgar lub Słowak? Po drugie, bądźmy poważni: dla całej rzeszy futbolistów z Afryki, czy Ameryki Płd. zdobycie unijnego paszportu nie jest absolutnie żadnym problemem. Więc co, Algierczyk z francuskimi papierami cacy, Algierczyk bez nich be? No zlitujcie się, ludzie dobrzy...

Z roszczeniową postawą rodzimych skórokopów należy walczyć, to jasne. Ale zdecydowanie lepiej zabrać się za to poprzez urealnienie płac, o czym niedawno na Ce-eL rozmawialiśmy, nie poprzez wydumane ograniczenia. Jeśli zaś prezesowi B. aż tak bardzo zależy na tym, o czym pisze kol. Zbyszek (śmiem wątpić), niechże wykorzysta swe szerokie koneksje w europejskim futbolu i spowoduje, że tzw. ekwiwalenty otrzymywane przez polskie kluby za utratę narybku będą znacznie większe, niż obecnie.

A tak naprawdę, to mam wrażenie, że nasz futbol poradzi sobie bez "nacjonalistycznych" zapędów prezesa B. Grać trzeba więcej (nareszcie!). Trzeba więc także mieć szersze kadry. I w tych kadrach po prostu musi być więcej wychowanków, niż obecnie, inaczej nasze kluby tego nie uciągną.
10wtorek, 10, grudzień 2013 08:29
QD
@a-c10
"Po pierwsze, czym niby przeciętny Serb, czy Marokańczyk stanowi większe zagrożenie dla młodego, polskiego piłkarza, niż przeciętny Bułgar lub Słowak? Po drugie, bądźmy poważni: dla całej rzeszy futbolistów z Afryki, czy Ameryki Płd. zdobycie unijnego paszportu nie jest absolutnie żadnym problemem. Więc co, Algierczyk z francuskimi papierami cacy, Algierczyk bez nich be? No zlitujcie się, ludzie dobrzy... "

To nie chodzi o to, że gracze z jednym paszportem są mniej szkodliwi niż inni. Po prostu przynależność do Unii Europejskiej blokuje nam tego typ działania. Tak samo jak w Wielkiej Brytanii nikt nie może ograniczyć naszym rodakom dostępu do jakiegoś zawodu, tak my nie możemy w żaden sposób blokować innych obywateli krajów przynależnych do UE. Gdyby nie to to przypuszczam, że Boniek zablokował by wszystkich.
Inna sprawa, że skoro jakiemuś Afrykańczykowi z taką łatwością przyjdzie zdobycie europejskiego paszportu, to będzie chciał grać akurat w Polsce? Jeśli ktoś zdobędzie np. francuski paszport to będzie próbował grać we Francji, a nie jakiejś słabej Polsce gdzie zarobi raptem kilka procent tego co w swojej "nowej ojczyźnie".
11wtorek, 10, grudzień 2013 16:58
Zbyszek
Postrzegam tę niewiarę w sens działań i takie jakieś marzenie o jakimś mitycznym wolnym rynku. Wrogowi nie życzę, aby taki rynek naprawdę zaistniał. Sytuacja jest prosta biorąc pod uwagę istotę normalnego rynku. Rynek to bowiem teoretyczne spotkanie popytu i podaży. Jest on obarczony interwencjonizmem, wymuszonym popytem, popytem odłożonym czy zahamowanym. Znamy to dobrze chociażby z dziedziny motoryzacji.

W polskiej piłce jest zapotrzebowanie na zawodników /popyt/ i ono ma być zaspokojone /podaż/. Mówi się, że polscy zawodnicy są drodzy. Nie wchodząc w prawdziwość, a właściwie fałszywość tego twierdzenia należy stwierdzić, że ceny kształtuje w tym wypadku nikła podaż /mało ich/. Więc lukę podażową zaspakaja się importem. Jeżeli w części tę lukę wyeliminujemy poprzez zakaz importu to własna działalność zacznie tę lukę wypełniać. Większa podaż spowoduje niższe ceny. Zarobek będzie nie na małości,ale na ilości. W socjalizmie rozrachunek ekonomiczny polegał na tym, że zysk to teoretycznie była sprzedaż 1 samochodu za 1 mln zł, żaś w nowoczesnym kapitalizmie to sprzedaż 1 mln samochodów po 1 zł. Efekt naprawdę nie jest ten sam. Wierzę bardziej ludziom, którzy nauki życiowe pobierali nie w real socjaliżmie i wiedzą na czym polega prawdziwe dbanie o własny interes.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.