- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Polska - Szkocja 2-2: Bilans dodatni
Polska zremisowała ze Szkocją 2:2 w rozegranym w Warszawie meczu eliminacji do mistrzostw Europy. Prowadzenie dla polskiej drużyny zdobył w 11. minucie Krzysztof Mączyński. Do remisu doprowadził w 18. minucie Shaun Maloney. W 57. minucie Szkoci wyszli na prowadzenie po bramce zdobytej przez Stevena Naismitha. Punkt dla reprezentacji Polski uratował w 76. minucie Arkadiusz Milik.
Gdyby ktoś zaproponował nam przed meczami z Niemcami i Szkocją cztery punkty, zapewne zgodzilibyśmy się na ten układ. Nie ma jednak co ukrywać, sobotnie zwycięstwo nad Niemcami rozbudziło nadzieje na wywalczenie kompletu sześciu punktów - w tej sytuacji 'tylko' remis ze Szkocją musi budzić drobny niedosyt. Mimo to bilans dotychczasowych meczów reprezentacji Polski w eliminacjach do mistrzostw Europy trzeba ocenić jako zdecydowanie dodatni.
Adam Nawałka dokonał trzech zmian w stosunku do zestawienia, które w sobotni wieczór pokonało drużynę mistrzów świata. Narzekających na urazy Tomasza Jodłowca i Macieja Rybusa zastąpili odpowiednio Krzysztof Mączyński i Waldemar Sobota, a Jakuba Wawrzyniaka zmienił na lewej obronie Artur Jędrzejczyk. W porównaniu do zwycięskiego meczu z Gruzją trener Gordon Strachan z konieczności wymienił środkowego obrońcę Granta Hanleya na Gordona Greera, a Steven Whittaker zluzował Andrewa Robertsona na lewej flance.
Skoro jesteśmy już przy decyzjach trenerskich - wtorkowy mecz nie udał się przede wszystkim właśnie trenerom. Adam Nawałka ustawił nasz zespół bardzo defensywnie. W pierwszej połowie Polacy niemal zupełnie odpuścili pressing, czekaliśmy na Szkotów na własnej połowie, a naszą główną bronią ofensywną miały być długie piłki i indywidualne szarże. Przez chwilę wydawało się, że ten zachowawczy futbol może przynieść pożądane efekty, kiedy w 11. minucie po fatalnym błędzie Alana Huttona do piłki dopadł Krzysztof Mączyński i mierzoną 'pasówką' zdobył gola dla reprezentacji Polski, ale nasza radość trwała krótko. Polska defensywa, która miała mnóstwo szczęścia w sobotę w meczu z Niemcami, tym razem razem wyjątkowo łatwo traciła gole, co sprawiło że cały nakreślony przed meczem plan, oparty na wyczekiwaniu na błędy Szkotów i wyprowadzaniu szybkich kontr, runął.
Co gorsza, gole traciliśmy po akcjach, przed którymi nasi reprezentanci musieli być ostrzegani przed meczem. Pierwsza bramka padła przecież po 'firmowym' szybkim ataku reprezentacji Szkocji. Napastnik uciekł obrońcom, cofając się w stronę linii środkowej, a przejęta piłka została natychmiast przerzucona na skrzydło. Znakomicie zachował się w tym przypadku Ikechi Anya, który zgubił krycie Łukasza Piszczka i wypatrzył w polu karnym Shauna Maloneya, którego z kolei stracił z pola widzenia odruchowo cofający się stronę bramki Łukasz Szukała. Drugiego gola straciliśmy po stałym fragmencie gry, w polu karnym najsprytniejszy okazał się Steven Naismith, który wykorzystał zamieszanie wśród polskich defensorów i złe ustawienie Łukasza Piszczka, który nie był w stanie przeciąć dośrodkowania.
Przez większą część meczu to Szkoci prowadzili grę, grając bardziej odważnie niż reprezentacja Polski. Goście chętnie podchodzili do wysokiego pressingu, utrudniając rozegranie piłki Grzegorzowi Krychowiakowi i Krzysztofowi Mączyńskiemu. Po drugiej stronie boiska było zupełnie inaczej, Polacy pozwalali Szkotom grać, więc ci z tego korzystali, wymieniając dużo podań dających efekt przewagi optycznej po stronie gości. Drużyna Strachana sprawiała wrażenie zespołu znajdującego się odrobinę wyżej od Polski pod względem organizacji gry i zgrania drużyny – tak jakby różnicę robiło dziesięć miesięcy i kilka meczów o stawkę, przewaga czasu, którym dysponował selekcjoner Strachan w porównaniu z Adamem Nawałką.
Kiedy przegrywaliśmy 1:2 i musieliśmy zacząć gonić wynik, bo nie było już nic do stracenia, trener Nawałka zdjął z boiska zupełnie bezproduktywnego Waldemara Sobotę, na lewe skrzydło przesunął Arkadiusza Milika, a do gry wprowadził Sebastiana Milę, który miał sprawić, że zacznie funkcjonować polska druga linia. Zaczęła, i nagle można było zapytać – kogo my tak się baliśmy? Przed kim tak głęboko się broniliśmy? Szkocki 'król' okazał się zupełnie nagi. W dodatku pomocną dłoń do Nawałki wyciągnął Strachan, schematycznie orientując swoją drużynę na dodatkowe zabezpieczenie tyłów w ostatnim kwadransie meczu. Stevena Fletchera zmienił Chris Martin, ale kluczowe okazało się zejście Stevena Naismitha, za którego zameldował się doświadczony Darren Fletcher. Dopóki Szkoci grali 'swoją' piłkę, wyglądali nieźle, kiedy ją porzucili, prezentowali się bardzo słabo. Oczywiście jeden mecz nie zmieni sposobu postrzegania futbolowej rzeczywistości i potencjału swoich drużyn przez Nawałkę i Strachana, ale osobliwie cieszy mnie, że obaj selekcjonerzy dostali we wtorkowy wieczór po pstryczku w nos akurat wtedy, kiedy chodziło im po głowie naśladownictwo reprezentacji Grecji czy Kostaryki.
Wyrównujący gol dla Polski padł po pięknej akcji, długim przerzucie piłki do Artura Jędrzejczyka, znakomitym podaniu Jędzy do wbiegającego w pole karne Arkadiusza Milika i ślicznym uderzeniu po długim rogu. Wzmiankowany 'asystent' Jędrzejczyk w roli lewego obrońcy był zresztą jednym z odkryć wtorkowego meczu, nie do przejścia w obronie, pewny w pojedynkach powietrznych i jeszcze to skuteczne podłączenie się do ataku, który okazał się kluczowy dla zdobycia przez Polaków cennego punktu. Akcja, która dała nam wyrównanie mogła i powinna być jeszcze 'przebita' przez wydarzenia z 85. minuty, kiedy Sebastian Mila efektownie ograł w środku pola dwóch rywali, wręcz ośmieszając Scotta Browna i zagrał wyśmienitą prostopadła piłkę w pole karne do Kamila Grosickiego. Grosicki mógł strzelać bez przyjęcia, usiłował jednak 'objechać' Marshalla, prawie się udało, ale strzał z ostrego kąta trafił w słupek, a przy próbie dobitki piłka niestety zeszła Sebastianowi Mili z nogi. Szkoda, to była 'piłka meczowa'.
Potwierdziły się obawy, że Polakom będzie trudno zagrać dwa mecze na tym samym poziomie w ciągu kilku dni. Nie sposób zarzucić naszym piłkarzom braku zaangażowania, ale chwilami można było odnieść wrażenie, że brakuje świeżości, a koncentracja i motywacja nie są na takim poziomie jak w meczu z Niemcami. Wojciech Szczęsny nie był ścianą w bramce, Ikechi Anya zbyt często pokazywał plecy Łukaszowi Piszczkowi, a Arkadiusz Milik źle zachowywał się w polu karnym gości, oczywiście tylko do 76. minuty, kiedy wybronił się golem na 2:2. Przyznam, że tym razem nie podobała mi się także gra Roberta Lewandowskiego. Z pewnością na postawę Lewego wpłynął brutalna 'nakładka' Greera w pierwszych minutach meczu (doprawdy trudno oszacować ilość dioptrii w okularach, w których powinien od wczoraj paradować niedowidzący w tej sytuacji sędzia Mallenca), na skutek której Lewandowski nieco pozorował grę w pierwszej połowie, poruszając się po boisku z dużą ostrożnością. Ale i po przerwie Lewandowski zbyt często statycznie czekał na piłkę. Lewy w swoim stylu usiłował przyjąć futbolówkę pod kryciem, tylko że przyklejeni do jego pleców Szkoci nie pozwalali mu odwrócić się w stronę bramki. Lewandowski próbkę swoich możliwości dał raptem raz, kiedy jego kropnięcie z pola karnego z wielkim trudem wybronił Marshall. To zdecydowanie nie był mecz naszego kapitana.
Adam Nawałka ma o czym myśleć. Trzeba cieszyć się z siedmiu punktów wywalczonych w trzech meczach i uszanować wtorkowy remis, który w końcowym rozrachunku może okazać się bardzo cenny. Ale wtorkowy mecz w pełni potwierdził obawy, że to co w wymiarze efektywności przekładającej się na wynik zadziałało z Niemcami, nie może zadziałać w każdym meczu. Nie zawsze będziemy w stanie przyciągnąć tyle szczęścia w obronie, nie zawsze będziemy tak skuteczni pod bramką przeciwnika.
Jeszcze tej jesieni czeka nas mecz z Gruzją w Tbilisi. Gruzinów pokazali już Irlandczycy (na wyjeździe) i Szkoci (u siebie), więc tym razem to my będziemy ścigać się z Wyspiarzami, by ci nie wypracowali sobie nad nami 'korespondencyjnej' przewagi. Ten mecz trzeba wygrać. A tymczasem w licytację rozpoczętą w sobotę przez Polaków, odważnie weszli Irlandczycy, również urywając punkty Niemcom. Walka o awans zapowiada się pasjonująco.
Ja w swoim życiu widziałem tylko jeden taki mecz 26.09.1973 roku z Walią w Chorzowie /3:0 dla nas/. W poprzednim z tymi Walijczykami walka była jednostronna: oni tłukli, a my byliśmy bici. Przed rewanżem dało się słyszeć takie głosy jak Mike Englanda: "...zamordujemy ich, zniszczymy, zmieciemy z boiska. Będą bezradni...". Zaś Pan Kazimierz Górski zastosował taką motywację: w przeddzień meczu wraz z Gmochem pokazali zawodnikom film z meczu z Cardiff, nie szczędząc kpin i docinków: "Patrzcie co oni z wami robią... Przedszkole z Polski w walce z mężczyznami z Walii... O Hockey, popatrzcie tak trzeba grać". Pan Kazio wspomina: "Gdy skończył się film, zobaczyłem zupełnie inną drużynę. Najchętniej od razu poszliby na stadion i odkuli za tamten mecz". Wspomniany Hockey dostał czerwoną kartę za to, że rzucił się z pięściami na Lesława Ćmikiewicza. A Leszek go cały czas prowokował plując z obrzydzeniem na ziemię, gdy tylko się do Walijczyka zbliżał.
