A+ A A-

Legia - Motor 4-0: Bez happy endu

Sezon 2025/26 dobiegł końca. W ostatnim ligowym meczu nasza drużyna rozbiła Motor Lublin po dwóch bramkach Nsame oraz trafieniach Chodyny i Elitima. Legia była blisko awansu do eliminacji Ligi Konferencji, ale ostatecznie przegrała wyścig o piąte miejsce z GKS-em Katowice, który w meczu z Pogonią Szczecin w doliczonym czasie gry zdobył bramkę, dzięki której wyprzedził Legię o jeden punkt.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Leszczyński – Chodyna, Kapustka, Elitim, Vinagre – Żewłakow, Nsame, Adamski. Goście rozpoczęli w składzie: Tratnik - Santos, Bartoš, Najemski, Luberecki - Karasek, Samper, Wolski - Ndiaye, Czubak, Ronaldo.

Nasza drużyna niezbyt dobrze weszła w mecz. W 3. minucie Hindrich wybił piłkę po mocnym strzale Ronaldo. Nasz bramkarz musiał interweniować również po rzutach rożnych, które jeden po drugim wykonywał Wolski. W 7. minucie żółtą kartkę za faul na Ronaldo ujrzał Augustyniak. Legia zaatakowała w 10. minucie, kiedy sfaulowany na prawym skrzydle został Żewłakow. Vinagre dośrodkował z rzutu wolnego, ale Tratnik zachował czujność. W 15. minucie Ndiaye ograł Leszczyńskiego na skrzydle i zrobiło się groźnie w polu karnym Legii. Ostatecznie Hindrich odbił piłkę po strzale Sampera. W 21. minucie Ndiaye znów ograł Leszczyńskiego i Augustyniaka, który obawiał się faulu, który wykluczyłby go z dalszego udziału w meczu. Sytuację uratował Piątkowski. W 22. minucie Piątkowski wbiegł w pole karne Motoru, ale nie zdołał podać piłki do żadnego z kolegów. W 32. minucie Augustyniak najpierw wrzucił w pole karne piłkę z autu, a za chwilę dośrodkował z prawej nogi. Piątkowski oddał strzał głową, Nsame dobił piłkę z bliska i Legia prowadziła 1:0. W 35. minucie Ndiaye otrzymał podanie od Sampera, uderzył z woleja, ale chybił. W 39. minucie efektowną indywidualną akcją popisał się Chodyna, który wbiegł w pole karne i mocnym strzałem z prawej nogi nie dał szans Tratnikowi. Legia prowadziła 2:0. W 44. minucie kolejną szybką akcję Legii strzałem zakończył Kapustka, jednak bramkarz gości dobrze interweniował. W 45. minucie Hindrich odbił piłkę po strzale Wolskiego.

Do przerwy Legia prowadziła 2:0. Mecz był otwarty. Goście grali z otwartą przyłbicą, stwarzali sytuacje, ale to Legia strzelała bramki.

Na drugą połowę nie wyszedł Leszczyński, którego zastąpił Pankov. W 47. minucie Wolski uderzył celnie z rzutu wolnego. Hindrich dobrze interweniował. W 49. minucie nasza drużyna podwyższyła prowadzenie. Ładną akcję Legii celnym strzałem sfinalizował Elitim. W 52. minucie Żewłakow uderzył zza pola karnego, ale Tratnik nie popełnił błędu. W 53. minucie Vinagre miał mnóstwo miejsca w polu karnym gości, zdecydował się na indywidualne wykończenie, jednak spudłował. W 55. minucie na bramkę gości ruszył Adamski. Jeden z obrońców gości wybił piłkę, wystawiając ją jednocześnie Nsame. Nasz napastnik dopełnił formalności. Było już 4:0. W 69. minucie goście byli blisko zdobycia bramki, ale zmiennik van Hoeven nie zdołał dosięgnąć piłki. W 70. minucie Rajović i Kováčik zastąpili Nsame i Żewłakowa. W 73. minucie centymetrów zabrakło Czubakowi do trafienia w piłkę przed bramką Legii. W 77. minucie na boisku pojawił się Jędrzejczyk, który zmienił Vinagre’a. W 85. minucie na boisku pojawił się Tobiasz, który tym samym otrzymał okazję do pożegnania się z kibicami. W 86. minucie Czubak umieścił piłkę w bramce Legii, ale znajdował się na wyraźnym spalonym. Końcówka meczu przebiegała w ciszy z powodu tragicznego zdarzenia, do którego doszło w sektorze kibiców gości.

