- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Termalica - Legia 0-1: Zwycięstwo w bólach
Legia pierwszy raz w historii wygrała ligowy mecz w Niecieczy, na dwie kolejki przed końcem sezonu odskakując od strefy spadkowej na pięć punktów. Rozstrzygnięcie padło w pierwszej połowie meczu, kiedy drogę do bramki rywala znalazł Adamski.
Trener Papszun postawił na drużynę w składzie: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Pankov – Chodyna, Kapustka, Szymański, Elitim, Kun- Adamski, Nsame. Skład gospodarzy wyglądał następująco: Chovan - Matysik, Kasperkiewicz, Putiwcew - Isik, Ambrosiewicz, Kurzawa, Guerrero, Hilbrycht - Zapolnik, Durdov.
W pierwszych minutach mecz był chaotyczny. W 8. minucie Augustyniak popełnił fatalny błąd, podając piłkę do Zapolnika, który znalazł się sam przed Hindrichem. Nasz bramkarz popisał się udaną interwencją. W 11. minucie Chodyna dośrodkował w pole karne, do strzału głową doszedł Nsame, ale uderzył nad bramką. W 19. minucie Legia objęła prowadzenie. Piątkowski posłał piłkę w pole karne, Adamski celnie uderzył głową i było 1:0 dla Legii. W 30. minucie Adamski ruszył prawą stroną boiska, podał w pole karne do Augustyniaka, ale ten nie trafił dobrze w piłkę. W 32. minucie Legię uratował słupek, kiedy po rzucie rożnym i niepewnej interwencji Hindricha, do strzału głową doszedł Guerrero. W 34. minucie Zapolnik uderzył głową z pola karnego. Piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę Legii.
Do przerwy Legia prowadziła jedną bramką. Mecz oglądało się z trudem, ale wynik był korzystny dla naszej drużyny.
W 48. minucie Ambrosiewicz łatwo doszedł do sytuacji strzeleckiej w polu karnym Legii. Ponownie dobrą interwencją popisał się Hindrich. W 53. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Szymański. Legia po przerwie grała pasywnie, nie będąc w stanie utrzymać się przy piłce i opanować sytuacji na boisku. W 61. minucie Rajović zastąpił Nsame. W 65. minucie dogodną okazję do wyrównania miał zmiennik Boboc, ale i tym razem znakomicie interweniował Hindrich, który odbił nogą strzał rywala. W 71. minucie Krasniqi zastąpił kontuzjowanego Adamskiego. Kilka minut później uraz zgłosił również Rajović. W 78. minucie W. Urbański i Jędrzejczyk zastąpili Rajovicia i Szymańskiego. Legia do końcowego gwizdka broniła się głęboko, nie próbując przejść do ataku. Gospodarzom zabrakło umiejętności na sforsowanie defensywy naszej drużyny.
Legia osiągnęła cel, choć styl niedzielnego zwycięstwa pozostawiał wiele do życzenia. Nasza drużyna po przerwie zupełnie oddała inicjatywę spadkowiczowi, a w przekroju całego meczu najlepszym zawodnikiem Legii był Hindrich, który trzykrotnie ratował zespół przed utratą bramki.
W przyszłą niedzielę Legię czeka wyjazdowy mecz w Gdańsku.


To był mecz, który można podsumować jednym słowem- makabra. Znów tyłek nam uratowali Hindrich i Adamski czyli jedyni piłkarze ściągnięci przez Papszuna. Legia na tle pierwszego spadkowicza wyglądała po prostu fatalnie. Słoniki, co było o tyle ciekawe, w meczu o nic wykazywali się większą ambicją i zaangażowaniem niż nasi piłkarze. Brakowało im w niektórych sytuacjach trochę więcej szczęścia, a w innych znów umiejętności. Powinniśmy się utrzymać.
Drużyna jest do kompletnej przebudowy w nowym sezonie, niestety ale tu są zgliszcza i bardzo źle zbudowana i przepłacona kadra, wg. mnie bez żadnych perspektyw na przyszłość.
Aha i jeszcze jedno, to co dziś wyprawiał na boisku Augustyniak to był piłkarski kryminał. On bardzo często się obcina, a dziś już przeszedł sam siebie. Ja bym się zastanawiał czy jest sens z nim przedłużyć kontrakt, pewnie zostanie bo nie będzie pieniędzy w klubowej kasie na nowych i lepszych piłkarzy.
No i chyba mamy kolejny element do znalezienia rozwiązania łamigłówki pt. Czemu Rajović? Gdy się spojrzało dzisiaj na boiskowe poczynania Nsame, to przypomniało się, jak grał u Feio. Duńczyk/Czarnogórzanin mnie mniej na ogół raził niż ta wersja Nsame, którą ujrzeliśmy w NIecieczy. Kto chce nowego kontraktu z nim, musi mieć w głowie wyłącznie wspomnienia z lipca i sierpnia 2025. Kameruńczyk raz się tak dobrze zaprezentował. Wcześniej, ani później już nie. Jeszcze przy kornerach dla Brukbetu ustawiał się tak jak przy feralnym kornerze z Rakowem. Za mało na zewnątrz, za blisko własnej bramki, za blisko środka.
