- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Skucha
Trudno w tym momencie stwierdzić, czy remis w Łodzi oddalił nas od zdobycia mistrzostwa Polski, czy wręcz przeciwnie - przybliżył. Bez względu na przyszłe rozstrzygnięcia należy jednak stwierdzić, że dzisiejszy wynik to duże rozczarowanie. Słaby Widzew, któremu Lech zaaplikował cztery bramki, którego na jego boisku dopiero co pokonała Lechia Gdańsk, odebrał nam dwa bezcenne punkty.
W futbolu nie da się, nie wolno wręcz, sprowadzać wszystkiego do czynników, nazwijmy rzecz w uproszczeniu, motywacyjnych. Wyjść maksymalnie zmotywowanym na trzydzieści kolejnych ligowych meczów, w każdym szorować boisko tylną częścią ciała, w każdym z maksymalną koncentracją podchodzić do najdrobniejszego kopnięcia piłki, na koniec wykonać banalną operację zsumowania punktów zdobytych na piętnastu zagryzionych żywcem rywalach i cieszyć się z mistrzostwa Polski - jakże to wszystko proste. Niestety, motywacyjnej wunderwaffe nie da się stosować zbyt często, nie uda się to ani w Legii, ani w Realu Madryt, ani nawet w Koronie Kielce. W piłce koniec końców najważniejsze są zawsze umiejętności czysto piłkarskie, siła zespołu jako grupy walczącej o osiągniecie wspólnego celu. Na dłuższym dystansie wygrywa się rutyną, powtarzalnością, ba, częściej nawet metafizyczną umiejętnością przeciągnięcia na swoją stronę kapryśnego bożka futbolowej fortuny niż licytacją na motywację, agresję i zajadłość.
Co innego jednak daleki plan ogólny, co innego zbliżenie na murawę boiska w trakcie pojedynczego meczu. Widowisko w Łodzi było modelowym przykładem meczu, w którym codzienność (legijna) starła się ze świętem (widzewskim).
Scenariusz nakreślony przez gospodarzy można było przewidzieć z dużym wyprzedzeniem. W momencie, gdy rozgrywaliśmy atak, piłkę od bramki Mielcarza dzieliły dwie linie widzewiaków szybko, agresywnie doskakujących do naszych zawodników. Każde przejęcie piłki uruchamiało szybki atak, natychmiast rozpoczynało się szukanie wolnej przestrzeni na bokach boiska. Nie pierwszy raz mieliśmy za zadanie znaleźć remedium na przeciwnika o takiej charakterystyce. Niestety, nie pierwszy raz się nie udało.
Zabrakło po pierwsze skuteczności, tak ofensywnej, jak i defensywnej. Mimo chaosu dominującego w naszych poczynaniach pod bramką Widzewa, stworzyliśmy dość sytuacji, żeby strzelić w tym meczu przynajmniej dwie bramki. Przewrotny los napastnika sprawił, że Marek Saganowski strzelił gola wtedy, kiedy wcale strzelić go nie musiał, sytuacyjnie trącając futbolówkę po główce Inakiego Astiza, a fatalnie mylił się, mając przed sobą jedynie Mielcarza, zwłaszcza koszmarnie, wprost niewytłumaczalnie pudłując w sytuacji, która bezwarunkowo powinna była wyprowadzić nas na prowadzenie 2:1. Zadrżałem momencie tego pudła, przypomniała mi się podobna sytuacja, którą widziałem podczas meczu Widzew - Legia, to była wiosna 2000 roku, Legia jeszcze z szansami na mistrzostwo Polski, Widzew, jak dziś, grający o przysłowiową 'pietruchę', choć nieco wyżej w tabeli. Fantastyczne widowisko, w którym Widzew dwa razy wychodził na prowadzenie, a my dwa razy wyrównywaliśmy. W końcówce meczu Sylwester Czereszewski, strzelec wyborowy tamtej Legii, znalazł się zupełnie sam, z piłką przy nodze, sześć czy osiem metrów od bramki Widzewa, po czym... podał Woźniakowi piłkę, tak zwyczajnie, do rąk, strzałem tego nijak nazwać się nie dało, a mecz ostatecznie przegraliśmy 2:3 po golu Gęsiora w ostatniej minucie. Jedno z wielu traumatycznych doświadczeń związanych z Widzewem.
Dziś aż tak źle nie było, jednak bramka zdobyta przez Widzew mogłaby śmiało dołączyć do naszego przysłowiowego hall of shame, w którym tkwią już od dawna bramki tracone w podobnie zagadkowych okolicznościach wiosną zeszłego roku, w tym, jakżeby inaczej, w Łodzi. Astiz tradycyjnie unikający ataku na przeciwnika znajdującego się z piłką przy nodze, pozwalający mu się rozpędzić, wejść w pole karne, 'wsparty' interwencją Jędrzejczyka, który popełnił zapewne jeden z najgłupszych fauli w swojej karierze - szkoda że w kluczowym momencie tak udanego dla siebie i dla Legii sezonu.
