Logo
Nauka psychologii powiada,że im człowiek starszy tym bardziej następuje w nim stabilizacja osobowości i charakteru i niejako sztywnieje jego konstrukcja psychiczna ,a ten proces dochodzi do swego apogeum w okolicach 45 roku życia. Patrząc na trenera Marka Papszuna ( lat 52) jak zachowuje się w Legii i jak to był czynił w Rakowie aż rzuca się w oczy zasadnicza różnica, jak by to był nie ten sam osobnik, bowiem w Rakowie był sztywny, zasadniczy ,żeby nie rzec kostyczny , mówił mało i na ogół dyrektywnie ,a w Legii jest wręcz wylewny, radosny. Można się domyślać,że spełnił swe marzenia , bycia trenerem swego umiłowanego klubu , a nie bez kozery jest fakt ,że Papszun silnie emocjonalnie związany z rodziną przeżywał swe z nią rozstanie , podczas kiedy pracując w Warszawie jest z żoną i córką na co dzień. Nie będę sztucznie szczerzył zęby pytając : czy Papszun w Rakowie żegnał jakiegokolwiek zawodnika odchodzącego w tak wielkopąńskim stylu jak wczoraj Tobiasza, Pankova, Elitima , Kuna i Krasniqui ? - bo nie żegnał. Osobiście zawsze byłem wrogiem, z przyczyn zasadniczych, prostackiego chamstwa wielu trenerów, którzy zawodnikom nie chcącym przedłużyć umów ubliżali i zsyłali ich do rezerw. Nikt nie jest bowiem ani niewolnikiem ,ani chłopem pańszczyźnianym przywiązanym do ziemi, każdy ma prawo wyboru swego miejsca zarabiania pieniędzy. Zdecydowanie wolę tych którzy są zawodowcami i tak traktują bycie zawodnikiem , od tych , którzy głośno krzyczą o miłości do klubu ,a grają tak słabo jak by grali dla przeciwnika. Wczoraj Papszun dał zawodnikom,którzy wnieśli swój wkład w utrzymanie szansę na godne pożegnanie się z klubem i z kibicami. I trzeba przyznać,że obie strony nie zawiodły. W moim przekonaniu prezes Mioduski powinien pożegnać, dodam,że bez aplauzu, Dyrektora Sportowego Michała Źewłakowa i doradcę zarządu Frediego Bobicza, którzy przyłożyli . nie cegiełkę ,ale cegłę całą do doprowadzenia Legii na skraj spadku. Zburzyli hierarchię z zespole , doprowadzili do tego ,że nowi zawodnicy zarabiali znacznie więcej od tych którzy byli podporą drużyny i co najgorsze zatrudnili trenera , którego filozofia futbolu i wiedza o nim skończyła się 15 lat temu. Zatrudnienie Iordanescu dało dowód na to ,że obaj nie mają pojęcia o współczesnej piłce,że więcej z nich bezczelności , niż znajomości.Toż to po rozmowie , o ile taką odbyli, z kandydatem na trenera można było zauważyć ,że on zatrzymał się w rozumieniu piłki na czasach sprzed kompleksowego opracowania naukowców z trzech niemieckich uniwersytetów, które jest przyjęte jako powszechny model szkoleniowy i taktyczny. Tym samym prowadzenie zespołu przez Rumuna wbrew zasadom musiało skończyć się katastrofą,a Astiz jest za słaby warsztatowo,aby potrafił ten trend spadkowy odmienić. Wydaje się ,że każdy trener, który ma kierunkowe wykształcenie , obowiązkowe kursy oraz nabyte wieloma latami praktyki posiada swe fundamentalne zasady jakimi się kieruje przy prowadzeniu drużyny . Takim trenerem w Rakowie był Papszun ( o czym wielokrotnie pisałem) . I ten sam , a może odmieniec ? Smile, który w Rakowie odpędzał się od młodych jak od natrętnych much oraz futbol otwarty traktował wręcz jak egzystencjalne zagrożenie po przejęciu zespołu Legii powiada,że będzie wstawiał do składu każdego młodego zawodnika , który nie będzie słabym ogniwem , a wczoraj po meczu , w którym Legia po raz pierwszy od dłuższego czasu zagrała otwarty futbol był rzekł,że będzie dążył do tego ,aby Legia grała tak stale , aby dominowała , aby przestrzeń boiskowa była pod jej kontrolą.Jednocześnie Papszun uświadomił wszystkim,że celem gry , a w przypadku Legii wymaganym , jest wygrywanie meczów i osiąganie wymiernych