- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Śląsk 4-3: Futbol radosny
Legia pokonała Śląsk Wrocław 4:3 w meczu ósmej kolejki Ekstraklasy. Dzięki zwycięstwu Legia utrzymała się za plecami Wisły Kraków z dystansem dwóch punktów straty do drużyny Franciszka Smudy. W niedzielę 21 września dojdzie do bezpośredniego starcia obu drużyn. W meczu z wrocławianami zwycięstwo Legii zapewnili Miro Radović i Dossa Junior, którzy zdobyli po dwie bramki.
W sobotni wieczór na Łazienkowskiej obie drużyny popełniły taką ilość błędów, że twierdzenie, że był to dobry mecz Legii czy dobry mecz Śląska zakrawa na żart. A jednak z pewnością był to dobry mecz ligowy - widowisko atrakcyjne i emocjonujące. Ot, paradoks. Kibicowski stosunek emocjonalny do takiego futbolu można określić przy pomocy prostego testu. Wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie - czy nazwałbym sobotni mecz pokazem piłki radosnej czy podwórkowej? Ja swojej odpowiedzi, jak widać w tytule, już udzieliłem. Innej nie mogłem, bo przecież wiele razy pisałem na czarnej-eLce, że polskiej piłce ligowej dotkliwie brakuje odwagi i większej obecności futbolu ofensywnego, że chciałbym, żeby drużyny przyjeżdżające na Łazienkowską nie kombinowały jak najefektywniej ustawić podwójne zasieki na własnej połowie i ukłuć nas 'z konterki', tylko siadały na Legii wysokim pressingiem i chciały grać w piłkę. W sobotni wieczór wszystko to dostałem. Duża w tym zasługa Śląska Wrocław, który nie pogodził się z 'najniższym wymiarem kary'. Legia aż trzykrotnie wychodziła na dwubramkowe prowadzenie, za każdym razem nasi zawodnicy jakby sądzili, że w tym momencie mecz jest już rozstrzygnięty, no i chyba nawet mieli prawo tak myśleć, bo przecież prowadzenie Legii u siebie 2:0 w 20. minucie meczu teoretycznie powinno oznaczać, że jest już 'po zawodach', podobnie jak zdobycie bramki 'do szatni' na 3:1 i gola na 4:2 w 85. minucie meczu. Tymczasem za każdym razem Śląsk się podnosił i mało brakowało, by w ostatniej akcji meczu wyrównał na 4:4. Według statystyk Canal Plus wrocławianie strzelali na naszą bramkę... 23 razy. To był zupełnie inny zespół niż ten, nad którym osiągnęliśmy ogromną przewagę podczas wiosennego meczu we Wrocławiu, by ostatecznie (znów paradoks) tylko tamten mecz zremisować.
Trener Henning Berg kolejny raz zaskoczył składem, tym razem desygnując do gry najsilniejszą jedenastkę, łącznie z Ondrejem Dudą, który miał w nogach dwa mecze dla słowackiej młodzieżówki rozegrane w zeszłym tygodniu, czy Dossą Juniorem i Michałem Żyro. Trudno wyobrazić sobie, żebyśmy mieli ulgowo potraktować czwartkowy mecz z Lokeren w Lidze Europy czy szlagierowo zapowiadające się starcie z Wisłą w przyszłą niedzielę - czyżbyśmy zatem byli świadkami końca rotacji? Nie, to jednak mało prawdopodobne, Berg za chwilę znów zagra nam na nosie, zaskakując roszadami w wyjściowym składzie. Nasz szkoleniowiec musiał z jakiegoś powodu uznać, że teoretycznie najsilniejsze personalne zestawienie legionistów potrzebuje w tym momencie meczu, i to meczu rozegranego w wymiarze dziewięćdziesięciu minut, skoro Norweg ociągał się ze zmianami niczym w Aktiubińsku.
