A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Piast - Legia 3-1: W poszukiwaniu równowagi

Legia poniosła trzecią ligową porażkę w tym sezonie. Na zakończenie maratonu siedmiu spotkań rozgrywanych co trzy dni, podopieczni Henninga Berga ulegli w Gliwicach Piastowi 1:3. Do przerwy gospodarze prowadzili 2:0 po golach Kamila Wilczka. Po przerwie Wilczek dorzucił jeszcze jedną bramkę i losy zwycięstwa były przesądzone. Honorową bramkę dla Legii zdobył w końcówce meczu Ondrej Duda.

Niestety, powtórzył się scenariusz z Bielska sprzed pięciu tygodni. Wtedy, tuż przed przerwą reprezentacyjną, rozkojarzonych legionistów dopadło głodne spektakularnego sukcesu Podbeskidzie. Tym razem w podobnych okolicznościach swoją szansę wykorzystał Piast. Zwycięstwo gospodarzy trzeba uznać za w pełni zasłużone. Zawodnicy Piasta od pierwszej do ostatniej minuty meczu rzetelnie wykonywali boiskowe obowiązki i za swój wysiłek otrzymali nagrodę w postaci pewnego zwycięstwa nad drużyną aktualnego mistrza Polski.

Trener Henning Berg tym razem postanowił oszczędzić kilku zawodników pierwszego składu. Do wyjściowej jedenastki wskoczyli w defensywie Inaki Astiz i Igor Lewczuk, a Łukasz Broź został przesunięty na lewą obronę. W pomocy drugi raz w tym sezonie od pierwszej minuty pojawił się Krystian Bielik, mając obok siebie Ivicę Vrdoljaka. Ofensywny kwartet stanowiło identyczne zestawienie jak w zwycięskim meczu z Wisłą w Krakowie. Z prawej strony miał nacierać Marek Saganowski, z lewej Kuba Kosecki, na szpicy operował Orlando Sa, a piłkę rozgrywać miał Helio Pinto. W składzie Piasta nie było niespodzianek, poza tym, że na lewym skrzydle pojawił się Matej Izvolt, który zastąpił Gerarda Badię.

Piast mocno zaczął mecz, wywalczając kilka rzutów rożnych. Po jednym z nich niezłą sytuację bramkową miał Kornel Osyra, ale wykazał się słabą orientacją pod bramką Dusana Kuciaka. Po kilku minutach wydawało się, że spotkanie się uspokoiło, ale nadeszła feralna dla Legii 16. minuta. Igor Lewczuk chciał bezpiecznie wycofać piłkę, ale uczynił to tak nieprecyzyjnie, że do futbolówki dopadł Kamil Wilczek i pognał sam na bramkę Kuciaka. Dusan odbił strzał, ale wobec dobitki był bezradny. Jest widać w drużynie Piasta coś takiego, co wymusza na naszych defensorach podobne błędy, rzadko przecież spotykane na takim poziomie. Wystarczy wspomnieć Artura Jędrzejczyka i jego bliźniaczo podobny błąd popełniony jesienią 2012 roku, w meczu, w którym ostatecznie z wielkim trudem pokonaliśmy Piasta 3:2. W odpowiedzi na bramkę straconą po błędzie Lewczuka Legia zaatakowała, niezłą okazję miał między innymi Kuba Kosecki, ale to Piast zdobył kolejnego gola. Inaki Astiz podał piłkę Kuciakowi, ten fatalnie skiksował, z niespodziewanego prezentu skwapliwie skorzystał Wilczek i było 2:0.

Po przerwie w Legii pojawili się Michał Żyro i Tomasz Jodłowiec, zmieniając Igora Lewczuka i Krystiana Bielika. Broź wrócił na 'swoją' prawą stronę obrony, kompletując wraz z Michałem Żyro teoretycznie najmocniejsze zestawienie prawej flanki naszego zespołu. Brozia na lewej obronie zastąpił Astiz, Vrdoljak cofnął się na środek obrony, a Jodłowiec dołączył do Helio Pinto w środku pola. Legia zaczęła druga połowę z dużym animuszem, ale poza potężnym kropnięciem Orlando Sa w słupek, nie byliśmy w stanie dojść do czystych sytuacji strzeleckich. Kwadrans przed końcem meczu stratę zanotował Tomasz Jodłowiec, po akcji Piasta do piłki doszedł Bartosz Szeliga, który oddał celny, lecz niezbyt mocny strzał zza pola karnego. 'Elektryczny' tego dnia Dusan Kuciak sparował piłkę nie wiedzieć czemu nie w bok, lecz wprost pod nogi Wilczka, który zdobył swoją trzecią bramkę. Legię stać było już tylko na honorowe trafienie autorstwa wprowadzonego za Marka Saganowskiego Ondreja Dudy. Duda mógł trafić jeszcze raz, kiedy chybił o centymetry uderzając zza pola karnego, ale na odwrócenie losów meczu było już zdecydowanie zbyt późno.

Cóż, takie mecze po prostu się zdarzają, vide zeszłoroczna porażka z Zawiszą w Bydgoszczy. Jeżeli drużyna praktycznie sama wbija sobie trzy bramki, trudno marzyć o wywalczeniu korzystnego rezultatu. Z każdą kolejną głupio straconą bramką przeciwnik łapie wiatr w żagle, zyskując dodatkową pewność siebie, a z naszej drużyny uchodzi powietrze. Szkoda Kuciaka, któremu przez trzy lata pobytu w Legii nie zdarzył się jeszcze tak słaby mecz, szkoda również Lewczuka, który wcale nie grał gorzej niż Rzeźniczak czy Astiz, ale to właśnie on nie dostał szansy rehabilitacji po przerwie i musiał opuścić plac gry.

Henning Berg musi szukać sposobu na uniknięcie takich porażek. Wydawało się, że przedmeczowe personalne rachuby norweskiego szkoleniowca były uzasadnione. Skoro Saganowski, Pinto, Kosecki i Sa zagrali przyzwoity mecz przeciw Wiśle, dlaczego nie mieliby powtórzyć tego przeciw Piastowi? Czy Astiz i Rzeźniczak, którzy rozegrali ze sobą tyle wspólnych meczów, jeszcze niedawno tak udanie walcząc z napastnikami Celtiku, nie powinni spokojnie poradzić sobie na środku obrony? Czy wobec kilku roszad w defensywie, nie prosiło się o pozostawienie w wyjściowej jedenastce Dusana Kuciaka, który miał zapewnić zespołowi spokój w tyłach? Tak, decyzje Berga w teorii miały sens. Niestety, w praktyce zbyt wiele elementów zawiodło.

