- Kategoria: Trybuna komentatorów
- iocosus
-
Marta, jedyna grzechu warta?
Marta, jedyna grzechu warta?
Jak ktoś już jest idiota, to próżna robota,
To coś kibica omota, a prezes się miota,
Stracony sportu duch i kasa, nie mało, nie mało,
Sam nie wiesz, jak się stało, lecz
Mnie męczy jedna rzecz:
Czy pani Marta jedyna grzechu warta?
Ta myśl uparta zabija mnie.
Bo dla mnie Marta zakryta karta -
Być może ofiarnego kozła warta, być może nie.
To niby nic, a kierownik pewna praca,
Czy to z Martą się opłaca?
Wiemy, że nie! Ale to rzecz otwarta,
Bo gdyby Marta
jedyna kary warta
Byłoby źle.
To strasznie mnie natęża, natęża, natęża
Pytam zatem wprost Prezesa, Prezesa, Prezesa,
On z kibica duchem blisko, porządne chłopisko,
On zwykle mówi wszystko nam,
Niech teraz powie sam.
Czy pani Marta jedyna grzechu warta?
Ta myśl uparta zabija mnie.
Bo dla mnie Marta zakryta karta -
Być może ofiarnego kozła warta, być może nie.
Pozwoliłem sobie nieudolnie sparafrazować przebój idolki moich rodziców i dziadków, królowej polskiej estrady lat minionych, przed erą elektrodową. W poczuciu winy, dokonanej profanacji, gwoli zadośćuczynienia prezentuję niedościgły oryginał:
Czasy i style muzyczne się zmieniają, jakoś za specjalnie ani z przeszłością, ani z teraźniejszością identyfikować się nie potrafię, sorry nie mój klimat, ale nawet bez parafrazy, autorowi tekstu, niezrównanemu Marianowi Hemarowi , trzeba oddać, że miał wizję, czy aby nie proroczą, choć pewnie nigdy by nie przypuścił, że dręczącą kibiców piłkarskich!?
Niby o „Bereśgate” wiemy wszystko, został popełniony proceduralny, zgłoszeniowy błąd, opłakany w tragicznych dla Legii skutkach, ale po prawdzie jak w klubie aspirującym do Ligi Mistrzów coś tak kuriozalnego mogło się wydarzyć, tej wiedzy już brak. O prawniczej walce w Lozannie, jej przebiegu, podejmowanych krokach, Klub ochoczo informował zewnętrzny świat, o samej praprzyczynie największej afery, potwierdzone publicznie informacje są raczej skąpe i oględne.
Dariusz Mioduski dla Przeglądu Sportowego: „Nałożył się splot zdarzeń. Ktoś przygotował listę, ktoś wpisał – albo nie – nazwiska, ktoś to czytał, ktoś zaakceptował i wysłał. Uważaliśmy, że skoro Bartek Bereszyński jest zdyskwalifikowany i nie może grać z St. Patrick’s, to nie ma sensu wpisywać go na listę. Zostało puste miejsce. Niestety, ale w klubie, zabrakło osób z doświadczeniem, jak postępować przy zgłaszaniu drużyny do kolejnych rund w Europie.”
Osoba z doświadczeniem, której w klubie zabrakło, diagnozuje sytuację następującymi słowami: „(Zabrakło) wszystkiego. Znajomości przepisów, asekuracji, współpracy pracowników, pokory...” (sport.tvp.pl)
Czyli niby „wszystko” wiemy, niby „wszystkiego” zabrakło, ale po prawdzie wiemy bardzo mało, z konkretów prawie nic. Niby można to łatwo wytłumaczyć, w klubie nie chcą rzucać na żer opinii publicznej swoich pracowników, jakkolwiek by zawinili, ich rozliczenie, wyciągnięte konsekwencje powinny zapadać bez emocji, w oparciu o rzetelną analizę, a w takim razie, bez błysków fleszy i stawiania medialnych szubienic. Takie postępowanie jest zrozumiałe, szukanie kozłów ofiarnych, usatysfakcjonowanie tych, którzy żądają szybkich rozliczeń i spadających głów, ani chwalebne by nie było, ani efektów na przyszłość mogłoby nie przynieść. Jednak brak wyjaśnienia mechanizmu genezy popełnionego błędu, skutkuje mniej lub bardziej uprawdopodobnionymi domysłami, spekulacjami opartymi o niepotwierdzone wypowiedzi, lub o takie, z których ich autorzy (zreflektowani, strofowani?) się wycofują. Pojawiają się plotki, niesamowite teorie spiskowe, niekiedy na pograniczu stawiania „zarzutów prokuratorskich”. To z kolei wizerunkowi pracowników z Ł3, który już i tak doznał istotnego uszczerbku jeszcze bardziej nie służy. Wyjaśnienie dlaczego doszło do takiej, a nie innej sytuacji wydaje się potrzebne, również dlatego, że błędy w cyklu rocznym zdają się być powielane, żadne wnioski, żadna nauka z nich nie jest wyciągana, takie powstaje wrażenie!?
W 2013 roku po dotkliwych karach nakładanych przez UEFA na Legię, jedna z konkluzji prezesa Leśnodorskiego brzmiała: „Jeśli się dostaje jakieś kary, trzeba wiedzieć przynajmniej za co.” (legionisci.com)
Czy w 2014 roku w samolocie powracającym z Edynburga legijna ekipa była w pełni świadoma jakiż to ponownie błąd popełniła, tym razem w sferze proceduralnych wymogów formalnych stawianych przez UEFA?
Niespełna dwanaście miesięcy temu prezes diagnozował: „Nie jest łatwo współpracować z UEFA, mimo iż wydaje się być stabilna, choć z wieloma rzeczami możemy się nie zgadzać. (...) To jest w dużej mierze wynik nieporozumienia i z tym się nie zgadzamy. Nie mieliśmy świadomości tych konsekwencji,…” (legionisci.com)
Jaka obecnie w klubie była świadomość wyciąganych konsekwencji za nieprzestrzeganie przepisów międzynarodowej organizacji z siedzibą w Lozannie?
Jakże złowieszczo i ponuro brzmią ubiegłoroczne refleksje, które o zgrozo okazały się spełnioną powtórnie prognozą, kruczoczarnym proroctwem, głównodowodzący na kapitańskim mostku wykrakał: „My przez wiele lat zapracowaliśmy sobie na to, że Legia jest w UEFA na cenzurowanym. Echem odbijają się awantury z przeszłości przez które federacja wyłapuje nawet najmniejsze nieprawidłowości, które się u nas wydarzą. Dodatkowo dochodzi fakt, że Polska ma bardzo słabą pozycję wewnątrz tej organizacji. Poza tym, nie ma co ukrywać, po prostu dajemy im powody, sami się podkładamy. To jest dla klubu fatalne i powoduje, że cofamy się w rozwoju. W ten sposób nigdy nie będziemy w stanie być silnym europejskim klubem. Pracujemy nad tym, żeby to zmienić, ale, znowu, to wymaga czasu.” (wprost.pl)
To są słowa z września 2013 i bolą jak cholera, ponieważ okazuje się, że w podstawowych dla egzystencji, rozwoju klubu kwestiach, z przeszłości nie są wyciągane żadne wnioski na przyszłość, słowa są tylko słowami, zdają się nie mieć jakiegokolwiek znaczenia!?