Łatwo strzelało nam się bramki w sobotni wieczór. Miro Radović miał trzy sytuacje i dwie z nich wykorzystał, to naprawdę imponująca skuteczność. Przy bramce na 1:0 podawał Ondrej Duda, a trochę pomógł asystent, nie sygnalizując minimalnego spalonego, przy tej na 4:2 podawał Michał Żyro, a trochę pomógł Mariusz Pawełek, puszczając piłkę pod pachą. Druga z bramek zdobytych przez Rado odświeżyła wspomnienia z meczu z Hapoelem z fazy grupowej Ligi Europy sprzed trzech lat. Wtedy udział w bramce na 3:2 też miał Michał Żyro, który zgrał głową dalekie podanie, a Rado, tak jak przeciw Śląskowi, tylko pchnął piłkę przy strzale, zupełnie jakby posługiwał się hokejowym kijem. Bramki na 2:0 i 3:1 były dziełem Dossy Juniora, który w obu przypadkach wykorzystał precyzyjne dogrania Tomasza Brzyskiego, demolując w polu karnym Piotra Celebana. Trener Tadeusz Pawłowski zauważył po meczu, że jego drużynie trochę 'brakuje centymetrów' i trudno się z tym nie zgodzić, skoro zwykle nieźle przecież grający głową Celeban wyglądał przy naszym Juniorze niczym... junior.
Co działo się po drugiej stronie boiska? Na pewno w grze defensywnej Legii brakowało bliskiego podejścia do przeciwnika, co zauważył od razy po meczu nasz komentator Dzynek, pisząc o 'chłopcach radarowcach'. Pod pewnymi względami ten mecz przypominał wiosenne starcie z Wisłą, to zremisowane 2:2. Tak jak wtedy Semir Stilić, tak w sobotę Sebastian Mila z denerwującą łatwością znajdował wolną przestrzeń między obroną Legii a drugą linią naszego zespołu. Brakowało asekuracji i agresji, przez co wrocławianie sprawiali wrażenie zawodników szybszych i bardziej ruchliwych. Z wielką swobodą poczynali sobie Flavio Paixao i Mateusz Machaj, ba, nawet Krzysztof Ostrowski przemknął przez prawą stronę defensywy Legii niczym pociąg pospieszny w akcji, w której dograł Paixao 'na nos' piłkę na 4:3. Do tego doszły indywidualne błędy, jak choćby Dusana Kuciaka przy bramce Sebastiana Mili, czy Dossy Juniora w drugiej połowie, który to błąd o mały włos zakończyłby się bramką na 3:3. Trochę tych niedoskonałości zatem było, a i tak najwięcej nerwów można było stracić w ostatniej minucie, kiedy wykonywaliśmy dwa rzuty rożne, łatwo straciliśmy piłkę, sfaulowaliśmy przeciwnika na swojej połowie i jeszcze pozwoliliśmy na oddanie groźnego strzału na naszą bramkę.
Wracając do pierwszego akapitu, cóż, dobrego meczu to Legia na pewno nie zagrała. Za to mecz skuteczny i szczęśliwy – tak. Trzeba docenić fakt, że nasi piłkarze potrafili w tych okolicznościach zwyciężyć, bo ewidentnie brakowało im mocy, żeby zagrać ze Śląskiem na odpowiedniej intensywności i koncentracji. Ale pod tym względem, myślę że tego można być pewnym, wkrótce będzie znacznie lepiej.


@ Walles
Sorry, ale moje miejsce nie będzie puste.
Co do meczu, rozumiem motywacje trenera Berga i perspektywę meczu z Belgami, ale jednak wolałbym, aby choć na ławce był Żyro. Jakub Kosecki ostatnio mierną formę demonstrował. Gdyby to się powtórzyło, a wynik był zły, dobrze mieć pole manewru. Ciekaw byłbym też gry rozeźlonego Piecha po niewpisaniu go na listę pucharowiczów.
