Logo

Czapka z piór

pilkaStało się. Ku rozpaczy kibiców Legii seria słabych ligowych występów naszej drużyny została przedłużona w Gdańsku. Po zasłużonej porażce z Lechią żegnamy się z fotelem lidera Ekstraklasy. Niestety, jest to najprawdopodobniej pożegnanie bez prawa powrotu. Wobec tylko jednej kolejki pozostającej do rozegrania i aż trzech rywali wyprzedzających nas w wyścigu do mistrzostwa, szanse na zdobycie upragnionego tytułu spadły praktycznie do zera.

W żadnym wypadku nie należy sądzić, że oto tracimy w tym momencie tytuł na rzecz drużyn od nas słabszych, mniej godnych mistrzowskiej korony. Prawda o zdobywaniu tytułów jest banalnie prosta - trofeum zawsze zdobywa zespół najrówniejszy w przekroju całego sezonu, najmocniejszy psychicznie, po prostu... najlepszy. Liczą się punkty, liczą się fakty, cała reszta jest niczym więcej niż tylko bezwartościową paplaniną. To że rozbiliśmy Śląsk we Wrocławiu 4:0, to że Ruchowi wbiliśmy w trzech meczach sezonu 2011/12 sześć bramek, nie tracąc przy tym żadnej, w najbliższą niedzielę stanie się tylko naszym własnym legijnym 'złotym rogiem' niczym z dramatu Wyspiańskiego, w beznadziejnie głupi sposób zgubionym gdzieś na na zielonej murawie.

Po ligowym meczu z Ruchem pisałem na stronach czarnej-eLki, że do zdobycia mistrzostwa wystarczy nam solidność. Czym jest solidność mniej więcej wiadomo, w naszym przypadku rzecz sprowadzała się do uniknięcia seryjnych wpadek, do wygrania czegoś na własnym boisku, do umiejętnego wykorzystania karty w postaci pozostającego w zanadrzu bezpiecznego (jak się wówczas zdawało) marginesu błędu. Niestety to co stało się po meczu z Ruchem było koszmarem. Jedynym scenariuszem, który przy konkurencji przeciętnej, w dodatku pozostającej wyraźnie za naszymi plecami, mógł zrzucić nas z pierwszego miejsca. 1:1 z Widzewem w Łodzi, 0:1 z Lechem w Warszawie, 1:1 z Jagiellonią u siebie i wreszcie 0:1 w Gdańsku. Te wyniki znamy i liczyć niestety umiemy. Dwa punkty na dwanaście możliwych. D-W-A! Abstrahując od wcześniejszego przebiegu rozgrywek, w tamtym momencie na pięć kolejek przed końcem wsiedliśmy do wypasionej 'beemy', żeby ścigać się z wysłużonymi golfami i fabiami. Ale jak się okazuje, nie tylko na drodze czasem bywa tak, że 'szarak' straci cierpliwość do cwaniaka niespiesznie podążającego swoją wypasioną furą i wyprzedzi go przy dogodnej okazji.

Skąd w Legii zapaść w kluczowym momencie rozgrywek? Przecież zespół nie został nagle przetrzebiony kartkami, nie został zdziesiątkowany kontuzjami. Przecież otrzymaliśmy dodatkowy zastrzyk pozytywnej energii, w porywającym stylu zdobywając Puchar Polski, przecież ostatnie mecze wyglądały dokładnie tak jak można to było przewidzieć - trzymaliśmy piłkę, stwarzaliśmy sytuacje, rywal nastawiał się na kontry.

Cóż, w piłce tak to jest, że na obraz całości wielokrotnie składa się suma przypadków. My nie trafimy, trafią oni i sytuacja nagle obróci się o 180 stopni. W ten sposób zmieniają się losy rozgrywek, tak zapisują karty futbolowej historii. Tyle że - banał - szczęściu trzeba pomóc. Przyciągnąć je do siebie. Pewność, odwaga i konsekwencja skuteczniej walczą o przychylność Fortuny niż niepewność, nerwowość i drżenie łydek, które sprawiają, że Fortuna krzywi się i chętnie spogląda ku innym. Legia w końcówce sezonu okazała się zwyczajnie za słaba jak na kandydata do mistrzostwa Polski - taka jest brutalna, lecz oczywista konkluzja. Nie wykorzystywaliśmy swoich sytuacji, za to sami traciliśmy głupie bramki. Nie byliśmy w stanie odwrócić losów żadnego meczu, natomiast pozwoliliśmy odwrócić go innym. Nie okazaliśmy się godni tytułu. Spanikowaliśmy, straciliśmy głowę, sflaczeliśmy. Przegraliśmy.

Niech za symbol naszego nieszczęścia w ostatnich kolejkach posłuży Inaki Astiz. Zawodnik, którego bardzo lubię, którego szanuję i szanować nie przestanę, nagle okazał się pechowcem, w przypadku którego każda nieudana interwencja kończyła się golem dla rywali. Karny z Widzewem, bramka Rudniewa, wreszcie dziś całkowicie niezrozumiały faul na Traore, przewinienie popełnione przy przewadze liczebnej przed naszym polem karnym i futbolówce odbijającej się na wysokości kilku metrów. Po co to zrobiłeś Inaki, jakie boiskowe szaleństwo pchnęło Cię do takiego zachowania? Ech, wybacz stary, wczoraj byłeś jednym z moich ulubionych zawodników, jutro pewnie znów nim będziesz, ale dziś... Dziś po prostu nie chcę Cię znać.

Ile podobnych fauli popełniają w meczach obrońcy, a jaki procent spośród tych popełnionych kończy się bramką dla przeciwnika? Oto właśnie Legia z końcówki sezonu 2011/12 - Legia z tak żałośnie poplątanymi nogami, że nawet Fortuna nie mogła już na nas dłużej patrzeć i wreszcie z pogardą odwróciła wzrok.

