- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Czapka z piór
Stało się. Ku rozpaczy kibiców Legii seria słabych ligowych występów naszej drużyny została przedłużona w Gdańsku. Po zasłużonej porażce z Lechią żegnamy się z fotelem lidera Ekstraklasy. Niestety, jest to najprawdopodobniej pożegnanie bez prawa powrotu. Wobec tylko jednej kolejki pozostającej do rozegrania i aż trzech rywali wyprzedzających nas w wyścigu do mistrzostwa, szanse na zdobycie upragnionego tytułu spadły praktycznie do zera.
W żadnym wypadku nie należy sądzić, że oto tracimy w tym momencie tytuł na rzecz drużyn od nas słabszych, mniej godnych mistrzowskiej korony. Prawda o zdobywaniu tytułów jest banalnie prosta - trofeum zawsze zdobywa zespół najrówniejszy w przekroju całego sezonu, najmocniejszy psychicznie, po prostu... najlepszy. Liczą się punkty, liczą się fakty, cała reszta jest niczym więcej niż tylko bezwartościową paplaniną. To że rozbiliśmy Śląsk we Wrocławiu 4:0, to że Ruchowi wbiliśmy w trzech meczach sezonu 2011/12 sześć bramek, nie tracąc przy tym żadnej, w najbliższą niedzielę stanie się tylko naszym własnym legijnym 'złotym rogiem' niczym z dramatu Wyspiańskiego, w beznadziejnie głupi sposób zgubionym gdzieś na na zielonej murawie.
Po ligowym meczu z Ruchem pisałem na stronach czarnej-eLki, że do zdobycia mistrzostwa wystarczy nam solidność. Czym jest solidność mniej więcej wiadomo, w naszym przypadku rzecz sprowadzała się do uniknięcia seryjnych wpadek, do wygrania czegoś na własnym boisku, do umiejętnego wykorzystania karty w postaci pozostającego w zanadrzu bezpiecznego (jak się wówczas zdawało) marginesu błędu. Niestety to co stało się po meczu z Ruchem było koszmarem. Jedynym scenariuszem, który przy konkurencji przeciętnej, w dodatku pozostającej wyraźnie za naszymi plecami, mógł zrzucić nas z pierwszego miejsca. 1:1 z Widzewem w Łodzi, 0:1 z Lechem w Warszawie, 1:1 z Jagiellonią u siebie i wreszcie 0:1 w Gdańsku. Te wyniki znamy i liczyć niestety umiemy. Dwa punkty na dwanaście możliwych. D-W-A! Abstrahując od wcześniejszego przebiegu rozgrywek, w tamtym momencie na pięć kolejek przed końcem wsiedliśmy do wypasionej 'beemy', żeby ścigać się z wysłużonymi golfami i fabiami. Ale jak się okazuje, nie tylko na drodze czasem bywa tak, że 'szarak' straci cierpliwość do cwaniaka niespiesznie podążającego swoją wypasioną furą i wyprzedzi go przy dogodnej okazji.
Skąd w Legii zapaść w kluczowym momencie rozgrywek? Przecież zespół nie został nagle przetrzebiony kartkami, nie został zdziesiątkowany kontuzjami. Przecież otrzymaliśmy dodatkowy zastrzyk pozytywnej energii, w porywającym stylu zdobywając Puchar Polski, przecież ostatnie mecze wyglądały dokładnie tak jak można to było przewidzieć - trzymaliśmy piłkę, stwarzaliśmy sytuacje, rywal nastawiał się na kontry.
Cóż, w piłce tak to jest, że na obraz całości wielokrotnie składa się suma przypadków. My nie trafimy, trafią oni i sytuacja nagle obróci się o 180 stopni. W ten sposób zmieniają się losy rozgrywek, tak zapisują karty futbolowej historii. Tyle że - banał - szczęściu trzeba pomóc. Przyciągnąć je do siebie. Pewność, odwaga i konsekwencja skuteczniej walczą o przychylność Fortuny niż niepewność, nerwowość i drżenie łydek, które sprawiają, że Fortuna krzywi się i chętnie spogląda ku innym. Legia w końcówce sezonu okazała się zwyczajnie za słaba jak na kandydata do mistrzostwa Polski - taka jest brutalna, lecz oczywista konkluzja. Nie wykorzystywaliśmy swoich sytuacji, za to sami traciliśmy głupie bramki. Nie byliśmy w stanie odwrócić losów żadnego meczu, natomiast pozwoliliśmy odwrócić go innym. Nie okazaliśmy się godni tytułu. Spanikowaliśmy, straciliśmy głowę, sflaczeliśmy. Przegraliśmy.