I ci starsi tamte czasy pamiętający myślą o powtórce. Nic z tego. Taka brutalna gra była możliwa tylko przy kryciu każdy swego na całym boisku. Dziś wszyscy grają strefą i tylko incydentalnie i na krótko pressingiem. Skracanie pola gry spowodowane głównie ogromną poprawą motoryki, szczególnie szybkości wytrzymałościowej te zmiany niejako wymusiła. Indywidualne krycie nosi w sobie ogromny ładunek ryzyka, że jak kto przegra pojedynek indywidualny to cały ten " system" pada jak kostki domina. Ponadto oprócz rewolucji w motoryce rosnącą rolę odgrywa taktyka gry. Każdy ma jakąś własną receptę na mecz, a on sam traktowany jest nie jako pojedynek samotnych rycerzy, lecz jako walka zespołowa, w której każdy ma zadanie do wykonania dla drużyny. Niezależnie od tego zespoły prowadzone prze Gordona Strachana charakteryzują się pewnymi swoistymi cechami, ale żadna z nich nie nazywa się agresją lub brutalnością. Szkocja pod jego wodzą, podobnie jak niedawno Celtic gra futbol uporządkowany, wyrozumowany, cierpliwy i przede wszystkim mało ryzykowny. Bramek im łatwo się nie strzeli. Co prawda i oni mają z tym problemy. Na szybki kontratak nie dają się w zasadzie łapać, gdyż zawsze w obronie zostaje 3-4 graczy. Ich zespół ogranicza możliwość stosowania arytmii gry poprzez forsowanie co prawda jednostajnego, ale dość wysokiego tempa przez cały mecz. W ataku stosują dość proste środki znane nam z Wisły Kasperczaka. Po odzyskaniu piłki na własnej połowie na drugą stronę rusza z reguły 3 własnych graczy i kiedy uwolnią się od rywali jeden z nich dostaje piłkę i to on staje się rozprowadzającym. W większości przypadków gra do wchodzącego w pole karne partnera, który oddaje strzał lub też dośrodkowywuje albo gra na skrzydło. Lubią operować lewym skrzydłem mając tam niewielkiego wzrostem, ale szybkiego i obdarzonego instynktem do gry kombinacyjnej gracza. Dość rzadko wrzucają górne piłki w pole karne. Za to przy stałych fragmentach walczą bezpardonowo. Ich gra w ataku jest przewidywalna i prosta i nasi powinni sobie z nimi poradzić. Pod warunkiem dużej aktywności defensywnych pomocników pod własnym przedpolem. W tym kontekście brak Jodłowca może być odczuwalny. Kiedy gra w ofensywie im się nie układa próbują zdobyć teren i ograć rywali indywidualnymi akcjami. W obronie grają pięcioma zawodnikami, przy czym ich lewy obrońca nie trzyma odległości w poziomie i wytwarza luką pomiędzy sobą a środkowym obrońcą. Przy grze kombinacyjnej rywali gubią się i ich środkowi obrońcy nie nadążają za akcją przeciwników. Ale największym mankamentem w ich grze obronnej jest zbyt wysokie wyjście do przeciwników. Rzucanie piłek za plecy ich obrońców może być dla nich zabójcze, ale tylko na bardzo szybkich skrzydłowych.
Mecz będzie trudny, gdyż trzeba zmienić taktykę gry, bo grą z kontrataku z nimi nie wygramy.
„- Żeby zrealizować cel jakim jest awans do mistrzostw Europy, mecze u siebie trzeba wygrywać. Niezależnie od tego, czy za rywali ma się Niemców, czy inny zespół. W ten sposób trzeba podchodzić do tych spotkań. Według mnie jeszcze trudniejszy i ważniejszy mecz czeka nas ze Szkotami. To przeciwnik, z którym walczymy o ten sam cel. Uważam bowiem, że Niemcy mimo porażki z nami wciąż są zdecydowanymi faworytami naszej grupy. Jeżeli we wtorek nie wygramy, to zwycięstwo z Niemcami nie będzie miało tak dużego znaczenia.
- Uważam, że coś się stało w naszym zespole. W takich spotkaniach powstaje kolektyw, drużyna. To było widać na boisku. Współpraca sprawiała nam przyjemność. Jeżeli widzi się, że kolega z zespołu biegnie za mnie przez 50 metrów, aby wywalczyć piłkę, to chce się zrobić to samo dla niego. Poprzez tego typu mecze buduje się odpowiedniego typu zespół. Nie ma co ukrywać - talent i umiejętności były po stronie niemieckiej. My odpowiedzieliśmy agresywną grą i kolektywem.”
Bardzo fajna kwintesencja „przed i po”. W sobotę było historyczne bo pierwsze futbolowe zwycięstwo nad sąsiadem, na dodatek okraszone splendorem bo tenże sąsiad to aktualny światowy hegemon, na dodatek jak to zwykle bywa sąsiedzkie stosunki są okraszane bagażem wzajemnych zaszłości, uprzedzeń – „wysysanych z mlekiem matki”, narodowych kompleksów i potrzebą ich przełamywania.
Spotkanie ze Szkotami całego takiego anturażu nie ma, obojętnie jaki wynik padnie na czołówki światowych agencji, bezpośrednio pod winiety największych portali, gazet nie trafi. A jednak dla Nawałki, piłkarzy, dla nas kibiców w Polsce sądzę, że dzisiejsza potyczka ma nie mniejsze znaczenie niż ta sobotnia „historyczna” victoria . Jeżeli drużyna faktycznie powstaje, to powinna potwierdzić taki proces, nastawienie psychiczne, mentalne jest obecnie optymalne, zasób wiary w sens tego co się robi – ogromny, szkoda by było to podważyć, zaprzepaścić.
Albo wygrana z Niemcami przejdzie symbolicznie do historii na zasadzie zwycięstwa hokeistów nad ZSRR w 1976 roku, albo jeżeli „drużyna powstaje” dzień 11 października 2014, stanie się XXI wiecznym odniesieniem do Wembey’73. Tego zapewne wszyscy sobie życzymy, ale to jest ciągle jeden wielki znak zapytania!? Nie ma wcale tak wielu przesłanek, żeby okazało się to prawdą.
@ Zbyszek
„starsi komentatorzy jak Zydorowicz czy Szpakowski, lecz również co mnie zdziwiło Listkiewicz i Boniek opowiadają, że mecz ze Szkotami to będzie wojna na wyniszczenie.” – na szczęście ci młodsi eksperci jak Tomek Łapiński lub Jacek Ziober podkreślają żeby „w kości” ze Szkotami nie grać. Tu chyba chodzi o stereotyp postrzegania wyspiarskiej piłki, wymienieni ci młodsi podnoszą, że pod Strachanem Braveheartci starają się grać konstruktywnie.
Jeżeli „konstruktywnie” wykażemy, że więcej atutów jest po naszej stronie to przychylam się do opinii że wygramy.
@ skład
Mateusz Borek anonsował skład z dwoma zmianami : Mączyński za Jodłę i Jędza za Wawrzyniaka. Jeżeli ta pierwsza roszada wypali, Nawałka faktycznie zyska miano – maga, bo wyciągnie „królika z chińskiego kapelusza”, jeżeli nie przyniesie efektu, na głowę trenera posypią się zarzuty. Byłbym ich udziałowcem.
„Zwycięskiego składu się nie zmienia” – ta zasada raczy dominować w wyrażanych opiniach, dopuszcza się „zmiany wymuszone” spowodowane kontuzjami. Osobiście co do tego nie jestem przekonany. Wszyscy mamy przekonanie, że obraz gry ze Szkotami będzie inny aniżeli z mistrzami świata, zatem jeżeli gra ma być wyrównana, nawet to my będziemy zmuszeni ją prowadzić, to do tego celu należy mieć „konstruktorów”, a takowych lub przynajmniej jednego takowego do przewidywanej jedenastki nie wystawiamy. Nie mamy piłkarza uruchamiającego "szybkich skrzydłowych". Gdyby Krzysztof Mączynski podołał temu zadaniu „na 8”, wówczas – czapki z głów przed czarodziejem Nawałką.
U Szkotów zresztą też problemy. Wypadł Hanley ze środka obrony, pewnie zastąpi go Greer z Brighton. Problemy ma Anya, co prawda nie dowierzam żeby miał nie zagrać, ale gdyby jednak tak się stało, to w składzie Szkotów może znaleźć się miejsce i dla Darrena Fletchera i dla Morrisona. Ewentualnie mógłby wskoczyć Bannan z Crystal Palace. Mi ten Anya przypomina naszego Kuchego, niby za wiele nie potrafi, ale umie odnaleźć się w określonej taktyce. Taka 'strzała' na skrzydle.
Nie ma co grzebać w składzie. Po smudowemu nic bym nie zmieniał. Za Jodłę Mączyński (jako jedyny w kadrze nadaje się na spełnianie podobnej roli do Tomka), podwójne zasieki przed polem karnym, wyłuskujemy piłkę i jedziemy z szybkim atakiem. Jak się uda coś strzelić to w drugiej połowie wprowadzić Milę za Milika i Kuchego za któregoś ze skrzydłowych.
Co do Jodłowca to bym nie przesadzał. W końcu Nawałka od początku swojego urzędowania skorzystał z jego usług po raz pierwszy. Wcześniej nie widział go w składzie, choć przetestował kilkudziesięciu(set) piłkarzy.
Trzeba wyjąć szalik z szafy i mocno trzymać kciuki
"W moim przekonaniu trener Nawałka wszedł na prawidłową ścieżkę."
No widzisz Zbyszku a jeszcze kilka dni temu pisałeś że to niedouczony parodysta trenera.
Mam wrażenie że piszesz pod wpływem (nie to co myślicie) impulsu, bez specjalnych przemyśleń a szkoda bo Twoje wieloletnie doświadczenie pozwala dokonywać pewnych analiz zamiast forumowych "linczów" z krótkim okresem przydatności do spożycia.
http://www.canalplus.pl/sport/blog-zagrac-madrze_1612_19
Są tacy co uważają, że Szkoci z Niemcami mimo że przegrali zaprezentowali się lepiej od nas. Dobrze że „wrażenie artystyczne” bramek nie strzela, ale to rodzaj ostrzeżenia, podobnie jak zadowolenie Strachana z gry jego podopiecznych z Gruzją. Lekka fala wznosząca z ich formą?
Ostatnie moje przedmeczowe spostrzeżenia. Dwóch piłkarzy mamy „z góry” na zmianę, siły mają na 2/3 meczu, Grosik z Milikiem. Bardzo mnie cieszyło, że w akcjach bramkowych, mieliśmy po trzech piłkarzy w polu karnym, już zapomniałem, że u Biało-czerwonych to w ogóle możliwe, ale … przy takim ofensywnym zaangażowaniu gdy Niemcy odebrali piłkę, a Thomas Mueller popędził środkiem boiska, a nasi defensorzy zdezorientowani, diabli wiedzą czym, rozbiegli się w sobie tylko wiadomych kierunkach, tworząc autostradę Niemcowi do bramki, to kląłem na czym świat stoi. Tak grać i ze Szkocją nie możemy. Na szczęście w sobotę, w sekundy jak pomstowałem, to następnie błogosławiłem dynamikę(!!!) i „ gaszenie pożaru” przez ogarniającego się Kamila Glika. Oby jednak takie gapiostwa w formacji nam się nie przytrafiały.