Maciej Skorża... Spieraliśmy się o niego wiele razy i zapewne jeszcze wiele razy będziemy. Jego plan na rundę wiosenną rozumiałem - ba, popierałem ten plan oparty na grze oszczędnej, wyrachowanej, na zabezpieczeniu tyłów, na filarach w osobach Ljuboi i Radovicia, na obecności młodych, głodnych sukcesu zawodników, których trener Skorża tak umiejętnie wprowadził do drużyny, wreszcie na jokerach, na doświadczonych Nacho Novo i Ismaelu Blanco, którzy mieli wkroczyć do akcji w odpowiednim momencie i pomóc drużynie w trudnych chwilach. Plan generalnie się sprawdzał, ale w ostatecznym rozrachunku rozsypał się w sposób fatalny, w najmniej odpowiednim momencie, a jego twórca i zwolennicy - tacy jak ja - tym samym ponieśli dotkliwą, sromotną wręcz klęskę. Szacunek za dwa Puchary Polski, owacja na stojąco za batalię w Lidze Europy, ale... w Legii liczy się tylko mistrzostwo. Maciej Skorża miał dwie szanse i obie przegrał.

No chyba, że Lech zremisuje z Widzewem, Ruch z Lechią, a Śląsk przegra w Krakowie. To teoretycznie jest nawet możliwe - niestety szkopuł polega na tym, że wtedy musimy jeszcze wygrać swój mecz.    

Dyskusja (38)
1piątek, 04, maj 2012 02:16
Senator
Przegraliśmy bój z koalicją piętnastu zespołów naszej ligi która to za główny cel postawiła sobie aby nasza drużyna nie zdobyła mistrzostwa. Bezsprzecznie trzeba tu napisać ze plan został raczej na pewno zrealizowany. Wszystkie te 15 drużyn doskonale wie kto jest najlepszy w Polsce ,z kim wygrana przynosi prestiż i dozgonne szczęście zawodnikom i ich kibicom. Ma rację sir Gawin pisząc że byliśmy za słabi. tak jeszcze jesteśmy za słabi aby rozegrać pięćdziesiąt meczów (najwięcej w lidze) i w walce na trzech frontach wygrać wszystko.Dwa z nich wygraliśmy. Puchar jest nasz Puchar do Legii po raz piętnasty należy . W lidze Europejskiej osiągnęliśmy sukces jaki nie był nam dany od roku 1995. Ktoś powie cóż z tego skoro przegraliśmy bitwę na froncie najważniejszym. Ja napisze tak za dużo dobrego w jednym roku. Skorża chciał wygrać wszystko i przegrał, przegrał bo raz za mocno wierzył , dwa sytuacja wszystkich naszych drużyn ekonomiczna jest taka że dwa miliony Euro to suma której nikt nie jest w stanie odpuścić.
Trzy duet J&M sprowadził nazwiska nie piłkarzy, a stara prawda mówi, że nie nazwiska grają. Można tu mieć oczywiście uzasadnione pretensje do trenera. Brak rotacji w składzie, nie trafienie z formą na decydujące mecze choć sam zapewniał że w kwietniu powinni odpalić ponownie.I w końcu jeszcze raz odwołanie do sir Gawina, a więc plan. Plan był trenera jeśli się nie powiódł tylko trener musi ponieść winę.
Co dalej? W stosunkach Legia kontra reszta ligi nic się nie zmieni, dalej najważniejszym meczem sezonu będzie dla Lecha, Jagi, Widzewa Et Cetera mecz z Legią, Warszawską Legią najlepszą drużyną w historii naszej piłki. W pucharach Europejskich śmiem już teraz twierdzić ,że tylko my i może Lech możemy powalczyć. I na koniec małe odniesienie do informacji o rezygnacji pana Waltera z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej KP Legia. Jeśli za tym pójdą dalej idące konsekwencje nasza cała piłka straci.
2piątek, 04, maj 2012 07:59
Andrzej
Koalicja, sędziowie, nierówna murawa, wredne ITI, co sprzedało Rybusa. Senatorze, daruj... Ja rozumiem frustrację, rozczarowanie ale są jakieś granice... Doszukiwanie się naokoło wrogów, to pierwszy objaw demencji starczej. Smile Zespół był po prostu kompletnie nieprzygotowany do rundy wiosennej i to jest jedyny powód.
3piątek, 04, maj 2012 08:31
gawin76
@ Senator

Senatorze, rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Te drużyny 'stawiające sobie za cel, żeby Legia nie zdobyła mistrzostwa Polski' mieliśmy na widelcu i dziś mogliśmy śmiać im się w twarz. Nikt nie kazał Astizowi faulować Kaczmarka czy Traore, tak jak nikt nie kazał Blanco strzelać w Sandomierskiego, a Golowi w Małkowskiego.

Legijny etos legijnym etosem, ale kaszana i frajerstwo - kaszaną i frajerstwem.
4piątek, 04, maj 2012 10:36
Garm
I znowu - bez przesady. Na sędziów w tej rundzie za bardzo narzekać nie możemy - nie przypominam sobie żadnego meczu tak ewidentnie skręconego jak chociażby 3:3 z Cracovią rok wcześniej. Byli zwykle słabi, czasami bardzo słabi (mecz z Wisłą), ale bez większych odchyłów. W sumie 5 z 13 meczów prowadzili nam dwaj najlepsi teraz sędziowie w Polsce, Siejewicz i Musiał.

A koalicja będzie zawsze i wie o tym każde kibicujące Legii dziecko. Szkoda tylko, że do tej koalicji dopisują się osoby podające się za kibiców Legii (od wczoraj od 19 spływają do mnie maile ociekające wręcz satysfakcją i zadowoleniem). Ciekaw jestem również, czy Miklas cieszy się dziś w takim samym stopniu, jak smucił się podczas jesiennych sukcesów.
5piątek, 04, maj 2012 11:12
iocosus
Andrzej mozesz rozwinąć tezę: "Zespół był po prostu kompletnie nieprzygotowany do rundy wiosennej i to jest jedyny powód." Pod jakim względem był nieprzygotowany? Sugerujesz, że w okresie przygotowawczym zostały popełnione błędy, być może, ale mógłbyś skonkretyzować zarzuty.

Pod względem fizycznym drużyna nie wyglądała gorzej od innych zespołów. W meczu z Bełchatowem, po którym z trybun poszły wrzuty z "hańbą", przebiegła łacznie o kilkanaście kilometrów więcej niz zawodnicy "Brunatnych", czyli przyjmując, że piłkarz w meczu jest "zobowiązany" do pokonania mniej wiecej dystansu 11 - 12 km, to tak, jakbyśmy dzięki fizycznemu zaangażowaniu, grali z jednym zawodnikiem więcej, tylko, że skutek tego był wiadomy, czyli żaden, trud próżny, ale nie w formie fizycznej, przynajmniej tej wydolnościowej leżał problem.