Niech za symbol naszego nieszczęścia w ostatnich kolejkach posłuży Inaki Astiz. Zawodnik, którego bardzo lubię, którego szanuję i szanować nie przestanę, nagle okazał się pechowcem, w przypadku którego każda nieudana interwencja kończyła się golem dla rywali. Karny z Widzewem, bramka Rudniewa, wreszcie dziś całkowicie niezrozumiały faul na Traore, przewinienie popełnione przy przewadze liczebnej przed naszym polem karnym i futbolówce odbijającej się na wysokości kilku metrów. Po co to zrobiłeś Inaki, jakie boiskowe szaleństwo pchnęło Cię do takiego zachowania? Ech, wybacz stary, wczoraj byłeś jednym z moich ulubionych zawodników, jutro pewnie znów nim będziesz, ale dziś... Dziś po prostu nie chcę Cię znać.
Ile podobnych fauli popełniają w meczach obrońcy, a jaki procent spośród tych popełnionych kończy się bramką dla przeciwnika? Oto właśnie Legia z końcówki sezonu 2011/12 - Legia z tak żałośnie poplątanymi nogami, że nawet Fortuna nie mogła już na nas dłużej patrzeć i wreszcie z pogardą odwróciła wzrok.
Maciej Skorża... Spieraliśmy się o niego wiele razy i zapewne jeszcze wiele razy będziemy. Jego plan na rundę wiosenną rozumiałem - ba, popierałem ten plan oparty na grze oszczędnej, wyrachowanej, na zabezpieczeniu tyłów, na filarach w osobach Ljuboi i Radovicia, na obecności młodych, głodnych sukcesu zawodników, których trener Skorża tak umiejętnie wprowadził do drużyny, wreszcie na jokerach, na doświadczonych Nacho Novo i Ismaelu Blanco, którzy mieli wkroczyć do akcji w odpowiednim momencie i pomóc drużynie w trudnych chwilach. Plan generalnie się sprawdzał, ale w ostatecznym rozrachunku rozsypał się w sposób fatalny, w najmniej odpowiednim momencie, a jego twórca i zwolennicy - tacy jak ja - tym samym ponieśli dotkliwą, sromotną wręcz klęskę. Szacunek za dwa Puchary Polski, owacja na stojąco za batalię w Lidze Europy, ale... w Legii liczy się tylko mistrzostwo. Maciej Skorża miał dwie szanse i obie przegrał.
No chyba, że Lech zremisuje z Widzewem, Ruch z Lechią, a Śląsk przegra w Krakowie. To teoretycznie jest nawet możliwe - niestety szkopuł polega na tym, że wtedy musimy jeszcze wygrać swój mecz.
Trzy duet J&M sprowadził nazwiska nie piłkarzy, a stara prawda mówi, że nie nazwiska grają. Można tu mieć oczywiście uzasadnione pretensje do trenera. Brak rotacji w składzie, nie trafienie z formą na decydujące mecze choć sam zapewniał że w kwietniu powinni odpalić ponownie.I w końcu jeszcze raz odwołanie do sir Gawina, a więc plan. Plan był trenera jeśli się nie powiódł tylko trener musi ponieść winę.
Co dalej? W stosunkach Legia kontra reszta ligi nic się nie zmieni, dalej najważniejszym meczem sezonu będzie dla Lecha, Jagi, Widzewa Et Cetera mecz z Legią, Warszawską Legią najlepszą drużyną w historii naszej piłki. W pucharach Europejskich śmiem już teraz twierdzić ,że tylko my i może Lech możemy powalczyć. I na koniec małe odniesienie do informacji o rezygnacji pana Waltera z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej KP Legia. Jeśli za tym pójdą dalej idące konsekwencje nasza cała piłka straci.
Senatorze, rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Te drużyny 'stawiające sobie za cel, żeby Legia nie zdobyła mistrzostwa Polski' mieliśmy na widelcu i dziś mogliśmy śmiać im się w twarz. Nikt nie kazał Astizowi faulować Kaczmarka czy Traore, tak jak nikt nie kazał Blanco strzelać w Sandomierskiego, a Golowi w Małkowskiego.
