- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Oliver
-
Trzy dni w Albanii
Legia Warszawa to dla większości z nas kawał życia, nic więc dziwnego, że próbujemy być jak najbliżej naszej drużyny, cotygodniowe wizyty na Łazienkowskiej 3 zdają się być normą. Są jednak tacy, dla których wizyty na Stadionie Wojska Polskiego to nie wszystko, kibice którzy za „wojskowymi ” podążają wszędzie, gdzie tylko mogą. Do tej grupy należy czytelnik czarnej-eLki, Oliver i to dzięki niemu mamy okazję wybrać się na ekscytującą wycieczkę do Tirany.
Dzień pierwszy - wtorek
Decyzja o wyjeździe na mecz Legii w III rundzie eliminacji do Ligi Europy, bez względu na wylosowanego przeciwnika, zapadła na 2 dni przed… rewanżowym meczem z Botosani. Miałem w miłym towarzystwie jechać do Rumunii, ale z niezależnych przyczyn zmuszony byłem zrezygnować z tego wyjazdu. A to z kolei zaowocowało decyzją o „konieczności” bycia na wyjazdowym meczu w następnej rundzie.
Po pierwszym meczu pomiędzy naszymi potencjalnymi przeciwnikami FK Kukesi – Mladost Podgorica i zwycięstwie Czarnogórców na wyjeździe 1:0 byłem, jak większość, przekonany że przyjdzie nam jechać do stolicy Montenegro. Aby skorzystać z niższej ceny biletów lotniczych i wyprzedzić innych wyjazdowiczów (oj, durny… ) czym prędzej kupiłem bilety na linie Air Serbia na trasie Warszawa – Podgorica, z przesiadką w Belgradzie.
Trzeba było widzieć moją minę w przerwie rewanżowego meczu w Podgoricy, kiedy drużyna z Albanii prowadziła 3:0
Mecz zakończył się wynikiem 4:2 i oczywiście awansem FK Kukesi do następnej rundy. Po chwili dezorientacji (brak możliwości zwrotu biletów) i po skorzystaniu z Google Maps, stwierdziłem że nie jest tak źle. Odległość pomiędzy stolicami Czarnogóry i Albanii to zaledwie ok. 200 km, do ogarnięcia w kilka godzin. Problemem był tylko brak jakiejkolwiek komunikacji publicznej pomiędzy tymi miastami… ![]()
09.40 wylot z lotniska Chopina, lot do Belgradu, 1,5h oczekiwania na transfer do Podgoricy i lot nad pięknymi górami do Czarnogóry.

Lotnisko w Podgoricy można porównać z polskich lotnisk jedynie do tego w Zielonej Górze
Poza oczywiście temperaturą, grubo przekraczającą 35 stopni.

Po szybkiej odprawie trzeba było zorientować się w możliwościach przejazdu do Albanii. Bez niespodzianek, pozostaję tylko transport samochodowy. Po bardzo konkretnych negocjacjach ze stojącymi przy lotnisku taksówkarzami (?) i ustaleniu ceny na 100 euro, wsiadłem do białego, wypasionego mercedesa i ruszyliśmy do Tirany z bardzo sympatycznym jak się okazało, młodym prawosławnym Czarnogórcem.

Po niecałej godzince jazdy kiepskimi, czarnogórskimi drogami, za to z pięknymi widokami za szybą, dotarliśmy do granicy albańskiej.

Wizy do Albanii nie są nam potrzebne, tak że bez wysiadania z samochodu można wjechać bez problemów do tego kraju, no może poza ciasnotą tuż za granicą.


Po 3,5 godzinach dotarliśmy do Tirany. Na wjeździe do miasta droga miejscami wyglądała nieco gorzej ![]()


Wysiadłem w samym sercu miasta, przy placu Skanderberga. Po „zlokalizowaniu się” w terenie odnalazłem swój zarezerwowany hostel. Walutą Albanii jest LEK. 100 LEK = 2,96 zł, a cena za 1 noc wynosiła 1500 LEK. Hostel, jak widać poniżej, mieścił się w sympatycznej, obrośniętej winem willi.