Niech modły wznoszą Niemcy, a Szkoci ratunku nadaremnie szukali w prawnych kruczkach.
Skąd ta nagła panika ?
Będzie dobrze. W końcu jesteśmy najlepsi. Sebek strzeli dwie, wiem od akuszerki
Wybacz,ale zarzucasz mi winy niepopełnione. Czy ja napisałem, że trener Nawałka szedł prawidłową drogą? Ja tylko, albo, napisałem, że na nią wszedł. Jak myślisz, że będę chwalił nieudaczników, którzy wszystko przegrywają to jesteś w błędzie. Nie będę tego uzasadniał. A co do wad. To je mam. I co najgorsze zdaję sobie z nich sprawę. Ale kontrolować nie bardzo potrafię. A może nie bardzo chcę.
Pozdrawiam.
" Ale kontrolować nie bardzo potrafię. A może nie bardzo chcę."
Rozumiem to i doceniam szczerość ale w takim wypadku nie przybieraj pozy eksperta tylko zwykłego kibica któremu czasem puszczają nerwy i musi z siebie wyrzucić frustrację.
Każdy z nas jest "nieudacznikiem" bo nie wszystko mu wychodzi a kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
Bezpieczniej jest dostrzegać fakty niż dawać im ocenę bo to ostatnie wymaga dużej wiedzy w szerszym kontekście i znajomości konkretnej sytuacji inaczej jest zwykłym tanim mędrkowaniem które nazywam "zespołem Maliniaka" (tego z "Czterdziestolatka")
Ufam, ze jesteśmy jako drużyna skonsolidowani jak nigdy, ufni we własne siły, przekonani o swej wartości, również zdeterminowani i uniesieni mentalnie sobotnimi wydarzeniami, to napawa optymizmem, daję nam 60% szans na korzystny wynik, ale 4:6 to dla Szkotów dużo korzystniejsze rachuby szans, niż nasze wcześniejsze „wartościowe” rozważania dotyczące i Niemców i Trabzonu.
Bez pomysłu, bez jakości, bez sensu, czyli jak zwykle. Nic więcej nie napiszę by nie psuć sobie humoru.
Aby do piątku
Reprezentacja ma dwa główne problemy do rozwiązania: wyprowadzenie piłki z obrony wraz z płynnym przejściem w fazę ataku oraz słabą linię pomocy.
Zazwyczaj takie rzeczy rozwiązuje się przez zmiany wykonawców, tyle, że u nas jest niedobór piłkarzy o pożądanych umiejętnościach.
Albo Glik albo Szukała. Dwóch, co nie chce (Glik) lub nie umie podać(Szukała) do przodu to aż nadto. Z jednego trzeba zrezygnować, żeby znowu nie męczyć się z piłką. Spróbować trzeba z z Rzeźniczakiem lub Jędrzejczykiem, a i Komorowskiego nie można skreślać. Jak nie na środku to przynajmniej na lewej obronie.
Kłopotem jest praca drugiej linii. Już wszyscy zauważyli, że kryją się przed piłką od obrońców i nie trzymają pożądanych odległości między formacjami. Przy wyprowadzaniu piłki za wysoko, przy obronie za nisko. O ile jakoś potrafię Krychowiaka rozgrzeszyć (jeden zawodnik tylko od czyszczenia w każdej drużynie jest do zaakceptowania) to reszty nie potrafię. Jest spory kłopot ze znalezieniem uniwersalnego pomocnika, który popracuje w defensywie, pokaże się do podania, uspokoi grę, rozegra i jeszcze będzie stanowił zagrożenie dla przeciwnika. Ewidentnie brakuje łącznika między defensywą a ofensywą. Polański miał tu największe predyspozycje, ale skoro się wypiął to musimy zaufać
Jodłowcowi. Ideał w rozegraniu to nie jest, ale na razie lepszego na 8 nie mamy. Przy takich dwóch klockach jak GK i TM trzeba poświęcić jednego napastnika na rzecz ofensywnego pomocnika takiego jak Mila.
Mamy wtedy optymalnie zrównoważony środek pola. Obecne 4-4-2 przechylone jest w stronę defensywy.
Warto zauważyć, że najlepiej spisywali się zawodnicy, którzy regularnie grają i mogą pochwalić się dobrymi notami. Krótko mówiąc są w gazie, a liga tu nie ma znaczenia. Zwłaszcza niedoceniania jest nasza ekstraklasa, co świetnie pokazał Sebastian Mila.
Zaś z drugiej strony niektórych zawodników zwyczajnie przeceniamy tylko dlatego, że są (grają to za duże słowo) za granicą, choć w kadrze - od dłuższego czasu - słabo się spisują lub pełnią funkcję zapchajdziury. Cionek, Mączyński, Sobota czy nawet Grosicki (trochę wiatru, efektów żadnych) niestety teraz są za słabi na rozgrywki międzynarodowe.
Nie rozumiem i nie podzielam satysfakcji z remisu, zadowolenie trenera w pomeczowej wypowiedzi mnie irytowało, rozumiałem i akceptowałem słowa Sebka Mili załamanego że czasu ma mało i nie potrafi go jeszcze wykorzystać. Z jego rozczarowaniem się identyfikuje, szansa jaką mieliśmy po meczu z Niemcami ulatuje. W tej chwili wcale nie jestem optymistą i bardzo powątpiewam, że ci co ograli mistrzów świata to samo są w stanie uczynić w pojedynku z Gruzją, a jak tam będzie wtopa wrócimy do stanu smudowo-fornalikowego.
Legia z Trabzonem w dużej części zagrała bardzo słabo, wygrała ale gdyby taki styl miała utrzymać ze zwycięstwami w pucharach się pożegna, z tego trzeba sobie zdawać sprawę, ale przynajmniej wiem, że Legię stać na fajną grę, może być zespołem poukładanym, w ofensywie zorganizowanym, pomysłowym, odnośnie sposobu konstruowania ofensywy w reprze niestety pozytywów nie dostrzegam. Jest jeden, Lewy już nie jest osamotniony, ale pomysłu na grę „na tak” to już brak!
Remis mógł się przytrafić, nie wynik mnie smuci, ale gra i nastawienie przede wszystkim w pierwszej połowie. Obyśmy o Nawałce nie mówili „miałeś złoty róg, czapkę z piór, czapki wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się jeno … Fornalikowy los”.
W grze polskich zespołów brakuje mi nie tylko odwagi ale również pasji, pasji która daje napęd do pressingu i odważnego ataku.
W postawach ludzkich wyróżnia się dwa zachowania (w uproszczeniu), walcz albo uciekaj. My zaczynamy od "ucieczki" a walczyć zaczynamy jak nie mamy dokąd uciekać.
Czy to jest efekt wieloletniego "profilowania" naszych piłkarzy w postaci stwierdzeń że potrafimy grać tylko z kontry a w konsekwencji zaczynamy od oddawania piłki przeciwnikowi i się zaczajamy? To jest mentalność "ubogiego" bo o ile zdaje czasem egzamin z silniejszymi o tyle zawodzi z przeciwnikami równorzędnymi. Oddajemy im grę i modlimy się żeby im coś nie wyszło a jak wyjdzie (gol) to cały plan pada i trzeba się brać za to czego nie chcieliśmy robić z poczuciem zawodu i dyskomfortu tej sytuacji.
Paradoksalnie często nam ten B wychodzi i przynosi dobry skutek, więc nie rozumiem dlaczego nie realizować go od początku do końca.
W wykonaniu naszych zespołów mamy 2 warianty, udaje się strzelić na początku i wtedy natychmiast przechodzimy do planu A+ (głęboka defensywa) albo tracimy bramkę i zaczynamy plan B. Ale nie czujemy się w nim dobrze bo towarzyszy nam bojaźń że nas skarcą jeszcze raz.
Już samo ustawienie naszych zespołów w 2 linii z zawodnikami o defensywnej charakterystyce wtłacza nas w pewien system grania. Wczoraj nasi obrońcy nie mieli do kogo zagrać piłki bo nie było zawodnika który by się nie bał wziąć na siebie odpowiedzialności za rozegranie, była dziura między obroną a napastnikami, mam wrażenie że wszyscy ofensywni zawodnicy uciekali do przodu bo bali się stracić w środku pola a w konsekwencji sprokurować szybką kontrę i być może bramkę.
Nie wiem co jest przyczyną tej bojaźliwości, czy nasza maniera odsądzania od czci i wiary i szukania winnych i publiczny lincz?
Myślę że to może być ważny czynnik. Nie umiemy lub nie chcemy oceniać rzetelnie, interesuje nas tylko wynik i na jego podstawie kreujemy albo "herosów" albo "nieudaczników" a w rzeczywistości te oceny nie mają aż takiego uzasadnienia w realnej jakości gry.
Zeszłoroczne występy Legii w LE są na to dowodem. Czy byliśmy tak słabi jak nasz dorobek punktowy i bramkowy? Nie, zabrakło nam odrobinę szczęścia, decyzji sędziego a może spokoju w głowach i wynikającej z niego pewności siebie. W meczach z Trabzonem wyglądaliśmy lepiej niż w tym ostatnim.
Wyobraźcie sobie siebie przed jakimś ważnym sprawdzianem jak otaczający was ludzie wmawiają wam że to wszystko "bułka z masłem", że musicie itd. A jednocześnie macie świadomość jak was "zdepczą" w przypadku niepowodzenia które jest wielce prawdopodobne. Bardzo trudno jest zachować spokój i koncentrację z takim obciążeniem, u nas wszystko jest sprawą "narodową".
Polecam Gombrowicza "Transatlantyk" tam jest scena która to opisuje.
Tak więc ja uważam ż jednak trenerzy zagraniczni "typu i pokroju" są w stanie przebudować naszą mentalność. Nic nie ujmując z wiedzy czysto piłkarskiej naszym trenerom ale oni są skażeni "polskim lękiem". Paradoksalnie polski trener z piłkarzami z innej "strefy mentalnej" może dać radę wyrwać się z tej niewoli asekuranctwa ale nałożone na siebie i sumujące się cechy u trenera i piłkarzy (polskich) nie wyprowadzą nas z tej mentalnej "niewoli egipskiej".
Nawet jak znajdzie się jeden odważny to przy pierwszej porażce zgodny chór "ekspertów", dziennikarzy, forumowiczów zatłucze go publicznie nie zwracając uwagi na styl tylko na wynik.
I nie mówcie że styl nie ma znaczenia bo to właśnie on jest źródłem powtarzalnych sukcesów, działaniem "zza węgła" można wygrać raz na jakiś czas ale nie da się być "wojownikiem".
Musimy nauczyć cieszyć się ładną grą i ją doceniać a to ośmieli zawodników i trenerów do działania. Jeśli od najwcześniejszego dzieciństwa przyszli trenerzy i zawodnicy uczą się poprzez obserwację rzeczywistości asekuranctwa i działania "zza węgła" to czego od nich oczekiwać?