Legijny etos legijnym etosem, ale kaszana i frajerstwo - kaszaną i frajerstwem.
A koalicja będzie zawsze i wie o tym każde kibicujące Legii dziecko. Szkoda tylko, że do tej koalicji dopisują się osoby podające się za kibiców Legii (od wczoraj od 19 spływają do mnie maile ociekające wręcz satysfakcją i zadowoleniem). Ciekaw jestem również, czy Miklas cieszy się dziś w takim samym stopniu, jak smucił się podczas jesiennych sukcesów.
Pod względem fizycznym drużyna nie wyglądała gorzej od innych zespołów. W meczu z Bełchatowem, po którym z trybun poszły wrzuty z "hańbą", przebiegła łacznie o kilkanaście kilometrów więcej niz zawodnicy "Brunatnych", czyli przyjmując, że piłkarz w meczu jest "zobowiązany" do pokonania mniej wiecej dystansu 11 - 12 km, to tak, jakbyśmy dzięki fizycznemu zaangażowaniu, grali z jednym zawodnikiem więcej, tylko, że skutek tego był wiadomy, czyli żaden, trud próżny, ale nie w formie fizycznej, przynajmniej tej wydolnościowej leżał problem.
Jeżeli drużyna zimą została źle "nastawiona" taktycznie na rundę wiosenną i obarczamy główną winą za to Skorżę to powróćmy do realiów. W okresie przygotowawczym trener założenia opierał uwzględniając w nich takich piłkarzy jak Borysiuk, Komorowski, Rybus, z odejściem liczył się tylko tego pierwszego, ale to nastapiło również dopiero w końcowej fazie przygotowań, wykluczeni z nich byli Ljuboja z Rado i ich słabszą dyspozycję można rozpatrywać pod względem zimowych zdrowotnych perypeti, tylko jaki wpływ miał na to Złotousty. W jaki sposób mógł wkomponować w okresie przygotowawczym do załozeń taktycznych Blanco z Nacho Novo, gdy obu dostał za pięć dwunasta.
Porażka, którą należy rozpatrywać w kategoriach katastrofy, którą tylko cud mógłby odwrócić, jest bezwględnie udziałem Skorży. Tylko zastanawiając się jakie błędy trener popełnił i jaka była jego rola w "zatonięciu u bram portu", zbyt prostymi generalizacjami się nie posługujmy. Skorża jako kozioł ofarny dla niektórych będzie wymarzonym alibi, żeby tak się nie stało, błędy trenera trzeba dokładnie wypunktować i zanalizować.
Po Pucharze Polski pisałem: "...o ile Senatorowi jestem gotów wybaczyć stwierdzenie, że teraz "mamy z górki" to gdyby takie przekonanie zagościło wśród piłkarzy i trenerów byłbym załamany. Wówczas Rafał Zarzycki będzie miał sposobność rozpowszechniać swoje tezy o fiksum-dyrdum Skorży, a malkontenci będą triumfować, bo przy takim podejściu zespołu "mamy z górki" jakaś wtopa musiałaby nam się przydarzyć. (...) nie miejmy złudzeń, że wszystkie problemy, które dotykały drużynę na murawie wiosną juz za nami. Mecze i z Jagą i z Lechią będą cholernie ciężkie, z ogromnym bagażem stresu, zdenerwowania, napięcia, presji. Będziemy w nich absolutnym faworytem, z dopisanymi trzema punktami juz przed gwizdkiem sędziego, a coś takiego może być cholernie zwodnicze, w podobnej roli występowalismy w konforntacjch i z Bełchatowem i z Widzewem." w kontekście własnych słów stwierdzę, że mistrzostwa nie przegraliśmy porażką z Lechią Gdańsk, to nie był najważniejszy mecz sezonu, wbrew temu co twierdzi Skorża, my tytuł utraciliśmy w trzech remisach z Bełchatowem, Widzewem i Jagą, każdy z tych meczów mogliśmy i powinniśmy wygrać, dlaczego tak się nie stało, ot pytanie do trenera, piłkarzy, działaczy i do nas wszystkich legijnych kibicow. Dlaczego drużyna z "szaraczkami" nie potrafiła udokumentować mistrzowskich aspiracji, nawet uwzględniając fakt ich wyjątkowej determinacji i koncentracji w tych spotkaniach?
