Logo

Happy end

riedWielkich emocji doświadczyli wszyscy, którzy pofatygowali się w czwartkowy wieczór na stadion Legii lub mieli okazję obejrzeć pojedynek z SV Ried w stacji Orange Sport. Po nerwowym meczu, prawdziwej huśtawce nastrojów, Legia pokonała Austriaków 3:1, zapewniając sobie awans do czwartej rundy eliminacyjnej Ligi Europy.

Okoliczności, które towarzyszyły walce legionistów o awans, nie należały do komfortowych. Szybko straciliśmy najważniejszego obrońcę, w drugiej połowie czerwoną kartkę zobaczył nasz środkowy pomocnik, w końcówce karygodnie marnowaliśmy wyborne sytuacje strzeleckie, podając dłoń zdesperowanemu rywalowi. Mimo że awansowaliśmy w pełni zasłużenie, będąc w przekroju dwumeczu drużyną o zdecydowanie wyższych walorach piłkarskich niż SV Ried, przyznam, że po bramce Austriaków na 3:1, przez myśl przemknęło mi złowieszcze dla nas skojarzenie z awansem Widzewa do Ligi Mistrzów w 1996 roku. Jak pamiętamy, łodzianie wygrali pierwszy mecz 2:1, w rewanżu przegrywali jednak już 0:3, nie mając na stadionie Broendby absolutnie nic do powiedzenia. Wtedy nieoczekiwanie padła bramka Citki, która odmieniła przebieg meczu, a późniejszy gol Wojtali lub Majaka (do dziś nie wiem którego z nich) zadecydował o awansie Widzewa. Doprawdy, nie tak wiele brakowało, by z Riedem ziścił się identyczny, czarny dla nas scenariusz. Sytuacja, którą miał austriacki zawodnik w ostatnich minutach meczu (główka nad poprzeczką) była sytuacją nie stu, a dwustuprocentową. Gdybyśmy wypuścili awans z rąk, mając przeciętny austriacki zespół na przysłowiowym widelcu, byłoby to wydarzenie niezwykle przygnębiające, wręcz upokarzające.

Z tego względu, chociaż, owszem, w ostatecznym rachunku awansowaliśmy, a zwycięzców się podobno nie sądzi, ja czuję się w uprawniony do zadania pytania - co właściwie działo się na boisku po bramce na 3:0? Sądzę, że nie od rzeczy byłoby, aby w szatni drużyny wiodącą refleksją po pojedynku z Riedem nie było klasyczne "Brawo k...!!!", tylko raczej "Panowie, więcej koncentracji!".

Próbuję zrozumieć zmianę Daniela Łukasika zaordynowaną przez trenera Urbana. Jakkolwiek do Łukasika przekonuję się z trudem, muszę przyznać, że w czwartkowy wieczór był on postacią w zdecydowany i pozytywny sposób wyróżniającą się na tle kolegów ze środka pola. Przez chwilę sądziłem, że może trener chciał ustrzec Łukasika przed żółtą kartką, która eliminowałaby go z meczu kolejnej rundy (pierwszą ujrzał w Lipawie), ale to nie wchodzi w grę, przecież w rundach kwalifikacyjnych pauzuje się po trzech kartkach. To Vrdoljak dziś niebezpiecznie faulował, to on grał coraz bardziej nerwowo, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że właśnie Ivica powinien być pierwszym do zmiany. Jeżeli Łukasik nie doznał jakiegoś urazu, względnie nie opadł zupełnie z sił (byłoby to dziwne w tej fazie meczu, ale zauważmy, że Łukasik póki co regularnie nie dogrywa u Urbana meczów do ostatniej minuty) to ja niestety nie jestem w stanie tej zmiany zrozumieć.

Postępowanie Vrdoljaka, który wręcz prosił się o czerwoną kartkę, w drugiej połowie zachowując się w sposób skrajnie nieodpowiedzialny, było natomiast karygodne. Za numer z dyskusją po gwizdku w środku pola powinien nosić worki z piłkami treningowymi przynajmniej ze dwa tygodnie. Pamiętacie jak Marcin Jałocha zarobił czerwień w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w Atenach? Zawsze zastanawiało mnie, czy trenerzy nie widzą z ławki, że zawodnik jest o krok od czerwieni i dlatego nie reagują, czy może sądzą, że chaotycznie dokonana zmiana jest z taktycznego punktu widzenia większym zagrożeniem niż mogąca ewentualnie nastąpić czerwona kartka.