Przerażające.
Jeszcze z indywidualnych cenzurek, to Augustyniak w 1. połowie był bardzo niebezpieczny dla Legii. Nie chodzi mi tylko o wypuszczenie Zapolnika sam na sam z bramkarzem, ale np. o niepotrzebne i niewymuszone spowodowanie tego kornera, po którym miejscowi strzelili w słupek. Zgubił też raz piłkę przy wyprowadzaniu, nieatakowany. I go minął Ambrosiewicz w sytuacji na początku 2. połowy.
Gdy widziałem skróty z występami Brukbetu w tym sezonie, to zawsze zwracała uwagę duża liczba sytuacji, jakie mieli. Ale sądziłem, że Legia się będzie potrafiła temu przeciwstawić. Tymczasem uratował nas Hindrich.
Rafał Adamski - gratulacje za bramkę, ale reszta występu nie za bardzo.
Dobra, żeby nie było, że marudzę. Nasze szanse na utrzymanie wzrosły. Jeśli spadniemy przy 43 punktach, to będzie duży pech. No i ciężki teren odczarowany, mimo takiej gry.
Teraz Lechia z nożem na gardle. Może zagrają przemotywowani i nam to wyjdzie na dobre. Ale wolałbym mecz z kimś w bezpieczniejszym położeniu.
Wynik kształtuje świadomość!
Po naszej stronie najlepszym piłkarzem Hindrich, u Słoników Rafał Augustyniak.
Tak czy siak, "papszunologia stosowana" zapewniła nam utrzymanie.
Możemy już raczej pełnoprawnie dywagować, o perspektywach Legii w Ekstraklasie w kolejnym rozdaniu?
Baron: "Drużyna jest do kompletnej przebudowy w nowym sezonie, niestety ale tu są zgliszcza i bardzo źle zbudowana i przepłacona kadra" versus " nie będzie pieniędzy w klubowej kasie na nowych i lepszych piłkarzy" czy tylko mnie bije po oczach sprzeczność tych stwierdzeń? Jak je pogodzić?
Z obecnej kadry, na dziś na bank odchodzi Radovan Pankov, Krasniqi powróci do Pragi z wypożyczenia, Tobiasz nie przedłuży kontraktu, najprawdopodobniej pożegnamy się z Kapustką, Nsame, Elitimem, chcielibyśmy z Stojanovićem i Goncalvesem (ale chcieć nie znaczy móc) Colak ma umowę do czerwca 2027 a Chodyna jeszcze na dwa sezony. W zawieszeniu czyli w trakcie rozmów są: Augustyniak, Kun i Jędrzejczyk.
Być może z Arreiolem i z Kacprem Urbańskim chciałby się pożegnać Papszun, a z Miletą Rajovicem chyba wszycy pozostali z nas oprócz trenera.
Mamy kontraktować nowych piłkarzy z kartą na ręku i z najwyższym rocznym kontraktem max - 320 tys €.
Jak w tej sytuacji ma wyglądać ta "przebudowa"? Zoran Arsenić pierwszą przymiarką. Skąd czerpać optymizm?
Moim zdaniem w klubie powinni na głowie stanąć żeby zatrzymać w Warszawie Elitima, bardzo będzie brakowało mi Kapustki, jedynym argumentem za nieprzedłużaniem kontraktu jest jego kontuzjogenność, ale subiektywnie bym zaryzykował, ponieważ nie wierzę że uda nam się pozyskać dwóch piłkarzy "robiących grę" z poziomu Elitima i również Kapustki.
Chociaż Boniek o potencjalnym nowym tandemie właścicielskim w Krakowie stwierdził: "Mówiąc zupełnie szczerze, ja nie widzę mariażu Kwiecień - Królewski. Tak mi się wydaje, oczywiście, mogę się mylić i zaznaczę, że do żadnego z nich nic nie mam. Po prostu tak to widzę. To zupełnie inne osobowości, inni ludzie, zupełnie inne podejście do piłki. Można powiedzieć, że różni ich wszystko, a łączy tylko miłość do piłki" - to jeżeli Mioduski nie znajdzie w stolicy "swojego Kwietnia", to w przyszłym sezonie cała nadzieja w "papszunologi stosowanej" i w obrazie meczów jak ten dzisiejszy?