Problemy w zimowych przygotowaniach, jako odpowiedź, być może, ale po pierwsze są one składową ruchów transferowych i kwestii zdrowotnych trapiących zespół, a po drugie to z pewnością nie jedyny powód. Zbyt duże uproszczenie.
- "Legijny etos legijnym etosem, ale kaszana i frajerstwo - kaszaną i frajerstwem."
Mocno powiedziane, bardzo mocno, ale to w pełni zasłużone słowa. Mieliśmy wszystko w zasięgu ręki. Nacho Novo, Ismael Blanco, Miro Radović czy w końcu Janek Gol mogli zapewnić nam ten tytuł. Nawet gry nie trzeba by zmieniać (choć nie ma w niej nic urzekającego) by wygrać w tym sezonie wszystko co było do wygrania.
@ Garm
Pełna zgoda, na co jak na co, ale na sędziów narzekać nie zamierzam. Kurcze nawet "sędzia" Małek zawody z Lechem poprowadził wręcz wzorowo. Tak więc sędziowania czepiać się nie zamierzam. Mało tego, chciałbym aby wszystkie mecze w naszej Ekstraklasie były tak prowadzone jak nasze pojedynki.
@ Senator
Boję się, że zmieni się wiele. Do rozbitej Wisły, kulejącego Lecha i biedniejącego Śląska dołączy zapewne zespół z Łazienkowskiej 3. Przyszły sezon to może być już kompletna loteria. A 10 czy 11 porażek może być normą a nie wielką obrazą jak dotychczas. Na pewno czeka nas nerwowe, ale bardzo ciekawe lato.
Czysta spekulacja! Moim zdaniem Miklasowi zrzedła mina jak się dowiedział o decyzji Waltera. Koalicji innych głównych udziałowców ITI i ich przedstawicielom we władzach klubu na Mikim może juz tak bardzo nie zależeć, a jakieś "katharsis" będzie musiało nastapić.
O tym właśnie piszę. Następny klub którego zasoby zostaną ograniczone.Dla mnie odejście pana Waltera to nic innego jak -Teraz bawcie się sami, czyli tyle pieniędzy ile sobie wypracujecie plus spłata zobowiązań . Ja już gęby w koncernie przestałem nastawiać.
@Iocosus
Też myślę podobnie.
Panowie szlachta oczywiście przyczyn tego blamażu jest wiele ale świat jest tak skonstruowany ,że na pierwszej linii stoi trener i czy się to nam podoba czy nie on bierze odpowiedzialność za wynik. Złośliwie sir Gawinie mogę napisać tak - A po co wystawiał po raz enty Astiza? Dlaczego siedział na ławie Rzeźniczak przez długie momenty sezonu? Dlaczego Kiełbowicz nie dostawał więcej możliwości i tak dalej i tak dalej. Gdyby nie to, że Ruch gra z uratowaną Lechią miałbym jeszcze nadzieję.Ta pewnie gdzieś jutro podświadomie we łbie zakiełkuje ale to taki kibicowski odruch.
Pisałem tutaj o tym wielokrotnie jakie błędy zostały popełnione w przerwie zimowej. Nawet cytowałem swoją wypowiedź z jesieni (na blogu BzK). Po meczu derbowym nawet apelowałem tutaj do Skorży o rewolucję w ustawieniu zespołu i wysłanie paru piłkarzyków na ławkę. I to tych najważniejszych. Miał alternatywę w postaci nowych piłkarzy, miał alternatywę w postaci paru młodych. Ryzykowałby też niewiele, bo mieliśmy w miarę bezpieczną przewagę nad resztą stawki. Skorża, który w pierwszych miesiącach swojej pracy dzielnie walczył z układem w zespole, rok później sam go sobie radośnie wyhodował. I teraz ten układ sprowadził go na dno.
Co do decyzji personalnych... Dlaczego wystawiał Astiza? Bo odszedł Komorowski. Dlaczego siedział Rzeźniczak? Dla mnie gorzej o Legii (jako całości, a szczególnie przejrzystości procesów decyzyjnych) świadczy fakt, że Rzeźniczak zagrał na jesieni z Jagiellonią, a raczej okoliczności, w jakich został desygnowany do składu. Tak można długo.