Jeżeli drużyna zimą została źle "nastawiona" taktycznie na rundę wiosenną i obarczamy główną winą za to Skorżę to powróćmy do realiów. W okresie przygotowawczym trener założenia opierał uwzględniając w nich takich piłkarzy jak Borysiuk, Komorowski, Rybus, z odejściem liczył się tylko tego pierwszego, ale to nastapiło również dopiero w końcowej fazie przygotowań, wykluczeni z nich byli Ljuboja z Rado i ich słabszą dyspozycję można rozpatrywać pod względem zimowych zdrowotnych perypeti, tylko jaki wpływ miał na to Złotousty. W jaki sposób mógł wkomponować w okresie przygotowawczym do załozeń taktycznych Blanco z Nacho Novo, gdy obu dostał za pięć dwunasta.

Porażka, którą należy rozpatrywać w kategoriach katastrofy, którą tylko cud mógłby odwrócić, jest bezwględnie udziałem Skorży. Tylko zastanawiając się jakie błędy trener popełnił i jaka była jego rola w "zatonięciu u bram portu", zbyt prostymi generalizacjami się nie posługujmy. Skorża jako kozioł ofarny dla niektórych będzie wymarzonym alibi, żeby tak się nie stało, błędy trenera trzeba dokładnie wypunktować i zanalizować.

Po Pucharze Polski pisałem: "...o ile Senatorowi jestem gotów wybaczyć stwierdzenie, że teraz "mamy z górki" to gdyby takie przekonanie zagościło wśród piłkarzy i trenerów byłbym załamany. Wówczas Rafał Zarzycki będzie miał sposobność rozpowszechniać swoje tezy o fiksum-dyrdum Skorży, a malkontenci będą triumfować, bo przy takim podejściu zespołu "mamy z górki" jakaś wtopa musiałaby nam się przydarzyć. (...) nie miejmy złudzeń, że wszystkie problemy, które dotykały drużynę na murawie wiosną juz za nami. Mecze i z Jagą i z Lechią będą cholernie ciężkie, z ogromnym bagażem stresu, zdenerwowania, napięcia, presji. Będziemy w nich absolutnym faworytem, z dopisanymi trzema punktami juz przed gwizdkiem sędziego, a coś takiego może być cholernie zwodnicze, w podobnej roli występowalismy w konforntacjch i z Bełchatowem i z Widzewem." w kontekście własnych słów stwierdzę, że mistrzostwa nie przegraliśmy porażką z Lechią Gdańsk, to nie był najważniejszy mecz sezonu, wbrew temu co twierdzi Skorża, my tytuł utraciliśmy w trzech remisach z Bełchatowem, Widzewem i Jagą, każdy z tych meczów mogliśmy i powinniśmy wygrać, dlaczego tak się nie stało, ot pytanie do trenera, piłkarzy, działaczy i do nas wszystkich legijnych kibicow. Dlaczego drużyna z "szaraczkami" nie potrafiła udokumentować mistrzowskich aspiracji, nawet uwzględniając fakt ich wyjątkowej determinacji i koncentracji w tych spotkaniach?

Problemy w zimowych przygotowaniach, jako odpowiedź, być może, ale po pierwsze są one składową ruchów transferowych i kwestii zdrowotnych trapiących zespół, a po drugie to z pewnością nie jedyny powód. Zbyt duże uproszczenie.
6piątek, 04, maj 2012 11:16
Monrooe
@ Gawin76

- "Legijny etos legijnym etosem, ale kaszana i frajerstwo - kaszaną i frajerstwem."

Mocno powiedziane, bardzo mocno, ale to w pełni zasłużone słowa. Mieliśmy wszystko w zasięgu ręki. Nacho Novo, Ismael Blanco, Miro Radović czy w końcu Janek Gol mogli zapewnić nam ten tytuł. Nawet gry nie trzeba by zmieniać (choć nie ma w niej nic urzekającego) by wygrać w tym sezonie wszystko co było do wygrania.

@ Garm

Pełna zgoda, na co jak na co, ale na sędziów narzekać nie zamierzam. Kurcze nawet "sędzia" Małek zawody z Lechem poprowadził wręcz wzorowo. Tak więc sędziowania czepiać się nie zamierzam. Mało tego, chciałbym aby wszystkie mecze w naszej Ekstraklasie były tak prowadzone jak nasze pojedynki.

@ Senator

Boję się, że zmieni się wiele. Do rozbitej Wisły, kulejącego Lecha i biedniejącego Śląska dołączy zapewne zespół z Łazienkowskiej 3. Przyszły sezon to może być już kompletna loteria. A 10 czy 11 porażek może być normą a nie wielką obrazą jak dotychczas. Na pewno czeka nas nerwowe, ale bardzo ciekawe lato.
7piątek, 04, maj 2012 11:21
iocosus
@ Garm

Czysta spekulacja! Moim zdaniem Miklasowi zrzedła mina jak się dowiedział o decyzji Waltera. Koalicji innych głównych udziałowców ITI i ich przedstawicielom we władzach klubu na Mikim może juz tak bardzo nie zależeć, a jakieś "katharsis" będzie musiało nastapić.
8piątek, 04, maj 2012 11:52
Senator
@Monrooe
O tym właśnie piszę. Następny klub którego zasoby zostaną ograniczone.Dla mnie odejście pana Waltera to nic innego jak -Teraz bawcie się sami, czyli tyle pieniędzy ile sobie wypracujecie plus spłata zobowiązań . Ja już gęby w koncernie przestałem nastawiać.
@Iocosus
Też myślę podobnie.
Panowie szlachta oczywiście przyczyn tego blamażu jest wiele ale świat jest tak skonstruowany ,że na pierwszej linii stoi trener i czy się to nam podoba czy nie on bierze odpowiedzialność za wynik. Złośliwie sir Gawinie mogę napisać tak - A po co wystawiał po raz enty Astiza? Dlaczego siedział na ławie Rzeźniczak przez długie momenty sezonu? Dlaczego Kiełbowicz nie dostawał więcej możliwości i tak dalej i tak dalej. Gdyby nie to, że Ruch gra z uratowaną Lechią miałbym jeszcze nadzieję.Ta pewnie gdzieś jutro podświadomie we łbie zakiełkuje ale to taki kibicowski odruch.
9piątek, 04, maj 2012 11:53
Andrzej
@Iocosus
Pisałem tutaj o tym wielokrotnie jakie błędy zostały popełnione w przerwie zimowej. Nawet cytowałem swoją wypowiedź z jesieni (na blogu BzK). Po meczu derbowym nawet apelowałem tutaj do Skorży o rewolucję w ustawieniu zespołu i wysłanie paru piłkarzyków na ławkę. I to tych najważniejszych. Miał alternatywę w postaci nowych piłkarzy, miał alternatywę w postaci paru młodych. Ryzykowałby też niewiele, bo mieliśmy w miarę bezpieczną przewagę nad resztą stawki. Skorża, który w pierwszych miesiącach swojej pracy dzielnie walczył z układem w zespole, rok później sam go sobie radośnie wyhodował. I teraz ten układ sprowadził go na dno.
10piątek, 04, maj 2012 12:10
Garm
Senatorze - mistrzem będzie Śląsk. Probierz na wszelki wypadek zawiesił przed niedzielnym meczem czterech piłkarzy, w tym bodaj wszystkich zdrowych obrońców.