To był całkowicie nieudany sezon w wykonaniu Legii, w którym długo drżeliśmy o to, czy najlepiej opłacana drużyna w Polsce zdoła obronić się przed spadkiem. Oczywiście, okoliczności ostatniej kolejki okazały się takie, że trudno nie żałować, że Legii nie udała się pogoń za miejscem gwarantującym udział w eliminacjach do europejskich pucharów, byłaby to jednak całkowicie niezasłużona nagroda ze sezon, w którym Legia pobiła niechlubny rekord ligowych meczów bez zwycięstwa, w którym dokonała fatalnych wyborów trenerskich i transferowych, w którym wielokrotnie demonstrowała kompromitującą jakość gry. W kwestii europejskich pucharów ręcznik rzucono jesienią zeszłego roku. Widmo spadku było realne i utrzymywało się przez wiele tygodni. Nie może tego przesłonić udana końcówka sezonu i awans o kilka miejsc w tabeli Ekstraklasy.

Teraz czas na pożegnanie z kilkoma piłkarzami, na przebudowę zespołu pod wodzą Marka Papszuna i na pełne skupienie na lidze od pierwszych kolejek sezonu 2026/27.

Dyskusja (6)
1sobota, 23, maj 2026 20:31
Senator
Gdyby ktoś jeszcze pięć , sześć kolejek temu pisał , że walkę o puchary przegramy w tak kuriozalnych okolicznościach nie uwierzyłbym i dalej drżał i bał się spadku. Dobrze prawi sir Gawin recznik w walce o puchary zarząd rzucił jesienią więc nie powinno być nam smutno , a jednak trochę szkoda choć oczywiście uczciwie patrząc nie zasłużyliśmy. Dobrze pisze CorazStarszy „na aucie „ dziwna liga i tylko GKS w miarę równo punktował
2sobota, 23, maj 2026 21:56
Lasica
Dla mnie z happy endem. Utrzymaliśmy się. Więcej nie wymagam. Oby to był ostatni taki zły sezon.
3niedziela, 24, maj 2026 01:23
corazstarszy
Wspomnieniowo będzie. Bramka na 4-0 wizualnie podobna do bramki Arvydasa Novikovasa z jesieni 2019 z meczu Legia - Lech 2-1. Wklejam potrzebny fragment z yt https://youtu.be/_BtaC0jmykc?t=164. Wówczas, Jarosław Niezgoda w roli Rafała Adamskiego, Lubomir Satka w roli Marka Bartosa. Kto by to wówczas pomyślał, że będzie to dotąd nasze przedostatnie zwycięstwo w Warszawie z tym przeciwnikiem?
Wczoraj, w tej akcji fantastyczne było to, jak Adamski minął rywala przy linii środkowej. Taki lekki pyk, ale z idealnym timingiem i ułożeniem ciała. Bardzo mnie cieszy, że on wykazuje talenty nie tylko wykończeniowe i asystenckie, ale jest w stanie w różnych miejscach boiska, w różnych fazach akcji coś tak fajnego zrobić. I pomyśleć, że nie zaistniał wcześniej w ekstraklasie.
Piękna akcja na 3-0. Czyli obecna Legia, jeśli nie jest pod presją wyniku, potrafi fajnie zagrać. Po golu Nsame w Gdańsku to już druga bramka po bardzo składnej akcji.
W 2022, gdy uniknęliśmy spadku, w następnym sezonie nie było pucharów. Przyszedł Runjaić, uzyskał 2. miejsce w lidze i PP. Teraz aż na tyle nie liczę, ale jeden element wspólny dostrzegam - możliwość systematycznej pracy. Trenera mamy odpowiedniego do takich zadań. A reszta to w tej chwili obszar domysłów.
Mam pewną zagwozdkę z Chodyną. Uważam, że pod wodzą Papszuna ten zawodnik odżył na tyle, że rokuje. Jesienią była taka sytuacja w Gliwicach, że go Żewłakow wypuścił sam na sam z Plachem na rajd prawie od połowy boiska. Gdy się ogląda tę sytuację, łatwo sobie wyobrazić, co mu się działo w głowie po drodze: ‘I co ja teraz zrobię, niech się ta akcja już skończy’. A jak się spojrzy na jego grę teraz, to ta bojaźń zniknęła. Więc jeśli się poprawi w bronieniu, to może jeszcze będziemy z niego zadowoleni. Może to wystawienie na listę transferową (jeśli to prawda) dodatkowo go zmobilizuje. Jego bramka wczoraj wynikła ze słabego bronienia przez przyjezdnych. Ale fajne było to, że w ogóle się odważył spróbować. Jesienny Chodyna na pewno by się nie odważył.
4niedziela, 24, maj 2026 11:00
Baron
Mam podobnie jak kolega Lasica - utrzymaliśmy się po jednym z najgorszych sezonów w historii, i to jest największy sukces. Brzmi to dla mnie bardzo abstrakcyjnie, że taki klub jak Legia w ostatnich latach dwa razy bił się o utrzymanie. Niestety ale Dariusz Mioduski nie uczy się i nie wyciąga wniosków, popełnia cały czas błędy i podejmuje niezrozumiałe decyzje. Z nim nie widzę perspektyw na lepsze jutro. A że Ekstraklasa jest jedną z najdziwniejszych lig w Europie, to sekundy dzieliły nas od pucharów europejskich oraz od większej kasy z PZPN. "Zabawa" z Iordanescu i Astizem plus inne perturbacje spowodowały, że wszelkie szanse na lepszy wynik sportowy zostały pogrzebane w zeszłej rundzie.