Co do wypowiedzi doświadczonego kibica innej drużyny pragnę nadmienić, że uwielbiam tę kategorię wiedzy absolutnej, ze szczególnym uwzględnieniem czegoś, co po angielsku określa się słowem "prescience".
Pisałem tutaj o tym wielokrotnie jakie błędy zostały popełnione w przerwie zimowej. Nawet cytowałem swoją wypowiedź z jesieni.
Złota czcionka i usta Miklasa odciśnięte w atramencie sympatycznym!
Łyżka nie istnieje
tak czy siak "autor" bierze baty
Co do Śląska to jeszcze gorzej bo nie ukrywałem nigdy, że ich trenera nie lubię. Teraz jeśli tfu tfu to jego ego urośnie że gość odleci . A może to dobrze?
Ależ to Senatorze żadna złośliwość z Twojej strony, tylko najzupełniej logiczne rozliczanie przełożonego z działań podejmowanych przez jego podopiecznych.
Prawem każdego trenera jest podejmowanie decyzji personalnych i taktycznych zgodnych z jego własnym pomysłem na zespół - tego prawa nikt mu nie odbierze, nikt też jednak nie odbierze obowiązku poddania się ocenie dokonanej przez pryzmat wyniku osiągniętego przez tak wyselekcjonowany zespół.
Nie dziwię się Skorży, że stawiał na Astiza, nie zgadzałem się co prawda z przywiązaniem do Jędrzejczyka, ale 'systemowo' je rozumiałem, sam z pewnością również nie rozbijałbym układu Ljuboja - Radović, który zrobił tyle dobrego dla Legii jesienią, 'czekałbym' na nich. Nie mogę winić Skorży, że po świetnym meczu z Ruchem w pucharze, postanowił niczego nie zmieniać i posłać na Jagiellonię i Lechię dokładnie tę samą grupę ludzi. Zgaduję, że rozpatrywał inne rozwiązania, zdecydował się na takie jako najmniej ryzykowne, prawdopodobnie liczył że nie zejdziemy poniżej pewnego poziomu, że to da nam mistrzostwo.
Niestety - w swoich rachubach fatalnie się pomylił. 'Jego' ludzie zawiedli go w najważniejszym momencie, 'pękając' moim zdaniem przede wszystkim mentalnie, nie będąc w stanie utrzymać w grze tej żelaznej konsekwencji, dzięki której zanotowaliśmy imponujący jakościowy skok jesienią. Skorża nie może uchylać się od odpowiedzialności i nie sądzę, żeby miał taki zamiar.
Sprzedaż zawodników zimą prędzej byłaby nagrodzona niż ukarana, pod sprowadzeniem nowych podpisał się sam Skorża, Miklas niedawno wyraził w ich kwestii swoje zdanie ("to są świetni zawodnicy"). Psy może będą szczekać, ale karawana pojedzie (powłóczy się) dalej.
Czytając Twoje słowa przypominają mi się słowa Jarosława Kaczyńskiego po przegranych wyborach w 2007 r. "Nie daliśmy rady szerokiemu frontowi, obawiającemu się zmian na lepsze" (czy jakoś tak). Bez urazy, tak mi się jakoś skojarzyło.
Prawda jest taka Szanowny Kolego, że Legia od lat 50-tych prawie zawsze gra przeciwko reszcie ligi i dawno już wszyscy się zdąrzyli z tym oswoić.
Gra w pucharach? Przepraszam, ale odpadliśmy z nich 2,5 miesiąca temu.
Puchar Polski ? Mieliśmy kiedyś łatwiejszą drogę do finału?
Przypominam sobie co pisałeś na finiszu rozgrywek o ocenie pracy Skorzy i o tym jak bardzo będzie różna, w zależności od tego czy MP uda się zdobyć czy nie - to niby oczywistość, ale jednak nie do końca. Co jeśli o MP decydowałby 1 pkt? Albo jedna bramka? Czy w takiej sytuacji nawet gdyby to Legia została mistrzem (teraz to już czyste SiFi) należałoby Skorżę nosić na rękach albo pozytywnie oceniać grę zespołu?
Moim zdaniem nie, bo Legia Skorzy to obiektywnie słaba drużyna, której zdarzyło się rozegrać w obecnym sezonie 3 dobre spotkania (Wisła w Warszawie, Śląsk we Wrocławiu, finał PP) i 2 bardzo dobre (Moskwa i Bukareszt).
