Logo

Zły pomysł

hannoverCzy Michał Żyro lada dzień trafi do Hannoveru 96? Chciałbym to wiedzieć - ale nie wiem. Czy w przypadku transferu Niemcy zapłacą za niego milion euro, dwa miliony, czy może półtora - tego rzecz prosta również nie wiem. Póki co nie rozmawiamy zatem (jeszcze?) o faktach, mimo to mamy jednak prawo zastawiać się nad tym, jaka metoda postępowania z utalentowaną legijną młodzieżą jest metodą słuszną.

Przykład Michała jest nawiasem mówiąc szczególnie interesujący, ponieważ w odróżnieniu od Rafała Wolskiego, 'Żyrko' ma tylu oponentów ilu zwolenników, oponentów wręcz zdaje się być więcej (a przynajmniej są wyraźnie głośniejsi). Sam zaliczam się co prawda do grupy zwolenników 'Żyrki', cenię go za dynamikę, za umiejętność dryblingu do przodu, szanuję stopniowy, regularny progres widoczny od momentu, w którym zameldował się w pierwszej drużynie, jednak prawa do jedynie słusznej oceny piłkarskiego potencjału zawodnika sobie nie zastrzegam, czy Michał Żyro okaże się drugim Robertem Lewandowskim, czy drugim Dawidem Janczykiem - w tym momencie nie odgadnę.

Abstrahując od powyższych spekulacji, mogę jednak stwierdzić z pełnym przekonaniem, że gdyby sprzedaż Michała za kwotę oscylującą między milionem a półtora euro (w dwa niespecjalnie wierzę) faktycznie doszła do skutku, wielce zmartwiłoby mnie to jako pilnego obserwatora działań podejmowanych przez nasz klub.

Tylko żebyśmy dobrze się teraz zrozumieli. Po pierwsze - kwota sama w sobie nie jest zła. Milion euro za kupienie nadziei na harmonijny rozwój chłopaka, który w futbolu nie osiągnął jeszcze zupełnie nic, bynajmniej nie wygląda jakoś szczególnie kiepsko w zestawieniu na przykład z kwotą zapłaconą dwa lata temu za Lewandowskiego, który w momencie opuszczenia Polski był już przecież królem strzelców Ekstraklasy, filarem Lecha Poznań i reprezentacji kraju, sądzę że lekko licząc spokojnie zasługującym na ponad czterokrotną przebitkę względem naszego młodziana. Po drugie - w Legii nie może być zawodników nie na sprzedaż, transferowanie piłkarzy do klubów możniejszych od Legii, do lig obracających większymi pieniędzmi niż Ekstraklasa jest w naszej sytuacji jednym z naturalnych sposobów budowania klubowego przychodu, nawet jeżeli przy okazji odejścia Maćka Rybusa czy nieuniknionego (prędzej czy później) zniknięcia 'Wolaka', coś nam żałośnie w duszy zawyje. Po trzecie - jeżeli zawodnik X chce za wszelką cenę wyjechać skuszony nie tylko szansą zarobienia kilkukrotnie większych pieniędzy, ale też możliwością wykonania poważnego kroku naprzód w futbolowej karierze - niech śmiało próbuje. Jego to nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek jako człowieka ambitnego, jako zawodowca chcącego podnosić swoje kwalifikacje. Kto nie ryzykuje, ten nie je.

W całej sprawie rzekomego (?!) transferu zawodnika takiego jak Żyro zirytowałoby mnie zatem tak naprawdę tylko jedno - moment.

Michał Żyro nie jest zawodnikiem, który - jak Ariel Borysiuk - przekopał w Legii kilka sezonów na pozycji defensywnego pomocnika, prezentując stały, wyrównany poziom. Za Borysiuka, z całym szacunkiem dla 'Vizira', ciężko byłoby Legii dostać więcej niż zapłaciło za niego zimą Kaiserslautern. Mało tego, nie wiem co musiałoby się stać, żeby piłkarska wartość tego zawodnika znacząco wzrosła, żeby przyspieszył jego futbolowy rozwój, poprawiła się boiskowa dojrzałość, żeby nabrał nowych umiejętności. Moim zdaniem pozostając w Legii on i za 10 lat byłby tym samym Borysiukiem, którym był wczoraj. Jego czas w Legii dobiegł końca, należało to uszanować.

Żyro jest natomiast dopiero na samym początku drogi. Pokazał ledwo kilka przebłysków, wyróżnił się w pojedynczych meczach, więcej było jednak takich spotkań, w których ginął w ligowej szarzyźnie. Zademonstrował próbki potencjału, dał nadzieję na przyszłość, ale nie dokonał jeszcze w Legii niczego dużego, nie zrobił nic znaczącego ani dla naszego klubu, ani dla siebie. Nie osiągnął stałego poziomu, nie ustabilizował formy. Nie jest jeszcze gotowym produktem, póki co jest w Legii głównie... pierwszym do zmiany.

Pomysł sprzedawania zawodników, którzy znajdują się w takim stadium piłkarskiego rozwoju, sprzedawania ich pierwszemu lepszemu kontrahentowi (nie ujmując nic Hannoverowi 96), który zaoferuje pieniądze przekraczające minimum przyzwoitości, należy uznać za delikatnie rzecz ujmując kontrowersyjny. Systemowa zgoda na wyprzedaż prowadzoną w systemie ciągłym brutalnie godzi w płynność budowy pierwszej drużyny, jest niewychowawcza względem kolejnych pokoleń wychowanków, musi również budzić wątpliwości z ekonomicznego punktu widzenia.

Oczywiście, może się zdarzyć, że Żyro pogra w Legii dwa sezony, znudzi i rozczaruje nas sobą i odejdzie gdzieś do drugiej ligi niemieckiej za 200 tysięcy euro. Wtedy zza drzwi działu księgowości da się słyszeć gniewne pomruki, a internet będzie miał używanie. Ale do diabła, jeżeli okaże się, że nie stać nas na to, żeby zaryzykować kilkaset tysięcy euro dla możliwości wykorzystania z rzeczywistym pożytkiem dla klubu chłopaka, w którego inwestowano wiele lat, który przebił się dalej niż dziesiątki jemu podobnych, to by znaczyło, że całej tej naszej Akademii nie warto było zakładać i nie opłaca się utrzymywać. Bo jeżeli chodzi nam tylko o to, żeby z błyskiem w oku rzucić się na ten milion za Żyrę, to jest to całościowo poroniony pomysł.