Bogusław Leśnodorski po meczu z Celtikiem zatwitował – zawiodłem. Tak, zgadza się! W tej kwestii:
-Leśny dałeś dupy!
Że tak, wkurzony, bezceremonialnie, po kibicowsku, pozwolę się zwrócić.
Piszę to jako zwolennik, który sam siebie określa „jarząbkiem”, któremu wizja rozwoju klubu roztaczana przez duet M&L odpowiada, z nią jako kibic chcę się utożsamiać, ale właśnie dlatego w legijnych sprawach należy być szczerym, nie mechanicznym, bezwiednym potakiwaczem, ale i surowym recenzentem w sprawach które się uznaje za zawalone, których nie powinno się zamiatać pod dywan jeśli błędy maja nie być powielane i w których właśnie w tej intencji oczekuje się wyjaśnień.
Dlatego publicznie pytam. Pryncypał zwraca uwagę na pewną kwestię i powiada „pracujemy nad tym” to na czym ta „praca” ma polegać (?) skoro podlegli pracownicy pryncypała zda się jego słowa raczą olewać, ignorować? Moje domniemanie jest dwutorowe, albo wyselekcjonowani pracownicy są leniwi i tępi, albo zadania postawione przed nimi zostały źle określone, struktura, zakres kompetencyjnej odpowiedzialności jest niejasny, zatem błędotwórczy. Pewne jest jedno, w jednym i drugim przypadku, zawodzi nadzór.
Pierwszy przypadek moim zdaniem jest mniej prawdopodobny od tego drugiego. Nie mam pretensji o zatrudnienie kobiety, pani Marty Ostrowskiej na stanowisku kierownika drużyny. Wręcz posiłkując się damsko-męskimi stereotypami ta decyzja właśnie była dla mnie zrozumiała. W szkole, na przerwach prace domowe spisywałem od pilniejszych, bardziej skrupulatnych koleżanek i licząc na te właśnie cechy nie miałbym obaw powierzając kobiecie funkcję, która takich właśnie przymiotów wymaga. Nie wierzę, żeby jako asystentka „szyszek w ITI” pani Marta językiem angielskim się nie posługiwała, w kwestiach logistycznych przy załatwianiu spraw bytowych dla zespołu poza granicami kraju, ten atrybut też musiał być jej niezbędny, nie mogę sobie wyobrazić, że mogło być inaczej. Dlaczego zatem Marta zgrzeszyła i przepisów UEFA w zakresie jej „działki” sobie nie przyswoiła, nie była w stanie jako kierownik drużyny skutecznie zareagować, ba, ponoć arogancko zlekceważyła wyartykułowane wątpliwości, czyli była sama ich pozbawiona w błogiej nieświadomości?
Wina pani kierownik wydaje się ewidentna, zaufanie w drużynie bezpowrotnie utracone, ale nie zgodzę się z tymi, którzy błąd sprowadzają tylko i wyłącznie do zaniechania, niekompetencji jednej osoby. Nie zgodzę się z tezą, że w klubie pukającym do bram Ligi Mistrzów przepisy i procedury UEFA ma znać tylko i wyłącznie jeden, jedyny pracownik, to by było przyznanie się do organizacyjnego dyletanctwa, jeżeli ktoś taki zawiedzie (a to zawsze należy uwzględniać, człowiek jest tylko człowiekiem, doskonali nie istnieją) to dla klubu ma już nie być ratunku, umarł w butach i takie założenie należy zaakceptować!? Piramidalna bzdura! To by było jakieś kuriozum, dowód potwierdzający tezę Elżbiety Błażniak o braku asekuracji, współpracy, również dowodzący niejasnych zakresów kompetencyjnych. Jeżeli z tym się zgodzimy, to roszada na stanowisku kierownika drużyny nie okaże się lekiem na całe zło.
Dla postronnego, oczywista oczywistość, główną rolę w procedurze zgłoszeniowej ma pełnić kierownik drużyny, nie on ustala listę kadry piłkarzy na dany mecz lub cykl rozgrywek, ale jego psim obowiązkiem jest ją skontrolować względem wymogów formalnych. Pani Marta zaś stwierdziła: „Ja nie odpowiadam za listy zawodników wysyłane do UEFA. Dostaję gotowe dokumenty z działu administracji sportowej” te słowa świadczą, że przy zgłaszaniu dokumentów do UEFA swojej roli weryfikacyjnej kierownik drużyny pani Marta jest nieświadoma! Dlaczego(?), jest taka tępa i leniwa, że zakresu swoich obowiązków nie ogarnia, czy też może jednak ktoś ten zakres obowiązków jej źle wytyczył, przedstawił. Z tych słów wynika, bardzo ważna kwestia, w procedurze zgłoszeniowej do UEFA, okazuje się, że nie kierownik drużyny przygotowuje dokumenty, nadzoruje ten proces, zatem poczuwa się do odpowiedzialności za niego, ale robi to „dział administracji sportowej”. Kierownik drużyny w procedurze zgłoszeniowej do UEFA zda się został zmarginalizowany, „wyręczony”, chyba miał takie poczucie i niestety w takim razie nawet swoją „weryfikacyjną” rolę w tym procesie zaniedbał, „zaniechał” no i tym sposobem stał się głównym winowajcą. Nie ma przebacz, jeżeli na dokumentach podpisy widnieją, to do odpowiedzialności trzeba się poczuwać i ją ponosić. Marta Ostrowska nie zweryfikowała dokumentów względem przepisów UEFA, to fakt bezsporny, ale też zdajmy sobie sprawę, że w układzie jaki chyba funkcjonował to zaniedbała rolę „asekurującego”, choć sama jako kierownik drużyny wypełniający procedurę zgłoszeniową winna być „asekurowana” ale tu była „wyręczona” przez „dział administracji sportowej”. Ale w takim razie, jeżeli ktoś kogoś „wyręcza”, to nie powinien również przejmować odpowiedzialności za obowiązki których się podejmuje, przepisów procedur zgłoszeniowych UEFA już znać nie musi!? Ostrowska błędnie przyjęła, że ten kto z obowiązków ją „wyręczył”, przepisy ma w małym palcu, parafkę przystawiła, tym samym swoją głowę pod topór bezwiednie złożyła.