Zresztą jaka jest koncepcja gry? Jaki styl? W pucharach autobus w polu karnym, a w lidze dzida od Kuciaka do Ljuboji i jakoś to będzie.
Swoją drogą to ciekawe, że ultradefensywna taktyka Skorży w Bukareszcie była określana jako przemyślana i rozsądna, ale już taka sama taktyka u naszych ligowych oponentów świadczyła o braku jaj, bojaźni i spisku 15 drużyn...
Okazja do MP będzie w przyszłym sezonie, bo konkurencja bardzo się nie wzmocni - spokojna głowa. Lecha czeka rewolucja, Śląsk traci sponsora, Korona i Ruch nie mają kasy i będą grały słabiej. Miejsce którejś z nich zajmie może Zagłębie ale generalnie zostanie po staremu.
Pytanie tylko co z nami, bo nie wygląda to za różowo, wbrew temu co uważa Moonroe (Podziwiam Twój optymizm. Poważnie.)
A na ten swoisty przypadek klubowej hipokryzji, to już zwracał uwagę Albiceleste (tak dla przypomnienia: kibic Cracovii):
"Znów być może Was ukłuję, ale Wasza megalomania nieodmiennie wydaje mi się zabawna. Ja wiem, że retoryka "my contra reszta świata" bywa ujmująca, ale no Panowie, weźcie sobie po dwa głębsze oddechy i zejdzcie na ziemię, bo takie napuszenie rozsądnym ludziom niekoniecznie przystoi"
Co do przyszłości Legii, mam podobny pogląd, co ty. Decyzja Waltera, to raczej rodzaj deklaracji, przyjęcia na siebie odpowiedzialności za to co się stało. Natomiast nie sądzę, aby w klubie doszło do poważniejszego trzęsienia. ITI ograniczy się raczej do kontroli wydatków ale reszta pozostanie po staremu i jedynie politykę sportową klubu będzie wytyczał już ktoś inny. Czy to będą panowie M&J? Zobaczymy...
Kochany kolego piszę o Faktach, a takimi są i sukces w LE i zdobycie PP. Nic nie pisałem o stylu itp. Swoje zdanie co do losów Skorży wyraziłem już wczoraj pisząc że oczekuję podania się do dyspozycji zarządu i dzisiaj pisząc, że tak już jest, czy to się komuś podoba czy nie autorem projektu Legia 2012 był Skorża i musi na siebie wziąć odpowiedzialność. Liga się nie skończyła cuda ponoć się zdarzają więc poczekam do niedzieli. Jeśli cudu nie będzie Trener powinien zostać zwolniony.
@ sir Gawin
Pan Walter wziął odpowiedzialność . Może masz pełna rację ale pośpiech w jakim ta decyzja została ogłoszona nie pozwala mi do końca tak tego interpretować raczej - Dostaliście wszystko co było potrzebne, mieliście warunki itp. Spieprzyliście sprawę więc żegnam. Jesteś mądrzejszy więc najprawdopodobniej Ty dobrze interpretujesz.
Tak jak nie będzie rewolucji w składzie tak chyba nie oczekujecie rewolucji w zarządzie i okolicach. Nawet jeśli to w korporacjach chyba po proces dłuższy, przypomnę JW działał w innym klubie.
Jakie żale? Ja np jestem dumny z tego faktu.
Kilka przykładów:
1. Zawodnicy wiedzą, że mając piłkę stosują triadę "przyjmuję, podaję, wychodzę na pozycję". Nasi na pozycje wychodzili rzadko. Nagminnie widać było jak tylko zawodnik posiadający piłkę z nią biegnie, bo nie ma komu jej podać, gdyż koledzy stoją albo pochowali się za rywali.
2. Gra zwana piłką nożną z grubsza polega na: grze z piłką, grze piłką i grze bez piłki. O ile gra z piłką była na niezłym poziomie, gorzej było z grą piłką, bez piłki to my prezentowaliśmy się na poziomie Bełchatowa, ŁKS-u i Cracovii. Najgorzej w lidze. Jest to gra na tzw. wolne pole. W ataku bez tego elementu jest się bezradnym. Stąd na palcach jednej ręki można wiosną policzyć ataki kombinacyjne przed polem karnym rywala i w jego obrębie, jak też prostopadłe piłki przez linię obrony. Do tego potrzeba ruchliwości i waleczności pochodnych szybkości.
