- Kategoria: Puchar Polski
- Walles
-
Wspomnień czar... PP '55

A.D. 1955
Puchar Polski Nr 1
.
O otaczającej nasz futbol rzeczywistości w roku 1955 oraz o ówczesnym trenerze CWKS-u Janosie Steinerze pisałem podczas omawiania zdobycia tytułu mistrzowskiego w roku 1955 zatem zainteresowanych odsyłam do wpisu „Wspomnień czar... MP ‘55”. Tytułem wstępu dodam jednak jedno zdjęcie które znalazłem szukając wiadomości dotyczących Pucharu Polski w roku 1955. Skoro wspominamy po trochu historię także polskiej piłki to należy przypomnieć że rok 1955 był rokiem otwarcia czegoś, czego już nie ma... Tak, tak Panowie to był rok otwarcia Stadionu X-lecia. Dniem otwarcia oczywiście był 22 lipca, inaczej być wtedy przecież nie mogło...

Droga po Puchar Polski była znacznie krótsza od wyprawy po tytuł mistrzowski, ale także bardzo emocjonująca i ciekawa. W zmaganiach o zdobycie tego trofeum w roku 1955r trzon zespołu był taki sam jak w meczach ligowych. Na boiskach brylowali więc także Edward Szymkowiak, Jerzy Woźniak, Horst Masheli, Lucjan Brychvczy, Henryk Kempny, Marceli Strzykalski, Edmund Kowal i Ernest Pohl. W omawianych rozgrywkach CWKS Warszawa rozpoczął swój udział od 1/16 finału. Pierwszym przeciwnikiem warszawiaków była drużyna Stali Skarżysko, czyli wcześniejszy i późniejszy Granat Skarżysko-Kamienna, która przegrała z wojskowymi 2:3. Sprawozdania z tego meczu są dosyć skąpe, najwięcej miejsca poświęcił temu wydarzeniu katowicki Sport:
"Występ drużyny wojskowej był dla mieszkańców Skarżyska wielkim wydarzeniem i gdy piłkarze CWKS-u wychodzili na boisko Sparty ażeby rozegrać z miejscową Stalą przełożony mecz o Puchar Polski, przeszło 6.000 widzów witało ich burzliwymi oklaskami. Wojskowi wygrali zasłużenie ale zwycięstwo nie przyszło im bynajmniej łatwo. Musieli się dobrze napracować, ażeby uzyskać przepustkę do następnej rundy Pucharu Polski. CWKS napotkał w Stali na niespodziewanie groźnego przeciwnika (...) stalowcy bynajmniej nie czuli respektu przed sławnym przeciwnikiem. Chwilami nawiązywali zupełnie równorzędną walkę, prześcigając się dosłownie w ofiarności i ambicji. A gdy pod koniec meczu wkradło się w dodatku zamieszanie w szeregach wojskowych wydawało się, iż młodość i ambicja wezmą górę nad rutyną i doświadczeniem. Tuz po gwizdku sędziego Połanieckiego piłkarze CWKS-u ruszyli do ataku, uzyskując dość dużą przewagę w polu. Akcje ofensywne, inicjowane przez Brychczego, Kempnego i Pohla nieprzerwanie groziły utratą bramki (...) Po zmianie stron stalowcy postawili wszystko na jedną kartę. Napastnicy ich, a zwłaszcza Pietrzak, Malik i Przybylski próbowali z każdej odległości zatrudnić broniącego w miejsce Szymkowiaka Bema. Bramkarz wojskowych i obrona przeżywali w tym czasie gorące momenty pod własną bramką a dwukrotnie nie byli w stanie przeszkodzić Pietrzakowi i Derlatce w uzyskaniu bramek. Szczególnie dramatyczne momenty zdarzały się pod bramka Bema w ostatnich minutach meczu, w których omal nie doszło do wyrównania.”