Co najbardziej rzucało się w oczy to dziura w środku pola i nasz pressing, który prawie nie istniał. Ivica Vrdoljak jakby wracał do swojej "przedbergowej" dyspozycji przez co Śląsk łatwo mijał naszą środkową linię. Mimo dwóch goli Dossa Junior zaliczył dziś kilka fatalnych kiksów, a Kuciak puścił kolejnego farfocla. Strasznie tego dużo jak na zespół, który zaczyna bardzo trudny miesiąc i który może być kluczowy jeśli chodzi o nasze starty w LE.
Kuciak nie ten Żyro na boisku nie było, Jodlowiec raz na pięć podań celnie. Tu widzę właśnie powód tego że wyglądamy tak słabo.
Jodła gra super jest dobrze, Jodła słaby i tak to wygląda jak dziś.
Chyba tylko Radovic z Brzyskim zasługują na jakieś pochwały.
Chociaż mnie też irytowała nieporadność w wielu sytuacjach to jednak mecz mi się podobał.
Emocje to jest sól kibicowania a tych nie zabrakło.
O pewnym "niedorozwinięciu" naszych piłkarzy piszę od dawna więc po takim emocjonującym meczu nie chce mi się tego robić. Zostawię to sobie na okazję jakiejś przegranej w słabym stylu żeby gorycz dodać do goryczy a nie psuć nią "szampana zwycięstwa".
Podobała mi się również postawa Śląska, Zawiszy, Wisły i Jagiellonii. W tej kolejce futbol na tak jest górą.
Zaczynamy grać bardzo radośnie w defensywie. Wczoraj wygraliśmy, bo Śląsk grał jeszcze bardziej radośnie. Ale już 2 tygodnie temu Podbeskidzie takie radosne nie było. Znamienne są słowa Radovica, że zespół musi popracować nad taktyką.
Jak tak dalej pójdzie, to moja rehabilitacja może potrwać znacznie dłużej.
Wczoraj o tej samej godzinie rozpoczynały sie dwa bardzo ważne mecze. Serce dokonało wyboru i mecz Polska vs Iran (nagrywany) musiał poczekać. Po nieprawdopodobnych emocjach przy Ł3 (na szczęście z happy endem) okraszonych utratą wielu nerwów zasiadłem do oglądania arcyważnego meczu w kontekście awansu do najlepszej szóstki MŚ w siatkówce.
Do połowy trzeciego seta z dumą i satysfakcją cieszyłem się z dokonania dobrego wyboru. Po zszarpanych nerwach jakie zafundowali mi Rado i spółka, przyszedł czas na emocje z gatunku "lekko, łatwo i przyjemnie". Kiedy ochłonąwszy po "wybrykach" naszych piłkarzy w połowie trzeciego seta powolutku zbierałem sie do łóżeczka, nastąpiło swoiste "trzęsienie ziemi". Dramaturgia meczu Legia vs Śląsk to pikuś przy tym, co zgotowali nasi siatkarze. Do tego przykra kontuzja kręgosłupa najlepszego w tym meczu siatkarza Michała Winiarskiego. Przeżyłem swego rodzaju deja vu spoglądając jak nasz kapitan pada na parkiet, nie mogąc wykonać żadnego ruchu.
Na szczęście wszystko skończyło sie dobrze, łącznie z tym, ze mój lekarz pozwolił mi na wyjście z domu w czwartek. Nie ma chyba nic gorszego jak oglądanie meczów przed tv. To nie na moje nerwy.
@KAM
Z kolega jeszcze nie rozmawiałem, ale po wczorajszym meczu nie mam wątpliwości że "został trafiony"
Z kolegą rozmawiałem. "Sprawy rodzinne" nie pozwoliły mu pójść na stadion
Nie jest lekko...