Osobne słowa pochwały należą sie trenerowi Papszunowi, który ogarnął ten pierdzielnik jaki sprokurował Mioduski&Sp. Owszem było w tym wszystkim trochę przypadku i szczęścia, ale jak wiemy szczęściu trzeba pomóc i on to zrobił. W zasadzie jedyne światełko w tunelu jakie widzę, to jest właśnie osoba trenera Papszuna wraz z jego sztabem szkoleniowym, tyle tylko że obawiam się, iż nie dostanie odpowiedniego wsparcia od decydentów klubowych.
5niedziela, 24, maj 2026 11:43
dalkub
Jeszcze po końcowym gwizdku Przybyła miałem wrażenie, że Mioduski ma 100 razy wiecej szczęścia niż rozumu i że znowu mu się udało. Ale jak mawiał Andrzej Strejlau że suma farta w sezonie na koniec wychodzi na zero, to stało się inaczej - nie cieszę się, ale uważam że z perspektywy sezony w gabinetach zasłużyliśmy na spadek, choć jestem w 100% pewien że obecna, beznadziejna kadra Legii jest znacznie lepsza od kady GKS, Górnika czy Jagiellonii. Ta kadra odpowiednio zarządzana może punktować jak widać, czyli top 3.
Teraz o meczu - Legia strzeliła 4 bramki i 4 z przypadku, pierwsza po zamieszaniu, druga po podwójnej przebitce, która wydarza się 3 razy na 10 lat, 3 kompletnie spieprzona akcja przez Żewłaka, bo Kapustka chciał go udusić za brak zagrania za plecy, 4 gol to spieprzona akcja Adamskiego przypadkowo odbita piłka trafia do Nsame.
Przeciwnik słabiutki, Legia utrzymana, prowadząca zaczyna grać w piłkę i widać że może to robić i to cieszy
Dlaczego nie grali młodzi - no więc miałęm super okazję popatrzeć z trybuny zachodniej "popisy" Leszczyńskiego w pierwszej połowie i dwa wielbłądy czyli lecimy na raz, jak wszedł Pankow widać było różnicę natychmiast, Kovacik , też biegał koło mnie - na razie nie załapie sie w solidnej drużynie z 1 ligi, słabiutko. Żewłakow lepiej niż w Gdańsku i to moim zdaniem na ta chwilę jedyny młody do kadry na kolejny sezon, reszta do wypożyczenia, Pogoń Grodzisk wita i o zdrowie pyta.
6niedziela, 24, maj 2026 17:58
Zbyszek
Nauka psychologii powiada,że im człowiek starszy tym bardziej następuje w nim stabilizacja osobowości i charakteru i niejako sztywnieje jego konstrukcja psychiczna ,a ten proces dochodzi do swego apogeum w okolicach 45 roku życia.
Patrząc na trenera Marka Papszuna ( lat 52) jak zachowuje się w Legii i jak to był czynił w Rakowie aż rzuca się w oczy zasadnicza różnica, jak by to był nie ten sam osobnik, bowiem w Rakowie był sztywny, zasadniczy ,żeby nie rzec kostyczny , mówił mało i na ogół dyrektywnie ,a w Legii jest wręcz wylewny, radosny. Można się domyślać,że spełnił swe marzenia , bycia trenerem swego umiłowanego klubu , a nie bez kozery jest fakt ,że Papszun silnie emocjonalnie związany z rodziną przeżywał swe z nią rozstanie , podczas kiedy pracując w Warszawie jest z żoną i córką na co dzień.
Nie będę sztucznie szczerzył zęby pytając : czy Papszun w Rakowie żegnał jakiegokolwiek zawodnika odchodzącego w tak wielkopąńskim stylu jak wczoraj Tobiasza, Pankova, Elitima , Kuna i Krasniqui ? - bo nie żegnał. Osobiście zawsze byłem wrogiem, z przyczyn zasadniczych, prostackiego chamstwa wielu trenerów, którzy zawodnikom nie chcącym przedłużyć umów ubliżali i zsyłali ich do rezerw. Nikt nie jest bowiem ani niewolnikiem ,ani chłopem pańszczyźnianym przywiązanym do ziemi, każdy ma prawo wyboru swego miejsca zarabiania pieniędzy. Zdecydowanie wolę tych którzy są zawodowcami i tak traktują bycie zawodnikiem , od tych , którzy głośno krzyczą o miłości do klubu ,a grają tak słabo jak by grali dla przeciwnika. Wczoraj Papszun dał zawodnikom,którzy wnieśli swój wkład w utrzymanie szansę na godne pożegnanie się z klubem i z kibicami. I trzeba przyznać,że obie strony nie zawiodły.
W moim przekonaniu prezes Mioduski powinien pożegnać, dodam,że bez aplauzu, Dyrektora Sportowego Michała Źewłakowa i doradcę zarządu Frediego Bobicza, którzy przyłożyli . nie cegiełkę ,ale cegłę całą do doprowadzenia Legii na skraj spadku. Zburzyli hierarchię z zespole , doprowadzili do tego ,że nowi zawodnicy zarabiali znacznie więcej od tych którzy byli podporą drużyny i co najgorsze zatrudnili trenera , którego filozofia futbolu i wiedza o nim skończyła się 15 lat temu. Zatrudnienie Iordanescu dało dowód na to ,że obaj nie mają pojęcia o współczesnej piłce,że więcej z nich bezczelności , niż znajomości.Toż to po rozmowie , o ile taką odbyli, z kandydatem na trenera można było zauważyć ,że on zatrzymał się w rozumieniu piłki na czasach sprzed kompleksowego opracowania naukowców z trzech niemieckich uniwersytetów, które jest przyjęte jako powszechny model szkoleniowy i taktyczny. Tym samym prowadzenie zespołu przez Rumuna wbrew zasadom musiało skończyć się katastrofą,a Astiz jest za słaby warsztatowo,aby potrafił ten trend spadkowy odmienić.