Ale zabrakło nie tylko odrobiny piłkarskiego szczęścia pod obiema bramkami, drużynie zabrakło też jakości jako całości. Zbyt wiele było dziś w Legii słabych punktów.
Nie wygraliśmy tego meczu w środku pola, tak jak wygrywaliśmy ostatnie wyjazdy do Wrocławia (pucharowy) i do Białegostoku (ligowy). Vrdoljak zagrał jeden z charakterystycznych dla siebie meczów, widzieliśmy już takie w jego wykonaniu wielokrotnie, mecz, w którym walczył, ale kompletnie nie był w stanie uporządkować gry zespołu w środku pola, pociągnąć z piłką do przodu, przedrzeć się przez zasieki rywali. Nawet przez moment nie zaiskrzyła współpraca między nim a Dominikiem Furmanem. I właśnie Furman, moim skromnym zdaniem, okazał się największym rozczarowaniem tego wieczoru w Legii. Nie uchodzi, żeby środkowy pomocnik notował tyle strat, żeby podawał piłkę przeciwnikowi pod nogi, żeby nie był w stanie posłać choćby jednego prostopadłego podania w dobrym tempie, choć były ku temu sytuacje, kiedy Furmi zabierał się z piłką i sunął w stronę bramki Widzewa. Gospodarze wyglądali w tym obszarze boiska lepiej, pewniej. Okachi świetnie wypadał w indywidualnych starciach, a Dudek potrafił dojść do pozycji strzeleckiej, co nie udało się żadnemu z naszych pomocników. Oczywiście nie zamierzam pastwić się nad Furmanem, szukać w nim kozła ofiarnego, bez dwóch zdań nie zasługuje na to po jednym gorszym meczu, ale przyznam, że zastanawia mnie dlaczego po doskonałym meczu z Jagiellonią Białystok, dwa razy z rzędu szansy udowodnienia, że tamten popis nie był dziełem przypadku, nie otrzymał Janusz Gol. Cóż, mleko się rozlało, pomoc zawiodła, czyżby cała nadzieja w powrocie do środka pola Daniela Łukasika (do czego to doszło!)? Kolejnym słabym punktem był Lado Dwaliszwili, który dysponując aktualnym poziomem dynamiki, absolutnie nie jest w stanie poprawnie spełniać swojej boiskowej roli. Notorycznie przegrywane dryblingi, nagle zatracona umiejętność utrzymania się przy piłce - Lado z Łodzi to cień samego siebie, degrengolada formy Gruzina postępuje. Czy Dwaliszwili obudzi się na ostatnie dwa ligowe mecze? Konsekwencja, z jaką stawia na niego Jan Urban, świadczy o tym, że rola tego piłkarza jest w grze Legii duża, ale czy trenerska wiara w napastnika bez formy jest istotnie aż tak niezachwiana? Tego nie wiemy, być może nasz szkoleniowiec wyżej ocenia ryzyko zmiany taktycznego ustawienia drużyny na grę z tylko jednym napastnikiem, niż desygnowania do gry w ramach obecnego ustawienia zawodnika, przy którego obecnych fizycznych parametrach, prawdopodobnie nawet poddany ostracyzmowi imprezowicz Danijel Ljuboja wyglądałby jak pełen werwy młodzieniec.
To był nieudany wieczór, nerwowy i frustrujący. Ale cóż można rzec - było, minęło, piłka nadal jest w grze i nadal to my dysponujemy wszystkimi atutami. Zdobyliśmy punkt, dobre i to, teraz potrzebujemy jeszcze trzech. Jeden z pozostałych dwóch meczów trzeba wygrać i tyle. Wierzę, że najgorszy z tych trzech meczów jest już za nami i... trochę żałuję, że jutro nie czwartek.
Brakuje mi kogoś takiego, kto widząc lecącą do niego piłkę, będzie miał w głowie rozwiązanie i zagra do przodu bez przyjęcia.
My generalnie nie jesteśmy drużyną grającą szybki futbol, nasz styl to raczej cierpliwe wyczekiwanie na błąd przeciwnika niż błyskawiczne przechodzenie do ataku.
Ale właściwie to o tym samym miałem pisać w kontekście Furmana, że kilka razy prosiło się, żeby wykorzystał przechwyt do szybkiego uruchomienia akcji, a on - wózek w poprzek boiska. Z tym że do takiej gry, jaka nam się marzy, to jednak trzeba współpracy i nawyków całego zespołu, bo co facet może zrobić z piłką, jak nie ma ruchu, większość jest przyzwyczajona do czekania na skórę podaną do nogi.
