A+ A A-

November rain mem!

Listopadowe ‘pro MEMoria’ zostały sterroryzowane jihadem, ale w jesiennych kartkach nie tylko o nim, właśnie dlatego żeby broń Panie Boże nie poczuł się zwycięski.

 

 

Zacznijmy zatem na sportowo.

Opaska za ciężka dla Rzeźnika?

Od 5 listopada i meczu z Club Brugge Jakub Rzeźniczak  stracił miejsce w wyjściowej jedenastce Legii, w następnym z Pogonią już go nie zobaczyliśmy na murawie. Wpierw według trenera z uwagi na przemęczenie, następnie z powodu kontuzji, ale... gdyby jako powód podano słabszą formę kapitana w zasadzie niestety zdziwienia by to wielkiego nie wzbudziło.

W dywagacjach nad spadkiem formy Rzeźnika zastanawiam się ile ważyła kapitańska opaska? Jeżeli o formie zawodnika decyduje nie tylko dyspozycja fizyczna, ale i psychiczna, to zadaję sobie pytanie, w jakim stanie mentalnym znalazł się przeambitny Kuba przed nowym sezonem? Zda się pozornie w idealnym, optymalnym. Przejął od Ivicy Vrdoljaka  funkcję kapitańską, dowód zaufania i autorytetu w drużynie, stał się  ‘gotów do walki’  twarzą Legii w medialnej kampanii promocyjnej, jak najbardziej zasłużenie nikt inny na to w takim stopniu nie zasługiwał, to powinno budować, również angaż Michała Pazdana powinien pozytywnie motywować. Charakterystyka piłkarska ich obu zbliżona, ale to Pazdek dostawał reprezentacyjne nominacje, a Rzeźnik przez Nawałkę był pomijany. Nadarzała się okazja, bezpośredniego porównania  podczas gry w duecie na środku defensywy. To wszystko winno determinować, ale czy aby Kuby nie przemotywowało? Chciał sprostać, podołać wyzwaniom, okazać się ich godnym, no i zamiast ‘grać swoje’ chciał więcej. Trudno o to mieć pretensje, ambicja to niezwykle pożyteczna cecha, bez niej o sukcesy ciężko, ale postawię tezę, że gdyby Rzeżnik sam sobie nie narzucał wewnętrznej presji, że ‘musi’ pokazać, udowodnić że jest prawdziwym liderem  z umiejętnościami  piłkarskimi nie gorszymi od innych, gdyby tylko ‘grał swoje’ a nie chciał ‘więcej’ to i funkcji kapitana i roli zawsze gotowego do walki legionisty by podołał, błędów by uniknął, a wówczas i w ocenie gry z Michałem Pazdanem mógłby być równoważny o ile nie zbierałby  korzystniejszych recenzji.

W tej chwili Rzeźnik kapitańską opaskę oddał Pazdkowi, a rywalizację sportową o miejsce w wyjściowym składzie przegrywa również z Lewczukiem. W to, że ambitny Kuba jest gotów do walki nie wątpię, ale gdy będzie ku temu okazja niech odpowiedzialnie ‘gra swoje’, nic więcej, nic mniej!

Wspomnień czar

Tak obecnie jesienią 2015 wspomina czerwiec  i lipiec 1982 roku Józef  Młynarczyk:

Ale Andrzej Iwan zapamiętał i opisał go tak w „Spalonym”:

„4 lipca  Polska grała z ZSRR. Tu zaczyna się tajemnica mundialu...
Jeszcze w Porto Cobo (obok la Coruni) z Józkiem Młynarczykiem zaczęliśmy grać w karty, ale to było tylko wstępem do partii, którym oddawaliśmy się w dusznych pokojach w Barcelonie. Graliśmy cały dzień i całą noc. A potem znowu – cały dzień i całą noc. Mnie było wszystko jedno – ze względu na kontuzję albo wylegiwałem się na basenie, albo popijałem whisky z masażystami oraz innymi wyautowanymi zawodnikami, albo właśnie – jak wtedy – rąbałem w pokera.
‘Młynarz’ miał zacięcie do kart. Niestety, łatwiej przychodziło mu do nich usiąść, niż później wstać. Początkowo graliśmy tylko w wolnych chwilach, a potem – cały czas. ( ... )
I tak rozdanie po rozdaniu. Młynarczyk tracił pieniądze. Im więcej ich tracił, tym dłużej chciał grać. Im dłużej grał, tym bardziej się wkręcał. Zaczęliśmy ciąć jeszcze przed meczem z Peru, natomiast między spotkaniami z Peru a z Belgią i zwłaszcza później między Belgią i ZSRR karty pochłonęły nas totalnie. Kiedy w nocy zamiast spać, Józek chciał rozdawać, trochę się zdziwiłem. Gdy następnego dnia zamiast iść na trening, ciągle licytował – byłem zdziwiony podwójnie. Ale w sumie, nie moja sprawa. Co mnie obchodzi, czy Młynarczyk trenuje, czy nie? Niech się dla odmiany Kazimierski i Mowlik trochę wykażą.
Drużyna trenowała, my graliśmy dalej.
Józek nie brał pod uwagę zakończenia partii, dopóki się nie odkuje. Ale z każdym rozdaniem oddalał się od celu. Kiedy następnego dnia znowu nie pojawił się na treningu, przyszedł do naszego pokoju zaniepokojony Piechniczek.
- Józek... - zagadał nieśmiało do swojego pupilka.
- Spierdalaj stąd!!! – wydarł się na całe gardło ‘Młynarz’, jednocześnie dając do zrozumienia, że priorytety się trochę zmieniły: poker ważniejszy od piłki nożnej. (...)
Przed zbliżającym się meczem ze Związkiem Radzieckim Młynarczyk nie trenował już dwa dni i miał dość kiepskie alibi. Na pytanie, co robił, mógł odpowiedzieć tylko w jeden sposób: „Razem z ‘Groźnym’ graliśmy w karty, piliśmy alkohol i paliliśmy papierosy...”. W przypływie szczerości powinien też dodać: „Spaliśmy tylko wtedy, kiedy zmorzyła nas szkocka”

Tyle Andrzej Iwan o tajemnicach mundialu, można dodać, że w ‘patriotycznym geście’ dał się w końcu Młynarzowi nieco odegrać, żeby ten powrócił do rzeczywistości i do swoich piłkarskich obowiązków.

Fusy górą

W teraźniejszej reprezentacji  z bramkarzy z nałogiem palenia nie jest w stanie sobie poradzić Wojtek Szczęsny i  niestety są dowody że mu to szkodzi  i w Londynie i w Rzymie. Mimo tego naszych goalkeeperów można traktować  jako reprezentacyjną elitę. Tworzą ją również z pewnością Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik, Akadiusz Milik, Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek aspirują do niej Kamil Grosicki i Maciej Rybus.  To głownie oni  wpływają na  wartość reprezentacji  wycenianą  obecnie pod tym względem na siódmym miejscu w Europie (!) reszta piłkarzy w kadrze to ‘fusy’ z krajowego podwórka, lub z perturbacjami  przebijający się za granicą.