Po zakwaterowaniu i prysznicu udałem się w miasto. Temperatura wieczorem oscylowała ok. 32 C z dość dużą wilgotnością. Jako że hostel znajdował się w samym centrum miasta, po 200m wyszedłem na główną ulicę handlową. Miłym zaskoczeniem był bardzo fajny klimat ulic, najbardziej podobny do miast tureckich. Z mnóstwem niedużych sklepów, zewnętrznych stoisk handlowych, z masą knajpek, piwiarni i osób handlujących bezpośrednio z chodnika. No i ceny - bardzo, bardzo sympatyczne. Piwo w sklepikach 50-60 LEK (ok.1,50 zł), a w knajpkach 120-150 LEK (3,50-4,50 zł). Duża pizza 200 LEK, danie mięsne 150 LEK, cały kurczak z rożna 420 LEK. Wieczór zakończył się wspólnie ze spotkanym Polakiem ok. 02.30 w nocy, w knajpce w której 50 ml shot rakiji kosztował 50 LEK. Dodam, że do północy są otwarte nawet sklepiki odzieżowe, nie wspominając o szeroko pojętej gastronomii. Ciekawostką były napotkane przy ulicy… nagrobki.

Dzień drugi - środa
Poranne zwiedzanie rozpocząłem od wspomnianego już placu Skanderberga, na środku którego wznosi się pomnik tegoż albańskiego przywódcy, bohatera narodowego.

Z interesujących obiektów, przy placu znajduje się meczet Hadżi Ethem Beja :

Wieża Zegarowa / Kulla e Sahatit :

Pałac Kultury i Opera :

oraz przede wszystkim Muzeum Historyczne :

Moim zdaniem muzeum jest bardzo interesujące, obszerne sale wypełniają eksponaty przypisane kolejnym epokom w bogatej historii Albanii. Najbardziej zainteresowało mnie piętro poświęcone mrocznej, tragicznej, komunistycznej erze rządów Envera Hodży. Zamienił on kraj w jeden wielki obóz koncentracyjny.


Z placu Skanderberga, szeroka aleja prowadzi do dworca kolejowego z dwoma liniami kolejowymi. Przy tej alei natrafiłem na fan club Juventusu Turyn.

Obok dworca znajduje się Gipsy Market, tradycyjny bazar w egzotycznym klimacie, z rewelacyjnymi cenami owoców, warzyw, kawy i podróbek światowych marek odzieżowych.

Po przejściu przez kilka biedniejszych ale wcale nie niebezpiecznych dzielnic doszedłem do tzw. Piramidy, wybudowanej ponoć za 700 mln $, mieszczącej niegdyś muzeum dyktatora Hodży i mającej stać się jego mauzoleum. Chichot historii sprawił, że obiekt ten stał się najpierw dyskoteką a potem szemranym miejscem spotkań młodzieży. Obecnie straszy swoim wewnętrznym i zewnętrznym wyglądem i chyba czeka go rozbiórka.

Ciekawostką napotykaną w wielu miejscach w centrum są bunkro-stanowiska strzelnicze :

A kilometr od centrum znajduje się Stadiumi Kombetar Qemal Stafa – miejsce czwartkowego meczu naszej Legii. Stadion mocno zniszczony i słabo zabezpieczony (znalazłem kilka bezproblemowych wejść na obiekt poza wszelką kontrolą).


W górnej części trybuny krytej, przy loży VIP znajduje się pub, z najdrożej wypitym w Tiranie piwem za 300 LEK ![]()

Jako że za pół godziny mieli przylecieć nasi piłkarze, udałem się do znajdującego się tuż obok stadionu Hotelu Sheraton Tirana.

Sala obiadowa już przygotowana na przybycie naszej ekipy :

A za chwilę pojawił się autokar z ekipą Legii :



Po zamienieniu kilku zdań z piłkarzami i życzeniu im powodzenia w jutrzejszym meczu opuściłem ich hotel. Do konferencji prasowej zostało tylko 1,5 h i 2 h do oficjalnego treningu.