Sam mecz słaby w naszym wykonaniu, zadziwiająco słaby. Ale zdarza się i taki, nie ma co rozpaczać, przecież oni na 11 ostatnich spotkań 9 wygrali, a 2 zremisowali. Niech tylko wyjdą w Chorzowie jakby to był finał PP i nikt nie będzie pamiętał o Łodzi.
Odnośnie Lado to on w kilku ostatnich meczach dołuje, a dzisiaj doszła jeszcze fatalna forma praktycznie całej drużyny, więc jego słaba dyspozycja jeszcze bardziej rzuciła się w oczy. Chociaż trzeba przyznać, że dzisiaj mało kogo można wyróżnić. Sagan jedynie za bramkę ? Wawrzyniak w I połowie za ofensywę, a BB w drugiej i to właściwie tyle.
Jeszcze jedno co mnie wkurza: jak przed meczem to naszych piłkarzy jest pełno w mediach, piękne frazesy opowiadają, a jak przychodzi co do czego to przy niekorzystnym wyniku w przerwie meczu wszyscy uciekają od wywiadu, a po meczu jeden Bereszyński ma odwagę stanąć i powiedzieć kilka słów. Powinni solidnie dostać po kieszeni jak nie od Ekstraklasy to od klubu Panowie "profesjonaliści". Pokazujcie na boisku, że "to się nie powtórzy", "nie wyobrażam sobie, ze nie zdobędziemy mistrza" itd., a nie w przedmeczowych wywiadach. Jak nie idzie to miej czelność stanąć przed kamerami po meczu i powiedzieć kilka słów, szanuj kibica. To tak wiele ?
A pół żartem pół serio to ciekaw jestem czy i tym razem po niekorzystnym wyniku pojawią się głosy dziennikarzy/ekspertów, że "Urban zaordynował cięższe treningi przed meczem". Przecież to już mała tradycja po każdym niekorzystnym rezultacie haha
Więcej może jutro
Po pierwsze. "Mecz z Lechem pokazał naszą siłę i wielkość". Ażeby tak było to należało wygrać z mocną drużyną. A Lech taką nie jest. Jest to przeciętny zespół. Owszem dobrze zorganizowany i tyle. Otoczka meczu była taka, ze mecz ukazywał jako wydarzenie i takim był, ale tylko w wymiarze medialnym. Wystarczyło nie pozwolić im na szybkie organizowanie się w ataku, aby Lecha obnażyć. Wartość sportowa meczu była niewielka.
Po drugie: "Wszyscy sprężąją się na Legię". Wszyscy to znaczy na wiosnę tylko Wisła. Było dokładnie odwrotnie. Większość zespołów nie wkładała w mecze z nami szczególnego wysiłku. Ich gra ograniczała się do mniej lub bardziej udolnej defensywy. Ich poczynania były ostrożne, gdyż miały inne cele niż walka o podium i niepotrzebnie nie szafowały siłami zachowując je na mecze z rywalami będącymi w ich zasięgu. Oczywiście dla kibiców, mediów mecze Legii to zawsze ekscytacja, ale wyciąganie z tego wniosku, że mecze z Legią są najważniejsze to gruba przesada. Czasami odnoszę wrażenie,ze niektórym wydaje się,ze jak przeciwnik nie położy się na boisku to znaczy, że walczy ze wszystkich sił. On gra. Nie najlepiej, ale tylko gra.
Po trzecie: "Mamy wielu klasowych zawodników". Otóż nie mamy. Klasowy zawodnik to jest ten,który w każdym meczu zagra na wysokim poziomie.
Nie trzeba mu specjalnej otoczki, motywacji czy wysokiej formy fizycznej. ależy się zastanowić czy poza Ljuboją i częściowo Radoviciem my takich w ogóle mamy. Od wyrobników boiskowych należy wymagać dużego zaangażowania w każdym meczu, bo inaczej byle junior z ostatniej drużyny jest lepszy od nich. Trzymanie łba w chmurach, w przekonaniu o własnej wielkości jest przejawem narcyzmu, a nie klasy.
Do tego zespół nie radzi sobie z presją. Potrafimy się zmobilizować na mecze z silnymi rywalami o stawkę lub prestiż. I wiosną tak było w meczach z Wisłą, Śląskiem w finale PP we Wrocławiu i Lechem. Pozostałe mecze nawet te zwycięskie były raczej efektem słabości rywala niż naszej dobrej gry. Ma rację Gawin, gdy pisze czym wygrywa się Mistrzostwa. Stabilizacją na wysokim poziomie.
Wreszcie Legia nie ma lidera tzn takiego zawodnika, który potrafi wziąć na siebie, na boisku odpowiedzialność za grę całego zespołu. Owszem są pojedynczy zawodnicy, którzy biorą odpowiedzialność za swoją grę. Dobre i to. Bo jest kilku,którzy nawet do tego nie są zdolni.
