- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
-
Yes, yes, yes
Wygląda na to, że Legii sprzyja nadmorski klimat. Po zwycięstwie 3:0 w Szczecinie, również wizyta w Gdańsku zakończyła się zainkasowaniem kompletu punktów. W meczu z Lechią nie wszystko co prawda podopiecznym Jana Urbana wychodziło, ale najważniejsze, że po końcowym gwizdku z wygranej mogła cieszyć się właściwa z naszego punktu widzenia drużyna. Ścigająca Legię grupa pościgowa nadal traci do nas cztery punkty.
Wyjazdowe zwycięstwo nad Lechią ogromnie mnie uradowało. Nie tylko z uwagi na oczywisty fakt, że było zwycięstwem i jako takie powiększyło nasze konto o kolejne szalenie cenne punkty, ale także ze względu na okoliczności, w jakich zostało odniesione. To nie był mecz, w którym rywal był zbyt słaby, żeby choćby zipnąć na boisku (jak Bełchatów), to nie był mecz, w którym przeciwnik postanowił służyć nam wszechstronną pomocą w osiągnięciu korzystnego rezultatu (jak Pogoń). To był mecz, w którym uparcie komplikowaliśmy sobie życie, marnując karnego przy stanie 0:0, zaprzepaszczając 'setkę' na 2:0 (w obu przypadkach sprawstwo wykonawcze przypadło zresztą liderowi naszej drużyny), to był mecz, w którym przeciwnik dogonił wynik i przez krótką chwilę wydawało się nawet, że będzie w stanie pójść za ciosem. To była trudna, prowadzona w szybkim tempie rywalizacja, emocjonujące ligowe starcie, które miało swoją własną dramaturgię - a my zdołaliśmy w trakcie tego starcia zmóc tak przeciwnika, jak i własne niedoskonałości. Czekałem na właśnie taki mecz rozegrany przez nas na wyjeździe!
Choć nie mąci to w żaden sposób mojej satysfakcji, przyznam, że Lechia jest kolejnym przeciwnikiem, po którym spodziewałem się w meczu z Legią odrobinę więcej. Co prawda zarówno Górnik, jak i Polonia, względem których poprzednio żywiłem nieco wygórowane jak się okazało nadzieje (może raczej - obawy) zdołały urwać nam punkty, ale jednak w obu przypadkach to my wyraźnie prowadziliśmy grę, to my mieliśmy więcej klarownych sytuacji strzeleckich, utratę punktów mogliśmy przypisywać raczej własnej niefrasobliwości niż piłkarskiej klasie przeciwnika. Po Lechii spodziewałem się więcej w zakresie solidności w grze, sądziłem, że ich defensywa będzie trudniejsza do sforsowania, tymczasem - o ile jeszcze w ataku Ricardinho, Razack i Machaj poczynali sobie całkiem nieźle - o tyle gra obronna Lechii powinna postawić Bogusławowi Kaczmarkowi resztkę włosów dęba na głowie. Po pierwszej połowie powinniśmy przecież prowadzić minimum dwiema lub trzema bramkami, niestety - jak to czasem w naszym przypadku bywa - łatwość penetrowania okolic pola karnego przeciwnika nie przekładała się na precyzyjne ostatnie podania i soczyste strzały na bramkę.
Zadaję sobie pytanie - czy nasi tak groźnie zapowiadający się przeciwnicy z jakichś powodów odstępują w meczach z Legią od swojej dotychczasowej taktyki, czy po prostu my ich do tego zmuszamy, sprawiając, że na naszym tle nagle wyglądają jak dość oszczędnie wyposażone w kreatywne możliwości drużyny, które nastawione są głównie na prowadzenie gry zza podwójnej gardy. Prawdopodobnie przekonywującą odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero za dwa tygodnie w Poznaniu, gdzie Lech być może będzie zdolny do tego, żeby wystąpić przeciw nam z bezkompromisowo otwartą przyłbicą. Po naszym najbliższym przeciwniku, Jagiellonii, oczywiście trudno spodziewać się czegoś innego niż wprawnej organizacji gry w destrukcji i kąsania nas kontrami, co nie oznacza niestety, że w sobotę czeka nas łatwe zadanie.
