- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
-
Zezem. W kalejdoskopie cz. 21.
Dawno nie napisałem tekstu polemicznego. Chyba dlatego, że lenistwo dotknęło mnie na całego. Lecz i świętego, którym na szczęście nie jestem, by ruszyło gdy redaktor Stanowski ubolewa w dwóch kolejnych felietonach w sobotnich wydaniach PS, że piłkarze nie są szanowani.
W pierwszym z nich Stanowski napomina piłkarza Celebana, że źle o nim świadczy, iż zamiast zorganizować strajk w obronie przesuniętego do II drużyny Flavio Paixao to temu bezeceństwu przyklasnął. To jego zdaniem potwierdza brak szacunku piłkarzy do samych siebie. W ostatnią sobotę z kolei zarzuca kibicom, że traktują zawodników jak niewolników, tym samym wykazując brak szacunku do nich, gdyż nie protestują przeciwko odsuwaniu ich od I drużyn i tu wymienia ponownie Flavio, dodając Vrdoljaka, Cierzniaka i Handzlika.
Jak rozumiem te protesty miały być nie tyle za kimś czy czymś, ile przeciwko właścicielom klubów, prezesom oraz trenerom. Dalszym ciągiem jak mniemam byłyby rządy piłkarzy, czyli PZPN przeniesiony na poziom klubowy. Historycznie pomysł redaktora się broni, gdyż w końcu strajk, który w efekcie obalił komunę zaczął się w obronie pracownicy zwolnionej na emeryturę, a która samotnie opiekowała się dziećmi. Nic to, że przez lata Stanowski w słowach mało wybrednych biadolił, iż właściciele klubów tolerują nieróbstwo piłkarzy i do tego stanowczo za dużo im za to płacą, zaś kibice chodząc na stadiony niejako aprobują ten niemoralny stan rzeczy. Sama zmiana, nawet tak diametralna mnie nie dziwi, nie takie wolty widziałem, gdyż tylko „krowa nie zmienia poglądów”, ale kiedy twierdzi się, że takie postępowanie władz klubów narusza prawo to już gruba przesada. Otóż nie narusza.
Mówiąc o normatywnej funkcji mamy na myśli w pierwszej kolejności to co zostało skodyfikowane, a więc uchwalone przez odpowiednie organy ustawodawcze w postaci Konstytucji, ustaw i aktów wykonawczych do nich. W przedmiotowy zakres prawa wchodzą również statuty, regulaminy i tym podobne regulacje ustalone przez odpowiednie organa organizacji. W następnej kolejności mamy do czynienia ze zwyczajami i obyczajami funkcjonującymi w kręgach społecznych, które nazywane są klauzulami generalnymi o nazwach społeczno–gospodarczego przeznaczenia prawa lub zasad współżycia społecznego.
W niektórych opracowaniach można spotkać się z tezami, iż umowy zawodników muszą być zgodne z przepisami Kodeksu Pracy i w razie naruszenia tych przepisów podlegają postępowaniu przed powszechnymi sądami pracy. Otóż nie podlegają. Spory bowiem w sądach pracy odbywają się na podstawie przepisów Kodeksu Postępowania Cywilnego, a ten z mocy art. 2 par. 3 wyłącza ich rozpoznanie jeżeli przepisy szczególne przekazują je do właściwości innych organów. Inaczej mówiąc, dopóki dana osoba jest członkiem związku sportowego, podlega prawu związkowemu. Nadto umowa zawodnika z klubem wedle uchwał PZPN ma cechy mieszane, a więc z zakresu umów o pracę jak i usług cywilno-prawnych.
Dla jasności wywodu zanim przejdę do omówienia prawa związkowego kilka zdań poświęcę zasadom ogólnym prawa pracy w zakresie swobody w wykonywaniu zobowiązań umownych przez strony tego stosunku. Konstytucja RP w art. 65 gwarantuje każdemu wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz miejsca pracy. Kodeks Pracy zaś w art. 10 zapewnia każdemu prawo do swobodnie wybranej pracy oraz zakazuje zabraniania komukolwiek wykonywania zawodu. Kodeks Pracy w dalszych artykułach konkretyzuje te zasady ogólne. Najważniejszym z tych przepisów jest art. 22 Kodeksu Pracy, który definiuje, że przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do świadczenia pracy na rzecz i pod kierunkiem pracodawcy za wynagrodzeniem. Z tego przepisu wynika obowiązek pracodawcy do dopuszczenia pracownika do pracy. Tylko że ten obowiązek ma charakter materialny. Chodzi bowiem o to, aby pracodawca płacił pracownikowi ustalone wynagrodzenie, a ponieważ płaci się za pracę wykonaną to teoretycznie pracodawca nie dopuszczając pracownika do pracy pozbawiałby go należnego wynagrodzenia. Aby temu zapobiec wprowadzono prawny zapis, też przewidując różne sytuacje w których praca przez pracownika nie może być świadczona z przyczyn leżących po stronie pracodawcy, gwarantując takiemu pracownikowi 60% wynagrodzenia za tzw. postojowe. W przypadku natomiast braku możności wykonywania pracy na ustalonym stanowisku Kodeks zezwala na przeniesienie pracownika do innej pracy na czas nie dłuższy niż 3 miesiące w roku bez zmiany wynagrodzenia. Kodeks Pracy w ogólnych zasadach prawa pracy nakłada na pracodawcę obowiązek poszanowania godności i innych dóbr pracownika, co w istocie wyznacza granice wydawania poleceń, oceniania pracownika czy stosowania kar porządkowych, jak również zobowiązuje go do równego traktowania pracowników , w szczególności zakazując mobbingu. Opisuję tylko te przepisy prawa pracy, które wiążą się z omawianym na wstępie zagadnieniem, a więc swobodą pracodawcy w niejako dysponowaniem pracownikiem. I tu stwierdzić należy, że podstawowym źródłem prawa pracy kształtującym realnie stosunki pomiędzy pracownikiem a pracodawcą są umowy o pracę. Jednak Kodeks Pracy w art.18 postanawia, że te umowy mogą być wyłącznie bardziej korzystne dla pracownika niż normy kodeksowe. Gdyby miały być mnie korzystne to są one nieważne i zamiast nich stosuje się przepisy Kodeksu.