Kibic kuruj się, ja wiem co przeżywasz bo miałem zapalenie nerwów z powodu ucisku w kręgosłupie i cała noga bolała tak że nie mogłem się przewrócić na drugi bok bez cierpienia.
Taką miałem refleksje i skojarzenie obserwując wczorajszy mecz. Czy to znaczy że Legię należy już uznawać za „potentata” z international level? Potyczka z Podbeskidziem daje jasną odpowiedź na tak zadane pytanie, na szczęście w sobotni wieczór skuteczność dopisała.
Śląsk zagrał być może o ile nie najlepszy, to jeden ze swoich lepszych meczów w obecnej ligowej edycji, strzelił w Warszawie trzy gole, a mimo tego i tak przegrał, zatem kubłów zimnej wody na głowy piłkarzy bym nie wylewał, należą się gratulacje, choć orzeźwienie jest potrzebne, ale wydaje się, że sami zawodnicy zdają sobie sprawę z własnych słabości.
Mecz ze Śląskiem jako „przetarcie” przed Lokeren był świetnym sprawdzianem, pokazał, że do doskonałości to jednak Legii jest daleko.
W sierpniu było apogeum i fizyczne i mentalne, motywacyjne, utrzymanie lub powrót do takiego stanu, to wcale nie musi być oczywista oczywistość, aczkolwiek w czwartek „gryzienia trawy” zdecydowanie będzie należało już wymagać, najwyższego skupienia, koncentracji również.
Przy okazji, były próby debat, skoro zakontraktowaliśmy Lewczuka, to czy aby nie lepszym krokiem by było ściągnięcie Celebana. No cóż, wczorajsze starcie nieco obnażyło wrocławskiego defensora, jest ligowym rzemieślnikiem, ale nic ponad to. Niestety, ale mam coraz większe przekonanie, że obecna generacja naszych krajowych defensorów jest najgorsza na przestrzeni dekad. Celeban na kadrę nie zasługuje, Rzeźnik choćby i w Bielsku też pokazał, że do miana polskiego Cannavaro jednak mu sporo brakuje, ciekaw jestem jakiemu sprawdzianowi poddamy za tydzień Dariusza Dudkę? Dla mnie być może z polskich piłkarzy dysponującego największym potencjałem na środku defensywy. No i nasuwa się pytanie, kto z naszych szeregów taką weryfikację powinien przeprowadzać? Czy rotacja „żelaznych” będzie częściowa, czy też całkowita, ale już w konfrontacji z Miedzią?
Od razu też napiszę, obojętnie jakim składem, do wyniku z Krakowa zbytniej wagi nie przykładam, dużo ważniejszy dla mnie jest „czwartek”!
Poważnie, odczucia mam podobne. Napisałbym coś o Żyro, ale ... chłopie jak widzisz dziurę to wracaj, pomóż kolegom!
liczy na transfer, czy jak...
...najpierw musi umrzeć pokolenie kibiców, któremu zapadł w pamięć Jego talent wokalny
to chyba wcześniej On sam skończy kopać gałę
Słabą postawę Jodłowca i Vrdoljaka trudno już czymkolwiek usprawiedliwić. To bodajże już 4 mecz, gdzie jeden notuje głupie straty, za długo holuje piłkę i coraz częściej zaczyna człapać, a drugi zdekoncentrowany mnoży błędy, zwłaszcza w rozegraniu. Jakbym ich widział za ostatnich czasów u Urbana. Sądzę, że problem leży w głowie. Mogą zwyczajnie lekceważyć przeciwnika. Ale też jest opcja, że zdają sobie sprawę z mocnej pozycji w jedenastce, uważają, że są niezastąpieni i pozwalają sobie na nonszalancję, mniejszą koncentrację i słabsze zaangażowanie. Trener musi sprowadzić ich na ziemię. A nic tak dobrze nie działa na otrzeźwienie jak ławka rezerwowych.