Trzy spartaczone szanse w końcówce też zasługują na kilka słów. W pamiętnym jesiennym meczu z Rapidem mieliśmy w końcówce bardzo podobną kontrę do tej, po której na czystą pozycję wyszedł Jakub Kosecki. Wtedy Rafał Wolski czyściutko, idealnie w tempo podał do Kucharczyka i 'klepnęliśmy' zwycięstwo. Może łatwiej zrozumieć, dlaczego Wolski awansował do kadry na mistrzostwa Europy, a Kosecki musiał dojrzewać na zesłaniu w Gdańsku. Koseckiemu trzeba jednak oddać, że dziś zdrowo napracował się na murawie, nawet wtedy, gdy już zasygnalizował zmianę, która oczywiście nie mogła już być przeprowadzona (swoją drogą, wielce humorystyczny moment). Za to, że pokazywał się do gry, za to, że niestrudzenie 'chodził' po skrzydle w końcówce - należą mu się wyrazy uznania. Natomiast jego chaotyczny sposób rozwiązywania sytuacji podbramkowych musi być w jakiś sposób okiełznany, bo po prostu szkoda tej energii. Dodam jeszcze, że tak sobie myślę, że z powrotu 'Romka' najbardziej kontent może być Michał Żyro, ponieważ nasi Serbowie najwyraźniej mają nowego 'faworyta'...

Miejmy nadzieję, że dwumecz z Riedem - oczywiście poza tym, ze zwycięski, co samo w sobie jest wartością - zaprocentuje w lidze, którą będziemy mogli rozpocząć w mocnym, pewnym stylu, zaoszczędzając prawdopodobnie trochę czasu na próbach ogniowych rozmaitych wariantów taktycznych. Myślę, że trener Urban wie już, że ciężko będzie mu budować Legię poza Serbami, ich wpływ na naszą grę jest nie do przecenienia. Z czterech bramek, które zdobyliśmy z Riedem, trzy były ich wyłącznym dziełem, przy czwartej zadowolili się asystą. Ljuboja dziś grał raczej drugiego napastnika, ustawionego w pionie z Saganowskim i swobodnie wymieniającego się z nim pozycjami, niż rozgrywającego. I grał wyśmienicie. Radović z kolei grał niby kiepsko, był przez większą część meczu zagubiony, jakby poza grą, ale jego efektywność musi imponować. A poza sytuacjami bramkowymi warto jeszcze przypomnieć fantastyczny drybling przy linii końcowej z pierwszej połowy i autorski rajd z końcówki meczu, który powinien zakończyć się golem na 4:1. Sądzę, że Urban musi również ostatecznie rozstrzygnąć co z naszą obroną. Jędrzejczyk w drugiej połowie wyraźnie się pogubił, dopuścił do dośrodkowania przy bramce i później do kolejnego poprzedzającego arcyniebezpieczną główkę Austriaka. Z kolei Rzeźniczak kilka razy popisał się w ataku, ale też zaliczył parę błędów w ustawieniu w defensywie. Suler tym razem ustrzegł się koszmarnych pomyłek, które mogłyby przesądzić losy dwumeczu na korzyść naszych rywali,  zanotował kilka ciekawych długich piłek, po których brawo bił mu nawet Ljuboja (!), ale zbyt często przegrywał walkę o pozycję z napastnikami gości, pozwalał im się zastawiać, nie wyglądało to dobrze. W defensywie potrzeba nam stabilizacji i wzajemnego zaufania poszczególnych elementów układanki, odbudowywania pewności bez wątpienia nadszarpniętej wiosennymi błędami. Mając do dyspozycji Żewłakowa (miejmy nadzieję, że uraz nie wykluczy go z gry na dłużej), Astiza, Sulera i Jędrzejczyka, trener musi jak najszybciej zdecydować się na jasną hierarchię i konsekwentne zgrywanie bloku defensywnego. Tu nikt już prochu nie wymyśli, trzeba grać tymi, którzy są obecnie do dyspozycji.

Co mogło podobać się najbardziej? Myślę, że to, że momentami gra ofensywna Legii zapowiada się naprawdę ciekawie. Są przede wszystkim pierwiastki tempa i fantazji w budowaniu szybkiego ataku, zdarzają się fragmenty meczu, kiedy piłka przesuwa się od zawodnika do zawodnika jak po sznurku. Czekam zatem na kolejne mecze - z nadzieją i niecierpliwością.

Legia - Ried 3:1

   

Dyskusja (4)
1piątek, 10, sierpień 2012 10:05
Monrooe
Dużo nerwów kosztowało mnie to spotkanie, zatęskniłem nawet do czasów gdy to zasiadałem na innej (głośniejszej) trybunie. Wtedy jakby mniej meczu zaprzątało moją uwagę, ważniejsze były inne sprawy. Obecnie to mecz jest na pierwszym miejscu a ten ostatnimi czasy dostarcza wiele okazji do wejścia w stan przedzawałowy.