Brak ligowego 'planu B', o którym mówiło się już po meczu z Lechem Poznań, doskonale widać choćby po poczynaniach Michała Żyro. Przestawiony na prawą flankę, najlepiej czuje się w towarzystwie Miro Radovicia i Ondreja Dudy. Ta trójka nadaje na wspólnych falach, szukają się prostopadłymi piłkami, wychodzi im gra kombinacyjna. Żyro wrzucony w drugiej połowie meczu z Piastem w sam środek fizycznej wojny z dobrze dysponowanym przeciwnikiem, stał się statystą. Szukał 'swojej' gry, tyle cała drużyna nie grała 'swojej' piłki. Kiedy trzeba gonić wynik, kiedy piłkę fruwa wysoko w powietrzu, Żyro jest bardziej przydatny na lewej stronie boiska, na którą zresztą powędrował w końcówce meczu z Piastem. Na kilka słów zasługują również Kuba Kosecki i Orlando Sa. Naprawdę przykro patrzeć na kompletny brak chemii między tymi zawodnikami. Obu roznosi ambicja, obaj nie godzą się z hierarchią ustaloną przez Berga, obaj chcieliby więcej grać, ale zbyt wiele akcji Legii załamuje się przez ich skłonność do przedkładania rozwiązań indywidualnych nad zespołowe. Tu niepotrzebny drybling, tam zupełnie nielogiczne podanie w zatłoczoną strefę boiska, wreszcie jeden ściągający drugiemu piłkę z głowy (akurat w Gliwicach Sa ubiegł Koseckiego, ale w odwrotnym układzie Kosa na pewno też by nie odpuścił). Nie tędy wiedzie droga do pierwszej jedenastki.

Piłka niecierpliwa, chaotyczna, pełna nerwowych indywidualnych szarż, ataki załamujące się we wczesnej fazie na skutek nieprzemyślanych podań lądujących pod nogami przeciwnika – to nie jest piłka Legii. Podobnie jak w Bielsku, tak i w Gliwicach Henning Berg usiłował ratować sytuację, wprowadzając kolejnych zawodników pierwszej jedenastki i chcąc zmusić Legię do grania 'swojej' piłki. Niestety, raz rozregulowany mechanizm, za nic nie chciał już zadziałać w odpowiedni sposób. Norweg na pewno ma zatem pełną świadomość, że  jego 'plan B' póki co nie wystarcza nawet na tak przeciętne zespoły jak Podbeskidzie czy Piast. A jednak należy mu kibicować, żeby nie ustawał w poszukiwaniach, nawet mimo takich wpadek, żeby nadal szukał możliwości ułożenia Legii w wariancie bez Tomasza Brzyskiego, bez Radovicia czy Jodłowca. Bo przecież wychodząc z założenia, że będziemy grać mecz w mecz tymi samymi jedenastoma piłkarzami i w dokładnie ten sam sposób, mistrzostwa Polski nie obronimy. Potrzeba jest zdrowa równowaga.

Dyskusja (28)
1niedziela, 05, październik 2014 13:46
Senator
No co panowie szlachta ? chodzą Wam wory? Smile ja staro legijny jak zwykle pełen niepokoju. Piast jakoś nam nie leży no i ten maraton. Tak szczerze to mam nadzieję zobaczyć od początku Koseckiego, Pinto, a może i Bielika. Do końca rundy to my jakiś tuzow juz nie mamy fajnie by było pokazać reszcie kto tu rządzi czyli dziś wygrać, byle jak ale wygrać.
2niedziela, 05, październik 2014 14:22
@Senator

Już wiadomo. Wychodzą Bielik, Saganowski, Sa
3niedziela, 05, październik 2014 17:23
anonimowy_legionista
Brawo! Tak trzymać! Very Happy
4niedziela, 05, październik 2014 17:39
corazstarszy
@Gawin
‘Miejmy nadzieję, że podobieństwo do sytuacji sprzed nieco ponad miesiąca zakończy się wraz z wyjściem obu drużyn na boisko, a Legia rozegra przeciw Piastowi zupełnie inny mecz niż przeciw Podbeskidziu’.
Pomarzyć zawsze miło.
Nawet trudno powiedzieć, że niespodzianka. Śledzimy grę Legii i przegranej przed meczem nie można było wykluczyć. Wygrali na farcie z Trabzonie i już wszystkie rozumy pojedli. Taką mamy Legię – priorytet to puchary, ślamazarnie rozpoczynającą mecze, bez agresji w 1. połowie, przekonaną o własnej wyższości, o różnym stopniu mobilizacji. To są rzeczy, którym trener Berg na razie nie sprostał. Taka skorża się z niego robi. No i Kosecki z Saganem na bokach to jednak nie zawsze dają potrzebną jakość nawet w kraju.
Co istotne, Piast nie grał antyfutbolu i nie ograniczał się do stawiania autobusu. Co prawda, w 20. min., gdy Sa dograł do Lewczuka i ten strzelił, w polu karnym Piasta było 8 zawodników gospodarzy + Szmatuła. Ale oddali 6 celnych strzałów w 1. połowie meczu. Nie ma co gadać, jak po Podbeskidziu, że nas kopali, a sędzia nie gwizdał. Legia przegrała czysto po piłkarsku. Nie zmienia tego fakt, że Szmatuła jest poważnym kandydatem do bramkarza kolejki.
Żyro po raz kolejny dowiódł, że wpuszczanie go na boisko, gdy Legia przegrywa jest bezproduktywne. Jego wrzutki to coś jakby Manu reactivation.
Po przerwie reprezentacyjnej okaże się, że priorytetem są mecze z Metalistem, a liga się sama wygra, i tak wkoło.
Od Lechii do Metalista jest 6 dni. Mam nadzieję, że zagrają w lidze na 100 proc. i od pierwszego gwizdka 1. połowy do końcowego gwizdka drugiej. Problem jest taki, że ten 'skład galowy' to chyba uważa się za za dobry na rodzimą ligę. Myślą sobie 'my, tacy ograni w Europie, przecież nie będziemy się zniżać do demonstrowania naszego kunsztu jakiemuś ligowcowi'. Jest kłopot.
5niedziela, 05, październik 2014 17:41
Garm
Tak się właśnie zastanawiałem, czy anonimowy_legionista będzie tu tryumfować. Nie zawiodłem się.

Ciesz się ulotnymi chwilami szczęścia chłopie, bo Legia niedługo znowu wygra i wtedy pozostanie tylko płacz i zgrzytanie zębów...
6niedziela, 05, październik 2014 18:04
Co można napisać po meczu, w którym bramki strzelają Lewczuk, Kucjak dwie i Duda ?
Dobrze, że będzie przerwa.