Co by nie mówić, jakby nosem nie kręcić, wartością Nawałki  jest to,  że potrafił z „elity” i „fusów” stworzyć jedną, dobrze skomponowaną, rozumiejącą  się  drużynę. Fajnie że są ‘wiodący’ i ‘uzupełniający’ przy tym nie tworzy to podziałów psujących atmosferę, wręcz ci mniej doceniani  potrafią z siebie żartować, nie czując się w kadrze piątym kołem u wozu.  Bez odpowiedniego nastawienia ‘elitarnych’: Lewego, Krychy, Glika to by się zapewne nie powiodło, ale wyraźnie należy stwierdzić – to za Nawałki  ta sztuka się udała.

Kto motywuje kadrę przed  ważnym meczem? Elita czy Fusy? Kto jeszcze nie wie, odpowiedź na to pytanie znajdzie  w tym miejscu:

W listopadzie do wygranej 4:2 z Islandią swoją istotną cegiełkę dorzucili jeszcze ‘elitarni’, ale z Czechami   ciężar gry spoczywał już jednak na ‘fusach’. Można grymasić, ale ostatecznie przecież wygrali 3:1 zatem – dali radę. Brawo Fusy!

Islandia Mekką, ale sportową dla Europy?

A pro po wyspy gejzerów, być może nowożytna sytuacja  Europy spowoduje, że Olimpią na miarę tej antycznej na ziemi  której będą rozgrywane najważniejsze imprezy sportowe stanie się w XXI wieku właśnie Islandia.  Ze względów bezpieczeństwa miejsce idealne, odległe, trudno dostępne, z ilością mieszkańców ‘pod kontrolą’, a przy tym z infrastrukturą już rozbudowaną, z siedmioma halami z pełnowymiarowymi boiskami, łatwymi do zabezpieczenia, mysz się tam nie wślizgnie. Transmisji z meczów nikt nie zakłóci, kibice w ilościach reprezentacyjnych, czyli śladowych,  będą wyselekcjonowani  z weryfikacją do piątego pokolenia. Aha, na czas turniejów przestrzeń powietrzna będzie zamykana, obojętnie czy jakiś wulkan wybuchnie czy też nie. Piłkarskie Euro i nie tylko w takich kameralnych ale za to superbezpiecznych i komfortowych warunkach można rozgrywać.  O każdej porze roku, dodatkowy walor!

Rozbudzone demony

Unicestwić, pozarzynać,
Wobec śmierci się nie wahać
Biorąc z sobą poganina
W wielkim hołdzie dla Allacha.
By pijane rozpasanie
Wieczność trwało w tamtym świecie -
Trup z hurysą na kolanie
Prorokowi służył przecież!

Sprawy mroczne i ogromne:
Cały świat krwią naszą spłynie.
Muzułmanin temu winien,
…

 

Kto uwierzył „Muzułmanin temu winien” niech jednak  wysłucha, jeśli nie zna, całości tekstu:

„Źródło wszelkiego zła” dedykuję szczególnie panu redaktorowi Krzysztofowi Stanowskiemu, który po zamachach w Paryżu doszedł do jakichś dziwacznych z mojego punktu widzenia wniosków. http://weszlo.com/2015/11/14/krzysztof-stanowski-terrorysci-wygrali-i-co-my-z-tym-zrobimy/

„Demokracja, w połączeniu ze skrajną tolerancją i otwartością, zniszczy kontynent” dowodzi Stan i konkluduje: „Trzeba się zastanowić, czy aby na pewno Polska powinna być krajem świeckim”. No tak przed terroryzmem islamskim obronią nas prezydent Tadeusz Rydzyk i premier Piotr Natanek. Jak nie oni to jacyś ichni powiernicy. Doświadczyłem czerwonych teraz straszy się mnie czarnymi, jako jedynym antidotum na „Allah akbar”!  Demony rozbudzone.

Islamscy zamachowcy z Paryża to emisariusze religijnego fanatyzmu, to chyba nie ulega wątpliwości. Zindoktrynowani radykalnie psychopaci. Identyfikują się z religijną wspólnotą, to jest ich naczelny wyznacznik tożsamościowy, wobec innych którzy do ich grupy fanatycznych współwyznawców nie przynależą są nastawieni  wrogo, niechętnie, z poczuciem własnej ‘moralnej’ społecznej wyższości. Coś takiego jest immanentną częścią definicji ksenofobii. Jeżeli są bezkrytycznie i bezrefleksyjnie przywiązani do własnej grupy, wyolbrzymiają jej zalety, a negują wady, przy tym przesadnie i w nieuzasadniony sposób deprecjonują innych, tylko z tego powodu że nie przynależą do ich grupy, oraz przypisują sobie prawo ‘ujarzmiania’ innych w imię wartości wyznawanych przez własną grupę, to możemy ich określić jako klasycznych szowinistów kalifatu ISIS.

Jeżeli radykalnej, fanatycznej muzułmańskiej ksenofobii  i  szowinizmowi  chcemy przeciwstawić  chrześcijańską ksenofobię i szowinizm to cofniemy się do średniowiecza, tyle że wyprawy krzyżowe zastąpiłaby  ‘twierdza krzyżowa’. Wiarę w skuteczność tej wizji uznaję za... powiedzmy naiwną.

To nie znaczy że wszechogarniająca  „poprawność polityczna” ma uczynić Europę bezbronną przed islamizacją, że należy przymykać oko na rozbudzany muzułmański  fundamentalizm. To już niemożliwe. Deprecjonowanie i bagatelizowanie Huntingtona, wyśmiewanie Oriany Fallaci  chyba raz na zawsze się skończyło. (Czy oni postulowali powoływanie w Europie państw wyznaniowych?) Jeżeli zderzenie cywilizacji ma następować  to przecież nie wyłącznie na płaszczyźnie religijnej ale i w oparciu o te doświadczenia które Europa wyniosła na przestrzeni wieków i które ją kształtowały i których należy strzec. Choćby były tak ‘podłe’ i ‘wszeteczne’ jak  w takim  obrazoburczym przekazie:

Za, a nawet przeciw

Oriana Fallaci o Wałęsie pisała, że był próżnym, pretensjonalnym, pewnym siebie ignorantem, aż dziw że filozofia elektryka-prezydenta jest ciągle powielana.

Można odwoływać  się do frazeologii islamskiej, przywoływać jej propagowane hasła, poprzez analogię,  jako pozytywny wyraz własnego  fanatyzmu, ‘oddania sprawie’. A następnie można wzywać do udziału w marszu na którym...

 

Pod rozwagę na przyszłość!

Zadęcie

Czy my jako nacja bez względu na poglądy, polityczne opcje, musimy być tacy nadęci, pozbawieni  dystansu wobec siebie samych?

Zagadka?

Co to za ptak?

Kogut, paw, gołąb, takie padają poważne propozycje odpowiedzi. Gdyby dziób miał dłuższy ja bym optował za bocianem, zatem na wujka Guglusia się nie gniewam, że włączył się do dyskusji.

