@ Gawin: oczywiście problemem jest, że w pewnym momencie piłkarskiego dorastania (18 lat, 19-letni ?) nasi zawodnicy zaczynają odstawać od rówieśników np. z takiej Portugalii i krzywe ich rozwoju już w zasadzie nie mają szansy się pokryć (…) U nas największy defekt jest nie na poziomie przedszkola czy podstawówki tylko gdzieś na etapie pierwszych klas futbolowego liceum, obrazowo mówiąc.
@ Senator: Od ilu lat piszemy , problemem jest przejście z wieku juniorskiego do seniorskiej piłki (…) Myślę , że jak w końcu rozwiążemy ten problem to i będziemy mieć piłkarzy na poziomie .
Z całą sympatią i szacunkiem, chłopaki, ale od Waszych słów zalatuje hurraoptymizmem. Jak na moje, to wcale – niestety! – nie jest tak, że rozwój polskiego piłkarza przebiega harmonijnie i nie wolniej, niż rozwój jego rówieśników z bogatych kultur piłkarskich aż gdzieś do „połowy liceu-, m”. Raczej w tym właśnie momencie przestają ostatecznie działać środki maskujące jego niedorozwój. 18-, 19-, 20-letni Portugalczyk, Hiszpan, czy inny tam Francuz ma już od kilku sezonów wbitą do poziomu podświadomego:
a) taktykę. Ale nie że swobodnie popiarduje o jakichś tam „systemach” i żongluje głupimi cyferkami (ten „szóstka”, ten „ósemka”, a tamten nie wiadomo, chyba „siedem i dwie piąte”!). Znaczy może też. Przede wszystkim jednak doskonale rozumie podstawy taktyki w ujęciu praktycznym. Wie, co sam ma grać. Wie, co mają – i będą! – grać jego koledzy. Dzięki czemu, w przeciwieństwie do swego polskiego kolegi, nie musi za każdym razem ładować nowej mapy. Nie musi w każdej kolejnej akcji od początku się zastanawiać nad rozwojem akcji, idzie to raczej automatycznie;
b) technikę. I nie że koniecznie musi umieć wiązać stopami te mityczne krawaty. Natomiast w stopniu biegłym ma opanowane podstawy, czyli przede wszystkim dokładność. Dokładne przyjęcie pozwala na zachowanie kontroli nad piłką i wykonanie dokładnego podania. Które to dokładne podanie umożliwia dokładne przyjęcie partnerowi, potem kolejne dokładne podanie, itd., itd., itd., aż do momentu, gdy zawodnik kończący akcję może oddać dokładny strzał z przygotowanej pozycji.
Polscy piłkarze tego nie mają. OK, przez czas jakiś mogą niwelować te braki ambicją, wybieganiem, tężyzną fizyczną, etc. W końcu jednak przychodzi ten moment w rozwoju rywali, gdy oni też są ambitni, też są szybcy i wybiegani, też są silni i leją naszych aż furczy. Przestańmy się oszukiwać, że jakiś fine tuning w ostatnich dwóch-trzech latach załatwi sprawę. Zacznijmy szukać głębiej albo będzie naprawdę kiepsko.
@ Gawin: Skorża wydaje mi się bardziej trafnym porównaniem do Kasperczaka niż Urban.
Tu też się nie zgodzę. Kasperczak bardzo chciał poprowadzić kadrę i expressis verbis to przyznawał. Skorża nie robi żadnej tajemnicy ze swojego désintéressement wobec tego – ekhem – „zaszczytu”. I, moim zdaniem, trudno mu się dziwić. Wg wszelkiego prawdopodobieństwa, Kulesza szuka właśnie jelenia, na którego być może już za kilkanaście tygodni, a najpóźniej za kilkanaście miesięcy spadnie gniew, rozczarowanie, wściekłość i hejt większości piłkarskiej Polski. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że Skorża jakoś nie bardzo się widzi w takiej roli.
This is a comment on "Lewy czerwcowy"