Kadra po sezonie wymaga przebudowy i trudno się z tym nie zgodzić. Już teraz wiadomo, że część zawodników odejdzie, a z kilkoma klub najpewniej będzie chciał się pożegnać. Problem polega jednak na tym, że skala tej przebudowy może zostać mocno ograniczona przez finanse.I tutaj pojawia się pewna sprzeczność bo z jednej strony mówi się o konieczności zmian i budowie mocniejszego zespołu, a z drugiej słychać, że w klubowej kasie nie będzie pieniędzy na nowych, lepszych piłkarzy. Trudno więc oczekiwać w takiej sytuacji rewolucji kadrowej, skoro brak środków wymusza raczej szukanie oszczędności niż jakościowych wzmocnień, które jak wiemy kosztują. Brak europejskich pucharów dodatkowo komplikuje nam sytuację, bo w ostatnich latach wpływy z nich były wpisywane do budżetu klubowego. Dlatego uważam, że piłkarze tacy jak Augustyniak ostatecznie zostaną, nie dlatego, że są optymalnym wyborem dla Papszuna, ale dlatego, że Legia może zwyczajnie nie mieć możliwości sprowadzenia kogoś wyraźnie lepszego.Obawiam się więc, że zamiast realnej przebudowy zobaczymy raczej łatanie dziur po taniości i liczenie na warsztat trenerski Papszuna, który miałby maskować braki kadrowe.
Co do przyszłego sezonu . Pewnie wyżej d nie podskoczymy ale mam nadzieję , że zostaną nam oszczędzone nerwy związane ze spadkiem . Nie miałbym nic przeciw gdybym na boisku zobaczył paru wychowanków . Zawsze to fajnie kibicować młodemu niż przepłaconemu wyliniałemu emerytowi.
Papszunowy styl to styl niepiękny nawet biorąc pod uwagę walkę o MP, tu rzeczony dostał konkretne zadanie utrzymania w lidze. Od czego zaczął? ano klasycznie od bronienia od zmontowania defensywy która nie będzie tracić bramek i Legia straciła ich 36, mniej niż Raków, Jagiellonia czy Lech, idźmy dalej Legia przegrała 9 meczy, 2 za Papszuna, mniej przegrał Lech i Jagiellonia odpowiednio 6 i 8. Powiem Panom tak - oj zaraz będzie polemicznie - Legia ma najlepszą obronę w lidze w rozumieniu 3 stoperów, a to że jeden czy drugi czasami głupieje? zdarza się, gdyby nie głupieli grali by w innej lidze za inną kasę.
Gra powinna się poprawić od kolejnej rundy i to będzie wtedy łatwiejsze do zrobienia o ile sic.... nie zostanie zrobiona rewolucja w składzie, a pewien kregosłup zostanie utrzymany i trochę uzupełniony - może warto jeszcze raz spojrzeć w tabelę - wyobraźmy sobie że 3 remisy mniej ma Legia a zamiast tego 3 zwycięstwa to daje 6 pkt więcej i kręcimy się w czubie tabeli. Tu w tej lidze nie trzeba nie wiadomo czego, trzeba solidności, powtarzalności, stabilności i rozsądku - podstawowym celem Legii na najbliższe 2 lata to żadnych zmian na stanowisku trenera, rozsądne zmiany w składzie, z oczywistym pożegnaniem części zawodników typu Reca, Goncalves, z dużym rozmysłem przdłużałbym umowy, skracał kadrę, bo nie jest potrzebn duża, nie będzie pucharów.
Porządku i rewolucji potrzeba w gabinetach, o właścicielu mi się nie chce, ale cała rzesza dyrektorów, pseudo doradców, podpowiadaczy itp. powinna z Legii zniknąć.
A Papszunowa Legia pięknie grać nie będzie, będzie mam nadzieję grać skutecznie, grać piłkę efektywna ale nie efektowną, będzie dominować, ale bardziej ustawieniem, podejściem, pressingiem a nie poprzez kreowanie czy posiadanie - z resztą sami widzicie co się dzieje jak Augustyniak posiada piłkę - po co go kusić
Jest to jeszcze jeden dowód na to, że ‘papszunologia stosowana’ cuda może zdziałać.
Gdy się wspomni Legię z jesieni i zimy 2025, to te 24 wiosenne punkty wydają się nie do wiary. To powyżej moich oczekiwań i nadziei. Bałem się bardzo, co będzie i myślałem, że nikt nie da rady. Początki - Korona, Arka i GKS - były tego rodzaju, że można było upaść na duchu. Mi 24 punkty się nawet nie śniły. Więc, trochę wstyd narzekać po tej Termalice. Matematycznie, jeszcze chyba nie ma utrzymania. Ale mam nadzieję, że w sobotę się to zmieni. Może Pietras wyliczył to dokładnie i zechce się podzielić.