"Synu, wybij to sobie z głowy. Ten sezon ma być twój!"

Dyskusja (23)
1sobota, 19, maj 2012 18:55
QD
O ile mnie jakoś sam Żyro nie przekonuje (oby mi szybko udowodnił, że się mylę), tak z Twoją logiką nie sposób się nie zgodzić. Klub twierdzi, że chce budować drużynę na wychowankach, chce by zawodnicy się utożsamiali z Legią itp., a równocześnie wygląda jakby planował (?) się wyzbywać tych zawodników przy pierwszej nadążającej się okazji. Wg. mnie sprzedawanie takich zawodników jak Żyro po pierwszym sezonie w lidze, czyni z klubu "firmę reklamową dla młodych zawodników", a nie drużynę piłkarską na skalę europejską.
2sobota, 19, maj 2012 22:24
Monrooe
Na początku muszę powiedzieć, że jest mi wstyd. To powinien być mój tekst Wink

Aby wszytko było jasne, jestem wielkim admiratorem talentu Michała Żyro. Jak wielkim? Ano proszę sobie wyobrazić, że uważam iż ten gracz zrobi większą karierę niż... powszechnie wychwalany Rafał Wolski. OK, można się śmiać, ale tak mam i już. Co ja na to poradzę, że podczas gdy wszyscy zachwycają się CR7, czy Messim ja wolę Andreasa Iniestę czy choćby Antonio Valencię. Mało tego, uważam, że zespół jako całość już teraz ma więcej pożytku z „Żyrki” niż z jego rówieśnika. Michał jest lepiej przygotowany taktycznie, pożyteczniejszy w defensywie i bardziej wszechstronny (To wcale nie oznacza, że nie doceniam klasy Rafała Wolskiego, wręcz przeciwnie uwielbiam tego chłopaka, jego technikę, jego niekonwencjonalne pomysły na rozegranie piłki. Czekam jednak na więcej pracy dla drużyny, na razie zbyt wiele w tym wszystkim piłki młodzieżowej, zabawy, a za mało poważnego, odpowiedzialnego futbolu).

Owszem, Rafał to wirtuoz. Pięknym zagraniem potrafi wymanewrować przeciwników, tylko sobie znanym sposobem znaleźć się za ich plecami i umieścić piłę w siatce. Tyle, że to już. Jak nie wyjdzie zwód, jak nie wejdzie strzał, to „Wolak” znika wśród swoich kolegów. Niestety, Michał znika równie często. Wtedy na boisku nie widać go wcale, choć trzeba przyznać, że nie przestaje pracować w defensywie. Tylko jaki kibic docenia grę w obronie własnej bramki? Niewielu, rzekłbym prawie nikt. A właśnie zadania defensywne to często zadania młodego piłkarza Legii. Zresztą wszechstronność Michała Żyro to jego wielka zaleta i jednocześnie jego wielkie przekleństwo. Zbyt często ten 19-letni piłkarz „rzucany” jest po różnych pozycjach, zbyt często dostaje zupełnie inne zadania na boisku. W tym sezonie był już lewym obrońcą, lewym/prawym pomocnikiem, skrzydłowym i wysuniętym napastnikiem. To niestety nie sprzyja stabilizacji, wręcz przeszkadza w nabraniu pewnego automatyzmu w grze. A w tym wieku jest to bardzo potrzebne, wysoka, równa forma to coś co pomoże uzyskać potrzebną pewność siebie, ta zaś jak wiemy pozwala przenosić góry.

Niestety Żyro przebłyski formy miał na jesieni, świetne wejście w meczu z PSV, doskonałe rajdy z Hapoelem, kilka meczy w lidze (z występem przeciwko Widzewowi na czele). Doskonała forma w trakcie przygotowań przed-rundowych nie przełożyła się na prezentowaną formę w meczach wiosennych. Kilka przebłysków w meczach pucharu tysiąca drużyn, kilka niezłych zrywów w lidze, za mało by pozytywnie ocenić młodego piłkarza. Ja jednak wierzę, że Michał w formie, to ten z finału Pucharu Polski, gdy to przeciwnicy z Chorzowa nie mieli żadnego pomysłu jak zatrzymać młodego skrzydłowego. Czy to na skrzydle, czy zastępując środkowego napastnika robił z rywalami co chciał. Wreszcie widać było jego dynamikę, szybki zwód i świetną technikę. A, że jakoś tak dziwnie biega? A jaki zawodnik o takich parametrach biega normalnie? Peter Crouch, Zlatan Ibrahimović, czy może Danijel Ljuboja? Niestety, tylko sprinterzy pomimo swojego wzrostu potrafią poruszać się płynnie i z gracją, tylko, że Oni ćwiczą techniki biegu od małego. U nas tego aspektu techniki piłkarskiej nie uczy nikt.

Teraz podczas gdy myśląc o nowych rozgrywkach, naprawdę ostrzyłem sobie zęby na występy dwóch naszych Wilków (to już wilki przez W), na obserwowanie ich kolejnych postępów, na oklaskiwanie ich akcji... dowiaduję się, że... Obaj już są jedną nogą „gdzieś tam”. Dwaj chyba najbardziej obiecujący gracze pierwsi w kolejce do sprzedania i to za.... grosze. Bo niby nędzy milion za Michała Żyro to ma być to na co liczymy? Zawodnik o takich możliwościach, grający w lidze chorwackiej kosztuje około 3 razy tyle. Zamiast więc poczekać, dać mu okrzepnąć, dać prawdziwą szansę i zgarnąć poważną kasę (nie oszukujmy się, o nią w nowoczesnym futbolu też chodzi), my znów zadowalamy się ochłapami.

Oczywiście, może być tak jak napisał Gawin.

Michał nie ustabilizuje swojej formy na wspomnianym przeze mnie poziomie „finałowym”, nie rozwinie się tak jak no to liczę ja i zwolennicy jego talentu, ale... dlaczego nie chcemy dać mu tej szansy? Dziś sprzedamy Michała z Rafałem, jutro Olka Jagiełłę i Bartosza Żurka? To tak ma wyglądać to „samofinansowanie się” spółki? To ja chyba dziękuję. Wolę by „zdjąć” te kilka milionów z budżetu i dać tym chłopakom prawdziwą szansę. Szansę na wejście w prawdziwy profesjonalny futbol jako piłkarzy „z nazwiskiem”, jako piłkarzy z którymi ich potencjalny nowy klub będzie się liczył. Sprzedawanie ich po „taniości” to po pierwsze zwykłe proszenie o jałmużnę, a po drugie pytam - kto za nich? Michał Żyro to nasz ostatni skrzydłowy, Rafał to jedyny wykonawca stałych fragmentów gry i młody rozgrywający. Kto za nich? Chorwat? Serb? Czech? – po co? Naprawdę lepiej jest sprzedać Żyro za milion by potem większość z tego zapłacić jakiemuś kolejnemu emerytowi (za kontrakt i podpis)? To jest ta nasza polityka?

