Historia futbolu dowodzi wielu rzeczy,także tej ,że piłka nożna ze sportu lokalnego w początkach XX wieku stała się sportem globalnym już w latach 70-tych , głównie za sprawą telewizji.
Futbol zaistniał w niedużych osadach przemysłowych w Anglii i był sportem robotniczym. Pierwsze kluby powstawały w małych miastach , które rywalizowały pomiędzy sobą,aż zorganizowano centralne i regionalne rozgrywki .W tym sensie awans BBT do Ekstraklasy w sezonie 2015/16 był ewenementem na skalę światową, ponieważ po raz pierwszy w historii do elity trafił klub ze wsi.
Kres piłki nożnej jako sportu małomiasteczkowego nastąpił wraz z jej komercjalizacją czyli wzrostem nakładów, kosztów i zysków . Tylko kluby z dużych ośrodków mających zaplecze ludnościowe oraz przemysłowo-usługowe mogły sprostać wymogom finansowym. Oczywiście piłka nożna nie zamarła, lecz pomiędzy futbolem amatorskim a zawodowym wytworzyła się przepaść.
W PRL, zachowując wszelkie proporcje z Zachodem , piłka nożna stała się domeną zakładów pracy , zaś kluby były ich wydziałami lub przybudówkami.Więc nie naturalny rozwój ,ale centralne planowanie przyczyną tego ,że dominowały kluby z dużych przedsiębiorstw typu kopalnie, huty położonych w dużych miastach. Jednocześnie dwa resorty mundurowe miały także swoje kluby : wojsko to głównie Legia Warszawa i Śląsk Wrocław ,a sprawy wewnętrzne ( MO) to : Wisła Kraków i Gwardia Warszawa,
Kiedy zaczynałem na poważnie interesować się piłką nożną to na poziomie pierwszoligowym występowały takie kluby jak :Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Ruch Chorzów , Wisła Kraków, Lechia Gdańsk, Lech Poznań, Cracovia Kraków, Śląsk Wrocław, Polonia Bydgoszcz, Pogoń Szczecin, Zagłębie Sosnowiec. Polonia Bytom, Stal Rzeszów, później dołączyła Stal Mielce ,a w drugiej połowie lat 70-tych Widzew Łódź.
M.innymi dlatego nie chciałbym aby z ESy spadł Widzew i optuję za awansem z I ligi Wisły Kraków ( co nastąpiło) oraz Śląska Wrocław i ŁKS Łódź.Natomiast nie widzę w niej miejsca dla takich klubów jak BBT. Nie tylko dlatego ,że taki wiejski klub stoi w sprzeczności z trendem rozwojowym piłki nożnej , gdyż każda reguła może mieć wyjątki ,lecz gotów byłbym zaakceptować taki klub w elicie , gdyby miał sensowny program i byłby miejscem w którym mogą rozwijać się młodzi , utalentowani polscy zawodnicy dla których jeszcze nie ma miejsca w składzie silnych drużyn , miejscem , w którym na drogi kariery wracaliby utalentowani zawodnicy, którzy pobłądzili ,ale błędy zrozumieli oraz miejscem , w którym kończyliby kariery starsi utytułowani zawodnicy i byliby wzorem do naśladowania dla młodzieży.
Natomiast BBT to przytulisko w dużej części przetrwalników, którzy niczego do futbolu nie wnoszą jak : Lucas Masoero ( 31 lat), Arkadiusz Kasperkiewicz ( 32), Bartosz Kopacz ( 34), Artem Putiwcew ( 38 ), Rafał Kurzawa ( 33), Jesus Jimenez ( 33) czy Kamil Zapolnik ( 34) , a o reszcie trudno powiedzieć ,aby zgrzeszyła większym talentem.
Jak to mówią : " On był stały , tylko one się zmieniały " , tak po II wojnie światowej tym stałym była i jest Legia Warszawa.
