@corazstarszy - pozwolę sobie na polemikę z polemiką, bo obrona jest zgrabna, tylko stoi na fałszywym wyborze: albo Bobić i Żewłakow, albo Duńczyk. Odpowiedzialność jest tu solidarna - zarząd odpowiada za decyzję zakupową, napastnik za to, co robi w szesnastce, i jedno nie unieważnia drugiego. Porównanie z poparzonym i płomieniem właśnie dlatego nie działa, bo płomień nie negocjuje kontraktu do 2029 roku, nie jest w czołówce listy płac i nie schodzi do szatni, kiedy reszta idzie pod sektor. A liczby akurat obalają tezę, że to po prostu bardzo słaby piłkarz: w Legii ma 0,33 gola na 90 minut, wcześniej było 0,70 w Brondby i Watfordzie, 0,51, 0,56, a w Naestved 0,64 - czyli wszędzie indziej trzymał poziom, który u nas spadł o połowę. Tej różnicy nie wyprodukował Żewłakow, ona powstaje między jedenastym metrem a bramką.
Argument "Papszun go wystawia, więc wie lepiej" przestał obowiązywać w tym samym tygodniu, w którym padł. Bobić bronił go w wywiadzie retorycznym pytaniem, dlaczego u trenera on wciąż jest podstawowym zawodnikiem - a w piątek Rajović, po przyjściu Kuchty, wszedł dopiero w 71. minucie, przy 5:0. Jeśli uznajemy kompetencję Papszuna za rozstrzygającą, to trzeba ją uznać w całości, także wtedy, gdy sadza go na ławce. Do tego jest jeszcze rzecz, o której mało kto pamięta: trzy miliony poszły raz, do Watfordu, ale pensja idzie co miesiąc, a Weszło wyliczyło, że budżet płacowy pierwszej drużyny urósł z nieco ponad 40 do przeszło 60 mln zł i Rajović siedzi w tej górnej półce. Tego kontraktu nikt mu siłą nie wciskał.
Co do Bobicia zgadzam się w całej rozciągłości, tylko on się potyka mocniej, niż wynika z Twojego wpisu - bo tą samą miarą sprzedaż Leszczyńskiego do Gladbach za mniej więcej te same pieniądze była sprzedażą za "nic". Człowiek kwituje rekord transferowy Ekstraklasy trzema słowami, a chwilę wcześniej chwali się dwudziestoma milionami zarobionymi na cięciach. Warto też przypomnieć, że trybuna nikogo tu jeszcze nie zniszczyła: Nsame był rok wcześniej wyklinany i został najlepszym strzelcem jesieni, a sam Rajović przełamał się w marcu, dał Legii zwycięstwo i mówił wtedy, że chce zostać i chce tu grać. Sezon skończył zresztą jako najlepszy strzelec Legii ex aequo z Nsame, po dziesięć goli - co mówi tyle o nim, co o całej reszcie.
Przeciwko gwizdom istnieje moim zdaniem dobry argument, tylko nie ten moralny, lecz księgowy: chłopak jest wystawiony na sprzedaż z ceną wywoławczą 2,8 mln, kontrakt biegnie do 2029, a wygwizdany napastnik nie strzeli i nikt go za sensowne pieniądze nie kupi. Czyli sami sobie zbijamy wycenę aktywa, którego i tak trzeba się pozbyć - i to jest odpowiedź na pytanie iocosusa, kto go weźmie i za ile. W sobotę w Gliwicach wystarczy jeden gol i cała ta dyskusja wyparuje w kwadrans.
This is a comment on "Legia - Radomiak 5-0: W piątek na piątkę"