Jan Urban punktuje rotacją. Wprowadzenie Sulera i Rzeźniczaka do obrony było decyzją niezwykle odważną. Ta odwaga się opłaciła, obaj nie zawiedli, choć Słoweniec o mały włos wykręciłby swój popisowy numer w drugiej połowie, kiedy zdekoncentrował się, zastawiając się od jednego przeciwnika i nie dostrzegając drugiego. Rzeźniczak miał urwanie głowy z Ricardinho, ale w przekroju całego meczu dość skutecznie utrzymywał skrzydłowego Lechii z dala od naszego pola karnego. Mógł i powinien Rzeźniczak zdobyć bramkę, niestety nie nadstawił głowy do nadlatującej piłki. Szczęście, że wyszła z tego asysta.
Nie winię naszej obrony za bramkę Razacka. Być może Astiz mógł nieco mocniej stanąć na nogach i bardziej zdecydowanie zastawić drogę ciałem przeciwnikowi, być może Jędrzejczyk mógł szybciej doskoczyć do asekuracji, ale jednak ten gol to w głównej mierze przejaw talentu i technicznych możliwości Razacka. Brawa przy otwartej kurtynie. Przyznam, że po tej bramce nie wykonałem żadnego gestu irytacji charakterystycznego dla siebie w momencie utraty bramki przez Legię, ani nie wydałem z siebie żadnego szpetnego przekleństwa, przed czym zwykle powstrzymać jest mi się jeszcze ciężej. Po prostu piękny gol i tyle.
Z uwagą obserwowałem grę Daniela Łukasika w środku pola i... Cóż, widać, że przed 'Miłkiem' jeszcze mnóstwo pracy w zakresie doskonalenia umiejętności prowadzenia gry kombinacyjnej. O ile bezcenny w przypadku defensywnego pomocnika dar znalezienia się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, nieodmiennie w przypadku Łukasika imponuje, o tyle wiele wejść w dwójkową wymianę podań, w ogóle jakakolwiek krótka gra w wykonaniu naszego utalentowanego młodziana, niebezpiecznie podnosi mi ciśnienie.
Tak, detali, które trzeba szlifować, zawsze znajdzie się jeszcze przynajmniej tuzin. Ale po takich meczach to tylko klasyczna łyżka dziegciu w beczce miodu. Przyzwyczajamy się do regularnych zwycięstw, to najważniejsze. Brawo Legia!
Odnośnie samego meczu to po raz kolejny szkoda marnej skuteczności bowiem powinniśmy ten mecz wygrać łatwo i przyjemnie. Do sytuacji opisanych przez Gawina dodam jeszcze setkę Rzeźniczaka w pierwszej połowie kiedy miał otwarta jedną stronę bramki ale strzelił w środek w obrońcę. Do Kuby nie mam pretensji . Swoje w tym meczu zrobił z nawiązką. Mógł strzelić jeszcze jedną bramke - po akcji w której zobaczył żółta kartke, chyba zbyt pochopnie pokazana przez arbitra.
Cieszy ilość sytuacji bramkowych które stwarzamy w poszczególnych meczach oraz spora pewność która bije od drużyny. Nie musimy juz się zastanawiac co by było gdyby Blanco trafił w idealnej sytaucji (jak po meczu z Jagiellonia na wiosnę) bowiem tych powodów do zastanawiania się mamy kilka razy więcej i zawsze kilka z nich odchodzi w niepamięć bowiem piłka grzęźnie w siatce. Żeby jednak nie popadac w przesadny optymizm to warto pamiętać że w ubiegłym roku po 10 kolejkach bylismy liderem i mielismy na koncie również 7 zwycięstw. Zamiast 3 remisów były 3 porażki. Co więcej po 11 kolejce mieliśmy 8 zwycięstw i 24 pkt. Potem straciliśmy punkty w Poznaniu i Białymstoku (dwa razy 0:0) oraz polegliśmy w Kielcach. Efektem było 29 pkt na koniec rundy. Jeśli wykorzystamy mecze u siebie to oczek powinno byc 33. Zakładając nawet (tfu, tfu na psa urok) wpadki w Poznaniu i Wrocławiu. A przecież wcale nie musimy z tych potyczek wrócić na tarczy. Oby tak dalej. Pozwolę sobie tutaj przypomnieć zakurzoną stadionową przyśpiewkę
Do boju marsz, Legio!
Trzy punkty masz, Legio!