Swego czasu w latach 70-tych i 80-tych spędziłem wykonując funkcje kontrolne w instytucjach położonych w takich miastach jak : Łódź, Lublin, Kraków, Białystok, Zabrze, Chorzów, Katowice, Kielce i takich jak Płock czy Radom. W rozmowach z tamtejszymi zawsze przewijał się temat futbolu w kontekście Legii Warszawa. Ba, nawet zaliczyłem kilka meczów z Legią na ich stadionach. I muszę zauważyć,że my , kibice Legii nie do końca zdajemy sobie sprawę czym, a właściwie kim , jakim dobrem narodowym jest Legia Warszawa. Tamtejsi kibice na mecze z Legią czekali tak samo mocno jak na derby , a np. w Łodzi czy Zabrzu nawet mocniej , a bez przesady mecz z Legią ekscytował prawie wszystkich mieszkańców.Oni mieli niejako oczywiście zadawnione pretensje ,że Legia podbierała im do wojska najlepszych zawodników i nie przyjmowali do wiadomości ,że tak było do 1956 roku ,a potem to bujda. Poza tym stosunek do Legii był pełen atencji ,ale też niechęci , zazdrości i podziwu. Legia była swego rodzaju punktem odniesienia i miernikiem wartości własnego zespołu, a ich pamięć była na tyle wyborcza ,że pamiętali tylko ostatni mecz z Legią
. Pewnikiem ten stan umysłów kibiców poza Warszawą wielkiej zmianie nie uległ sądząc po tym,że na mecz z Legią każdy stadion jest zapełniony do ostatniego miejsca. Z tego punktu widzenia spadek Legii do I ligi byłby ogromną stratą wizerunkową dla ESy i wymierną stratą finansową dla klubów. Lecz dla nas degrengolada Legii , zwłaszcza w ostatnich kilku latach jest powodem do obaw ,ale też przyczynkiem do dyskusji o tym,że Legia jest wyjątkiem wśród bogatych ( relatywnie , gdyż w swoich krajach) klubów i ich miejsca na mapie. Generalnie jak na to wskazują wszystkie badania to w tzw. topowych ligach w dłuższym przedziale czasowym o miejscu w tabeli na koniec sezonu przesądzają budżety ( 95%),a nawet obserwacja jednego sezonu wskazuje ,że tak jest w 75%.Gdyby więc Legia nie była mając najwyższy budżet na 1-2 miejscu raz na powiedzmy 10 lat to mieściłoby się to w normie ,ale bycie poza pudłem trzy razy w ostatnich 5 latach to rodzaj aberracji .
Lecz równocześnie w obliczu tego widoku staje pytanie : co dla piłki nożnej danego kraju, co dla kibiców jest korzystniejsze : czy powtarzalność zajmowanych miejsc w tabeli, ich przewidywalność czy przeciwpołożnie ?.
Znany piłkarz Kevin Keegan przed kilku laty był rzekł :" PL grozi niebezpieczeństwo stania się jedną z najnudniejszych , choć wielkich , lig na świecie . W każdym roku czołówka będzie wyglądała podobnie jak obecna". To samo można powiedzieć o ligach hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej , francuskiej czy holenderskiej, lecz czy , aby na pewno rozgrywki w tych ligach są nudne ? . Badania socjologiczne z jednej strony dowodzą,że kibice publicznie mówią , aby piłka była sprawiedliwa czyli ,aby wygrywał najlepszy ,ale indywidualnie wolą ligi, w których panują dysproporcje,a w których ubogi może pokonać bogatszego. Zdaniem badaczy gdyby tak było piłka byłaby jeszcze bardziej popularna i chyba mają rację , gdyż nasza liga to prawie same niespodziewane rezultaty ,a ilość kibiców na trybunach rośnie podobnie jak jej oglądalność .
Piłka nożna skopiowała pomysł rozgrywek od baseballu , którzy wymyślili tę koncepcję w 1871 roku. Ta forma się sprawdziła ponieważ kibice chcą mistrzostw ,w których zwycięzca rozgrywałby mecze ze wszystkimi pozostałymi zespołami.Inne rozgrywki opierały się na nieregularnych schematach , co tyczy nie tylko niektórych lig jak np brazylijska ,ale i rozgrywek o MŚ czy Euro lub na uwielbianym w Anglii systemie pucharowym.