Dusan Kuciak mocno się opuścił. Wcześniej i teraz mam do niego pretensje, że nie łapie piłek tylko piąstkuje. Praktycznie wszystkie lecące w jego kierunku wrzutki czy uderzenia. Ktoś nawet zauważył, że składając się do interwencji ma rękę w pięść zaciśniętą. Kłopotem dla niego są też wyjścia do piłki na przedpole czy gra nogami. Ale to nie jest tylko problem Kuciaka. Podobnie zachowuje się Jałocha. Zalety też te same: świetna gra na linii i 1 na 1. Zaczynam powoli wątpić w jakość szkolenia naszych bramkarzy.
Berg gubi się w zarządzaniu drużyną. Świadomie lub nie za plecami rośnie grono niezadowolonych z powodu decyzji trenera. Wczoraj mocno dorzucił do pieca. Żyro, Duda i Junior nie mieli przerwy w rozgrywkach, nie odpoczywali jak wielu kolegów, grali w reprezentacjach jeszcze we wtorek i środę i siłą rzeczy przed meczem byli zwyczajnie zmęczeni. Fizycznie i psychicznie, co było widać na meczu zwłaszcza po 60 minucie. Każdy spodziewał się, że trener także im zafunduje kilka dni odpoczynku aby psychicznie ich zresetować, a organizmy zregenerować na czekający miesięczny maraton. A tu zaskoczenie. Trener ma teraz 3 zajechanych graczy i 3 innych mocno niezadowolonych, którzy mieli prawo spodziewać się gry. A oni nawet nie wyszli jako zmiennicy. Bardziej narobić we własne gniazdo się nie dało i trudno to logicznie wytłumaczyć.
Pięknie nam się Radovic rozwinął jako napastnik. Ma szybkość na prostopadłe piłki, wejście za linię obrony i wymuszenie podania, ma balans ciała i kiwkę, żeby samemu sobie okazję wypracować, potrafi cofnąć się i innemu dograć "ciacho" i do tego pressuje. Kaziu Węgrzyn powinien ściągnąć klapki z oczu. Mamy napadziora jakiego trudno znaleźć na rynku. Gdyby był 5 lat młodszy to dzisiaj kilka klubów by się o niego zabijało.
Od meczu z Celtikiem nie widziałem już tak dobrej dyscypliny taktycznej. Właściwie, co mecz to gorzej. Strasznie mi irytuje jak zawodnicy biegają bez poczucia odpowiedzialności. W LE taka nonszalancja w przesuwaniu, asekuracji może się skończyć rozczrowująco. Przywrócenie ładu w taktyce. To chyba pierwsze i najważniejsze zadanie dla Berga na najbliższe dni.
Wspomniałeś o pressingu. Wiesz, parę godzin wcześniej zerkałem na mecz Juventusu z Udinese. Szkoda, że mam dekoder bez nagrywania, bo chętnie zrobiłbym parę screenshotów, żeby pokazać jak powinien wyglądać pressing. To, co prezentuje Legia, to raczej udawanie pressingu.
Zgadzam się, natomiast, że Berg gra bardzo ryzykownie i krótkowzrocznie. Ale to chyba jego styl, patrząc choćby na rundę wiosenną. Dla mnie nieporozumieniem jest, że najlepszy strzelec Legii ma na koncie raptem 220 minut. Ale to trener odpowiada głową za swoje decyzje i on będzie później rozliczany z ewentualnych porażek. Właśnie zaczyna się okres prawdziwego testu. Życzmy sobie, aby go zdał lepiej niż poprzednik.
Nie tyle wystawieniem, co brakiem zmian. Duda i Żyro nie prezentowali się najlepiej w tym meczu. Podobnie z Jodłowcem. Po pierwszej dwójce było widać kilometry przebiegnięte w meczach swoich reprezentacji a Jodła już od jakiegoś czasu troszkę zjechał z formą.
