- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Bez zaskoczenia
W przedostatniej kolejce bieżącego sezonu Legia zremisowała w Chorzowie z walczącym o utrzymanie Ruchem. Remis, jak się okazało, przedłużył ekstraklasowy byt Ruchu, można zatem śmiało uznać go za sukces gospodarzy. Jeżeli chodzi o nasz zespół należy z kronikarskiego obowiązku odnotować, że... mecz się odbył.
Nie jest łatwo w sposób merytoryczny rozmawiać o meczach takich jak dzisiejszy. W obecnej sytuacji od kopaniny, która miała miejsce na ulicy Cichej w Chorzowie, wyraźnie bardziej interesująca jest kwestia dokonujących się oraz planowanych roszad w naszej kadrze, strategii działania prezesa Leśnodorskiego w tygodniach poprzedzających start nowego sezonu, czy nawet niedzielnej fety planowanej przy okazji meczu ze Śląskiem.
Tym bardziej, że rzeczona kopanina była wolna od jakiejkolwiek nieprzewidywalności.
Nie było żadnego zaskoczenia w tym, że kontrowersyjna zdaniem niektórych koncepcja obowiązkowego szpaleru dla drużyny mistrza Polski wypadła w sposób mało spektakularny, nie zyskując szczególnego zrozumienia wśród chorzowskiej publiczności.
Nie było żadnego zaskoczenia w tym, że, zgodnie z deklaracjami, Legia potraktowała mecz w sposób jak najbardziej poważny, godny profesjonalistów, ale jednak nie dołożyła niczego 'ekstra' w zakresie boiskowej zawziętości i walki o zwycięstwo za wszelką cenę.
Nie było żadnego zaskoczenia w tym, że Ruch postanowił grać z nami w sposób powszechnie uznawany za najlepszą broń przeciw Legii, to znaczy aktywną, zagęszczoną defensywą na własnej połowie, licząc na kilka okazji do ukąszenia nas kontrą.
Nie było żadnego zaskoczenia ani w tym, że mimo starannie opracowanej przez trenera Zielińskiego koncepcji prowadzenia przez gospodarzy odpowiedzialnej gry defensywnej, swoje strzeleckie szanse, i to szanse całkiem do rzeczy, jednak mieliśmy, nie było też niestety większego zaskoczenia w tym, że wszystkie owe szanse zmarnowaliśmy.
Nie było żadnego zaskoczenia w tym, że Tomasz Jodłowiec nadal nie wydaje się być najlepszym materiałem na przyszłą ostoję naszej defensywy, przeplatając udane interwencje, zagraniami niepewnymi i bojaźliwymi. Nikt nie mógł być zdziwiony tym, że Tomasz Brzyski, mimo najlepszych chęci i dużej ambicji, nie był w stanie zastąpić Kuby Koseckiego na lewym skrzydle, albowiem taki z Brzyskiego szybki skrzydłowy z ciągiem na bramkę, jak, nie przymierzając, z koziej sempiterny popularny instrument dęty, i doprawdy, nie ma w tym żadnej winy samego Brzyskiego. Nikt chyba nie odkrył niespodziewanie akurat dziś w Michale Kucharczyku zawodnika tyleż szybkiego, walecznego i ambitnego, co chorobliwie wręcz nieefektywnego. Nikt nie mógł być zaskoczony, że najlepszą szansę gospodarze mieli po naszej stracie, po podarowaniu piłki Ruchowi przez Ivicę Vrdoljaka, nawiasem mówiąc mocno zdezorientowanego koniecznością nagłego zameldowania się na boisku w drugiej połowie. Nikogo wreszcie nie mógł zadziwić Lado Dwaliszwili, w pełnej krasie demonstrujący mankamenty, które pozwalał nam podziwiać już w kilku poprzednich meczach Legii.
Tak, ten mecz nie odpowiedział na żadne pytania, nasze bądź trenera Urbana, dotyczące Legii w przyszłym sezonie, przydatności kilku zawodników w kolejnych etapach budowy zespołu - bo odpowiedzieć na nie po prostu nie mógł.
Krytycy dzisiejszego występu Legii muszą jednakowoż mieć na względzie, że Ruch to drużyna obdarzona lekkością stwarzania sytuacji strzeleckich dość rzadko spotykaną w okupowanych przez chorzowian rejonach tabeli. Ta drużyna nie była w stanie grać z nami w piłkę, z założenia porzuciła swój charakterystycznie niefrasobliwy sposób prowadzenia meczów, wolała skupić się na przeszkadzaniu nam w grze i liczyć na przysłowiowe boiskowe 'drapane'. To pokazuje potencjał Legii w tym sezonie, potencjał zespołu, który, nawet pozbawiony kilku wiodących zawodników, nawet mający pełne prawo do naturalnego rozprężenia po 'klepnięciu' wyczekiwanego i wymarzonego mistrzostwa, nadal odbiera odwagę trenerom drużyn przeciwnych, którzy kolejny raz tej wiosny zakładają, że podjęcie z nami wymiany ciosów musi zakończyć się nieuchronną klęską ich drużyny. Legia taka jak w Gliwicach czy dziś w Chorzowie nadaje ton boiskowym wydarzeniom, stwarza sytuacje, nie pozostawia złudzeń kto jest kim i gdzie znajduje się w tabeli.
