@ Gawin:
To nie jest zen. To jest zlew.
Jasne, po każdym, zwłaszcza nieudanym, meczu Biało-Czerwonych możemy sobie klapnąć przed monitorem i spróbować dopisać teorię do praktyki. Ach, bo „system”! Och, gdybyż na tej to, a tamtej pozycji zagrał dziś Iksiński, nie Ygrekiewicz! Ech, a jeśli by jeszcze selekcjoner robił lepsze zmiany…! Itepę. Itedę. Oczywiście, wielokrotnie te rozkminy wyglądają na logicznie spójne, mają jakieś tam, nierzadko mocne, oparcie w faktach, no, generalnie mucha nie siada. Tylko, spytam po raz kolejny, co z tego?
Wiesz, ja się cały czas w tej dyskusji staram jakoś mitygować, mając świadomość, że – najdelikatniej rzecz ujmując – mój entuzjazm wobec futbolu en bloc jest najniższy w historii. Nawet jednak założywszy jakieś zaróżowione okulary, nie jestem w stanie nie dostrzec, że my od ośmiu lat gramy w dokładnie tę samą kretyńską gierkę. To już nie jest cyklofrenia, o której pisałeś daaawno temu. Fanfar na powitanie nowego selekcjonera już nie uświadczysz. Zdarza się co najwyżej delikatny promyczek optymizmu. Przy czym nieodmiennie szybko on gaśnie i zamienia się we frustrację. Frustracja rośnie i dosyć szybko zaczyna udzielać się samemu trenerowi, który pod jej wpływem podejmuje irracjonalne decyzje, a one z kolei prowadzą do (rychłego) zwolnienia. Następnie rrrewinnnd! Spin that shit, Mr DJ, jedziemy z tym koksem od nowa!
I nie żeby efekty tej gierki były wciąż takie same. One są coraz gorsze. „Niedouczony Kretyn Brzęczyszczykiewicz” grał w inauguracyjnej LN z Portugalią i Włochami może nie jak równy z równym, raczej jak trochę słabszy z trochę lepszym, acz na pewno jakiejś przepaści między nami, a europejską czołówką widać nie było. Natomiast eliminacje do Euro przeszedł suchą stopą. W ciągu następnych ośmiu sezonów i pięciu (!) następców J.B. przeszliśmy przez eliminacyjne baraże (najpierw udane, potem nie), ciężkie wpierdole od kontynentalnych tuzów, aż do poziomu, na którym nie umiemy wygrać ze średniakami, a przede wszystkim, coraz poważniej obawiamy się o awans na ME, na które wybierze się połowa (!!!) federacji zrzeszonych w UEFA’ie. What the actual fuck…!?
praźródłem naszych porażek i frustracji prawdopodobnie rzeczywiście jest zbyt niska ogólna jakość polskich piłkarzy
No właśnie. I trenerów też, żeby jasność była. Jestem święcie przekonany, że:
a) przy całym szacunku dla – per se niewątpliwie słusznej – argumentacji choćby Iocosusa i Dalkuba, obsobaczanie Wesołego Pana Janka, ani zwolnienie go nic nie da. Przyjdzie sobie w jego miejsce kolejny przeciętniak, który będzie miał swoje wady (niewykluczone, że gorsze) i najprawdopodobniej zrobi kolejny kroczek w dół;
b) zamiast rozkmin o tym, czy do kadry powinien wrócić Michniewicz, czy Brzęczek, czy może jednak należy zatrudnić kogoś innego (i kogo konkretnie), powinna już od ładnych paru lat trwać u nas ogólnokrajowa dyskusja pod hasłem „jak to się, do k’nędzy, dzieje, że trzydziestoparomilionowe społeczeństwo, które rzekomo kocha futbol i które łoży nań miliardy złotych rocznie, nie potrafi się dochować kilkudziesięciu piłkarzy i kilkunastu szkoleniowców klasy kontynentalnej?”;
c) żadnej takiej dyskusji w przewidywalnej przyszłości niestety nie będzie.
Nie odczuwam frustracji. Odczuwam apatię, zniechęcenie i znużenie, dlatego chyba po prostu się wyłączę, sorry.
This is a comment on "Ligi Narodów czas"