Przegląd Sportowy tak to przedstawił: "(...) Z naszych informacji wynika, że w stołecznym klubie odpowiedzialność za zgłaszanie zawodników ponosi kilka osób. Generalnie leży to w gestii pionu sportowego, na czele z dyrektorem sportowym Jackiem Mazurkiem i koordynatorem działu sportu Dominikiem Ebebenge. Wielu kibiców obarczało winą kierownik drużyny Martę Ostrowską, ale w tej sprawie nie jest ona kluczową postacią. – Przed wysłaniem list zgłoszeniowych muszą być one zaakceptowane przez kilka osób. Jest wśród nich Ostrowska, ale tak naprawdę to nie od niej zależy zgłaszanie piłkarzy. Odpowiedzialność rozkłada się na cały pion sportowy, który ma swoich przełożonych. Bez ich zgody nic nie jest wysyłane – mówi nam osoba pracująca w Legii. Niewykluczone jednak, że to Ostrowska zostanie kozłem ofiarnym w tej kompromitującej sytuacji.”
Zrządzający klubem raczej są świadomi właśnie takiego stanu rzeczy, Bogusław Leśnodorski na konferencji z 10 sierpnia stwierdził: „Odpowiedzialnych jest kilka osób w dziale sportowym. Nie pozostaje nam nic innego, jak wyciągnąć konsekwencję w stosunku do tych ludzi. Chcemy jakoś to naprawić. Na dzień dzisiejszy cztery osoby oddały się do dyspozycji zarządu klubu, a w najbliższych dniach zapadną konkretne decyzje." (2x45.info)
Na dzień dzisiejszy sytuacja sprawia wrażenie, że mieliśmy „wyręczaną” w swych kompetencjach panią kierownik drużyny, „malowanego” pana dyrektora sportowego oraz koordynatora działu sportu, czy też kierownika do spraw rozwoju w jednym, szczawika po studiach, żółtodzioba bez doświadczenia, za to „człowieka orkiestrę”, zda się przejmującego obowiązki i kierownika drużyny, i dyrektora sportowego, i odpowiedzialnego za transfery „skauta” i brylującego w wywiadach niemalże „rzecznika prasowego klubu”. To wszystko na barki skwapliwie sobie pozakładał dwudziestotrzylatek, chodząca alfa i omega, „prawa ręka prezesa”. A przy tym podstawowych przepisów i procedur UEFA nikt w klubie nie zna, nikt się tym nie przejął!?
Muszę poczynić zastrzeżenie, Dominika Ebebenge na klubowych korytarzach spotkałem w 2010 roku i już wtedy zetknąłem się z opinią o nim, że jest pozytywnie zakręconym na punkcie Legii świrem, w tym pozytywnym znaczeniu. Nie poznaliśmy się, ale wypowiedzi medialne zdają się świadczyć, że jest elokwentnym i inteligentnym młodym człowiekiem z ogromną pasją i energią, w tej chwili również już porządnie wykształconym, nie mam najmniejszych wątpliwości, że właśnie na tego rodzaju osobach winna się opierać kadra administracyjna Klubu. Życzę Dominikowi by w przyszłości został prezesem, ma ku temu predyspozycje, ale jeżeli w jakiejś części jest odpowiedzialny za „Bereśgate” to tym bardziej szlag mnie trafia. Wszędzie go pełno, ma „działaczowskie ADHD”, pupilek Zarządu, ale okazuje się, że w konkretnej sytuacji jeżeli był w łańcuszku procedury zgłoszeniowej do UEFA, to zawiódł, być może dlatego że głowę ma zajętą zbyt wieloma rzeczami i na tym na czym powinien się skoncentrować, za co wziął odpowiedzialność, nie jest w stanie się skupić.
Jeżeli chodzi o Jacka Mazurka to również rozpatrywanie jego osoby tylko przez pryzmat ostatnich wydarzeń nie wydaje się adekwatne. Mam pretensje do dyrektora sportowego, że nie potrafił poukładać spraw zda się jemu przynależnych, źle je nadzorował, gdzie kota nie ma tam myszy harcują, a Mazurek jako już doświadczony pracownik powinien okazać się właśnie „kotem” dyscyplinującym „myszy” czyli młody nowy zaciąg. Niestety tak się nie stało, ale jego zasług choćby przy tworzeniu Akademii nie wolno nie uwzględniać i o nich zapominać.
Jestem wkurzony, najbardziej na tych, z którymi łącze własne nadzieje, a którzy okazuje się, że potrafią zawieść, ale z drugiej strony samemu się reflektuję, błędy każdy popełnia, nie są udziałem tylko tych co nic nie robią, w „Bereśgate” zawiódł przede wszystkim system kompetencyjny i to jego trzeba zrewidować, naprawić.
Zatem Szanowni Kibice zamiast złorzeczyć na grzeszną Martę, poczekajmy na ogłoszenie zapowiadanych konkretnych decyzji . Zmiana na stanowisku kierownika drużyny zda się jest przesadzona, ale nie oczekuję „palenia czarownic na stosie”, ścinania kolejnych tym razem męskich głów. Spodziewam się i na to liczę, zmian systemowych, koncepcyjnych i kompetencyjnych, przepraszam, Panie Prezesie, dziś oględne „pracujemy nad tym” jako kibicowi już mi nie wystarcza. Nie chcę za rok usłyszeć o kolejnej wtopie, indywidualnym błędzie, za który UEFA ześle nas w jakieś kazamaty!
Jeżeli w „dialogu” z UEFA podnosimy, że chodzi nam o zasady, to odpowiedzialni mężczyźni jeżeli zawiedli za plecami kobiety chować się nie powinni. Uderzmy się szczerze i otwarcie w piersi, wykażmy swój błąd, wyjaśnijmy dlaczego do niego doszło, żeby nikt nie mógł nam zarzucić, że go bagatelizujemy, wypieramy się, lub że posłużyliśmy się „kozłem ofiarnym”. Tylko wówczas z otwartą przyłbicą można stanąć do walki z biurokratycznymi futbolowymi technokratami.

Mnie zastanawia tylko co się stało z informacją z UEFA. Gdzieś czytałem ostatnio, że przypomnienie zasad jak rejestrować zawodników zawieszonych było wysyłane do klubów przed sezonem.
Pytanie czy osoba, która odpowiada za te kontakty z UEFA otrzymała taką informację, przeczytała ją, a następnie przekazała kierownikowi drużyny?
Zastanawiałem się czy komentować twój felieton bo wcześniej pisałem kilka razy o procedurach które nie są niczym innym jak organizacją pracy i podziałem kompetencji oraz mają funkcję kontrolną w celu wyłapywania błędów.
Czytając komentarze prasowe i dyskusje na różnych forach doszedłem do wniosku że sprawa jest beznadziejna albowiem nie mamy żadnego szacunku dla tych wszystkich czynności, chociaż po każdym "nieszczęściu" okazuje się że to właśnie ich brak albo niedoskonałość są ich przyczyną.