Przez wiele lat w ligach grały zawsze słabe i silne zespoły , a przez dziesięciolecia różnice pomiędzy nimi nie miały wiele wspólnego z pieniędzmi, bywało ,że małe kluby dysponowały wieloma bardzo dobrymi zawodnikami . To dzięki temu uruchamiano samoistne talenty .Ale ten system rozwaliło tzw. prawo Bosmana, bowiem każdy piłkarz mógł przejść po zakończeniu kontraktu do dowolnej drużyny czyli takiej ,która oferowała lepsze warunki materialne. W wielu ligach bogaci zrobili dobry użytek ze swoich pieniędzy i przez to można Keegan mógł powiedzieć to co powiedział. Przeciwko dominacji dużych klubów od czasu prezesury Platiniego jest UEFA, które usiłuje wyrównywać szanse różnymi regulacjami finansów, tworzeniem nowych zasad funkcjonowania Pucharów oraz zwiększaniem ilości ich uczestników , podobnie jak w Euro . Lecz te zabiegi w warunkach gospodarek wolnorynkowych nie mogą przynieść pożądanego rezultatu, gdyż pieniądz przyciąga jak magnes. Badacze prof.David Forrest i prof. Robert Simmons stwierdzili ,że wyrównane rozgrywki zwiększają zainteresowanie i liczbę widzów,ale pod warunkiem , gdy słabsza drużyna przyjmuje u siebie silniejsza i z nią wygrywa. Przeprowadzili także symulację z której wynikało ,że bardziej wyrównane rozgrywki prowadziłyby do wygranych gospodarzy co wydatnie by zmniejszyło zainteresowanie. W tej kwestii istnieją zasadnicze różnice pomiędzy kibicami na stadionach , którzy chcą widzieć swoją drużynę zwycięską od kibiców "telewizyjnych" którzy chcą oglądać wyrównane spotkania. Badania w Anglii koncentrowały się na ustalaniu zainteresowania walką o tytuł czy ten wyścig jest bardziej ekscytujący gdy wojuje kilka drużyn czy wówczas kiedy jedna ma przewagę i jej broni ?. To różni podejście emocjonalne w naszej lidze od PL ,a mianowicie w tym sezonie głównym motorem zainteresowania jest walka o uniknięcie spadku ,w której uczestniczą takie kluby jak Legia ( pewno już uniknęła ), Widzew czy Pogoń.
Inni badacze opisali dlaczego większość kibiców woli nierównowagę . Po pierwsze - większość kibiców na trybunach to fani gospodarzy, którzy chcą wygranej swego zespołu , po drugie - duże zespoły z dużych ośrodków mają więcej fanów niż kluby z mniejszych , po trzecie - kibice zaskakująco dobrze reagują na porażki co przypisuje się umiejętności zrzucania winy na innych w tym w wielu przypadkach na sędziów.To wyjaśnia dlaczego fani trzymają się swej drużyny nawet kiedy przegrywa, po czwarte - zespoły, które dominują.albo które są uznawane za topowe same wzbudzają zainteresowanie nie tylko w swoich miastach ,ale tak jak Legia w skali całego kraju.
Socjologowie stwierdzili także, nie tylko na przykładzie piłki nożnej ,że mniejszy, teoretycznie słabszy stara się bardziej . Stąd np. każdy rywal Legii spina się na mecz z nami znacznie bardziej niż z innymi drużynami. Silne zespoły grają wiele ważnych spotkań , dlatego pojedyńcze mecze nie mają dla nich tak dużego znaczenia jak dl słabszych. Słabsi wiedzą ,że wygrana z silnym to dla nich duży sukces więc wznoszą się ponad swój poziom i dzięki temu zwyciężają częściej niż można by przewidzieć na podstawie samej ich jakości .
Współcześnie mówi się ,że bramki są solą futbolu , lecz nie zawsze tak było , bowiem w annałach odnotowano ,że np.w 1885 roku w rozgrywkach w Szkocji z udziałem 6 drużyn odnotowano kilkaset bramek.Obecnie prawie nie słyszy się o dwucyfrowych wynikach. Drastyczne zmniejszenie ilości bramek sprawia ,że to snajperzy na cały świecie noszeni są rękach przez fanów i rozchwytywani przez kluby. Na czele list największych wydatków transferowych figurują najlepsi strzelcy bramek ,a zaraz za nim są ci ,którzy te bramki potrafią wypracować. Piłka nożna to domena szczęścia i przypadku ,ale najlepsi strzelcy przeczą temu powiedzeniu. Bramka jest czymś więcej niż podstawowym produktem futbolu , sensem 90 minutowej walki . Jest czymś więcej niż powodem kupowania wspaniałych napastników a trenerzy opracowują skomplikowane strategie obronne. Bramka jest kwintesencją futbolu , jest rzadkością na którą ciężko pracują piłkarze , a kibice czekają godzinami.
