- Kategoria: Trybuna komentatorów
- iocosus
-
Tryptyk
Mistrzostwo lub przewodnictwo w tabeli po sezonie zasadniczym, a to jest istotna funkcja do tego pierwszego, dająca konkretne fory na finiszu, zależy nie od meczów z Lechem lub Lechią, z nimi wyniki można obstawiać trzytorowo 1x2, ale od punkcików nagromadzonych w starciach z Zawiszami, Ruchami, Pogoniami i im podobnymi.
Dopuszczałem w pesymistycznym scenariuszu porażki z mniejszymi od Legii, ale mimo wszystko z ligowymi tuzami, nastawionymi, napakowanymi chęcią na własnym podwórku dokopania stołecznym. Uwzględniałem pojedynczy remis z „maluczkimi”, ale jeżeli pulę straty dopuszczałem do 8 punktów w 7 meczach, to została tak czy siak wyczerpana, zatem w tryptyku kończącym cykl zasadniczy jedyną satysfakcjonującą dla mnie opcją może być uzyskanych 9 punktów.
Nie sądziłem, ze to będzie bułka z masłem, ale obojętnie jakim sposobem po trzy oczka winny być dopisywane, tak mniemałem, tyle tylko, ze nawet będąc i pesymistyczny i sceptyczny wobec wyników z Lechem lub Lechią, nie wziąłem pod uwagę, że skalę trudności przed „tryptykiem” podniosą i stołeczni dziennikarze i włodarze, a w zasadzie jeden włodarz, który nie wytrzymał ciśnienia.
To, że część kibiców wpadnie w histerię, dostanie 'sraczki', to było pewne, ale że podpuszczą do nerwowych spazmów i dziennikarzy, dotąd wydawało się bardziej racjonalnych, i prezesa, kontrowersyjnego, aktywnego, nie czekającego z założonymi rękami na rozwój wydarzeń, ale w sytuacjach kryzysowych podejmującego decyzję, tyle tylko że dowodzącego w wywiadach: „Nic się nie dzieje. Jak każda drużyna czasami mamy chwile lepsze, a czasami gorsze. Teraz przyszły gorsze, ale nie ma co panikować. Chciałbym, abyśmy zawsze wygrywali, najlepiej do zera i różnicą kilku goli, ale tak się nie da. (...) jesteśmy konsekwentni. Próbujemy grać tak jak jesienią w Lidze Europy. Wszystko jest przemyślane, taktycznie jesteśmy poukładani. Nie widzę chaosu. Jeśli popełniamy błędy w obronie, to raczej indywidualne, nie zespołowe.” – jeżeli tak, to po jaką cholerę Szanowny Pan Prezes organizuje jakieś przemowy dyscyplinujące z sztabem szkoleniowym, z drużyną, czemu w mediach pełno doniesień jak to Leśny „wzywa na dywanik”, cóż po zaprzeczeniach, że „dywanika” nie ma - to prezes i trenerowi i piłkarzom o urokach wiosny opowiadał. Samemu twierdzi w odpowiedzi na pytania o sytuację zespołu: „Nie nazywajmy tego zapaścią.” – to dlaczego reaguje jakby faktycznie miała nastąpić katastrofa a on jest mężem opatrznościowym który podjął się próby ratowania przed tym?
Jeżeli „mnie denerwuje, że stwarzamy mało sytuacji podbramkowych, nie potrafimy dominować.” – to jeżeli prezes ma zaufanie do trenera to właśnie jemu je okazuje, a nie je podważa, wchodząc w jego rolę i dyscyplinując, czy też motywując podwładnych, na to też jest pewnie miejsce, takich prerogatyw nie odmawiam, jeżeli Zarząd może jakoś „nadprogramowo” gratyfikować, to przecież ma i prawo do wyrażenia dezaprobaty, tylko dlaczego to się dzieje tak jakby trener w tym wszystkim przestawał być istotny, więcej nie dawał sobie rady, a właśnie prezes „pod publiczkę” w światłach kamer i fleszy „reaguje”. Zaklęcia nie pomogą, Berg może setki razy powtarzać: „Mieliśmy w tym tygodniu rozmowę z prezesem. To dobrze, że władze klubu interesują się tym, co się dzieje, a dla nas to cenne, aby usłyszeć opinie osób spoza szatni, które tyle czasu codziennie poświęcają Legii” – ale to tylko dobra mina do złej gry, bo dyscyplinować, motywować przede wszystkim powinien Henning Berg – po to został zatrudniony, jeżeli poprosi o pomoc Zarząd, prezesa do interwencji w określony sposób w określonym temacie, to taką pomoc winien otrzymać, ale jego autorytet, jako głównego decydującego o tym co się dzieje z piłkarzami, z drużyną i w szatni i na boisku nie powinien być podważany i to w tak istotnym momencie gdy decydują się losy mistrzostwa.
Cierpliwości Leśnemu zabrakło i to ewidentnie, dobrze że przynajmniej w wywiadach się reflektuje. Piszę to nie dlatego, żeby Leśnemu dokopać, gdy ktoś z kibiców domaga się jego wymiany nie ma u mnie zrozumienia, jeszcze tę kwestię rozwinę, natomiast gdy coś uznaję za błąd, to trzeba na to zwracać uwagę, a nie chować pod dywan, właśnie dlatego, że komuś w jego pracy się sprzyja, a błędów nie popełniają tylko tacy co nic nie robią. Tak jak już napisałem Leśny chce reagować w trudnych sytuacjach, nie chce być bierny, tylko musi w sobie wyrobić świadomość, że w czyjeś buty nawet jako prezes nie może wchodzić, inaczej upodobni się do pewnego Józia W. i takie tez będzie miał efekty swojego prezesostwa.