To, co widziałem w sobotę to był zbiorowy sabotaż na klub wykonany przez lepszą drużynę niż za Skorży. Nie wyobrażam sobie, że Berg tak właśnie kazał im grać i nie przygotował taktycznie zespołu do gry przeciwko Śląskowi.
Zdziwiony też jestem zdziwieniem, że Henning Berg nie dokonał, lub jak kto woli dokonał tak późno, zmian w składzie. A przecież do podobnych obrazków przyzwyczajał nas już od początku tego sezonu. Drużyna wróciła z zasłużonego urlopu, mając w głowie przeżycia wakacyjno-reprezentacyjne (w zależności jak, kto pożytkował wspomniany okres) stąd też pojedynek ze Śląskiem został potraktowany jako przetarcie przed czwartkiem. Każdy zagrał tyle ile sztab szkoleniowy uważał, że powinien zagrać i tyle. To co sobie myślą kibice zebrani na stadionie i zawodnicy siedzący na ławie nie miało znaczenia. Po raz kolejny zresztą, norma, przywykłem.
Pressing, tu też wykazuję daleko posunięte zdziwienie. Odnoszę wrażanie, że nie do końca zrozumiała jest metodyka naszego pressingu (abstrahując od tego, że w lidze to my chyba mamy zakazany ostry pressing i walkę na całego). Metodyka, co warte podkreślenia przynosząca nam całkiem wymierne korzyści. z tym, że nasz pressing nie tyle ma za zadanie odebranie rywalom piłki a opóźnienie jej wyprowadzenia i zamknięcie możliwości łatwego rozegrania. to z koli prowokuje do dłuższych, nie do końca przygotowanych piłek posyłanych do środka pola, lub w boczne sektory boiska. Piłki do boków są blokowane, lub wybijana, my natomiast skupiamy się na podaniach zagrywanych do środka boiska. Tu Vrdoljak z Jodłowcem wykonują swoją robotę, błyskawicznie wychodząc do przodu i uprzedzając zawodnika do którego kierowana była futbolówka. Ileż to już tak przejętych piłek widzieliśmy w tym sezonie? w zasadzie można powiedzieć, że straty i przechwyty w środkowej strefie boiska to już znak firmowy obecnej Legii.
@ 1313
- "Nie rozumie sytuacji z Orlando Sa chłop jako jedyny w meczu z PBB zrobił wszystko aby Legia tam nie przegrała"
Wybacz, ale akurat z Podbeskidziem Orlando Sa zrobił wszystko abyśmy tamtego meczu nie wygrali. Napastnika rozlicza się ze strzelonych bramek i jeśli ten nie strzela czterech setek, to ocena jego występu musi pozostawać jednoznaczna. Kompletnie nie widzę różnicy pomiędzy występem Sa z "Góralami" a wyczynem Piecha w meczu z Górnikiem. Jeden i drugi powinni (a wręcz musieli) zapewnić nam zwycięstwo w tych meczach, obaj jednako zawiedli.
To jednak strona medalu, o drugiej już pisałem, u Berga każdy ma swój czas i swój zespół. W tej chwili Radović potrzebujący ogrania jest zdecydowanie wyżej w hierarchii od Sa i dlatego to On a nie Portugalczyk wyszedł na Śląsk. Nie rozumiem też domagania się (a takowe są dość powszechne) zmiany Sa zamiast Saganowskiego. Chyba ktoś nie do końca rozumie różnicę w charakterystyce obu zawodników i nie do końca zdaje sobie sprawę po co wszedł Saganowski.
Baszczyński wczoraj w L+ Ekstra pierwsze co powiedział o meczu Legii, to że bardzo dobra decyzja trenera, żeby po przerwie reprezentacyjnej dać pograć pierwszej jedenastce.