Na etapie 1/16 finału rozgrywek doszło do pierwszych niespodzianek a największą sensacją było wyeliminowanie aktualnego mistrza Polski, Polonii Bytom, przez sąsiadów z regionu Stali Skarżysko czyli kielecką Gwardię (dzisiejsi Błękitni).

Przeciwnikiem CWKS w następnej rundzie była drużyna Cracovii Kraków. Przyznam że miałem kłopot aby odnaleźć rywala Cracovii we wcześniejszym etapie rozgrywek. Okazało się że meczem który dał Pasom awans, było spotkanie... Kolejarza Gdynia ze Spartą Kraków (0:2), bowiem grała... Arka z Cracovią. Pasy co prawda już 1 marca 1955r. skorzystały z możliwości powrotu do nazwy Cracovia ale jeszcze nie zawsze w prasie używano starej-nowej nazwy. Grający wówczas w drugiej lidze krakowski zespól był skazywany na pożarcie, tym bardziej że mecz odbywał się na Łazienkowskiej. W relacji z tego spotkania korespondenta Sportu możemy przeczytać jednak wiele pochwał pod adresem ambitnie grającej drużyny gości:
”Wynik do pewnego stopnia sensacyjny i dla drugoligowej Cracovii pochlebny. Jeszcze bardziej pochlebna była postawa drużyny krakowskiej, która z powodu kontuzji niektórych zawodników, wystąpiła w ustawieniu nie zwiększającym jej bitności.

Pierwsze chwile były obiecujące. CWKS zaczął w wielkim stylu i po 3 minutach prowadził 1:0 po strzale Kowala, który przejął dobrą, niską centrę Kempnego. Cracovia nie speszyła się lecz odpowiadała atakami i gra była bardziej otwarta. W 17 minucie Kasprzyk zmusił do kapitulacji Szymkowiaka. Mimo przewagi gospodarzy krakowianie trzymali się względnie dobrze i w 20 min niewiele brakowało, by uzyskali prowadzeni, gdy Kasprzyk i Reichel znaleźli się sam na sam z bramkarzem CWKS. Wojskowi nadawali jednak nadal ton grze i w 23 min Strzykalski pewnie wyegzekwował rzut karny za rękę, plasując piłkę ładnie w róg. Na minutę przed końcem pierwszej połowy Pohl z idealnego wypuszczenia w uliczkę zdobył trzecią bramkę, nie bez winy bramkarza krakowskiego, który nie umiał sobie poradzić z ostrym ”szczurem”. Sprawa była więc do pewnego stopnia przesądzona.
Tak zapewne kalkulował CWKS wychodząc po przerwie na boisko. Innego zdania była jednak Cracovia. Nie myślała się poddać i wykorzystując początkową nonszalancję przeciwnika, rozpoczęła grę bardziej agresywną, a chwyciwszy raz rytm nie dała odebrać sobie inicjatywy. W rezultacie przy grze na ogół otwartej, Szymkowiak miał w tym okresie znacznie więcej zajęcia niż jego kolega z naprzeciwka, a unieszkodliwienie niejednego strzału wymagało sporego wysiłku i umiejętności. Siła przebojowa i kwalifikacje strzeleckie krakowian nie były jednak wystarczające, by przełamać twardą obronę gospodarzy. Toteż dopiero rzut karny egzekwowany na trzy minuty przed zakończeniem meczu wynagrodził ich przynajmniej jedną bramką. Mimo „niepozornego” wyniku CWKS był bezsprzecznie zespołem lepszym, demonstrował chwilami grę na bardzo dobrym poziomie, zabrakło mu jednak dynamiki w wykańczaniu akcji.”
CWKS wygrał 3:2 ale Cracovia zaprezentowała się z dobrej strony i zasłużyła na wiele ciepłych słów ze strony sprawozdawców. W związku z tym ja także chciałem dodać coś od siebie i „odgrzebałem” w dostępnych archiwach zdjęcie tego zespołu z 1955r. To także ukłon w stronę czytającego i komentującego tutaj Albiceleste.