Na tym tle można rozważać co się stało we wczorajszym meczu.
Trafnie wiele elementów ujął Gawin. Ja tylko uzupełnię. Do taktyki, organizacji gry czy formy fizycznej /szybkość, wytrzymałość, siła/ nie można mieć zastrzeżeń. Tym razem zawiedli poszczególni zawodnicy. Można wręcz złośliwie powiedzieć, że kilku przyjęło zakłady, który z nich będzie najgorszy na boisku. W moim rankingu wspólnie na 1 miejsce zasłużyli Furman i Dwaliszwili. Furman, gdyż za wszelką cenę podaniami chce przyśpieszyć grę nie wiadomo po co. Wygląda to tak jakby piłka go parzyła i woli podać do przeciwnika niż trochę ją potrzymać i podać partnerowi. Dwaliszwili, ponieważ daje sobie odbierać piłkę jak dziecko i wydaje mu się, że jest gepardem, podczas gdy jest żółwiem. Najgorsze, ze obaj nie wyciągali żadnych wniosków z faktu,że grają dla rywali i brnęli w błędy coraz bardziej. Nie przekonuje mnie, ze Urban miał małe pole manewru. Lepiej było grać w 9 niż z nimi. Na podium załapał się jeszcze Jędrzejczyk. Nie tylko za bezmyślny faul na rzut karny. Ale za brak pokory. Chyba przed meczem na fali pochlebstw uznał sam swoją wielkość i nie dopuszczał myśli, ze jakiś młodzian wymaga staranności w grze. Był ogrywany przez swoją arogancję i tylko dobrotliwości sędziego zawdzięcza, ze po 30 minutach nie wyleciał z boiska. Inna rzecz, że zmiany pozycji na boisku dezintegrują jego zachowania. Zupełnie inną pozycją jest środkowy, a inną boczny obrońca. Tuz za podium plasuje się Vrdoljak. Owszem ma on sporo odbiorów i przechwytów. Lecz to marnuje stratami piłek /kto mu wmówił, że jest dryblerem/ i tym, że nie idzie za akcją, podając piłkę, a tak naprawdę to pozbywając się jej. Przestoje w grze powodują, że jego przydatność dla zespołu była minimalna.
No i pozytywy. Najlepsi na boisku to Kasprzak i Pawłowski. Przy nich nasi wyglądali jakby dopiero uczyli się grać w piłkę i tez by im to nie najlepiej wychodziło.
Na koniec. Wzywałem do przywrócenia Ljuboji już na ten mecz. Na drewniaków najlepszy jest dobry technik. Przynajmniej wszyscy rywale traktowaliby go poważnie i nie uważali za powietrze, którego za bardzo nie ma co pilnować bo i po co?
Oczywiście nadal mamy nad Lechem przewagę, ale znów jesteśmy w jego zasięgu. W sytuacji niebezpieczeństwa jest stare żeglarskie zawołanie: "Wszystkie ręce na pokład".
Wszystko to prawda z różnicą miedzy remisem a porażką i naszym komfortem w obliczu najbliższych meczów Lecha i Legii. Mamy aż pięć szans na przypieczętowanie mistrzostwa, z czego dwie w naszych nogach, nie ma co lamentować.
Jeżeli mimo wszystko jestem trochę zaniepokojony to dlatego, że Legia słabsze mecze zwykła rozgrywać seriami (trzy remisy na jesieni, początek tej rundy). Poza tym mecz z Widzewem postrzegałem jako najłatwiejszy z trzech nas czekających.
O 'ciężkich treningach' akurat nie pomyślałem
Sygnowano ~LKD
2013-05-25 00:09 IP 78.30.1***
Jak zwykle, źle weszli w mecz, nie ułożyła się im pierwsza połowa bo stracili już w 20 min. bramkę. Przeciwnik był zdeterminowany, a oni nie, bo przecież z góry należało się im zwycięstwo, jako kandydatom na mistrza. Tylko Widzew o tym zapomniał i skomplikował im wszystko. A ten Pawłowski to chyba miał jakąś dodatkową motywację i bezczelnie kiwał ich niemiłosiernie. Chyba jakiś wariat, jak śmiał ? Tamci ciągle im też przeszkadzali, mało tego, ciągle ich uprzedzali. Jak nasi strzelali to bramkę przesuwali, nawet wtedy gdy była pusta. W sobotę przesunęli bramkę Kucharczykowi a dzisiaj Saganowskiemu. Kolejny przeciwnik miał taktykę na Legię, chociaż brakowało mu zawodników. Zupełnie odwrotnie niż w Legii , gdzie taktyki zero a zawodników długa ławka.
Uważam, że bardzo trafnie to opisano.
W proporcji do zademonstrowanej gry, wynik i tak całkiem całkiem.
Duch Skorży krąży nad Legią.