Nie tak to wszystko widziałem. Miałem nadzieję na jakąś ciągłość, a zamiast tego wygląda to tak jakby liga była tylko po to by wytransferować jak największą liczbą graczy. Bardzo niepokoi mnie w tym wszystkim zachowanie managera obu piłkarzy (ten sam pan), facet zamiast tonować nastroje zdaje się być głównym kołem zamachowym wszystkich tych spekulacji transferowych. Zresztą taka już jest jego metoda pracy, co widać po sytuacji Roberta Lewandowskiego.
3sobota, 19, maj 2012 22:50
Garm
A może Kucharski widzi, że ten statek tonie tylko nieco wolniej niż cała nasza liga i chce dla klientów szansy na poważny futbol (nawet, jeśli będą musieli rok czy dwa terminować w jakichś rezerwach)?

Pracownicy klubu są za bardzo zajęci pilnowaniem własnych stołków i prywatnymi wojenkami, żeby myśleć o czymś tak abstrakcyjnym jak dobro Legii.
4sobota, 19, maj 2012 23:36
Andrzej
Witam wszystkich po długiej przerwie spowodowanej nawałem pracy. Miałem to szczęście, że nie dane mi było zbyt głęboko przeżywać tego, co się stało parę tygodni temu z uwagi na to, że miałem mnóstwo innych rzeczy na głowie. Legia Legią ale zarabiać trzeba. Smile
Muszę przyznać, że bardzo mile mnie zaskoczyliście dyskusją na temat odejścia Waltera i tego, co się ostatnio działo w klubie. Bardzo merytoryczna dyskusja, którą czytałem z przyjemnością. Ja, osobiście podzielam zdanie Monrooe, że należy cały ten okres traktować jednak negatywnie. Pozwoliłem sobie nawet skomentować felieton Zarzyckiego w bardzo podobny sposób, co Monrooe ale mój komentarz po kilkunastu minutach został bezczelnie skasowany. Widać pismaki z Wyborczej cenzurę mają we krwi.
Teraz do meritum. Michał ma świetne warunki fizyczne do tego, żeby zrobić wielką karierę. Zgadzam się z Monrooe, że może nawet większą niż Wolak. Dla klubów zachodnich taki piłkarz, to priorytet i nie dziwię się zainteresowaniu Hannoveru, mimo, że Żyrko ostatnio często kopał się po czole. Ale... bardzo mnie niepokoi, że w ostatnich kilku miesiącach nie zrobił nawet małego kroczku do przodu. On już powinien być bardziej stabilny. To może oznaczać, że mentalnie nie jest przygotowany do tej kariery. A jeśli mentalnie nie jest gotowy, to w Bundeslidze po prostu zginie. Czy Legia powinna go sprzedać? Moim zdaniem, kluczową powinna być opinia trenera. Jeśli trener uzna, ze nie za bardzo jest w stanie dotrzeć do piłkarza, to jak najbardziej sprzedać.
PS. No, nie mogę się powstrzymać, żeby nie dać Wallesowi prztyczka. Gdyby do Legii trafił taki Thomas Muller, to pewnie już po pierwszym meczu nazwany byłby szrotem, co nie? Wink
5niedziela, 20, maj 2012 09:04
gawin76
@ QD

Dokładnie to miałem na myśli.
Oczywiście myślę że wszyscy rozumiemy, że czasem pojawi się oferta 'nie do odrzucenia', ale żeby co do zasady przy pierwszej nadarzającej się okazji wręczać młodym walizeczkę i pokazywać drzwi - na coś takiego nie powinno być zgody.

@ Monrooe

Obawiam się, że maksymalna wartość piłkarza grającego w Legii w najbliższym czasie raczej nie ma szans osiągnąć niebotycznych wskaźników, tak po prostu jesteśmy postrzegani przez rynek i nie ma co się zżymać, że Chorwaci są znacznie drożsi - oni pracowali na swój wizerunek wiele lat.

Nawet ten 'nędzny' milion za Żyrę to zatem byłaby w tym momencie całkiem rozsądna cena, natomiast rzecz w tym, że piłkarz wchodzący do drużyny powinien w niej choć trochę dojrzeć, okrzepnąć, osiągnąć poziom, który uprawnia do myślenia o kolejnym kroku naprzód, coś dać klubowi, który go ukształtował.
Sprzedajmy go za 500 tysięcy lub... pięć milionów (też mu nie odmawiam szans!), ale na miłość boską po 2-3 prawdziwych sezonach w seniorskiej piłce, nie po 2-3 kopnięciach piłki.
6niedziela, 20, maj 2012 10:04
Monrooe
Ależ Gawinie ja zdaję sobie sprawę z tego, że Chorwaci są lepiej postrzegani, ale to... banał. Globalnie masz pełną rację, każdy zawodnik klubu Premiership wart jest około bańkę, bo musi coś reprezentować, jeśli tamci go wzięli do zespołu. Nie oznacza to jednak, że zaraz go ktoś zaraz tą bańkę kupi. Indywidualnie przy każdym transferze liczą się umiejętności i to za nie się płaci.

Michał Żyro ma nieprzeciętne możliwości być piłkarzem wielkim. W środowisku mówi o tym wiele osób, sprzedając go teraz oddajemy go za perspektywy postrzegania ligi polskiej. Sprzedając za rok, dwa dostalibyśmy równowartość jego umiejętności, o tym mówię. Nie dajemy sobie szans na to by podnieść naszą "globalną cenę".