Na kolejnym etapie rozgrywek, 1/4 finału, na CWKS oczekiwała Polonia Warszawa, która również dość szybko skorzystała z „dobrodziejstw” ustawy i wróciła do pierwotnej nazwy po okresie gry jako Kolejarz Warszawa. Mimo, że w innej parze ćwierćfinałowej grał obrońca trofeum, warszawska Gwardia, z Lechią Gdańsk, to jak przyznawał Przegląd Sportowy:
”Wymieniliśmy ten mecz na pierwszym miejscu jako najważniejszy, ale musimy przyznać, że w Warszawie znacznie więcej mówi się o spotkaniu Polonia – CWKS. Nierozłączni kibice Polonii przyrzekają, ze tym razem przybędą na Konwiktorską w komplecie, że serdecznym dopingiem pomogą swym pupilom do uzyskania jak najzaszczytniejszego wyniku z groźnym lokalnym rywalem. Ofensywa przedmeczowa trwa. Kierownictwo drużyny Kolejarza montuje do jednorazowego szturmu możliwie najsilniejszy skład. (...) „Wygrywało się w Pucharze z CWKS przed laty – powiadają – wygra się i teraz”. Rzeczywiście w 1951 r. Polonia zwyciężając 3:0 wyeliminowała CWKS w ćwierćfinale rozgrywek, a rok później, gdy spadła do drugiej ligi, wygrała z CWKS w finale wpisując się tym samym na listę zdobywców cennego trofeum”.

Mecz wywołał wiele emocji wśród mieszkańców Warszawy. W relacji PS z tego spotkania, oprócz sprawozdania z przebiegi meczu, możemy natrafić także na opis ówczesnych najbardziej zagorzałych kibiców:
”Jeszcze na długo przed rozpoczęciem pucharowego meczu Polonii z CWKS, na stadion przy ul. Konwiktorskiej ciągnął wielobarwny korowód ludzi. O tym, że Polonia ma w dalszym ciągu tysiące wiernych kibiców przekonali się wszyscy słuchając gorących oklasków , gdy na boisko wbiegli poloniści. Nie zabrakło też wśród widzów dużego klubowego proporczyka, wokół którego skupili się „muzykanci” dodający otuchy swojej ulubionej drużynie”.
Później reporter PS skupił już się na wydarzeniach na boisku:
”Mecz rozpoczął się wręcz sensacyjnie. Zaraz po rozpoczęciu gry Zelenay wyłuskuje piłkę Pohlowi, szybko przerzuca na prawe skrzydło do Szalińskiego, który nie namyślając się rąbnął ostro na bramkę. Strzał był tak silny i zaskakujący, że Szymkowiakowi nie
pozostało nic innego, jak tylko wyjąć piłkę z siatki. Polonia prowadzi 1:0! Na trybunach wybucha trudny do opisania entuzjazm. Wojskowi z miejsca podrywają się do kontrataku, siejąc zamieszanie pod bramką Redlińskiego. W 10 min gry Polonia ma szansę na podwyższenie wyniku. Kruk idzie na przebój jednak Orłowski w ostatniej chwili przeszkadza mu w oddaniu celnego strzału. W 2 min później Pohl strzałem z 16 metrów wyrównuje na 1:1. Od tej chwili zarysowuje się zdecydowana przewaga CWKS. Napad wojskowych, mimo że gra szybko, to jednak nie może jakoś sforsować twardo grającej defensywy Polonii (...) Dopiero w 40 min. udaje się uzyskać wojskowym cenna bramkę i prowadzenie. Cehelik przeprowadza rajd po skrzydle i oddaje z ostrego kąta silny strzał. Bramkarz Polonii robinsonuje odbijając piłkę prosto na głowę nadbiegającego Kempnego, który dokonał już tylko prostej formalności. Po przerwie panem sytuacji jest nadal drużyna wojskowych. (...)