Widać teraz, jak szczere i ile warte były "przeprosiny" Radovicia o tym, jak to pojął swój błąd.
Przestańmy też pisać o Astizie (brawa za asystę) jako o dobrym obrońcy i pewnym punkcie. Ani on dobry, ani pewny, a że Legia nie ma lepszego, to już świadczy o jej poziomie sportowym.
Tragedii, jeszcze, nie ma (z naciskiem na JESZCZE), ale nic dobrego nam ten remis nie przyniesie. Znowu są deklaracje:
1. cały czas jesteśmy i musimy być skoncentrowani
2. teraz myślimy tylko o tym, aby wygrać w Chorzowie
3. nie dopuścimy do powtórki
i takie tam.
Co gorsza, zaczną się klimaty typu "jak trwoga, to do Ljuboji", co nie może nic dobrego przynieść. W 2012, też było na finiszu wiele ciężkich momentów, gdy spoglądaliśmy na Serba jak na ostatnie źródło nadziei. I nawet palcem nie kiwnął. To teraz miałby kiwnąć? Zdaje się, że ma pilniejsze sprawy do uregulowania z tym i owym niż troszczenie się o swój de facto były klub.
W zasadzie mit o szerokiej kadrze Legii padł. Nie ma specjalnie alternatywy dla Dwaliszwiliego, a jak on gra to szkoda pisać.
Może się tak potoczyć, że oddamy, jak nie w 29, to w 30 kolejce to prowadzenie w tabeli i już go nie odzyskamy. Czyli, Legia classic.
1. Dwa mecze do końca
2. Legia ma 63 punkty
3. Zwycięstwo daje mistrzostwo
4. Gramy na Śląsku
5. W ostatniej kolejce podejmujemy ustępującego mistrza z poprzedniego sezonu
Wszystko się zgadza z sytuacją w 2006 roku. Teraz jeszcze tylko trzeba poszukać drugiego Włodara.
Jestem względnie zadowolony z wyniku, bo spodziewałem się, że mogło być dużo gorzej, naprawdę dużooo gorzej, ale to nie znaczy, że nie jestem zaniepokojony. Jestem, szczególnie tym, że nie widać było, aby to był dla naszych graczy ważny mecz. Co do serii kiepskich meczów to uważam to za jakiś zabobon. Mecz z Widzewem najłatwiejszym ? Na papierze pewnie tak, ale nie określiłbym tego w ten sposób. Najtrudniejszy miał być mecz w Białymstoku, a okazał się najłatwiejszy, w polskiej piłce terminarz gra małą rolę
Natomiast jedno widać ewidentnie: brakuje Ljuboi. To jest dla mnie niepodważalne i nie widzę powodu, aby o tym nie napisać. Pisał o tym Zbyszek pod którymś z poprzednich tekstów, że jest jedynym, który potrafi utrzymać się przy piłce na połowie rywala i tego brakuje. Nasz atak pozycyjny nie istnieje bez Serb i tak samo nie istniał z Lechem. Wbrew kwękoleniu o schodzeniu do linii dawał dużo komfortu pozostałym graczom, grając tyłem do bramki potrafił ją przyjąć z napastnikiem na plecach, przytrzymać, rozegrać, zagrać kombinacyjnie w okolicach pola karnego. Dzisiaj to nie istnieje i już istnieć nie będzie, bo nasi dwaj napastnicy nie są do tego stworzeni. Mamy inny pomysł na wygrywanie meczów: siła, starcia, walka, przepychanie i parcie do przodu bez ładu i składu, ale z dużą mocą. Oczywiście, że nawet bez niego (i bez dwóch kolejnych kluczowych graczy) powinniśmy sobie radzić z 90% drużyn w Ekstraklasie, ale jednak sami sobie ograniczamy szanse i możliwe warianty.
W meczu z Ruchem Urban ma większe pole manewru i kto wie czy wobec słabej dyspozycji Lado nie powinien na skrzydłach ustawić Kucharczyka z Koseckim, a przed Saganowskim Rado. Nawet to 12 minut, które zagrał na pozycji 10 pokazało, że tam jest najwartościowszy. Wobec fatalnej dyspozycji Lado pokuszę się o stwierdzenie, że jest tam niezbędny. Albo chcemy wygrać, albo wyprosić zwycięstwo. Jakoś ciężko sobie wyobrazić, aby nagle Gruzin złapał formę.
@corazstarszy
Co gorsza, zaczną się klimaty typu "jak trwoga, to do Ljuboji", co nie może nic dobrego przynieść. W 2012, też było na finiszu wiele ciężkich momentów, gdy spoglądaliśmy na Serba jak na ostatnie źródło nadziei. I nawet palcem nie kiwnął.
Czy to nie Ljubo praktycznie jednoosobowo podłączył nas pod kroplówkę w meczu z Jagiellonią ? Tak więc z tym "nie kiwnął palcem" nie przesadzałbym.