Nie ma wątpliwości ,że za gigantyczną popularnością piłki nożnej kryje się rzadkość zdobywania bramek oraz to ,że jedna może przesadzić o euforii lub o rozpaczy.
Pewnikiem ta rzadkość zdobyczy punktowych w porównaniu do innych dyscyplin jak koszykówka, rugby, futbol amerykański czy hokej na lodzie przesądziło o tym,że piłka nożna , która była jeszcze na początku lat 70-tych 8 dyscypliną pod względem popularności stała się pierwszą,a telewizja uznała ją za atrakcję programową.
W piłce nożnej jak obliczono gol pada średnio co 69 minut i jest nagrodą za oczekiwanie tak dla piłkarzy jak i dla kibiców. Ponadto jest to sport nieskuteczny , gdyż jak wyliczyła Opta bramka pada raz na ok. 1400 boiskowych zdarzeń. Żaden sport nie wymaga tyle wysiłku ,aby wydarzyło się to co ma rzeczywiste znaczenie dla wyniku.Piłka nożna jet grą w której każda bramka, strzelona w dowolnym momencie może decydować o wyniku całego meczu.
Jak wiemy ilość bramek strzelanych przeciętnie w każdym meczu spada , jak to obliczył prof. Palacios - Huerta na przykładzie PL od początku XX wieku do 1925 ilość bramek wynosiła 4,5 na mecz , i zaczęła spadać wynosząc w 1939 roku 3 bramki , aby do czasów współczesnych ustabilizować się na poziomie 2,6 bramki . Analitycy zauważąją ,że ten spadek jest sprzeczny z logiką , bowiem boiska są w znacznie lepszym stanie niż przed laty, piłkarze są znacznie lepiej rozwinięci fizycznie , sprzęt jest znacznie lepszy ,a kluby mogą wybierać najlepszych piłkarzy . Można oczywiście powiedzieć ,ze wraz z napastnikami doskonalą się i obrońcy to bramek i tak nie powinno padać mniej niż te 100 lat temu. Na wzrost ilości bramek nie wpłynęły także zmiany w przepisach: o spalonym z 1925 roku, wprowadzenie w 1981 roku 3 punktów za zwycięstwo, zakaz podawania piłki do bramkarza w 1992 roku .
Naukowcy stwierdzają ,że bramek jest coraz mniej , ponieważ zmieniła się sama dyscyplina sportu zwana piłką nożną. Istnieją dwie historie futbolu . Jedna to opowieść o geniuszu piłkarzy, ich doskonałych , unikalnych umiejętnościach , które stale poprawiają mimo ,że wydają się być absolutnie perfekcyjne. Druga opowieść to historia ludzi , którzy robią wszystko ,a by tych magików powstrzymać. To trenerzy wymyslili rygiel , catenaccio, krycie strefowe, techniki obronne, a nawet tiki-taka uznawana jest za strategię obronną , gdyż kładzie nacisk na pozbawienie przeciwnika dostępu do piłki.
Nie ulega wątpliwości ,że zawodnicy są coraz lepsi ( szybsi, zwinniejsi, silniejsi, mocniej strzelają, celniej podają itp) ,ale im bardziej się poprawiają tym bardziej powstają konstrukcje mające ich powstrzymać.Coraz częściej złożone strategie obronne wytrącają strzelcom broń z nogi. Ogromny postęp w technikach obronnych zawdzięczamy analizom komputerowym , z których jednoznacznie wynika ,że przy perfekcyjnie zorganizowanej obronie bramka nie ma prawa paść.
Temu trendowi towarzyszy zmiana systemów gry zwiększająca liczbę nominalnych obrońców z 2 w systemie tzw. klasycznym do 3 w WM, potem do 4 , w ustawieniu z 3 stoperami do 5 oraz w systemie z dwoma bocznymi pomocnikami do 6.