Rzadko się zdarza aby publiczność oklaskiwała nieudany strzał na bramkę. To jednak, czego dokonał Brychczy zmusiło nawet zażartych kibiców Polonii do gorących braw. W 47 min. centrę Kempnego przyjmuje Brychczy na pierś i padając oddaje piekielny strzał który tylko o centymetry minął się z celem. Wynik uzyskany do przerwy nie ulega już zmianie, ale dosłownie ostatnie sekundy meczu zelektryzowały widownię. Poloniści rozwinęli atak, szybko znaleźli się pod bramką Szymkowiaka i ... zaprzepaścili wprost idealną szansę na wyrównanie, kiedy to Iwanicki, a potem Zelenay minęli się z piłką w odległości 2-3 metrów od bramki”
Po zwycięstwie nad Polonia już tylko jeden rywal dzielił CWKS od finału - był to zespół Górnika Wałbrzych. Półfinałowe spotkanie zapowiadało się na pełne emocji, dobre widowisko. Wszak górnicy pokonali wcześniej czołowe zespoły I ligi - Ruch Chorzów i ŁKS Włókniarz Łódź. Obserwatorzy przebiegu spotkania zastanawiali się jednak jak to było możliwe, że obie drużyny z najwyższej klasy rozgrywek odpadły w starciu z zespołem Górnika, którego CWKS ograł na Łazienkowskiej zdecydowanie, 6:1. Może drużyny pierwszoligowe zlekceważyły niżej notowanego rywala? A może w tym okresie zespół CWKS grał w sposób nieosiągalny dla reszty rywali? Prawda jest pewnie gdzieś po środku.
"Drugoligowcy z Wałbrzycha ustępowali wojskowym pod względem wyszkolenia technicznego, kondycji i taktyki (...) CWKS zdobył już w pierwszej minucie prowadzenie przez Kowala, kiedy w 7 min wynik brzmiał 2:0 wydawało się ze Górnik przegra ten mecz w dwucyfrowym stosunku. Tymczasem jednak wojskowi zwolnili impet ...” – donosił katowicki Sport.
Z kolei w Przeglądzie Sportowym mogliśmy przeczytać, że: „CWKS przystąpił do meczu pucharowego w eksperymentalnym składzie: z Woźniakiem na stoperze i z Piedą na lewym łączniku. Wojskowi w takim zestawieniu (bez Pohla, Brychczego i Orłowskiego) spotkanie wygrali gładko (...) Zespół z Wałbrzycha należy pochwalić za prowadzenie otwartej gry przez całe spotkanie (...) Przy stanie 5:0 dla CWKS Pulkowski I strzelił dla gości jedyną bramkę z rzutu karnego za rękę Woźniaka”.
Mecz nie dostarczył widzom spodziewanych emocji, ale dzięki bardzo pewnemu zwycięstwu nad górnikami z Wałbrzycha, drużyna CWKS dotarła do finału, w którym przeciwnikiem miała być gdańska Lechia. Zespół znad morza zanim mógł przystąpić do ostatecznego rozstrzygnięcia pokonał m.in. w 1/4 finału w Warszawie obrońcę pucharu, Gwardię, 2:1.

Przed meczem w obozie wojskowych były bojowe nastroje. Katowicki Sport przeprowadził krótką rozmowę z piłkarzem i po trochu działaczem CWKS-u, 35 letnim Longinem Janeczkiem:
"Trzeci raz sięgamy już po Puchar Polski, ale tym razem chcemy osiągnąć lepszy rezultat niż uprzednio. Raz przegraliśmy w finale z warszawskim Kolejarzem 0:1, w ubiegłym roku dość pechowo przegraliśmy w półfinale z warszawską Gwardią. A teraz ... dołożymy wszelkich wysiłków, aby Puchar po raz trzeci został w Warszawie (...) Cenimy bardzo zdolności taktyczne trenera gdańszczan Forysia i dlatego opracowaliśmy szereg wariantów, które powinny pokrzyżować jego przewidywania i plany. Gramy z Lechią w normalnym składzie. Generalny rezerwowy i ostatnia pomoc w nagłych wypadkach to moja skromna osoba”.