Dopiero zagranicą "odżywają" jak trafiają na inny grunt i nie są wiecznie oceniani z perspektywy tego naszego "skarłowacenia wynikowego". Tam nabierają odwagi przekonują się że nie muszą się ciągle bać niesprawiedliwej oceny bo będą poddani tej rzetelnej w rodzaju, zagraliście dobrze ale przeciwnik zagrał lepiej, następnym razem trzeba poprawić to i to. Takie stawianie sprawy daje bodziec do działania bo przynajmniej wiadomo co robić. U nas nie ma to znaczenia bo jak się postarasz, napracujesz ale przegrasz to i tak jesteś "zerem", jak się uda coś strzelić fartem to i tak jesteś "herosem". Brak rzetelnej oceny nie zachęca do starań.
U nas wszystko idzie zgodnie ze scenariuszem "raz na wozie, raz w nawozie"
Na euforię miejsca nie ma, ale na (delikatny) optymizm i owszem. BYło nie było jesteśmy na czele grupy. I choć do końca rozgrywek jeszcze u-łaaa i trochę, to teraz inni muszą się martwić. Zawsze lepiej tak, niż odwrotnie.
Sam mecz ze Szkotami wydaje mi się znacznie cenniejszy, niż jego wynik. Okazało się bowiem - co podkreśla KAM - że jak chcemy/musimy, to mimo wszystkich swych mankamentów potrafimy zepchnąć do defensywy naprawdę sensownego rywala. Oby selekcjoner to sobie, faken, zapisał i przeczytał swym podopiecznym przed meczem z Gruzją.
@ KAM:
Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą. Owszem, polscy piłkarze są słabi technicznie i w meczach ze światowymi tuzami jeszcze przez długo nie będą sobie mogli pozwolić na otwartą grę. Jednak w barwach takiej Szkocji, Irlandii, czy innych zespołów tego pokroju też nie biegają magowie futbolu i przy odpowiednim nastawieniu mentalnym można z nimi grać otwarcie i ofensywnie.
Nie zgadzam się natomiast z receptą. Moim zdaniem klucz nie w importowanym trenerze "typu i pokroju", a w zmianie nastawienia całego środowiska, które to nastawienie obecnie jest mocno schizofreniczne. Chodzi mi głównie o podejście mediów i - co często za tym idzie - ogółu kibiców. Z jednej strony ustawiczna jazda po "tzw. ekstraklasie", "drewniakach", "niedojdach", etc., z drugiej zaś oczekiwanie, że te "drewniaki", "niedojdy" i reszta będą taśmowo kasować punkty. Najpierw w eliminacjach, a potem, rzecz jasna, na imprezach rangi mistrzowskiej.
Moim zdaniem koniecznie należy to wypośrodkować. Inaczej ani Nawałka, ani Mourinho nam nie pomoże.
"rozumiałem i akceptowałem słowa Sebka Mili załamanego że czasu ma mało i nie potrafi go jeszcze wykorzystać"
Dobrze że o tym przypomniałeś bo w świetle tego co napisalem wcześniej to właśnie taka postawa daje nadzieje na to że coś będzie przemyślane. Te dyżurne optymistyczne wypowiedzi, przygotowane i takie same na każdą okazję powodują moją kibicowską frustrację bo budzą obawy że nikt niczego nie przemyślał i nie zrozumiał i zadowoli sie wirtualną rzeczywistością tworzoną przez media i opinię publiczną.
"chociaż z „problemami” się liczyłem"
Jak każdy rozsądny, ale żeby grając ze Szkocją nie potrafić wymienić 3 (trzech) celnych podań (do przodu)przez 75 min to jakiś koszmar. Modelowy przykład to podanie Szukały w aut
Taktyka na Szkotów z tego co widziałem była następująca.
Glik do Szukały, ten do Krychowiaka, Krychowiak do Szczęsnego a ten dzida do przodu i strata. Po odzyskaniu piłki jw. Zęby bolały
Przecież taki Szukała, Sobota czy Mączyński nie załapaliby się do jedenastki Legii.
W porównaniu do Szkotów, z którymi mierzyliśmy się przed rokiem postępu nie zrobiliśmy. Oni tak..
Jaki jest koń każdy widzi. Generalna ocena ligi nie może być inna, kiedy:
- wyszkolenie techniczno-taktyczne zawodników stoi na bardzo niskim poziomie;
- hurtowo sprowadza się obcokrajowców o zagadkowych umiejętnościach forując ich kosztem młodzieży.
W ten sposób wytworzyła się luka pokoleniowa i braki w umiejętnościach przydatnych na poziomie reprezentacji. Mila -mimo ograniczeń fizycznych - nie ma lidze podobnego polskiego odpowiednika, który mógłby zagrać w repie. To samo z Jodłowcem. Nie wspominając o ciągłym wakacie na LO. Tylko oni długo nie pociągną, ze względu na wiek.
Powiedzmy sobie szczerze, że w naszej lidze znajdą się jedynie pojedyncze perełki, samoistne talenty, ale nie są to efekty planowanego systemu szkolenia i rozgrywek. Reprezentacja potrzebuje wsparcia z ligi, a ta musi się przeorganizować, żeby spełnić oczekiwania. Ograniczenia w zatrudnianiu, narzucenie struktury sztabów trenerskich i realizacji programów szkoleniowych są niezbędne.
"Nie zgadzam się natomiast z receptą. Moim zdaniem klucz nie w importowanym trenerze "typu i pokroju", a w zmianie nastawienia całego środowiska, które to nastawienie obecnie jest mocno schizofreniczne. Chodzi mi głównie o podejście mediów"
No tak ale jak zmienić nastawienie "środowiska"? Kto może olać ich skowyty.
Według mnie człowiek którego kariera nie zależy o d przychylności tego "środowiska" a więc ktoś kto przyjechał, pokazał i nie musi się liczyć z tym czy jest na cenzurowanym za "nieposłuszeństwo" koncepcjom Kołtoniów, Borków czy Kowali różnej maści. A więc trener zagraniczny.
Według mnie Legia jest tu modelowym przykładem i jej sukcesy cieszą mnie podwójnie, raz jako kibica Legii a dwa jako kibica polskiej piłki i patriotę.
Tacy ludzie jak Leśny czy Mioduski mają inny format niż średnia krajowa, widzieli "cywilizację zachodu" i rozumieją jej logikę. Według mnie wybór Berga to jest konsekwencja tych przemyśleń. Pewnie mu powiedzieli z jakim materiałem będzie miał do czynienia oraz zapewnili że ma ich poparcie w działaniach.
Jeśli Berg jako trener a Legia jako klub osiągnie sukces i się ustabilizuje na poziomie średnim europejskim i będzie prezentować odważną postawę nie pękającego walczaka korzystając przy tym z polskich zawodników to może dać impuls do przemyśleń i eksperci typu Kołtoń czy Kowal przejdą do lamusa jak inni eksperci z innej dziedziny życia którzy widzą wyłacznie upadek Polski.
W Polsce musi powstać "moda" na optymizm i ona się chyba rodzi.
Publiczność na siatkówce czy meczach repry udowadnia jak bardzo pragniemy pozytywnego działania.
Piłka "na tak" jest odpowiedzią na te oczekiwania kto to zrozumie ten wygra.
Same wymęczone wyniki szybko się znudzą (zresztą nie są możliwe jak nie ma jakości i odwagi) a więc tak naprawdę nie ma innej drogi niż budowanie jakości.
Jeśli nawet nie uda się szybko "wyprodukować" wirtuozów, to można chociaż przekonać tych chłopaków żeby zagrali tak żeby można było być dumnym z ich postawy.
W Legii szkolenie najmłodszych koordynuje facet z Anglii, może jego zatrudnienie jest konsekwentnym zmienianiem mentalności i hierarchii wartości u sportowca i trenera. Przede wszystkim praca,walka i pasja a wynik musi się pojawić, zamiast tego naszego "pilnujemy własnej bramki a jak się uda to strzelimy bo liczy się wynik a nie styl"
A potem im jeszcze dołożą (piłkarzom) kolejną mądrość że "lepiej mądrze stać niż głupio biegać" i mamy wypisz wymaluj nasze zespoły piłkarskie.
Zgoda, że reprezentacja ma problem z przechodzeniem do ataku. Tylko że przyczynę tego problemu widzę głównie w osobie Milika i naszych skrzydłach. Milik nie jest w stanie (jeszcze?) na tym poziomie wziąć gry na siebie, permanentnie traci piłkę w momencie przyjmowania. Nieźle wychodzi mu wchodzenie w pole karne z głębi pola, ma instynkt strzelecki, ale nie ma opcji, żeby on przetrzymał piłkę na tyle długo, żeby dać innym czas na podłączenie się do ataku. To świetnie robi Lewandowski, ale kierowanie wszystkich piłek na niego jest zbyt łatwe do przeczytania. Zostają zatem skrzydła, a tu, wiadomo, duża rola bocznych obrońców. Tak jak w Legii mnóstwo ataków inicjują wysoko ustawieni Brzytwa i Broź, tak wczoraj w drugiej połowie świetną robotę robił Jędza, a bramkowa akcja zaprzeczyła tezie, że dystrybucja z głębi pola u nas nie działa. Natomiast w pierwszej połowie graliśmy zwyczajnie za głęboko, żeby prowadzić ataki w ten sposób. Sądzę, że to był celowy manewr Nawałki, który albo przeszacował siłę Szkotów, albo zdecydował się podjąć próbę upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu, tzn. chciał wygrać mecz i jednocześnie dalej wdrażać drużynę w schematy gry defensywnej, albo widząc drużynę na treningach po meczu z Niemcami, uznał że fizycznie nie damy rady zagrać na wysokiej intensywności.
Co do środkowych pomocników, mi ten Krychowiak imponuje, między innymi dlatego, ze przestał bawić się w gwiazdę i głupio biegać do przodu. Facet świetnie się ustawia i przede wszystkim nie traci piłek. Problemem jest jego współpraca z drugim środkowym, no i w grze ofensywnej z trzecim, którego... nie ma, bo jest nim Milik. W Legii Vrdoljak i Jodła też trudno powiedzieć żeby cokolwiek rozgrywali. Vrdoljak cofa się między obrońców, ale to zostało już przeczytane i coraz częściej ktoś idzie za nim wysoko, podobnie jak wczoraj robili Szkoci z Krychowiakiem. Jodła 'rozgrywa' przez niespodziewane podłączenie się do ataku i zrobienie przewagi liczebnej. Różnica polega na tym, że my mamy Rado i Dudę, którzy umieją pograć piłką, no i Żyrę, który potrafi zejść do środka i posłać prostopadłe, penetrujące podanie. W reprezentacji mamy na tych pozycjach Lewego i Milika, którzy kompletnie nie grają ze sobą (co tam Duda i Rado, choćby Naismith i Fletcher robią to o niebo lepiej), ba nawet ściągają sobie wzajemnie piłkę, jak wczoraj Milik Lewemu po akcji Piszczka. Ale wiadomo że Nawałka będzie stawiał na Milika i nie przeorientuje już kadry na grę kombinacyjną (zresztą - kim?). Zatem, powtarzam, skrzydła.
@ iocosus
Nie dramatyzuj Pan!