Obecnie chodzi w piłce o unikanie błędów i karanie przeciwnika za te, które popełnił.
Według analiz regresywnych jeszcze 100 lat temu napastnicy a było ich 5 + 2 wymieniali miedzy sobą setki podań ,a obrońcy rzadko wąchali piłkę, podczas kiedy współcześnie to obrońcy i pomocnicy są przy piłce znacznie częściej niż napastnicy. Opta ustaliła,że 7 lat temu w PL obrońcy dotykali piłki średnio 63 razy, pomocnicy 73 , a napastnicy 51 razy.
Przy czym zauważono ,że liczba bramek ustabilizowała się ,a więc siły innowacji ofensywnej oraz technik obronnych uległy zrównoważeniu.
Ustalono ,że wysokie wyniki wynikały z drastycznych różnic w umiejętnościach i przygotowaniu fizycznym, które dziś uległy ogromnemu zmniejszeniu . Tym samym drużny zaczynają upodabniać się do siebie , o czym świadczy fakt ,że o wygranej decyduje mniejsza liczba i różnica bramek niż przed laty, bo najczęstszymi wynikami jest 1:0, 2;1 i 2:0 ,a często pada remis 1;1. Temu trendowi sprzyja : dojrzewanie branży piłkarskiej i opanowanie szerszego zakresu umiejętności oraz co szalenie ważne powszechny dostęp do wiedzy . To między innymi dzięki temu futbol ligowy jest znacznie bardziej wyrównany niż jeszcze nawet w Polsce dekadę temu. Tę dynamikę zmian obserwujemy na co dzień, a sprawia ona ,że np w sezonie 2025/26 do zdobycia Tytułu wystarczy najmniej punktów w historii ,a do utrzymania trzeba ich zdobyć najwięcej w historii.
Wbrew teoretycznym założeniom ,że duża liczba goli przyciąga kibiców na stadiony i przed telewizory to ich malejąca liczba, ogromna trudność z ich zdobyciem stały się bardziej atrakcyjne . Pewno dlatego ,że to co rzadkie jest bardziej cenne.
O wczorajszym spotkaniu do opisu jest niewiele , więc i ja ograniczę się do kilku refleksji.
Trener Papszun nie ma dużego wyboru zawodników do gry w ataku, bo na poziomie ligowym ma ich 4 z czego jeden jest uporczywie kontuzjowany . Przeciw BBT trener wystawił dogrywającego ( Adamski) i kończącego ( Nsame) , lecz ich wykorzystanie zależało od Kapustki oraz od kierowanych przez niego Chodyny i Kuna. Ani Kapustka , ani Nsame nie zdali egzaminu z gry ofensywnej .
W moim przekonaniu, co wczoraj dosadnie było widać na boisku w drużynie Legii panuje zadufanie , przekonanie o swoim asiorostwie co skutkuje wręcz lekceważeniem rywali, a jest objawem niedojrzałości , nieodpowiedzialności czyli braku profesjonalizmu . Piłka nożna dla zawodników jak sama nazwa wskazuje winna być ich zawodem do którego trzeba podchodzić bez emocji , wykazując solidność i dbałość o jak najlepsze wywiązanie się z obowiązków. Nam nie potrzeba gwiazdek jednego meczu ,ale solidnych rzemieślników. Dojrzały zespół nie popełnia z tak słabym rywalem tylu bardzo poważnych błędów. Nasza defensywa była tak dziurawa, że gdyby przeciwnicy mieli lepszą skuteczność to mecz powinien zakończyć się utratą przez Legię kilku bramek , z których 3 setki obronił Hindrich.
Na kwadrans przed końcem meczu zdesperowany Papszun wpuścił na boisko czwartego a właściwie szóstego obrońcę Jędrzejczyka i dobrze był uczynił, bo Artur kilka razy przerwał groźne akcje BBT.
