- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Podbeskidzie - Legia 2-1: Rozładowane baterie
Legia przegrała drugi ligowy mecz w tym sezonie. Nasza drużyna po bardzo słabej grze uległa w Bielsku Podbeskidziu 1:2. Wynik meczu został ustalony w pierwszej połowie. Już w 8. minucie prowadzenie gospodarzom dał Anton Sloboda. W 25. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Tomasza Brzyskiego wyrównał Orlando Sa. W 38. minucie gospodarze znów znaleźli drogę do bramki Dusana Kuciaka. Strzelcem gola, jak się miało okazać zwycięskiego, był Maciej Korzym.
Są takie mecze, kiedy od pierwszych kopnięć piłki czujesz niepokój, bo widzisz, że twojej drużynie nie idzie. Podania są minimalnie niecelne, interwencje odrobinę spóźnione, przeciwnik jest jakby szybszy i bardziej zdecydowany. Bywa, że to wrażenie mija, że jakaś udana akcja 'budzi' zespół, a wraz z upływem czasu gra wygląda coraz lepiej. Ale niestety bywają i takie dni, kiedy wrażenie z pierwszych minut ciągnie się do końca meczu. Tak było jesienią zeszłego roku w Bydgoszczy, gdzie gładko przegraliśmy z Zawiszą 1:3. W niedzielne popołudnie w Bielsku oglądaliśmy Legię taką jak wtedy – zmęczoną, zdenerwowaną, po prostu słabą.
Dowodem na słabość całej drużyny niech będzie fakt, że poza Tomaszem Brzyskim i w pierwszej połowie Orlando Sa, nikt z legionistów nie wyróżnił się na plus. Bardzo słabo zaczął mecz Kuba Kosecki, który najpierw zepsuł obiecującą kontrę Legii, potykając się w biegu, a chwilę później na połowie Podbeskidzia podał głową piłkę do zawodnika gospodarzy, rozpoczynając bramkową akcję drużyny Leszka Ojrzyńskiego. Cichym antybohaterem naszej defensywy stał się Kuba Rzeźniczak, który zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej bramce nie zdołał zablokować zagrań Macieja Korzyma. Podobny niefart prześladował Dusana Kuciaka, któremu piłka przelewała się przez dłonie przy strzałach gospodarzy, i Bartka Bereszyńskiego, który mogąc przepuścić na aut bramkowy mocną piłkę bitą przez jednego z zawodników Podbeskidzia, wybił ją głową wprost na nogę przeciwnika, co doprowadziło do bramki na 2:1. Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak nie byli w stanie wygrać walki o opanowanie środka pola, nie znajdując sposobu na zepchnięcie bielszczan do defensywy, a Jodła w swojej niefrasobliwości na początku drugiej połowy wręcz przeszedł sam siebie, kiedy pierwsze trzy zagrania piłki w jego wykonaniu trafiały pod nogi gospodarzy. Nawet zmiennicy, od których teoretycznie mieliśmy prawo wymagać trochę więcej jakości, Miro Radović, Michał Żyro i Łukasz Broź, szybko dostosowali się poziomem do swoich kolegów. Zżymać się można zwłaszcza nad postawą Michała, który mało był pod grą, a kiedy już był, tracił prawie każdą piłkę. Jeżeli Żyrko ma stać się jednym z najważniejszych zawodników Legii, na co zdaje się wskazywać sposób, w jaki traktuje go trener Henning Berg, nie powinien pozwalać sobie na takie wahania formy. Na osobną 'laurkę' zasługuje Dossa Junior. Trochę meczów w życiu obejrzałem i naprawdę rzadko zdarzało mi się widzieć zawodnika, który z takim uporem wybiegałby na pozycję spaloną przy stałych fragmentach gry. Wydawać by się mogło, że tak doświadczonemu zawodnikowi w pewnym momencie powinna zapalić się lampka. „A może, cholera, ja robię coś źle?!”. Niestety taka refleksja najwyraźniej okazała się obca naszemu Dossie, który z zapałem powielał ten sam schemat, ruszając do piłki ułamek sekundy zanim kopnął ją Brzytwa, wbiegając na pozycję spaloną, a następnie mając teatralne pretensje do wszystkich wokół.
