- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
-
Alfabet 2013 - D
O duecie DD czyli takim, którego nigdy nie było i nie będzie, o dwóch Gruzinach, gdzie Dwa nie czyni liszwilego pożądaną gwarancją sukcesu, o wodzie życia „Dorna”, która spragnionych i piłkarzy i kibiców ma doprowadzić na Olimp. O solidnym jak dąb, ale że juniorów szkoli nazywa się Dębek. Na koniec, o drenażu, bynajmniej nie murawy piłkarskiej, choć polskiego futbolu dotyczącym.
.
.
D – DD, czyli Dixi & Dossa
W 2013 roku pożegnał się z klubem po dekadzie spędzonej przy Łazienkowskiej 3, Dickson Choto. Dwa tytuły mistrzowskie na koncie, o ile przy tym drugim główne role odgrywali już inni, to przy pierwszym z 2006 roku pozycja defensora z Zimbabwe była niepodważalna, a „dwie wieże” Choto – Ouattara cieszyły się zasłużonym uznaniem i respektem. W opinii piszącego być może najbardziej utalentowany obrońca biegający po polskich murawach w XXI wieku. Na taką opinię składają się „naturalny” odbiór, nie reagowanie na zwód oraz bardzo dobra antycypacja, dar przewidywania wydarzeń boiskowych i związana z tym umiejętność odpowiedniego ustawiania się, korygowania własnej pozycji, doskonałe warunki fizyczne i siła tworzyły obrońcę prawie doskonałego, „prawie” gdyby... gdyby właśnie nie jeden z parametrów.
Waga, z którą Dickson się mierzył na wadze i na boisku. Mniejszą mobilność i dynamikę można było zneutralizować wzmiankowaną antycypacją, ale kontuzje już skutecznie uniemożliwiły osiągnięcie poziomu, do którego talentem był predestynowany.
Niestety po pewnym czasie, stało się jasne, że Dickson żadnego poważnego testu medycznego nie przejdzie, co za tym idzie na angaż, wytransferowanie do poważnego klubu, za poważne pieniądze też liczyć za bardzo nie można.
*********************************************************************************
Dawid i Goliat, czyli na zwód Kosy Dixi jednak zareagował i skutkiem tego na tyłku posadzony został. Kiedyś, kilka lat wstecz, tak spektakularnie Kosie by pewnie nie poszło!
*********************************************************************************
O swojej grze Dickson tak mówił:
- Ja zawsze lubię obserwować grę, zachowanie rywali. Dzięki temu posiadłem umiejętność przewidywania i nie muszę tyle biegać. Patrzę na gościa przy piłce, widzę rozstawienie jego kolegów na boisku i już się przesuwam – dzięki dobremu ustawianiu się łatwiej jest mi przejąć piłkę, nie muszę zasuwać po całym boisku. Być może z takiego sposobu gry wynika taki odbiór.
Jakie to „banalnie proste”, pokuszę się o tezę, że u 90% piłkarzy jednak nie do wytrenowania. O kontuzjach:
... porażka to operacje i kontuzje. Jestem po kilku operacjach i jeszcze żyję... Kręgosłup, kolano, ścięgno Achillesa, pachwina i jeszcze mięsień czworogłowy. Poważne kontuzje i poważne operacje. Ale nie same zabiegi bolały najbardziej. Najgorsze było jak po nich witałem się z chłopakami w szatni, oni wychodzili na trening, a ja zostawałem w szatni, bo nie mogłem iść trenować. To było najgorsze. (Legia.net)
Dossa Junior, czy godnie zastąpi Dicksona Choto? Niewątpliwie chudszy, ale siłą, fizycznością raczej poprzednikowi nieustępujący, z pewnością bardziej skoczny i agresywny w grze, tylko jak to z tą „antycypacją” u Dossy będzie?
Kazek Węgrzyn u progu sezonu wziął w C+ Portugalczyka pod lupę i raczej pomstował, ręce załamywał przy jego wyjściach do górnych piłek, błędy w ustawianiu wytykał. Im dalej w las, tym chyba jednak błędów było mniej, Dossa się adaptuje do Ekstraklasy, siłowa piłka mu nie przeszkadza wręcz przeciwnie zaczyna się w niej czuć jak ryba w wodzie. Kusząc się o subiektywną opinię, można zaryzykować, że Dossy ani Rzeźnik, ani Astiz ze składu nie wygryzą, raczej jeden z nich będzie mu partnerować.