Polski Związek Piłki Nożnej w Uchwałach z marca 2015 roku „Minimalne wymagania dla standardowych kontraktów zawodników w sektorze zawodowej piłki nożnej” oraz Nr VIII/124 z14.07.2015 roku Zarządu PZPN w sprawie statusu zawodników oraz zasad zmian przynależności klubowej poszedł o krok dalej, traktując prawo związkowe jako podstawowe w zakresie regulacji stosunków zawodnika z władzami klubu. Z przyczyn oczywistych nie miejsce tu na omówienie całości powyższych regulacji. W zakresie nas interesującym Uchwała z marca 2015 roku stanowi, że zawodnik ma prawo bez zgody dotychczasowego klubu zawrzeć umowę z nowym pracodawcą, jeżeli dotychczasowa umowa wygasa w ciągu 6 miesięcy. Przez okres do zakończenia umowy zawodnik pozostaje członkiem klubu. Umowa z nim może być rozwiązana za porozumieniem stron, albo bez wypowiedzenia z winy klubu lub zawodnika lub też na podstawie jego przetransferowania do nowego klubu.
Zawodnik może rozwiązać umowę z winy klubu, jeżeli ten: nie płaci mu przez 3 miesiące sum kontraktowych, nie zgłosił go do rozgrywek, nie ubezpieczył go od NNW, nie zapewnia mu leczenia i rehabilitacji lub też gdy spadł do niższej klasy wskutek przyczyn innych niż rywalizacja sportowa. Klub też może rozwiązać umowę z winy zawodnika. Lecz dla przedmiotu sprawy są one nieistotne, bo ani Wisła, ani Legia, ani Śląsk takiego rozwiązania nie chcą zastosować.
Przedmiotowa Uchwała zawiera również przepis buforowy o charakterze ogólnym, traktujący o tym, iż każda ze stron może zwrócić się do kompetentnego organu sportowego z wnioskiem o ustalenie czy klub lub zawodnik rażąco nie naruszają swoich zobowiązań wobec drugiej strony. Wskazuje ona dla zawodnika tylko jeden taki konkretny przypadek, a mianowicie gdy klub zobowiązuje zawodnika do treningów indywidualnych, co nie jest uzasadnione medycznie lub obiektywnymi względami szkoleniowymi. I tu dopiero można by nawiązać do przypadku zawodnika Kokosińskiego. Ale niejako warunkowo, gdyż takie postępowanie może być wszczęte wyłącznie na wniosek zawodnika, a my nie wiemy czy zawodnik Kokosiński nie był zadowolony może nie tyle ze swego statusu, ile z wynagrodzenia jakie otrzymywał, a którego po rozwiązaniu umowy byłby pozbawiony.
Jednocześnie PZPN w ramach wzajemnego równoważenia się interesów zawodnika i klubu, który jest przecież pracodawcą i to on płaci zawodnikowi zezwolił w Uchwale klubom na wprowadzenie wewnętrznych przepisów dyscyplinarnych wraz z sankcjami za ich naruszenie. Jedną z takich sankcji jest kara odsunięcia zawodnika od zajęć z I zespołem na czas dowolny lub przeniesienie go do zespołu rezerw do 3 miesięcy. Tak więc kiedy rozważamy tzw. sprawę Vrdoljaka to miejmy świadomość, że opowieści o tym, iż przesunięto go do rezerw, gdyż odnowiła mu się kontuzja są bujdami dziwnej treści. On został w trybie wspomnianego przepisu ukarany. I kto chce wiedzieć, ten wie, za co. Dziwi, że redaktor Stanowski udaje niezorientowanego.