Mamy niesamowitą skłonność do reakcji skrajnie emocjonalnych i niechęć do brania na siebie odpowiedzialności.
Ta cecha w połączeniu z brakiem profesjonalizmu a on według mnie wynika z tej cechy w dużym stopniu (zamknięte koło).
Bo co to znaczy stworzyć zakres obowiązków? To znaczy że ktoś bierze na siebie odpowiedzialność stworzenia go i razem z procedurami narzucenie podwładnym. To powoduje że szef bierze na siebie sporą odpowiedzialność bo jeśli z powodu ich niedoskonałości zostanie popełniony błąd to wina spada również na niego. Więc co jest wygodniejsze dla niego? Ano ogólnikowe wskazanie obszarów działania pracownika bo wtedy ten pracownik odpowiada za swoje błędy.
Jest to więc działanie nakierowane na krycie własnej dupy a nie na dobro sprawy. Bo potem można zwalić na pracownika, zwolnić go i samemu zostać "białym i puszystym".
W naszym "klimacie" nie lubimy rozmawiać o sprawach nudnych i przyziemnych (to znaczy o dokładnej organizacji), wolimy przeżywać euforię albo oburzenie, gniew, odnajdywać spiski i karać "winnych". Bo czym jest szara rzeczywistość jeśli zestawić ją z wizją euforyczną? I mamy do czynienia z chorobą dwubiegunową w wydaniu narodowym.
Dlaczego tak się dzieje? Podobno jest to niefartowne dla nas zrządzenie losu w kontekście historycznym.
W czasach w których prawie cała Europa przeżywała rewolucję przemysłową a w konsekwencji powstawanie społeczeństw o rosnącej organizacji życia my przeżywaliśmy narodowy dramat utraty wolności na który nałożyła się epoka Romantyzmu z dominującym mistycyzmem. To podobno odcisnęło na nas wyraźne piętno bo stało się naszym mitem narodowym.
Te powstania, ofiary i krzywda które tak emocjonalnie i bezrefleksyjnie były opisywane a potem przez dziesięciolecia wpajane w szkołach i rodzinach jako coś co jest naszą największą dumą "zaprogramowały" nas w określony sposób.
A więc mamy dużą skłonność do zrywów, ofiar i wynikającego z nich cierpienia.
Jakże nudna i mało spektakularna w tym kontekście jest praca pozytywistyczna.
Pisząc na tym forum o procedurach nie spotkałem się ze zrozumieniem a wręcz przeciwnie z pobłażliwą ironią. A więc jeśli traktować to jako "ankietowanie" akceptacji dla procedur to wypadło dla nich słabo.
To samo w prasie i na innych forach.
Wniosek może z tego wynikać taki że jest mało ludzi w Polsce którzy rozumieją i akceptują taki sposób działania a nawet go wręcz lekceważą.
Biorąc powyższe pod uwagę powstaje pytanie skąd mamy wziąć tych rzetelnych pracowników i odpowiedzialnych szefów którzy gotowi są wziąć na siebie odpowiedzialność?
Taki burdelik ma swój urok bo bardzo uczłowiecza działania i do momentu "awarii" może dawać fajną atmosferę lekkości bytu i poczucia swobody.
Ale jak się wydarzy "awaria" wtedy jest szybki sąd, ukaranie winnych, czas oburzenia i płytkiej refleksji a potem wszystko wraca do normy.
Skrupulatność i obowiązkowość jest nudna a my nie lubimy nudy i dlatego tak często zdarza się nam żyć w "ciekawych czasach". Co w Chinach jest przekleństwem bo oni ze swoją starą kulturą wiedzą z czego wynikają "ciekawe" czasy i jakie są ich konsekwencje.
Reasumując, nie wierzę że trwale pozbędziemy się improwizacji, chyba że zatrudnimy bezdusznych pragmatyków, najlepiej z Niemiec albo Japonii.
Ale oni się nie przyjmą bo z nimi nie da się pracować
Tak, trochę to zastanawiające, że z jednej strony słyszymy, że Legia to nie ma być zabawka dwóch dżentelmenów, lecz 'własność' nas wszystkich, a z drugiej strony zamiast w przekonujący sposób wyjaśnić sprawę tak ważną dla każdej osoby zainteresowanej Legią, karmi się nas ogólnikami i wymijającym pustosłowiem.
Zacząłem nawet myśleć nad tym ćwierknięciem prezesa w dniu ogłoszenia pierwszej decyzji federacji, czy nie należałoby potraktować tego tekstu dosłownie i czy przypadkiem to nie on w jakimś momencie pozwolił na wykreślenie Beresia, czego oczywiście nikt nie śmiał zakwestionować, bo przecież prawnik i szef. Jak piszesz iocosusie, brak jasności w tej kwestii rodzi rozmaite spekulacje.
Ja zresztą nawet nie odczuwałbym żadnej potrzeby 'zemsty' i wywalenia na kopniakach osoby odpowiedzialnej za to co się stało, błąd, nawet tak paskudny w skutkach, to jednak ludzka rzecz. Ale tak zwyczajnie dziwię się, że nikt publicznie nie wziął tego na klatę. Dla mnie to niepojęte, że nie ma nikogo, kto by się poczuwał. No chyba że w Legii z jakichś względów wprowadzono zakaz publicznego 'poczuwania się'.
A jeżeli naprawdę winni są jednocześnie wszyscy i nikt to... tylko gorzej.
Sprawa Ostrowskiej to skutek raczej niż przyczyna, ale jak ktoś tu już pisał, kierownik po prostu nie ma prawa wpuścić do szatni nieuprawnionego zawodnika. "Nie zgłosiliśmy go na St Patrick's? OK, nie zgłosiliśmy to nie zgłosiliśmy, ale w takim razie nie ma takiej opcji, żeby wpisać go w protokół przed Celtikiem. Po moim trupie!" Jej rolą było to powiedzieć. Niestety nawaliła, to jedna z niewielu rzeczy w całej tej sprawie oczywistych.
"Po moim trupie!" Jej rolą było to powiedzieć."
podpisuje się pod tym w 100%. I tutaj dochodzimy do kwestii kompetencji. w jakim celu BL zatrudnił osobę która się po prostu na tym nie znała. Miała się uczyć od zera?? Czy może to kwestia kreowania nowoczesnego wizerunku Legii ?(jedyna kobieta na stanowisku kierownika? Czy może spadek po Walterze i obietnica znalezienia dla niej funkcji? Tylko czemu takiej?
Jak już wspomniałem, mnie sprawa "Beresia" strąciła z nóg. Dosłownie. Do tej pory mam zdrętwiałą prawą nogę, lecz mimo to kuśtykam na Ł3
Jednak już po kilku dniach przestałem tym sie przejmować.
Po raz kolejny nie zagramy w elitarnych rozgrywkach, więc nic nowego.