3. Podawaliśmy piłkę w kierunku stojącego partnera. Nie było ruchu ani do przodu ani do piłki. Stąd tyle przechwytów piłek przez rywali wyprzedzających naszych piłkarzy.
4. Staraliśmy się, skracać pole gry, ale wadliwie. W strefie, którą graliśmy ważne są odległości pomiędzy formacjami czego nie byliśmy w stanie przestrzegać. O ile po stracie piłki spóźniony powrót przedniej formacji można jeszcze zrozumieć /a nuż odzyskamy szybciutko piłkę/ to trudno usprawiedliwić brak szybkiego wybiegania w stronę bramki przeciwnika po piłki odzyskaniu. Stąd jakże irytujące rozgrywania piłki przez obrońców na własnej połowie w oczekiwaniu na zrobienie miejsca na zagranie piłki do przodu. W sytuacji gdy to nam powinno zależeć na atakowaniu bramki rywala.
5. Nie potrafiliśmy wprowadzić piłki do gry podaniami do przodu. Regułą było zagranie długiej piłki, mające wszelkie znamiona jej wybijania, a nie podawania.
6. Widoczne też było, iż to rywale w większości przechwytują tzw.bezpańskie piłki tak jak by zaczęli mecz o ułamek sekundy szybciej od nas albo jak było ich więcej. Niektórzy mogą powiedzieć, że nie wiedzieli, nie umieli, a może nie chcieli. Nie. Byli w słabej formie.
Po meczy z Lechem liczyłem na poprawę formy, gdyż niewiele od nich odstawaliśmy i w porównaniu do poprzednich meczów dostrzegłem postęp. Finał PP zdawał się te nadzieje potwierdzać. Natomiast w meczu z Jagiellonią pełna katastrofa. Większość naszych to były muchy w smole. Nie ma naturalnej możliwości, aby młody, wysportowany organizm w okresie startowym tak drastycznie obniżył formę. Co prawda w takim okresie wykres formy jest sinusoidą, ale pomiędzy apogeum a perigeum różnica jest najwyżej kilkuprocentowa. Nigdy tak duża jak pomiędzy meczami we wtorek i sobotę.
Przyczyna może być tylko jedna: nadużycie alkoholu. Duża ilość alkoholu z uwagi na jego silną higroskopijność ściąga z mięśni sole mineralne i mikroelementy,zwłaszcza potas odpowiedzialny za działanie układu nerwowego. Powrót po przepiciu do stanu funkcjonalnego organizmu sprzed zatrucia może trwać nawet kilka tygodni. Mecz z Jagiellonią i Lechią był naturalną konsekwencją braku szybkości i wytrzymałości większości zawodników. I co i nic. Pan Walter odchodzi, zastanawiają się poniektórzy co z trenerem, a może winien Miklas z Beretem. Wszyscy winni tylko święte krowy nie. Ktoś musi powiedzieć : dość. Powinien to zrobić trener. Jeżeli tego nie potrafi i dalej zamierza tolerować tę bandę pijaczyn to należy go wyrzucić jako współodpowiedzialnego za tę katastrofę sportową i biznesową. Ktoś porównał mecz do teatralnego spektaklu. Chyba nazbyt teoretycznie. W szkole teatralnej uczy się adeptów na aktorów szacunku do zawodu i do publiczności. Trudno sobie wyobrazić aktora pijanego na scenie, czy mówiące bełkotliwie albo tekst nie z tej sztuki. Trudno też wyobrazić sobie ażeby publika teatralna akceptowała taki stan gdyby się przypadkiem zdarzył. Uczmy się prawidłowych zachowań jako odzewu na robienie z nas balonów. Tylko kto nauczy tych prymitywnych gnojków profesjonalizmu?.
O taktyce, organizacji gry i braku polityki transferowej innym razem.
Natomiast jako konkluzję, Zbyszku, to wytoczyłeś cholernie ciężkie armaty. Ja wprawdzie też słyszałem o mocno zakrapianej imprezie z okazji zdobycia PP ale traktowałem to raczej jako niepotwierdzone plotki. Ja nie wiem czy to jest akurat to. Popatrz na końcówki meczów z Jagą i Lechią - to już był praktycznie zamek hokejowy w wykonaniu Legii.