Dlatego, żeby sprawić naszym piłkarzom problem, trzeba umieć biegać przez 90 minut.
W Pn jednym okiem oglądałem mecz Widzewa, oni wtedy padli fizycznie, a z nami jakoś dłużej dawali radę.
Może temperatura, może grząskie boisko, ale kurde takie wytrenowane przyspieszenie piłki to element zaskoczenia, rywal nie zdąży doskoczyć i się ustawić.
2. Mecz przegrali (tzn. nie wygrali dla przypomnienia
3. Brakować to mi dziś brakowało nie Kosy, i nie Ljubo. Mieliśmy szanse, mieliśmy akcje, mieliśmy setki i dwusetki. Kosa i Ljubo skutecznością nie grzeszą przecież ostatnio. Nam zabrakło spokoju w odbiorze i wyprowadzeniu oraz konsekwencji w budowie akcji. Zabrakło nam Łukasika!
4. Wreszcie odrobina przyzwoitości, bo akurat od Legionistów tego wymagać można. Lech wyprzedza obecnego Mistrza Polski o prawie 15 punktów. Ma kilkanście punktów przewagi nad kolejną drużyną. Ciągłę jęczenie jaki to Lech jest fartowny i beznadziejny, a Rumak fatalny i buraczany jest w stylu Rumaka. Co najwyżej. Oddajmy im, co należne. A przynajmniej nie starajmy się na każdym kroku dyskredytować i deprecjonować. Bo grają świetną rundę i notują ogromny progres, przy potencjale i budżecie dużo mniejszym niż nasz.
5. Ruch spokojnie pykniemy, a ja - jak obiecałem po rewanżu ze Śląskiem, kiedy obwieszczono koniec szans na mistrza - będę z tego marudzenia rozliczać, rozliczać i jeszcze raz rozliczać
To co mnie niepokoi najbardziej to straszny brak wiary we własne możliwości, jakiś niepokój, prawie panika zamiast spokojnej gry do końca. Nawet poz strzeleniu bramki nie udało nam się uspokoić poszczególnych formacji, ustabilizować gry w strefach. Zamiast tego mnóstwo kompletnie nieprzygotowanych przerzutów, a, był moment gdy zaczęliśmy atakować całym zespołem, w defensywie zostawiając zaledwie dwójkę raczy. Fakt, że Widzew tego nie wykorzystał możemy zapisać jedynie na karb ogólnej słabości zawodników gospodarzy. To był moment gdy Legia w niczym nie przypomniała zespołu z czuba tabeli, raczej drużynę która zachowywała się jak banda uczniaków na szkolnym boisku. Masakra.
Ciekawostką towarzyszącą temu meczowi są dwa śród tygodniowe wywiady, których udzielił Furman i Jędrzejczyk. Pierwszy opowiadał o zbyt małym wkładzie jaki wniósł do gry zespołu w tym sezonie, drugi zaś naśmiewał się z kar jakie dostawał od Skorży za zbyt agresywną grę. Ciekawa lektura, szczególnie zważywszy na późniejsze "popisy" obu panów. Tak sobie myślę, może przydałby się jakiś zakaz wywiadów do końca sezonu? Widać, że te nie najlepiej wpływają na koncentrację naszych asów, szczególnie, że dziennikarze słodzą tym naszym grajkom jakby Ci przechodzili właśnie do Premiership. Jak widać, nie przechodzą.
Czy to nie Ljubo praktycznie jednoosobowo podłączył nas pod kroplówkę w meczu z Jagiellonią ? Tak więc z tym "nie kiwnął palcem" nie przesadzałbym.
Faktycznie, raz strzelił, w jednym spośród kilku meczów z serii "ostatni dzwonek", z wolnego. Łaskawca.
A i tak mam wrażenie, że wówczas był w lepszej formie w zakresie stałych fragmentów niż jest tej wiosny.
Moim zdaniem Astiz jest dobrym obrońcą, szybkim, niezłym technicznie, dobrym w powietrzu, chociaż jak na środek obrony to czasem brakuje mu trochę... prostoty. To jest obrońca, jeżeli można tak powiedzieć, dość elegancki, grający głównie na wyprzedzenie, rzadko wycinający napastników równo z trawą. Przypomina się bodaj Kędziora, który po naszym jesiennym meczu z Piastem mówił, że miał za zadanie 'wozić' właśnie Astiza. Wczoraj ta feralna akcja Pawłowskiego mogła być skasowana przy linii bocznej, nawet kosztem żółtej kartki. Jasne, teoretycznie obrońca nie powinien iść 'na raz', ale z kolei z takiego cofania się truchcikiem też niewiele dobrego wynika (vide Żewłak z Górnikiem w zeszłym sezonie).