Jesteśmy tu! Z Wami!
Krzyczymy, śpiewamy, na bramki czekamy
Do boju marsz, Legio ...
Nie byliśmy liderem. Pewnie patrzysz na tabelę z 90minut.pl ale ta tabela uwzględnia wynik z Zagłębiem, który to mecz został rozegrany dopiero 23 listopada. Faktycznie byliśmy na 5 bądź 6 miejscu z jednym meczem mniej. O ile sobie przypominam, pierwsze liderowanie mieliśmy dopiero na wiosnę.
Chyba jednak zbyt mocno kombinujesz
odzwierciedla. Z każdym meczem zyskują moc teraz tylko aby za mocno w tą moc nie uwierzyli .Z Piastem się udało ale ani Korony ani Jagi i Ruchu już zlekceważyć nie wolno . Panowie szlachta Jan w pierwszym sezonie początek miał Bardzo dobry bodaj siedem Meczów bez porażki .Czy dobrze pamiętam że tą serie przerwał Lech wygrywając jeden zero i to z fartem bo my rozegralismy całkiem porządne spotkanie?
Podzielam tutaj obserwacje Gawina. Wina Astiza oczywista, ale kunszt Traore - decydujący. Cóż, bywały drużyny, którym z równym artyzmem wbijał bramki.
Od siebie chciałbym dodać jedną małą, może nieistotną, ale zauważalną dobrze rzecz. Gdy Legia wrzuca z autu blisko własnego pola karnego, często piłka ma trafić do zawodnika stojącego twarzą do naszej bramki. Kończy się to natychmiastową stratą - błyskawicznie ktoś z tyłu doskakuje do takiego adresata wrzutu i tracimy piłkę. Jest to zawsze jakieś tam zagrożenie.
Ljubo to farciarz - drugi raz w lidze w podobnym, nonszalanckim stylu, zaprzepaszcza karnego, ale drugi raz kończy się to bez przykrych następstw.
Teoria CTP z eksponowaniem wad Jędrzejczyka bardzo ciekawa. Ale w tym meczu, ten zawodnik miał jedną interwencję na poziomie wręcz nadzwyczajnym - ok. 41 minuty, wślizgiem zdjął piłkę z buta Traore w naszym polu karnym, gdy już się zanosiło na strzał.
Poprzednio takie zagranie widziałem chyba na ME w 2008, w deszczowym meczu Szwajcaria - Portugalia w wykonaniu Filipa Senderosa, wówczas Arsenal. Było to fenomenalne.
Super, że jest wygrana. Oby teraz Legia niczego sobie sama nie skomplikowała z Jagiellonią.
@Senator
Panowie szlachta Jan w pierwszym sezonie początek miał Bardzo dobry bodaj siedem Meczów bez porażki .Czy dobrze pamiętam że tą serie przerwał Lech wygrywając jeden zero i to z fartem bo my rozegralismy całkiem porządne spotkanie?
Passę przerwała nam w 2. minucie meczu 8. kolejki Korona, za sprawą Grzegorza Bonina, który skorzystał z przeogromnego błędu niejakiego Błażeja Augustyna. Trenerem Korony był wówczas Jacek Zieliński (nie ten z obecnego Ruchu) i zwycięstwo nad Legią było raczej największym sukcesem w jego karierze szkoleniowej. W Poznaniu Legia przegrała 2 kolejki póniej. Gola pod koniec meczu wbił nam niejaki Hernan Rengifo, kiwnąwszy uprzednio Wojciecha Szalę w taki sposób, że przykro było patrzeć. Tamtego meczu w wykonaniu Legii porządnym bym zdecydowanie nie nazwał. Z ciekawostek, to Tomasz Kiełbowicz zagrał wtedy lewego pomocnika.
Brawa (za Gawinem) dla trenera Urbana za tak oczekiwane zmiany w defensywie. Być może nie było rewelacji, ale wyglądało to zdecydowanie lepiej niż poprzednio. Oby tak dalej, w końcu widać zdecydowany postęp w grze tej formacji. Na koniec zostanie poprawienie współpracy z defensywnymi pomocnikami i wyprowadzanie piłki po przechwycie. W meczu z Lechią nie wyglądało to jeszcze najlepiej, ale trzeba też przyznać, że nasze "boki" nie cofały zbyt ochoczo i nie rozciągały pomocy rywali, to komplikowało sprawę i zmuszało obrońców do wychodzenia środkiem pola. Kilka razy mogło się to zakończyć niemiło. Na szczęście dla nas, nie skończyło, więc nie będę jęczał zbyt długo.