Jak twierdzi Dyrektor Sportowy BBT Jacek Bednarz od meczu z Legią klub zaczął budować zespół, który za rok ma wrócić do ESy.To zaś oznacza ,że państwu Witkowskim podoba się zabawa w postaci uczestnictwa w piłkarskie elicie i nie zmniejszą finansowania mimo spadku.Chwalony jest trener Brosz za to ,że stawia na otwarty ,ofensywny futbol .Widocznie trafia w spectrum patrzenia na futbol przez państwa Witkowskich jako zabawy .Moim zdaniem takie podejście potwierdza zbędność takiego zabawowego klubu w piłkarskiej elicie. Mimo wszystko na poziomie ESy futbol trzeba traktować poważnie. W profesjonalnej piłce można owszem preferować grę ofensywną ,ale musi ona mieć oparcie w postaci silnej obrony ,a BBT ma defensywę pełną dziur.
Wczoraj BBT miał kilkanaście bardzo groźnych sytuacji do strzelenia bramek , których nie wykorzystał ,ale nie dlatego ,że je wytworzył, bo to obrona Legii grała jak by spała na stojąco.
Do niskiego poziomu gry we wczorajszym spotkaniu dostroił się sędzia Karol Arys.
Ja stawiając na szali sędziów, którzy korzystają na bieżąco z podpowiedzi VAR oraz tych, którzy ufają swym zmysłom wolę tych pierwszych , bo teoretycznie popełniają mniej błędów. Co nie znaczy ,że jestem wobec nich bezkrytyczny .Wczoraj chyba sędzia Arys z podpowiedzi VAR nie korzystał , być może z tego powodu ,że przeprowadzano eksperyment z kierowania VARem z jednego ośrodka centralnego , a szkoda , bo zmysł wzroku miał silnie przytępiony.
Istny festiwal drobnych aczkolwiek dokuczliwych błędów zaczął od podyktowania dla BBT rzutu wolnego za rzekomy faul Pankova na Zapolniku , podczas kiedy wyraźnie widać ,że to Zapolnik trzymał na siłę koszulkę Pankova i to on spowodował upadek ich obu. Potem szło jak z płatka : w 20' Kun nie faulował Kurzawy , w 32' Kapustka nie faulował Kurzawy, w 36' Chodyna nie faulował Putiwcewa ( wczoraj zgredzik padał od podmuchu wiatru jaki wywarzał biegnący Legionista), w 43' Nsame nie faulował Putiwcewa, w 46' Nsame nie faulował Zapolnika, w 51' kun nie faulował Boboca, w 55 ' Adamski nie faulował Kasperkiewicza , w 55 Pankov nie faulował Zapolnika, w 56 ' Hilbrycht powinien zostać ukarany żółtą kartką za próbę wymuszenia rzutu karnego po starciu z Chodyną ( zawodnik BBT upadł trzymając się za twarz , mimo,że Chodyna wyrywając się od trzymania lekko dotknął łokciem jego piersi), w 73' Putiwcew ni faulował Rajovicza.
W 47' piłkarze BBT domagali się rzutu karnego za rzekome zagranie piłki ręką przez Piątkowskiego co unieważnił VAR , gdyż dokładnie było widać ,że zawodnik Legii odbił piłkę piersią.
Te nietrafne decyzje wynikały chyba z tego ,że arbiter nie tylko miał problem ze wzrokiem ,ale też biegał za daleko od zdarzeń , a decyzje podejmował na podstawie tego ,który zawodnik się przewracał i trzymał się a to za nogę a to za głowę.
Na szczęście dla Legii
sędzia Arys nie traktował obustronnych starć o piłkę identycznie w polu karnym , jak traktował n pozostałej części boiska , bo by musiał podyktować z 10 karnych ,w tym 8 przeciw Legii.
Oczywiście pojedyncze błędy poznawcze można wybaczyć, ale wczoraj tego było za dużo ,aby występ Arysa można było zaliczyć do udanych. Na plus można mu zapisać,że rażących błędów nie popełnił.ale też i takich okazji sytuacyjnych nie miał.
We wczorajszym spotkaniu nieobeznany z sytuacją w tabeli widz byłby przekonany,że spadkowicz to ten zespół w pomarańczowych strojach.
W Legii niezbędna jest porządna rewolucja , bowiem z tej mąki chleba się nie upiecze.
This is a comment on "Termalica - Legia 0-1: Zwycięstwo w bólach"