Milion euro za Michała Żyro - i co? Co za te pieniądze? Jaka to suma wobec obecnych cen na rynku? Kogo za niego weźmiemy by w zespole nie było dziury i ile na to wydamy? Na prawdę milion to dobra suma? Jeśli do kieszeni to tak. Tyle, że to oznacza, że się zwijamy a nie mamy ambicję coś ugrać.
7niedziela, 20, maj 2012 15:00
Senator
Bodaj Boniek sugerował że 90 % dywagacji o transferach to bujda i nic z rzeczywistością wspólnego nie ma. Jak jest w tym przypadku? raczej coś na rzeczy jest co nie znaczy, że całe to zamieszanie w te 90 % się nie wpisze i oby tak się stało.
Panowie szlachta było wiadomym że jeśli tytuł w tym roku pójdzie gdzie indziej czekają nas trudne czasy. Rezygnacja pana Waltera to tylko potwierdzenie że "lepiej to już było". Oczywiście nie znaczy to, że należy w tym momencie postępować wbrew logice, głupio i bez sensu. Odwrotnie , jeśli idą ciężkie czasy to każdy ruch każdą decyzję należy przemyśleć i dokładnie zbadać za i przeciw. Jeśli mówią że biedny żyje drożej to mają 100 % racji ( wiem po sobie Wink ) . Jednym słowem Legii obecnie nie stać na oddanie Żyro za niech będzie milion czy Wolskiego za 2. Jeśli mamy opierać zespół na młodych to Ci młodzi grą winni spłacić okres wyszkolenia,tu nadebrać dojrzałości i "ogłady" piłkarskiej. Moim zdaniem doskonale to naszych rozważań pasuje tekst świetnej , doskonałej rewelacyjnej piosenki zespołu Breakaut - "Kiedy byłem małym chłopcem" Żyro czy Wolski są jeszcze mali.

Kiedy byłem,
kiedy byłem małym chłopcem, hej,
wziął mnie ojciec,
wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł:
Najważniejsze co się czuje,
słuchaj zawsze głosu serca, hej.

Kiedy byłem,
kiedy byłem dużym chłopcem, hej,
wziął mnie ojciec,
wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł:
Głosem serca się nie kieruj,
tylko forsa ważna w życiu jest.

Wicher wieje,
wicher słabe drzewa łamie, hej,
wicher wieje,
wicher silne drzewa głaszcze, hej.
Najwazniejsze to być silnym,
wicher silne drzewa głaszcze, hej.
8niedziela, 20, maj 2012 19:51
gawin76
@ Monrooe

Między innymi z powodów o których piszesz powyżej, pozwoliłem sobie napisać w tekście, że rzecz musi budzić wątpliwości również z ekonomicznego punktu widzenia.

Natomiast akurat argument finansowy, nie tylko w przypadku Michała, ale ogólnie w odniesieniu do przyszłych dylematów tego rodzaju, uważam za zdecydowanie najmniej istotny.

Dlaczego? Choćby dlatego, że jest to broń obosieczna. Gdyby nawet setka ekspertów przepowiadała 'Żyrce' świetlaną przyszłość, przekonywała, że za rok, dwa możemy wziąć za niego kilka razy więcej niż obecnie - absolutnie nie da się czegoś takiego zaplanować. Jedna, druga, trzecia pomyłka i argument na rzecz powstrzymywania się od sprzedaży, stanie się argumentem za jej jak najszybszą realizacją.
9niedziela, 20, maj 2012 20:50
Andrzej
Gawinie, Żyro ma naprawdę świetne warunki fizyczne i to jest jego wielki kapitał. Jest wysoki, silny, szybki i wytrzymały a ponadto omijają go poważniejsze kontuzje. Natomiast na razie mocno kuleje z podstawowymi umiejętnościami piłkarskimi. Tutaj ma mnóstwo do poprawy. Pytanie jest, czy w Legii jest w stanie/będzie miał ochotę to poprawić. W rundzie wiosennej nie miał praktycznie żadnej poważnej konkurencji i wpłynęło to na niego dość negatywnie. Naprawdę szkoda, że Skorża tak szybko odstrzelił Żurka, który szansę dostał, zdaje się, tylko ze Śląskiem. Nie był to rewelacyjny występ młodego legionisty, popełnił kilka szkolnych błędów ale chyba jednak nie zasłużył na takie definitywne odstrzelenie.
10poniedziałek, 21, maj 2012 09:55
Oley
@ Senator
Smile
trafny cytat, inna sprawa, że aż mi się łezka zakręciła, czytając teks S.P. Tadzia Nalepy
Smile
@ Monrooe
no właśnie... sądziłem, że Ty to napiszesz
Smile

@ Gawin
wszyscy mówimy jednym głosem, jeśli chodzi o temat...
11poniedziałek, 21, maj 2012 11:58
Monrooe
@ gawin76

- „Natomiast akurat argument finansowy, nie tylko w przypadku Michała, ale ogólnie w odniesieniu do przyszłych dylematów tego rodzaju, uważam za zdecydowanie najmniej istotny.”

Nie zgodzę się, kompletnie. Moim zdaniem na pieniądzach ten temat się zaczyna i na kasie kończy. Brutalne, ale prawdziwe. Zarówno Legii Warszawa, jak i żadnego polskiego klubu po prostu nie stać na to by zrezygnować z takich ofert jak choćby za Maćka Rybusa czy Ariela Borysiuka. Tu jak mniemam nie ma między nami różnicy. Dokładnie tak samo jest z młodymi graczami. Oddawanie ich za nędzny milion to swego rodzaju żebranie. Gdyby jednak (hipotetycznie) ktoś (potencjalny nabywca) wycenił Michała Żyro na powiedzmy 2,5 – 3,5 miliona euro to sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Po pierwsze zastrzyk gotówki dla klubu jest tak znaczy, że umożliwia natychmiastowe „załatanie” dziury po zawodniku (oczywiście zakładając, że pion sportowy jest przygotowany na podobne operacje) i przeznaczenie części pieniędzy na działalność/rozwój. Po drugie są to takie pieniądze, które oznaczają, iż kupujący wiąże ogromne nadzieje z młodym graczem i o jego rozwój również byłbym spokojny.

Tak jak w przypadku sprzedaży Macieja Rybusa, tak i w takim wypadku nie miałbym większych problemów z decyzją sprzedaży zawodnika. Z obopólną korzyścią, tak dla klubu jak i samego piłkarza. Oczywiście w przypadku sprzedaży „Rybki” wątpliwości budziły okoliczności transakcji (czas i brak alternatyw dla trenera/zespołu), ale ona sama nie wzbudza mojego najmniejszego sprzeciwu. Gdyby (znów hipotetycznie) taka powiedzmy Borussia Dortmund dała za Rafała Wolskiego 3,5 – 4,5 milina zostawiając go na rok u nas (podobnie postąpiła w przypadku transferu Leonardo Bittencourta z FC Energie Cottbus za 3 miliony euro) to absolutnie nie budzi to mojego słowa sprzeciwu. Widać, że taki zawodnik jest bardzo poważnie traktowany i nadzieje z nim związane są w nowym klubie naprawdę duże. To w jakimś stopniu gwarantuje mu dalszy rozwój i kontynuację rozpoczętej u nas pracy.