„Około roku 1000 Bolesław I Chrobry, wtedy jeszcze jedynie książę Polski z ambicjami na królewską koronę, kazał wybić denar, na którego awersie umieścił tajemniczego ptaka, a w otoku antycznego pochodzenia tytuł: PRINCES POLONIE. ( ... )

Do dziś nie rozstrzygnięto sporu naukowego, czy mamy w tym wypadku do czynienia z wczesną, przedheraldyczną kreacją orła (tak sądzili m.in. K. Stronczyński, T. Żebrawski, H. Polaczkówna, H. Łowmiański, T. Panfił), czy raczej z jakimś innym ptakiem, z którym wiązano w średniowieczu różne znaczenia symboliczne: zadziornym galijskim kogutem (R. Kiersnowski), pysznym pawiem symbolizującym majestat cesarski w Bizancjum (S. Russocki, B. Paszkiewicz) albo chrześcijańską gołębicą, symbolem Ducha św. (R. Sachs).” Źródło: http://warsztathistoryka.uni.lodz.pl/heraldyka/orzel_2.pdf

Emocje, jak je wyrażać?

Jonah Lomu uczy tego w ten sposób:

Kim jest Jonah Lomu? Na YouTube tak go przedstawiają:

Wikipedia  zaś dostarcza takich informacji:
Jonah Tali Lomu (ur. 12 maja 1975 w Auckland) –nowozelandzki  rugbysta, skrzydłowy, reprezentant kraju.
Dla reprezentacji Nowej Zelandii w rugby, w której debiutował jako 19-latek (najmłodszy gracz w historii) w latach 1994-2003 rozegrał 73 spotkania i zdobył 215 punktów, wszystkie przez przyłożenia.
W 2003 roku z powodu postępującej nerczycy  jego kariera uległa załamaniu, a sam zawodnik zmuszony został w 2004 roku do poddania się transplantacji nerki. Zabieg zakończył się pełnym sukcesem, a Lomu po rekonwalescencji wrócił do czynnego uprawiania rugby.
Jeden z najlepszych graczy reprezentacji Nowej Zelandii w rugby w historii. Jako legenda All Blacks  stał się właściwie pierwszą globalną gwiazdą rugby i najbardziej rozpoznawalną postacią tej dyscypliny sportu. Jego podobizna znajduje się w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud w Londynie. Od 2011 roku cierpiał na niewydolność nerek. Zmarł 18 listopada 2015 roku w Auckland.

Jak wyrażają emocje w Nowej Zelandii?

Uwaga, ostrzeżenie, potrafi mocno chwycić i ścisnąć gardło!

O legendach nie tylko sportowych

Tomasz Bagiński eksploruje legendy z nad Wisły, wprawiając  się do zmierzenia z prawdziwym długometrażowym reżyserskim wyzwaniem, czyli z potworem komercji z Hollywood! Jak poradził sobie z krakowskim Smokiem? Klikajcie właśnie w listopadzie się objawił!

No właśnie po Smoku jakie są rokowania na Wiedźmina?

Komentarze z sieci:
Mam nadzieję, że Wiedźmin ich dzieła będzie na poziomie. Efekty mają opanowane.
Perfekcyjnie zrobiony ale jak dla mnie za gladki i czysty ,troche jak commercial proszku do prania.Brakuje atmosfery zagrozenia,Smok terroryzuje ale bez obawy Persil usunie wszystkie plamy.Baginski nie musi juz udowadniac,ze jest znakomitym rzemieslnikiem i powinien bardziej skupic sie na nastroju i emocjach…
Super efekty nie przysłonią słabości scenariusza i reżyserii. Boję się o Wedźmina, utonie w efektach spcjalnych...

Wymagania i bezwzględność ocen niczym u kibiców piłkarskich!

Realu Dramat i horror

Po 0:4 z Barcą, niby w Madrycie głów jeszcze nie tracą, ale... ???

Kibole, jubileusz i pewna prawniczka

Monika Płatek - feministka i kandydatka do Senatu w ostatnich wyborach z poparciem zjednoczonej lewicy. Doktor habilitowana nauk prawnych, zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego: Mówię o różnych formach kibiców. Są chuligani, którzy dążą do tego, żeby pojęcie chuliganów zabrzmiało pozytywnie. Bronię chuliganów, tak, jak oni się sami identyfikują. To jest formacja bardzo honorowa, która ma poczucie świadomości społecznej, wysoki stopień zorganizowania, przywiązania do klubu. To się wiążę z pewnym poczuciem współpracy, zależności i czegoś więcej. Warto temu się przyjrzeć, a nie tylko nazywać ich zbrodniarzami. ( ... ) Jeżeli wszystkich przychodzących na zawody będziemy nazywać zbrodniarzami, przestępcami, i mówić o jakichś potwornościach, które się tam odbywają, to się możemy liczyć z tym, że poniesiemy klęskę.

Zgadzam się z przesłaniem pani profesor  sprzed kilku lat, choć mam wątpliwości czy ‘kibole’  nadal traktują wykładowczynię z UW  z poprzednią atencją? Może jest już ideowym i politycznym wrogiem? To byłby jeden z wymiarów klęski którą wieszczyła prawniczka Monika Płatek.

Wszystko  sprawką kobiet

Podobno fury szczęścia miało być potrzeba żeby po  latach panowania zdetronizować młodszego z braci Kliczków. Nic z tego Tyson Fury wystarczył, chociaż...

...Andrzej Kostyra  cytuje i  zauważa   http://www.polsatsport.pl/Komentarz/fu/Fury---Ozywczy-Prad-W-Boksie_1483278/index.html

- Mimo porażki Władimir pozostaje dla mnie najwspanialszym mężczyzną świata – pocieszała Kliczkę jego narzeczona Hayden Panettiere. Inaczej było z żoną Fury'ego – Paris. Rozbeczała się jak dziecko gdy Tyson odśpiewał jej w ringu piosenkę „I don't want to miss a thing” zespołu Aerosmith.

Pocieszanie pocieszaniem, ale od  „Rocky I i II” przecież wiadomo że kobiety są siłą sprawczą  dla bokserów nie do przecenienia, a tu  media spekulują, że choć po walce trzymała fason to Hayden Panettiere,  od prawie roku zmaga się z depresją poporodową, co zresztą znalazło potwierdzenie w publicznej wypowiedzi partnerki pięściarza: „Wiele kobiet boryka się z depresją poporodową. Niestety stałam się jedną z nich. Nie oznacza to, że mam negatywny stosunek do swojego dziecka czy chcę wyrządzić  mu krzywdę. Po prostu potrzebuję wsparcia.”

Fakt  dwumetrowy Fury to może być pryszcz gdy trzeba wspierać żonę. Przy okazji  jak te celebryckie fotki potrafią być zwodnicze:

Unforgiven

Dla mamony, czy między facetami, kolegami się godzi buzie sobie wzajemnie obijać? Gdy taki  zawód wybrali to chyba jednak  w pewnym momencie może dojść do sytuacji – bez przebaczenia! Mamed Chalidow nie wybaczył sekundy słabości Michałowi Materli, trafił i okazję wykorzystał,  zanim pojedynek na dobre się rozpoczął już był w zasadzie skończony. Instynkt  wojownika przeważył i dobrze bo po wejściu do oktagonu głowa winna być od sentymentów czysta, przyjaźń o ile jest silna zatriumfuje po walce. To też jest próba tylko, że siły charakterów.