Co do decyzji personalnych... Dlaczego wystawiał Astiza? Bo odszedł Komorowski. Dlaczego siedział Rzeźniczak? Dla mnie gorzej o Legii (jako całości, a szczególnie przejrzystości procesów decyzyjnych) świadczy fakt, że Rzeźniczak zagrał na jesieni z Jagiellonią, a raczej okoliczności, w jakich został desygnowany do składu. Tak można długo.

Co do wypowiedzi doświadczonego kibica innej drużyny pragnę nadmienić, że uwielbiam tę kategorię wiedzy absolutnej, ze szczególnym uwzględnieniem czegoś, co po angielsku określa się słowem "prescience".

Pisałem tutaj o tym wielokrotnie jakie błędy zostały popełnione w przerwie zimowej. Nawet cytowałem swoją wypowiedź z jesieni.

Złota czcionka i usta Miklasa odciśnięte w atramencie sympatycznym!
11piątek, 04, maj 2012 12:14
Andrzej
Garmie, twój problem polega na tym, że dyskutujesz z rzeczywistością. I robisz to w tak radosny sposób, że muszę ci podziękować za te chwile uśmiechu w tych smutnych dniach.
12piątek, 04, maj 2012 12:17
Garm
Tak, dyskutuję z rzeczywistością w myśl której po jesiennym meczu wskazywałeś trenerowi, jakie błędy popełnił potem w zimowych przygotowaniach.

Łyżka nie istnieje Wink
13piątek, 04, maj 2012 12:29
Senator
Panowie szlachta jeśli film zostanie zdruzgotany przez widzów i krytykę to nie ma bata jest to wina reżysera później może mówić, że producent ograniczył mu budżet ,że wcisnął aktora którego nie chciał ale fakt pozostaje faktem Jego nazwisko zostanie zszargane. Tak to działa. Jeśli ktoś spieprzy tłumaczenie pretensje będą do tego kto źle przetłumaczył . Jeśli malarz namaluje kicz to samo. Tak to działa wszędzie.
14piątek, 04, maj 2012 12:32
Garm
Jest też możliwość, że ktoś nie spieprzy tłumaczenia, ale ktoś inny zupełnie oleje testy i spieprzy programerkę, czyli bodaj najważniejszą część procesu lokalizacyjnego. Ale to tłumaczy potem będą wyzywać od złodziei Wink
15piątek, 04, maj 2012 12:36
Andrzej
Garmie, może ty się jakiejś wody napij, czy co? Bo już nie tylko dyskutujesz z faktami ale także z moimi tekstami, których najwyraźniej nie czytałeś. Smile Ja w podsumowaniu rundy jesiennej pisałem o tym, co jest do poprawienia w przerwie zimowej. Zresztą, moje słowa nie były jakieś strasznie odkrywcze, bo w podobnym tonie wypowiadało się wielu ludzi z o wiele większym piłkarskim doświadczeniem niż ja. Ja, w przeciwieństwie do ciebie jednak słucham ludzi mądrzejszych od siebie. No i nie węszę za antylegijnymi spiskami z powodu tego, że Stanowski, Iwańczyk czy Zarzycki mają inny pogląd niż ja. A Stanowski akurat teraz ma pełne prawo nazwać wszystkich swoich oponentów głupcami, bo to on jako pierwszy publicznie skrytykował Legię za mecz z Podbeskidziem.
16piątek, 04, maj 2012 12:40
Garm
A dziękuję, piję regularnie (choć zapewne wystawiam się tym stwierdzeniem na atak, że nie wspieram sponsora Legii). Dałem dokładny cytat z twojej wypowiedzi, który obok logiki nigdy nawet nie stał. Chyba, że nie wiem czegoś o zdolnościach zakrzywiania czasoprzestrzeni.
17piątek, 04, maj 2012 12:43
Garm
Nie przypominam sobie też, żebym pisał tu słowem o Stanowskim czy Zarzyckim. Na pewno to wynik młodzieńczego stanu określanego niegdyś terminem "kiełbie we łbie" i z pewnością zaraz przytoczysz moje wypowiedzi, do których się odnosisz?
18piątek, 04, maj 2012 12:44
Senator
@ Garmie
tak czy siak "autor" bierze baty Wink
Co do Śląska to jeszcze gorzej bo nie ukrywałem nigdy, że ich trenera nie lubię. Teraz jeśli tfu tfu to jego ego urośnie że gość odleci . A może to dobrze?
19piątek, 04, maj 2012 13:02
gawin76
@ Senator

Ależ to Senatorze żadna złośliwość z Twojej strony, tylko najzupełniej logiczne rozliczanie przełożonego z działań podejmowanych przez jego podopiecznych.

Prawem każdego trenera jest podejmowanie decyzji personalnych i taktycznych zgodnych z jego własnym pomysłem na zespół - tego prawa nikt mu nie odbierze, nikt też jednak nie odbierze obowiązku poddania się ocenie dokonanej przez pryzmat wyniku osiągniętego przez tak wyselekcjonowany zespół.