@Corazstarszy

"Myślą sobie 'my, tacy ograni w Europie, przecież nie będziemy się zniżać do demonstrowania naszego kunsztu jakiemuś ligowcowi'. Jest kłopot"

Nie my jedyni. BVB wręcz demoluje przeciwników w LM, natomiast w lidze leją ich wszyscy.
7niedziela, 05, październik 2014 18:23
Senator
Teraz już dla wszystkich powinno być jasne, Bayernem to my jeszcze nie jesteśmy Wink Przykre jest to że Piast wysilać się nie musiał do Św Mikołaja jeszcze szmat czasu, a my już się bawimy w rozdawanie prezentów. Tragedii nie ma ale stan staro legijnosci został we mnie i zapewne w Wallesie ponownie utwierdzony.
@Garm
Sympatyczny młody kibicu Garmie niepotrzebnie swoją flustracje wylewasz na a_l . On zły Ty też więc różne rzeczy się czasem napisze.
8niedziela, 05, październik 2014 18:58
Garm
"Flustrację"? Zapewniam Cię, że jakakolwiek "flustracja" jest mi obca ;-P
9niedziela, 05, październik 2014 19:11
1313
Dopiero co pisaliśmy po czwartkowym meczu, że porażki Legii się jeszcze zdarzą i należy się z tym po prostu pogodzić, ale trudno przejść obojętnie gdy przegrywamy nie z przeciwnikiem, ale z niechlujnością kilku zawodników, którym chyba dziś znów się po prostu nie chciało to był PBB bis. Mam nadzieję, że ten mecz dał ostatecznie trenerowi odpowiedź na pytanie czy da się 14-15 zawodnikami grać i wygrywać na 3 frontach. Teraz czas na przerwę i dobrze bo odpoczynek się przyda naszym zawodnikom, a tym co jadą na reprę życzę goli,asyst i przede wszystkim zdrowia.
Za nami maraton spotkań i pomimo dzisiejszej porażki należy go ocenić dobrze w skali szkolnej ja daję 4.
10niedziela, 05, październik 2014 21:21
Kajtek
Lepiej wymyslcie gdzie maja sie ogrywac zmiennicy pierwszej druzyny zeby byli w rytmie meczowym caly czas
11niedziela, 05, październik 2014 22:22
anonimowy_legionista
Garm, czekałem na twój komentarz. Zrobiłem to żeby cię wkurzyć Very Happy

Jeżeli planujemy grać w pucharach wiosną i obronić tytuł to trzeba wyciągać wnioski. To jest ostatni dzwonek.

"Malkontenci" teraz mają pole do popisu, ale ja nie o tym. Sezon ochronny dla piłkarzy powinien się już skończyć. Na Piast powinniśmy wyjść hasłem Wójta - "Kiełbasy do góry ..." a co to było?
12niedziela, 05, październik 2014 23:13
Moros
Nie wiem czy trener Berg wystawianiem Saganowskiego od początku meczu, nie robi mu niedźwiedziej przysługi. Facet dla Legii w swojej karierze zrobił wiele ale ostatnio nie za bardzo nam pomaga, a dzisiejszy mecz to trochę rozdrabnianie Sagana na drobne. Mam nadzieję, że Berg uświadomi sobie w końcu, iż Marek w tej chwili jest piłkarzem na końcówki, gdy "wrzutkami na zadymę" trzeba ratować wynik. Dzisiaj nam zupełnie nie pomógł i trochę szkoda by było aby w taki sposób żegnał się z Legią.

Drugim zawodnikiem, który mnie dzisiaj bardzo zawiódł to Helio Pinto. Meczu z Wisłą nie widziałem ale naczytałem się o jego drugiej połowie, która podobno była bardzo dobra. W Gliwicach niczym się nie wyróżnił i w pierwszej połowie został praktycznie nakryty czapką przez młodego Bielika.

Gawin wspomniał w tekście o Koseckim i Sa, którzy pod wpływem ich obecnej pozycji w zespole, bardziej grali pod siebie niż dla drużyny. Przyznam szczerze, że zauważyłem to w dzisiejszym meczu ale tylko w przypadku Orlando Sa. Widać, że Portugalczyk bardzo chciał dzisiaj strzelić gola i w kilku przypadkach nie zagrywał do lepiej ustawionego kolegi tylko kombinował i albo strzelał, albo oddawał piłkę gdy już naprawdę nie było miejsca na strzał. Szkoda, bo bardzo liczę na tego gracza ale grając tak jak dzisiaj, do pierwszego składy raczej się nie zbliży. W dodatku jego samolubność może budzić frustrację kolegów co tylko spotęguje jego kłopoty.