Powyższe nie oznacza, że ja się z redaktorem Stanowskim w podstawowym przesłaniu nie zgadzam. Takie traktowanie ludzi jest dla mnie czymś obrzydliwym i absolutnie nienaturalnym. Zawodnik ma prawo zmienić pracodawcę i nie wolno go za to karać. Nawet jeżeli nie jest to sprzeczne z formalną literą prawa. Prawo nie zabrania narobić na środku salonu, ale nikt przyzwoity i zdrowy na umyśle tego nie czyni. Mnie szczególnie mierzi kiedy władze klubów głupotę swoją chcą przekuć w cnotę i chcą pokazać jak to pryncypialnie rozprawiają się ze 'zdrajcami'. Normalną rzeczą jest, że pracodawca zatrudnia pracownika, aby ten świadczył na jego rzecz pracę. To za tę pracę pracodawca wypłaca pracownikowi wynagrodzenie. Byłoby nonsensem, wręcz idiotyzmem prawnym zabranianie mu tego. Jest jednak pewną dewiacją sytuacja, w której pracodawca płaci pracownikowi nie wymagając od niego świadczenia pracy. Tylko że tym dewiantem nie jest zawodnik.
I w tym sensie redaktor Stanowski nadając taka rangę tym wydarzeniom w istocie stawia sprawy na głowie, idąc tropem rozumowania władz wspomnianych klubów. To one chciały, aby w nich widziano tych co mają rację i tych którzy słusznie karzą. A więc obrona pokrzywdzonych jest niejako naturalna. Tylko kto kogo karze?. „Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu odbiera rozum”. Można tylko upraszać, aby jak najrzadziej z tego uprawnienia korzystał. Można by od biedy zrozumieć, że władze klubowe chcą zadziałać prewencyjnie, aby takie przypadki się nie powtórzyły. Ale wobec kogo? Bo chyba nie wobec tych, których zamierzają zatrudnić. Radzę zawodnikom, aby się sto razy zastanowili zanim podpiszą umowy z Wisłą, chyba że za naprawdę duże pieniądze. Bo tak naprawdę to wracamy do źródła czyli do stwierdzenia, że zawodnik jak pracownik sprzedaje swoją pracę i umiejętności pracodawcy i dopóki ten płaci i nie robi innej krzywdy jemu jako człowiekowi to ten jest zobowiązany do niepodejmowania pracy u innego pracodawcy dopóty dopóki poprzednia umowa nie wygaśnie lub nie zostanie rozwiązana. Bo „pacta sunt servanta”. A reszta? Reszta to taka licentia poetica.
1. Uważam że pan Stanowski już dawno odleciał i to nie tylko dosłownie ale i w przenośni. Wydaje się że jest klasycznym przykładem tzw. sodówki - powoli staje się sumieniem pewnej części narodu, a jego wywody są coraz mniej finezyjne, a coraz bardziej pod tezę.
2. Każdy pracodawca ma prawo działać zgodnie z prawem, jak również każdy piłkarz ma prawo dochodzić tego prawa. Jeżeli ktoś chce płacić zawodnikowi 50tyś pln na miesiąc i trzymać w rezerwach to jest jego sprawa. Z mojego punktu widzenia takie zachowanie jest zwyczajnie głupie, bo nikt nie korzysta - klub płaci, zawodnik nie gra a i tak za chwilę go nie będzie, rozsądek podpowiada sprzedaż, ale kto bogatemu zabroni........
3. Vrdolijak - mam tu mieszane uczucia i chyba za małą wiedzę na ten temat. Jeżeli ze strony Vrdolijaka wszystko byłoby w porządku to nikt by się go nie czepiał o to że go boli, nie sądzę że by przesuwano do rezerw z takiego powodu że ma kontuzję - to raczej na resztę nigdy dobrze nie działa. Ja akurat Vrdolijaka w formie cenię i trochę mi szkoda że to tak wygląda. Mam nadzieję że to się jeszcze jakoś poukłada, bo raczej na sprzedaż już nie liczę, no chyba że Legia chce go zmusić do rozwiązania umowy i wyjazdu np. do Arabów.
4. To że zawodnicy w Polsce i nie tylko zarabiają za dużo to fakt, moim zdaniem za jakiś czas kiedy już rynki azjatyckie się nasycą to wszystko pęknie bo nie wytrzyma finansowo - przykład z dzisiaj Liverpool jednak nie podniesie cen biletów z powodu protestów fanów - ludzie zwyczajnie nie zapłącą więcej za bilety nie kupią więcej dekoderów ani nie zjedzą więcej frytek, chipsów coca coli.
Odnośnie Vrdoljaka to Czerczesow w obszernym wywiadzie przybliża do wyjaśnienia sprawy mówiąc,że musi on najpierw wszystko uporządkować w swojej głowie , gdyż być może za szybko mówi, widząc wszystko z perspektywy osoby po długiej kontuzji. Lecz daje mu szansę twierdząc,że to on był tym ,który IVa widział na zgrupowaniu , że drzwi do rozmowy z nim są cały czas otwarte i że nie zażądał jego zwolnienia.
Ludzie pokroju Czerczesowa żądają pełnego podporządkowania się , a i IV ma bardzo silną osobowość.Moim zdaniem niepotrzebnie doszło do zwarcia. Ale dalsza współpraca zależy wyłącznie od Vrdoljaka.