Nie dziwię się Skorży, że stawiał na Astiza, nie zgadzałem się co prawda z przywiązaniem do Jędrzejczyka, ale 'systemowo' je rozumiałem, sam z pewnością również nie rozbijałbym układu Ljuboja - Radović, który zrobił tyle dobrego dla Legii jesienią, 'czekałbym' na nich. Nie mogę winić Skorży, że po świetnym meczu z Ruchem w pucharze, postanowił niczego nie zmieniać i posłać na Jagiellonię i Lechię dokładnie tę samą grupę ludzi. Zgaduję, że rozpatrywał inne rozwiązania, zdecydował się na takie jako najmniej ryzykowne, prawdopodobnie liczył że nie zejdziemy poniżej pewnego poziomu, że to da nam mistrzostwo.

Niestety - w swoich rachubach fatalnie się pomylił. 'Jego' ludzie zawiedli go w najważniejszym momencie, 'pękając' moim zdaniem przede wszystkim mentalnie, nie będąc w stanie utrzymać w grze tej żelaznej konsekwencji, dzięki której zanotowaliśmy imponujący jakościowy skok jesienią. Skorża nie może uchylać się od odpowiedzialności i nie sądzę, żeby miał taki zamiar.
20piątek, 04, maj 2012 13:13
Monrooe
Boję się tylko, że odpowiedzialność zacznie się na Skorży i na nim się skończy ;(
21piątek, 04, maj 2012 13:36
gawin76
Odpowiedzialność w jakiś sposób wziął już na siebie Walter, najprawdopodobniej poniosą ją i odrzuceni zostaną Novo i Blanco, jeżeli wyleci jeszcze Skorża, będzie to już całkiem pokaźna czeredka - nie spodziewałbym się rozszerzania odpowiedzialności na kolejne osoby.

Sprzedaż zawodników zimą prędzej byłaby nagrodzona niż ukarana, pod sprowadzeniem nowych podpisał się sam Skorża, Miklas niedawno wyraził w ich kwestii swoje zdanie ("to są świetni zawodnicy"). Psy może będą szczekać, ale karawana pojedzie (powłóczy się) dalej.
22piątek, 04, maj 2012 14:02
Andrzej
Jeśli Skorża poleci (cały czas wierzę w zapewnienie klubu, że aneks nie miał nic wspólnego z obligatoryjnym przedłużeniem kontraktu i cały czas można rozwiązać kontrakt bez konieczności płacenia odprawy), to odejście/pozostanie Novo i Blanco będzie uzależnione od opinii nowego trenera. Ja się nie podejmuję oceny tych piłkarzy - grali zbyt rzadko, żeby ich ocenić. Nie jestem Tuzimkiem, któremu wystarczy zwykły rzut oka. Wink Mogę jedynie bazować na opinii Kuby Wawrzyniaka, który widzi ich codziennie na treningach i wypowiada się o nich w samych superlatywach. Na pewno w kontekście zwykłych umiejętności piłkarskich nie odbiegają od średniej europejskiej, natomiast obydwaj są napastnikami i w obecnym składzie mamy ich po prostu za dużo. Poza tym nie wiemy jak graliby pod batutą innego trenera, w innym ustawieniu, w innym układzie towarzyskim niż ten, że niezależnie do tego jaką formę prezentują Radovic z Ljuboją, to i tak mają pewny plac.
23piątek, 04, maj 2012 14:50
Chmura
Czołem Panowie. Słówko do Senatora:

Czytając Twoje słowa przypominają mi się słowa Jarosława Kaczyńskiego po przegranych wyborach w 2007 r. "Nie daliśmy rady szerokiemu frontowi, obawiającemu się zmian na lepsze" (czy jakoś tak). Bez urazy, tak mi się jakoś skojarzyło.
Prawda jest taka Szanowny Kolego, że Legia od lat 50-tych prawie zawsze gra przeciwko reszcie ligi i dawno już wszyscy się zdąrzyli z tym oswoić.
Gra w pucharach? Przepraszam, ale odpadliśmy z nich 2,5 miesiąca temu.
Puchar Polski ? Mieliśmy kiedyś łatwiejszą drogę do finału?

Przypominam sobie co pisałeś na finiszu rozgrywek o ocenie pracy Skorzy i o tym jak bardzo będzie różna, w zależności od tego czy MP uda się zdobyć czy nie - to niby oczywistość, ale jednak nie do końca. Co jeśli o MP decydowałby 1 pkt? Albo jedna bramka? Czy w takiej sytuacji nawet gdyby to Legia została mistrzem (teraz to już czyste SiFi) należałoby Skorżę nosić na rękach albo pozytywnie oceniać grę zespołu?
Moim zdaniem nie, bo Legia Skorzy to obiektywnie słaba drużyna, której zdarzyło się rozegrać w obecnym sezonie 3 dobre spotkania (Wisła w Warszawie, Śląsk we Wrocławiu, finał PP) i 2 bardzo dobre (Moskwa i Bukareszt).
Zresztą jaka jest koncepcja gry? Jaki styl? W pucharach autobus w polu karnym, a w lidze dzida od Kuciaka do Ljuboji i jakoś to będzie.
Swoją drogą to ciekawe, że ultradefensywna taktyka Skorży w Bukareszcie była określana jako przemyślana i rozsądna, ale już taka sama taktyka u naszych ligowych oponentów świadczyła o braku jaj, bojaźni i spisku 15 drużyn...
Okazja do MP będzie w przyszłym sezonie, bo konkurencja bardzo się nie wzmocni - spokojna głowa. Lecha czeka rewolucja, Śląsk traci sponsora, Korona i Ruch nie mają kasy i będą grały słabiej. Miejsce którejś z nich zajmie może Zagłębie ale generalnie zostanie po staremu.
Pytanie tylko co z nami, bo nie wygląda to za różowo, wbrew temu co uważa Moonroe (Podziwiam Twój optymizm. Poważnie.)
24piątek, 04, maj 2012 14:51
Chmura
Żałuję, że nie ma opcji edycji albo że nie przeczytałem tego wpisu przed publikacją bo stylistycznie wyszła kaszanka. Przepraszam za nadużywanie wyrazu "słowo" Wink
25piątek, 04, maj 2012 15:05
Andrzej
@Chmura
A na ten swoisty przypadek klubowej hipokryzji, to już zwracał uwagę Albiceleste (tak dla przypomnienia: kibic Cracovii):
"Znów być może Was ukłuję, ale Wasza megalomania nieodmiennie wydaje mi się zabawna. Ja wiem, że retoryka "my contra reszta świata" bywa ujmująca, ale no Panowie, weźcie sobie po dwa głębsze oddechy i zejdzcie na ziemię, bo takie napuszenie rozsądnym ludziom niekoniecznie przystoi" Smile
Co do przyszłości Legii, mam podobny pogląd, co ty. Decyzja Waltera, to raczej rodzaj deklaracji, przyjęcia na siebie odpowiedzialności za to co się stało. Natomiast nie sądzę, aby w klubie doszło do poważniejszego trzęsienia. ITI ograniczy się raczej do kontroli wydatków ale reszta pozostanie po staremu i jedynie politykę sportową klubu będzie wytyczał już ktoś inny. Czy to będą panowie M&J? Zobaczymy...
26piątek, 04, maj 2012 15:16
Senator
@ Chmura
Kochany kolego piszę o Faktach, a takimi są i sukces w LE i zdobycie PP. Nic nie pisałem o stylu itp. Swoje zdanie co do losów Skorży wyraziłem już wczoraj pisząc że oczekuję podania się do dyspozycji zarządu i dzisiaj pisząc, że tak już jest, czy to się komuś podoba czy nie autorem projektu Legia 2012 był Skorża i musi na siebie wziąć odpowiedzialność. Liga się nie skończyła cuda ponoć się zdarzają więc poczekam do niedzieli. Jeśli cudu nie będzie Trener powinien zostać zwolniony.