Wydaje się ,że każdy trener, który ma kierunkowe wykształcenie , obowiązkowe kursy oraz nabyte wieloma latami praktyki posiada swe fundamentalne zasady jakimi się kieruje przy prowadzeniu drużyny . Takim trenerem w Rakowie był Papszun ( o czym wielokrotnie pisałem) . I ten sam , a może odmieniec ? Smile, który w Rakowie odpędzał się od młodych jak od natrętnych much oraz futbol otwarty traktował wręcz jak egzystencjalne zagrożenie po przejęciu zespołu Legii powiada,że będzie wstawiał do składu każdego młodego zawodnika , który nie będzie słabym ogniwem , a wczoraj po meczu , w którym Legia po raz pierwszy od dłuższego czasu zagrała otwarty futbol był rzekł,że będzie dążył do tego ,aby Legia grała tak stale , aby dominowała , aby przestrzeń boiskowa była pod jej kontrolą.Jednocześnie Papszun uświadomił wszystkim,że celem gry , a w przypadku Legii wymaganym , jest wygrywanie meczów i osiąganie wymiernych sukcesów, a nie promowanie młodzieży . Więc młody musi być nie gorszy od tego, którego ma zastąpić w grze,a dobrze by było ,aby był lepszym . Lecz dodał ,że wśród młodzieży Legii jest kilku zawodników z potencjałem na grę w I zespole i np. siebie obwiniał ,że nie zdołał doprowadzić do wysokiej formy młodego , wielce utalentowanego Kacpra Urbańskiego ( 21 lat). Niemniej wczoraj , w ważnym meczu o zwycięstwo wystawił w I składzie dwóch młodzieńców : Leszczyńskiego ( 19 lat) i Żewłakowa ( 19 lat).