A że nie jest to drużyna wolna od problemów w każdej formacji, nie jest do drużyna zachwycająca polotem, imponująca skutecznością?
Cóż, istotnie, nie jest.
Wiecie co napastnik by się nam przydał, pisząc napastnik mam na myśli takiego prawdziwego sprzedającego bramki.
Nie przesadzaj. Ja czytałem tekst Gawina z przyjemnością. Bez meczu by go nie napisał. Widziałeś dużo gorsze mecze Legii /ja też/ i przeżyłeś. Teraz też dasz sobie radę. Pozdrawiam.
Takiego prawdziwego sprzedającego bramki, to my zaraz stracimy. Jakiś klub rzuci 3 bańki, Leśny stwierdzi, że absurdem byłoby odrzucać taką ofertę i Koseckiego pożegnamy.
Ale co tam! Wrzućmy wszyscy na luz...
No, gdyby na horyzoncie pojawił się jakiś łowca goli to chętnie bym takiego w naszych szeregach zobaczył. Ale w obecnych czasach szalenie trudno o takiego piłkarza. W naszej Ekstraklasie jest w obecnej chili jeden taki gracz, na całą ligę! Co ciekawe w Europie wcale nie jest pod tym względem lepiej, skauci dużo lepszych zespołów od naszej Legi przeczesują ją wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu odpowiednich kandydatów.
Co do meczu, to podobał mi się on znacznie bardziej niż potyczka z Widzewem. Przeciwnikowi nie pozwoliliśmy na nic, sami zaś co i rusz nękając defensywę rywali. Szkoda, że w generalnie w pierwszej połowie, ale jednak. Tylko w pierwszych 45 minutach stworzyliśmy sporo okazji na gola, wystarczyło tylko wykończyć. Nie udało się, ale w kilku sytuacjach powodem były bardzo dobre interwencje bramkarza "Niebieskich". A przecież występowaliśmy z mocno eksperymentalnym składzie.
@ Odejście Jędrzejczyka.
Bardzo byłem ciekaw jak zagra nasza defensywa pozbawiona Jędzy. Niestety ten mecz pokazał, że nie mamy w tej chwili człowieka godnego miana lidera formacji obronnej. Widać, że Jodłowiec nie czuje się jeszcze częścią obronny, wciąż brakuje mu zrozumienia z resztą zespołu. gra to co potrafił do tej pory, ale jakoś tak bez ładu i synchronizacji z resztą drużyny. Zdecydowanie bardziej martwi mnie natomiast Astiz, który wydawał się naturalnym szefem defensywy, a wygląda tak jakby kompletnie nie był tą rolą zainteresowany, ot robi swoje i tyle. W efekcie zamiast formacji mieliśmy wczoraj czterech obrońców.
@ Kosa
Jak ktoś za piłkarza z takimi brakami jakie ma Kosecki da te 3 miliony Euro, to.. chyba sam zapakuję Kubę i przewiążę piękną wstążeczka. A tak naprawdę absolutnie nie wierzę, w to, że ktokolwiek jest w stanie wyłożyć takie pieniądze (jakiekolwiek nas satysfakcjonujące) za piłkarza o tej klasie jaką w tej chwili prezentuje młody "Romek".
4 bańki za Kosę to cena z kosmosu , nikt tyle nie da za chłopaka po 1 dobrym seznie (a tak właściwie to rundzie) a co w tym takiego mistrzowskiegow 4 milionach euro, za mnej 3,75 mln poszedł do ManUtd Nick Powell który jest z rocznika 94 a wszystkim poza szybkścią, przewyższa Kosę o pare klas. Tacy zawodnicy jak Sissoko, czy Michu zmieniali kluby w zimie za ok 4 miliony , wieć sprzedanie Kosy za takie pieniądze było by mega sprawą. Za tą kasę można mieć, Przybeckiego, Wszołka, Olkowskiego, Kamińskiego i dwóch Pawłowskich. I powiedz że to nie jest dobra zamiana.
Do płaczek
Postaram sie wam wytłumaczyć dlaczego jesteście tak irytujący dla ludzi zrównoważonych emocjonalnie i myślących pozytywnie.