Co do meczu to po jego zakończeniu napisałem na Twitterze, że nie chce już więcej oglądać takich "zawodów". Oczywiście są to tylko pobożne życzenia, bo nie da się wszystkiego do końca wygrać. Jednakże lubiąc gdy sytuacja w lidze wyjaśnia się na naszą korzyść długo przed ostatnią kolejką, niezwykle wkurzają mnie takie wpadki. Po co robić złudzenia Lechowi czy Śląskowi jak można już od początku pokazać im miejsce w szeregu. W internecie można przeczytać, że obecna runda to sparingi, a prawdziwe granie zaczyna się na wiosnę w kwietniu. Ja tego tak nie widzę. W tej części sezonu można sobie wypracować taką przewagę, że w rundzie finałowej nie bedzie konieczności grania z nożem na gardle. Przekonał się o tym Lech, który z taką presją wytrzymał do bodajże trzeciej czy czwartej kolejki. Potem przegrał w Gdańsku i losy mistrzostwa zostały przesądzone. Tłumaczenie dzisiejszych porażek tym, że teraz nie gra się na poważanie, to proszenie się o nerwy w rundzie finałowej gdzie wszystko może się zdarzyć.
13poniedziałek, 06, październik 2014 03:11
geo
Pylo pytanie do sztabu szkoleniowego, czemu Berg nie robi zmian?
Odpowiedz.Cytuje: " że grając co trzy dni, formę fizyczną zdecydował się podtrzymywać w czasie spotkań,"
A ja zawsze myslalem ze po to sie trenuje zeby w czasie meczu miec kondycje i dobrze grac.
A tu Herring uwaza odwrotnie.
No to moze w ogole treningi nalezy wyeliminowac, i tylko mecze?
uwazam, ze to jest bardzo bledne myslenie i po zawodnikach widac ze maja sily tylko na 65-70 minut gry.
Poza tym, to kiedy pozostali zawodnicy maja lapac forme i kondycje skoro i nie trenuja i nie graja?
Dzisiaj bylo to widac po Lewczuku, Koseckim i Sa.
Zastanawiam sie tez po co Piech polecial do Turcji,
a z Turcji do Gliwic?
Dziwie sie tez co Berg widzial w Lewczuku i Piechu sprowadzajac ich do Legii?
14poniedziałek, 06, październik 2014 08:21
CTP
Ja napiszę tylko jedno: od kiedy Berg przyszedł do Legii, to zlikwidował jakąkolwiek konkurencję w zespole. Obserwowaliśmy to już wiosną tego roku, gdzie grała żelazna 11-tka a reszta albo pogodziła się z rolą rezerwowych (Pinto) albo uciekła z Legii (Furman, Łukasik).
Najwyższy czas, aby Norweg zmienił swoją politykę personalną, bo brak realnej konkurencji zabił już niejedną drużynę. Kuciak w obecnej formie po prostu nie ma prawa stawać między słupkami w następnym meczu. Jest elektryczny, niepewny i działa wyjątkowo destrukcyjnie na cały zespół.
W tym meczu z bardzo dobrej strony pokazał się Bielik. Pokazał, że może stanowić realną konkurencję dla Jodły i Ivicy. Najwyższa pora, aby zacząć to wykorzystywać i dawać chłopakowi przynajmniej te kilkanaście minut w każdym meczu.
To samo dotyczy konkurencji dla Żyro. Pisałem o tym już jakiś czas temu. Niech weźmie tego Monetę czy jakiegoś innego młodego i niech ta nasza eksportowa gwiazda w końcu poczuje oddech za plecami.
15poniedziałek, 06, październik 2014 09:45
KAM
Na cóż, Legia jest ciągle w budowie co udowodniły ostatnie mecze. Nie mam zamiaru rozdzierać szat bo wszystko można wykorzystać z pożytkiem dla siebie. Mam na myśli budowanie zespołu. Dostaliśmy sygnał, zarówno trener jak i zawodnicy w możliwie najlepszym momencie, przed przerwą na reprezentację. Będzie trochę czasu na przemyślenia indywidualne i dotyczące całego zespołu.
Nie wiem czy Berg grając żelaznym składem więcej daje czy więcej zabiera temu zespołowi? Może ten czas który właśnie minął miał tak wyglądać żebyśmy przebrnęli przez niego z jak największym dorobkiem?
Ale już mecz z Piastem pokazał że nie ma w tym zespole wielu futbolowych "seksoholików" to znaczy ludzi dążących do zwyciężania zawsze i wszędzie. Być może dlatego trzeba dawać im możliwość odświeżania tej "żądzy" poprzez abstynencję a innym umożliwiać próbowanie jak smakuje zwycięstwo, czyli banalna rotacja?
Nie będzie to łatwe bo w LE żartów nie ma a w Ekstraklasie tabela spłaszczona a w czołówce są zespoły które potrafią grać i chcą udowodnić że zagłaskana Legia jest do ogrania.
No więc to nasze potknięcie może dobrze wpłynąć na nas bo po pierwsze czegoś się o sobie dowiedzieliśmy, wyrwało nas z pięknego snu o potędze a po drugie prasa nie będzie pompowała przez najbliższy czas, w naszych zawodników przekonania że w lidze nie mają sobie równych.
Wszystko razem wzięte może dobrze na nas wpłynąć.
16poniedziałek, 06, październik 2014 10:57
gawin76
@ corazstarszy

Tak, Piast grał z nami w piłkę i chwała im za to. Ale ten mecz był do wygrania mimo wszystko. Mieliśmy jednak sporo sytuacji, a oni strzelali bramki po naszych koszmarnych indywidualnych babolach.

Jeżeli chodzi o decyzje Berga to na pewno można dyskutować o Lewczuku, może gdyby odrobinę częściej grał, chociażby wchodził na końcówki, to miałby większą pewność w grze, nogi by mu się nie trzęsły i nie podawałby tak niedokładnie do tyłu w niegroźnej sytuacji. Ale już na Kuciaka to nic nie poradzisz, nie da się przewidzieć czegoś takiego. Wstawiasz faceta, żeby dał obrońcom spokój i pewność, a on przegrywa ci mecz. Wyobrażasz sobie jaka byłaby jazda, gdyby Berg wstawił Jałochę (teraz możemy powiedzieć - trzeba było), a on wywinął takie numery?

Mimo wszystko z tej serii meczów można być zadowolonym. Siedem meczów, pięć zwycięstw, jeden remis i jedna porażka, a przecież graliśmy ze Śląskiem, Wisłą, Lechem i dwa razy w Lidze Europy. Masz rację, tego, że w kolejnym 'odcinku' nacisk będzie położony na mecze z Metalistem, można być pewnym. Jak będzie w lidze, zobaczymy, grać będziemy z Lechią plus trzy mecze z 'Piastami' (Zawisza, Ruch, Pogoń). W kontekście wczorajszych wydarzeń, to ostatnie może trochę martwić Wink

@ Moros

Nie zgadzam się co do Bielika, moim zdaniem zagrał słaby mecz, a jego obecność była jedną z przyczyn gorszej dyspozycji Pinto, który w pierwszej połowie 'pilnował' Bielika, kiedy ten gnał do przodu. Podobnie zresztą było w meczu z Koroną, kiedy Bielik był chwalony za pierwszą połowę, bo chodził do przodu, strzelał na bramkę i kręcił rulety, a przecież dostawaliśmy wtedy mnóstwo ataków środkiem. Wtedy w drugiej połowie zagrał znacznie lepiej, spokojniej. W Gliwicach już nie miał okazji się poprawić.

Ale to nie wina Bielika oczywiście, jest młody, niech się uczy, kiedy go wystawiać jak nie przeciw Koronie czy Piastowi? Mnie martwi coś innego, to o czym pisał tu ostatnio Dzynek, brak zmiennika dla Jodłowca i Vrdoljaka. Sezon w środku pomocy zaczął Pinto, ale szybko wypadł ze składu, parę razy pokazał się Kalinkowski i przepadł, teraz szansę dostał Bielik i...? A przecież taki Jodła kiedy ma gorszy dzień, jak wczoraj, doprowadza do rozpaczy stratami. Nadrobił trochę 'asystą drugiego stopnia' przy golu Dudy, ale co ciekawe to jego podanie do Brozia też było złe, spóźnione i tylko dzięki gapiostwu Klepczyńskiego, który złamał linię spalonego o ładnych parę metrów, wyszła z tego zgrabna akcja.