Dziennikarze wieszczą katastrofę, armagedon ma nastąpić gdy Legia mistrzostwa nie zdobędzie, otóż liczę się z tym że i z obroną tytułu mogą być problemy i co więcej z awansem do fazy grupowej europejskich pucharów również, ale jeżeli to ma być powodem że „plan budowy Legii” legnie w gruzach, to jesteśmy jedynie świadkami jakiejś „wydmuszki” fatamorgany ze słoniem na glinianych nogach, a nie rzeczywistego planu. Mimo własnych obaw, niekiedy wątpliwości, mimo dla mnie nieznanych układów rozliczeniowych z Aldoną Wejchert, to zaufanie do trójki architektów ciągle posiadam, a doraźne wtopy tego nie podważą, właśnie dlatego że poważny plan rozwoju, nie może zakładać że wszystko będzie łatwo, lekko i przyjemnie i bez doraźnych strat.
Dziennikarze katastroficznie histeryzują, rozpędzając przy tym drużynę na cztery wiatry, prezes zapragnął odegrać rolę „męża opatrznościowego” a wszystko w tygodniu przed meczem z Zawiszą. Jak z tym ma sobie poradzić nasz wiking? Przecież problemy istnieją, ich skala została rozdmuchana, wyolbrzymiona, ale to nie znaczy że trener powodów do zmartwień nie ma.
Michał Zachodny konkretnie zwrócił na nie uwagę: „W czterech ostatnich meczach ligowych Legia zaliczyła najmniej w sezonie podań, które InStat określa jako „przygotowujące” do zdobycia bramki. Tylko cztery z 20 ostatnio strzelonych goli były efektem ataków pozycyjnych. (...) tylko raz w poprzednich pięciu meczach ligowych zespół zaliczył ponad 80 proc. celnych podań, czyli swojej średniej z sezonu. (...) Gdy wydaje się, że Legia potrzebuje uspokojenia gry, zmuszenia rywali do biegania za piłką, obaj szukają długiego podania do przodu i znów trzeba walczyć o odebranie piłki. Jodłowiec jest tego najlepszym przykładem, jego statystyki dokładności podań są na wiosnę porażające. W ważnych meczach ligowych tylko z Wisłą Kraków osiągnął przyzwoity wynik (75 proc.), w pozostałych balansował na granicy 60 proc., co na jego pozycji jest niemal niespotykane w Europie. Statystyki Vrdoljaka z meczów z Lechem czy Lechią są niewiele lepsze (odpowiednio 65 i 72 proc.) i ich oceny nie zmienia fakt, że Legia w obydwu spotkaniach długo grała w osłabieniu. (...) O braku kreatywności świadczą natomiast znacznie wyższe statystyki dryblingów piłkarzy Legii w ostatnich czterech meczach (średnio 36 na spotkanie, o 10 więcej w przekroju całego sezonu). Piłkarze Berga nie szukają kombinacji szybkich podań w ofensywie, stawiają na indywidualne akcje. To plan ograniczony, raczej polegający na zrywach, niż spokojnym konstruowaniu i kontrolowaniu gry...” - powodów do bólu trenerskiej głowy wiele. Trenerska głowa też zawodna, ale... jak to inna mawiała: ”Dopóki piłka w grze...” o dekapitacji nie może być mowy. Uzbrójmy się wszyscy w oręż cierpliwości i zaufania.
Mecz z Zawiszą w kontekście tego co powyżej jawi się dla Berga w sposób wyjątkowy, jego poprzednik pozwolił sobie by zdjąć presję z piłkarzy na frazę w rodzaju „a co to ta Legia” na Wikingu i jego zawodnikach obawy przed popełnianiem kolejnych błędów będą ciążyły jak koła młyńskie zawieszone u szyi. Ostatnia refleksja, przyrzeczona, obojętnie jaki padnie wynik z Zawiszą, choćby i najbardziej dla nas niekorzystny, nie byłem, nie jestem i nie będę zwolennikiem wymiany trenera Berga na trenera Rumaka, a prezesa Leśnodorskiego na prezesa Osucha. Wszystkim histerykom to odradzam.
Oczywiście, świat byłby uroczo prosty, gdyby wystarczyło walnąć pięścią w stół, a drużyna natychmiast zaczęła grac tak jak sobie tego życzymy, niestety sprawa wygląda mi na bardziej skomplikowaną. Bardzo zatem jestem ciekaw zapowiadanego przez iocosusa tryptyku, bo tu trzeba pilnie szukać czegoś co wreszcie 'kliknie' z przodu. Przegranie (tfu!) tego mistrzostwa nie byłoby końcem świata, ale na pewno znalazłoby się wysoko na naszej liście głupio zaprzepaszczonych szans na trofea.
Z tym że jako kibic dziś idę z wielką wiarą na mecz, musi być i będzie dobrze. Legia to jest potęga, Legia najlepsza jest.
Co do prezesa to niestety widać pogubił się deko.