Obserwując na przestrzeni wielu lat futbol ,a także czytając literaturę przedmiotu to wszyscy piszący twierdzą,że od początku istnienia futbolu dominował styl ofensywny polegający na zdobywaniu bramek. Pierwszego wyłomu dokonał trener reprezentacji Austrii Walter Nausch wprowadzając w obronie zawodnika grającego blisko bramkarza tzw. "rygla" ,ale tym,który odmienił trend był trener reprezentacji RFN Sepp Herberger , który grając defensywnie pokonał fenomenalny zespół Węgier kierowany przez Gusztawa Sebesa. Po tej porażce atakujących Węgrów coraz więcej trenerów uznało ,że należy kroczyć drogą zwycięzców,a nie pokonanych. Moim zdaniem tym, który starał się przywrócić prymat gry ofensywnej nad defensywną był Kazimierz Górski , którego reprezentacja tak grając zdobyła 3 miejsce na MŚ w 1974 roku .Lecz większość prac napisanych na Zachodzie rolę przywrócenia do łask futbolu ofensywnego przypisuje Cesarowi Luisowi Menottiemu , trenerowi reprezentacji Argentyny z którą zdobył Tytuł Mistrzowski w 1978roku. Wedle dzisiejszego nazewnictwa Menotti był typowym showmanem, rozczochrany , rozchełstany , stale z papierosem, imponował intelektualnym stylem bycia i ortodoksyjnym podejściem do futbolu..Wyznawał prostą filozofię : piłka polega na tym ,aby strzelić o jednego , dwa,albo trzy gole więcej niż przeciwnik. Nie interesowało go objęcie prowadzenia i obrona wyniku. U nas zwolennikiem takiego traktowania gry był trener Lechii Carver.
To Menotti wprowadził rozróżnienie na futbol "lewicowy" i "prawicowy" i tym drugim tak mówił :" Jest zły,tchórzliwy, dyktowany obsesja na punkcie wyników. Prawicowy futbol sugeruje ,że życie to walka. Wymaga ofiar. Musimy być twardzi jak stal i wygrać za każdą cenę.Ci, którzy mają władzę żądają od zawodników podporządkowania i funkcjonowania według rozkazów, tworząc w ten sposób półgłówków, pożytecznych idiotów charakterystycznego dla tego systemu ".
W moim przekonaniu mądrzejszym od niego w tamtym okresie, inteligentniejszym i znacznie lepszym taktykiem był Jacek Gmoch. Nasza reprezentacja przegrała w grupie z Argentyną , zajmując 5-6 miejsce, gdyż kilku chciwych graczy z Tomaszewskim na czele przez cała noc , zamiast wypoczywać, włączyło drużynę i domagało się , aby cała pula dolarów jakie Centrala dostała z koncernu "Coca-cola" trafiło do puli nagród.
Pewno większość kibiców przyklaskuje tej wizji ,że trzeba stawiać na atak. Dzięki temu napastnicy , strzelcy goli są chwaleni, wysoko cenieni , podczas gdy obrońcy zaniedbywani i zapominani.
Ten spór między tym co ważniejsze liczba strzelonych czy liczba straconych bramek trwa od wielu lat. Analitycy starają się znaleźć jakieś kryterium w miarę obiektywne ,a nie tylko nasze "podoba mi się, nie podoba mi się". Zbadali on na przestrzeni 20 lat w czołowych ligach czy największa ilość strzelonych goli gwarantuje Tytuł i okazało się ,że owszem ,ale tylko w 51 %.
Z kolei zbadano czy może najmniejsza ilość straconych bramek jest tym panaceum i też, bo owszem ,ale to dawało Tytuł,ale tylko w 46%. Lecz jak widać zdobycie większej liczby bramek jest nieco bardziej opłacalne.
Przy czym w bilansie jednocześnie najwięcej zdobytych bramek i najmniej straconych uczestniczyło tylko 16% drużyn. Jak by nie patrzeć na polu tych statystyk spór jest nierozstrzygalny.
Także bardziej skomplikowane wyliczenia oparte na analizie regresji czyli w jaki sposób ilość zdobytych i straconych bramek wiąże się z liczbą wygranych spotkań nie przyniosło rozstrzygnięcia ( szczegółowe wyliczenia pomijam).
Nie zmienia to faktu,że jako kibice najbardziej pamiętamy rajdy, dryblingi, cudowne podania , fantastyczne strzały .
Naukowcy to przecenianie ataku i zdobytych bramek upatrują np. w naszej psychice, która twierdzi ,że ludzie zaspakajają swoje podstawowe potrzeby biologiczne i psychiczne poprzez dążenie do przyjemności i unikania bólu. Tym samym kiedy nasz zespół strzeli rywalom gola odczuwamy natychmiast przyjemność, co u wrogów ma skutek odwrotny. Tak naprawdę wszystkie pozytywne emocje futbolu wiążą się z atakiem.
Podobnie psychologia twierdzi,że znacznie lepiej zapamiętujemy zdarzenia pozytywne co uczenie nazywa się " tendencyjnością decyzji" oraz " rozumowaniem umotywowanym". Jesteśmy zaprogramowani na błędne interpretowanie danych niepasujących do poglądów jakie wyznajemy.Oceniając obiektywne dowody i informacje , odruchowo szukamy tych potwierdzających nasze opinie. Czyli widzimy to czego oczekujemy i to chcemy zobaczyć.
Dwaj badacze amerykańscy Albert Hastroff i Hadley Cantril po jednym z brutalnych meczów futbolu amerykańskiego rozpytali kibiców jednej i drugiej drużyny, kto był winien brutalnej gry, czy mecz był rozegrany uczciwie i kto popełnił więcej fauli uzyskali odpowiedzi ,że bardziej brutalna, nieuczciwa i popełniła więcej fauli drużyna przeciwna od tej, której kibicowali.
Nawet kiedy odtworzono mecz nie zmienili zdania nie zdając sobie sprawy z tego ,że ich postrzeganie jest zafałszowane. Inaczej też oceniamy tych graczy , których lubimy ,a gorzej tych nielubianych.
Oczywiście nie wolno sprowadzać piłki nożnej do strumienia danych ,ale też musimy zdawać sobie sprawę z naszych niedoskonałości poznawczych wskutek czego nie tylko niedoceniamy obrony ,ale wręcz oceniamy ją fałszywie.
Lekceważymy przyczyny "nieobecne" a przeceniamy widzialne . Wpływa to na postrzeganie futbolu . Nie tylko bardziej cenimy gole jakie nasz zespół zdobył , od tych jakich nie stracił, lecz także wyżej oceniamy np. odebranie piłki niż jej przechwyt dzięki dobremu ustawieniu.
Czyli nadal oko mędrca jest w piłce szalenie ważne , w tym w kupowaniu graczy do klubu , bowiem same parametry gracza nie świadczą o jego klasie ani przydatności.
Ten sposób myślenia najlepiej ujął wybitny piłkarz Paolo Maldini mówiąc : "Najlepszy jest ten pies stróżujący , który nie szczeka".
Takie myślenie jest trudne jako alternatywne, gdyż mamy tendencję do myślenia o tym co się wydarzyło ,a nie o tym co się mogła wydarzyć .
Wiemy ,że stracone i zdobyte bramki mają podobne znaczenie , choć dla uniknięcia porażki ważniejsze jest tracenie ich mniej.
Aby jeszcze głębiej pogrzebać w danych naukowcy wiedząc,że zachowanie czystego konta przez oba zespoły daje im po punkcie stwierdzili ,że brak straconej bramki w analizowanych sezonach i ligach dawało ok.2,5 punkta na mecz, podczas gdy zdobycie jednej bramki daje ok.1 punkta, a stracenie jednej bramki .daje średnio 1,5 punkta. Obliczono,że aby drużyna zdobyła średnio 2,5 punkta niejako gwarantowane przez "czyste konto" zespół musi zdobyć co najmniej 2 bramki. Ujmując to w kategoriach liczbowych 0y(stracone gole) jest większe od 1x( gole zdobyte) . Czyli bramki, które nie padły są cenniejsze od tych, które padły.
Debata o tym jak najlepiej grać w piłkę koncentrowała się na ataku ,a nie na obronie mimo jej bezpłodności.
Na treść tej debaty nakłada się jednostronność danych i programów komputerowych , które zbierają dane mierzalne związane z atakiem jak podania , asysty, dośrodkowania , strzały, groźne akcje, podczas kiedy działania defensywne nawet takie jak odbiory, wybicia, wygrane pojedynki traktowane są jako jednorazowe czynności prewencyjne, a nie te przesądzające.
Czyste konto się docenia ,ale bramki celebruje. Napastnicy są uwielbiani, obrońcy szanowani.
Można zgryźliwie zauważyć,że piłkę cechuje rozdwojenie celów : chodzi w nim nie tylko o to , by wygrać.ale i o to aby nie przegrać , choć większość udaje ,że jest inaczej. Drużyny które strzelą więcej bramek zawsze wygrywają,ale to samo dotyczy drużyn, które tych bramek tracą mniej.Innymi słowy, atak zespołu jest tyle wart ile pozwala mu obrona,a obrona tyle warta na ile jej pozwala atak.Atakowanie bez silnej obrony jak to czyniła np. Lechia to patent na samobójstwo futbolowe.