Jeśli mówimy o przyjaźni, czy niech to będzie tylko koleżeństwo oparte na wzajemnym szacunku, to warto mieć na uwadze że dotyczy dysponującego  polskim obywatelstwem, ale Czeczena, który jak mniemam swojej wiary się nie wyparł. Chcąc tworzyć „chrześcijańską twierdzę”  mamy wrzucić Mameda i kilka tysięcy mieszkających w Polsce muzułmanów, praworządnych i lojalnych wobec naszego kraju,  do jednego wora  z psychopatycznymi  zwolennikami  ISIS?

November rain mem

I to by było na tyle  jesiennych listopadowych memowych wspomnień, czasem za, a nawet przeciw. Zamiast muzułmańskich kasyd, kościelnych psalmów i chorałów, buddyjskich mantr, hinduskich bhadżanów, zamiast rewolucyjnych międzynarodówek, wybieram i polecam ‘starego’ poczciwego rocka z dekadenckiej, upadłej, amoralnej i  konsumpcyjnej ‘zachodniej’ cywilizacji.

  
                                

Dyskusja (15)
1sobota, 05, grudzień 2015 07:37
Alez oczywiscie, nalezy byc tolerancyjnym dla tych muslimow,ktorzy jak np ukraince, mudziny itp itd niemalze w pelni "wszyli" sie w nasze spoleczenstwo. panstwo wyznaniowe zas w niczym nie pomaga a m.in rodzi podobny do tego islamskiego radykalizm. wazne, aby strzec tych zapuszczonych korzeni europy, ktorych moglismy doswiadczac np przez ostatnie jakies 15 lat.

Monika P. swietnie odnalazlaby sie na kamiennej Smile
2sobota, 05, grudzień 2015 10:31
Zbyszek
@Iocosus.
A mógłbyś tak częściej, a mniej Smile.
O Rzeżniczaku.
Być może masz rację,że Kubie opaska zaciążyła. Ja uważam,że przyszedł trener dla którego mniej liczy się taka usłużność, przymilność, takie stawanie zawsze po stronie trenera , prezesa czyli apropactwo. A bardziej jakość gry. A Rzeżniczak popełniał od zawsze mnóstwo błędów : w kryciu, w odbiorze, dawał się ogrywać jeden na jeden , nie mówiąc już o grze kombinacyjnej,, kiedy piłka szła na niego to nie brał jej na ciało tylko stosował uniki itd. Wielu trenerów, zwłaszcza Berg te błędy szkodliwe dla zespołu tolerowało, wyżej ceniąc cechy charakteru Rzeźniczaka. A trener Czerczesow przestał to akceptować. Przy tym Kuba nauczył się od różnych Probierzy,że gracz musi zawsze pokazywać,że w żadnych okolicznościach się nie obraża na trenera tylko jest gotów do pracy i walki o jego uznanie. Ten sam chwyt zastosował wobec Rosjanina,ale ten widocznie inaczej pojmuje lojalność i ma pretensje,że mówił co innego niż ten mu kazał mówić mediom.Trener najpierw mediom powiedział,że to zespół przegrał, a nie Rzeźniczak i że sprzęt badający parametry fizyczne wykazał jego przemęczenie. Takie miękkie lądowanie na ławie. Nim proste prawdy nieobecne w drużynie Legii dotrą do Kuby będzie on grzał ławę,aż ich nie przyswoi.Ogólnie mniej gadamy, a więcej słuchamy. Czerczesow pomieszania ról nie trawi.

O Szczęsnym.
To nie palenie papierosów jest problemem Wojciecha Szczęsnego, lecz jego podły charakter. Nie mogę oprzeć się wrażeniu,że dokładnie taki sam jak tatusia.Co widać na przykładzie magnesów : przeciwieństwa się przyciągają, a podobieństwa odpychają. Ojciec i syn od paru lat nawet nie rozmawiają ze sobą.Pozornie mają nadmierne rozwinięte ego co u tego typu osobników młody Freud uzasadnia nadmiarem libido,a dojrzały nIezgodą na opresję społeczną, którą nazywa kulturą. Zaś Fromm w "Ucieczce od wolności" i Jung w "Typach psychologicznych" prawią o reakcji na kompleksy u typów neurotycznych.Obaj bowiem uważali,że świat kręcić się powinien wokół nich, gdyż oni robią wszystko dobrze i tylko oni mają rację i nie przyjmowali do wiadomości, iż po to są przełożeni, aby to ich polecenia wykonywać. Maciej miał swego rodzaju fart,że trafiał na trenerów takich jak Wójcik czy Smuda, , którzy przynajmniej w słowach deklarowali,że lubią niepokornych i jego fanaberie i zwykłe chamstwo tolerowali dając mu grać,zaś Wojtek trafia na trenerów, którzy zapędów resocjalizacyjnych nie posiadają. Wedle nich to on ma się dostosować do reguł,bo one dla niego zmieniane nie będą. Pierwszym krokiem do zrozumienia normalnych zasad życia społecznego będzie pogodzenie się z ojcem ,bo to będzie oznaczało,że zrywa ze szkodliwymi nawykami i naukami zachowania wyniesionymi z domu.

O walce Fury-Kliczko.
Owszem partnerka Kliczki urodziła dziecko i była leczona psychiatrycznie z uwagi na silną depresję poporodową. I nie jest to powód do żartów.Dalej tego tematu nie będę rozwijał.
Natomiast sama walka powinna być i była w świecie szeroko komentowana ,
gdyż transmisja na żywo szła do 150 krajów.Ktoś dał nauczce Kliczce, aczkolwiek szkoda,że Fury walczył bardzo nieczysto i ostrzeżenie za notoryczne bicie w tył głowy dostał dopiero w 11 rundzie, a powinien jeszcze być ukarany za ataki z niebezpiecznie wysuniętą głową i bicie po komendzie "stop". Natomiast Kliczko zastosował po raz czwarty ten sam numer,że przesuwa termin walki w końcowym etapie przygotowań rywala z uwagi za rzekomą kontuzję.Nic mu to nie pomogło bowiem był od Furego wolniejszy i nie potrafił przedrzeć się przez jego dłuższe ramiona. Dla boksu dobrze się stało, bowiem obaj bracia dobierali sobie w królewskiej wadze rywali, przez co stała się ona niejako zamknięta.Poza federacją WBC.Jest nadzieja,że szefowie Federacji WBA,IBF,WBO i IBO nie pozwolą sobie na rządy Furego i jego menedżerów i wreszcie walki o tytuły będą z udziałem najlepszych, a nie dobieranych.