Ja się trochę obawiam, że ćwiczyliśmy wariant taktyczny na Lokeren. Dlaczego się obawiam - bo w Legii widzę drużynę, która znacznie lepiej czuje się kiedy jest ustawiona wysoko i dominuje, niż kiedy taktycznie próbuje oddać inicjatywę i wpuścić przeciwnika na własną połowę. Co prawda nie widziałem tego Lokeren w akcji, ale jeżeli to w miarę typowa belgijska drużyna klubowa, to na pewno potrafi pograć piłką, gra otwarty futbol i generalnie lepiej czuje się w ataku niż w obronie. Może będziemy próbowali ich 'podpuścić' i wypunktować, poniekąd trochę jak miało to miejsce ze Śląskiem, ale kurczę nie miałbym przekonania, czy to jest droga dla nas.
@ Monrooe
Coś jednak jest dziwnego w prowadzeniu naszych napastników przez Berga, już nawet nie chodzi tylko o Sa. Mam wrażenie, że coś nie wyszło tak jak zakładał sobie Berg.
Swoją drogą, jeżeli pozycja Dudy i Rado jest o tyle mocniejsza od każdej innej konfiguracji personalnej to trzeba było w poprzednim okienku szukać zawodników o podobnej charakterystyce zamiast ściągać tego nieszczęsnego Piecha.
A propos Piecha, porównując jego wyczyny z Górnikiem z grą Sa z Podbeskidziem, dostrzegam przynajmniej jedną zasadniczą różnicę
(sorry za myśli nieuczesane)
- "porównując jego wyczyny z Górnikiem z grą Sa z Podbeskidziem, dostrzegam przynajmniej jedną zasadniczą różnicę "
Która nijak nie wpłynęła na końcowy bilans meczu. Sorry, life is brutal... jeśli cała drużyna pracuje na gościa, który ładuje panu Bogu w okna to ocena tego gościa musi być jednoznaczna. Orlando Sa miał w Bielsku o wiele klarowniejsze sytuacje od Piecha i choć to Arek miał tych okazji więcej to i tak psim obowiązkiem obu zawodników było zapewnić nam zwycięstwo. Inaczej meczów wygrywać nie będziemy.
- "Mam wrażenie, że coś nie wyszło tak jak zakładał sobie Berg. "
Też tak myślę, Sagan się zestarzał, a Piech nie wypalił tak jak zakładano. Został chimeryczny Portugalczyk i Radović.
O! To my mamy jakiś szczególny rodzaj pressingu? To ten Duda pilnujący środkowego kółka w bezpiecznej odległości od przeciwników i Radovic biegający jak kot z pęcherzem pomiędzy obrońcami, to taka nasza tajna broń?
"Kompletnie nie widzę różnicy pomiędzy występem Sa z "Góralami" a wyczynem Piecha w meczu z Górnikiem."
To, że ty nie dostrzegasz oczywistych rzeczy, to dla mnie nie nowina. A pomiędzy Piechem z Górnikiem a Orlando z Łęczną dostrzegasz różnice, czy też nie? W innym artykule zachwycasz się skutecznością Radovica ale prawda jest taka, że to Orlando ma o wiele lepszą skuteczność niż Miro. A biorąc pod uwagę liczbę rozegranych minut, to go wręcz miażdży: bramka co 50 minut.
A tak w ogóle, to gdzie ty widziałeś te cztery setki? Ja widziałem raptem jedną, gdzie przedobrzył z precyzją (chciał zmieścić tuż przy słupku).