Przyznam z pewnym schizofrenicznym rozdwojeniem jaźni ,że serce me krwawiło jak GKS zrobił punkt z Pogonią ,a na stadionie przy Ł3 słychać było niesłyszalny dla niewtajemniczonych uszu okrzyk rozpaczy, zamiast ryku radości ,ale rozum mi dyktował ,że dobrze się stało ,ale wyłącznie dla Legii. Gdyż obiektywnie GKS i Górnik dostarczą punkty rankingowe, ale rywalom .
Legia musi wreszcie stanąć w biegu ku katastrofie . My nie mamy drużyny i sztab wraz z rozważnym skautingiem musi zespół zbudować. Metoda doraźnego łatania dziur przyniosła opłakane efekty i taki Lech uciekł nam za daleko . Jego metoda kupowania wartościowych zawodników , nie żałowania kosztów na kręgosłup oraz wciąganie do I zespołu utalentowanej młodzieży przyniósł efekt. Legia tez tak te 6 lat temu miała,ale wszystko rozhulała i trzeba zaczynać z niskiego pułapu.
Oczywiście nie jest moim zamiarem kwestionowanie wyników ligi i kształtu tabeli, ale zauważmy ,że w czubie są drużyny , w których w ostatnich latach dobrano trenera pierwszej drużyny i go nie zmieniano oraz nikt co runda nie dokonywał rewolucji w składach. Taki Rafał Górak jest w GKS od 6 lat i mając najniższy budżet w ESie ( 26 mln zł) sięga po tanich graczy ,ale takich , którzy trafiali do silnych zespołów, w których się nie przebili ,a w GKS dostali szansę na odbudowę ,że wymienimy : Kudłę niechcianego w Górniku , Czerwińskiego niechcianego w Lechu, Paluszku niechcianym w Śląsku,Wasielewskim niechcianym w BBT, Jirce niechcianym w Piaście , Łukowskim niechcianym w Widzewie, Nowaku niechcianym w Rakowie, Rejczyku niechcianym w Śląsku, Wdowiaku niechcianym Zagłębiu, Szkurinie niechcianym w Legii. Lech chwaląc GKS za konsekwencję i trafny wybór drogi to klasa zawodników jak na potrzeby Europy jest za niska. Podobnie moim zdaniem jest w Górniku . Także zmiana trenerów źle wpływa na grę Rakowa,a zastój transferowy ogranicza postęp w grze Jagiellonii.
Tym bardziej widzimy na tym tle jak fatalnie wypadła Legia , która kompromitowała się na każdym odcinku i na każdym kroku rażąc bezmyślnością i nieporadnością. Legia wytwarzała chaos, w którym pogubiła wreszcie racjonalne wartości i najwyższa pora ,aby rozum ,a nie myślenie tylną częścią ciała stał się wartością nadrzędną.