No może tylko to, ze tym razem dupy nie dali piłkarze, choć kto wie jakim wynikiem zakończyłby się najważniejszy z dwumeczów..
Napisałeś iocosusie:
"Jestem wkurzony, najbardziej na tych, z którymi łącze własne nadzieje, a którzy okazuje się, że potrafią zawieść"
A bo to pierwszy raz ? Ile rozczarowań przeżywaliśmy z powodu braku zaangażowania tych, z którymi łączyliśmy własne nadzieje ? Czy któryś z nas zapomniał spotkań z Widzewem i Lechią, czy może siedzą w nas do tej pory ?
Ja w tym przykrym zdarzeniu dostrzegam coś pozytywnego. Chyba po raz pierwszy to piłkarze poczuli na własnej dupie, jak łatwo można zaprzepaścić wysiłek innych i jakie rodzi to konsekwencje.
Z tego co obserwuję chyba wszyscy to zrozumieli, bo tak grających piłkarzy Legii dawno nie oglądałem. Na szczęście ich frustracja poszła w dobrym kierunku, o czym mogło się już przekonać kilka drużyn. Paradoksalnie ta administracyjna porażka spowodowała narodziny wojowników. W nieprawdopodobny sposób skonsolidowała zespół i dziś już chyba nikt nie pisze o rozłamach w szatni.
Dziś wszyscy w klubie pchają wózek w jednym kierunku i nie wydaje mi się, że wywalenie z klubu kogokolwiek mogłoby spowodować coś pozytywnego.
Jednego czego nie mogę zrozumieć, to postawa kibiców. Czy jest nas naprawdę tylko ok 12 tyś ?
Jako że osobiście nie mam żadnego wpływu na działania w klubie, pozostaje mi tylko wierzyć, że ta wpadka na trwałe wprowadzi do klubu to, o czym do znudzenia pisze KAM.
Gdyby przestrzegano procedur nie byłoby "sprawy UEFA", "Smoleńska", "CASY" i wielu innych nieprzyjemnych zdarzeń.
Kilka dni temu zadziałały procedury, przez co nie doszło do czołowego zderzenia pociągów.
"W nieprawdopodobny sposób skonsolidowała zespół i dziś już chyba nikt nie pisze o rozłamach w szatni. "
Wiesz myślę że paradoksalnie to co się wydarzyło nie jest takie złe.
Tak sobie pomyślałem że jakbyśmy awansowali do LM to by poszło za łatwo a to usypia czujność i daje powody do wpadania w pychę.
Bo skoro tak dobrze idzie to znaczy że wszyscy jesteśmy super i najmądrzejsi. Odrobina pokory zawsze jest potrzebna.
To przykre wydarzenie scementowało zespół, mało tego, po takim ciosie zespół się nie załamał ale wygrał wszystkie kolejne mecze. To może dać poczucie pewności siebie.
W Rosji jest takie powiedzenie że "za jednego bitego, dwóch niebitych dają".
Jeśli nasi piłkarze nie "skulili" się tylko grają dalej z determinacją i pewnością siebie to jest dobry fundament.
A obciach który przeżyło szefostwo sprowadzi ich na Ziemię z gwiazd i spowoduje że będą czujniejsi.
Szkoda kasy ale doświadczenie też jest cenne.
Teraz się złapałem na tym że traktuję awans do LE jako coś oczywistego. A przecież dopiero co pisałem o "grzechu" pychy.
Trzeba być czujnym!!
"Teraz się złapałem na tym że traktuję awans do LE jako coś oczywistego"
Nie Ty jeden. Są tacy, którzy widzą Legię na Narodowym
Wystarczy sprawdzić ile razy zagraliśmy w Europie w ostatnich 20 latach aby zejść na ziemię.
Jeszcze słówko o Bergu.
Bardzo mi się podoba jak Norweg wprowadza do drużyny Orlando Sa.
Wczoraj Sa był jednym z najlepszych na boisku
Sa przychodził chyba z dużym mniemaniem o sobie i Berg chyba spuścił z niego trochę powietrza.
Myślę że trenerowi potrzebne jest "nazwisko" żeby mógł nim "przygnieść" ego zawodników. Berg może nie ma jeszcze reputacji trenerskiej ale grał z najlepszymi i to jest jego atut bo widział jak największe gwiazdy musiały się podporządkować trenerowi w imię celu.
Zawsze może powiedzieć "panie Sa, ja widziałem jak największe gwiazdy zapieprzają żeby grać, ja od pana oczekuję więcej bo wiem że pana na to jest stać, więc proszę nie ściemniać tylko dać z siebie więcej i będzie pan grał".
Nie wiem czy Skorża by się przebił z takim komunikatem?
Dlatego Legia chyba jest skazana na trenerów z zagranicy z dobrym nazwiskiem, chyba że jakiś polski trener osiągnie takie sukcesy że będzie autorytetem dla takich zawodników.
W Polsce nie ma trenera którego nazwisko robi wrażenie na zagranicznych zawodnikach i chyba szybko nie będzie.
Wszyscy co chcą wiedzieć jak było to wiedzą. Jest to jednak tak żenujące, że ci co zawalili/-ił/ sami ze wstydu do dziś się palą. Ja im dokładał nie będę, bo życie ich już mocno bije, a właściwie kopie.
Ograniczę się do najlapidarniejszego komentarza jaki wygłosił w Lidze Plus Ekstra trener Kocian stwierdzając na poważnie, że nie wie, czy Legia chciała czy też nie grać w LM, ale tu powaga go opuściła i począł się śmiać od ucha do ucha. Bo to iocosusie śmieszne jest, aż boki zrywać. Tylko nam kibicom Legii Warszawa jak widzę nie do śmiechu. Może połaskotać? Pozdrawiam i więcej i Tobie i Garmowi dystansu życzę.
nie lubię wyśmiewania się z tego co żałosne jest - ale z drugiej strony
nigdy nie Byliśmy " Ruchem Chorzów" więc myśli ich trenera -dzielmy na dwa...trzy...cztery
W takiej sytuacji np: Wisła - słowem swojego trenera, rzecznika, sekretarki mogła Nam dowalić w rytmie :GO GO"
Jeśli ( cytując słowa Twoje) Ktoś śmieje się od ucha do ucha -to nikt
śmiechu mu nie zabrania. Jednak mam wrażenie, że ja i wielu innych ZAŚMIEJE się jeszcze z drużyny o nazwie Ruch Chorzów
Śmiech to zdrowie więc śmiać się trzeba. Zawsze będzie z czego.
O błędach w swoim GNIEZDZIE pisali tu Wszyscy i to do śmiechu nie jest
ale skoro.Sprawa jest tak "spenetrowana" , że chyba najstarsza prostytutka ucieknie od ocen...wymięknie penetracją
Daj spokój śmiechom -prośba
Kocian lub ( Kocjan) za kilka kolejek do śmiechu mieć nie będzie, zapewniam Cię bo mu Ruch spuchnie.