Sam mecz był popisem gry CWKS Warszawa, który bez trudu pokonał gdańszczan 5:0. Przebieg meczu tak opisywał katowicki Sport:
"Plan taktyczny CWKS polegał na zaskoczeniu przeciwnika błyskawicznymi atakami w pierwszych dziesięciu minutach gry, wybiciu go z uderzenia i zdobyciu już w początkowej fazie meczu prowadzenia. Ten plan udał się CWKS-owi w stu procentach. Już w 8 min spotkania losy pucharu były rozstrzygnięte. Zawody przybrały z miejsca jednostronny charakter. Wojskowi mając dwie bramki w zapasie grali bez obciążenia psychicznego, górując w każdej linii i w każdym poczynaniu nad wybitym z konceptu przeciwnikiem. Wszystko szło łatwo i gładko. Kempny zademonstrował tym razem swój talent i udowodnił raz jeszcze że jego właściwe stanowisko jest na pozycji środkowego napastnika. Bardzo bobrze wypadli również Brychczy i Pohl”.
Natomiast w Przeglądzie Sportowym można było przeczytać, że: ”W czwartkowym finale ani przez moment nie było wątpliwości, że zwyciężą wojskowi. Od pierwszych minut panowali na boisku nie pozwalając Lechii na żadne kontrakcje. Z tego powodu nie pograł sobie w ogóle Szymkowiak. Kilka lekkich piłek grzęzło pewnie w jego rękach jedynie po „strzałach” Masheliego i Piedy. (...) Serię bramek rozpoczął już w 2 min. Kempny kończąc strzałem z bliska bardzo ładną akcję Pohl-Brychczy. 6 minut później (...)Kempny przejął piłkę po rogu bitym przez Cehelika i ładnym strzałem z półobrotu umieścił piłkę w siatce. Najładniejsza była trzecia bramka. (...) Pohl przerzucił piłkę do Piedy, ten wypuścił w bój Cehelika, centra – przy piłce Kempny, lekkie podanie do Pohla i jest 3:0. Po przerwie (...) Cehelik tym razem dobrze rozegrał akcję lewym skrzydłem, wypuścił prostopadle Brychczego, a ten płasko scentrował do nieobstawionego Kempnego i Potrykus, grający teraz zamiast Gronowskiego, znów musiał wyciągać piłkę z siatki. Ostatnią bramkę meczu zdobył z kapitalnego wolnego Słaboszewski.”
CWKS wygrał więc pewnie, przekonująco i w taki sposób, aby nikt nie mógł mieć wątpliwości, że Puchar Polski, który trafił na Łazienkowską po raz pierwszy w historii, dostał się w godne ręce.

.

.
