Logo

Ostatnie tango czy karnawał?

Krótka piłkaPiłkarska zima minęła jak z bicza strzelił. Dziś o godzinie 16:00, Legia Warszawa rozpoczęła przygotowania do rundy rewanżowej. Zanim fani stołecznego zespołu zdążyli się obejrzeć znów mogą ekscytować się wydarzeniami wokół swojej ulubionej drużyny. Co najważniejsze, te przygotowania zaczynamy w równie wyniosłych nastrojach jak rok temu. Ba, można by rzec, że powszechne oczekiwania są nawet większe.

Nic w tym dziwnego, wszak najstarsi górale nie pamiętają, aby zespół z Ł3 na przełomie sezonu miał czteropunktową przewagę nad rywalami. W dodatku, jako jedyny zdaje się nie mieć problemów z własnymi finansami. Z drugiej jednak strony wydaje się, że przewaga zespołu Jana Urbana polega nie tyle na własnej sile, co na słabości innych. Co by jednak nie mówić o powodach takiej, a nie innej sytuacji w tabeli, kibice wojskowych nie wyobrażają sobie innego scenariusza na koniec ligi jak wywalczone, upragnione przez wszystkich mistrzostwo. Wygląda na to, że już nikt z ludzi zasiadających na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej nie pamięta, w jakich humorach witaliśmy obecny sezon. A przecież rozpoczął się on… delikatnie mówiąc nieszczególnie. W minorowych nastrojach, po przegranym w fatalnym stylu, prawie pewnym mistrzostwem z niepokojem oczekiwaliśmy kolejnych wieści płynących z budynku klubowego. Te zaś wcale nie były pozytywne. Nie dość, że finanse nie pozwalały na kolejne wzmocnienia składu, to jeszcze szefem całego zamieszania miał być wciąż niezbyt dobrze wspominany Jan Urban. Nic więc dziwnego, że wielu fanów powoli zaczęło godzić się z wizją kolejnego „sezonu w plecy”. A skromne wzmocnienia w postaci nieopierzonego Paragwajczyka Jorge Salinasa, sympatycznego emeryta Marka Saganowskiego oraz wielkiej niewiadomej, jaką był Marko Suler, tylko potwierdzały przypuszczenia stołecznych kibiców, –„Lepiej już było” dało się usłyszeć to tu, to tam.

A jednak, ledwie pół roku później nastroje wśród tych samych kibiców są zdecydowanie inne. Zarówno gra drużyny jak i wydarzenia wokół sprawiają, że do rundy zespół rewanżowej przystępuje mając wszelkie predyspozycje do tego, aby spełnić oczekiwania własnych kibiców i co chyba równie ważne wreszcie zadowolić ambicje swoich właścicieli.

Czy tym razem się uda? Bardzo ciężko jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie. W końcu to jednak sport i pomimo wielu przewag, jakie ma obecny zespół Jana Urbana końcowy sukces może przypaść komuś innemu (tfu, tfu). Kto, jak kto, ale ludzie skupieni wokół klubu z Łazienkowskiej wiedzą o tym doskonale, w końcu nie raz i nie dwa najważniejsze w Polsce trofeum wymykało nam się z rąk, ostatni raz… rok temu. Czy jest recepta, aby się udało? Być może, ale żadna nie przyniesie nam stu procentowej pewności. Jedyne, co możemy to zrobić wszystko, aby się udało, a to oznacza, że przyłożyć się muszą wszyscy: działacze, piłkarze, sztab szkoleniowy, kibice. Każda z tych grup musi dać coś od siebie i raczej żadna nie pociągnie tego wózka samotnie.

Działacze - Ci mają stosunkowo łatwe zadanie. Wystarczy, aby… nie przeszkadzali. Rok temu się nie udało, mam nadzieję, że ta lekcja pozwoli powstrzymać tegoroczne zapędy. Oczywiście sytuacji finansowa nie jest różowa, ale czy aby na pewno bardziej opłaca się sprzedać obiecującego młokosa (nikogo innego od nas nie wezmą), niż mistrza Polski za pół roku?

Piłkarze - Oni sami wiedzą, ile brakowało im w poprzednim sezonie. Widzą też, że mogli dać z siebie więcej. Te doświadczenia plus chęć osiągnięcia czegoś, powinny pomóc drużynie. Nie wyobrażam sobie, aby tym razem znów zabrakło motywacji. Tak, fatalna końcówka nie zdarza się co rok.

Sztab szkoleniowy - Nie muszę nikogo przekonywać, jak wiele zależy od wysiłków ekipy Jana Urbana. Zresztą sam trener pytany, czego obawia się na wiosnę, odpowiadał – „spadku formy”. Widać, że trener legionistów wie, iż cztery punkty przewagi mogą nie stanowić dla rywali problemu. Szczególnie, że w trakcie rundy rewanżowej nikt się przed nami nie położy, sami musimy zadbać o to, by wypracowana przewaga nie tylko nie malała, ale nawet wzrosła. Nie ma co zaprzeczać, iż mamy ku temu wszelkie możliwości. Wszystko zależy od nas.

Kibice – to bardzo istotny czynnik rywalizacji sportowej. Co prawda nie wierzę w bajki, jakoby zawodnik grał dla kibiców, niemniej jednak jestem pewien, że zdecydowanie łatwiej mobilizować się, czy podejmować walkę czując wsparcie własnych fanów. Jan Urban już miał nieprzyjemność grać na „cichym stadionie”, czy naprawdę zasłużył by przechodzić to jeszcze raz? Mam nadzieję, że nie. Chciałbym, aby tą wiarę podzielało zdecydowanie więcej osób przychodzących na nasz piękny obiekt. Pewne szanse na załagodzenie sytuacji dają też słowa nowego prezesa, który to ponoć zdaje sobie sprawę z obowiązków, jakie ciążą na klubie, jako organizatorze widowiska sportowego. Liczę (pewnie nie tylko ja), iż nie są to zwykłe „pijarowskie gadki nowej miotły”, a zapowiedź poważnych zmian przy organizacji meczów na Ł3.

Nie da się ukryć, że oczekiwania środowiska wokół legijnego na pewno są duże, ale wydaje się, że Legia wreszcie „dorosła” do tego by odnieść sukces. O ile po mistrzostwie Wdowczyka panowało przekonanie, że to za wcześnie, to w obecnej chwili można by rzec, że to ostatni dzwonek. Być może to już ostatnie tango w wykonaniu pary ITI-Legia Warszawa. Oby dla nas wszystkich był powodem do wielkiej radości, a tango początkiem karnawału…

Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.