I jeszcze słówko do Iocosusa. Rzadko mam tak odmienne zdanie jak w przypadku Farida Sepulvedy
Futbol zaistniał w niedużych osadach przemysłowych w Anglii i był sportem robotniczym. Pierwsze kluby powstawały w małych miastach , które rywalizowały pomiędzy sobą,aż zorganizowano centralne i regionalne rozgrywki .W tym sensie awans BBT do Ekstraklasy w sezonie 2015/16 był ewenementem na skalę światową, ponieważ po raz pierwszy w historii do elity trafił klub ze wsi.
Kres piłki nożnej jako sportu małomiasteczkowego nastąpił wraz z jej komercjalizacją czyli wzrostem nakładów, kosztów i zysków . Tylko kluby z dużych ośrodków mających zaplecze ludnościowe oraz przemysłowo-usługowe mogły sprostać wymogom finansowym. Oczywiście piłka nożna nie zamarła, lecz pomiędzy futbolem amatorskim a zawodowym wytworzyła się przepaść.
W PRL, zachowując wszelkie proporcje z Zachodem , piłka nożna stała się domeną zakładów pracy , zaś kluby były ich wydziałami lub przybudówkami.Więc nie naturalny rozwój ,ale centralne planowanie przyczyną tego ,że dominowały kluby z dużych przedsiębiorstw typu kopalnie, huty położonych w dużych miastach. Jednocześnie dwa resorty mundurowe miały także swoje kluby : wojsko to głównie Legia Warszawa i Śląsk Wrocław ,a sprawy wewnętrzne ( MO) to : Wisła Kraków i Gwardia Warszawa,
Kiedy zaczynałem na poważnie interesować się piłką nożną to na poziomie pierwszoligowym występowały takie kluby jak :Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Ruch Chorzów , Wisła Kraków, Lechia Gdańsk, Lech Poznań, Cracovia Kraków, Śląsk Wrocław, Polonia Bydgoszcz, Pogoń Szczecin, Zagłębie Sosnowiec. Polonia Bytom, Stal Rzeszów, później dołączyła Stal Mielce ,a w drugiej połowie lat 70-tych Widzew Łódź.
M.innymi dlatego nie chciałbym aby z ESy spadł Widzew i optuję za awansem z I ligi Wisły Kraków ( co nastąpiło) oraz Śląska Wrocław i ŁKS Łódź.Natomiast nie widzę w niej miejsca dla takich klubów jak BBT. Nie tylko dlatego ,że taki wiejski klub stoi w sprzeczności z trendem rozwojowym piłki nożnej , gdyż każda reguła może mieć wyjątki ,lecz gotów byłbym zaakceptować taki klub w elicie , gdyby miał sensowny program i byłby miejscem w którym mogą rozwijać się młodzi , utalentowani polscy zawodnicy dla których jeszcze nie ma miejsca w składzie silnych drużyn , miejscem , w którym na drogi kariery wracaliby utalentowani zawodnicy, którzy pobłądzili ,ale błędy zrozumieli oraz miejscem , w którym kończyliby kariery starsi utytułowani zawodnicy i byliby wzorem do naśladowania dla młodzieży.
Natomiast BBT to przytulisko w dużej części przetrwalników, którzy niczego do futbolu nie wnoszą jak : Lucas Masoero ( 31 lat), Arkadiusz Kasperkiewicz ( 32), Bartosz Kopacz ( 34), Artem Putiwcew ( 38 ), Rafał Kurzawa ( 33), Jesus Jimenez ( 33) czy Kamil Zapolnik ( 34) , a o reszcie trudno powiedzieć ,aby zgrzeszyła większym talentem.
Jak to mówią : " On był stały , tylko one się zmieniały " , tak po II wojnie światowej tym stałym była i jest Legia Warszawa.
Swego czasu w latach 70-tych i 80-tych spędziłem wykonując funkcje kontrolne w instytucjach położonych w takich miastach jak : Łódź, Lublin, Kraków, Białystok, Zabrze, Chorzów, Katowice, Kielce i takich jak Płock czy Radom. W rozmowach z tamtejszymi zawsze przewijał się temat futbolu w kontekście Legii Warszawa. Ba, nawet zaliczyłem kilka meczów z Legią na ich stadionach. I muszę zauważyć,że my , kibice Legii nie do końca zdajemy sobie sprawę czym, a właściwie kim , jakim dobrem narodowym jest Legia Warszawa. Tamtejsi kibice na mecze z Legią czekali tak samo mocno jak na derby , a np. w Łodzi czy Zabrzu nawet mocniej , a bez przesady mecz z Legią ekscytował prawie wszystkich mieszkańców.Oni mieli niejako oczywiście zadawnione pretensje ,że Legia podbierała im do wojska najlepszych zawodników i nie przyjmowali do wiadomości ,że tak było do 1956 roku ,a potem to bujda. Poza tym stosunek do Legii był pełen atencji ,ale też niechęci , zazdrości i podziwu. Legia była swego rodzaju punktem odniesienia i miernikiem wartości własnego zespołu, a ich pamięć była na tyle wyborcza ,że pamiętali tylko ostatni mecz z Legią
Lecz równocześnie w obliczu tego widoku staje pytanie : co dla piłki nożnej danego kraju, co dla kibiców jest korzystniejsze : czy powtarzalność zajmowanych miejsc w tabeli, ich przewidywalność czy przeciwpołożnie ?.