Wieczór zakończył się bardzo późno, w dzielnicy rozrywkowej o jaką nigdy wcześniej nie podejrzewałbym Tirany. Mnóstwo barów z muzyką, tanimi drinkami i piwem i setkami przepięknych Albanek
Idealne miejsce do spędzania kilku imprezowych dni i nocy. Dubliński Temple Bar się chowa, tu jest tanio, ciepło i fajnie.
Dzień trzeci – czwartek
Okazało się że w moim hostelu są już inni kibice Legii. Z jednym kolegą wybraliśmy się na dalsze zwiedzanie, mając za cel dotarcie na Mount Dajt, góry znajdującej się na wschód od Tirany. Z buta dotarliśmy do autobusu (30 LEK = 90 groszy) który zawiózł nas do dolnej stacji kolei linowej Dajti Expres.

A na górze wspaniałe widoki na Tiranę i otaczające miasto góry.

Po zjeździe na dół i powrocie do centrum, czasu do meczu pozostawało już coraz mniej. W drodze do hostelu spodobał mi się „sponsor” baru znajdującego się na terenie miejskiej komendy policji ![]()

W pobliżu stadionu, przy wejściu do miejskiego parku znajduje się pomnik Fryderyka Chopina (!):

A pod stadionem stał już autokar naszych rywali z miasta Kukes :

Bilety na mecz dla kibiców Legii w stosunkowo niskiej cenie 5 euro. Wejście na stadion bezproblemowe, z dość jednak drobiazgową kontrolą osobistą. Z powodu braku na stadionie jakiegokolwiek bufetu, miłym gestem ze strony organizatorów były przygotowane, bezpłatne 5 litrowe butle z wodą i jednorazowymi kubeczkami J W temperaturze 37 C jaka była w Tiranie każdego dnia, prezent wręcz zbawienny.
I wszystko wyglądało na dość spokojny przebieg, przynajmniej na trybunach, gdyby nie nerwowa reakcja kibiców Kukesi na bramkę strzeloną przez Nikolica. Po jego uciszającym geście z palcem przy ustach, na boisko poleciały dziesiątki plastikowych butelek z wodą. Spowodowało to pierwszą przerwę w meczu z koniecznością uprzątnięcia murawy.
W przerwie meczu ze strony kibiców albańskich poleciały w naszym kierunku kamienie a właściwie betonowe kawałki trybun, butelki, zapalniczki i… klapki. Jednocześnie doszło do pojedynczych starć przy rozdzielającym sektory płocie. Wszystko to przy dość biernej postawie miejscowych policjantów, z których niemal każdy byłby w Polsce już na emeryturze… Towarzyszyło im kilka wątłych policjanek.
Po wznowieniu gry po przerwie i strzeleniu przez Albańczyków wyrównującej bramki, ze strony fanów Kukesi poleciała w naszym kierunku następna salwa kamieni. A gdy za 2 minuty Kuba Rzeźniczak strzelił drugą bramkę, kilka kamieni poleciało w stronę naszych piłkarzy. Jeden z nich dość groźnie trafił Ondreja Dudę. Po kilku minutach debaty z przedstawicielem UEFA sędzia nakazał zawodnikom zejście do szatni. Po następnych 20-30 minutach spiker ogłosił zakończenie meczu.
Kibice gospodarzy niespiesznie zaczęli opuszczać stadion a my spędziliśmy na nim jeszcze kilkadziesiąt minut. Następnie w spokoju dotarliśmy do autokarów podstawionych przy hotelu Sheraton.
Około północy, w zaciemnionych autokarach, przy zasłoniętych oknach, w atmosferze zagrożenia ze strony dziesiątek kibiców albańskich czekających wokół stadionu, udaliśmy się na lotnisko.
Fajna sprawa bo pewnie w życiu tam nie będę.