Sa potrafił zagrać na jeden kontakt z Bielikiem i wypuścić Lewczuka, ale z Kosą to on ma chyba jakiś problem, nie zagrał mu jednej porządnej piłki, podobnie było zresztą w Bielsku. Co do Kosy to nie tyle o to mi chodziło, ze unikał gry z Sa (chociaż parę razy miałem wrażenie, że woli poszukać Sagana na długim słupku), ale o to że zbyt wiele akcji lewym skrzydłem zaczynał od dryblingu ze stratą.

@ CTP

To że jest jasna hierarchia na poszczególnych pozycjach to wcale nie jest złe. Pamiętam jak Żewłak opowiadał jak to jest na Zachodzie, że tam są liczne kadry, ale wcale nie jest tak, że ktoś 'musi' dać ci szansę. Szansa przychodzi sama, np. wtedy kiedy pierwszy wybór trenera łapie kontuzje albo kartki, a tylko od ciebie zależy czy potrafisz tę szansę wykorzystać. Jeżeli gdzieś upatrywać problemu to nie w prowadzeniu pierwszej jedenastki, bo ta radzi sobie wręcz świetnie, łącznie z naszą eksportową gwiazdą Michałem Żyro Wink tylko w przygotowaniu wariantu zastępczego. Ja np. nie wiem dlaczego w lidze na pozycji nr '10' nie mogą grać na zmianę Rado z Dudą (choćby w takim wariancie jak przeciw Cracovii), co trwale odblokowałoby 'szpicę' dla Sa, który na pewno trochę traci przez to, że praktycznie nie jest mu dane grać z pierwszym składem, albo dlaczego w środku pomocy nie rotujemy Pinto, Vrdoljakiem i Jodłowcem w taki sposób, żeby Pinto zastępował w lidze jednego z nich, to pozwoliłoby grać stale jednym schematem i wdrażać piłkarzy w ten schemat, unikając takiego chaosu jak w Gliwicach czy nawet w tym wygranym meczu z Koroną.

No ale to tylko pitolnicze, kibicowskie teoretyzowanie, sam przecież nie wierzę, żeby Berg działał w tym obszarze po omacku i nie realizował jakiegoś planu.
17poniedziałek, 06, październik 2014 11:28
CTP
@Gawin
Na Zachodzie sprowadza się też młodych polskich piłkarzy, żeby postraszyli zasiedziałe gwiazdy. Smile A my takich strachów na wróble nawet nie mamy. Żyro zagrał padakę ale stawiam dolary przeciw orzechom, że na Lechię wyjdzie. Kuciak przeprosi i pewnie też wyjdzie.
Pinto i Orlando kompletnie nie pasują do koncepcji Berga i ja się nie dziwię, że Norweg traktuje ich tak jak traktuje. Nie zdziwię się też, gdy obydwaj pożegnają się z Legią w zimie. Moim zdaniem, nie ma tutaj żadnej niechęci czy konfliktu. Legia bardzo znacząco zmieniła sposób gry, na co zresztą, zwracałem tutaj uwagę. Zrezygnowaliśmy z ataku pozycyjnego na rzecz długich przerzutów uruchamiających naszych skrzydłowych, którzy mają bardzo ograniczone zadania defensywne. Problem pojawia się, gdy przeciwnik albo gra wysokim pressingiem przez co nasi defensorzy nie są w stanie dokładnie przerzucić piłki albo rygluje własną połowę podwajając krycie naszych skrzydłowych.
Ja osobiście wolałem styl Urbana ale to wynika tylko i wyłącznie z moich gustów i zapatrzenia się na topowe zachodnie zespoły. Berg ma święte prawo do narzucenia własnego stylu gry. Żałuję tylko, że Urbanowi nie dane było zagranie rundy wiosennej już mając do dyspozycji niezłego napastnika i zdrowego Żyro.
18poniedziałek, 06, październik 2014 11:38
corazstarszy
Dzięki Gawin za reakcję. Podkreślę tylko, że nie mam pretensji do trenera za wstawienie Lewczuka. Nawet tego babola przy 0-1 jestem skłonny 'wliczać w koszty' rotowania. Przed meczem, patrząc na skład, pomyślałem sobie ‘Berg dobrze robi dając odsapnąć Brzyskiemu’. Zgadzam się, że patrząc na 1. połowę Lewczuk nie grał bardziej kiepsko niż dwójka kolegów na środku obrony. Ale akurat on popełnił najbardziej ważki błąd w całokształcie ślamazarnej grze całej drużyny, po raz kolejny czekającej nie wiadomo na co. Klasyczny przykład ‘na kogo wypadnie, na tego bęc’.
Co do Kuciaka, nie jestem pewien, czy on przy 0-2 założył sobie, że pyknie piłkę nad nadbiegającym Wilczkiem. Jeśli tak, to fatalnie, bo kilka minut wcześniej, po drugiej stronie pola karnego, zrobił to samo. Bez konsekwencji wówczas, ale to go wyraźnie rozzuchwaliło. Bramkarz powinien być bardziej odpowiedzialny. Zgadzam się oczywiście, że nie ma specjalnych powodów, aby rotować bramkarzem, zwłaszcza w sytuacji, gdy w poprzednim meczu nie zawiódł. Ale może wystawienie Jałochy np. z Lechią akurat podziała na Słowaka otrzeźwiająco.
Sądzę, że istotną kwestię podnosi Kajtek.
"Lepiej wymyslcie gdzie maja sie ogrywac zmiennicy pierwszej druzyny zeby byli w rytmie meczowym caly czas"
Nie widzę innej drogi niż selekcja na podst. pracy demonstrowanej na treningu. Sorry, ale czasem mam wrażenie, że np. Ondrej Duda tyle gra, bo jest naszym podstawowym towarem eksportowym i trzeba go obwozić i ludziskom pokazywać, zwłaszcza po zagranicznych miejscowościach, bo może ktoś kupi. Wiadomo, budżet nie bierze się znikąd. Ale za taką politykę często płaci się cenę na boisku. Dobra, awansujmy z tej grupy LE, odpadnijmy w 1/16 maksymalnie przy tym punktując (np. 1-0 w Warszawie i 0-2 na wyjeździe) i brońmy mistrzostwa.
19poniedziałek, 06, październik 2014 13:55
Moros
@Gawin

Na mnie Bielik zrobił pozytywne wrażenie gdyż często widziałem go przy piłce i widziałem w nim chęć grania. Potrafił uwolnić się spod opieki rywala, zagrać "z pierwszej piłki" z Sa. Nie wiem czy "nieobecność" Pinto była spowodowania pilnowaniem Bielika ale IMO wyglądało to tak, że ten drugi grał, a pierwszy nie. Coś jak z Markiem Saganowskim, który na boisku podobno był.
20poniedziałek, 06, październik 2014 15:06
@ "Lepiej wymyslcie gdzie maja sie ogrywac zmiennicy pierwszej druzyny zeby byli w rytmie meczowym caly czas"

Klepię o tym do zrzygania. Tylko awans do najwyższej klasy rozgrywkowej zapewni nam ciągłe granie rezerwowych. Należ lobbować aby wzorem Hiszpanii była to liga I
Przecież wczoraj czarno na białym było widać, że nasi rezerwowi nie mają rytmu meczowego, o zgraniu nawet nie wspomnę.
Nie wiem z jakiego powodu ktoś tu bez przerwy bajdurzy, że celem "dwójki" jest coś zupełnie innego. Bzdura.