Natomiast w niczym nie zmienia to faktu, że wczoraj Jędza jak na mój gust znacznie od Astiza gorszy. Takie wyrwane z kontekstu defensywne błędy nie są zresztą do końca miarodajne przy całościowej ocenie zawodnika, weźmy takiego wyśmienitego defensora jak Matts Hummels, toż z jego obcinek można by zmontować video do kolejnych edycji Futbolowych Jaj
Nie do końca zgadzam się co do Radovicia, on tak grał, gra i grać będzie, przepraszanie na pokaz raczej nie ma tu nic do rzeczy, nie miało szansy poprawić jego dyspozycji. Ale nawet Rado odległy od formy z początku rundy jest w stanie zrobić różnicę pojedynczym zagraniem, kiwką, przytomnym podaniem. Piłkarsko to on jednak nie ma konkurencji do miejsca w podstawowej jedenastce, żeby tylko głowa na stałe nadążała za nogami...
@ aylarad1916
Analogie klasa
@ JJ
Mamy inny pomysł na wygrywanie meczów: siła, starcia, walka, przepychanie i parcie do przodu bez ładu i składu, ale z dużą mocą.
O, to, to. Nic dodać, nic ująć. To było widać zresztą już w meczach PP.
Szkoda że cały ten układ z Ljuboją od zawsze był zerojedynkowy, w sensie że ciężko było pogodzić obecność Ljuboi w składzie z bardziej wszechstronnym sposobem rozgrywania ataku, pressigniem na połowie rywala, odpowiedzialnością na barkach więcej niż jednego piłkarza (wiem, wiem, bywały mecze, w których to się udawało, ale nie mylmy wyjątku z regułą). Przeważnie albo tak, albo tak.
Obyś miał rację z tą 'odwrotną proporcjonalnością' spodziewanej i faktycznej skali trudności meczu, bo z Ruchem wydaje mi się, że będzie nam bardzo ciężko, przynajmniej tak ciężko jak było w PP. Chyba jednak bardziej my musimy niż oni (no chyba że dziś coś w Poznaniu), zagrają z nami tak jak zagrał Widzew, a w ataku są znacznie groźniejsi, mają 'momenty'. W dodatku taki Jankowski wczoraj dość brawurowo kopał się w czoło, jak nic kumuluje energię przed czwartkiem
@ Niuniek
Miałem w planach cały wpis oparty z grubsza na tym co ująłeś w punkcie 4. Cóż, święte słowa
@ Monrooe
Też zwróciłem uwagę na ten 'podwórkowy' fragment meczu w drugiej połowie. Niepojęte. Natomiast słabość Lado miała w tym wszystkim jednak spory udział, w żadnym momencie nie było punktu zaczepienia między pomocą a atakiem, nie funkcjonowało cofanie się napastnika po piłkę, to dość istotny element naszej gry, gdyby Gruzin był w lepszej formie, gdyby był na boisku Ljuboja, akurat to mogłoby (nie przesądzam) wyglądać znacznie lepiej.
Furman, cóż, obawiam się, za dużo od siebie wymaga w stosunku do aktualnych umiejętności i możliwości. Żal było wczoraj patrzeć.
To prawda, w każdym z tych wskazanych przez Ciebie meczów grał kiepsko, ale, tak na oko, bez powtórek wczorajszego meczu, wydaje mi się, że wczoraj wyglądało to... jeszcze gorzej. W każdym z tamtych meczów miał jakieś pojedyncze udane zagrania, starał się brać na siebie grę, z różnymi co prawda efektami, ale jednak rozumiał po co jest na boisku. Z Widzewem, no, kurczę, nie pamiętam dosłownie ani jednego sensownego zagrania.
Natomiast z pewnością masz słuszność, że są to naczynia połączone, nasze problemy zaczynały się w pomocy, nie pierwszy raz, z nich brał się zresztą ten siłowy styl pchania się do przodu, o którym pisze JJ.
Wystarczy porównać Rybus-Rado-Wolski-Ljuboja do Kosecki-Lado-Kucharczyk-Saganowski. Z czym do ludzi, jeśli chodzi o styl gry i możliwości ofensywne.
Nic się nie zmieni z Ruchem, dlatego zgadzam się z Monrooe, że wszystko (prawie wszystko, bo jest jeszcze Kosa potrafiący indywidualną akcją załatwić sprawę) zależy do strefy środkowej i ich gry. Jak zdominują przeciwnika to i przód daje radę.
@Monrooe
Tyko, że Gruzin nie grał wcale dużo gorzej niż w meczu ze Śląskiem/Jagą/Lechem, różnica była własnie w drugiej linii. W tamtych meczach ta formacja co i rusz kreowała sytuacje swojej formacji ofensywnej.
Pewnie to przenośnia z Twojej strony i chodzi wyłącznie o mecz w Białymstoku, ale jeśli uważasz, że ze Śląskiem i Lechem druga linia co i rusz kreowała sytuacje ofensywne to nie mogę się z tym niestety zgodzić.