@ Wszyscy
Ile jeszcze będziemy wałkować? Życie pokazuje, że Najważniejsze jest przed Nami, jest CZWARTEK i SENS -co dalej zobaczymy ?
http://www.youtube.com/watch?v=nvzI112KLcY
Gwoli tytułów, na czarnej eLce może być tylko jeden Sir Gawin, wywodzący się od Sir Gawaina nazywanego również: Gwalchmei, Gawan, Gavein, Gauvain lub Walewein – jeden z bohaterów Legendy Arturiańskiej, rycerz Okrągłego Stołu (wikipedia)
Przy rycerzach czarnoelkowego boiska, iocosus będzie kontent z roli Sancho Pansy.
Odnośnie Twojego pytania, to Boniek dla Weszło o tym mówił: „Ludzie z UEFA powiedzieli mi, że 9 lipca wysłali Legii informację, kto pauzuje na kartki, na jakiej postawie i jakie są dalsze procedury. Wystarczyło się zastosować.”
To się zasadza, w tym moim stwierdzeniu, jeżeli prezes w 2013 roku deklaruje, że pracują w klubie nad ogólnie mówiąc, nazwijmy to „komunikacją” z UEFA, żeby nie było niespodzianek, no to jak ta „praca” faktycznie wyglądała, lub wygląda, skoro zaserwowano piłkarzom, trenerom, prezesowi taki obecnie surprise!?
„w sumie jakbym czytał swoje posty” – ale ja nie jestem uprzedzony do Leśnego, odwrotnie, lubię go, cenię, zakładam że bardziej niż ja na niego, on na siebie był wkurzony, załamany, ręce opadają na to wszystko, ale Leśnemu i współczuję nie mniej jak piłkarzom. To jest i jego osobista porażka, ale trzymam kciuki, niech wyciąga wnioski.
@ KAM
Rozumiem Twoją potrzebę procedur, ale wiesz równie dobrze pojmuję Senatora zżymającego się na nie. Dla ciebie to kwintesencja dobrej organizacji, ale źle zastosowane lub wystarczy, że w nadmiarze nawet pozytywne zjawisko zacznie się przepoczwarzać w jakąś dysfunkcję, na końcu nawet w patologię. Przecież choćby zbędna biurokracja to procedury same dla siebie generujące nowe procedury. W PRL wiele odmóżdżających procedur to była jakaś paranoja, nie dziwię się, że Senator reaguje alergicznie.
Weź pod uwagę, że moim zdaniem i Ty i Senator macie rację.
W ramach lekkiego pofilozofowania.
Mhm, to Europa i z niej pochodne kładą nacisk na indywidualizm, a Azja przeciwnie na kolektywizm, coś takiego w socjologii było, a zgodnie z tym, procedury, zasady społecznego współistnienia winny być bardziej zaszczepione kulturowo na Wschodzie niż na Zachodzie? No i w Japonii pełnej przecież zasad, „procedur” pracuje się dla sukcesu firmy, zbiorowości, a w drugiej kolejności na swoje konto. Ale z tego można wyciągnąć też wniosek że indywidualiści Europejczycy i Amerykanie mentalnie aż tak bardzo skłonni nie są poddawać się procedurom, zasadom, zwyczajom, normom, w odróżnieniu od kolektywnych Azjatów.
Jeżeli „procedura” kojarzy się Europejczykowi z ograniczaniem jego „indywidualizmu” to w naturalny sposób przeciwko czemuś takiemu się burzy!
@ Gawin
Zakładam, że się zgadzamy - nie chodzi o ‘zemstę’, szukanie winnych i ich następnie publiczne ukamieniowanie, istotne jest poznanie mechanizmu, który błąd spowodował, żeby go później wykluczyć.
@ Gawin & vxam
„kierownik po prostu nie ma prawa wpuścić do szatni nieuprawnionego zawodnika” – zgoda, kwestia nie ulega wątpliwości, ale mnie zastanawia ta kwestia, bo wychodziłoby że Ostrowska ignorując podstawową prerogatywę swojej funkcji jest nie tylko leniwa i tępa, ale na dodatek z niej wielki kłamczuch, bo post fakctum stwierdziła: „to nie ja jestem winna. Liczę, że zarząd wystosuje oświadczenie, w którym zostanę oczyszczona ze wszystkich zarzutów” – czyli „idzie w zaparte”!?
Moim zdaniem wpuściła Bereszyńskiego do szatni, ponieważ nie znała przepisów UEFA, to nie ulega wątpliwości, znałaby je, to by zareagowała, a nie przyswoiła ich dlatego, ponieważ procedurę zgłoszeniową piłkarzy do UEFA wziął na siebie „dział administracji sportowej” i ona czuła się z tego obowiązku zwolniona. Dlatego stwierdziła „to nie ja jestem winna”, chociaż zawiniła, nie zweryfikowała listy stawiając swoją parafkę, zawierzyła kompetencjom „działu administracji sportowej”, tak bardzo, że gdy Bereś wyraził wątpliwość to go zbyła przekonana, że błędu „dział administracji sportowej” nie mógł się dopuścić.
@ kibic50
„Ile rozczarowań przeżywaliśmy z powodu braku zaangażowania tych, z którymi łączyliśmy własne nadzieje ? Czy któryś z nas zapomniał spotkań z Widzewem i Lechią, czy może siedzą w nas do tej pory ?” – ależ to są rozczarowania sportowe, permanentna składowa duszy kibica, każdy z nas musi przeżywać smutki i żale po porażkach, żeby później popadać w euforyczny entuzjazm po zwycięstwach. Natomiast tu mamy do czynienia z czymś innym, smak wygranej został odebrany nie przez sportową porażkę, a przez … piramidalną głupotę w kilku wymiarach, ale pozasportowych.
To jest wkurzające!
„Na szczęście ich frustracja poszła w dobrym kierunku, o czym mogło się już przekonać kilka drużyn.” – zgoda, też tak uważam i z tego się cieszę, dlatego tak bardzo jest ważne dostanie się do Ligi Europy i dlatego ciężar gatunkowy meczu w Aktobe był ogromny, bo gdyby coś się posypało, to i już mentalnie by nie było przez kilka miesięcy co zbierać. Oby nie zlekceważyć rewanżu, to Legia jeszcze przez kilka miesięcy będzie grała z mottem: LetFootballWin
@ Zbyszek
„Wszyscy co chcą wiedzieć jak było to wiedzą.” – fałszywe założenie, ja chciałbym wiedzieć, a nie wiem, pal diabli iocosusa, lepiej żeby Leśny wiedział, ale do niedzielnego wieczora „kto zawalił” nie wiedzieli i sami piłkarze, a chcieliby taką wiedzę posiąść. Mówił o tym Bartosz Bereszyński w magazynie Ekstraklasy TV. A jeżeli sami piłkarze już nie są pewni co i jak, to „jak było” wiedzą tylko ci co procedurę pomylili z procederem.