Niestety te dywagacje mają się nijak przy transferze opiewającym na około milion euro. Ani Legia nie zyskuje tyle, aby być w pełni zadowolonym i mieć możliwość szybkiego zastąpienia tego zawodnika, ani sam piłkarz nie ma większej pewności, że ktoś jakoś szczególnie będzie na niego zwracał uwagę. Transfery Mateusza Klicha i Artura Sobiecha dobitnie pokazują jak traktowane są takie nabytki. Ot przebije się to świetnie, jak nie to trudno. Z pięciu kupionych za milion jeden się wybije i będzie wart 6 baniek, warto było? Pewnie. Reszta zaś wróci skąd wyszła, a może i jakaś kasa za nich będzie, może 1 – 1,5 uda się odzyskać. Kto bogatemu zabroni? Oddawanie naszych piłkarskich nadziei w taki sposób to zbrodnia. Stąd też mój sprzeciw dla takich transakcji.

ps: Oczywiście podane przeze mnie przykłady są czysto hipotetyczne. Choćby przytoczony przykład zakupu przez mistrza Niemiec Leonardo Bittencourta eliminuje moim zdaniem możliwość zakupu Wolskiego (ta sama pozycja, podobne możliwości). Chodziło mi o pokazanie pewnej zasady działania. Pewnych różnic między jednym a drugim transferem.
12poniedziałek, 21, maj 2012 13:01
gawin76
@ Monrooe

Odnoszę wrażenie, że jednak nie piszemy o tej samej stronie 'aspektu finansowego' Wink

Zatrzymywanie piłkarzy w przeświadczeniu, że ich wartość w ciągu najbliższego roku czy dwóch znacząco wzrośnie, jest rozumowaniem ryzykownym i błędnym. Załóżmy że klubowa kasa stoi w przypadku takim jak Michała przed prostym wyborem - mieć milion euro czy nie mieć. Ty chcesz im powiedzieć żeby nie brali tego miliona, bo za jakiś czas mogą mieć znacznie więcej. Ja chcę im powiedzieć - nie bierzcie tego miliona, bo po pierwsze takimi decyzjami psujecie drużynę (co zresztą na skutek prostego związku przyczynowo skutkowego, bije w klubową kasę z siłą większą niż rzeczony milion), po drugie wysyłacie bardzo niedobry sygnał do kolejnych pokoleń naszej Akademii, a dopiero po trzecie bo (ewentualnie, być może, kto wie!) ten chłopak jest w stanie osiągnąć znacznie wyższą rynkową wartość na przestrzeni najbliższych kilkunastu miesięcy.

Oczywiście gdyby jakimś cudem ktoś w tym momencie zaproponował za 'Żyrkę' 4 bańki euro, powyższe rozważania straciłyby rację bytu, no ale w całym wpisie jakby niezupełnie o to mi chodzi.
13poniedziałek, 21, maj 2012 14:21
Andrzej
@Gawin
Czy mnie się wydaje, czy właśnie próbujesz obalić sens istnienia jednej z podstawowych rynkowych instytucji, czyli GPW? Ja tam na giełdzie nie gram ale z tego co wiem, zachowanie akcji na tzw. lepsze czasy być może jest działaniem ryzykownym ale na pewno nie błędnym. Z piłkarzem jest o wiele prościej, bo cała rzecz sprowadza się do fachowej, podpartej obserwacjami oceny. Czy Żyro może być lepszy? Oczywiście, że może. Czy w Legii? Jasne, pod warunkiem, że stworzymy mu odpowiednie warunki do rozwoju.
14poniedziałek, 21, maj 2012 15:18
gawin76
@ Andrzej

Nie przypominam sobie, żebym pisał cokolwiek o GPW czy akcjach, analogia rzekłbym dość odległa (równie dobrze mógłbym twierdzić, że Ty czy Monrooe wierzycie, że używany samochód będzie z czasem zyskiwał na wartości), ale skoro już upierasz się, że Żyro jest taką swego rodzaju akcją, to zważ, że w tym przypadku koszt utrzymywania akcji w portfelu rośnie z każdym sezonem spędzonym przez tę 'akcję' w Legii (co, skoro interesuje nas wyłącznie finansowy zysk, podnosi pożądaną cenę zbycia), nie ma też mowy o precyzyjnym bieżącym ustalaniu kursu sprzedaży, nie ma większej nadziei na odbudowanie kursu w przypadku jego nagłego załamania, trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że okres potencjalnego spieniężenia 'akcji' jest w naturalny sposób mocno ograniczony. Nie wspominając już nawet o tym, że prawdziwe akcje nie złapią kontuzji, ani w przypadku nawet wzorcowego i wymarzonego rozwoju nie przewróci im znienacka w głowie obrotny menago.

Powtarzam - sprowadzenie rzeczy do czysto finansowej kalkulacji (dziś milion - źle, jutro trzy - dobrze) oznacza wkroczenie w terytorium, które określiłbym delikatnie jako bujanie w obłokach, w myśl tej logiki piłkarzy powinno się sprzedawać tak naprawdę natychmiast kiedy tylko pojawi się jakakolwiek oferta (nie można zresztą wykluczyć, że taka strategia obowiązuje w Legii). Milion euro stanowi poważny, rzeczywisty argument - nie da obalić się go podejmując walkę na gruncie czysto finansowym, w dodatku posługując się wyimaginowanymi, wirtualnymi zyskami w charakterze oręża.
15poniedziałek, 21, maj 2012 15:32
Monrooe
Zaraz, zaraz, Gawinie ja nie staram się przekonywać, iż nie warto sprzedawać Michała Żyro za bańkę bo może być warty więcej. Szczególnie, że dobrze wiemy, iż może albo i nie. Ja mówię, że nie warto sprzedawać go za bańkę, bo w ten sposób robimy krzywdę sobie i chłopakowi.