sukcesów, a nie promowanie młodzieży . Więc młody musi być nie gorszy od tego, którego ma zastąpić w grze,a dobrze by było ,aby był lepszym . Lecz dodał ,że wśród młodzieży Legii jest kilku zawodników z potencjałem na grę w I zespole i np. siebie obwiniał ,że nie zdołał doprowadzić do wysokiej formy młodego , wielce utalentowanego Kacpra Urbańskiego ( 21 lat). Niemniej wczoraj , w ważnym meczu o zwycięstwo wystawił w I składzie dwóch młodzieńców : Leszczyńskiego ( 19 lat) i Żewłakowa ( 19 lat). Obserwując na przestrzeni wielu lat futbol ,a także czytając literaturę przedmiotu to wszyscy piszący twierdzą,że od początku istnienia futbolu dominował styl ofensywny polegający na zdobywaniu bramek. Pierwszego wyłomu dokonał trener reprezentacji Austrii Walter Nausch wprowadzając w obronie zawodnika grającego blisko bramkarza tzw. "rygla" ,ale tym,który odmienił trend był trener reprezentacji RFN Sepp Herberger , który grając defensywnie pokonał fenomenalny zespół Węgier kierowany przez Gusztawa Sebesa. Po tej porażce atakujących Węgrów coraz więcej trenerów uznało ,że należy kroczyć drogą zwycięzców,a nie pokonanych. Moim zdaniem tym, który starał się przywrócić prymat gry ofensywnej nad defensywną był Kazimierz Górski , którego reprezentacja tak grając zdobyła 3 miejsce na MŚ w 1974 roku .Lecz większość prac napisanych na Zachodzie rolę przywrócenia do łask futbolu ofensywnego przypisuje Cesarowi Luisowi Menottiemu , trenerowi reprezentacji Argentyny z którą zdobył Tytuł Mistrzowski w 1978roku. Wedle dzisiejszego nazewnictwa Menotti był typowym showmanem, rozczochrany , rozchełstany , stale z papierosem, imponował intelektualnym stylem bycia i ortodoksyjnym podejściem do futbolu..Wyznawał prostą filozofię : piłka polega na tym ,aby strzelić o jednego , dwa,albo trzy gole więcej niż przeciwnik. Nie interesowało go objęcie prowadzenia i obrona wyniku. U nas zwolennikiem takiego traktowania gry był trener Lechii Carver. To Menotti wprowadził rozróżnienie na futbol "lewicowy" i "prawicowy" i tym drugim tak mówił :" Jest zły,tchórzliwy, dyktowany obsesja na punkcie wyników. Prawicowy futbol sugeruje ,że życie to walka. Wymaga ofiar. Musimy być twardzi jak stal i wygrać za każdą cenę.Ci, którzy mają władzę żądają od zawodników podporządkowania i funkcjonowania według rozkazów, tworząc w ten sposób półgłówków, pożytecznych idiotów charakterystycznego dla tego systemu ". W moim przekonaniu mądrzejszym od niego w tamtym okresie, inteligentniejszym i znacznie lepszym taktykiem był Jacek Gmoch. Nasza reprezentacja przegrała w grupie z Argentyną , zajmując 5-6 miejsce, gdyż kilku chciwych graczy z Tomaszewskim na czele przez cała noc , zamiast wypoczywać, włączyło drużynę i domagało się , aby cała pula dolarów jakie Centrala dostała z koncernu "Coca-cola" trafiło do puli nagród. Pewno większość kibiców przyklaskuje tej wizji ,że trzeba stawiać na atak. Dzięki temu napastnicy , strzelcy goli są chwaleni, wysoko cenieni , podczas gdy obrońcy zaniedbywani i zapominani. Ten spór między tym co ważniejsze liczba strzelonych czy liczba straconych bramek trwa od wielu lat. Analitycy starają się znaleźć jakieś kryterium w miarę obiektywne ,a nie tylko nasze "podoba mi się, nie podoba mi się". Zbadali on na przestrzeni 20 lat w czołowych ligach czy największa ilość strzelonych goli gwarantuje Tytuł i okazało się ,że owszem ,ale tylko w 51 %. Z kolei zbadano czy może najmniejsza ilość straconych bramek jest tym panaceum i też, bo owszem ,ale to dawało Tytuł,ale tylko w 46%. Lecz jak widać zdobycie większej liczby bramek jest nieco bardziej opłacalne. Przy czym w bilansie jednocześnie najwięcej zdobytych bramek i najmniej straconych uczestniczyło