Zbyszek to ja się tu pocę, a Ty mi „dystansu życzysz” gdy ja właśnie w tej intencji pitolenie poczyniłem, sprowokowany a takimi choćby słowami: „U mnie nie ma zgody na szkodnictwo. Na to nic się nie stało. Ja nie potrzebuję nazwisk. Bo to tylko jest jedno nazwisko. Wszyscy wiemy jakie i udajemy, że nie wiemy. Sprawa jest cholernie prosta. A usiłują ją skręcić krętacze. Za utratę twarzy, prestiżu, wysiłku i wreszcie dużych pieniędzy ktoś musi odpowiadać, a nie chować się w krzakach. Stanąć w prawdzie. Bo różni podli ludzie dokonują na niewinnych linczu.”
„Wszyscy wiemy jakie” - ? Doprawdy to takie oczywiste? Nie dla mnie!? I z pewnością nie zgodzę się, że zawiniła jedna osoba! Lepiej się faktycznie trochę zdystansować, właśnie żeby zbyt pochopnie nie linczować.
@ Zgred
„Ile jeszcze będziemy wałkować?” – moim zdaniem, błąd po stronie legijnej administracji należy wyjaśnić, żeby oskarżenia w rodzaju prowadzenia „wściekłej kampanii nas wybielającej” już nie padały.
Oczywiście, że trzeba wyjaśnić -podać do wiadomości, dać komunikat, oświadczenie. Jednak mam wrażenie ( niestety), że Klub robi "myki umyki"
Spadła jedna głowa o blond włosach lecz nawet kiedy spadała Klub nie wydał żadnego oświadczenia. Może to celowe działanie, które ma na celu tzw.przejście do porządku dziennego? Ty, ja i cała masa Ludzi - jednak czeka na wyjaśniający komunikat.
Druga sprawa
Cały czas jak mawia Senator "pitolimy" o Lidze Mistrzów, o stratach finansowych, wizerunkowych jednym słowem wszelkich, ALE
przed Nami był jeszcze jeden dwumecz ! A, że w piłce trzeba zakładać każdy scenariusz skąd pewność w Narodzie o pewnym awansie?
"pitolenie" Nasze dotyka tzw. oczywistości Ligi Mistrzów, nieśmiało podkreślę - po słabiutkich Szkotach czekała Nas jeszcze jedna runda...
Akurat trafił mi się " ogarnięty taryfiarz".Arkowiec który przez jakiś czas pracował w W-wie.
Stwierdził krótko .Kompletne frajerstwo ze strony Legii.
Na własne zyczenie pozbawiamy się mozliwości walki o 60 mln PLN.
Nawet dopytwał się mnie czy to nie był jakiś sabotaż przypadkiem.?
Może juz skończmy z tym pitoleniem , bo rozdrapywanie ciągle tej rany niewiele nam pomoze a sprawia tylko radochę u naszych " starych przyjaciół"
" Natomiast tu mamy do czynienia z czymś innym, smak wygranej został odebrany nie przez sportową porażkę, a przez … piramidalną głupotę w kilku wymiarach, ale pozasportowych"
Na pewno ?
Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, w czym swoimi wypowiedziami utwierdzają mnie różni byli piłkarze Legii, że tamte porażki nie były jednak "sportowe".
Wynikały raczej z "niesportowego" trybu życia oraz ....
Więcej na ten temat mogą powiedzieć urzędnicy państwowi.
Tak czy siak w obu przypadkach po dupie dostali Ci, którzy za tę "rozrywkę" płacą, a niektórzy przypłacają to zdrowiem
Ps
Wczorajszy mój pitolniczy komentarz znalazł potwierdzenie w dzisiejszej wypowiedzi kapitana drużyny
http://legia.net/index.php
"Dla ciebie to kwintesencja dobrej organizacji, ale źle zastosowane lub wystarczy, że w nadmiarze nawet pozytywne zjawisko zacznie się przepoczwarzać w jakąś dysfunkcję, na końcu nawet w patologię"
Chyba się poddam bo czuję się bezradny wobec niechęci do zrozumienia zjawiska.
Ja nie piszę o ZŁYCH procedurach tylko DOBRYCH!
Nawet jak ktoś stworzy złe procedury zamiast żadnych to jest to również jakiś sygnał że ten ktoś nie udźwignął swojego stanowiska. Przypomnę że procedury z założenia powinny być modyfikowane jeśli w jakiejś części zawodzą albo zbędnie komplikują działania. Samo ich istnienie i stosowanie skłania do dyskusji o nich ktorej efektem ma być ich poprawa.
Lotnictwo jest tu najlepszym przykładem. Po każdej katastrofie (lub incydencie) następuje szczegółowa analiza przyczyn i jeśli zawiodły procedury to są zmieniane. Dotyczy to również sposobu komunikacji międzyludzkiej a nawet używania słów w taki sposób aby były rozumiane jednoznacznie. Największa katastrofa lotnicza na Wyspach Kanaryjskich (zderzenie 2 samolotów na pasie startowym około 600 ofiar) była spowodowana w dużym stopniu złym zrozumieniem komunikatów z wierzy i odpowiedzi pilota. Po tym fakcie na zawsze zmieniło się słownictwo stosowane w rozmowach pilotów z wierzą na takie które wyklucza możliwość złego zrozumienia.
W Legii też przecież były stworzone procedury które określały sposób komunikacji, obszar odpowiedzialności pracowników oraz sposób kontroli działań. Ale one zawiodły.
Nie jest naszym wyborem czy tworzymy złe czy dobre procedury bo zakładamy że zawsze chcemy stworzyć dobre ale czasem nam nie wychodzi z różnych powodów, tylko czy doceniamy ich działanie i chcemy je udoskonalać.
Oczywiście nie ma możliwości stworzenia procedury na wszystko, chociaż paradoksalnie poprzez informatyzację życia do tego dążymy bo przecież sam system logowania się wypełniania setek formularzy i sam sposób działania internetu to są same procedury.
Mimo tego nic nas nie zabezpieczy przed "czynnikiem ludzkim" całkowicie.
Einstein zapytany czy jest coś większego niż nieskończoność bez wachania odpowiedział "Tak, to ludzka głupota".
I właśnie procedury (znaczenie tego słowa jest pojemne) mają chociaż w małym stopniu postawić jej tamę.
Dziwie sie tylko ze autor tekstu nie wspomnial o Bergu, a to chyba GLOWNY winowajca.
To on skreslil Bereszynskiego z listy przygotowanej przez Mazurka, a na jego miejsce wpisal Ryczkowskiego.
A po czym ? Kolega wnosi?
Padł tu cytat z jednej wypowiedzi - " po moim trupie"!