Michał sprzedany za taką kasę nie ma żadnej gwarancji rozwoju, nikt specjalnie na niego nie będzie stawiał, nie dostosuje swoich metod przygotowania czy gry pod tego chłopaka. Takie szanse ma u nas, ewentualnie w zespole który w niego uwierzy, dostrzeże to czego inni jeszcze nie widzą. Potraktuje jak inwestycję, - dziś damy 3 miliony jutro będzie wart 10 lub 15 baniek. Wtedy i tylko wtedy możemy chłopaka pościć już dziś. Bez większej szkody dla niego, a ze sporym zyskiem dla nas.

W innym wypadku powinien zostać na Ł3 i dać z siebie wszystko w kolejnym sezonie. Jak już pisałem na początku tego tematu bardzo na chłopaka liczę. Bardzo bym chciał być świadkiem jego dalszego rozwoju. Tak jak kiedyś dopingowałem "Rybę" czy Vizira.
16poniedziałek, 21, maj 2012 16:31
Andrzej
Granica pomiędzy giełdą a używanym samochodem leży gdzieś tak w okolicach 27 lat. Piłkarz młodszy powinien być traktowany jak pakiet akcji kupiony w czasie bessy a starszy jako ten używany samochód. Żyro zdecydowanie należy do tej pierwszej grupy. Natomiast, ja cały czas robię zastrzeżenie, że o tym, czy Michała sprzedać czy nie powinien zadecydować trener. Jeśli teraz go zatrzymamy a trener stwierdzi, że to drewno i będzie go trzymał na ławce, to należy go sprzedać dopóki ktoś chce go kupić. Jeśli zaś trener uprze się, że zrobi z niego piłkarza, to jak najbardziej zatrzymać.
17poniedziałek, 21, maj 2012 18:44
QD
Jeśli już trzymać się porównań samochodowych to ja bym raczej wskazał na "klasyki" - mamy perełkę "do odrestaurowania" (dalszego trenowania) i pytanie co z nią zrobić? Sprzedać taką jaka jest, czy pogrzebać przy niej i zwiększyć jej wartość ponosząc jednak koszty "remontu" (o ile w ogóle jesteśmy w stanie go przeprowadzić) oraz ryzykując wcześniejsze rozbicie maszyny, czy odkrycie jej nienaprawialnych wad.
18poniedziałek, 21, maj 2012 21:22
Zbyszek
Uważam politykę władz Legii polegającą na wyrażaniu zgody na transfery każdego zawodnika za odpowiednią zapłatą za słuszną.

Jest tu co prawda pewien konflikt pomiędzy oczekiwaniami kibiców chcących budowy silnego zespołu z tzw. najlepszych zawodników a "pozbywaniem" się właśnie najlepszych, ale interes klubu i samego piłkarza jest istotniejszy. Zresztą gracza nie można w klubie trzymać na siłę. Przypomnę o prawie Bosmana i jego rozwinięciu tj. prawie Webstera. Zawodnik w wieku do 28 lat może odejść z klubu, jeżeli był w nim co najmniej 3 lata, gdy:
1. Złoży taka deklarację do 15 dni po zakończeniu sezonu
2. Przejdzie do klubu w innej federacji /w praktyce do innego kraju/
3. Klub otrzyma odszkodowanie w wysokości równej zarobkom piłkarza do końca kontraktu, nie dłużej niż do 5 lat pobytu w danym klubie.
Zawodnik powyżej 28 lat może odejść po 2 latach pobytu w jednym klubie. Ma to oparcie w art. 17 Regulaminu FIFA i orzecznictwie Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Lozannie. W Polsce z Prawa Webstera skorzystał b. piłkarz Wisły Adam Kokoszka, który po 5 latach pobytu w Wiśle odszedł za darmo. Kluby starają się z tego prawa nie korzystać chcąc zachować dobre relacje z przyszłymi partnerami, ale taka możliwość istnieje.

Nie tylko z tego powodu i nie tylko dlatego, że klub zarabia na transferach popieram samą ideę. Uważam, że młody, zdolny piłkarz, aby się rozwijać powinien z każdego polskiego klubu wyjechać, jeżeli ma taką okazję. Decydują tu moim zdaniem kwestie szkoleniowe.
Po nieudanych MŚ 1986 roku /tylko wyjście z grupy/ ówczesny trener reprezentacji Antoni Piechniczek powiedział, że "Polska myśl szkoleniowa nie jest gorsza od zagranicznej. Świat nam odjechał pod względem infrastruktury i farmakologii". Jak niedawno przyznał słowa te wypowiedział po rozmowach ze Zbigniewem Bońkiem. Wtedy można było uznać je za prawdziwe. Ale kiedy dziś Pan Antoni nadal twierdzi, że Polska myśl szkoleniowa ma się dobrze to się myli. Sama myśl może tak, ale praktyką szkoleniową daleko odbiegamy od większości Europy. W Polsce trenuje się za mało i żle. I to od kilkunastu lat. Nie wchodząc w szczegóły można powiedzieć, że nasi piłkarze trenowani w naszych klubach do końca lat 80-tych motorycznie nie odbiegali od zagranicznych rówieśników. Zmiana metod treningowych też związana z podgrzewanymi płytami polegająca na intensyfikacji treningu nie do końca z uwagi na boiska mogła być przeniesiona do nas. Niemniej trenerzy znacznie treningi zintensyfikowali. Ale Europa poszła o krok dalej. Od ponad 10 lat trenuje się i objętościowo więcej i znacznie intensywniej. My w większości zostaliśmy na poziomie 45minut dziennie w okresie startowym. Trener Hapal w Zagłębiu aplikując 2 treningi dziennie został królem wiosny. W Legii w takiej jednostce treningowej chciano i utrzymywać wysoki poziom motoryczny i nauczyć gry atakiem pozycyjnym. W efekcie i to i to było na niskim poziomie.
Przytoczę taką hipotetyczną rozmowę jaką Pan Kuchar - właściciel Lechii Gdańsk mógł odbyć z trenerem tego klubu: "Panie trenerze jak oglądałem treningi w NBA to widziałem, że oni tam trenują 3, 5 do 4 godzin dziennie, a mecz trwa 1 godzinę. A u nas mecz trwa 1,5 godziny, a oni trenują o połowę krócej. To co innego. Ale w Niemczech trenują po 2 godziny 2 razy dziennie. To też co innego. A czy Pan ma plan treningu i go realizuje. Tak mam i jak mi starczy czasu to go realizuję. To za co ja płacę takie pieniądze. W przeliczeniu na godzinę pracy zarabiacie więcej niż gdziekolwiek indziej"

Większość trenerów i piłkarzy traktuje trening jak zło konieczne i nie zamierza poświęcać mu zbyt wiele czasu. Gdy po Janie Urbanie trenerem został Stefan Białas chciał, aby piłkarze pobyli ze sobą w klubie chociaż godzinę. Zawodnicy go wyśmiali /pierwszy był Iwański/:
"Panie trenerze my mamy wiele spraw do załatwienia - zakupy, dzieci do szkoły, życie towarzyskie". W sumie to łaskę robili, że raczyli wpaść na trening. I te balangi po prawie każdym meczu. Trenerzy też nie lepsi. Opowiadał Pan JW jak to jeden trener w okresie startowym koniecznie musiał wziąć urlop, a inny nawet na te 45 minut nie raczył przychodzić.