@ sir Gawin
Pan Walter wziął odpowiedzialność . Może masz pełna rację ale pośpiech w jakim ta decyzja została ogłoszona nie pozwala mi do końca tak tego interpretować raczej - Dostaliście wszystko co było potrzebne, mieliście warunki itp. Spieprzyliście sprawę więc żegnam. Jesteś mądrzejszy więc najprawdopodobniej Ty dobrze interpretujesz.
Tak jak nie będzie rewolucji w składzie tak chyba nie oczekujecie rewolucji w zarządzie i okolicach. Nawet jeśli to w korporacjach chyba po proces dłuższy, przypomnę JW działał w innym klubie.
27piątek, 04, maj 2012 15:22
Senator
Widzę że muszę wyjaśnić jeszcze sprawę pierwszego wpisu i pierwszych zdań. Dla mnie bezsprzeczne jest to, że od lat X cała liga uważa nas za klub najlepszy i wygraną z nami kładzie w swojej hierarchii wyżej niż każdą inną w lidze. Może nasz miły i sympatyczny kibic innej drużyny pisać co chce i myśli ale proponuję poczytać wypowiedzi zawodników innych drużyn przez meczami z nami to wystarczy aby moje twierdzenie udowodnić.
28piątek, 04, maj 2012 15:52
Andrzej
Senatorze, po prostu przestańmy doszukiwać się przyczyn porażki u innych a skupmy się na sobie. Bo takie żale jak to inni się sprzysięgli przeciw nam, moim skromnym zdaniem, są poniżej godności kibica Legii.
29piątek, 04, maj 2012 16:16
Senator
@Andrzej
Jakie żale? Ja np jestem dumny z tego faktu. Smile
30piątek, 04, maj 2012 17:43
Zbyszek
Podobnie jak Andrzej nie recenzowałem występów naszej drużyny wiosną, gdyż chwalić nie było za co, a ganić nie wypadało. Zabrałem głos dopiero po meczu z Lechem, gdy stała się widoczna kiepska motoryka zespołu. Nie chcę z nikim konkretnie polemizować, ale jak ktoś tego nie widział, to nie zobaczył. Nie jest to też takie proste, gdyż we współczesnym futbolu różnice w szybkości i szybkości wytrzymałościowej są niewielkie, zgoła niewidoczne. Natomiast tak jak w chorobie, którą poznajemy po objawach tak słabą formę też po symptomach poznajemy. Poniżej podam kilka takich symptomów. Trzeba również wiedzieć, że zawodnicy mają świadomość ograniczeń w motoryce i to negatywnie wpływa na ich boiskowe poczynania. Mają także na to wpływ cechy wolicjonalne i umiejętności, ale te elementy pomijam, gdyż Legioniści pokazali jesienią, że ich stać na dobrą, zaangażowaną grę.

Kilka przykładów:
1. Zawodnicy wiedzą, że mając piłkę stosują triadę "przyjmuję, podaję, wychodzę na pozycję". Nasi na pozycje wychodzili rzadko. Nagminnie widać było jak tylko zawodnik posiadający piłkę z nią biegnie, bo nie ma komu jej podać, gdyż koledzy stoją albo pochowali się za rywali.

2. Gra zwana piłką nożną z grubsza polega na: grze z piłką, grze piłką i grze bez piłki. O ile gra z piłką była na niezłym poziomie, gorzej było z grą piłką, bez piłki to my prezentowaliśmy się na poziomie Bełchatowa, ŁKS-u i Cracovii. Najgorzej w lidze. Jest to gra na tzw. wolne pole. W ataku bez tego elementu jest się bezradnym. Stąd na palcach jednej ręki można wiosną policzyć ataki kombinacyjne przed polem karnym rywala i w jego obrębie, jak też prostopadłe piłki przez linię obrony. Do tego potrzeba ruchliwości i waleczności pochodnych szybkości.

3. Podawaliśmy piłkę w kierunku stojącego partnera. Nie było ruchu ani do przodu ani do piłki. Stąd tyle przechwytów piłek przez rywali wyprzedzających naszych piłkarzy.

4. Staraliśmy się, skracać pole gry, ale wadliwie. W strefie, którą graliśmy ważne są odległości pomiędzy formacjami czego nie byliśmy w stanie przestrzegać. O ile po stracie piłki spóźniony powrót przedniej formacji można jeszcze zrozumieć /a nuż odzyskamy szybciutko piłkę/ to trudno usprawiedliwić brak szybkiego wybiegania w stronę bramki przeciwnika po piłki odzyskaniu. Stąd jakże irytujące rozgrywania piłki przez obrońców na własnej połowie w oczekiwaniu na zrobienie miejsca na zagranie piłki do przodu. W sytuacji gdy to nam powinno zależeć na atakowaniu bramki rywala.

5. Nie potrafiliśmy wprowadzić piłki do gry podaniami do przodu. Regułą było zagranie długiej piłki, mające wszelkie znamiona jej wybijania, a nie podawania.

6. Widoczne też było, iż to rywale w większości przechwytują tzw.bezpańskie piłki tak jak by zaczęli mecz o ułamek sekundy szybciej od nas albo jak było ich więcej. Niektórzy mogą powiedzieć, że nie wiedzieli, nie umieli, a może nie chcieli. Nie. Byli w słabej formie.