Trener Papszun kurtuazyjnie wypowiadał się,aby Legia zajęła 5 miejsce na koniec sezonu,ale czynił to z pewną nieśmiałością, bardziej podkreślając ,że stawką ostatniego meczu sezonu nie jest o utrzymanie, ale o granie w LK. Wystawił skład taki sam jak w ostatnim wygranym meczu co stało się jego znaczkiem rozpoznawczym. Więc jak zespoły przed nami w tabeli także stawia na stabilizację Smile.
Widać było ,że wiedząc iż gra w LK bardziej zależy od wyniku GKS i Zagłębia trener nie tylko nie nałożył presji na zespół ,ale pozwolił kilku graczom ( Elitim. Piątkowski, Vinagre, Żewłakow, Adamski, Kapustka ) na dość znaczny margines swobody.
W ten sposób Legia nie tracąc walorów wynikających w dyscypliny taktycznej formacji obronnej mogła po raz pierwszy w sezonie zagrać futbol otwarty. Ta odmiana sprawiła,że mecz był żywy i zwłaszcza w I połowie widowiskowy,a nadto tym nastawieniem Legia kompletnie zaskoczyła Motor, który przyjechał grać z zupełnie inną Legią, taka jak w innych meczach wiosennych.
Po raz pierwszy pochwalę Mioduskiego ,że tym razem wbrew doradcom postawił na swoim i sprowadził do Legii najsprawniejszego trenera w naszej Ekstraklasie .