Wspomnieć też trzeba ubóstwo taktyczne jakie panuje na naszych boiskach. Króluje powszechnie metoda obrony Częstochowy i jak się uda to może się coś strzeli. Zawodnik w wieku powyżej 25 lat, gdy przechodzi do kluby zagranicznego tak daleko odbiega taktycznie od nowych kolegów, że nie wiadomo czy to jeszcze ta sama gra.

W takiej atmosferze powszechnego nieróbstwa i demoralizacji młody, ambitny piłkarz nie ma czego szukać. Uciekać i to jak najszybciej.

W 1960 roku kandydat na prezydenta USA J.F.Kennedy przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść hasłem: "Nie mów co Ameryka może zrobić dla ciebie. Powiedż co ty możesz zrobić dla Ameryki". U nas popularność wielką miałoby zawołanie: "Nie dawaj nic od siebie. Za to żądaj wszystkiego dla siebie".

Oczywiście młody piłkarz powinien trafić do klubu,gdzie mógłby się rozwijać, a więc do klubu lepszego niż dotychczasowy. Jeżeli ma na uwadze tylko wzrost zarobków to kariery nie zrobi. Dlatego nie pochwalałem wyboru Borysiuka, gdyż wyjazd do 1KFC to ze sportowego punktu widzenia nonsens /jest to klub na poziomie Widzewa/. Tak, jeżeli Żyro miałby wyjechać do Dortmundu, Werderu czy Hannoweru 96 to tylko wypada przyklasnąć. Inna sprawa czy nie mierzy za wysoko. W Legii talentu do pracy nie wykazał /wręcz odwrotnie/, za to miał duży zapał do pozaboiskowych rozrywek. Ale podobne problemy były w Lechu z Lewandowskim i zmiana otoczenia i atmosfery dobrze mu zrobiły.
19poniedziałek, 21, maj 2012 21:43
Andrzej
Święte słowa, Zbyszku. Reżim treningowy w Legii już od dawna powinien być na poziomie europejskiej średniej a nie godzinka treningu, w dodatku zamkniętego żeby nie stresować panów piłkarzy. No i oczywiście wczasy w niezłych kurortach 2 razy w roku. Żyć, nie umierać. No ale tak to jest jak właściciel traktuje trenera jak najemnika zatrudnianego na ładne oczy w ogóle nie interesując się tym, co ten człowiek ma zamiar zrobić z tym zespołem. Gorzki śmiech mnie ogarnia jak teraz słucham żalów Wojciechowskiego, którego każdy, za przeproszeniem, bezczelnie dymał. Aż się w końcu pan Józio obraził. A paszoł won! Krowy doić a nie brać się za piłkę! Walter, zresztą nie lepszy...
20wtorek, 22, maj 2012 10:38
iocosus
W moim przekonaniu Józef Wojciechowski obecnie uważa się za nie mniejszego speca od piłki jak Zbyszek i Andrzej, jak każdy z tu na c-L udzielajacych się kibiców, co więcej może stwierdzić, że od każdego z nas, ma dużo większą znajomość piłkarskich arkanów, wyrobioną na podstawie niezliczonych rozmów na przestrzeni kilku lat z fachowcami o ugruntowanej wiedzy teoretycznej i praktycznej, wszak wśród jego futbolowych doradców nie byli tylko polityk Oleksy, czy hokeista Czerkawski.

Pewność własnych osądów jest u bossa J.W. z pewnością nie mniejsza niż u każdego z nas, jeżeli wtrącał się i czuł się na siłach krytykować założenia taktyczne i wybory personalne swoich trenerów, to taka "pestka" jak zwiększenie objetości i intensywności treningów musiała od razu przyjść mu do głowy, gdy tylko drużyna nie osiągała wyników na miarę jego aspiracji. Z wyegzekwowaniem cięższych i dłuższych treningów to przecież dla apodyktycznego Józefa Wojciechowskiego nie byłby żaden problem, a jednak skutecznie ktoś mu wybił to z głowy, przekonał, że nie tu leży pies pogrzebany. Sądzę, że Fornalik i w Polonii i w Ruchu metodologię treningów miał taką samą, paradoksalnie trenerami, którzy ponoć do zajęć się za bardzo nie przykładali byli w Polonii zagraniczni szkoleniowcy!

Bynajmniej jestem ostatnią osobą, która miałaby bronić PMS, sądzę, że mają dużo za uszami w metodologii treningu również, ale moja wiedza i praktyczna i teoretyczna, a raczej jej brak, powstrzymuje mnie od zbyt jednoznacznych osądów i wyciągania radykalnych wniosków. Po prostu się na tym nie znam, żeby miarodajnie stwierdzić po jakiej dawce treningu piłkarz jest niedotrenowany, a po jakiej przetrenowany. Wiem jako laik i ignorant w temacie, że jednak jedno i drugie może mieć miejsce, a za optymalizację obciążeń treningowych odpowiadają w klubach specjaliści, fizjolodzy z wiedzą z pewnością większą od każdego z nas. Skłonny jestem raczej sądzić, że schematy zajeć treningowych w klubach europejskich z budżetami na przynajmniej kilkunastomilionowym poziomie i aspiracjami gry w europejskich pucharach, są podobne, trenerzy się wymieniają, jeżdżą na staże, podglądają, gdyby sukces miał zależeć tylko od zwiększonej objętości zajęć, to coś takiego wyegzekwować jest najłatwiej. Zaręczam, choćby dla twórcy klubu Kokosa gdyby widział taką potrzebę, wymusiłby to na trenerach i piłkarzach szybciutko. Magath funkcjonuje w Bundeslidze jak u nas Okuka. Róznice w podejsciu do treningów samych piłkarzy są z pewnością, ale mogą być pochodną dużo większej rywalizacji wśród szerokiej kadry o pierwszą jedenastkę, to stymuluje zaangażowanie, coach z batem jest zbędny.