Jedyny problem jaki mamy w TME to zbyt duża ławka rezerwowych. Pisanie że musimy się wzmocnić jest nie na miejscu. My musimy awansować z drugą Legią do jak najwyższej klasy rozgrywkowej, aby móc ogrywać rezerwowych.
Jak ważna jest regularna gra pokazuje przykład Kucharczyka. Igor Lewczuk przychodził do nas jako najlepszy prawy obrońca ligi. Kilka miesięcy grzania ławy doprowadziło do braku pewności w grze i koszmarnego błędu. Rezerwowi wzmocnieni czołowymi piłkarzami dwójki powinni grac regularnie, a nie od wielkiego dzwonu. Kosecki przez wysiadywanie na ławie też nie może odzyskać formy. To samo było z Beresiem, jest z Pinto, itd itp.
Ściągnięcie do klubu kolejnych piłkarzy tylko pogorszy sprawę, chyba że piłkarzy o kilka klas lepszych, ale na takich nas nie stać. Trudno bowiem przypuszczać aby piłkarze po 500 tyś € robili różnicę.
21poniedziałek, 06, październik 2014 19:19
Zbyszek
Wczorajszy mecz to typowy wypadek przy pracy i można by skonstatować, że stało się i że nie ma takich, którzy wszystko wygrywają. Dla mnie jednak jest to w Legii dalsze uczenie się. Niestety, na błędach.

Wydaje się, że popełniono poważne błędy przy ustalaniu taktyki meczowej. Dziś w futbolu, także krajowym nie da się wygrywać, również mając ogólnie lepszych zawodników, bez właściwej taktyki. Przykładem jest Wisła, której trener mówi i realizuje, iż będzie grał zawsze to samo niezależnie od rywala i już trzeci raz dostaje w kuper. Nasz analityk się nie popisał, a i trener do jego błędnej podpowiedzi taktyki dobrał wadliwych wykonawców. Bo jak nasza taktyka wyglądała, zakładając,że pozycje i wektory gry zawodników były zgodne z tym co ustalono? Nasze ustawienie w grze ofensywnej od początku to 4-1-2-1-2, zaś w defensywie 4-3-3. Rywal przeciwstawił nam ustawienie 6-4 w defensywie i 4-2-4 w ofensywie. My w ataku postawiliśmy na prowadzącego grę Pinto wspomaganego i asekurowanego przez Bielika, a bliżej bramki rywali na Orlando Sa, którego zadaniem była gra po obwodzie pola karnego z zadaniem wyciągania przynajmniej jednego ze stoperów z tego pola, a następnie uruchamiania wchodzących ze skrzydeł w pole karne Koseckiego i Saganowskiego. Założyliśmy, że stoperzy Piasta są trudniejsi do ogrania niż ich boczni obrońcy. Plan ten się nie sprawdził, gdyż Marek w meczu nie zaistniał i w pole karne z boku nie wchodził, a z Koseckim radził sobie prawy obrońca. W tej sytuacji błędem było wyprowadzenie Orlando z pola karnego, gdyż obrońcy Piasta super technikami nie są i błąd zawsze im się mógł przytrafić. Jego wykorzystanie kiedy ma się przed bramkarzem jednego obrońcę jest bardziej prawdopodobne niż kiedy jest ich kilku z uwagi na oddalenie od bramki. Ale najważniejsze było to,że dostępu do bramki Piasta przed polem karnym w tym przed Sa bronili dwaj defensywni pomocnicy /a nie stoperzy/, którzy z naszym napastnikiem dobrze sobie radzili, tak że czteroosobowy blok obronny pozostawał niezmienny. Powodowało to naszą systemową bezradność w tworzeniu sytuacji bramkowych. W środku pola Piast z nami nie walczył, więc mieliśmy więcej z gry i więcej czasu posiadaliśmy piłkę. Grając czterema ofensywnymi zawodnikami na naszych czterech obrońców Piast praktycznie uniemożliwiał włączanie się naszych bocznych obrońców do akcji ofensywnych. Taki pressing dość łatwo ominąć wygrywając pojedynki 1 na 1, ale wczoraj bodaj tylko raz to się tylko Broziowi udało. Więc to co było we wcześniejszych meczach naszą siłą czyli atakowanie rywali z różnych kierunków i zdobywanie przewagi w określonej strefie boiska, wczoraj nie zafunkcjonowało. Ale dużo gorzej prezentowaliśmy się w grze defensywnej. Rozczłonkowanie drużyny na 5 sektorów nie pozwalało na szybkie konsolidowanie się przy przeciwstawianiu się atakującym przeciwnikom. Nadto nikt nie miał zadania wspomagania naszej czwórki obrońców przed ich 4 nas napadającymi. Pomimo to bramki z takich ataków w pierwszej połowie nie padły. Zostały zdobyte po typowych dla naszych obrońców zagraniach do tyłu, w tym do bramkarza. Zarówno Lewczuk, jak i Rzeżniczak mogli i powinni po zdobyciu piłki wybić ją na połowę Piasta, w ostateczności na aut. Oni jednak prowokowali graczy rywala do atakowania siebie, aby zagrać piłkę do tyłu stojąc tyłem do pola gry i de facto tracąc kontrolę nad poczynaniami przeciwnika. W innej sytuacji boiskowej, bo po kontrataku w drugiej połowie Wilczek zdobył bramkę, ale tu Kuba też po strzale na bramkę odwrócił się tyłem do rywali i nie wiedział co oni czynią. Zorientował się, że coś złego się dzieje jak był biegiem mijany.

Piast wybrał na nas optymalną taktykę: nie podejmował walki w środku pola. Za to zagęścił własne przedpole i w ataku miał w pierwszej połowie tylu swoich zawodników ilu my obrońców. W drugiej połowie Piast grał w defensywie 8-2, zaś w ofensywie 4-5-1. Też dość prosta i przejrzysta taktyka, dość łatwa do opanowania i zastosowania. My natomiast zamiast prostych środków wykorzystujących nasze lepsze wyszkolenie techniczne i element zaskoczenia toczyliśmy boje na to kto silniejszy i szybszy. Dopiero wejście Dudy radykalnie zmieniło obraz meczu. Okazało się, że szybkie podania wprowadzają w ich szyki obronne chaos i dają nam okazje bramkowe. Pokazało to też jaka jest różnica pomiędzy Pinto i Sa, a Ondrejem.