D – Dwaliszwili
Pomińmy pewnego psychopatę Dżugaszwilego, mawiającego: „Jestem najpotężniejszym człowiekiem na świecie, rządzę największym imperium w dziejach, kochają mnie miliony i nie mam z kim wypić filiżanki herbaty”, największą popularność w Polsce zyskał Gruzin o imieniu Grigorij z załogi czołgu o symbolu 102, o którym powiadano: „gdybyśmy dwa takie czołgi mieli, to sami byśmy tę wojnę wygrali”.
Obecnie na Ł3 również dysponujemy „czołgiem”, silny, niewywrotny, pancerny, trudno go przestawić, gdy przychodził do Legii pisaliśmy na c-L: „Wyśmienicie wyszkolony i znakomicie odnajdujący się w specyfice polskich boisk 'Vlado' Dwaliszwili.” Oponentów raczej nie było, sensowności sprowadzenia nie kwestionowano, zakontraktowanie uznawano za sukces, Vlado jeszcze wiosną na boisku jakoś się odnajdywał, ale już latem i jesienią tak jakby zagubił. Raczej nikt nie powie, że gdybyśmy dwóch takich Gruzinów w składzie posiadali to Ligę Mistrzów byśmy zawojowali.
„Gruzinie chwyć za miecz” – Grigorij chwytał i heroicznych czynów w czołgu dokonywał, Vlado niby mieczem również wywija, w szesnastu meczach Ekstraklasy 11 goli i dwie asysty o tym zdają się zaświadczać, „złota bramka” z Molde potwierdzać, a jednak pieśni pochwalnych w Warszawie nie słychać. Dlaczego? To jest zagadka, nad którą musi się już pochylić Henning Berg.
Kiepskie przygotowanie motoryczne (?), wrażenie ospałego, mało aktywnego, wręcz pasywnego napastnika (?), kiepski „filing” w zespole (?), zamknięty w sobie, ale i ambitny Vlado szybciej potrafi dogadać się z dziennikarzem niż z kolegami z szatni?
Co najdziwniejsze w Polonii na mobilność Dwaliszwilego raczej nie narzekano, to on i rozprowadzał i kończył wielokrotnie akcje:
Zagadka, który z trzech piłkarzy na poniższym kadrze pierwszy dobiegnie do piłki?
Czemu w Legii gruziński napastnik jest utożsamiany jako gracz jednostronny, powolny, potrafiący się jedynie przepychać w polu karnym?
Może tak jak Rzeźnikowi należy zakazać Vlado ćwiczeń na siłowni, a może przyczyna jest jeszcze gdzieś indziej ukryta?
Ostatnie pytanie jak dumny i hardy Gruzin zareaguje, gdy po ewentualnym sprowadzeniu piłkarza lub piłkarzy ofensywnych będzie musiał usiąść na ławce. „Chwyci za miecz”? Tylko, jakim sposobem?
D – Dorna
W zasadzie jeszcze w poważnej dorosłej piłce nic nie osiągnął, a już firmuje wodę mineralną:

Dobry czy zły znak, po pochwałach zbieranych z każdej strony i od zwierzchników w PZPN i od dziennikarzy w mediach, sodówka młodemu trenerowi uderzy do głowy, czy raczej zostanie zdopingowany do jeszcze bardziej wytężonej pracy?
Po publicznych wypowiedziach wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że raczej to drugie. Ale przestrzegałbym Marcina Dornę przed dziennikarskim uwielbieniem, posiada cechy, które brać redaktorską z czasem zaczną mocno irytować i przy jakimś potknięciu, zamiast dotychczasowemu protegowanemu podać rękę, wspomóc, jeszcze popchną i podstawią nogę.