Po meczy z Lechem liczyłem na poprawę formy, gdyż niewiele od nich odstawaliśmy i w porównaniu do poprzednich meczów dostrzegłem postęp. Finał PP zdawał się te nadzieje potwierdzać. Natomiast w meczu z Jagiellonią pełna katastrofa. Większość naszych to były muchy w smole. Nie ma naturalnej możliwości, aby młody, wysportowany organizm w okresie startowym tak drastycznie obniżył formę. Co prawda w takim okresie wykres formy jest sinusoidą, ale pomiędzy apogeum a perigeum różnica jest najwyżej kilkuprocentowa. Nigdy tak duża jak pomiędzy meczami we wtorek i sobotę.

Przyczyna może być tylko jedna: nadużycie alkoholu. Duża ilość alkoholu z uwagi na jego silną higroskopijność ściąga z mięśni sole mineralne i mikroelementy,zwłaszcza potas odpowiedzialny za działanie układu nerwowego. Powrót po przepiciu do stanu funkcjonalnego organizmu sprzed zatrucia może trwać nawet kilka tygodni. Mecz z Jagiellonią i Lechią był naturalną konsekwencją braku szybkości i wytrzymałości większości zawodników. I co i nic. Pan Walter odchodzi, zastanawiają się poniektórzy co z trenerem, a może winien Miklas z Beretem. Wszyscy winni tylko święte krowy nie. Ktoś musi powiedzieć : dość. Powinien to zrobić trener. Jeżeli tego nie potrafi i dalej zamierza tolerować tę bandę pijaczyn to należy go wyrzucić jako współodpowiedzialnego za tę katastrofę sportową i biznesową. Ktoś porównał mecz do teatralnego spektaklu. Chyba nazbyt teoretycznie. W szkole teatralnej uczy się adeptów na aktorów szacunku do zawodu i do publiczności. Trudno sobie wyobrazić aktora pijanego na scenie, czy mówiące bełkotliwie albo tekst nie z tej sztuki. Trudno też wyobrazić sobie ażeby publika teatralna akceptowała taki stan gdyby się przypadkiem zdarzył. Uczmy się prawidłowych zachowań jako odzewu na robienie z nas balonów. Tylko kto nauczy tych prymitywnych gnojków profesjonalizmu?.

O taktyce, organizacji gry i braku polityki transferowej innym razem.
31piątek, 04, maj 2012 18:23
Andrzej
Zbyszek jak zwykle celnie. Smile Zwłaszcza pkt 4 zawsze mnie niemiłosiernie wkurzał - odzyskanie piłki i... stupor. Czeski film. Nikt nic nie wie. Tylko, że ja coś takiego obserwuję w grze Legii nie od kilku tygodni ale od 2 lat.
Natomiast jako konkluzję, Zbyszku, to wytoczyłeś cholernie ciężkie armaty. Ja wprawdzie też słyszałem o mocno zakrapianej imprezie z okazji zdobycia PP ale traktowałem to raczej jako niepotwierdzone plotki. Ja nie wiem czy to jest akurat to. Popatrz na końcówki meczów z Jagą i Lechią - to już był praktycznie zamek hokejowy w wykonaniu Legii.
32piątek, 04, maj 2012 19:02
Monrooe
Oj, Zbyszku, Zbyszku. Bardzo lubię czytać Twoje wypowiedzi, ale czasem twoje wnioski powalają mnie na ziemię. Tym razem czytając Twoją opinię kiwałem głową z pełną aprobatą, aż do słów "Przyczyna może być tylko jedna: nadużycie alkoholu" Moim zdaniem tym razem popłynąłeś za daleko. Różnie bywało z zespołami Legii, z reguły tak jak piszesz, ale z tego co wiem w wypadku ekipy Skorży to przestrzelony strzał. Podobnie zresztą jak informacja Andrzeja o rzekomej czwartkowej imprezie. Błędów było sporo, ale akurat nie te do których byliśmy nie raz przyzwyczajeni.
33piątek, 04, maj 2012 19:12
Andrzej
A tak poza tym, to zespół musiałby chodzić narąbany w sztok przez całą rundę wiosenną. Wink
Przyczyna, moim zdaniem, jest prozaiczna, którą zresztą podaje wielu obserwatorów: trener postawił na niewłaściwe konie i tyle. Nie miał "cojones" żeby odesłać paru piłkarzy do MESY i teraz biedaczek zastanawia się, co będzie dalej. A Legia, to cholernie wysoki koń. Urban do tej pory nie może się pozbierać. A jeśli Orest albo Fornalik wygrają ligę, to właśnie któregoś z nich prasa namaści na następcę Smudy.
34piątek, 04, maj 2012 20:16
Senator
Jego Ekscelencja pan Zbyszek słusznie prawi zarzucając brak profesjonalizmu piłkarzom tylko powód nie trafiony. Ja złożyłbym tu do siebie felieton Tuzimka i ostatnią wypowiedz po meczu Michała Żewłakowa. Tuzimek moim zdaniem trafnie zauważa ,że nasz trener oddał władzę ukształtowanej starszyźnie plemiennej. Pozwalał na więcej niż rok temu o co zapewne prosiła wspomniana starszyzna jednocześnie informując trenera że będzie ok . Po meczu Michał mówi że zabrakło dojrzałości czyli profesjonalizmu . Rozluźnienie piłkarze wykorzystali dla siebie zupełnie opatrzenie rozumiejąc "dla siebie" . Tak to panowie szlachta widzę, o alkoholu dobrze poinformowane źródła nie wspominają.
35piątek, 04, maj 2012 20:18
Zbyszek
@ Monrooe, Andrzej

Nie mówimy o całej rundzie, bo to trochę bez sensu. W tym roku tytuł rozstrzygnął się w dwóch ostatnich kolejkach. I to my byliśmy na 2 mecze od końca na 1. miejscu w tabeli. I Lech, a zwłaszcza Śląsk grali gorzej niż my. To nie ma znaczenia. Na dziś Ruch, Śląsk i Lech prezentują dobrą formę, a my gramy fatalnie. Dlatego nie jesteśmy Mistrzem, a nie dlatego, ze coś było nie tak 2 czy 3 miesiące temu.