Nawet to 12 minut, które zagrał na pozycji 10 pokazało, że tam jest najwartościowszy
Tak czy siak jakieś roszady w składzie powinny być dokonane i to wcześniej niż w 79 min.
Co do samego meczu to Widzew walczył, ale jak napisał Gawin, w dłuższym okresie czasu musi wychodzić drużyna lepsza piłkarsko a nie lepsza motywacyjnie. I teoretycznie w meczu w Łodzi to wyszło bowiem to my mieliśmy piłki meczowe a nie Widzew.
Monrooe słusznie zauważa moim zdaniem że kiepsko wyglądaliśmy w środku pola tym bardziej nie rozumiem tego że nie została tam dokonana korekta lub np. za Wlado nie został wprowadzony Gol celem wzmocnienia formacji środkowej. Jak Urban musiał ściągnąć Gola to zrobił to w 30 min a jak musi go wprowadzić to jak widac pojawia się problem.
Dodatkowo dobrze jest zauważyć, że wszystkie te rozważania dotyczą przyszłości zespołu, który niewątpliwie wymaga wzmocnień, ale póki co cieszmy się z tego że Mistrzem Polski w sezonie 2012/2013 została
LEGIA WARSZAWA
Mistrzem Polski jest Legia, Legia najlepsza jest
Daniel niech sobie gra ze Śląskiem, mi tam rybka
Jakoś dziwnie zadowolony (chyba było widać we wpisach) byłem po wczorajszym meczu, nie wiem skąd we mnie taka euforia jak na remis, ale podejrzanie szczęśliwy byłem, no i wywróżyłem:
Praktycznie już dzisiaj możemy być mistrzem. Wiadomo, że ciężko posądzać Lecha o porażkę, ale to tylko piłka.
To tylko piłka haha Mistrz, Mistrz, Mistrz ! Brawo k.... !!!
Ciężko opisać zadowolenie słowami - bajka ! Dublet !
@Walles
To już nieważne teraz, ale:
Trochę się uśmiecham bo w jednym miejscu toczę spór z JJ w sprawie mimo wszystko błędów Urbana, że powinien dokonać zmian a w drugim miejscu czytam o Radovicu że
Nawet to 12 minut, które zagrał na pozycji 10 pokazało, że tam jest najwartościowszy
przecież ja pisałem o posadzeniu Lado i wstawieniu za niego Rado w kontekście meczu z Ruchem, a tam jak pewnie wiesz będzie do dyspozycji Kosecki, więc mamy kim grać na skrzydłach. Uśmiechaj się dalej, ale już z powodu MISTRZOSTWA !!!
A wiesz że właściwie to dopiero teraz trzeba zacząć na serio obawiać się o wyniki naszych najbliższych meczów
Heh, chodzę po domu i się szczerzę, Ulubiona Żona spogląda na mnie z politowaniem niczym na nieszkodliwego idiotę
hahaha (sorki za spam)
PS
haha już nawet w L+ mówią o 10 tytule dla Legii
Ja także mam coś dla Ciebie
A wracając do dyskusji to skoro Radovic był tak świetny na innej pozycji to wystarczyło albo dokonać korekt na boisku albo za kompletnie bezproduktywnego Wlado wprowadzić na lewe skrzydło nawet Sulera
A tak przy okazji. Z tego co pamiętam PZPN wprowadził chyba zmiany i w przypadku wywalczenia tytułu wcześniej niz w ostatniej kolejce drużyny przeciwnika powinny ustawić szpaler i powitać mistrzowską drużynę wchodzącą na murawę. Tutaj powstaje pytanie, czy zawodnicy Śląska oprócz utworzenia szpaleru będą także śpiewać?
Niezbyt górnolotne ale jakoś nie mogłem się powstrzymać
Lubię to
Nie obrażać Cię, to był tylko żart
@Walles
Możliwe, że w Ekstraklasie pracują futbolowi ignoranci i wpisali do regulaminu, ze szpaler należy robić zwycięzcom ligi do końca sezonu, ale NORMALNIE oznacza on, że robi go wyłącznie drużyna rywalizująca w następnej kolejce z ogłoszonym mistrzem. Tak więc jeśli w Ekstraklasie pracują kompetentni ludzie to szpaler powinien zrobić Ruch, ale Śląsk w żadnym wypadku
W sytuacji, gdy przed zakończeniem rozgrywek zespół uczestniczący w zawodach zapewnił już sobie tytuł mistrza Polski, zespół przeciwny przed rozpoczęciem procedury ustawiania zespołów wychodzi na boisko pierwszy i ustawia się w szpaler, witając zespół mistrza Polski. Procedurę tę stosuje się podczas każdego z kolejnych zawodów aż do zakończenia rozgrywek.