Marcin Dorna to wyjątkowy nudziarz, wzbrania się przed jakąkolwiek kontrowersyjną tezą, dla dziennikarzy ktoś taki to ugór, pustynia, w odróżnieniu od napuszonych dyzmowatych trenerów, mających zawsze wiedzę świetlistą i zdolnych każdemu i w każdych okolicznościach jakąś łatkę przypiąć lub bezceremonialnie obrobić tyłek. Wyraziści, pozbawieni dyplomacji, „szczerzy”, walą prawdę „prosto z mostu”, takich dziennikarze uwielbiają, z takich żyją.
A Marcin Dorna jest lojalny wobec przełożonych, dziennikarz kwestionuje wybory Nawałki, młody trener podkreśla, że selekcjoner do swoich wyborów ma prawo, z ocenami lepiej się wstrzymać. Marcin Dorna jest lojalny wobec swoich podwładnych, dziennikarz przytacza słowa jednego z piłkarzy, że jest niezadowolony, że trener go nie wystawia w młodzieżowej reprezentacji, przez to ma problemy w klubie, a Dorna cierpliwie tłumaczy, że wpierw z zawodnikiem musi porozmawiać, a na wizji, publicznie żadnych ocen dokonywać nie będzie, problemu nie dostrzega, współpracę z tym piłkarzem określa jako dobrą i wiele się po nim spodziewa, a z faktu, że nie godzi się z rolą rezerwowego jest zadowolony i taki stan określa za naturalny.
No i jak tu z takim trenerem dziennikarzowi żyć, no jak żyć?
Zatem niech Pan Marcin Dorna uważa, bo za chwilę może się dowiedzieć, że ma słaby charakter, nie potrafi ani walczyć, ani postawić na swoim, a przy tym autorytetu i charyzmy to u niego za grosz, no bo przecież, gdzie on piłkę kopał, w jakiej lidze grał, jak mu się fachową wiedzą z trenerami mierzyć, którzy na Bundeslidze lub Ligue 1 zęby zjedli, oni będą gotowi mu powiedzieć, „a co ty k...a wiesz o futbolu?” A kochani redaktorzy temu przyklasną i niech Pan Marcin nie próbuje się wówczas unosić, bo od razu otrzyma etykietkę wyniosłego i zarozumiałego.
Niech Dorna okaże się eliksirem, źródłem życia, które na Olimp doprowadzi, ale pochlebców niech się wystrzega, przy nadarzającej się okazji, utopią w plastikowej butelce wody!
D – Dębek
Krzysztof Dębek – trener juniorów, którzy w 2013 zdobyli Mistrzostwo Polski. Poprzednio miedzy innymi w Młodych Wilkach trener rocznika 92, w nim „twórca” Wolskiego, Żyry, Furmana. Głos trenera:
„Legia ostatni raz sięgnęła po tytuł mistrza Polski juniorów w 1969, to duży sukces pańskiego zespołu.
- Dokładnie, to było czterdzieści cztery lata temu. Tym bardziej jest to dla nas powód to wielkiej radości, bo nie dość, że jest to dopiero drugie mistrzostwo juniorów, to w naszej akademii, która powstała w 2000 roku jest to pierwsze. Mistrzostwo Polski juniorów starszych jest to najważniejszy medal piłki młodzieżowej, już starszych młodzieżowych roczników nie ma, dlatego bardzo nas cieszy zwycięstwo.” http://www.legia.net/lekki/?typ=news&;;id=52076
Głos o trenerze: „To on pracował nad indywidualnymi niedostatkami, nie tylko tymi boiskowymi, ale też charakterologicznymi. Jego zasługi w mediach często są pomijane. Niesłusznie. Ze swoimi podopiecznymi stworzył emocjonalną więź i dla większości pozostaje ważnym autorytetem. – Wyjechaliśmy na pierwszy obóz z trenerem Dębkiem. Wszyscy byliśmy ciekawi, jak to będzie. Nadeszła pora obiadowa, więc zeszliśmy na stołówkę. Stanąłem przy barze, obok niego. Nagle minęły nas 3 sympatyczne dziewczyny. – Która liga? – zapytał mnie trener. Zaskoczony odpowiedziałem, że hiszpańska. Akurat wtedy chciał pogadać o ich urodzie… Od tamtej pory