Więc jak ktoś pisze, że nam wzmocnienia są niepotrzebne to myli się. Są potrzebne, lecz musi to być operatywny i silny obrońca, jak też dobrze odbierający piłkę defensywny pomocnik oraz konstruktywni: ofensywny pomocnik i napastnik. Bowiem różnica w poziomie gry pomiędzy wyselekcjonowaną jedenastką reprezentująca nas w LE, a resztą jest obecnie za duża. Trener miałby też komfort narzucania swojej taktyki każdemu krajowemu przeciwnikowi, a nie jej dostosowywania do każdego rywala. Co we wczorajszym meczu po prostu nie wyszło.
22poniedziałek, 06, październik 2014 21:50
Dzynek
---"Zwycięstwo gospodarzy trzeba uznać za w pełni zasłużone".---
Czy w pełni zasłużone to nie jestem przekonany. Oprócz naszych prezentów nie zapamiętałem wielu groźnych bramkowych akcji. Jakaś główka po sfg, strzał z za pola karnego, lecz to wszystko niezbyt groźne. Drużyna mocno cofnięta i jedyny Wilczek z przodu zasuwał. Rzetelnie to się jedynie bronili. Typowy mecz na 0:0. Gdyby nie te błędy to relacja dotyczyłaby impotencji obu drużyn w tworzeniu sytuacji bramkowych.

W kwestii oceny wyboru zawodników to teraz mamy łatwiej od Berga. Po fakcie fajnie się pisze, jednak można wysnuć pewne obieiktywne wnioski.
Z perspektywy meczu z Trabzonem należy pozytywnie ocenić postawienie na świeżych graczy. Tylko wymiana praktycznie całej jedenastki gwarantowała udźwignięcie meczu pod względem kondycyjnym. Zawiodły inne aspekty bezpośredniego przygotowania, lecz fizycznie większość spisała się dobrze. Osobiście podobnie zestawiłbym skład, lecz z dwoma wyjątkami: na prawe skrzydło dałbym Szwocha, a nie Saganowskiego, a na bramkę wstawiłbym Jałochę. W pierwszej sytuacji doskonale wiemy jak Marek sobie nie radzi na tej pozycji. Widzieliśmy to w Krakowie. Nie było powodu powielać tego ustawienia. To urodzony napastnik o bardzo wąskiej specjalizacji i nie ma szans, że sprawdzi się poza polem karnym. Dzisiaj jego gra to coś podobnego do tego, co Wilczek pokazał. Czyhanie na błędy obrony, bramkarza, a nuż uda się dołożyć nogę lub głowę. Nierozsądne jest oczekiwanie, że szarpnie po skrzydle, zrobi wrzutkę, czy rozegra. Charakterystyka tego piłkarza i jego wiek oraz wiążące się z tym ograniczenia fizyczne na to nie pozwalają. Szwoch pasuje o wiele lepiej, choć i dla niego to nie jest optymalna pozycja. Jednak technika użytkowa, przegląd pola, drybling dadzą drużynie bardziej wymierne korzyści, zwłaszcza jeśli ma spełniać podobną rolę jak Żyro. A w drugiej sytuacji należało zwyczajnie dać odpocząć pierwszemu bramkarzowi. Jest najbardziej eksploatowanym zawodnikiem drużyny i nie jest możliwe, żeby każdy mecz grał perfekcyjnie. W przyszłości warto częściej stawiać na Jałochę. Kuciak odpocznie, nabierze świeżości i spokoju, poczuje w końcu konkurencję i wróci na właściwy poziom. Zaś drużyna potrzebuje wartościowej alternatywy na tej pozycji, a takiej nie będzie jak Konrada przyspawamy do ławki.

Właściwie na osobny artykuł zasługuje pozycja Marka Saganowskiego. Można zauważyć, że nie jest wyróżniającym się zawodnikiem, często nie widzimy go przez długie okresy gry, a jak już dostanie piłkę to niewiele z tego dobrego, a jednak cieszy się zaufaniem Berga. Bardziej niż Orlando Sa, Arek Piech i wczoraj Mateusz Szwoch, choć mam przekonanie, że każdy z nich dałby więcej. Orlando jak dostanie piłkę to przynajmniej ją przytrzyma przed polem karnym i jak nie znajdzie pozycji do strzału do rozegra na nadbiegających kolegów nie mówiąc już o skuteczności. Piech raził zaś nieskutecznością, ale miał na mecz te dwie, trzy setki. Ma umiejętność znajdowania się we właściwym miejscu. Sagana trudno podejrzewać o takie atuty. Nie dzisiaj. Zwłaszcza jak odnosi się wrażenie, że ta 100 bramka była główną motywacją i po jej zdobyciu gdzieś odpłynęła. Teraz po prostu nie daje rady sprostać wymaganiom. Trener chyba za bardzo przywiązał się do jego charakteru i dorobku z początku sezonu. Powoli trzeba godzić się z powierzeniem innej roli dla Marka niż jako pierwszego rezerwowego. Może właśnie tego mentora dla młodych w rezerwach?

Ciekawie też wygląda sytuacja Arka Piecha. Trener mówi, że przegrał rywalizację i są mocniejsi od niego. Między innymi Marek Saganowski.
Tylko po co wziął go do Turcji? Tam nie mógł grać ze względu na nie zgłoszenie do rozgrywek, choć trener ściągnął go do klubu właśnie do takich spotkań, gdzie można wyjść z kontrą. I mało prawdopodobne było, że z Piastem wyjdzie w podstawie. W końcu trener musiał uszanować hierarchię i wystawić Orlando i Marka. Ale czemu nawet z ławki nie wszedł? Nie uwierzę, że w tej chwili jest w gorszej dyspozycji niż Sagan, a lepszym wyborem z ławki jest zamęczony Żyro.