Powyższa przydługa lista winnych porażki naszej drużyny, obejmująca niemal wszystkich zawodników, którzy zameldowali się na boisku w niedzielne popołudnie, świadczy o tym, że szatnię Legii dotknęła tajemnicza przypadłość o grupowym charakterze. Najbardziej logicznym wyjaśnieniem tej epidemii niemocy wydaje się fakt, że kilka dni temu drużyna zrealizowała postawiony przed nią cel minimum. Legia awansowała do fazy grupowej europejskich pucharów, zapewniając sobie ciąg dalszy pucharowej przygody, a każdemu piłkarzowi wymierne korzyści określone w umowie z szefostwem naszego klubu. Uleciała gdzieś koncentracja i motywacja, a być może wkradło się też fizyczne zmęczenie.
Oczywiście, nie stało się nic wielkiego. Trzeba powtórzyć banalne stwierdzenie, że takie mecze zdarzają się najlepszym, a Legia i tak przebrnęła letnią fazę łączenia ligi z najważniejszą dla nas fazą europejskich pucharów przy minimalnych stratach punktowych i ludzkich (kiedy przypomnieć sobie zeszłoroczną passę kontuzji, brrr...). Jeżeli coś może martwić to analiza naszego ligowego terminarza. W lipcu i sierpniu rozegraliśmy siedem meczów, w tym cztery na własnym boisku, a tylko jeden z drużyną, która kończyła zeszły sezon w górnej połówce tabeli. Kolejne tury ligowych gier rozdzielanych przerwami na mecze reprezentacji zapowiadają się na bardziej wymagające. Jeżeli alternatywą dla nazwisk, które w zeszłym tygodniu pokonały Koronę Kielce, mają być zawodnicy 'pucharowej' Legii grający w taki sposób, jak przeciw Podbeskidziu, musimy brać pod uwagę, że straty punktowe w dalszej części rundy jesiennej będą poważniejsze.
Nie ukrywam, że mam przed tym meczem obawy. Trzy ostatnie wyjazdowe starcia Legii z ekipami Ojrzyńskiego zakończyły się wynikami 0:1, 2:3 (oba w Kielcach) oraz 0:1 (w Bielsku-Białej), dwa gole w tych meczach strzelił Korzym, a rywale przerywali różne serie Legii (np. 8 meczów bez porażki i ponad 700 minut Kuciaka bez straty gola). Oby tym razem to nam udało się przełamać złą serię.
Czwórka z przodu nadaje się idealnie na Podbeskidzie. Sa z Saganowskim skutecznie zwiążą Koniecznego z Pietrasiakiem w walce o pozycję i górne piłki, przez co skrzydłowi dostaną więcej przestrzeni. Spodziewam się meczu Koseckiego. Piech do tej bitwy nie pasuje.
Natomiast nieco zawiedziony jestem pozostałymi wyborami. Jodłowca i Juniora można było zaoszczędzić. Jadą na kadry. Kalinkowski przy Vrdoljaku dobrze rokuje, a Lewczuk teraz nie jest w gorszej formie od Juniora. No i Jałocha dobrze się spisuje.
I Brzyski. Jak go widzę w składzie niecałe 3 doby po poprzednim meczu to ogarnia mnie przerażenie. Wiele nie trzeba, żeby się rozleciał sam z siebie, a do tego gracze Podbeskidzia mogą mu wydatnie pomóc. Ogromne ryzyko. Wolałbym już Brozia na ten jeden mecz. Za dwa tygodnie już będzie zmiennik i znikną moje dzisiejsze obawy.
Szlachectwo zobowiązuje i chyba czas najwyższy zasiąść na fotelu lidera.
Przerwa na reprezentację i odległy termin spotkania w LE powodują, że Legia może pozwolić sobie na zagranie większą ilością piłkarzy jedynki. Jeśli tylko podejdziemy do przeciwnika z należytym szacunkiem, to o wynik jestem zupełnie spokojny.
Podzielam także niepokój Dzynka dotyczący Brzyskiego. Za Tomkiem cały czas snuje się stół operacyjny i dobrze byłoby gdyby jeszcze trochę pozostał w cieniu
To co wyprawiali na boisku WSZYSCY z wyjątkiem wymienionych przez 1313 piłkarzy woła o pomstę do nieba. Nonszalancja z drugiej połowy meczu z Aktobe podniosła dzisiaj swój wredny łeb.