Poniżej wybrane statystyki z meczów pucharowych:
Mecze CWKS Warszawa w Pucharze Polski - sezon 1955
|
1955-03-16 |
Stal Skarżysko - CWKS Warszawa 2:3 (0:3) |
| 1/16 PP |
bramki: Pietrzak 75, Derlatka 85 - Pohl 15, Kempny 19, Brychczy 25 sędzia: Połaniecki, widzów: 6.000 * mecz na boisku Sparty Skarżysko |
|
1955-04-28 |
CWKS Warszawa - Cracovia Kraków 3:2 (3:1) |
| 1/8 PP |
bramki: Kowal 3, Strzykalski 23k, Pohl 44 - Kasprzyk 17, Wawrzusiak 87 sędzia: Marcinkowski, widzów: 7.000 |
|
Mecze Cracovii: 1/16 Kolejarz (Arka) Gdynia 2:0 (w) |
|
|
1955-06-02 |
Polonia Warszawa - CWKS Warszawa 1:2 (1:2) |
| 1/4 PP |
bramki: Szaliński 1 - Pohl 12, Kempny 40 sędzia: Fronczyk, widzów: 12.000 |
| Mecze Polonii: 1/16 Unia Chodzież 4:0 (w), 1/8 AKS Chorzów 3:1 (w) | |
|
1955-06-15 |
CWKS Warszawa - Górnik Wałbrzych 6:1 (3:0) |
| 1/2 PP |
bramki: Kowal 1, 7, Janeczek 43, 54, Pieda 51, 70 - Pulkowski I 61 sędzia: Storoniak, widzów: 5.000 |
|
Mecze Górnika: 1/16 Kolejarz (Pogoń) Szczecin 2:1 (w), Ruch Chorzów 1:0 (d), 1/4 ŁKS Włókniarz Łódź 2:1 (d) |
|
|
1955-09-29 |
CWKS Warszawa - Lechia Gdańsk 5:0 (3:0) |
| Finał |
bramki: Kempny 2, 8, 52, Pohl 32, Słaboszewski 75 sędzia: Fronczyk, widzów: 12.000, * mecz na stadionie WP w Warszawie |
|
Mecze Lechii: 1/16 Kolejarz (Sandecja) N. Sącz 3:2 (w), 1/8 Gwardia (Wisła) Kraków 2:0 (w), 1/4 Gwardia Warszawa 2:1 (w), 1/2 Budowlani (Odra) Opole 2:0 (d) |
Wybrane statystyki poszczególnych zawodników
| Imię i nazwisko |
Ilość meczów |
Liczba minut |
Podstawowy skład l.m. |
Zmiennik | Bramki |
| Jerzy Wożniak | 5 | 450 | 5 | 0 | |
| Zygmunt Pieda | 5 | 450 | 5 | 0 | 2 |
| Horst Masheli | 5 | 450 | 5 | 0 | |
| Andrzej Cehelik | 5 | 450 | 5 | 0 | |
| Henryk Kempny | 5 | 425 | 5 | 0 | 5 |
| Edward Szymkowiak | 5 | 405 | 5 | 0 | |
| Ernest Pohl | 4 | 360 | 4 | 0 | 4 |
| Lucjan Brychczy | 4 | 360 | 4 | 0 | 1 |
| Edmund Kowal | 4 | 360 | 4 | 0 | 3 |
| Marceli Strzykalski | 4 | 360 | 4 | 0 | 1 |
| Jerzy Orłowski | 3 | 270 | 3 | 0 | |
| Longin Janeczek | 3 | 205 | 3 | 1 | 2 |
| Jerzy Słaboszewski | 2 | 180 | 2 | 0 | 1 |
| Mieczysław Siemierski | 2 | 180 | 2 | 0 | |
| Jan Bem | 1 | 45 | 0 | 1 | |
|
Bramkarz Jan Bem zagrał 45 min w spotkaniu ze Stalą Skarżysko |
|||||
Fajna lektura.
Odnośnie katowickiego Sportu to nic dziwnego że czytałeś/czytaliśmy Przegląd Sportowy bowiem zarówno Sport jak i krakowskie Tempo ukazywało się w kioskach w Warszawie z jedno a czasami dwudniowym opóźnieniem. Przynajmniej w końcówce lat 70-tych bo takie pamiętam. Dzisiaj nie do pomyślenia.
A co do robinsonjady to strasznie lubię to słowo.
Kiedyś na wakacjach spotkałem dwóch starszych Panów, którzy postanowili mi zrobić "test kibica" (sami też byli kibicami - jeden Ruchu, drugi Craxy) i między innymi o to się pytali. Byli bardzo zaskoczeni, że dwudziestoparoletni chłopaczek to wie
Dzięki, Wallesie. Poczułem się autentycznie wzruszony