Znany piłkarz Kevin Keegan przed kilku laty był rzekł :" PL grozi niebezpieczeństwo stania się jedną z najnudniejszych , choć wielkich , lig na świecie . W każdym roku czołówka będzie wyglądała podobnie jak obecna". To samo można powiedzieć o ligach hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej , francuskiej czy holenderskiej, lecz czy , aby na pewno rozgrywki w tych ligach są nudne ? . Badania socjologiczne z jednej strony dowodzą,że kibice publicznie mówią , aby piłka była sprawiedliwa czyli ,aby wygrywał najlepszy ,ale indywidualnie wolą ligi, w których panują dysproporcje,a w których ubogi może pokonać bogatszego. Zdaniem badaczy gdyby tak było piłka byłaby jeszcze bardziej popularna i chyba mają rację , gdyż nasza liga to prawie same niespodziewane rezultaty ,a ilość kibiców na trybunach rośnie podobnie jak jej oglądalność .
Piłka nożna skopiowała pomysł rozgrywek od baseballu , którzy wymyślili tę koncepcję w 1871 roku. Ta forma się sprawdziła ponieważ kibice chcą mistrzostw ,w których zwycięzca rozgrywałby mecze ze wszystkimi pozostałymi zespołami.Inne rozgrywki opierały się na nieregularnych schematach , co tyczy nie tylko niektórych lig jak np brazylijska ,ale i rozgrywek o MŚ czy Euro lub na uwielbianym w Anglii systemie pucharowym.
Przez wiele lat w ligach grały zawsze słabe i silne zespoły , a przez dziesięciolecia różnice pomiędzy nimi nie miały wiele wspólnego z pieniędzmi, bywało ,że małe kluby dysponowały wieloma bardzo dobrymi zawodnikami . To dzięki temu uruchamiano samoistne talenty .Ale ten system rozwaliło tzw. prawo Bosmana, bowiem każdy piłkarz mógł przejść po zakończeniu kontraktu do dowolnej drużyny czyli takiej ,która oferowała lepsze warunki materialne. W wielu ligach bogaci zrobili dobry użytek ze swoich pieniędzy i przez to można Keegan mógł powiedzieć to co powiedział. Przeciwko dominacji dużych klubów od czasu prezesury Platiniego jest UEFA, które usiłuje wyrównywać szanse różnymi regulacjami finansów, tworzeniem nowych zasad funkcjonowania Pucharów oraz zwiększaniem ilości ich uczestników , podobnie jak w Euro . Lecz te zabiegi w warunkach gospodarek wolnorynkowych nie mogą przynieść pożądanego rezultatu, gdyż pieniądz przyciąga jak magnes. Badacze prof.David Forrest i prof. Robert Simmons stwierdzili ,że wyrównane rozgrywki zwiększają zainteresowanie i liczbę widzów,ale pod warunkiem , gdy słabsza drużyna przyjmuje u siebie silniejsza i z nią wygrywa. Przeprowadzili także symulację z której wynikało ,że bardziej wyrównane rozgrywki prowadziłyby do wygranych gospodarzy co wydatnie by zmniejszyło zainteresowanie. W tej kwestii istnieją zasadnicze różnice pomiędzy kibicami na stadionach , którzy chcą widzieć swoją drużynę zwycięską od kibiców "telewizyjnych" którzy chcą oglądać wyrównane spotkania. Badania w Anglii koncentrowały się na ustalaniu zainteresowania walką o tytuł czy ten wyścig jest bardziej ekscytujący gdy wojuje kilka drużyn czy wówczas kiedy jedna ma przewagę i jej broni ?. To różni podejście emocjonalne w naszej lidze od PL ,a mianowicie w tym sezonie głównym motorem zainteresowania jest walka o uniknięcie spadku ,w której uczestniczą takie kluby jak Legia ( pewno już uniknęła ), Widzew czy Pogoń.
Inni badacze opisali dlaczego większość kibiców woli nierównowagę . Po pierwsze - większość kibiców na trybunach to fani gospodarzy, którzy chcą wygranej swego zespołu , po drugie - duże zespoły z dużych ośrodków mają więcej fanów niż kluby z mniejszych , po trzecie - kibice zaskakująco dobrze reagują na porażki co przypisuje się umiejętności zrzucania winy na innych w tym w wielu przypadkach na sędziów.To wyjaśnia dlaczego fani trzymają się swej drużyny nawet kiedy przegrywa, po czwarte - zespoły, które dominują.albo które są uznawane za topowe same wzbudzają zainteresowanie nie tylko w swoich miastach ,ale tak jak Legia w skali całego kraju.