Jestem wkurzony
Trochę chyba przesadziłeś. Błąd administracyjny kosztował Legię najprawdopodobniej fazę grupową LM, a dziś w Bielsku straciliśmy, aż 1,5 punktu, więc trochę słabe te twoje porównanie. Co nie zmienia faktu, że dziś powinni wracać 2 klasą ciągniętą przez drezynę i takie 48 w pociągu może by ich zmobilizowało do nie opier...lania się w lidze, która może i słaba, ale sama się nie wygra.
P.S. Mam nadzieję że Berg jednak poważnie porozmawia z Juniorem. Nie może tak być że wykonujemy 30 dośrodkowań a 25 razy Dossa jest na spalonym.
Zastanawiam się, czy któryś z tych naszych "gwiazdorów" wyciągnie jakieś wnioski z tej lekcji. Biorąc pod uwagę ogólną atmosferę w klubie, którą w największym skrócie można określić absolutnym brakiem szacunku do przeciwników z naszej ligi, to raczej wątpię.
Owszem powinniśmy wygrywać takie mecze ale chyba dziś przyszło zapłacić za te ostatnie tygodnie nerwów, skupienia, ciśnienia z celtikiem i z awansem do LE.
Dziś właściwie zagrali wszyscy słabo, nawet zmiany Rado i Żyro nic nie dały, Kuciak puścił dwie bramki jakie mu się nie zdarzają, Jodła i Ivica którzy rządzą i dzielą w środku dziś grali jak na plaży.
Przyszedł dołek fizyczny i odpuszczenie koncentracji, bardzo przykro ale trudno.
Całe szczęście ten sztab trenerski reaguje na błędy i wyciąga wnioski i zapewne to skoryguje.
Po przerwie na cyrk objazdowy będziemy lamentować. Oczywiście pod warunkiem, że zaliczą kolejne potknięcia.
Następni, to Śląsk, Wisła i Lech plus mecze w grupie LE. Ciekaw jestem, co będziemy mówić za miesiąc...
Niestety, bardzo dobre w większości dośrodkowania Brzyskiego były w patologiczny sposób marnowane przez wychodzących do główki Dossę i Sa.
Zawodził timing przy wychodzeniu do piłki, skutkujący taką ilością głupich spalonych jakiej nie powstydził by się sam Ljuboja.
A i jakość tych strzałów była marna, skoro tylko jeden znalazł drogę do siatki.
A skuteczność Dossy jest po prostu żenująca.Może jednak Jodłowiec powinien być ustawiany w jego roli przy rzutach wolnych.
Poza tym szacunek dla Ojrzyńskiego za taktykę i odpowiednią motywację swojej drużyny. A jeśli również elementem właściwej taktyki PBB było takie reagowanie obrońców przy opisywanych rzutach wolnych, to czapki z głów.
W czwartek, tak.
Ale w porównaniu z Dossą Juniorem jest supersnajperem
Bardzo zaczynam wątpić w sens wypuszczania Dossy w pole karne przeciwnika.
Po prostu zabiera szanse innym.
A do kompletnego zdołowania dodam, że żaden z naszych rywali w LE nie przegrał w tej kolejce swojego meczu.
Można i tak jak to mówią dla jednych szklanka jest do połowy pełna, a dla drugich pusta.
Dzisiaj w Gdańsku z pewnością nie wyglądali na słabych fizycznie.
Nie oznacza to jednak że mnie ta porażka nie dotknęła. Panowie szlachta szlachetny stan zobowiązuje.
Po meczu z kazachami w rozmowie z Wallesem
powiedziałem - oni cały czas nie szanują nas kibiców, nie grają aby sprawić nam radość .
Walles tłumaczył wyjaśniał że czego chcę itp a dla mnie właśnie min biorą się takie chodzone, opuszczone mecze. A kim się przejmować jeszcze tyle czasu i meczów że nadrobimy. Może i nadrobją ale co mi po tym co będzie kiedyś? Dziś jestem zły, pół tygodnia na wk... a im wszystko jedno.
W zeszłym sezonie mielismy bilans 5-0-2 i w pucharach raczej kiepsko. Nie będziemy golić wszystkich i w lidze i w pucharach i w PP.
Po za tym to jest jednak Legia, diabełek miał rację
A ja się zgodzę z Garmem, też uważam że Podbeskidzie zasłużyło. Mieli plan i potrafili go zrealizować. Oczywiście były w tym planie elementy miernej jakości, jak doprowadzenie do tego, że Legia fruwała w powietrzu po wjazdach w achillesy, czy jawna gra na czas w końcówce, z kulminacją w postaci wzajemnego sfaulowania się dwóch zawodników Podbeskidzia w ostatniej minucie i przerwania naszej akcji, ale w wielu innych elementach (szybkość, zaangażowanie) byli od Legii bezdyskusyjnie lepsi. A kto ma wygrywać mecze jak nie lepsi?