---"Norweg na pewno ma zatem pełną świadomość, że jego 'plan B' póki co nie wystarcza nawet na tak przeciętne zespoły jak Podbeskidzie czy Piast."---
O planie B nie możemy mówić w meczu z Podbeskidziem, bo tam zagrał plan A. Nie należy jednak szukać kwadratowych jaj po jednej dość niecodziennej porażce będącej dziełem głównie zmienników. Pewne korekty w zupełności wystarczą. Możemy nieśmiało założyć, że Sagan zagrał drugi i ostatni raz na tej pozycji. Podobnie jak Łukasz Broź na lewej obronie. Następnym razem będą tam grali Brazylijczycy. Dodać Piecha, Szwocha i Jałochę to mamy bardzo dobrych zmienników i nie możemy z nich rezygnować przez taką wpadkę. Trzeba ich używać częściej niż raz w miesiącu, nie tylko dla zdrowej równowagi, ale także dla budowania pełnowartościowych graczy z drugiego rzędu mogących w każdej chwili zając miejsce w podstawie bez pogorszenia jakości składu. To personalne zestawienie ma szansę być skuteczne w lidze. Pojedyncze błędy, brak chwilowej współpracy czy niepewność zachowań są chwilowe, a w raz z częstotliwością występów będą zanikać. Druga, ligowa jedenastka to dobry plan B, tylko trzeba być konsekwentnym w jego stosowaniu. Jak w lipcu i sierpniu, kiedy takie właśnie działanie dało nam jakościowo świetne występy w eliminacjach LE, bardzo zadowalające w lidze i utrzymanie formy ww wrześniu, nie zapominając o dostrzegalnym rozwoju i rosnącej formy kilku zawodników. Warto powielać sprawdzone pomysły.

Nie mam tu zamiaru rozgrzeszać zawodników. Faktem jest słaba gra niezależnie od postawy Piasta. Każdy nasz gracz popełniał błędy i bezwzględnie należy dążyć do ich eliminacji.
23poniedziałek, 06, październik 2014 22:45
2arbiter
a czy najlepszym wyjściem nie będzie zmuszenie przeciwnika do prowadzenia gry?

po kiego wała pchać się do gniecenia piastów od początku meczu. Przecież oni tylko czekają na wysoko ustawioną defensywę Legii. Dodatkowo przemęczoną LE i osłabioną wstawionymi do składu niezgranymi zawodnikami.

Mądrze dać im piłkę i niech grają jak tak bardzo tą Legię chcą pokonać. Taki powinien być plan B. Bycie Legią nie oznacza prowadzenia gry przez całe 90 minut. A my mamy odwiecznie do czynienia właśnie z taką grą Legi w Ekstraklasie. Nieistotne czy Legii idzie czy nie to trzeba grę prowadzić.

Jak dla mnie też trzeba umieć zmusić przeciwnika do podjęcia inicjatywy. Przykładem niech będzie mecz Legii z Lechią w Gdańsku pod wodzą Stefana Białasa. Wygraliśmy 2-3 a Lechia wtedy zapowiadała wpadkę Legii.

Fakt jest taki, że wariantów na naszą ligę musi być kilka bo tak to każdy kolejny zespół ma dobrą lekturę. Wystarczy max zaangażowanie, pressing i mądre kontrowanie. I nagle okazuje się, że defensywa popełnia błędy.

Przeciwnika pokonasz jego własną bronią. Jak ktoś nie potrafi prowadzić ataku pozycyjnego a my do tego zmusimy to momentalnie są w czarnej dvpie.
24wtorek, 07, październik 2014 11:27
KAM
"a czy najlepszym wyjściem nie będzie zmuszenie przeciwnika do prowadzenia gry?"

We współczesnym sporcie nie chodzi tylko o wynik ale również o spektakl. Ludzie po to chodzą na stadiony żeby oglądać sportową walkę a nie spektakle z rodzaju "drzewa umierają stojąc". Ta myśl taktyczna która dla niepoznaki została w Polsce nazwana "piłkarskimi szachami" (bo po boisku poruszali się z prędkością figur na szachownicy) teraza jest zastąpiona ambitną ale często bezładną kopaniną o roboczej nazwie "mecz walki".
Ciekawe kiedy wrócimy do źródeł i zaczniemy grać w piłkę z fajnymi wymianami w środku pola, celnymi dośrodkowaniami i strzałami z dystansu?
25wtorek, 07, październik 2014 12:31
"Ciekawe kiedy wrócimy do źródeł i zaczniemy grać w piłkę z fajnymi wymianami w środku pola, celnymi dośrodkowaniami i strzałami z dystansu?"

Jak murzyn zostanie prezydentem. W Ameryce się udało, więc kto wie ? Smile
26wtorek, 07, październik 2014 12:33
yoga bonita
do kam
Wiesz, ja tam wole ogladac Arsenal i ich piekna gre niz Chelsea, ich zelazna defensywe i gre z kontrataku.
Niestety, Arsenal przegrywa.
Berg wyglada na to ze chce zrobic z Legii boring Chelsea.
27wtorek, 07, październik 2014 13:22
gawin76
@ Moros

No nie wiem. Szczerze mówiąc Bielik na razie przypomina mi wczesnego Furmana, który też miał skłonność do tego, żeby biegać od bramki do bramki jak przysłowiowy kot z pęcherzem, a chyba nie do końca na tym polega bycie pomocnikiem 50/50 Wink Ale zakładając że zbyt surowo go oceniam, pojawia się pytanie dlaczego to właśnie Bielika zdjął Berg, a nie np. Pinto?

@ Dzynek

Dla mnie kwestia zasłużone/niezasłużone sprowadza się raczej do odpowiedzi na pytanie jak działał pomysł na grę danego zespołu niż do matematycznego zestawienia ilości sytuacji bramkowych. Piast nie musiał rzucać się do ataku i oddawać wielkiej ilości strzałów na naszą bramkę, wykorzystał nasze babole i czekał. To my powinniśmy coś zrobić w tak układającym się meczu, niestety nie zrobiliśmy nic godnego uwagi. Mogę ew. przystać na wersję 'Legia nie zasłużyła w tym meczu na punkty' Smile

Szwoch chyba mocno zawiódł Berga w Bielsku - zobacz że od tego czasu praktycznie nie pokazuje się na boisku. Pomysł z Saganem faktycznie wygląda na dziwny, ale jak pisałem wyżej, skoro identyczny układ personalny w ataku zadziałał w Krakowie, trudno jest mi krytykować Berga za to, ze postanowił spróbować tak zagrać raz jeszcze.
28wtorek, 07, październik 2014 14:37
CTP
"skoro identyczny układ personalny w ataku zadziałał w Krakowie"
Zadziałał, bo Franio desygnował na boisko tylko jednego defensywnego pomocnika. Z całym szacunkiem ale Garguła, Stilic i Jankowski mają takie pojęcie o destrukcji jak świnia o gwiazdach. Przy takiej dziurze w środku, to nawet Helio mógł sobie poszaleć. A jak jeszcze dorzucimy Dudkę, który jak w meczu nie zrobi jakiegoś babola, to trzeba na mszę dziękczynną dawać, to i tak dobrze, że skończyło się tylko trójką.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1