Gdyby wiedza była za słowa "po mim trupie" dostałaby Pani Marta premię
liczoną w razach co najmniej pięciokrotnych! może i dziesięciokrotnych
Wiedzy zabrakło Całemu zespołowi administracyjnemu odpowiadającego za treść kwitów. Wiedzy lub ( miazga) chęci sprawdzenia...DRAMAT
Trener jest od trenowania, od prowadzenia meczów i kiedy ma do dyspozycji zmiany to je robi. Trener nie JEST od śledzenia który może a który nie może... nie dajmy się zwariować!
Nawet utrzymując Twoje słabe refleksje na poziomie faktów, to w/w Mazurek powinien powiedzieć znów cytat " po moim trupie"
@geo
nie pisz głupot
Ty z tymi procedurami jesteś tak samo nudny jak ja z tym Piechem.
Prawda jest taka, że każdy szanujący się klub ma człowieka, którego zakichanym obowiązkiem jest sprawdzanie kartek nie tylko własnych piłkarzy ale też piłkarzy przeciwnika. Problem Legii jest nie w procedurach ale w tym, że przyszła nowa władza, zrobiła czystkę, wypieprzyła starych pracowników, zatrudniła swoich i zrobił się burdel.
"Ty z tymi procedurami jesteś tak samo nudny jak ja z tym Piechem"
Muszę się z Tobą zgodzić. Jestem nudny jak same procedury.
Ale niejaki Katon też byłnudny powtarzając zdanie o Kartaginie.
Oczywiście nie mogę się do niego porównać pod względem wpływu na wydarzenia ale jeśli uda mi się kogoś przekonać że działanie przemyślane jest lepsze niż nieprzemyślane to dobrze.
A jaki będzie pożytek jeśli Tobie uda się kogoś przekonać że Piech jest słaby?
Dariusz Mioduski: „Słusznie obwinia się nas za brak profesjonalizmu. To efekt zmian w klubie, wprowadzamy świeżą krew, osoby z inną mentalnością i podejściem do pracy. To skutkuje błędami. Zwykle są one wybaczalne. Ta niewielka pomyłka spowodowała ogromne konsekwencje.”
Troszkę innymi słowami ale w zasadzie zbieżne opinie.
Istotna jest ta uwaga właściciela Klubu:
Przegląd: A może, wprowadzając zmiany w strukturach klubu, wylano dziecko z kąpielą i zbyt łatwo pozbyto się doświadczonych pracowników?
DM: Może? Mamy moralnego kaca, ale gdybym mógł cofnąć czas, w kwestiach organizacyjnych niczego bym nie zmienił.
Z jednej strony Miodzio jest zadowolony z obranego kierunku zmian, potwierdza słuszność takiego kroku i moim zdaniem to jest OK., fajnie że ma przekonanie do tego co w Klubie jest robione, z drugiej oby: „niczego bym nie zmieniał” przestało obowiązywać po wiadomych przypadkach, bo tu ewidentnie ludzie, pracownicy mogliby być ci sami, ale mechanizm ich funkcjonowania powinien już być odmienny bo ten dotychczasowy bezspornie zawiódł, zabrakło tego co jest podnoszone przez „starych” i doświadczonych administracyjnych wyjadaczy: wzajemnej asekuracji, współpracy, pokory. (dobrego określenia kompetencji, procedur, zasad funkcjonowania w zespole i zakresów odpowiedzialności, jak zwał tak zwał, to wszystko zawiodło!)
Mhm, podkreśliłbym ten brak pokory. Jeżeli „ścięcie” głowy Ostrowskiej będzie teraz jedynym wnioskiem, mającym "uzdrowić" sytuację, to „nic się nie zmieni”! Arogancja zatriumfuje!
Tak, dokładnie, linię obronę Ostrowskiej odbieram w ten sam sposób, zgłaszanie zawodników nie było jej działką, dlatego nie czuje się winna błędu popełnionego na tym etapie. To jej zrzucanie z siebie odpowiedzialności brzmi jednak niekonsekwentnie w zestawieniu z tym co mówiła w starszych wywiadach, gdzieś tam zresztą jej już wyciąganych, bo kiedyś jakoś wiedziała, że jako kierownik drużyny musi umieć między innymi 'policzyć do trzech', a teraz nagle twierdzi, że liczenie to nie jej sprawa.
To potwierdza to o czym pisałem wyżej, nikt nie czuje się winny, albo nikt nie chce przyznać, że czuje się winny.
Niestety krok był bardzo duży i pytanie jak szybko będziemy w stanie go nadrobić ?
Mam nadzieję, że administracja nadąży za piłkarzami, bo jak widać ten wsteczny krok dał im potężnego kopa w przód.
Jeśli się nic nie posypie, jeśli nie odejdzie z jedynki zbyt dużo piłkarzy i patrząc na zaplecze z ogromnym optymizmem patrzę w przyszłość.
Jednak na razie musimy pokonać Aktobe.
Ja tego tak nie odbieram. Ci którzy zawinili dokładnie o tym wiedzą ale widocznie w błędzie udział był zbiorowy bo nie stworzono tych nudnych procedur. W związku z tym bardzo trudno jest wskazać konkretnego winnego a zwalniać wszystkich to absurd bo nie było intencją tych ludzi zaszkodzić.
Przy całej tej medialnej nagonce i polowaniu na czarownice w oczekiwaniu spektakularnej "egzekucji" poprzedzonej poniżaniem w prasie i w mediach ja jako szef postąpiłbym podobnie.
Załatwiłbym sprawę wewnątrz firmy i po cichu a nie na żądanie gawiedzi rozstał się z osobą która najbardziej nabroiła ale dopiero po opadnięciu emocji żeby zaoszczędzić jej poniżenia.
To jak załatwia sprawę klub świadczy o wysokim poziomie moralnym właścicieli i pracowników oraz paradoksalnie powoduje że wszyscy bardziej będą się utożsamiać z klubem bo widzą że w sytuacji trudnej nikt ich nie będzie "wyrzucał z sań" na pożarcie goniącym wilkom.
Razem wygrywamy i razem przegrywamy.
Jest jeszcze pare innych mozliwosci:
1. moze jeszcze do dzis szukaja winnego
2. moze znalezli(Berg) no ale nie chca go zwalniac (Legia wie ile Blackburn zaplacil odszkodowania za przedwczesne zwolnienie)
3. moze jeszcze uslyszymy jak to zostalo schrzanione(po awansie do LE)
1. a może Celtic wynajął włamywacza który podmienił kartki
2. a może kogoś w klubie skorumpowali żeby źle wypełnił listę
3. a może to zrobił nie Celtic tylko Wojewoda albo UEFA
No mógłbym tak jeszcze długo kombinować ale moje doświadczenie w pracy z ludźmi podpowiada mi że to było banalne bałaganiarstwo i rutyna.
Bardzo mnie zaniepokoiła ta "inna mentalność i podejście do pracy" w kontekście tego, co się wydarzyło.