Legia w konfrontacji czy to ze Spartakiem, czy nawet z PSV lub Sportingiem fizycznie, wydolnościowo i szybkościowo od tych drużyn nie odstawała, przynajmniej takie odnosiłem subiektywne wrażenie, a realną wykładnią porównawczą byłyby wyniki z programu Amisco. Trenerem, który koszarował piłkarzy w klubie, robił im długie odprawy i zwracał szczególną uwagę na przygotowanie fizyczne, oraz realizację wytyczonych założeń taktycznych jest Stefan Majewski, gdyby został trenerem w Legii, zamieniłbym się w antypatii do takiego szkoleniowca z Andrzejem.

Dla mnie, różnica w metodologii treningu, kiedyś w Polsce faktycznie polegała na długich obozach przygotowawczych, nastawionych na ładowanie akumulatorów, czyli górskie marszobiegi w kopnym śniegu, teraz ten sam efekt stara się uzyskać zajęciami z piłką i dzieje to się skutecznie ponieważ jak sam Zbyszek gdzieś tu na c-L w komentarzu zauważył, w obecnych czasach piłkarz podczas meczu musi przebiec dużo więcej kilometrów, w dużo większym tempie niż kiedyś, zatem i jego przygotowanie fizyczne do takiego zwiększonego wysiłku musi być zdecydowanie lepsze.

Zgadzam się z jednostronnym nastawieniem taktycznym polskich trenerów, nie wiem tylko czy sam jako trener posiadając zawodników o takich a nie innych parametrach, pod presją wyniku, nie ordynowałbym tego co najszybciej i najprawdopodobniej ma przynieść mi sukces, czyli autobus w polu karnym i dzida do przodu, czyli osławiona polska gra z szybkiego kontrataku. Na szczęście i Fornalik i Ojrzyński i Mroczkowski i Hajto nie zawsze tej zasadzie hołdują, starają się ją wzbogacić, urozmaicić.

Na czuja, jako ignorant, czerpiący swą wiedzę przede wszystkim z medialnych wypowiedzi, oraz z analizy wyników, do polskiej metodologii treningów największe pretensje mam gdy obejmuje okres między 10 - 20 rokiem życia piłkarza. Wówczas jest wszystko, lub prawie wszystko kształtowane i tu są chyba najwieksze "rezerwy", to znaczy w starą PMS w ogóle nie wierzę, nadzieję pokładam w młodych wykształconych obecnie trenerach. Rzeczą niezbędną jest rozwój klubowej infrastruktury dla piłkarskiego narybku, a tu pojawiają się już ogromne wątpliwości, a podejście do tematu na przykładzie Cupiała i Bednarza moim zdaniem woła o pomstę do nieba.

Aha, dla mnie modelową ścieżką, jest przejście Błaszczykowskiego i Lewandowskiego do klubu z "europejskiej piątki" w tym przypadku do Bundesligi, to byłbym skłonny uznawać za wzorzec.
21wtorek, 22, maj 2012 13:04
Andrzej
Zwiększenie obciążeń treningowych w naszych (i chyba nie tylko naszych) realiach skutkowałoby od razu buntem piłkarzy. Jedno nazwisko: Petrescu i chyba dalej nie muszę udowadniać powyższej tezy. Problem w tym, że właściciele polskich klubów traktują trenerów jak najemników. Nie interesują ich wizje, plany zatrudnianych przez siebie szkoleniowców a tylko papierek i to, ile trenerskich sukcesów jest w tym papierku. Gdyby taki Wojciechowski czy Walter usiedli przed podpisaniem kontraktu z takim kandydatem i dowiedzieli się w najdrobniejszych szczegółach (łącznie z rozpisanym planem tygodniowego mikrocyklu) co taki człowiek zamierza, to nie popełnialiby takich błędów. Zabawne jest, że dopiero teraz każe się Skorży pisać jakieś sprawozdania a nikogo to nie interesowało 2 lata temu. Gdyby taki właściciel w każdym momencie sezonu, jak to się mówi, ogarniał to co się dzieje z zespołem, to przede wszystkim samemu trenerowi byłoby łatwiej, bo cały czas miałby wsparcie od najważniejszej osoby w klubie. A tak mieliśmy w jednym klubie postawę w stylu: "tutaj macie mój tyłek i możecie mnie dymać do woli" a w drugim: "ja jestem pan i władca i wystarczy, że skinę palcem i już ciebie nie ma".
Inna sprawa, że taka "rozmowa kwalifikacyjna" w wielu przypadkach zakończyłaby się odstrzeleniem kandydata, bo okazałoby się, że jedyny pomysł na zespół, to ściągnięcie połowy Barcelony.
22wtorek, 22, maj 2012 13:57
iocosus
Andrzej a jaką my mamy wiedzę, żeby stwierdzić jak takie rozmowy między Walterem, Cupiałem, Wojciechowskim, a poszczególnymi kandydatami na trenerów wygladały. W jaki spoób Ty, ja lub Rutkowski z Filipiakiem lub Cackiem możemy miarodajnie zweryfikować mikrocykl treningowy zaproponowany przez danego trenera?
23wtorek, 22, maj 2012 18:14
Andrzej
Tutaj nie chodzi tylko o to aby zweryfikować. Choć weryfikacja również jest wskazana i chyba wcale nie taka trudna - nawet jeśli nie ma się o tym pojęcia, to są chociażby byli piłkarze Legii, którzy liznęli zachodniej szkoły trenerskiej a którzy mogliby to ocenić. Nasza nauczycielka, która uczyła nas rachunkowości (szkoła była informatyczna) zawsze powtarzała, że rachunkowość jest nam potrzebna po to, aby kiedyś, gdy będziemy właścicielami firm księgowa nie robiła nas w konia. Tutaj chodzi głównie o to aby zrozumieć i zaakceptować. Trener musi chodzić pod rękę z właścicielem, bo inaczej nie ma szans w szatni. Zwłaszcza w takim klubie jak Legia, gdzie grają piłkarze, którzy z niejednego pieca jedli chleb. A już kompletnie to nie ma prawa być na takich chorych zasadach jak w Polonii, gdzie relacja pomiędzy właścicielem a trenerem była jak między monarchą a poddanym.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.