Przygotowując się do komentarza meczu Legii z Motorem jak zwykle obejrzałem ich ostatnie postkanie pod kątem analitycznym oraz sporo poczytałem w necie , w tym o trenerze Mateuszu Stolarskim , a którym pisze się albo miodem ,albo małmazją.Otóż ja tych zachwytów nie podzielam, nie dlatego,że dostał w kuper 0:4.
Motor w naszej lidze wyróżnia się nadzwyczajnością stabilnością składu. Natomiast niezmienny system 4-3-3 wprowadził do Motoru Feio,on też dobrał w większości wykonawców i opracował organizację gry. Oczywistą zasługą Stolarskiego jest ,że niczego nie polepszył czyli niczego nie spieprzył.
Nie wiem czy właściciel pan Jakubas z chytrości , albo braku środków nie kupuje nowych zawodników, ale też nikogo nie sprzedaje . W każdym razie to jego postępowanie wymusza na trenerze powtarzalność i stabilność. Piszę o chytrości Jakubasa , gdyż on do Motoru nie dokłada,ale nawet na czysto w ostatnich 3 latach zarobił skromne 10 mln zł.
Mecz z Legią nie był papierkiem lakmusowym, pokazał jedynie różnicę poziomów i nie może rzutować na oceną całego sezonu.

Sędzia Jarosław Przybył swoim myśliwskim zwyczajem od początku meczu polował na tego komu by przypałować, jak nie przymierzając moja kotka na owady . Pewnikiem oczami wyobraźni widział jakiegoś brutala , którego dla przykładu wypadałoby usadzić. Akceptowalnośc poziomu agresji wobec jawnego pragmatyzmu miała znaczenie,ale minimalne. I ten wyścig, kogo ręka sprawiedliwości Przybyła jako pierwszego pokaże wygrał, a jakże Augustyniak.Widzieliśmy z jaką radością Przybył oznajmiał udany koniec polowania , prawie jak sędzia ringowy po nokaucie podnoszący rękę nokautującego, tak on wziął kartkę koloru żółtego, podniósł ją do góry, sprawce przywołał , pomachał mu przed nosem i zanim schował to wszystkim okazał jak to agresji tolerował nie będzie. My, którzy nie jeden mecz żeśmy obejrzeli wiemy ,że kartka dla Augustynika nie była efektem nierozważności ,ale myśliwskiej taktyki prowadzenia meczu .Nie wiemy i wiedzieć nie będziemy czy i bez tego dziwowiska zawodnicy by się tak samo obchodzili z widoczną czułością i szacunkiem ,ale faktem jest wczoraj z prowadzeniem spotkania poradził sobie wyśmienicie.
Pierwszym polskim sędzią , który tak konie wodził był Alojzy Jarguz chwalący się tą metodą perwencyjnego zapobiegania wypadkom : jak najszybciej ukaraj, dopiero potem myśl za co . Lecz nie ta metoda zapewniła Jarguzowi wytypowanie na sędziego międzynarodowego i zaszczyt prowadzenia jako pierwszy polski sędzia główny mecz Peru - Iran na MŚ w Argentynie , tam gdzie doszło do spotkania Menottiego z niedysponowanym zespołowo Gmochem. Tę drogę prowadzącą na szczyt ( jak sam mówił po skończeniu kariery w wywiadzie dla "Sportowca' ) wybrukował wędzonymi mazurskimi węgorzami , których to smak i ilość znaczą doceniali tak samo działacze PZPN, UEFA jak i FIFA.

Co za dużo to niezdrowo. Tak jak Lasica cieszy mnie ,że Legię ujrzę w następnym sezonie w Ekstraklasie , ale gdyby jeszcze zagrała w LK to mógłbym zapaść na niestrawność Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1