- "O! To my mamy jakiś szczególny rodzaj pressingu? "
Uwaga, to może wydawać się szokujące, ale wiele zespołów ma swoje metody pressingu. Metody dostosowane do swoich zawodników i wbrew pozorom nie są one takie same, choć wszystkie możemy nazywać pressingiem. Barcelona (ta Guardioli) grała swoje, osaczając i zamykając jednocześnie strefy boiska, przy jednoczesnym unikaniu strać, ale dusząc w zarodku akcje przeciwników. Taka Borrusia natomiast atakuje jak wściekła, starając się odebrać piłkę od razu po stracie. My nie mając ani tak przygotowanych piłkarzy, ani przyuczonych do tak wyrafinowanych rozwiązań taktycznych stosujemy bardziej przeszkadzanie niż pressing (choć jak najbardziej jest to jedna z metod pressingu). Ten ostatni występuje tylko w sytuacjach gdy rywal da nam okazję, źle przyjmując piłkę, czy niedokładnie ją zagrywając. wtedy, o czym już pisałem błyskawicznie doskakujemy i staramy się odebrać futbolówkę rywalom. Jednak bardziej poprzez wyprzedzenie niż bezpardonową walkę. W tym właśnie Vrdojk z Jodłowcem są coraz lepsi.
- "A pomiędzy Piechem z Górnikiem a Orlando z Łęczną dostrzegasz różnice, czy też nie?"
Oczywiście, że dostrzegam. Różnica polega na tym, że w sytuacji gdy Piech był niemiłosiernie obdzierany z piłkarskiej godności po meczu z Górnikiem Zabrze, Orlando Sa po
spotkaniustarciu w Bislko Białej nosił tytuł zawodnika spotkania, co jak dla mnie przynajmniej jest kompletnie niedorzeczne.- " W innym artykule zachwycasz się skutecznością Radovica ale prawda jest taka, że to Orlando ma o wiele lepszą skuteczność niż Miro"
Oczywiście, ale wciąż wkład jaki wnosi do gry zespołu Radović jest nieporównywalny.
- "A tak w ogóle, to gdzie ty widziałeś te cztery setki? "
Przepraszam, trzy, strzał z 96 minuty tego spotkania oddawał Vrdojak.
Natomiast zupełnie nie rozumiem co starasz się mi swoim wpisem udowodnić.
Co do różnicy między Sa z Bielska i Piechem z Warszawy to pozostaniemy przy swoich zdaniach, bo nie zgadzam się ani z oceną jakoby Sa miał klarowniejsze sytuacje z Podbeskidziem niż Piech z Górnikiem, ani też z tezą, że przeciw Podbeskidziu cała drużyna pracowała na Sa (w pierwszej połowie wręcz odwrotnie). Zgadzam się co prawda kiedy wyżej piszesz, że napastnika należy rozliczać ze strzelonych bramek, no ale w kolejnym zdaniu sam to przekreślasz, rozliczając go jednak z tych, których nie strzelił
Wydaje mi się, że przyczynę jego problemów dobrze charakteryzowałeś we wcześniejszych wpisach, to indywidualista, chce błyszczeć. Mi np. tym właśnie podpadł w Bielsku w drugiej połowie, nie nieskutecznością. W paru sytuacjach nie podał, a zdecydowanie powinien (np. Kosie).
Ależ ja nie mam zamiaru "rozstrzeliwać" Portugalczyka. Nie zgadzam się jednak z tak drastyczną różnicą w ocenie nieskutecznych napastników. Tylko dlatego, że w innych meczach jest inaczej i jeden z nich błyszczy, podczas gdy drugi przyzwyczaił nas do... rażącej jak na tą chwilę nieskuteczności. Sorry, liczy się tu i teraz. To czego dokonałeś dziś.
(Co do jakości "setek" Orlando dwa razy stał na wprost bramki mając piłkę "na głowie" - raz nie trafił, raz zagrał za lekko aby cokolwiek z tego wykrzesać. Piech miał jedną taką sytuację po podaniu Marka Saganowskiego, kiedy nie trafił do opuszczonej przez Steinborsa bramki Zabrzan. Reszta to porównywalne, sytuacyjne okazje, które mogli wykorzystać.)
Zdaje się, że w obecnej Legii ludzie, którzy chcą błyszczeć i mają własne zdanie nie są zbyt, że tak powiem, pożądani. W obecnej Legii monopol na błyszczenie może mieć tylko jedna osoba.