- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
-
Z Poznania do Legii
Na transferowej giełdzie przewijało się wiele nazwisk rzekomo przymierzanych do naszego klubu, ale akurat tego nazwiska głośno nie mówił chyba nikt. Tymczasem kontraktem z Legią Warszawa związał się zawodnik poznańskiego Lecha, Bartosz Bereszyński. 21-letni piłkarz nie przedłużył obowiązującego do czerwca 2013 roku kontraktu z Lechem i zdecydował się reprezentować barwy naszego klubu od początku przyszłego sezonu.
Omawiając sprawę podpisania kontraktu przez Bereszyńskiego nie sposób uciec od aspektu pozasportowego. Oto młodzieniec z Poznania, od ponad trzech lat czynnie związany z pierwszym zespołem Lecha, decyduje się na podpisanie kontraktu z Legią Warszawa, w dodatku czyni to będąc związanym jeszcze przez sześć miesięcy z dotychczasowym klubem, skazując się tym samym na półroczny ostracyzm w rodzimym środowisku.
Niezależnie od tego co zaszło między Lechem a Bereszyńskim (czy jak chcą niektórzy - Bereszyńskimi), ten chłopak musi mieć charakter, musi zależeć mu na sportowym rozwoju, musi wierzyć, i to z pełnym determinacji przekonaniem, że w Legii o ten rozwój będzie mu łatwiej niż w Lechu. Zatem - tylko przyklasnąć i ze wszystkich sił życzyć powodzenia.
Swoją drogą, Bereszyński podobno niemal natychmiast po podaniu do publicznej wiadomości informacji o nowym kontrakcie został zesłany do Młodej Ekstraklasy, jego dalszy pobyt w Poznaniu wydaje się być mało celowy, być może prezesi obu klubów, bez zbędnego zacietrzewienia i wzajemnego rzucania sobie kłód pod nogi, byliby w stanie wynegocjować warunki wykupienia przez Legię półrocznego kontraktu wiążącego Bereszyńskiego z Lechem?
Niezadowolenie piłkarskiego Poznania musi, nawiasem mówiąc, osobliwie zaskakiwać, wszak spośród drużyn, które regularnie zaliczały się do ligowego topu po roku 1989, lechici nie zasilali szeregów naszego klubu jakoś zauważalnie rzadziej czy z większym wstrętem, niż futboliści innych klubów. Choćby Jerzy Podbrożny, dwukrotny zdobywca tytułu króla strzelców Ekstraklasy w barwach Lecha, który dołączył do nas przed rundą wiosenną sezonu 1993/94 i już w pierwszym meczu w barwach Legii przeciw Lechowi, zdobył bramkę. Doskonale pamiętam, że Podbrożny gnał na bramkę Lecha niemal od połowy boiska, a nieudolnie usiłował go powstrzymać młodziutki, obdarzony bujną blond czupryną, grający wtedy w Lechu na boku pomocy... Artur Wichniarek. Potem byli jeszcze Maciek Murawski, którego podobno, kiedy jeszcze się wahał, poznański' Reksio' kpiąco pytał, czy czasem nie boi się iść do Warszawy (mówiło się, że piłkarzom Lecha bardzo zależało na transferze 'Murasia' z powodu zaległych pensji, które miały być im wypłacone dzięki środkom otrzymanym od Legii), Adam Majewski, nie wspominając o niesławnym przypadku Pawła Kaczorowskiego. Formalnie rzecz biorąc, Lecha na Legię zamienił również Łukasz Fabiański, a rodowity poznaniak, Krzysztof Ratajczyk, trafił do nas z Warty. Zatem - Bereszyński pierwszy nie był. Ani, jak sądzę, nie będzie ostatni.
Drugi aspekt jest już czysto sportowy, mianowicie, po co nam właściwie Bartosz Bereszyński?
Bez bicia przyznaję - nie wiem. Prawie 21-letni zawodnik powinien być już na najlepszej drodze do osiągnięcia piłkarskiej dojrzałości, tymczasem w przypadku Bereszyńskiego jeszcze do tego daleko. Napastnik Lecha dał się jesienią poznać jako zawodnik raczej waleczny niż skuteczny, chętnie angażujący się w fizyczną walkę z obrońcami, ale nie dysponujący ani wyborną techniką, ani oszałamiającymi warunkami fizycznymi. W Poznaniu, mimo obecności Bereszyńskiego i bramek zdobywanych przez Ślusarskiego, słychać było permanentny lament nad brakiem w składzie prawdziwego napastnika, ostatecznym zaś dowodem na brak zaufania, jakim przy Bułgarskiej darzy się rodzimy chów, stało się wreszcie podpisanie kontraktu z Łukaszem Teodorczykiem.