Socjologowie stwierdzili także, nie tylko na przykładzie piłki nożnej ,że mniejszy, teoretycznie słabszy stara się bardziej . Stąd np. każdy rywal Legii spina się na mecz z nami znacznie bardziej niż z innymi drużynami. Silne zespoły grają wiele ważnych spotkań , dlatego pojedyńcze mecze nie mają dla nich tak dużego znaczenia jak dl słabszych. Słabsi wiedzą ,że wygrana z silnym to dla nich duży sukces więc wznoszą się ponad swój poziom i dzięki temu zwyciężają częściej niż można by przewidzieć na podstawie samej ich jakości .
Współcześnie mówi się ,że bramki są solą futbolu , lecz nie zawsze tak było , bowiem w annałach odnotowano ,że np.w 1885 roku w rozgrywkach w Szkocji z udziałem 6 drużyn odnotowano kilkaset bramek.Obecnie prawie nie słyszy się o dwucyfrowych wynikach. Drastyczne zmniejszenie ilości bramek sprawia ,że to snajperzy na cały świecie noszeni są rękach przez fanów i rozchwytywani przez kluby. Na czele list największych wydatków transferowych figurują najlepsi strzelcy bramek ,a zaraz za nim są ci ,którzy te bramki potrafią wypracować. Piłka nożna to domena szczęścia i przypadku ,ale najlepsi strzelcy przeczą temu powiedzeniu. Bramka jest czymś więcej niż podstawowym produktem futbolu , sensem 90 minutowej walki . Jest czymś więcej niż powodem kupowania wspaniałych napastników a trenerzy opracowują skomplikowane strategie obronne. Bramka jest kwintesencją futbolu , jest rzadkością na którą ciężko pracują piłkarze , a kibice czekają godzinami.
Nie ma wątpliwości ,że za gigantyczną popularnością piłki nożnej kryje się rzadkość zdobywania bramek oraz to ,że jedna może przesadzić o euforii lub o rozpaczy.
Pewnikiem ta rzadkość zdobyczy punktowych w porównaniu do innych dyscyplin jak koszykówka, rugby, futbol amerykański czy hokej na lodzie przesądziło o tym,że piłka nożna , która była jeszcze na początku lat 70-tych 8 dyscypliną pod względem popularności stała się pierwszą,a telewizja uznała ją za atrakcję programową.
W piłce nożnej jak obliczono gol pada średnio co 69 minut i jest nagrodą za oczekiwanie tak dla piłkarzy jak i dla kibiców. Ponadto jest to sport nieskuteczny , gdyż jak wyliczyła Opta bramka pada raz na ok. 1400 boiskowych zdarzeń. Żaden sport nie wymaga tyle wysiłku ,aby wydarzyło się to co ma rzeczywiste znaczenie dla wyniku.Piłka nożna jet grą w której każda bramka, strzelona w dowolnym momencie może decydować o wyniku całego meczu.
Jak wiemy ilość bramek strzelanych przeciętnie w każdym meczu spada , jak to obliczył prof. Palacios - Huerta na przykładzie PL od początku XX wieku do 1925 ilość bramek wynosiła 4,5 na mecz , i zaczęła spadać wynosząc w 1939 roku 3 bramki , aby do czasów współczesnych ustabilizować się na poziomie 2,6 bramki . Analitycy zauważąją ,że ten spadek jest sprzeczny z logiką , bowiem boiska są w znacznie lepszym stanie niż przed laty, piłkarze są znacznie lepiej rozwinięci fizycznie , sprzęt jest znacznie lepszy ,a kluby mogą wybierać najlepszych piłkarzy . Można oczywiście powiedzieć ,ze wraz z napastnikami doskonalą się i obrońcy to bramek i tak nie powinno padać mniej niż te 100 lat temu. Na wzrost ilości bramek nie wpłynęły także zmiany w przepisach: o spalonym z 1925 roku, wprowadzenie w 1981 roku 3 punktów za zwycięstwo, zakaz podawania piłki do bramkarza w 1992 roku .
Naukowcy stwierdzają ,że bramek jest coraz mniej , ponieważ zmieniła się sama dyscyplina sportu zwana piłką nożną. Istnieją dwie historie futbolu . Jedna to opowieść o geniuszu piłkarzy, ich doskonałych , unikalnych umiejętnościach , które stale poprawiają mimo ,że wydają się być absolutnie perfekcyjne. Druga opowieść to historia ludzi , którzy robią wszystko ,a by tych magików powstrzymać. To trenerzy wymyslili rygiel , catenaccio, krycie strefowe, techniki obronne, a nawet tiki-taka uznawana jest za strategię obronną , gdyż kładzie nacisk na pozbawienie przeciwnika dostępu do piłki.