O sporcie i terroryzmie.
Redaktor Stanowski rzeczywiście zszedł do poziomu naczynia nocnego w tamtym tekście. Chciał za bardzo podzielić się swymi przemyśleniami odnośnie wyznawców islamu i uczynił to przy okazji meczu Real- Barcelona.Prezentuje taki sam pogardliwy stosunek do muzułmanów jak i do sportowców. Ma takie dziwaczne poczucie wyższości,że człowiek się zastanawia skąd się ono u niego bierze.Ja tego tematu nie podejmę, gdyż jestem poważnym człowiekiem i temat jest zbyt poważny, bo jednak dotyczy ludzi tracących życie,zdrowie, mienie, cierpiących i "kawiarniane " gadki zadowolonych z siebie mieszczuchów pomiędzy łykiem kawy i koniaku mnie mierżą. Faktem jest,że we Francji, Niemczech i Belgii głównym celem terrorystów była publiczność stadionów piłkarskich.Widocznie uznali oni,że nie centra finansowe, media, komunikacja są jądrem znienawidzonej kultury zachodu, ale futbol i że uderzenie w ten cel najbardziej zaboli.Jak by nie patrzeć na poziomie klubowym ten cel w Polsce jest znacznie mniejszy.

O wypocinach Iwana.
Tacy jak on i ich protektorzy do których zaliczam redaktora Stanowskiego, który im to pisze zohydzają sport. Sprowadzają go do kloaki, w której się chla, rozrabia, niszczy i jest się z tego tak zadowolonym jak by się pomogło chorej matce w biedzie.Ale taka jest filozofia redaktora S., gdyż on sportowców chyba nienawidzi, bowiem sprowadza ich do poziomu debilnych frustratów, nierobów, marnujących swoje życie czyli ogólnie nic nie wartych. Bo w wielu wspomnieniach, o piłce czyli o meczach , trenerach, przygotowaniach słowa nie ma.Tym samym także uważa on,że nas czytelników tylko takie badziewie interesuje. Nie tylko on, gdyż poważnych publikacji o piłce w naszym kraju się nie uświadczy.Dlatego nie kupuję.Wybrałem inną metodę. Jadę go Galerii i czytam ze stoiska. A po przeczytaniu staram się zapomnieć, gdyż nawet w ustach odczuwam niesmak.
3niedziela, 06, grudzień 2015 00:20
iocosus
Czarnuch -> to co, uświęcamy ksenofobię i szowinizm, wynosimy na narodowe ołtarze i „Jihad Polska”? Wink

Przyznaję że są kwestie które mnie dziwią w relacjach nazwijmy to ‘europejsko-islamskich’ ale nazwałbym to ‘uległością’, zbędnym samoograniczaniem na styku świeckości i muzułamańskiego radykalizmu, ale nie tolerancją. Bez niej w Europie wyrzynaliśmy się ‘religijnie’ kilka wieków temu wstecz, muzułmanie jak obecnie widać w tych swoich fundamentalizmach gdzie ‘tolerancja’ dla nich to czysta abstrakcja, chcą cały czas religijne wojenki uskuteczniać. Zda się równie mocno między sobą jak i z nami.

Zbyszek -> ‘MEMoria’ bardziej obrazkowo i cześciej miały funkcjonować na FB, niestety z jakichś nieznanych powodów z tym jest problem, namawiam redaktora Gawina żeby stworzył dział na c-L w którym byłby puszczony mem, jakaś fotka ilustrująca wydarzenie lub kadr z YT przekierowujący na ciekawy filmik, pod nimi moglibyśmy sobie pitolić do zapodanego tematu do woli na bieżąco, ale jak na razie moje namowy są bezskuteczne. Zatem póki co zdecydowałem się na „miesięcznicę”, gdy okaże się epistolarną męczennicą i dla mnie i dla Was wtedy prób zaprzestanę. Wink

Rzeźnik polskim Cannavaro już raczej nie zostanie, przestałem taką w sobie chować nadzieję, ale też grywał stabilniej niż ostatnio. Te statystyki nie są budujace dla Rzeźnika. http://ekstrastats.pl/8541/bledy-kto-popelnia-je-najczesciej/
Według mnie gdy przeambitny Kuba wyjdzie na plac (a wcześniej, czy później to nastąpi) to jeżeli będzie chciał „udowadniać” że zasługuje na wystawianie, opaskę kapitańską, powołanie do repry itp. to ryzyko błędu własnego zwiększy. Koncentracja, spokój i oby nabrał przeświadczenia, że nic nikomu nie musi udowadniać.

Odnośnie Wojtka Szczęsnego to ‘nałóg nikotynowy’ jest i dla mnie przenośnią bo również uważam że jego problemy nie biorą się z tego że puścił dymka w jednym lub w drugim miejscu. W tym byśmy się zgodzili, coś jest nie tak z zachowaniem Wojtka i bynajmniej nie o fajki w sensie dosłownym tu chodzi. Natomiast gdzie jest problem, to ja się nie podejmę w żaden sposób definitywnie na takie pytanie odpowiedzieć, mogę napisać ze Wojtek wygląda na ekstrawertyka i w zasadzie nic więcej, reszta to pytania, co najwyżej sugestie, na które bez znajomości bezpośredniej odpowiedzi nie znam, dlatego Zbyszku twojej ‘diagnozy’ nie potwierdzę. W relacjach ojciec-syn równie dobrze to ten pierwszy może być ‘toksyczny’, równie dobrze można napisać o seniorze Maćku ze powinien pogodzić się z synem i uświadomić sobie co jest nie tak w jego postępowaniu, że tych poprawnych relacji nawiązać nie mogą. Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia co obaj mają ‘do przerobienia’, który bardziej ‘nabroił’ w tych rodzinnych kontaktach.

Fakt, Wojtek sam dla siebie i jego sytuacji w klubach, powinien się starać zreflektować, zastanowić co jest nie tak, bo chyba jednak jest coś nie w porządku, skoro ‘nałóg nikotynowy’ jako erzac problemu jest ponownie nagłaśniany.

Aha, względem seniora, to murem za nim się opowiadałem w rywalizacji ze Zbigniewem Robakiewiczem. Mógł być ‘świrem’ ale bramkarzem dla mnie był zdecydowanie lepszym, ceniłem go wielokrotnie wyżej.

Zgoda Zbyszku że z problemów psychicznych żartów robić się nie powinno. Walkę Kliczko – Fury opisałeś na c-L, mnie rozbawił ten show który Tyson po zwycięstwie odstawiał, na to w frywolnej formie pierwotnie chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę, ale później ta przywoływana ‘ustawka’ rodzinna przed fleszami aparatów rodziny Kliczków jednak mnie sprowokowała, że ‘nie wszystko złoto co się świeci’ szczególnie na celebryckich fotkach.

Fakt, Hayden Panettiere powinno się życzyć dużo zdrowia i żeby w rodzince wszystko szczęśliwie się ułożyło.

Co do samego boksu, wyręczę się Januszem Pinderą: „w wadze ciężkiej mamy nowe rozdanie. Na początku tego roku wszedł mocno do gry mierzący dwa metry chłopak z Alabamy, Deontay Wilder, gdy zdobył pas należący wcześniej do starszego z ukraińskich braci i otworzył amerykański rynek. Teraz Fury bierze wszystko po młodszym. W kolejce już stoi jego rodak, 26 letni złoty medalista igrzysk w Londynie, Anthony Joshua, talent jakich mało, modelowy atleta.
Jest jeszcze doświadczony, ale głodny sukcesu Rosjanin Aleksander Powietkin, który też ma sporo argumentów w grze o tron. Szczególnie teraz, w nowej sytuacji. A to oznacza, że waga ciężka znów żyje.”

