- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
-
Tam nas jeszcze nie było
Pierwsza odsłona sezonu 2012/13 za nami! Nie oszukujmy się - rasowy kibic po kilku tygodniach bez Legii jest już stęskniony, wygłodniały oraz zniecierpliwiony. Losowanie europejskich pucharów stanowi w tej sytuacji wielce pożądaną namiastkę przyszłych emocji. W tym sezonie europejską kampanię przyjdzie nam rozpocząć już w drugiej połowie lipca, a za pierwszych rywali los przydzielił nam zwycięzcę pary La Fiorita (San Marino) - Metalurgs Lipawa (Łotwa).
Legia nie miała okazji mierzyć się w europejskich pucharach jeszcze ani z rywalami z San Marino, ani też z drużyną z Łotwy. Nie przekreślając szans ekipy z Półwyspu Apenińskiego, wydaje się, że dalece większe jest prawdopodobieństwo, że w bieżącym sezonie 'rozdziewiczymy' wreszcie Łotwę i zawitamy na stadion, na którym swoje mecze rozgrywa Metalurgs, czyli Hutnik.

Dlaczego powinniśmy podejść do meczów z Łotyszami z pełną powagą?
1) Bo Metalurgs jest w pełni sezonu ligowego (na Łotwie gra się systemem wiosna - jesień). Co prawda naszym rywalom w lidze wiedzie się w tym sezonie raczej średnio (aktualnie 5. miejsce, 7 punktów za liderami ze Skonto Ryga), niemniej jednak w połowie lipca będą - w przeciwieństwie do nas - w najprawdziwszym rytmie meczowym.
2) Bo Metalurgs Europę trochę już zna. Oczywiście nigdy tak po prawdzie tej Europy nie zawojował, na przykład w zeszłym sezonie drogę do Bukaresztu brutalnie Metalurgsowi zablokował FC Salzburg, gromiąc Łotyszy 4:1 w meczu wyjazdowym oraz remisując 0:0 u siebie. Sezon wcześniej Metalurgs został pokonany przez Spartę Praga, która następnie ograła w eliminacjach Ligi Mistrzów Lecha. Jeszcze wcześniej od Metalurgsa lepsze okazało się Dinamo Tbilisi. Pewien drobny eurosukces Łotysze odnotowali w sezonie 2008/09, pokonując w pierwszej rundzie eliminacji północnoirlandzki Glentoran. W kolejnej rundzie zbyt silny okazał się już rumuński Vaslui. Nie są to zatem pucharowi nowicjusze, raczej bywalcy, choć przyzwyczajeni do czegoś, co z angielska nosi sympatyczną nazwę early exit.
3) Bo poprzedni debiut Jana Urbana w roli szkoleniowca Legii przypadł na spotkanie rozgrywane w ramach europejskich pucharów, w jednym z nieodległych krajów nadbałtyckich. Tamto pamiętne spotkanie rozpoczęło się niespodziewaną katastrofą sportową, a zakończyło katastrofą innego typu, znacznie gorszą, właściwie to chyba najgorszą jaką można sobie było w tamtym momencie wyobrazić. To skojarzenie jest tak paskudne, że po prostu... nie można go zlekceważyć.
Radę dać sobie jednak musimy. Chyba wszyscy w klubie mierzą w minimum powtórzenie zeszłorocznej przygody - marzą nam się rozśpiewane powitania na Okęciu, rekordy frekwencji przy Łazienkowskiej i wiosenne emocje. Nie ma mowy o tym, żebyśmy potknęli się w lipcowych meczach z Łotyszami z Metalurgsa, z całym szacunkiem dla nich. Warunek jest jeden - koncentracja.
Próżno szukać w barwach Metalurgsa znanych nazwisk, choć niektórzy kibice kojarzą zapewne Andrejsa Prohorenkovsa, który dekadę tamu zaznaczył swoją obecność na polskich boiskach, grając miedzy innymi w Odrze Wodzisław i Górniku Zabrze. W składzie Metalurgsa znajduje się dwóch aktualnych reprezentantów Łotwy - obrońca Ritus Krjauklis oraz napastnik Vladimirs Kamess, który jest najskuteczniejszym zawodnikiem Metalurgsa w tym sezonie (aczkolwiek jego osiągnięcie - całe 4 gole wiosną - delikatnie mówiąc, nie powala).

Z Łotyszami (chyba ciut lepszymi jakościowo, bo tymi ze Skonto Ryga) mierzyła się w zeszłym sezonie Wisła i poradziła sobie bez zauważalnych kłopotów, choć trudno powiedzieć, żeby były to porywające mecze w wykonaniu ówczesnych mistrzów Polski.
Losowanie trzeba ocenić jako dobre, zwłaszcza że po podziale na grupy okazało się, że mogliśmy wpaść na Azerów z Interu Baku, Węgrów z Honvedu Budapeszt czy Bośniaków z Sarajewa. Będąc w cyklu przygotowawczym, można by się na każdym z tych zespołów boleśnie 'przejechać', nie wspominając o tym, że podróż do takiego Baku to o tej porze roku wybitnie nierozsądny pomysł. Łotysze wydają się odpowiednią przystawką przed kolejnymi europejskimi daniami.
O choćby szczątkowy research w przypadku zespołu La Fiorita będzie nieco ciężej. Na razie warto zaprezentować oryginalny herb tej drużyny:

Societa Polisportiva La Fiorita zasłuży jednak na znacznie baczniejszą uwagę - jeżeli przejdzie Łotyszy.
Podobnie do Gawina podejrzewam, że zagramy z Łotyszami. Na tym poziomie nie przewiduję problemów. Schody zaczną się w kolejnej rundzie. Wtedy zapewne po raz pierwszy usłyszymy, że będzie to trudny mecz
Lech faktycznie miał pecha. Zaryzykuje stwierdzenie, że trafił najgorzej jak mógł.
- "A ja Wam Koledzy powiem, że się boję"
Nie wiem, może jakiś dziwny jestem. Jakoś się jednak nie boję. W każdym razie nie tego, że przegramy przez zlekceważenie rywali. Niemniej jednak będę nasłuchiwał wieści z Austrii. Byłem na sparingu przed wyjazdem i ustawienie Janka wyglądało... słabiutko. Zdecydowanie lepsi byli "biali" grający w Skorżowskim 4-3-3.