Nie ulega wątpliwości ,że zawodnicy są coraz lepsi ( szybsi, zwinniejsi, silniejsi, mocniej strzelają, celniej podają itp) ,ale im bardziej się poprawiają tym bardziej powstają konstrukcje mające ich powstrzymać.Coraz częściej złożone strategie obronne wytrącają strzelcom broń z nogi. Ogromny postęp w technikach obronnych zawdzięczamy analizom komputerowym , z których jednoznacznie wynika ,że przy perfekcyjnie zorganizowanej obronie bramka nie ma prawa paść.
Temu trendowi towarzyszy zmiana systemów gry zwiększająca liczbę nominalnych obrońców z 2 w systemie tzw. klasycznym do 3 w WM, potem do 4 , w ustawieniu z 3 stoperami do 5 oraz w systemie z dwoma bocznymi pomocnikami do 6.
Obecnie chodzi w piłce o unikanie błędów i karanie przeciwnika za te, które popełnił.
Według analiz regresywnych jeszcze 100 lat temu napastnicy a było ich 5 + 2 wymieniali miedzy sobą setki podań ,a obrońcy rzadko wąchali piłkę, podczas kiedy współcześnie to obrońcy i pomocnicy są przy piłce znacznie częściej niż napastnicy. Opta ustaliła,że 7 lat temu w PL obrońcy dotykali piłki średnio 63 razy, pomocnicy 73 , a napastnicy 51 razy.
Przy czym zauważono ,że liczba bramek ustabilizowała się ,a więc siły innowacji ofensywnej oraz technik obronnych uległy zrównoważeniu.
Ustalono ,że wysokie wyniki wynikały z drastycznych różnic w umiejętnościach i przygotowaniu fizycznym, które dziś uległy ogromnemu zmniejszeniu . Tym samym drużny zaczynają upodabniać się do siebie , o czym świadczy fakt ,że o wygranej decyduje mniejsza liczba i różnica bramek niż przed laty, bo najczęstszymi wynikami jest 1:0, 2;1 i 2:0 ,a często pada remis 1;1. Temu trendowi sprzyja : dojrzewanie branży piłkarskiej i opanowanie szerszego zakresu umiejętności oraz co szalenie ważne powszechny dostęp do wiedzy . To między innymi dzięki temu futbol ligowy jest znacznie bardziej wyrównany niż jeszcze nawet w Polsce dekadę temu. Tę dynamikę zmian obserwujemy na co dzień, a sprawia ona ,że np w sezonie 2025/26 do zdobycia Tytułu wystarczy najmniej punktów w historii ,a do utrzymania trzeba ich zdobyć najwięcej w historii.
Wbrew teoretycznym założeniom ,że duża liczba goli przyciąga kibiców na stadiony i przed telewizory to ich malejąca liczba, ogromna trudność z ich zdobyciem stały się bardziej atrakcyjne . Pewno dlatego ,że to co rzadkie jest bardziej cenne.
O wczorajszym spotkaniu do opisu jest niewiele , więc i ja ograniczę się do kilku refleksji.
Trener Papszun nie ma dużego wyboru zawodników do gry w ataku, bo na poziomie ligowym ma ich 4 z czego jeden jest uporczywie kontuzjowany . Przeciw BBT trener wystawił dogrywającego ( Adamski) i kończącego ( Nsame) , lecz ich wykorzystanie zależało od Kapustki oraz od kierowanych przez niego Chodyny i Kuna. Ani Kapustka , ani Nsame nie zdali egzaminu z gry ofensywnej .
W moim przekonaniu, co wczoraj dosadnie było widać na boisku w drużynie Legii panuje zadufanie , przekonanie o swoim asiorostwie co skutkuje wręcz lekceważeniem rywali, a jest objawem niedojrzałości , nieodpowiedzialności czyli braku profesjonalizmu . Piłka nożna dla zawodników jak sama nazwa wskazuje winna być ich zawodem do którego trzeba podchodzić bez emocji , wykazując solidność i dbałość o jak najlepsze wywiązanie się z obowiązków. Nam nie potrzeba gwiazdek jednego meczu ,ale solidnych rzemieślników. Dojrzały zespół nie popełnia z tak słabym rywalem tylu bardzo poważnych błędów. Nasza defensywa była tak dziurawa, że gdyby przeciwnicy mieli lepszą skuteczność to mecz powinien zakończyć się utratą przez Legię kilku bramek , z których 3 setki obronił Hindrich.
Na kwadrans przed końcem meczu zdesperowany Papszun wpuścił na boisko czwartego a właściwie szóstego obrońcę Jędrzejczyka i dobrze był uczynił, bo Artur kilka razy przerwał groźne akcje BBT.