Moim zdaniem mieliśmy na ten mecz pomysł, tylko on po prostu nie wyszedł, z przyczyn czysto ludzkich, tzn. drobnych błędów popełnionych przede wszystkim przez Piszczka (chociaż pierwsza bramkowa akcja Szkotów była po prostu świetna, oni naprawdę umieją to grać, vide mecz z Niemcami). A i tak mieliśmy dość sytuacji żeby wygrać. Gdyby nie koniuszki palców Marshalla czy centymetry po strzale Grosickiego, inaczej byśmy na ten mecz patrzyli. Oczywiście jest kwestia dlaczego zostaliśmy ustawieni tak a nie inaczej, musiałbym tu powtórzyć fragment, który kierowałem do Dzynka.
Wczoraj nic wielkiego się nie stało. Natomiast jeżeli nie wygramy z Gruzją to faktycznie będzie słabo. Także z przyczyn nazwijmy to estetycznych, bo ta Gruzja to obecnie strasznie toporny zespół, nieporadny w ataku i w obronie, IMO jako drużyna są sporo słabsi od Mołdawii z poprzednich eliminacji.
@ KAM
Masz rację, że problemem wczoraj było nieumiejętne przełączanie się między planem A i B, ale IMO niepotrzebnie sprowadzasz tę kwestię do polskości, Gombrowicza i natężenia prasowej i forumowej krytyki
Mnóstwo reprezentacji na świecie gra w ten sposób, taki trend, co zrobić. Masz piłkarzy jakich masz, widzisz ich paręnaście dni w roku, no to ustawiasz ich tak, żeby minimalizować ryzyko. Ot, choćby najdroższy trener świata Capello permanentnie ustawia tak Rosję, przez co zresztą w Brazylii Rosjanie paskudnie 'oszukali się' w każdym z trzech grupowych meczów. Parę dni temu Rosja jedzie do Szwecji i gra niezły mecz zakończony remisem 1:1, a za chwilę gra u siebie z Mołdawią i gra tak, że zęby bolą i wygwizduje ich własna publiczność, bo drużyna zwyczajnie nie jest przystosowana do prowadzenia gry, nawet ze znacznie słabszym przeciwnikiem. Też remis 1:1.
Prawdziwą sztuką jest właśnie umiejętne przełączanie się między tymi naszymi planami A i B. Za wzór może uchodzić tu Grecja, i to nawet nie ta z 2004 roku, tylko późniejsza, prowadzona przez Santosa. Obrona, obrona, obrona i nagle, pach, atak. Nikt nie przyzna, że lubi taki futbol, ale obyśmy mieli takie sukcesy jak oni (cztery kolejne wielkie turnieje, wyjście z grupy w 2012 i 2014).
Gdyby Nawałce przyświecała taka wyjściowa mocno defensywna myśl to nawet nie byłoby samo w sobie takie złe, bo oznaczałoby, ze wie czego chce i myśli o czymś więcej niż tylko wygraniu jednego meczu. Chyba lepiej żeby był konsekwentny niż działał po omacku. To zresztą działa też w drugą stronę, bo przecież Janas wygrał eliminacje do 2006 grając odważną piłkę, stawiając w ataku m.in. na Frankowskiego i Rasiaka, a na samym turnieju chciał grać do tyłu i przegrał kluczowy mecz z Ekwadorem. Niedawno to samo spotkało Bośnię i Hercegowinę, w przypadku której Susić usiłował zmienić taktykę na bardziej defensywną na same mistrzostwa i nie dał rady, przegrał z Nigerią, grając niby znacznie ostrożniej niż w eliminacjach. Niech się ten Nawałka raz a dobrze na coś zdecyduje, cokolwiek, i trzyma tego, oby przynajmniej do samych mistrzostw we Francji.
Nie możemy Milika obarczać tym problemem przechodzenia do ataku. Z racji swej roli jest tylko odbiorcą ostatniego podania. Nie pierwszego czy nawet drugiego. Za to odpowiadają oborńcy i pomocnicy. I nie jest też jego rolą przetrzymywanie piłki. Jak sam zauważyłeś robi to Lewandowski. Milik w tym układzie ma korzystać z miejsca i ładować na bramkę.
Można by przenieść legijne wyprowadzenie piłki do reprezentacji, tylko trzeba zmienić nieco taktykę i ustawienie. W Legii bazujemy na pierwszym podaniu od obrońcy do skrzydłowego. Działa to dzięki temu, że pozostali zawodnicy swoim ruchem ściągają obrońców i robią przestrzeń takiemu Kucharczykowi jednocześnie podchodząc wysoko na ewentualną drugą piłkę. Odwróceni skrzydłowi - bez względu na to czy są adresatem piłki - ruchem do środka otwierają boczny sektor i tworzą alternatywę rozegrania do obiegającego obrońcy. Reprezentacja tak zagrała po zejściu Soboty i wejścu Mili. I to wtedy zyskaliśmy przewagę w jednym sektorze, co zakończyło się zdobyciem gola. Sądzę, że nie wynikało to z przygtowania przedmeczowego, ale w inwencji graczy. Jędrzejczyk skorzystał z miejsca wytworzonego ruchem przez Milika i Milę oraz z podania z głebi pola od Krychowiaka. Przed zmianą zawodników ofensywna gra Jędrzejczyka niewiele rózniła się od gry Piszczka. Ten był zablokowany przez Grosickiego i nie mogliśmy wykorzystać jego naturalnego ciągu na bramkę. To samo Jędrzejczyk zblokowany był przez Sobotę. O ile Legia ma plan jak tworzyć przestrzenie w bocznych sekotrach tak Nawałka postawił na zabezpieczenie tyłów i ograniczoną rolę bocznych obrońców. Nawet nie wymaga od nich udziału w rozegraniu, co wnioskuję poprzez unikanie kierowania pilki do bocznych sekotrów w obawie przed podwojeniem i stratą i szukanie podania do środkowych pomocników. Plan nie działał i awaryjna zmiana bezużytecznego Soboty na Milę, który naturalnie szuka zejścia do środka nie zaprzecza tezie o problemach z wyporwadzeniem piłki. Ta zmiana je uwadtniła jednocześnie potwierdzając błędne wyjściowe założenie.
Co do głęgi gry to akurat nie mam większych zastrzeżeń. Obrońcy równo w linii trzymali się przed 16. Pomocnicy w czwórkę także szybko starali się postawić drugi mur. Taki jest pomysł Nawałki i zasadniczo w defensywie się sprawdza. Ale tylko w defensywie. O ile przeciwnik szybko nie gra. Problemy były z przejściem do ataku i przejściem do obrony. Formacje strasziliwe się rozciągały. Zwłaszcza obrońcy nie przesuwali się za pomocnikami, a ci za napastnikami. My nie mogliśmy budować ataków, a Szkoci korzystali z wolnej przestrzeni. Tu widzialbym potrzebę korekty, a nie w głębi ustawienia.
My mamy Rado i Dudę, a reprezentacja ma Lewandowskiego, który do podobnej roli nie pasuje. Tu trzeba inny pomysł. Sam zauważyłeś, że ten z Milikiem słabo działa mimo strzelonych przez niego bramek. Dopiero wprowadzenie Mili pozwoliło połączyć ofensywny trójkąt. To jest jakiś pomysł. Lewy ściąga obrońców, Milik jako odwrócony skrzydłowy atakuje wolną przestrzeń jednocześnie uwalniając flankę Wawrzyniakowi. Nawiasem mówiąc sprowadzamy go do roli Kucharczyka jako fałszywego napastnika. Mila robi ostatnie podanie zabezpieczony dwoma DP. Z drugiej strony Żyro wykonuje podobną rolę jak Milik jednocześnie oferując opcję w rozegraniu. Właściwie przeniosłem pomysł gry skrzydłami z Legii na kadrę. Jak na skromny materiał ludzki jakoś to działa. Lewy pewnie by się odnalazł
Wczoraj upominano mnie bym nie "panikował", dziś żebym nie "dramatyzował", oby za kilka tygodni dziś spokojny Gawin nie był rozczarowany i zawiedziony jak obecnie Kibic50.
Obym po meczu z Gruzją nie musiał niecnie zgryźliwie napisać „Gawin, nie dramatyzuj”.
Ja jestem wkurzony i masz rację „Gdyby nie koniuszki palców Marshalla czy centymetry po strzale Grosickiego” w narodzie by była ekstaza, „jesteśmy najlepsi” by triumfowało, słowa najmniejszej krytyki by nie wypadło powiedzieć, tylko, że we mnie pozostawałaby obawa i to duża, że o ile trener się nie zreflektuje pozytywnymi i negatywnymi przykładami i nastawienia w kadrze nie będzie próbował zmieniać, również jeżeli się „zabetonuje” w swoich wyborach i personalnych i taktycznych, uzna że są optymalne, bo przecież „zwycięskich składów się nie zmienia”, a „zwycięzców się nie sądzi” to … zakończy to się wszystko … identycznie jak za Smudy i Fornalika. Porażki, co najwyżej remisy wcześniej niż później zastąpią „cudowne wiktorie”.
Jestem wkurzony bo zwycięstwo z mistrzami świata powinno nas mentalnie pozytywnie usposobić, co nie znaczy dać asumpt do popadania w zadufanie, ale wiarą we własne możliwości drużynę powinno natchnąć, pisałem jesteśmy skonsolidowani jak nigdy … i wychodzimy na Szkotów, niczym mysz wychylająca nosek spod szczotki, zbity pies bojący się kolejnego lania, zając, szarak lękający się własnego cienia. Wszechogarniające alibi, nikt nie chce wziąć ciężaru gry na siebie, każdy się boi, chowa za plecami przeciwnika. Mimo tego mecz układa się super, Szkoci prezentują sytuację, którą potrafimy wykorzystać, możemy grać z upragnionej, wyśnionej kontry, spokojnie się ustawić w tyłach i dynamicznie punktować, tymczasem obraz gry po naszej stronie nawet na jotę się nie zmienia, apatia, bierność, a po straconej bramce jeszcze zdenerwowanie vide podania w trybuny bynajmniej popełniane w prostych, banalnych sytuacjach.
Odpuszczam indywidualne błędy, chodzi mi o to nastawienie w pierwszej połowie, wszyscy huzia na Józia na Piszczka, że odpuścił indywidualne krycie, fakt, ale jak to możliwe, że raczej „zawiesina” wcale nie takie ostre dośrodkowanie, w pole karne, nie z dynamicznej akcji, a ze stałej piłki, spada na murawę na szóstym metrze przed bramką!?
Gawin dostrzegam środowiskowy „spór ideologiczny”. Nie zgadzam się z filozofią zdefiniowaną przez Pawła Wilkowicza, a obawiam się, że i podzielaną przez Nawałkę: „„Chodzi o odwagę powiedzenia sobie: nie mamy tak dobrej grupy piłkarzy, żeby z rywalem, nawet naszej klasy, wchodzić w wymianę ciosów. Naszym obowiązkiem jest zbieranie punktów, a nie prowadzenie gry.(…) Czekajmy na ruch rywala, pozwólmy mu się zmęczyć. Będą kontrowersje, będzie brzydziej, ale może będą sukcesy.” – no więc właśnie dzięki realizacji tej dewizy mamy „sukces” w postaci straty dwóch punktów. Aktywne, odważne podejście bliżej Szkotów, gdy „nie było nic do stracenia”, postawienie na przejęcie inicjatywy i kreowanie akcji uratowało nam jeden punkt.
