- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Senator
-
Piknik na rozdrożach
Nie minęły cztery lata, a nam piknikom lub, jeśli ktoś nie lubi tego określenia, zwykłym kibicom, przyszło ponownie zastanawiać się jak reagować na wyczyny tych, którzy mają się za lepszych, ale też jak reagować na politykę klubu. Jeśli w tamtym proteście przekaz kierowany do nas był jasny, to obecnie żadnej "wskazówki" się nie doczekamy, przynajmniej ze strony tych, przez których ponownie mamy dylemat.
Sytuacja z czasów budowy stadionu i jednej trybuny, tej krytej, była jasna. Robiono wszystko, abyśmy na stadion nie przychodzili. Jak nie zabawy piłką plażową to szydera, szydera i klimat, którego nawet nie potrafię nazwać. Ci nieliczni, którzy wytrwali, doskonale wiedzą, o czym piszę. Jednym słowem, wyboru nie mieliśmy, robiono wszystko, aby zwykły kibic Łazienkowską omijał szerokim łukiem. Był nakreślony cel przez kumatych i skrzętnie realizowany.
Po wydarzeniach niedzielnych jako pikniki ponownie stanęliśmy przed wyborem, z tą różnicą, że decydujemy sami bez, jak już wspomniałem, "pomocy" pomocnych.
Pierwszy wybór to pozostać i walczyć czego przykładem jest choćby ta petycja. Drugi wybór to krok dokładnie odwrotny, a i u nas niektórzy komentatorzy stanowczo zadeklarowali odwrót.
Przyjrzyjmy się obu stanowiskom obiektywnie bez emocji i piętnowania postaw skrajnie przecież różnych.
Zostańmy. Niewątpliwym plusem takiej postawy są kwestie finansów klubu, czyli w obecnej sytuacji każda złotówka jest na wagę złota i jasny przekaz do właścicieli - jesteśmy z wami. Szczególnie to ważne po ostatniej konferencji prasowej panów M&B, na której jasno zadeklarowali działania oczyszczające nasz stadion z, bardzo przepraszam za użyte słowo, ale niestety musi paść, bo prawidłowe, czyli hołoty.
Na plus takiej postawy należy zaliczyć również jasny przekaz do białej trybuny - nie pozbędzie się nas, nawet gdyby ponownie coś podobnego ulęgło się ich przywódcom w głowach. Nie zaśpiewacie gdzie jesteście i tym podobne banialuki. O drużynie nie wspominam, bo to oczywista oczywistość.
Minusy, tu chyba najważniejszy jest ten, że zarząd klubu może zaniechać działań, które ogłosił i uznać, że nas obawiać się nie trzeba, krzywdy nikomu nie zrobimy, a i dotychczasowa polityka traktowania po macoszemu nikomu nie przeszkadza. Są, byli, będą, mamy ich z głowy.
Drugi minus to możliwe odebranie przez ruch kibicowski takiej postawy jako wyraz przynajmniej obojętności na to, co się na naszym stadionie dzieje. Choć tu ja bym się nie oszukiwał, mają nas centralnie gdzieś i żadne sygnały z naszej strony, a już zwłaszcza te negatywne, nikogo nie interesują. No chyba że czysta psychologia, zawsze to lepsze jak ma się gdzieś w głowie świadomość - tacy źli to my nie jesteśmy, skoro dalej przychodzą i nas wspomagają ( jeśli oczywiście znowu będziemy skakać zawsze jak nam każą).
Minus i to na równi z tym pierwszym to drużyna. Zostawiamy ją samą.
Druga postawa, która w ostatnich dniach się ujawnia to mam dość, zdaję karnet. To co w pierwszym przypadku było minusem, przy takiej postawie staje się plusem. Idzie jasny przekaz do właścicieli, tak dalej być nie może, albo pozbędziecie się chuliganerii albo do widzenia. Niestety ostatni rok i decyzje podejmowane przez pana prezesa mocno taką postawę uwiarygodniają. Wspomnę tylko nierówne traktowanie w sprawie cen biletów na mecze Ligi Europy.