wita mnie zwrotem „Hala Madrid”. Potrafił zrobić mega atmosferę i być przy tym świetnym trenerem – wspomina Dominik Furman. W podobnym tonie wypowiada się również Mateusz Cichocki. – Na słynnych odprawach u trenera Dębka cały zespół siedział przestraszony, taki czuliśmy przed nim respekt. Ale potem, już na murawie, szliśmy za nim jak w ogień. Każdy! Patrząc z perspektywy czasu, miał nosa do zmieniania zawodnikom ich nominalnych pozycji. Bartosz Widejko przyszedł jako napastnik, a został lewym obrońcą. Kiedyś za jego plecami występował ofensywny pomocnik Wojciech Lisowski, dla którego trener znalazł miejsce na prawej stronie defensywy. Obaj wiele na tym zyskali, zresztą wszyscy inni też mają mu wiele do zawdzięczenia.” http://www.legia.net/wiadomosci,46977-komentarz:_szacunek_dla_bohaterow_z_drugiego_rzedu.html
D – drenaż
W czystej hipotetycznej teorii, oto jak mogłaby wyglądać Legia walcząca o Ligę Mistrzów w 2013 roku. Z tyłu stabilizacja i doświadczenie, czyli przed Kuciakiem, Rzeźnik (Bereszyński), Astiz, Dossa Junior,Wawrzyniak(Brzyski). Jako defensywni pomocnicy, ci którzy z niejednego piłkarskiego pieca chleb jedli, czyli Vrdoljak z Jodłą, rotacyjnie asekurowani młodymi Furmanem z Łukasikiem, a z przodu taki „nawiedzony”, nieobliczalny kwartet:

Zarówno Arek Milik jak i Bartosz Pawłowski byli w orbicie zainteresowań Legii, ale na przyjęcie propozycji się nie zdecydowali, zatem żałować nie ma czego, krokodylich łez ronić tym bardziej, ale kwestia jest bardziej uniwersalna.
Struktura krajowej piłki winna przypominać piramidę, najzdolniejsi najbardziej utalentowani winni trafiac
do trzech, czterech topowych klubów, walczących o puchary, pograć w nich 2-3 lata, nabrać doświadczenia, wypromować się i wówczas iść w świat, tak jak to było przykładem Lewandowskiego, Błaszczykowskiego.
Tymczasem z aktywną pomocą rodzimych menadżerów nasz piłkarski młodzieżowy rynek jest systematycznie drenowany przez bardziej zasobne finansowo zachodnie kluby. Tracą na tym polskie kluby, to oczywiste, ale czy korzystają sami młodzi zawodnicy.
Rafał Wolski – stracony rok, Bartosz Pawłowski u Bernda Schustera wygląda, że na grę nie ma szans, Milik wypożyczony do Augsburga – jedyny w miarę rozsądny ruch, Piotrkowi Zielińskiemu zdaje się, że w Udinese pokazują miejsce w szyku, o Salamonie i Kupiszu nie warto wspominać, tym bardziej o „poliglocie” Wojciechu Pawłowskim, jako tako radzi sobie Wszołek, ale bez rewelacji, częściej grzeje ławę niż gra. Mariusz Stępiński w głębokich rezerwach. Czy naprawdę, nie było by lepiej, żeby ogrywali się systematycznie w Ekstraklasie, pomagali w walce o puchary, na pożytek i polskim klubom, ale i we własnym interesie?
Hipotetyczny ofensywny „nieobliczalny” kwartet awansu do Ligi Mistrzów by nie gwarantował, ale też gdyby ci piłkarze byli „w gazie”, w formie wypracowanej w cyklicznych grach, to nie tylko Steauę mogliby wciągnąć nosem.
Alfabet 2013



Z uwielbieniem patrzyłem na jego grę i wielokrotnie krzyczałem "Kto to, kto to, kto to ? Dickson Choto !" Niestety kariera piłkarska jest jak świeczka, kiedyś się kończy
ad Gruzin
Był jeszcze jeden Gruzin, który był równie popularny jak wspomniana przez autora dwójka. Niejaki Awas
http://www.youtube.com/watch?v=3bZ9ypZ_et4
Różnica między nimi jest taka, że Awas mnie ciągle rozśmiesza a Wladimer irytował. Mam nadzieję że tylko do końca zeszłego roku.