Jak twierdzi Dyrektor Sportowy BBT Jacek Bednarz od meczu z Legią klub zaczął budować zespół, który za rok ma wrócić do ESy.To zaś oznacza ,że państwu Witkowskim podoba się zabawa w postaci uczestnictwa w piłkarskie elicie i nie zmniejszą finansowania mimo spadku.Chwalony jest trener Brosz za to ,że stawia na otwarty ,ofensywny futbol .Widocznie trafia w spectrum patrzenia na futbol przez państwa Witkowskich jako zabawy .Moim zdaniem takie podejście potwierdza zbędność takiego zabawowego klubu w piłkarskiej elicie. Mimo wszystko na poziomie ESy futbol trzeba traktować poważnie. W profesjonalnej piłce można owszem preferować grę ofensywną ,ale musi ona mieć oparcie w postaci silnej obrony ,a BBT ma defensywę pełną dziur.
Wczoraj BBT miał kilkanaście bardzo groźnych sytuacji do strzelenia bramek , których nie wykorzystał ,ale nie dlatego ,że je wytworzył, bo to obrona Legii grała jak by spała na stojąco.
Do niskiego poziomu gry we wczorajszym spotkaniu dostroił się sędzia Karol Arys.
Ja stawiając na szali sędziów, którzy korzystają na bieżąco z podpowiedzi VAR oraz tych, którzy ufają swym zmysłom wolę tych pierwszych , bo teoretycznie popełniają mniej błędów. Co nie znaczy ,że jestem wobec nich bezkrytyczny .Wczoraj chyba sędzia Arys z podpowiedzi VAR nie korzystał , być może z tego powodu ,że przeprowadzano eksperyment z kierowania VARem z jednego ośrodka centralnego , a szkoda , bo zmysł wzroku miał silnie przytępiony.
Istny festiwal drobnych aczkolwiek dokuczliwych błędów zaczął od podyktowania dla BBT rzutu wolnego za rzekomy faul Pankova na Zapolniku , podczas kiedy wyraźnie widać ,że to Zapolnik trzymał na siłę koszulkę Pankova i to on spowodował upadek ich obu. Potem szło jak z płatka : w 20' Kun nie faulował Kurzawy , w 32' Kapustka nie faulował Kurzawy, w 36' Chodyna nie faulował Putiwcewa ( wczoraj zgredzik padał od podmuchu wiatru jaki wywarzał biegnący Legionista), w 43' Nsame nie faulował Putiwcewa, w 46' Nsame nie faulował Zapolnika, w 51' kun nie faulował Boboca, w 55 ' Adamski nie faulował Kasperkiewicza , w 55 Pankov nie faulował Zapolnika, w 56 ' Hilbrycht powinien zostać ukarany żółtą kartką za próbę wymuszenia rzutu karnego po starciu z Chodyną ( zawodnik BBT upadł trzymając się za twarz , mimo,że Chodyna wyrywając się od trzymania lekko dotknął łokciem jego piersi), w 73' Putiwcew ni faulował Rajovicza.
W 47' piłkarze BBT domagali się rzutu karnego za rzekome zagranie piłki ręką przez Piątkowskiego co unieważnił VAR , gdyż dokładnie było widać ,że zawodnik Legii odbił piłkę piersią.
Te nietrafne decyzje wynikały chyba z tego ,że arbiter nie tylko miał problem ze wzrokiem ,ale też biegał za daleko od zdarzeń , a decyzje podejmował na podstawie tego ,który zawodnik się przewracał i trzymał się a to za nogę a to za głowę.
Na szczęście dla Legii
Oczywiście pojedyncze błędy poznawcze można wybaczyć, ale wczoraj tego było za dużo ,aby występ Arysa można było zaliczyć do udanych. Na plus można mu zapisać,że rażących błędów nie popełnił.ale też i takich okazji sytuacyjnych nie miał.
We wczorajszym spotkaniu nieobeznany z sytuacją w tabeli widz byłby przekonany,że spadkowicz to ten zespół w pomarańczowych strojach.
W Legii niezbędna jest porządna rewolucja , bowiem z tej mąki chleba się nie upiecze.
nie nie nie - dalkub nie broni tego dzidostwa, dalkub się mu nie dziwi i stara się je zrozumieć. Granie z nożemy na szyi z kolejnym trenerem w ciągu sezonu, bez marginesu błędu powoduje taki a nie inny styl, ok brak stylu. Wciskamy bramkę i się bronimy, to jest prostsze, skuteczniejsze przy doświadczonych zawodnikach itd.
Nie podoba mi się, nie chcę, nie da sie patrzeć, ale rozumiem i niczego innego się nie spodziewałem
Jest świeżutka opinia ekperta. Otóż Paweł Mogielnicki z 90minut.pl mówi, że “Legia ma aktualnie około 183 razy większe szanse na udział w pucharach w przyszłym sezonie niż na spadek. Puchary - 0,549%, Spadek - 0,003%”.