@ Oliver
Może Ruch to taka stara komóra, którą ładowało się cały dzień, ale potrafiła na jednej baterii wytrzymać z tydzień, a Legia nowoczesny smartfonik, gierki, internety, szybkie ładowanie, no ale na jednej baterii raptem kilkanaście godzin. Mi się wydawało już w czwartek z Aktobe, że jesteśmy w tym końcowym, 'opadającym' momencie cyklu, że chłopakom ciężej się biega i nie zawsze nadążają z Kazachami. Chociaż oczywiście znajdą się zwolennicy teorii spiskowych, którzy podpowiedzą, że są też inne możliwe wyjaśnienia, np. jak oblejesz baterię jakąś, hm, cieczą, no to następnego dnia fon ci raczej nie odpali
@ Senator
Ale to znaczy, że jak oni grali z tym Aktobe, że nie sprawiali kibicom radości? Sześć zwycięstw z rzędu, bramki 15-0, awans do grupy LE, a my mieliśmy narzekać, bo?... Kosecki zagrał krzyżakiem?
Szczerze mówiąc zupełnie się nie zgadzam, z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze to jest podejście nierealne. Oczywiście jako kibic też bym chciał, żeby Legia mając słabszego przeciwnika, grała do upadłego jak nie przymierzając Niemcy z San Marino i wygrywała po 13:0, ale w normalnych okolicznościach tak nikt nie robi, nawet ci Niemcy
Natomiast zgadzam się, że w wypowiedziach po meczu w Bielsku za bardzo sportowej złości nie widać, i to trochę niefajne. No ale to jednak ludzie nie roboty, pewnie bardziej cieszą się, że po prawie dwóch miesiącach trochę odpoczną od tego reżimu meczów co trzy dni, niż martwią porażką.
Trener Ojrzyński ogrywał Legię Skorży, Legię Urbana, teraz Legię Berga. Za każdym razem w pełni zasłużenie, czytając w naszych słabościach, jak w otwartej księdze. Aż wstyd, że ktoś nas może tak rozpracować.
Taki ten mecz jak czasem się trafiały za trenera Urbana. Dali nam gospodarze bezproduktywnie posiadać piłkę i punktowali. Jedyny gol dla Legii po rogu, zero sfinalizowanych strzałem akcji. W 2. połowie zupełna bezradność, nieefektywne zmiany, Maciej Iwański w roli takiej, jakby to od niego całe życie Radović i Żyro się uczyli.
Też myślałem o terminarzu, patrząc, jak się nasi kopią w czoło. Skala trudności będzie narastać. Może sobie dalej Legia rotować, ale niech nie oczekuje dużych zdobyczy punktowych.
Boję się myślenia typu: 'na ligę, Panie, to myśmy są za dobrzy i nie będziemy się zniżać do grania w czymś takim najlepszym składem; i tak samo się wygra. W pucharach, Panie, w Europie, to my dopiero pokażemy, bo tam się warto starać'.
Brawa dla trenera Ojrzyńskiego i ‘Górali’.
Mimo wszystko na dalszą cześć sezonu nie wyciągałbym po wczorajszym meczu jakoś daleko idących wniosków. Wierząc, iż porażka z Podbeskidziem była zwykłym wypadkiem przy pracy, nie obawiałbym się zbytnio trudniejszego terminarza. Jeżeli nasi gracze wrócą do swojego poziomu z europejskich pucharów czy meczów z Jagiellonią lub Górnikiem Łęczna, to Śląska, Wisły czy Lecha w dłuższej perspektywie bym się nie obawiał.
No i cóż ja mogę na to poradzić
Nie ma co się ich czepiać, po tym co musieli przeżyć po "sabotażu" pionu sportowego Legii zrobili bardzo wiele. Nie rozpamiętywali tylko walczyli, wygrywali i d#py w walce o LE nie dali!
Niech odpoczną trochę, rozładują ciśnienie, pobalują, a za dwa tygodnie, zaczną "gwałt" na tej lidze
Na szczęście do dzisiaj mi trochę przeszło "wk..."