Wilkowicz posługuje się przykładem Holandii van Gaala, no ale sorry, ani my nie jesteśmy Holandią, ale też Szkotów w żaden sposób nie można równać z Hiszpanią, a jeżeli mamy już grać jak Tulipany, to niech Nawałka rozważy trójkę w obronie z dwójką pendolino po bokach.
Mocarzami to my nie jesteśmy, nie raz nam przyjdzie grać zza podwójnej gardy, ja nie będę miał o to pretensji, chodzi jednak żeby grać, a nie tylko przeszkadzać i modlić się żeby nie przegrać. Niech to nawet by była taktyka Skorży z trójką defensywnych pomocników w środkowej formacji, ale gdyby była realizowana jak w meczach z Rapidem, słówkiem pretensji bym nie pisnął.
Mamy mentalność strusia, brak wiary, pewności siebie, „filozofia Wilkowicza” dla takiego stanu stanowi alibi. Przegrajmy, zremisujmy, ale jeżeli mamy przeciwnika z tej samej półki piłkarskich umiejętności starajmy się wykazać swoją wyższość w futbolowym abecadle, grajmy tak jak Legia z Celtikiem, niczego innego nie pragnę, nawet jakby były porażki – wybaczę.
Szczęsny po meczu powiedział: „Teraz przeważa pewien niedosyt, ale to dobrze, że czujemy go po zremisowanym meczu, bo to oznacza, że nasza mentalność trochę się zmienia.” – no więc, jak będą w pełni wkurzeni po meczu z rywalem u siebie, który był w ich zasięgu, przy którym akcje potrafili kreować, gdy będą źli na siebie zaprzepaszczonej szansy i żądni sportowego rewanżu wówczas ja będę spokojny.
Tak więc trener jako się rzekło poszedł po rozum do głowy, lepiej póżniej niż wcale, ale nadal ma obsesje i fobie. Im szybciej się ich pozbędzie, tym dla naszej reprezentacji lepiej.
Żeby była jasność, pisząc wcześniej o 'problemie Milika' nie miałem na myśli 'winy Milika'. Tak jak piszesz, my po prostu nie możemy wymagać od niego żeby był łącznikiem między pomocą a atakiem, bo to nie ten typ zawodnika. Nawałka też musi to widzieć, mimo to stawia na Milika, co oznacza, że w pełni świadomie rezygnuje z jednego potencjalnego narzędzia prowadzenia ataku na rzecz innych atutów związanych z obecnością tego piłkarza.
Nie ma co kryć, Milik to pupilek Nawałki od czasów Górnika, strasznie w niego wierzy. Nie sądzę żeby jakikolwiek inny selekcjoner odważył się tak cierpliwie i uparcie ciągnąć gościa za uszy do pierwszego składu reprezentacji. Ale trzeba Nawałce oddać, że gole z Niemcami i Szkocją Milika bronią (a ze Szkocją powinno być ich więcej). W każdym razie współpraca Milika z Nawałką na pewno wygląda lepiej niż z Lewym
Co do reszty wywodu to tylko nie bardzo rozumiem dlaczego zakładasz, że do momentu wejścia Mili pasywność bocznych obrońców była spowodowana założeniami taktycznymi, tzn. jak to ująłeś ich ograniczoną rolą i brakiem zadań obejmujących zaangażowanie w rozegranie piłki, a po wejściu Mili ich większa aktywność była efektem własnej inwencji? IMO jedno i drugie wiązało się z założeniami taktycznymi. Cała drużyna poszła wtedy wyżej, nawet zaczęliśmy zakładać pressing, co wcześniej w tym meczu raczej się nie zdarzało.
@ iocosus
No dobra, to przede wszystkim powiedz mi jak sądzisz, dlaczego przez 2/3 meczu graliśmy tak jak graliśmy? Bo na razie dostrzegam tylko niegodne iocosusa skupienie się na skutku bez wnikania w przyczyny. Powinniśmy siąść na nich niesieni poniemiecką euforią, zrobić im Rapid Bukareszt i Celtic, a jak nie to foch!
Ja jeżeli widzę, że nasi piłkarze wręcz pilnują się (!), żeby nie przekraczać linii środkowej boiska, a atakują przeciwnika dopiero kiedy ten zaczyna rozgrywać na naszej połowie, to dla mnie nie jest to kwestia żadnej 'mentalności strusia', tylko zwykłych założeń taktycznych, które na mecz ze Szkocją były identyczne jak na mecz z Niemcami, w dodatku przygotowywane prawdopodobnie znacznie wcześniej, bo przecież nie na niedzielnym treningu (i ile w ogóle jakiś był).
Dlaczego tak się stało - trudno powiedzieć. Oczywiście z pomeczowej perspektywy można czy wręcz trzeba powiedzieć, że był to błąd Nawałki. Natomiast ja przynajmniej dwa z potencjalnych wyjaśnień 'kupuję' (zmęczenie zawodników lub chęć dalszego wdrażania zespołu w określony schemat). Jedyne wyjaśnienie, które mnie niepokoi, to błędna, zawyżona ocena siły drużyny szkockiej, to byłby karygodny błąd w sztuce popełniony przez naszych sztabowców.
Chętnie przytaczano przykłady poprzednich głośnych zwycięstw Polski z wcześniejszych eliminacji (Ukraina i Portugalia), które zostały potem odpowiednio 'skonsumowane', ale warto pamiętać, że w żadnym z tych przypadków nie graliśmy trudnego meczu trzy dni później. Zwróć też uwagę, że nasza Legia z meczów przeciw Lokeren czy Trabzonsporowi to zupełnie inna Legia niż z meczów z Celtikiem. Też nie za bardzo mi się to podoba (pisałem o tym po Trabzonie), ale również i w tym przypadku nie widzę w tym jakiegoś mentalnego załamania naszych piłkarzy, którzy nie są w stanie ponownie wejść na tamten poziom boiskowej aktywności czy wręcz pasji, dostrzegam natomiast odmienne założenia taktyczne, oparte na czekaniu na błąd przeciwnika. Na pewno kiedyś to nie wyjdzie i trzeba będzie zacząć gonić wynik. Obyśmy wtedy umieli zareagować tak dobrze jak reprezentacja we wtorek.
" to dla mnie nie jest to kwestia żadnej 'mentalności strusia', tylko zwykłych założeń taktycznych, które na mecz ze Szkocją były identyczne jak na mecz z Niemcami"
No może miałbyś rację gdyby nie to że te "założenia taktyczne" dominują w grze wszystkich polskich zespołów (z drobnymi wyjątkami) z prawie każdym przeciwnikiem i od wielu lat.
Nawet w meczu z Gibraltarem po strzeleniu bramki cofnęliśmy się i straciliśmy "pasję" gry.
Takie podejście powoduje że nie uczymy się innego grania i defensywa, często rozpaczliwa, jest naszym "schronieniem" do którego uciekamy w prawie każdej sytuacji.
Podstawowe pytanie brzmi, po co gra się w piłkę nożną?
Ja myślę że dla własnej satysfakcji, radości z rywalizacji i wygrywania. To na początku.
A potem dla satysfakcji widzów i ich radości z wygrywania oraz dla pieniędzy które są gotowi za to płacić.
Tak więc ta nasza ubogość zwana "planem taktycznym" a polegająca na strachu przed zaatakowaniem jest "bida koncepcją" dla ubogich, wpędzającą piłkarzy jakąś psychozę która ich paraliżuje.
Tacy Szkoci czy Irlandczycy którzy nie są lepsi piłkarsko nie boją się zagrać odważniej i walczyć na "środku ringu". My kulimy się w narożniku i zasłaniamy głowę przed ciosami przeciwnika do tego robimy tak z prawie każdym przeciwnikiem. Może to i jest jakieś "założenie taktyczne" ale jestem pewny że nie przynosi satysfakcji i radości ani piłkarzom ani kibicom a przecież o to w tym chodzi. Jesteśmy piłkarskim Gołotą, niby możemy a nie potrafimy bo psycha nie wytrzymuje.
Kiedyś Beenhakker przemawiając do polskich piłkarzy w przerwie meczu, gdzie w pierwszej połowie "realizowali" nasze tradycyjne "założenia taktyczne" czyli grali bez polotu i strachliwie powiedział - przypomnijcie sobie dlaczego w dzieciństwie wybraliście piłkę, jakie uczucia wam towarzyszyły w grze, jakie marzenia mieliście związane z grą i wyjdźcie na drugą połowę i grajcie tak jak o tym marzyliście w dzieciństwie.
Otóż ja myślę że ta efektywność wynikająca z założeń taktycznych ma sens tylko wtedy jeśli nie zabija "marzeń z dzieciństwa" bo to jest sedno tego spektaklu jakim jest futbol
Ostatnim trenerem, który podjął próby zmiany tej "naszej" mentalności strusia był Janek Urban. Niestety ale głupie błędy Vrdoljaka czy Żyry dość szybko i skutecznie powstrzymały zakusy "futbolu na tak"
Fala krytyki o niechlubnych rekordach, kompromitacji "polskiej" piłki na arenie międzynarodowej osiągnęła niespotykane rozmiary.
Zamiast wymieniać poszczególne elementy na lepsze stosuje się "taktykę"
W LE zagraliśmy z Trabzonem 3 mecze. Dwa przegrane i jeden zwycięski. Ja jednak wolę pamiętać te przegrane. Po wygranym musiałem udać się do stomatologa.
"Dwa przegrane i jeden zwycięski. Ja jednak wolę pamiętać te przegrane. Po wygranym musiałem udać się do stomatologa."
Ja mam tak samo z tymi meczami. A przecież w ostatnim wygranym meczu Turcy mieli równie dużo okazji do strzelenia co w tych przegranych. Jak by im dopisało więcej szczęścia a nam trochę mniej to nie dość żebyśmy przegrali to jeszcze w kiepskim stylu.
Zadajmy sobie czasami podstawowe, najbardziej naiwne pytania. Co leży uźródła, co jest najważniejsze? I wtedy dostaniemy odpowiedź.
Czy futbol musi być jak stomatologia czyli nieprzyjemny ale skuteczny czy jak dobra zabawa, przyjemna chociaż czasem jej skutkiem jest ból głowy.
Ja wybieram zabawę.
Piłkę nożną w Brazylii "szczepił" Anglik. On uczył Brazylijczyków jej zasad przywiezionych ze swojego kraju gdzie była ona sportem mającym uczyć dyscypliny, działania w grupie, wyłaniać liderów potrzebnych w armii.
Ale Brazylijczycy rywalizowali w inny sposób. Oni uwielbiali zabawę i popisy indywidualne przed kobietami i kolegami. I stwierdzili że to super gra tylko zasady beznadziejne bo zabijają radość z grania i stworzyli własną, podziwianą przez lata, choć często nieskuteczną piłkę. Ale wszyscy chcą ją oglądać.
Prawda jak zwykle leży pośrodku i dzisiaj Niemcy grają technicznie a Brazylijczycy z większą dyscypliną ale jedno ich łączy, chcą grać "do przodu" bo to jest fajne i na to czekają ludzie.
Pamiętam mecze w polskiej lidze z czasów kiedy dominowały "założenia taktyczne" i trenerzy rozgrywali "partię szachów" zamiast meczów a polegała ona na tym że "przede wszystkim obrona" i nikt nie kwapił się do ataku bo oba zespoły były "dobrze ustawione taktycznie" i oczywiście nie przegrywały ale jakie to było nudne!!