Poza tym, tyle mówiło się, że szansę w Legii musi wreszcie otrzymać 'nasz' Michał Efir, tymczasem pojawienie się Bereszyńskiego kolejny raz komplikuje sytuację Efira, trzeba przecież założyć, że regularnie grywać w ataku mógłby najprawdopodobniej tylko jeden z nich.
Mimo wszystko nie ma jednak takiej możliwości, żebyśmy ściągali Bereszyńskiego tylko i wyłącznie z powodu chęci wygrania jakiejś wątpliwej wartości psychologicznej wojenki z bezpośrednim rywalem do mistrzowskiego tytułu. Ktoś musiał coś w Bereszyńskim zobaczyć, to pewne. Jeżeli nie w Lechu, to być może w meczach młodzieżówki (tej samej, w której prym wiedzie Dominik Furman).
Oby ten ktoś miał rację. Bartek (chyba już mi wolno tak poufale) - czekamy na Ciebie.
Jeśli zaś chodzi o sferę sportową tego transferu to... nie będę ukrywał nie jestem jakimś znawcą talentu Bartka Bereszyńskiego. Niemniej jednak zainteresował mnie chłopak, który wywalczył sobie miejsce w ataku Lecha Poznań.
A przecież młodziak miał za konkurenta zawodnika za którego nie dość, że "Kolejorz" zapłacił niemałe pieniądze, to jeszcze na Bałkanach uchodził ponoć za niemały talent. A tu ku mojemu zaskoczeniu, proszę Vojo Ubiparip okazuje
się jednak wcale nie lepszy od nastolatka z Polski. W ostatecznym rozrachunku obaj zawodnicy grali mniej więcej
tyle samo, ale przynajmniej mi, gra Bartka zdecydowanie bardziej przypadła do gustu niż "popisy" Serba.
Każdemu kto analizuje kadrę Legii Warszawa nasuwa się podobne pytanie co i Gawinowi, po co nam Bereszyński, przecież Michała Efira? No fakt mamy, problem polega na tym, że poza nim już nikogo więcej. W Młodej Legii na tej pozycji jest wakat z którym trener Banasik nie za bardzo potrafi sobie poradzić. Może teraz, ściągnięcie z zespołu juniorów Araka i Anczewskiego coś zmieni, ale Oni do dorosłej piłki mają jeszcze daleko. Dlatego uważam, że BB
może nie tylko być zawodnikiem który zwiększy rywalizację, ale też uzupełnieniem możliwości naszego ataku. Michał
Efir to zawodnik błyskotliwy, technik i spryciarz, łowca bramek. Natomiast Bartek Bereszyński swoją grą przypomina
mi raczej... Marka Saganowskiego, to walczak, w dodatku świetnie radzący sobie w powietrzu. Lubiący pracować dla zespołu, nie napalający się na strzelanie kolejnych goli., kto wie może u boku Marka urośnie nam jego następca.
"Każdemu kto analizuje kadrę Legii Warszawa nasuwa się podobne pytanie co i Gawinowi, po co nam Bereszyński, przecież Michała Efira?"
W tej sprawie jestem skłonny okazać umiarkowany optymizm. W Legii ostatnio przybytki do 1. składu funkcjonowały trochę na zasadzie: zawodnicy z dużym nazwiskiem, tzw. "od razu do grania, a nie uzupełnienia" zawodzili, albo zaczęli szybko zawodzić. Natomiast młodzi, po których aż tyle nie oczekiwano, nie zawodzili, choć wydawało się, że obsada pozycji, do której aspirowali jest wystarczająca.
To bym tylko dodał, że przypominam sobie krytyczne głosy o tym zawodników ze strony sympatyków jego poprzedniego klubu jeszcze w trakcie rundy jesiennej, gdy nikomu nie mogło się śnić, że trafi on do Legii. A z meczów to go kojarzę o tyle, że poświęciłem kiedyś część poniedziałkowego wieczora, aby obejrzeć mecz Podbeskidzie - były klub B. Bereszyńskiego 2-3. On wówczas zdobył jedną bramkę, ale grą nie olśnił. Pewnie zwróciłbym nań baczniejszą uwagę, gdybym przypuszczał... Wiadomo.
Jak to mawiał Okuka: "zobaczymo..."