Logo

Legia - Lech 1-2: Niewykorzystana szansa

Legia poniosła pierwszą porażkę w tym sezonie, przegrywając w Warszawie z Lechem. Nasza drużyna zagrała odważny, ambitny mecz, ale mistrzowie Polski wykazali się lepszą skutecznością i to oni zainkasowali komplet punktów. Bramkę dla Legii zdobył Wjunnyk.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel – Wszołek, Kapustka, Ševčík, Urbański, Chodyna – Zjawiński, Adamski. Goście rozpoczęli w składzie: Lis – Pereira, Skrzypczak, Yegbe, Gurgul – Wålemark, Murawski, Rodríguez, Bengtsson – Ishak.

W pierwszych minutach Legia ruszyła na Lecha wysokim pressingiem, jednak nie udało się wykreować zagrożenia pod bramką gości. W 12. minucie boisko musiał opuścić kontuzjowany Ishak, którego zastąpił Agnero. W 15. minucie Wszołek sfaulował wbiegającego w pole karne Bengtssona i ujrzał żółtą kartkę. Bengtsson uderzył niebezpiecznie z rzutu wolnego, trafiając w słupek. W 20. minucie Skrzypczak przyjął piłkę w polu karnym Legii, ale nie trafił czysto w piłkę. Legia odpowiedziała atakiem, po którym strzał oddał Chodyna. Piłka wyszła na rzut rożny. Po nim do strzału głową doszedł Piątkowski, ale trafił w Lisa. W 25. minucie Wszołek otrzymał prostopadłe podanie od Urbańskiego, wbiegł w pole karne, jednak gości wyszli z tej sytuacji obronną ręką. Za chwilę Yegbe zablokował strzał Ševčíka. W 27. minucie Rodríguez oddał mocny strzał z lewej nogi. Hindrich odbił piłkę. W 29. minucie Szczepaniak zastąpił kontuzjowanego Adamskiego. W 34. minucie Chodyna znalazł miejsce do strzału, jednak Lis spokojnie złapał piłkę. W 41. minucie z piłką ruszył Augustyniak i uderzył mocno. Lis zachował czujność. W doliczonym czasie gry Wålemark przedarł się skrzydłem i oddał strzał, po którym dobrą interwencją popisał się Piątkowski.

Do przerwy było 0:0. Lech grał zaskakująco defensywnie, czekając na okazje do kontr. Legia dłużej utrzymywała się przy piłce, niestety brakowało ostatniego podania.

Na drugą połowę nie wyszedł Wszołek, którego zastąpił Vinagre. Chodyna przeniósł się na prawe skrzydło. Lech zaczął grać bardziej aktywnie, podchodząc wyżej i operując piłką lepiej niż przed przerwą. W 56. minucie goście objęli prowadzenie. Przy piłce utrzymał się Wålemark, podał do Bengtssona, który wykorzystał poślizgnięcie Piątkowskiego i wystawił piłkę Agnero. Napastnik Lecha dopełnił formalności. W 63. minucie Ševčík dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Piątkowskiego. Piłka odbiła się od słupka. Minutę później Lis odbił piłkę po mocnym strzale Augustyniaka zza pola karnego. W 67. minucie Wjunnyk i Fukuda zastąpili Ševčíka i Chodynę. W 71. minucie żółtą kartkę za taktyczny faul ujrzał Kapustka. W 75. minucie Legia wyrównała. Po wrzucie z autu drugą piłkę zebrał Szczepaniak i dośrodkował. Augustyniak doskonale powalczył w powietrzu i Wjunnyk z kilku metrów trafił głową do bramki. W 80. minucie znakomitą okazję do zdobycia bramki miał Szczepaniak, uderzył z kilku metrów, ale Lis odbił piłkę. W 83. Wjunnyk oddał strzał. Lis był dobrze ustawiony i odbił piłkę. W 85. Szczepaniak uderzył minimalnie niecelnie zza pola karnego. W tej samej minucie Szymański zastąpił Urbańskiego. W 87. Lech odzyskał prowadzenie. Goście przedarli się lewym skrzydłem, Palma zamknął akcję na długim słupku i było 1:2. W doliczonym czasie gry Szymański oddał mocny strzał z pola karnego. Lis wybił piłkę na rzut rożny. W pole karne Lecha ruszył nawet Hindrich, ale nie przyniosło to efektu.

Obejrzeliśmy wyrównany mecz, w którym los odebrał nam to co podarował w kilku wcześniejszych meczach. Przez większość spotkania Legia była drużyną minimalnie lepszą i wydawało się, że w końcówce to nasza drużyna zada decydujący cios, niestety stało się inaczej. Legia zainwestowała dużo w ten mecz, ale fakty są brutalne. Lech nie zagrał wielkiego meczu i był do pokonania, a jednak zwyciężył i wyprzedza Legię w tabeli już o pięć punktów, mając jeszcze jeden mecz w zanadrzu. Goście byli minimalistyczni, nie demonstrowali zwykłej intensywności, ale ostatecznie okazało się, że nie przeszkodziła im ani czwartkowa rywalizacja z Sunderlandem w Lidze Europy, ani brak Mońki, ani kontuzja Ishaka. Są w zupełnie innym miejscu niż my, nawet jeżeli przez 90 minut na boisku nie było widać tej różnicy. 

Przed naszą drużyną teraz kolejne wyzwanie w postaci piątkowego meczu z Górnikiem w Zabrzu.

Dyskusja (1)
1niedziela, 25, październik 2026 21:23
gawin76
Przypomniał mi się taki mecz z 1999 roku Legii z Wisłą. To był co prawda zupełnie inny moment sezonu, wiosna, Wisła była w tamtym sezonie poza konkurencją, ale też skończyło się 1:2, też był to mecz, w którym daliśmy z siebie maksa i też zostaliśmy wypunktowani przez bardziej dojrzały zespół. U nas formą eksplodował Radek Wróblewski, który grał jak szatan, a Wiśle wystarczyły dwa celne strzały Kałużnego. Nie ma przypadków niestety, Papszun może stawać na głowie, ale pod względem jakości Lech jest zdecydowanie lepszy i taka sytuacja zawsze stanowi trudny do przeskoczenia problem.

Oczywiście każdy mecz ma swoją historię. Z perspektywy końcowego gwizdka można dojść do nieco zaskakującego wniosku, że przegraliśmy z Lechem tak naprawdę w pierwszej połowie, tej naszej teoretycznie lepszej. Wtedy oni byli ospali, oddali nam pole, a my nie byliśmy w stanie tego wykorzystać. Nie chcę się pastwić nad Kacprem Chodyną, był aktywny, pokazywał się, ale z pięć razy był w takiej sytuacji jak Hakans przy bramce na 1:2 i ani razu nie podjął dobrej decyzji. No i gleba Piątkowskiego przy bramce Agnero, Vinagre też z poślizgiem tuż przed bramką Palmy, niebywałe, wprost niebywałe. A i tak najbardziej szkoda tej sytuacji Szczepaniaka z 80. minuty, ech. Bolesne okoliczności tej porażki, co tu gadać.
yvComment v.2.01.1
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.