Z Krzysztofem Stanowskim tak mam, że równie dobrze potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć jak i negatywnie rozczarować. Stworzył miejsce które w necie jest piłkarsko opiniotwórcze, to mu trzeba oddać, natomiast z tym jego ‘antidotum’ na islamizację Europy poprzez rezygnację z państwa świeckiego no cóż zgodzić się nie potrafię.

Co do „Spalonego” Iwana, wiesz Zbyszek jeżeli będą same sportowe hagiografie, lukrowane popierdułki to obraz będzie przedstawiony w krzywym zwierciadle. Owszem w „Spalonym” w innych skandalizujących wspominkach, tez trzeba brać poprawki, filtrować, ale dobrze jest też pewne sprawy demitologizować. O Młynarczyku Iwan pochlebnie mówił a Stanowski spisywał gdy grał z Argentyną ze złamanym palcem. Gdy Iwan wściekał się w wspomnieniach na opiekę medyczną na mundialu w 1982 roku, to niestety ale miał rację, a to są ważne kwestie, nie mają prawa się powtórzyć nawet w minimalnym stopniu.
4niedziela, 06, grudzień 2015 00:22
a-c10
@ Iocosus:

Jesteś szują, świnią, hultajem, nicpotemem, cebrzykiem niemytym, kibicem Wisły, kibicem Piasta i... a, wpisz tam jeszcze dowolnie wybrane ohydztwo. Obiecywałem sobie, że nie obejrzę tego wideo (ani innego podobnego). No i całkiem w dechę mi szło. Aż do teraz. Znaczy do pół godziny wstecz. A od pół godziny wstecz siedzę i ryczę jak cała rodzina bobrów.

Zobaczysz, jak tylko się pojawisz w zasięgu mojego wzroku, potraktuję Cię tak, jak Jonah zwykł traktować boiskowych rywali.

@ Zbyszek:

uznali oni,że nie centra finansowe, media, komunikacja są jądrem znienawidzonej kultury zachodu, ale futbol i że uderzenie w ten cel najbardziej zaboli

Moim zdaniem to nie do końca tak. Zwróć uwagę, że oprócz Stade de France celami paryskich ataków były sala koncertowa i kilka na chybił-trafił wybranych kawiarni. Co łączy wszystkie te miejsca? Prosta radość. Radość z małych, niewiele znaczących rzeczy. No bo zgódźmy się, mimo całego naszego pitolenia, co niby takiego istotnego jest w bieganinie dwudziestu paru niby dorosłych facetów przyodzianych w krótkie portki? A w koncercie niespecjalnie wysublimowanej muzyki? A w wieczornym ciachu z przyjaciółmi, bądź przygodnie poznanymi ludźmi?

Niby nic. A jednak takie właśnie proste, niewiele znaczące radości stanowią bardzo istotny, choć zaskakująco często pomijany w przeróżnych dysputach filar naszej cywilizacji. Oprócz Spraw Ważnych, Wielkich Idei i innych takich mamy też szuranie gały, rock, czy wieczorną bezcelową paplaninę. My mamy. Oni nie.
5niedziela, 06, grudzień 2015 00:40
iocosus
A-c10 -> fakt mocne, winno być ostrzeżenie, ale też właśnie niniejszym w komentarzach zostało poczynione.
6niedziela, 06, grudzień 2015 13:12
Zbyszek
@Iocosus.
Jednak mnie nie doceniasz. Ja sobie niczego nie zmyślam odnośnie faktów, do których też zaliczam wiedzę jaką można zdobyć czytając książki niektóre. Odnośnie typów psychologicznych to nie ma większego autorytetu naukowego od Carla, Gustawa Junga i wyimek z jego pracy pod takim tytułem wydany przez "Wrota" w 1997 roku, strony 420-421 pozwolę sobie przytoczyć.Bowiem problem nazwijmy to elementarnego niedostosowania dotyczy nie tylko Szczęsnego ,ale mamy z nimi do czynienia zbyt często, niestety.
... "Subiektywne skłonności i ujęcia są silniejsze od wpływu przedmiotu,a ich wartość psychiczna jest większa tak,że one narzucają się wszystkim wrażeniom.Jak introwertykom wydaje się zgoła czymś niepojętym to,że przedmiot ma być zawsze czymś decydującym , tak też ekstrawertykom wydaje się zagadkowe to w jaki sposób stanowisko subiektywne może być nadrzędne względem sytuacji obiektywnej. Ekstrawertyk dochodzi w nieunikniony sposób do przypuszczenia,że introwertyk jest wyrachowanym egoistą , albo doktrynerskim pieniaczem. Ostatecznie typ ekstrawertyczny mógłby wysunąć hipotezę ,że introwertyk znajduje się pod wpływem nieuświadomionego kompleksu mocy. Introwertyk niejako to potwierdza, gdyż za sprawą uogólnionej formy ekspresji sprawia wrażenie,że już z góry wyklucza jakikolwiek inny pogląd.Poza tym sama stanowczość i skostnienie osądu subiektywnego - apriorycznie nadrzędnego wobec wszystkiego co dane jest obiektywnie - wystarczyłoby by wywołać wrażenie, iż ten czy ów jest wielkim egocentrykiem. Introwertyk skonfrontowany z tym sądem najczęściej jest bezbronny, nie dysponuje żadnym argumentem ; nie zdaje sobie bowiem sprawy z nieświadomych, ale jako żywo obowiązujących przesłanek czy swych subiektywnych spostrzeżeń , na podstawie których wyrobił sobie taki a nie inny osąd.Zgodnie z duchem czasu zaczyna więc poszukiwanie na zewnątrz, nie sięga jednak do tła swej świadomości. jeżeli zaś jest jeszcze trochę neurotyczny to znaczy,że zachodzi mniej lub bardziej nieświadome całkowite utożsamienie " ja" z Jaźnią , to wówczas znaczenie Jaźni zostaje zredukowane do zera, "ja" wzbiera zaś ponad wszelką miarę.Niewątpliwie istniejąca , określająca losy świata moc czynnika subiektywnego zostaje w takim przypadku wtłoczona w "Ja", w wyniku czego powstają aroganckie roszczenia do władzy i rodzi się wręcz infantylny egocentryzm.Stanowi to w istocie redukcję człowieka do nieświadomego, a szkodliwego dla niego realizowania popędów "/ dodam zachcianek/.
Wyjaśnię,że Jaźń jako pojecie empiryczne określa ogólny zakres wszystkich zjawisk psychicznych zachodzących w człowieku. Pojecie to wyraża jedność i całkowitość ogółu osobowości.
"Ja" jest to kompleks wyobrażeń ,,który stanowi centrum świadomości i który znamionuje duży stopień ciągłości i tożsamości z samym sobą.Tym samym ja obejmuje tylko centrum świadomości ,zaś Jaźń jest całością psyche człowieka..
Często powiadamy,że możemy mieć do czynienia z wolą takiego a nie innego myślenia, odczuwania, czucia lub intuicji / są to formy świadomości/. Jung wolę ujmuje nie jako czynnik samodzielny i twórczy,lecz jako dyspozycję względem świadomości sumy energii psychicznej. Wola jest zatem procesem swego rodzaju energetycznym wyzwalanym za sprawą świadomej motywacji.Jest to zjawisko psychologiczne zawdzięczające swe istnienie kulturze i wychowaniu moralnemu.
Tak więc to nie jest tak,że zachowanie człowieka to tabula raza i każdy jest zupełnie odrębnym egzemplarzem. Wręcz odwrotnie ludzie nie tylko mają taki sam genotyp biologiczny ,ale i taką samą naturę. Dopiero w ich ramach następuje osobnicze zróżnicowanie,ale te różnice również da się sklasyfikować jako dla danej grupy osobników typowe. Ta wiedza , przecież nie profesjonalna jest przydatna każdemu zarządzającemu ludźmi, ale też każdy powinien wiedzieć jakim typem psychologicznym jest i zdawać sobie sprawę jakim ograniczeniom podlega.I że te ograniczenia nie są opresją, ani pomniejszeniem wolności ,ale pozwalają żyć w większej symbiozie z samym sobą bez szkody dla siebie i dla otoczenia.
7poniedziałek, 07, grudzień 2015 17:32
iocosus
Zbyszek -> wypełnisz kwestionariusz osobowości, w przypadku testów Eysencka to kilkadziesiąt, w ostatniej wersji dziewięćdziesiąt pytań, zajmie ci to sporo czasu, ale rzetelny psycholog i tak ci powie, że żeby wnioski były miarodajne, należy za jakiś czas baterię pytań i odpowiedzi powtórzyć. A to tylko część składowa, procesu w którym równie ważne są obserwacja (wieloskładnikowa) i wywiad czyli bezpośrednia rozmowa też przecież niejedno razowa.