Już na samym początku zdziwiło mnie to, że legioniści wyszli bardziej spięci niż przeciwnicy. Nie widziałem u naszych zawodników pewności, całkiem brakowało im przekonania, że naprawdę jesteśmy lepszą drużyną i kwestią minut jest przesądzenie o awansie do kolejnej rundy. Zamiast tego nerwy i pochopne decyzje, znamionujące duże nerwy i niepewność.

Ilość szkolnych błędów jest zatrważająca, zastanawiające jest to, że najlepiej prezentującymi się zawodnikami są Ci najmłodsi w drużynie. Daniel Łukasik i Kuba Kosecki zdecydowanie przyćmili resztę kolegów. Owszem czasem brakowało im spokoju, doświadczenia ale piłkarsko prezentowali się zdecydowanie najlepiej.

Na przeciwnym biegunie znajdowali się ci doświadczeni, to co grali Vrdoljak, Radović, wołało o pomstę do nieba. Ilość strat, niepotrzebnych i nieudanych dryblingów (Rado potrafił okiwać sam siebie) była wręcz zatrważająca. Rożnica w oceni końcowej bierze się stąd, że Miro do swojej fatalnej gry dołożył bramkę i świetną asystę, Ivica czerwoną kartkę. Odnoszę jednak wrażenie, że lepszy rywal (tan naprawdę nie był wybitny) dużo szybciej wykorzystałby błędy zarówno jednego jak i drugiego.

Pomijając wszystkie negatywne aspekty tego spotkania muszę przyznać, że warto tej drużynie dać szansę. Podoba mi się sposób w jaki chcemy grać. Jeszcze nie umiemy ale widać o co ma nam chodzić. To może być bardzo ciekawe, tylko czy będziemy potrafili rozwinąć te pomysły, czy będziemy umieli przenieść te schematy na boiska Ekstraklasy? Zobaczymy.

Z niecierpliwością czekam na ligę.
2piątek, 10, sierpień 2012 13:21
gawin76
@ Monrooe

Daniel Łukasik i Kuba Kosecki zdecydowanie przyćmili resztę kolegów.

Monrooe, Kuba Kosecki zagrał źle w każdej sytuacji pod bramką rywala, w każdej, co do jednej. Nie zanotował ani jednego celnego podania, mimo że mógł zaliczyć dwie lub trzy asysty, ani jednego groźnego strzału, mimo że przynajmniej dwa razy był w dobrej sytuacji. Ma potencjał, ma zdrowie, radzi sobie w sytuacjach jeden na jednego, ale wczorajsze nerwy to w dużej mierze także jego 'zasługa'.
3piątek, 10, sierpień 2012 13:32
Monrooe
Gawin, wiem - naprawdę. Z tym, że rywal był przerażony jak Kosa dochodził do piłki. jego rajcy były szalenie groźne, sprawiały mnóstwo kłopotów przeciwnikowi. Odrobinę zimnej wody na ta rozpaloną głowę i będziemy mieli z niego ogromny pożytek. Potencjał w każdym razie jest ogromny.

Natomiast to co wyczyniał Radović w pierwszej połowie doprowadzało mnie do szału (a grał tuż obok mnie). Ilość straconych głupio piłek, te koszmarne podania w środek pola (na kontrę) to jakiś boiskowy kryminał. Lepszy zespół wykorzystałby jak nie dwa to przynajmniej jedno z tych zagrań i pomknął na naszą bramkę (jak swego czasu dwukrotnie Ruch Chorzów i z wygranego meczu zrobiło się 2:3). "Romkowi" trzeba też zaliczyć na plus udział w defensywie.

Wybacz jak mam wybierać to biorę przyszłość, bo po sympatycznym poniekąd Serbie już za wiele się nie spodziewam (szczególnie słysząc jego fatalne, buńczuczne wypowiedzi). Zresztą mam nadzieję, że się mylę.
4piątek, 10, sierpień 2012 16:29
Monrooe
Jeszcze odnośnie "Kosy". Słowa naszego "Romka":
- "- Mam świadomość, że muszę jeszcze nad wieloma rzeczami popracować. W najbliższym czasie planuję zostać trochę po treningach i razem z trenerami Jackiem Magierą oraz Urbanem poćwiczyć wykańczanie akcji - zapewnia Kosecki junior"
Co by o trenerze Urbanie nie mówić, za czasów Macka Skorży to byłoby nie do pomyślenia.
A tu co i rusz któryś z zawodników (lub cała bandą) zostaje by jakiś element szlifować.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.