Za to po raz kolejny pokazała się największa siła naszego zespołu. W tej chwili wygląda to tak, że jak Legia postawni pójść do przodu to nie jest w stanie zatrzymać jej nikt. Gdybyśmy potrafili utrzymać taką nawałnicę dłużej to.... trzeba
by zacząć postrzegać paczkę Urbana zupełnie inaczej. Co najmniej "lewel" wyżej niż obecnie. Nie powiem, miła perspektywa. Czy jednak realna? Odpowiedź na to pytanie przyniesie nam przyszłość, możemy tylko czekać.
Kolejna sprawa która bardzo mnie cieszy to zwyżkująca forma naszych futbolistów, Miroslava Radovicia, Michała Kucharczyka, Ivicy Vrdoljka. To już całkiem spora grupa piłkarzy i jeśli ta tendencja się utrzyma to Legia faktycznie
może wkrótce grać jeszcze lepiej. To oznacza, że na kolejne nasze mecze czekam z rosnącą niecierpliwością.
rzeznik mogl zdobyc hat-tricka, ljuboja POWINIEN strzelic hat-tricka (i zagral naprawde nie-dobry mecz). radovic, mimo ze strzelil bramke, najbardziej imponowal ostatnim podaniem, wg mnie najlepszy wczoraj na boisku. gdy w pomeczowym wywiadzie mowil ze mogl miec 10 asyst to przesadzil, ale tylko troche. przyzwoity (w koncu!) suler. bardzo dobry ivica, slabszy niestety lukasik (nie na tyle by sie zaczac martwic, ale smucic sie zawsze mozna). kosecki kolejny mecz daje rade, kucharczyk dla mnie po raz kolejny nieco nieobecny (chociaz jestem w tej opinii chyba odosobniony?). szkoda ze w drugiej polowie rzeznik nie szedl tak mocno do przodu jak w pierwszej - moze to byl wlasnie ten jeden zawodnik ktorego pozniej nam brakowalo do utrzymywania sie z pilka na polowie przeciwnika?
ad zimowego okienka: niech jedza zagra kolejke zycia i niech go sprzedadza za porzadne pieniadze jezeli mamy pustki w kasie. rzeznik w grze do przodu daje dwa razy wiecej a w grze z tylu... mysle ze to troche mit o swietnym w obronie jedzy - dla przypomnienia statystyki z ostatniego sezonu wg Pekackiego http://marekzostaw.blox.pl/2012/05/17-mgnien-wiosny-i-jesieni-tez.html . a w zime pewnie wroci do nas zbozien ktory moze grac i z boku obrony, i w srodku, i jako defensywny...
a kto oprocz jedzy? w sferze moich prywatnych marzen (nierealnych chyba) jest pozbycie sie rado. wysoki kontrakt (byloby na pensje dla traore), niemlody juz, ciagle ustawiany w srodku gdzie mamy nadmiar bogactwa (gdy jest sagan to ljubo, gdy ljubo gra 9. to wolski, salinas [ktory w srodku daje znacznie wiecej niz na skrzydle], furman, kopczynski [tak, tak, to spiewka przyszlosci, wiem...] - wszyscy mlodzi, wiec tacy ktorzy potrzebuja ogrania i bedzie mozna ich dobrze sprzedac w przyszlosci).
a kto inny? nie wiem. wolskiego za piatke bym puscil z pocalowaniem reki, ale po tej straconej rundzie w to nie wierze. za zyro nawet w lato nie chcieli dac 2 mln EUR, a teraz nie dosc ze o pol roku starszy to prawie nic nie pogral i jeszcze kontuzja. koseckiego, furmana, lukasika nie chcialbym tracic bo wg mnie maja potencjal nie na zyro a na wolskiego. kucharczyk? jego moglbym sie pozbyc ale cos nie widze zachodnich klubow bijacych sie o niego...
ps sedzia stefanski ma ewidentnie jakis problem.
Jutro jeden z tych kluczowych dni. Trzymam kciuki za to, żeby Sagan pomyślnie przeszedł badania, bo potrzebny nam jest bardzo.