Jeżeli do wyciagnięcia definitywnych wniosków wystarczy ci tylko i wyłącznie obserwacja na podstawie materiałów medialnych, gratuluję, ale trudno mi będzie powstrzymywać własny sarkazm. Wink

Fajne były te ‘charakterystyki’ Mellibrudy w C+, ale nawet w tych zabawach, charakterystykach w których, fakt, mogły być ciekawe, adekwatne spostrzeżenia, przede wszystkim pozytywne, profesjonalista gdy już chciał ukłuć, zwrócić uwagę na coś co może być troszkę niepochlebnie odebrane, tworzy jakąś wątpliwość lub rysę, to pan psycholog zaznaczał i używał słów wytrychów: „może to oznaczać” jest „ przejawem”, „możemy to zinterpretować jako” czyli jeśli może to nie musi, a jeżeli jest przejawem to niekoniecznie stałą. ‘Szpileczki’ nigdy nie były też chyba jakoś znacząco dotkliwe, bo tu już się zaczyna ‘stąpanie po kruchym lodzie’ i dla charakteryzowanego ale i dla tego kto takiej publicznej charakterystyki konkretnej osoby przed kamerami tv by dokonywał.

Znam psychologów, po części się zgadzam z krążącym stereotypem, że największe problemy miewają sami ze sobą. Smile Psychologia jest wciągająca i pasjonująca, jako nauka ciągle młoda, rozwijająca się, może być wielce przydatna, każdy z nas na własny użytek jest ‘psychologiem’ być może bez wiedzy podręcznikowej za to z bardzo dobrym zmysłem spostrzegawczym i celnie wnioskującym o relacjach międzyludzkich, ale też jeśli chodzi o profesjonalistów … Przykład eksperymentu Rosenhana niech daje do myślenia przy wyciąganiu wniosków: „ Osiem osób (łącznie z psychologami, pediatrą i gospodynią domową), zgłaszając się do dwunastu różnych szpitali psychiatrycznych podało fałszywe imię i nazwisko oraz wykonywany zawód. Każda z nich wymieniała te same ogólne objawy, a mianowicie słyszenie głosów. ...bezpośrednio po znalezieniu się na oddziale szpitala pseudopacjenci zaprzestali zgłaszania jakichkolwiek objawów i powstrzymywali się od zachowań odbiegających od normy...długość hospitalizacji rozciągała się od 7 do 52 dni. Przy zwalnianiu ze szpitala żadnego z pseudopacjentów nie zdiagnozowano jako zdrowego, ich schizofrenia okazała się być w fazie remisji. Kiedy pseudopacjent został już zaklasyfikowany jako schizofrenik, nadal był tak postrzegany niezależnie od swego późniejszego zachowania....” Wink

Więcej w: https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Rosenhana

Zbyszek w kwestiach prawnych jesteś dla mnie autorytetem, w pozostałych dziedzinach w tym i w psychologii nie to że nie doceniam, ale właśnie doceniam, poważam, tylko pozwól że pozostanę przy własnym zdaniu, że zgadzając się z Tobą, że jakiś problem Wojtek Szczęsny ma, samemu na to też zwróciłem uwagę, to jednak co to jest konkretnie – nie wiem. W czym tkwi problem relacji ojciec-syn też nie ośmielę się dać wiążącej wypowiedzi.

Nie dam sobie ręki uciąć, nie wykluczę tego, że Wojtek Szczęsny będzie bronił na Euro i to doskonale, a wówczas jego charakter, w tym i pewną ‘arogancję’ weźmiemy w powszechnych ocenach za źródło jego sukcesu. Tak też może być, choć na dzień dzisiejszy uważam że powinien się jednak sam przed sobą zreflektować, bo sygnały jakieś jednak niepokojące istnieją. Zignoruje je to scenariusz może być równią pochyłą w dół. Oby tak się nie stało.
8poniedziałek, 07, grudzień 2015 21:04
Zbyszek
@Iocosus.
Przypomniałeś Melbrudę. Leszka. Ja miałem przyjemność w latach 70-tych w ramach Szkolenia Kadry Rezerwowej i Kierowniczej na stanowiska dyrektorskie być testowany przez kilka dni przez prof. Jerzego Melibrudę oraz brać udział w kierowanym przez niego czterotygodniowym treningu interpersonalnym.
Ja Wojciecha Szczęsnego nie znam i wybacz,ale nie tęsknię do tego. I to jakim on jest człowiekiem mało mnie obchodzi. On ma swoją rolę do odegrania i to taką jakiej każdy może mu zazdrościć.I on błaznuje i swoje pięć minut w życiu marnuje.Powiesz ,że to jego pchły, tylko racz zauważyć,że to nie ja pierwszy o Wojtku pisałem.
A wedle klasyfikacji psychologicznej to on jest introwertykiem a nie ekstrawertykiem.
9wtorek, 08, grudzień 2015 12:52
iocosus
„Wymiar introwersji – ekstrawersji, który okresla się za pomocą Eysenck Personality Inwentory (Inwentarz osobowości Eysencka, Eysenck i Eysnck, 1968), ujawnia różnice indywidualne pod względem stopnia, w jakim ludzie potrzebują innych osób jako źródła nagród i jako „nauczycieli” właściwego zachowania. Wylewny, impulsywny ekstrawertyk potrzebuje ludzi, aby wchodzić z nimi w interakcję, podczas gdy pełen rezerwy, ostrożny introwertyk w mniejszym stopniu korzysta ze stymulacji dostarczanej przez innych ludzi …” Źródło: „Psychologia i życie” Philip G.Zimbardo, Floyd l.Ruch, str. 417 wydanie: PWN Warszawa 1998