Dziękuję za pamięć, teraz jest przerwa w działaniu kraju do 9 stycznia więc wróciłem.
Z tym Awasem to jest kolejna anegdotka, pytają go
- Awas, a pomidory lubisz?
Awas po namyśle
-Jeść tak a tak w ogóle to nie.
Przy każdym nazwisku mam chwilę refleksji.
Pan Dębek uznawany był za świetnego fachowca. Wielu przeciwstawia go Panu Banasikowi. Bardziej patrzył na rozwój zawodnika osiągając wynik niejako przy okazji. Ten drugi czyni odwrotnie. Chyba czas przywrócić właściwe proporcje w pracy z młodzieżą.
Chioto. Przyznam, że byłem zirytowany jego postawą.On przez te 10 lat bardziej był niż grał.Widocznie bardziej mu się to opłacało.
Dvaliszwili. Słusznie zwróciłeś uwagę /też o tym wielokrotnie pisałem/, że w Legii Władmir grał gorzej niż w Polonii. W Legii
Urbana brak było indywidualnej pracy treningowej z zawodnikiem. Co z tego, że robiono różnorakie badania jak wszyscy trenowali tak samo. Dla większości nie było to prorozwojowe.
Dorna. Wielka zasługa Prezesa Bońka, że postawił na tak młodego szkoleniowca. Ja trenera rozliczam po wynikach, a nie po tym czy zawodnicy są z niego zadowoleni. A te ma obiecujące.
Dossa Junior. To nie jest wszechstronny środkowy obrońca. Bardziej nastawiony na zadania stricte obronne, niż rozpoczynający kreowanie gry. Gra coraz pewniej. Krytykować go można, ale z umiarem. Gdyby wszystko robił perfekcyjnie to grałby w Realu czy innym Bayernie.
Drenaż. Niestety tak to już jest. Młodzi zawodnicy wiedzą, że aby się rozwijać muszą wyjechać. Boją się jak ognia tej polskiej szkoły trenerskiej. Mam nadzieję na zmiany nie tylko w zatrudnieniu trenerów z innych krajów, ale i zmianach w nowoutworzonej szkole trenerskiej. Musimy wreszcie przestać się cofać jeżeli chodzi o metody treningowe zwłaszcza te tyczące młodzieży.
Pozdrawiam.
Vladimer Dvaliszzvili Piłkarz zagadka i jedna z największych porażek Jana Urbana. To jest niemożliwe by piłkarz wyglądał w ten sposób, to jest nie możliwe by tak wyglądając wciąż grał pierwsze skrzypce. Niemożliwym jest by taki zawodnik wciąż był na szczycie strzelców Ekstraklasy.
Dorna & Dębek Dwaj trenerzy młodego pokolenia, dwaj bardzo obiecujący fachowcy, o których słyszy się wiele pozytywnych opinii. Z wielkim zainteresowaniem śledzę ich poczynania. Kibicując straszliwie.
@ Choto

W opinii piszącego być może najbardziej utalentowany obrońca biegający po polskich murawach w XXI wieku.
Mimo licznych irytacji związanych głównie z permanentnym kontuzjami, do Dicksona miałem zawsze sporo sympatii, ale żeby nie było tak różowo z tą jego 'boiskową antycypacją' i 'nie reagowaniem na zwód', przypomnę co z Choto zrobił Żurawski w pewnym dość istotnym meczu sprzed dekady
@ Dwaliszwili
Z tym że dopiero się zobaczy czy ta konkurencja będzie i jakiej jakości. Póki co Lado to nadal nasz napastnik numer jeden. Może Berg go, hm, ulepszy.
Ostatnie pytanie jak dumny i hardy Gruzin zareaguje, gdy po ewentualnym sprowadzeniu piłkarza lub piłkarzy ofensywnych będzie musiał usiąść na ławce.
Lado miał 100% komfortu jesienią po kontuzji Sagana, a i tak wyglądał mocno średnio. Jeżeli na nowa konkurencję miałby zareagować jeszcze gorzej niż na jej brak, byłby to już koniec świata