Jak by wyglądał nasz mecz ze Szkotami gdyby oni też się nastawili na obronę i kontry?
Wiecie co, chłopaki? Z ideowego punktu widzenia to Wy macie stuprocentową rację. Chciałoby się - oj, jak by się chciało! - żeby polska kadra potrafiła zagrać odważnie. Co nie oznacza, rzecz jasna, rzucania się na każdego rywala w stylu "huzia na Józia!". Ja tam na przykład lubię piłkę taktycznie poukładaną i bez cienia wstydu przedkładam Italię nad Brazylię. No ale fajnie by było, bez dwóch zdań, gdyby z taką Szkocją - przy całym szacunku dla zespołu Strachana - to Polacy prowadzili grę. Zwłaszcza u siebie.
Niestety, idee ideami, a rzeczywistość skrzeczy. Przy słabo zgranym i generalnie niezbyt mocarnym zespole każde przesunięcie akcentów do przodu zwiększa ryzyko porażki. Wyobraźcie sobie, że Nawałka ustawił naszych ofensywnie i przegrał ze Szkotami. Gra była nawet fajna, niestety - jakaś kontra, jakiś indywidualny błąd plus udana akcja rywali i skończyło się 2:3. Wy dwaj, jako ludzie - pomijając kwestie proceduralne
Tyle tylko, że w naszym kraju rządzi (i dzieli) resultadismo. I to takie posunięte daleko poza granice absurdu. Oficjalnie nikt tego nie przyzna. Ba, będzie wszem i wobec głosił swą gorącą i dozgonną miłość do Joga Bonito. Ale fakty są proste: nie masz wyników? Wyp**rdalaj! To jest filozofia polskich mediów i wielu, wielu kibiców.
I tutaj właśnie - powtarzam - a nie w "Gombro", szukałbym powodów bojaźliwej gry polskich ekip. Geny nie mają tu nic do rzeczy. "Futbol na tak" to przecież hasło Jerzego Engela, Polaka z krwi i kości, który to hasło całkiem udanie wprowadzał w życie w wygranych przez siebie eliminacjach. Parę lat później Paweł Janas (tak, ten mrukliwy, zamknięty w sobie Janosik!) też kazał swym podopiecznym grać do przodu.
Franciszek Smuda też tak chciał. Niestety, przegrał parę sparringów (sparringów!!!) i natychmiast tłuszcza zaczęła domagać się jego głowy. No i zaczęły się kombinacje z ustawieniem, coraz mocniejsze cofanie drużyny, skutki wszyscy znamy.
Nawałka musi wygrywać. Tylko to pozwoli mu wytrwać na stanowisku i zachować szansę na długofalowy rozwój drużyny, co - chyba się zgodzimy? - powinno być celem absolutnie nadrzędnym. Dlatego pogląd Wilkowicza, nawet jeśli nieakceptowalny jako filozofia docelowa, w chwili obecnej stanowi jedyny możliwy modus operandi. Smutne to, ale co zrobić?
A Ty cholero, „zęby cię bolały” a na najmniejsze słowo merytorycznej krytyki nie pozwalałeś!
@ Gawin
Odniosę się, ale forma komentarza jest chyba za krótka.
„Jak grać, reprezentacjo, jak grać?” - że tak zaanonsuję kwestię do rozpatrzenia.
Potentatami nie jesteśmy zatem Wilkowicz ma rację? - http://www.sport.pl/euro2016/1,136510,16807980,Polska___Szkocja__Adam_van_Nawalka.html#BoxSport3img
To co kibic laik dla zachowawczej, asekuracyjnej, kunktatorskiej gry, lekkomyślnie określa „strusimi” epitetami, faktycznie jest lisim, chytrym planem, na miarę posiadanego futbolowego potencjału, który w efekcie doprowadzi do tego że Nawałka przeistoczy się w kogoś na miarę króla lwa – Otto Rehhagela?
Moim zdaniem jeżeli wyjdziemy na Gruzję z optymistycznym hurrrra i rzucimy się na nich wszystkimi siłami, zostaniemy skarceni, ale grając tak jak przez 2/3 czasu ze Szkotami, z takimi założeniami taktycznymi polegniemy równie niechybnie.
" na najmniejsze słowo merytorycznej krytyki nie pozwalałeś"
To nie tak. Za styl z Niemcami tez krytykować nie należy, ale żeby grając ze Szkotami opierać taktykę na "braku skuteczności" przeciwnika i nastawiać się na kontry.. (?)
Być może moje niezrozumienie zawiłych, "taktycznych" pojęć futbolowego rzemiosła wynika z uprawiania w przeszłości innej dyscypliny sportu i wpajania zupełnie różnej filozofii osiągania sukcesu. Zresztą chyba w żadnej z pozostałych gier zespołowych taktyka "na nie" jest niemożliwa do zrealizowania.
W piłce ręcznej od jakiegoś czasu, aby jeszcze przyspieszyć grę sędziowie za "symulowanie gry" odbieraj piłkę, w koszu jest czas na oddanie rzutu, o siatkówce nie wspomnę. Gdyby Waterpoliści grali tak jak reprezentacja Polski do przerwy, większość by się potopiła
W meczu ze Szkocją nasi piłkarze albo stali w miejscu albo sami oddawali piłkę.
Przy dużej dozie szczęścia stosując taką "taktykę" można coś wygrać (Grecja ME) ale na dłuższą metę to nie przechodzi. Nie mówiąc już o kibicach, którzy, tak jak ja przechodzą katusze.
Ja od dłuższego już czasu obserwuję z przerażeniem, że sędziowie, nie tylko ci co sędziowali w naszych meczach, nie gwiżdżą fauli, gdy po ich odgwizdaniu musieliby podejmować drastyczne decyzje w postaci usunięcia zawodnika z boiska. Na ostatnich MŚ było takich braków decyzji z kilkanaście. Więc nie jest to sporadyczne. Tłumaczeń o tym, że sędzia nie widział nie uważam za poważne. Wydaje się, że działa tu rodzaj autocenzury. Piłka nożna przestała być normalnym sportem, a stała się ogromnym biznesem w którym pętlą się rozmaite interesy, a wszystko przy totalnym udziale mediów. Dlatego sędziowie nie chcą niejako przesądzać o rozstrzygnięciu meczu przez swoje decyzje. Czerwone kartki pokazują z reguły jako konsekwencję drugiej żółtej i gdy gracz ewidentnie bez piłki uderzy lub kopnie przeciwnika. W innych przypadkach jak tylko walka jest o piłkę to uznają to za całkowite usprawiedliwienie dla brutalności. Gdyby bowiem gwizdnął to uznałby, że był faul, a tym samym byłoby to rozmyślne, a tym samym co najmniej użycie nadmiernej siły i tym samym oczywista konsekwencja. Jak nie odgwizdują to tego dalszego ciągu po prostu nie ma. Tyle, że to zgoda na brutalizację gry w piłkę nożną z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. I aż wierzyć się nie chce, że FIFA, UEFA i związki krajowe taki stan rzeczy tolerują. Bo nie chce mi się wierzyć, aby takich postaw uczyły. Pan b. sędzia Listkiewicz woła, aby brutala Szkota pod pręgierzem postawić. A ja nieśmiało zapytuję,a sędzia meczu, to co, pies?
Kurde, zaskoczyłeś mnie prawdę mówiąc, sądziłem że akurat dla sportowca zawsze najważniejszy jest wynik, a dyskusje o stylu i wrażeniach estetycznych to w 100% pitolniczy wynalazek
Przy czym chyba jednak nie tylko o piłkę tu chodzi. Na przykład z czasów kiedy interesowałem się NBA pamiętam głośny przypadek Detroit Pistons i dyskusje na temat sposobu, w jaki udało im się zdobyć tytuły na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nie wspominając już o innych sportach, choćby często tu dyskutowanym tenisie i różnicy między Agassim i Krajickiem, czy nawet szachach, gdzie przeciwstawia się sobie szachistów preferujących agresywny styl i ryzykowne kombinacje tym, którzy wolą zabezpieczać tyły
Ja np. bardzo lubię futbol odważny, wysoko ustawione drużyny, szybkie akcje, pewnie powtarzałem się już z tuzin razy, właśnie tego brakuje mi w polskiej ligowej piłce. Natomiast kiedy mówimy o zaangażowaniu emocjonalnym, czyli o Legii, o reprezentacji, nie ukrywam, interesuje mnie wynik, nie styl. Dyskusje o stylu uważam w tym przypadku za dyskusje o środku wiodącym do osiągnięcia celu. Na przykład, wracając do meczu Legii w Trabzonie, absolutnie nie przeszkadza mi myśl, że Legia teoretycznie mogłaby tak grać stale, natomiast mój brak entuzjazmu wobec tej myśli bierze się stąd, że nie mam przekonania, czy na dłuższą metę Legia będzie umiała tak grać.
Z Jankiem to trochę Panie Kolego mitologizujesz. Nie winię Cię, Twój afekt do Jana jest powszechnie znany, a wiadomo jak to z afektami jest
"Teraz pytanie, co stało się z filozofią futbolu Berga między meczem z Celtikiem a meczem z Lokeren? Chyba nie uważasz na serio, że znienacka dopadł go wirus polskości i 'strusizmu'?"
Warto zwrócić uwagę na fakt że to nie trener gra a zawodnicy i pewnie to oni popadają w "strusizm" rozumiany jako ograniczenie zdolności psycho-fizycznych zawodników na skutek słabej odporności na stres, wrodzonej lub nabytej.
Ponieważ ten "paraliż" naszych zawodników występujący w meczach o stawkę obserwujemy już od dawna to odczytuję to jako stały problem mentalny.
Inni raz na kilka lat mogą powiedzieć że liczy się wynik, bo częściej to taką grą wyniku nie da się zrobić.
Jeśli chodzi o style to oczywiście można dopuszczać defensywny ale wykopywanie piłki spod swojej bramki "na uwolnienie" to jest styl rozpaczliwy a nie defensywny.
Granie ciągle w defensywie na skutek ciągłych strat piłki na rzecz przeciwnika tez raczej trudno nazwać stylem.
Styl w moim rozumieniu to jest świadomie wybrany sposób gry który wybiera drużyna i dzięki któremu w najlepszy sposób panuje nad przebiegiem gry realizując swój cel.
Nasze zespoły często wyglądają na spanikowane a nie WYBIERAJĄCE styl defensywny i pytanie jest jak nad tym zapanować? Ciekawe czy z Gruzją też zagramy z kontry?
Co do tiki taki to sam jej twórca powiedział że to gówno i jej nienawidzi.
To mnie ucieszyło bo gra Barcy strasznie mnie nudziła a potencjał mają na fajniejszą dla oka grę.
"Kurde, zaskoczyłeś mnie prawdę mówiąc, sądziłem że akurat dla sportowca zawsze najważniejszy jest wynik, a dyskusje o stylu i wrażeniach estetycznych to w 100% pitolniczy wynalazek"
Nie mylisz się. Dokładnie tak jest, z tym że ja sportowcem byłem baaardzo dawno temu. Teraz jestem 100% pitolnikiem, który potrafi odróżnić zasłużone zwycięstwo od przypadkowego.