I mnie nurtuje pytanie jak to było możliwe? Uważam na podstawie iluś tam przeczytanych książek, przeczytanych artykułów fachowych i iluś tam rozmów z fizjologami, lekarzami, że takie spustoszenie może spowodować w tak krótkim czasie tylko alkohol. Znam to też z autopsji i potwierdzam. Jeżeli nie to co? Inni na finisz mają siły a my nie? Może rzeczywiście jakieś ciemne i tajemne knowania, albo rzucony urok. Przypomnijmy sobie jak prof. Zbigniew Jastrzębski ocenił naszych gnojków i ich stan po przyjeżdzie na zgrupowanie przed MŚ w Niemczech 2006 roku czy dlaczego zrezygnował fizjolog holenderski z pracy z naszą kadrą przed ME w Austrii. Stan fizyczny większości zawodników był z uwagi na przepicie katastrofalny. Jak ktoś chce mi wmówić, że Kucharczyk, Żewłakow, Żyro, Vrdoljak, Radowić, Rzeżniczak, Jędrzejczyk, Wawrzyniak to świętoszki i abstynenci to wybaczcie, ale nie uwierzę. Oczywiście mogę się mylić, ale ta hipoteza jest bardzo prawdopodobna.

Tylko, ze wtedy zostaje trener i jego sztab. W takim wypadku warto pamiętać, iż przygotowanie motoryczne to najłatwiejszy /jak twierdzi A.Strejlau czy S.Majewski/ element do opanowania przez trenera. Jak tego nie umie to nie powinien 5 minut być trenerem. Ale też w takim wypadku potrzebna by była pogłębiona analiza uznanego fachowca gdzie popełniono błędy. To co się stało jest nie do uwierzenia. Ci wszyscy trenerzy, którzy nam pokazują plecy razem wzięci nie mają takich osiągnięć jak trener Skorża. Nie chce mi się wierzyć, że aż tak dał ciała.
36piątek, 04, maj 2012 21:21
QD
Oj nie Zbyszku! Gramy przez całą rundę, więc całą rundę przegraliśmy. Stało się to o czym mówił Vuko: "Nie czekajcie na ostatni mecz bo może być za późno". My czekaliśmy i się przejechaliśmy. Się okazało, że nagle Lechia zagrała mecz sezonu, zaskoczyła Legię i tytuł poszedł się.. no grunt że do nas nie trafił. Mówicie, że Legia to, Legia tamto, tu alkohol, tu morale.. Ostatni mecz daliśmy się zaskoczyć. Tragicznie zwykle Lechia zagrała bardzo dobre spotkanie i miała szczęście przy stałym fragmencie. Nam szczęścia zabrakło, ale przede wszystkim daliśmy się zaskoczyć nadzwyczajnie dobrze grającej drużynie - bywa, brawa dla gdańszczan! Sęk w tym, że w perspektywie całej rundy potrafiliśmy wygrać tylko ze Śląskiem i Ruchem. Reszta spotkań to była przepychanka (to się tyczy też spotkań PP). Strzelać nam za bardzo nikt nie potrafił, ale i my nic prócz obrony nie mieliśmy do zaoferowania. Nieraz coś weszło nieraz nie. Bardzo fartownie wisieliśmy na tym pierwszym miejscu, ale szczerze powiedziawszy nie mieliśmy żadnego argumentu by się na tym miejscu obronić. Po prostu inni też byli słabi. Tytuł przegraliśmy w perspektywie całej rundy, a nie w ostatnim meczu!
37piątek, 04, maj 2012 22:51
Andrzej
Zbyszku, Legia zaczęła pękać już od dłuższego czasu i wina Skorży jest tutaj ogromna. Można by długo wymieniać błędy jakie popełnił poczynając od skutecznego oduczenia zespołu gry ofensywnej (słynny magiczny trójkąt) a kończąc na fatalnych pomyłkach personalnych. Te personalne babole zresztą towarzyszyły mu od samego początku jego kariery w Legii, czego efektem jest brak nominalnych skrzydłowych pomocników, bo wszystkich się pozbył. Mnie najbardziej śmieszą te jego uparte próby nauczenia Legii ataku pozycyjnego, podczas, gdy o wiele lepszy kadrowo Gaziantespor dokładnie tak samo beznadziejnie walił w legijny autobus jak my przez te 2 sezony waliliśmy w naszych przeciwników. On najwyraźniej nie potrafi zrozumieć, że do takiego ataku pozycyjnego jaki sobie wymyślił, to nigdy nie będzie miał w żadnym polskim klubie wykonawców.
Sporting pokonał nas stałymi fragmentami gry, bo tak się gra z drwalami. A my? Trzymamy na ławce jedynego piłkarza, który potrafi precyzyjnie wrzucić piłkę w pole karne a na dodatek, zamiast wzorem maskaantowej Wisły starać się rozgrywać rzuty wolne bardzo szybko i krótko, to potrafimy ustawić piłkę nawet na 40 metrze od bramki, wygonić w pole karne całą naszą defensywę i puścić balonika, którego nie potrafiłby wyłapać chyba tylko niewidomy bramkarz. Wczoraj, zresztą po jednym z takich wolnych poszła piękna kontra Lechii.
No powiedz sam, Zbyszku, czy tak wygląda nowoczesna piłka?
38sobota, 05, maj 2012 05:58
Zbyszek
Panowie nie uważacie mnie chyba za człowieka, który urodził się dziś i nie zna sportu. Naprawdę śmieszą mnie ci prezesi, którzy żądają, aby ich klub był mistrzem, bo jak nie to.... Logika podpowiada, że tylko jeden może wygrać. Więc pozostali powinni być odstrzeleni. Za głupców nie odpowiadam. Ale też nie znoszę łatwiutkich usprawiedliwień w rodzaju chociażby kontuzji, sprzedaży zawodników czy złego ich zakupu, albo też potrzeby gry przez całą rundę.
Trzeba widzieć świat tak jak on wygląda, a nie tak jak nam się tylko wydaje, że wygląda.

To co się stało można porównać do kolarskiego klasyka. Kogo interesuje kto był na półmetku liderem i kto miał jaką przewagę. Ważny jest finisz czyli końcówka wyścigu. Jak ktoś ma przewagę i ją marnuje, bo akurat zachciało mu się popić albo musi skontaktować się z trenerem jest sam sobie winien i podlega surowej, zdecydowanie negatywnej ocenie. I tyle.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.