Przyczyna, moim zdaniem, jest prozaiczna, którą zresztą podaje wielu obserwatorów: trener postawił na niewłaściwe konie i tyle. Nie miał "cojones" żeby odesłać paru piłkarzy do MESY i teraz biedaczek zastanawia się, co będzie dalej. A Legia, to cholernie wysoki koń. Urban do tej pory nie może się pozbierać. A jeśli Orest albo Fornalik wygrają ligę, to właśnie któregoś z nich prasa namaści na następcę Smudy.
Nie mówimy o całej rundzie, bo to trochę bez sensu. W tym roku tytuł rozstrzygnął się w dwóch ostatnich kolejkach. I to my byliśmy na 2 mecze od końca na 1. miejscu w tabeli. I Lech, a zwłaszcza Śląsk grali gorzej niż my. To nie ma znaczenia. Na dziś Ruch, Śląsk i Lech prezentują dobrą formę, a my gramy fatalnie. Dlatego nie jesteśmy Mistrzem, a nie dlatego, ze coś było nie tak 2 czy 3 miesiące temu.
I mnie nurtuje pytanie jak to było możliwe? Uważam na podstawie iluś tam przeczytanych książek, przeczytanych artykułów fachowych i iluś tam rozmów z fizjologami, lekarzami, że takie spustoszenie może spowodować w tak krótkim czasie tylko alkohol. Znam to też z autopsji i potwierdzam. Jeżeli nie to co? Inni na finisz mają siły a my nie? Może rzeczywiście jakieś ciemne i tajemne knowania, albo rzucony urok. Przypomnijmy sobie jak prof. Zbigniew Jastrzębski ocenił naszych gnojków i ich stan po przyjeżdzie na zgrupowanie przed MŚ w Niemczech 2006 roku czy dlaczego zrezygnował fizjolog holenderski z pracy z naszą kadrą przed ME w Austrii. Stan fizyczny większości zawodników był z uwagi na przepicie katastrofalny. Jak ktoś chce mi wmówić, że Kucharczyk, Żewłakow, Żyro, Vrdoljak, Radowić, Rzeżniczak, Jędrzejczyk, Wawrzyniak to świętoszki i abstynenci to wybaczcie, ale nie uwierzę. Oczywiście mogę się mylić, ale ta hipoteza jest bardzo prawdopodobna.
Tylko, ze wtedy zostaje trener i jego sztab. W takim wypadku warto pamiętać, iż przygotowanie motoryczne to najłatwiejszy /jak twierdzi A.Strejlau czy S.Majewski/ element do opanowania przez trenera. Jak tego nie umie to nie powinien 5 minut być trenerem. Ale też w takim wypadku potrzebna by była pogłębiona analiza uznanego fachowca gdzie popełniono błędy. To co się stało jest nie do uwierzenia. Ci wszyscy trenerzy, którzy nam pokazują plecy razem wzięci nie mają takich osiągnięć jak trener Skorża. Nie chce mi się wierzyć, że aż tak dał ciała.
Sporting pokonał nas stałymi fragmentami gry, bo tak się gra z drwalami. A my? Trzymamy na ławce jedynego piłkarza, który potrafi precyzyjnie wrzucić piłkę w pole karne a na dodatek, zamiast wzorem maskaantowej Wisły starać się rozgrywać rzuty wolne bardzo szybko i krótko, to potrafimy ustawić piłkę nawet na 40 metrze od bramki, wygonić w pole karne całą naszą defensywę i puścić balonika, którego nie potrafiłby wyłapać chyba tylko niewidomy bramkarz. Wczoraj, zresztą po jednym z takich wolnych poszła piękna kontra Lechii.
No powiedz sam, Zbyszku, czy tak wygląda nowoczesna piłka?
Trzeba widzieć świat tak jak on wygląda, a nie tak jak nam się tylko wydaje, że wygląda.
To co się stało można porównać do kolarskiego klasyka. Kogo interesuje kto był na półmetku liderem i kto miał jaką przewagę. Ważny jest finisz czyli końcówka wyścigu. Jak ktoś ma przewagę i ją marnuje, bo akurat zachciało mu się popić albo musi skontaktować się z trenerem jest sam sobie winien i podlega surowej, zdecydowanie negatywnej ocenie. I tyle.