Bo "beczycie" przy każdej okazji i na wszelki wypadek, bo "beczycie" z powodu przyjścia zawodnika (bo drewno bez osiągnięć i nie za 2mln EUR, vide Kosa) i z powodu jego odejścia, bo beczycie przed zdobyciem MP (bo nie zdobędziemy) i po (bo do pucharów nie awansujemy), bo beczycie i przed pucharami (że nas wszyscy ograją) i po wyjściu z grupy (że teraz do dopiero nas ograją) i tak dalej i tak dalej (...)
P.S. Monrooe, walcz chłopie, walcz. Ja już nie mogę ...
O to to. Możemy się nawet umówić, że Ty go będziesz trzymać, a ja przewiązywać wstążeczkę
ja rozumiem że nie ma u nas piłkarzy nie na sprzedaż i rozumiem że tak jeszcze jakiś czas będzie. Ale nie przesadzajmy z tą wstążeczką - chłopak ma 22 lata, ewidentnie cały czas się rozwija, nazwisko ma w pewnych kręgach znane oraz 11 bramek i 6 asyst w swoim pierwszym sezonie na poziomie ekstraklasy (choć tu oczywiście można się spierać czy to pierwszy). więc...
nie psujcie pozycji negocjacyjnej Legii i wstążeczkę dorzućcie dopiero jak go opchną za cztery bańki
Ja tam Kose wymienilbym na 5 Ljubojow. 7 to bylaby juz przesada
Ależ ja rozumiem, że ma 22 lata, cieszę się też, że się rozwija, ale coś mi podpowiada, że nawet z tak znanym nazwiskiem, nie znajdzie chętnego gotowego dać za samą obietnice bycia za jakiś czas dobrym, czterech milionów euro. Tak szalonych nie ma, a jeśli są... to ja jak już pisałem chętnie pomogę. Oczywiście żartuję, ale co mi pozostało. Gdy w dobie kryzysu kluby oglądają każde euro z dwóch stron, a tu nagle ktoś wypala z kosmiczną kwotą za piłkarza, który nawet w naszym klubie nie jest postacią wiodącą. Wybacz, ale jakoś nie umiem tak całkiem na serio się do tego ustosunkować. Ale gdyby jednak... to ja wstążkę mam.
@ Niuniek
Na pięciu nie starczy. Na siedmiu tym bardziej. Pięciu Ljubojów to byłoby coś, taka enklawa rzekłbym nawet.
Jak dobrze pamiętam, Ljubo kosztował wg Prezesa łącznie ok. 750 tys. EUR w pierwszym sezonie.
Zakładam, że obniżka kontraktu w drugim była do 600 tys. EUR (o 20 proc.).
To naprawdę 5 Ljubojów.
Choć rozumiem, że nie to było clou wypowiedzi
Z drugiej strony tak sobie myślę, że gdyby takich 5 Ljubojów jednak było, a Legia otworzyłaby klub nocny na stadionie, to pewnie stać by nas było w ten sprytny sposób nawet i na 10
Ljuboja to był ślepy traf, przez kolejne 10 lat nam się nawet jeden taki nie trafi.
@Monrooe
To kto jest wiodącą postacią? Protestuje.
i pamiętajmy że my musimy każdy jeden nasz ubytek później uzupełniać. Można to zrobić znacznie taniej niż się takiego Jędze sprzedaje ale... ja cały czas mam drżące nogi gdy idzie o skuteczność naszych transferów.
- "To kto jest wiodącą postacią?"
Siłą Legii w tym sezonie było to, że tak naprawdę nie mieliśmy siły wiodącej. W tym meczu wystrzelił ten, w innym, kolejny i tak w koło panie Macieju. Ciężko było się przygotować, rok temu ustawiało się dwóch dryblasów koło Ljuboji i było pozamiatane, a teraz? Znikąd pomocy. Jednocześnie brak tejże siły był naszą największą słabością. Co najbardziej uwidaczniało się w takich spotkaniach jak to opisywane przez Gawina powyżej. Nie mamy faceta, który raz po raz potrafi poprowadzić zespół, wziąć sprawy w swoje ręce i pokierować kolejnymi akcjami zespołu.
Oczywiście masz racje. W naszej sytuacji odejścia zawodników są nieuniknione. Dlatego ważne jest jaki mamy pomysł na ich uzupełnienie. Czy będą to gracze, którzy znów będą się uczyć, czy tacy który od razu wejdą zespołu i będą jego pełnoprawnymi członkami. Pożyjemy zobaczymy, na to wpływu nie mamy żadnego. Po tych działaniach będziemy też wiedzieli czego tak naprawdę chcą nasi włodarze. Bo to, że nie są w stanie zatrzymać wiodących postaci w drużynie kompletnie o niczym nie świadczy... no chyba, że o tym co wiemy, czyli o tym, żeśmy biedni jak myszy kościelne w porównaniu z otaczającą nasz rzeczywistością futbolową.