Punkty niby takie same, ale oba przypadki rokują inaczej.
Do drugiej części komentarza odniósł się KAM. Lepiej bym tego nie ujął.
Dla mnie ostatnie 30 min z Trabzonem to nie był styl defensywny tylko rozpaczliwe bronienie wyniku.
Wbrew pozorom piszemy o tym samym, tzn. o potrzebie świadomego wyboru stylu gry, rozbieżność między nami polega na tym, że nie dostrzegam w futbolowej 'mentalności strusia' jakoś wybitnie polskiej cechy, najwyraźniej inaczej odbieramy też poszczególne mecze, bo nie mógłbym zgodzić się z tezą, że gra z Lokeren czy Szkocją była skutkiem paraliżu dopadającego zawodników już na boisku. Według mnie w obu przypadkach drużyny realizowały przedmeczowe założenia. To jak w praktyce wyglądała ich realizacja, zwłaszcza w przypadku meczu wtorkowego meczu reprezentacji, to już inna inszość. Mógłbym zgodzić się co do Trabzonsporu, tzn. uważam za prawdopodobne, że w drugiej połowie zadziałało pragnienie dowiezienia korzystnego wyniku i Legia podświadomie cofnęła się za głęboko, zresztą pisałem o tym tuż po meczu.
A Guardiola pojechał po potocznym rozumieniu tiki-taki jako wymienianiu setek podań bez wyraźnego celu. Zaznaczył przy tym, że jego Barcelona nie grała tej potocznie pojmowanej tiki-taki, bo wymieniała podania w konkretnym celu - związania przeciwnika w jednym obszarze boiska i przeprowadzenia natarcia innym. Twoja radość obawiam się przedwczesna
" rozbieżność między nami polega na tym, że nie dostrzegam w futbolowej 'mentalności strusia' jakoś wybitnie polskiej cechy,"
Rozbieżność między nami polega na tym że co innego miałem na myśli niż taktykę defensywną lub ofensywną.
Ja stwierdziłem że dostrzegam bojaźń w samych zawodnikach a nie w taktyce. Bojaźń powodującą że tracą dużo ze swoich umiejętności i dają się spychać do głębszej obrony niż by chcieli a atakując robią to słabo, bez rozmachu i wygląda to tak jak by już w trakcie ataku myśleli o jak najszybszym powrocie na swoją połowę.
W psychologii jest to nazywane "lękiem przed zwycięstwem" chociaż nie wiem dlaczego tak bo naprawdę jest to lęk przed utratą zwycięstwa.
Nie wiem czy jest wyłącznie naszą specjalnością bo oprócz naszych piłkarzy oglądam tylko tych najlepszych którzy tego lęku nie odczuwają.
Myślę że boks byłby niezłą wizualizacją tego co chcę powiedzieć.
Otóż zawodnik który czuje się słabszy zadaje ciosy bo musi ale po każdym udanym kurczy się bojąc się "srogiej kary" i tą pasywną postawą daje się "wyładować" temu "silniejszemu" żeby złagodzić jego "gniew".
Ten "słabszy" zadaje ciosy bo tego od niego oczekują ale nie wkłada w nie pasji bo nie wierzy że może zwyciężyć i boi się wkurzyć oponenta. I jak dotrwa do końca walki to czuje satysfakcję że to niezły wynik bo przecież mógł wylądować na deskach w pierwszych rundach i że ogólnie był dzielny.
I taki gość nigdy nie będzie wygrywał bo nawet jak wyjdzie na teoretycznie słabszego przeciwnika ale tamten nie przyjmie pokornej pozy to on się pogubi bo pomyśli jak to, to wbrew zasadom, powinieneś się mnie bać i pozorować walkę żeby mnie nie wkurzyć a ty się bijesz.
I wtedy będzie mówił że miał przygotowany plan na walkę, że planował bić tak i tak ale przeciwnik nie okazał respektu i okazał się trudny i że wyciągnie z tego wnioski i więcej błędów nie popełni.
Ale popełni, bo po prostu nie umie walczyć, nie dlatego że nie ma techniki ale dlatego że nie ma ducha.
Ja często nie widzę tego ducha w naszych zawodnikach. Tracą piłki w sytuacjach w których normalnie nie tracą, podają niecelnie gdzie w warunkach treningowych podadzą celnie 100/100. Dlaczego tak się dzieje? Czy to nie stres?
W stresie zawęża się pole widzenia i "sztywnieją" mięśnie i jeśli ktoś coś robi gorzej niż zwykle to może to swiadczyć o tym że jest właśnie spięty.
Pytanie dlaczego są spięci, dlaczego w swoich zagranicznych klubach grają lepiej i tam tak nie partaczą jest ciekawe.
Może ma na to wpływ nasze negatywne kodowanie od dzieciństwa, może te wszystkie Kołtonie, Kowale i Borki i tak zwana opinia publiczna obficie wydzielająca plwociny na wszelkich forach i sama myśl o tym że w przypadku jakiegoś błędu trzeba będzie się "zanurzyć" w tych plwocinach powoduje skurcz mięśni i ucieczkę rozumu w piety?
Ile razy Lewandowski musiał wysłuchać że się nie nadaje bo nie strzela w reprze? Czy jeśli przed kolejnym strzałem przemknie mu przez głowę myśl że jak nie trafi to znowu będzie tego wysłuchiwał to ona (ta myśl) pomoże mu?
Oczywiście nie siedzę w głowach piłkarzy ale wyglądają często tak jakby w ten sposób myśleli.
A czego boi się trener jak zagra odważniej i przegra?
Legia Urbana nie grała słabo w pucharach a trener został zmiażdżony.
Legia Berga wybijała rozpaczliwie piłkę w meczu z Trabzonem a zostali wyniesieni na ołtarze.
Gdzie rozum i logika? Może to też nie nasza polska specjalność?
No to w takim razie jednak nie ma między nami rozbieżności, bo przecież to samo napisałem parę komentarzy wyżej do iocosusa, co innego taktyka, a co innego mentalność strusia, strach przed zwycięstwem czy inny paraliż. Zmyliłeś mnie, nawołując wyżej do jogabonityzmu i twierdząc, że właśnie taki futbol najprędzej może być źródłem satysfakcji kibica. Źródłem satysfakcji są najogólniej mówiąc zwycięstwa, pal już sześć mecz z Niemcami, tu euforia akurat zrozumiała, ale przecież sam dostrzegasz tę naszą potrzebę i potwierdzasz, przypominając np. reakcję na mecz z Trabzonsporem. Sam byłem zdumiony, czytając następnego dnia w PS entuzjastyczną w tonie relację Roberta Błońskiego z tego meczu. Aż mi się głupio zrobiło, ze zawodowy dziennikarz niemal pieje z zachwytu, a ja, kibic, coś tam marudzę w pomeczowym tekście
Taktyka to środek wiodący do osiągnięcia sukcesu, a paraliż może dosięgnąć zarówno zespół ustawiony ofensywnie, jak i defensywnie. Mówiąc obrazowo, jeżeli drużyna jest na początku meczu ustawiona tak, żeby agresywnie doskakiwać do przeciwnika dopiero na czterdziestym metrze to IMO to jest taktyka, jeżeli natomiast piłkarz w prostej sytuacji podając na dziesięć metrów, myli się o dwa metry, możemy zastanawiać się czy przypadkiem nie gotuje mu się głowa. Tak zresztą klasyfikowałem to co stało się w meczu Legii ze Steauą w zeszłym roku. Ale wiesz, myślisz że to 'typowo polskie', a potem siadasz do meczu Bayern - Real, półfinał LM, transmisja idzie na pół świata, na ławce Pep Guardiola, w składzie same gwiazdy, zespół podobno naładowany energią, chce odrobić straty z pierwszego meczu i nagle ten Bayern... robi Legię z meczu ze Steauą. A ty się zaczynasz zastanawiać czy to czasem nie jest tak, że po prostu taka jest piłka nożna, taki jest sport, a tylko my dorabiamy do tego nie wiadomo jaką filozofię.
W ogóle za najbardziej polskie uważam ciągłe mówienie o różnych zjawiskach, że one są polskie
"W ogóle za najbardziej polskie uważam ciągłe mówienie o różnych zjawiskach, że one są polskie "
No bo widzisz to jest takie "polskie" że chcemy być wyjątkowi i moje pragnienia w tej sprawie nie odbiegają od normy.
Iocosus przed meczem z Niemcami w swoim felietonie zamieścił anegdotę rysunkową o tym jak Niemcy pod Grunwaldem ze zdziwieniem obserwują bijących się ze sobą Polaków i komentują, "chyba zaczęli bez nas?"
Myślę że to jest ważne żeby być skupionym na sobie i szczerze analizować przyczyny zwycięstw i porażek, kto lepiej od nas samych zrozumie ich źródła.
Podajesz przykład Bayernu ale to co opisałeś nie jest dla nich normą tylko wyjątkiem. Dla nas raczej normą jest zachowanie "strusie".
Nasi siatkarze potrafią pieknie wygrywać końcówki setów i meczów ale chyba Anastasi powiedział że największy problem miał z przełamaniem mentalności zawodników. Czy pamiętasz jak jeszcze niedawno przegrywaliśmy decydujące piłki w końcówkach? Wtedy patrzyłem na to i z żalem myślałem że jesteśmy genetycznie skazani na porażki. Ale okazuje się że nie, w biznesie radzimy sobie co raz lepiej w sporcie pojawiły się skoki, siatkówka i ręczna teraz kolarstwo i mam nadzieję piłka też zacznie kiełkować. Okazuje się że potrafimy tworzyć działające systemy wyłaniające i szkolące "wojowników".
Musimy przestać pieprzyć te utarte slogany i wyprostować ramiona, jesteśmy tacy sami jak inni tylko musimy w to uwierzyć a my robimy bardzo dużo żeby z tego "zaduchu" nie wychodzić bo jesteśmy w nim zadomowieni.
Podobno córki alkoholików bardzo często wybierają na swoich partnerów alkoholików bo chociaż ta relacja ją rujnuje to z drugiej strony czuje się w niej "jak w domu", nic jej nie zaskoczy. My tak mamy z cierpieniem i porażkami. Mamy przygotowane sprawdzone teorie, mądrości i stwierdzenia które mają za zadanie "uszlachetnić" porażkę, nauczyliśmy się "beatyfikować" porażki.
Ja widzę że już tak bardzo pragniemy sukcesów że pora już zrzucić z siebie ten "pokutny wór" i wzorem skoczków czy siatkarzy nie dorabiać filozofii tylko bić się bez kompleksów o zwycięstwa a guzy traktować jako coś nierozłącznego z walką a nie coś wstydliwego.
Może na początek dostaniemy po głowie (i tak dostajemy) ale przytrafią się nam również zwycięstwa i na nie trzeba się orientować a nie wiecznie "przeżuwać połykane gile porażek".
Chcę oglądać odważnych ludzi i będę się solidaryzował nawet z ich porażkami.
Takie zwycięstwa jak z Trabzonem chcę zapomnieć jak najszybciej a porażkę Legii z Interem będę pamiętał długo i wspominał ciepło bo wtedy byliśmy odważni i mało brakowało a los by nas za to wynagrodził.