Bojkot, bo tak trzeba to nazwać, da jasny sygnał włodarzom Legii, wasza dotychczasowa polityka jest nie do zaakceptowania przez nas, zwykłych kibiców. To oczywiście również jasny przekaz do rządzących trybunami, bawcie się bez nas, taka zabawa się nam nie podoba. Niby zlewka, to przecież dla kogoś te oprawy jednak robią.
O minutach krótko, bo są jasne. Finanse klubu i związane z tym konsekwencje. Brak wzmocnień, stagnacja a pewnie i wyprzedaż.
Nie wspominam tu o drużynie bo mam przekonanie, że wybierający ten sposób wyrażenia swojego zdania kierują je w stronę zarządu i części północnej trybun.
Starałem się obiektywnie przedstawić za i przeciw obu postaw. Żadnej nie będę chwalił ani potępiał. Większość z nas to już poważni ludzie i sami zdecydujecie co lepsze dla Legii i nas, pikników. Znacie mnie, ja wybrałem, tych którzy zdecydują inaczej jednak doskonale rozumiem.
Krzysztof Kaliszewski - "Senator"
PS. Nie da się ukryć, starzeję się, jeszcze parę lat temu walczyłbym jak lew o mój wybór.
Inną grupą są ludzie czujący się oszukani. Wystrychnięci na dudka. Tu jestem ja, kupiłem karnet chcąc dać coś klubowi. Nie zważałem na zniżki, dokupiłem cegiełkę na Apollon, aby klub nie został sam. Ale ten sam klub nie chce ani mnie, ani mojej cegiełki. Jak to pięknie mówi prezes Leśnodorski obecna frekwencja nie zajmuje głów panujących nam włodarzy. Przez te ostatnie pół roku dowiedziałem się (dzięki działaniom klubu), że jestem zbędny. Nie mam żadnych praw, uprawnienia, które nabyłem wraz z karnetem nikogo nie interesują. Są na tym stadionie lepsi i tylko od ich woli zależy czy będę mógł siedzieć czy nie. Czy coś zobaczę czy może tym razem nie bardzo. Ci ludzie mają plakietki klubowe z pięknym herbem, oni są prawem. A ja? zwykłym baranem za którego pieniądze się bawią. Sorry, pas panowie.
Nie dziw się więc proszę, że spokojnie czekam na kolejne działania klubu. Ja decyzję podjąłem, nie ukrywam zależny ona od pewnych czynników. Czekam na ruch włodarzy. To do nich należy decyzja czy chcą mnie na tym stadionie czy nie.
Oczywiście wybory nie są proste i oczywiste dlatego też już nie ośmielam się promować żadnego z nich. Starałem się obiektywnie przedstawić za i przeciw.Nie da się też ukryć ,że emocje mają wpływ na podjęte decyzje i tak jak piszesz reakcja właścicieli. Na dziś, teraz jeśli miałbym być szczery to wszystko wskazuje na Twój teatrzyk kukiełkowy i to bez żadnego cudzysłowia. O ile emocje z czasem odpadną to realne działania muszą być widoczne i zapewne z czasem one właśnie zadecydują którą opcję większość wybierze.
1. brak zwrotu należnych mi pieniędzy za zamknięty dla publiczności mecz z Ruchem. Nie rozważałem żadnych argumentów na temat finansów klubu - skoro Legia ma mnie w de, to dlaczego ja mam się za nią poświęcać? finansować kolejne zabawy Powstańców? kupować cegiełki?
2. permanentne, na każdym meczu, użeranie się z kibolami oglądającymi mecz na stojąco. Na tej trybunie, gdzie byłem, zawsze oglądało się mecz na siedząco. Mniej więcej od nastania Leśnodorskiego zwyczaje z żylety rozprzestrzeniły się jak chwast na pozostałe trybuny. Oczywiście interwencje u tzw. ochrony nie odnosiły skutku.
A zatem skoro Legia nie wywiązuje się z zawartej ze mną umowy, to dlaczego ja mam brnąć w to na ślepo, jak krowa po zaminowanym moście? Powstańcze gry i zabawy niech się odbywają... ale nie za moje pieniądze.
Czyli odpuścić sobie chodzenie na mecze dopóki duet L&M jest związany z Legią, albo my Pikniki, Pazie i Janusze albo jedyni prawdziwi kibice, którzy mają jedynie słuszną roszczeniową postawę.