tylko 16% drużyn. Jak by nie patrzeć na polu tych statystyk spór jest nierozstrzygalny. Także bardziej skomplikowane wyliczenia oparte na analizie regresji czyli w jaki sposób ilość zdobytych i straconych bramek wiąże się z liczbą wygranych spotkań nie przyniosło rozstrzygnięcia ( szczegółowe wyliczenia pomijam). Nie zmienia to faktu,że jako kibice najbardziej pamiętamy rajdy, dryblingi, cudowne podania , fantastyczne strzały . Naukowcy to przecenianie ataku i zdobytych bramek upatrują np. w naszej psychice, która twierdzi ,że ludzie zaspakajają swoje podstawowe potrzeby biologiczne i psychiczne poprzez dążenie do przyjemności i unikania bólu. Tym samym kiedy nasz zespół strzeli rywalom gola odczuwamy natychmiast przyjemność, co u wrogów ma skutek odwrotny. Tak naprawdę wszystkie pozytywne emocje futbolu wiążą się z atakiem. Podobnie psychologia twierdzi,że znacznie lepiej zapamiętujemy zdarzenia pozytywne co uczenie nazywa się " tendencyjnością decyzji" oraz " rozumowaniem umotywowanym". Jesteśmy zaprogramowani na błędne interpretowanie danych niepasujących do poglądów jakie wyznajemy.Oceniając obiektywne dowody i informacje , odruchowo szukamy tych potwierdzających nasze opinie. Czyli widzimy to czego oczekujemy i to chcemy zobaczyć. Dwaj badacze amerykańscy Albert Hastroff i Hadley Cantril po jednym z brutalnych meczów futbolu amerykańskiego rozpytali kibiców jednej i drugiej drużyny, kto był winien brutalnej gry, czy mecz był rozegrany uczciwie i kto popełnił więcej fauli uzyskali odpowiedzi ,że bardziej brutalna, nieuczciwa i popełniła więcej fauli drużyna przeciwna od tej, której kibicowali. Nawet kiedy odtworzono mecz nie zmienili zdania nie zdając sobie sprawy z tego ,że ich postrzeganie jest zafałszowane. Inaczej też oceniamy tych graczy , których lubimy ,a gorzej tych nielubianych. Oczywiście nie wolno sprowadzać piłki nożnej do strumienia danych ,ale też musimy zdawać sobie sprawę z naszych niedoskonałości poznawczych wskutek czego nie tylko niedoceniamy obrony ,ale wręcz oceniamy ją fałszywie. Lekceważymy przyczyny "nieobecne" a przeceniamy widzialne . Wpływa to na postrzeganie futbolu . Nie tylko bardziej cenimy gole jakie nasz zespół zdobył , od tych jakich nie stracił, lecz także wyżej oceniamy np. odebranie piłki niż jej przechwyt dzięki dobremu ustawieniu. Czyli nadal oko mędrca jest w piłce szalenie ważne , w tym w kupowaniu graczy do klubu , bowiem same parametry gracza nie świadczą o jego klasie ani przydatności. Ten sposób myślenia najlepiej ujął wybitny piłkarz Paolo Maldini mówiąc : "Najlepszy jest ten pies stróżujący , który nie szczeka". Takie myślenie jest trudne jako alternatywne, gdyż mamy tendencję do myślenia o tym co się wydarzyło ,a nie o tym co się mogła wydarzyć . Wiemy ,że stracone i zdobyte bramki mają podobne znaczenie , choć dla uniknięcia porażki ważniejsze jest tracenie ich mniej. Aby jeszcze głębiej pogrzebać w danych naukowcy wiedząc,że zachowanie czystego konta przez oba zespoły daje im po punkcie stwierdzili ,że brak straconej bramki w analizowanych sezonach i ligach dawało ok.2,5 punkta na mecz, podczas gdy zdobycie jednej bramki daje ok.1 punkta, a stracenie jednej bramki .daje średnio 1,5 punkta. Obliczono,że aby drużyna zdobyła średnio 2,5 punkta niejako gwarantowane przez "czyste konto" zespół musi zdobyć co najmniej 2 bramki. Ujmując to w kategoriach liczbowych 0y(stracone gole) jest większe od 1x( gole zdobyte) . Czyli bramki, które nie padły są cenniejsze od tych, które padły. Debata o tym jak najlepiej grać w piłkę koncentrowała się na ataku ,a nie na obronie mimo jej bezpłodności. Na treść tej debaty nakłada się jednostronność danych i programów komputerowych , które zbierają dane mierzalne związane z atakiem jak podania , asysty, dośrodkowania , strzały, groźne akcje, podczas kiedy działania defensywne nawet takie jak odbiory, wybicia, wygrane pojedynki traktowane są jako jednorazowe czynności prewencyjne, a nie te przesądzające. Czyste konto się docenia ,ale bramki celebruje. Napastnicy są uwielbiani, obrońcy szanowani. Można zgryźliwie zauważyć,że piłkę cechuje rozdwojenie celów : chodzi w nim nie tylko o to , by wygrać.ale i o to aby nie przegrać , choć większość udaje ,że jest inaczej. Drużyny które strzelą więcej bramek zawsze wygrywają,ale to samo dotyczy drużyn, które tych bramek tracą mniej.Innymi słowy, atak zespołu jest tyle wart ile pozwala mu obrona,a obrona tyle warta na ile jej pozwala atak.Atakowanie bez silnej obrony jak to czyniła np. Lechia to patent na samobójstwo futbolowe. Przyznam z pewnym schizofrenicznym rozdwojeniem jaźni ,że serce me krwawiło jak GKS zrobił punkt z Pogonią ,a na stadionie przy Ł3 słychać było niesłyszalny dla niewtajemniczonych uszu okrzyk rozpaczy, zamiast ryku radości ,ale rozum mi dyktował ,że dobrze się stało ,ale wyłącznie dla Legii. Gdyż obiektywnie GKS i Górnik dostarczą punkty rankingowe, ale rywalom . Legia musi wreszcie stanąć w biegu ku katastrofie . My nie mamy drużyny i sztab wraz z rozważnym skautingiem musi zespół zbudować. Metoda doraźnego łatania dziur przyniosła opłakane efekty i taki Lech uciekł nam za daleko . Jego metoda kupowania wartościowych zawodników , nie żałowania kosztów na kręgosłup oraz wciąganie do I zespołu utalentowanej młodzieży przyniósł efekt. Legia tez tak te 6 lat temu miała,ale wszystko rozhulała i trzeba zaczynać z niskiego pułapu. Oczywiście nie jest moim zamiarem kwestionowanie wyników ligi i kształtu tabeli, ale zauważmy ,że w czubie są drużyny , w których w ostatnich latach dobrano trenera pierwszej drużyny i go nie zmieniano oraz nikt co runda nie dokonywał rewolucji w składach. Taki Rafał Górak jest w GKS od 6 lat i mając najniższy budżet w ESie ( 26 mln zł) sięga po tanich graczy ,ale takich , którzy trafiali do silnych zespołów, w których się nie przebili ,a w GKS dostali szansę na odbudowę ,że wymienimy : Kudłę niechcianego w Górniku , Czerwińskiego niechcianego w Lechu, Paluszku niechcianym w Śląsku,Wasielewskim niechcianym w BBT, Jirce niechcianym w Piaście , Łukowskim niechcianym w Widzewie, Nowaku niechcianym w Rakowie, Rejczyku niechcianym w Śląsku, Wdowiaku niechcianym Zagłębiu, Szkurinie niechcianym w Legii. Lech chwaląc GKS za konsekwencję i trafny wybór drogi to klasa zawodników jak na potrzeby Europy jest za niska. Podobnie moim zdaniem jest w Górniku . Także zmiana trenerów źle wpływa na grę Rakowa,a zastój transferowy ogranicza postęp w grze Jagiellonii. Tym bardziej widzimy na tym tle jak fatalnie wypadła Legia , która kompromitowała się na każdym odcinku i na każdym kroku rażąc bezmyślnością i nieporadnością. Legia wytwarzała chaos, w którym pogubiła wreszcie racjonalne wartości i najwyższa pora ,aby rozum ,a nie myślenie tylną częścią ciała stał się wartością nadrzędną. Trener Papszun kurtuazyjnie wypowiadał się,aby Legia zajęła 5 miejsce na koniec sezonu,ale czynił to z pewną nieśmiałością, bardziej podkreślając ,że stawką ostatniego meczu sezonu nie jest o utrzymanie, ale o granie w LK. Wystawił skład taki sam jak w ostatnim wygranym meczu co stało się jego znaczkiem rozpoznawczym. Więc jak zespoły przed nami w tabeli także stawia na stabilizację Smile. Widać było ,że wiedząc iż gra w LK bardziej zależy od wyniku GKS i Zagłębia trener nie tylko nie nałożył presji na zespół ,ale pozwolił kilku graczom ( Elitim. Piątkowski, Vinagre, Żewłakow, Adamski, Kapustka ) na dość znaczny margines swobody. W ten sposób Legia nie tracąc walorów wynikających w dyscypliny taktycznej formacji obronnej mogła po raz pierwszy w sezonie zagrać futbol otwarty. Ta odmiana sprawiła,że mecz był żywy i zwłaszcza w I połowie widowiskowy,a nadto tym nastawieniem Legia kompletnie zaskoczyła Motor, który przyjechał grać z zupełnie inną Legią, taka jak w innych meczach wiosennych. Po raz pierwszy pochwalę Mioduskiego ,że tym razem wbrew doradcom postawił na swoim i sprowadził do Legii najsprawniejszego trenera w naszej Ekstraklasie . Przygotowując się do komentarza meczu Legii z Motorem jak zwykle obejrzałem ich ostatnie postkanie pod kątem analitycznym oraz sporo poczytałem w necie , w tym o trenerze Mateuszu Stolarskim , a którym pisze się albo miodem ,albo małmazją.Otóż ja tych zachwytów nie podzielam, nie dlatego,że dostał w kuper 0:4. Motor w naszej lidze wyróżnia się nadzwyczajnością stabilnością składu. Natomiast niezmienny system 4-3-3 wprowadził do Motoru Feio,on też dobrał w większości wykonawców i opracował organizację gry. Oczywistą zasługą Stolarskiego jest ,że niczego nie polepszył czyli niczego nie spieprzył. Nie wiem czy właściciel pan Jakubas z chytrości , albo braku środków nie kupuje nowych zawodników, ale też nikogo nie sprzedaje . W każdym razie to jego postępowanie wymusza na trenerze powtarzalność i stabilność. Piszę o chytrości Jakubasa , gdyż on do Motoru nie dokłada,ale nawet na czysto w ostatnich 3 latach zarobił skromne 10 mln zł. Mecz z Legią nie był papierkiem lakmusowym, pokazał jedynie różnicę poziomów i nie może rzutować na oceną całego sezonu. Sędzia Jarosław Przybył swoim myśliwskim zwyczajem od początku meczu polował na tego komu by przypałować, jak nie przymierzając moja kotka na owady . Pewnikiem oczami wyobraźni widział jakiegoś brutala , którego dla przykładu wypadałoby usadzić. Akceptowalnośc poziomu agresji wobec jawnego pragmatyzmu miała znaczenie,ale minimalne. I ten wyścig, kogo ręka sprawiedliwości Przybyła jako pierwszego pokaże wygrał, a jakże Augustyniak.Widzieliśmy z jaką radością Przybył oznajmiał udany koniec polowania , prawie jak sędzia ringowy po nokaucie podnoszący rękę nokautującego, tak on wziął kartkę koloru żółtego, podniósł ją do góry, sprawce przywołał , pomachał mu przed nosem i zanim schował to wszystkim okazał jak to agresji tolerował nie będzie. My, którzy nie jeden mecz żeśmy obejrzeli wiemy ,że kartka dla Augustynika nie była efektem nierozważności ,ale myśliwskiej taktyki prowadzenia meczu .Nie wiemy i wiedzieć nie będziemy czy i bez tego dziwowiska zawodnicy by się tak samo obchodzili z widoczną czułością i szacunkiem ,ale faktem jest wczoraj z prowadzeniem spotkania poradził sobie wyśmienicie. Pierwszym polskim sędzią , który tak konie wodził był Alojzy Jarguz chwalący się tą metodą perwencyjnego zapobiegania wypadkom : jak najszybciej ukaraj, dopiero potem myśl za co . Lecz nie ta metoda zapewniła Jarguzowi wytypowanie na sędziego międzynarodowego i zaszczyt prowadzenia jako pierwszy polski sędzia główny mecz Peru - Iran na MŚ w Argentynie , tam gdzie doszło do spotkania Menottiego z niedysponowanym zespołowo Gmochem. Tę drogę prowadzącą na szczyt ( jak sam mówił po skończeniu kariery w wywiadzie dla "Sportowca' ) wybrukował wędzonymi mazurskimi węgorzami , których to smak i ilość znaczą doceniali tak samo działacze PZPN, UEFA jak i FIFA. Co za dużo to niezdrowo. Tak jak Lasica cieszy mnie ,że Legię ujrzę w następnym sezonie w Ekstraklasie , ale gdyby jeszcze zagrała w LK to mógłbym zapaść na niestrawność Smile.
This is a comment on "Legia - Motor 4-0: Bez happy endu"
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.