„Grecy opracowali opisowy system typów osobowości rozróżniający typ melancholijny, choleryczny, flegmatyczny i sangwiniczny. (…) Wilhelm Wundt, który przed stu laty założył pierwsze laboratorium psychologiczne zauważył, że zarówno melancholików jak i choleryków cechuje siła i zmienność emocji, podczas gdy emocje flegmatyków i sangwiników sa raczej stabilne. Postulował wyróżnienie wymiaru „emocjonalności” rozciągającego się od niestabilności do stabilności uczuciowej. Zauważył ponadto, ze choleryków i sangwiników charakteryzuje pewna zmienność zachowania, podczas gdy melancholików i flegmatyków cechuje podobna niezmienność postępowania. Zastępując bardziej współczesne terminy „ekstrawertyk” i „introwertyk” pojęciami „zmienny” i ‘niezmienny”, można stwierdzić, ze Wundt zapowiedział …
... dwa główne wymiary osobowości: emocjonalność/neurotyzm jako przeciwieństwo stabilności oraz ekstrawersję jako przeciwieństwo introwersji. Choć każdy człowiek ma swoje miejsce na tych dwóch osiach, nie musi trafić do jednej z czterech ćwiartek. Większość ludzi plasuje się wokół punktu przecięcia, charakteryzując się osobowością, która nie jest ani krańcowo stabilna czy niestabilna, ani tez krańcowo ekstrawertywna czy introwertywna. Większość ludzi jest raczej „ambiwertywna”, czyli lokuje się w połowie drogi pomiędzy dwoma krańcami osi. (…)
Introwertycy cechują się wyższym niż ekstrawertycy podstawowym poziomem pobudzenia. Dzięki temu łatwiej się uczą, lepiej zapamiętują i szybciej dochodzi u nich do warunkowania reakcji. Niższe partie mózgu trzymane są w szachu przez korę mózgową, wskutek czego zachowanie introwertyków jest też bardziej zahamowane niż ekstrawertyków. … ekstrawertycy cechują się niskim, a introwertycy wysokim poziomem pobudzenia. Zasadniczo wszyscy ludzie poszukują średniego poziomu pobudzenia. Sugeruje to, ze ekstrawertycy będą na ogół „poszukiwaczami przygód”, usiłującymi podnieść poziom pobudzenia przez znajdowanie radości w zachowaniach, które dają więcej kontaktu (z otoczeniem)Poszukiwanie nowych doznań i stymulacji jest również powodem towarzyskości ekstrawertyka. Przebywanie z innymi ludźmi podnosi poziom pobudzenia. Odwrotnie jest z introwertykami: unikają oni kontaktu ze zbyt wieloma ludźmi, ponieważ podnosi to ich poziom pobudzenia do nieprzyjemnie wysokiego stopnia.” Źródło: „Podpatrywanie umysłu. Dlaczego ludzie zachowują się tak, jak się zachowują?” Hans Michael Eysenck, GWP Gdańsk 1999, str. 143 i 154/155

„Zainspirowany ideami Junga (1923), dotyczącymi ekstrawersji i nerwicy, która według tego badacza występuje niezależnie od poziomu ekstrawersji, Eysenck już w latach czterdziestych przeprowadził badania psychometryczne na grupie 700 żołnierzy cierpiących na nerwicę. Na podstawie tych badań wyodrębnił drogą analizy czynnikowej dwa czynniki: neurotyczność oraz histerię (nerwicowa reakcja przejawiająca się w nadmiarze emocjonalności, występująca na załamanie u ekstrawertyków) versus dystymię (stan obniżonego nastroju i aktywności, występujący na załamanie u introwertyków). Te badania doprowadziły go do wyodrębnienia dwóch podstawowych wymiarów osobowości: ekstrawersji, często opisywanej dwubiegunowo, jako ekstrawersja – introwersja, i neurotyczności , której przeciwstawnym biegunem jest zrównoważenie emocjonalne (Eysenck, 1947) (…) już w pierwszej fazie swych badań nad osobowością Eysenck (1952) wspominał o psychotyczności jako trzecim jej wymiarze, jednak dopiero w połowie lat siedemdziesiątych wprowadził – wraz z Sybil Eysenck – ten wymiar na trwałe do struktury osobowości. (…) Eysenck doszedł do wniosku, że struktura osobowości jest trójczynnikowa. Te trzy czynniki, traktowane jako wzajemnie niezależne to: psychotycznosć, ekstrawersja i neurotyczność. (…) na ekstrawersję, w przeciwieństwie do introwersji, składają się następujące czynniki pierwszego rzędu: towarzyskość, żywość, aktywność, asertywność i poszukiwanie doznań. Źródło: „Psychologia, Podręcznik akademicki” red. Jan Strelau, GWP Gdańsk 2000, tom 2, str. 536-537

Zbyszek -> każdy ma prawo do własnego wnioskowania, na podstawie własnych zasobów poznawczych. Dla mnie Wojtek Szczęsny na podstawie medialnych wrażeń przedstawia się jako osoba otwarta na otoczenie, nie zamykająca się w sobie, dążąca do kontaktów z ludźmi, a nie ich unikająca. Na filmikach czy to z Arsenalu (kiedyś), czy to z kadry (obecnie) zawsze go pełno, żartuje, dowcipkuje w grupie, chce być w centrum zainteresowania, obecność mediów mu nie przeszkadza wręcz przeciwnie, przed kamerami czuje się jak ryba w wodzie, to go nie stresuje, takie napięcie, stymulacja go pobudza. Wojtek Szczesny według mnie jest towarzyski, żywy, aktywny również asertywny. To mnie skłania do wniosku, ze przeważają u niego raczej cechy odpowiadające ekstrawersji aniżeli introwersji.

Sadzę też, ze problem Wojtka, o ile w ogóle istnieje, według mnie są sygnały o tym świadczące, leży gdzieś indziej niż w tym czy jest ekstrawertykiem czy introwertykiem. Gdzie – nie wiem, brak mi danych.

Zbyszek gdybym ciebie nie cenił ten wywód uznałbym za zbędny, czasu bym nie poświęcił, a tylko wzruszyłbym ramionami.
10wtorek, 08, grudzień 2015 14:50
a-c10
@ Zbyszek:

Nie idź tą drogą. Usilnie Cię upraszam, abyś nie potraktował tego inaczej, jak tylko płynące z czystej sympatii ostrzeżenie, ale nie zniżaj się do poziomu medialnych speców od wszechrzeczy, bo to zwyczajnie nie uchodzi. I nieważne, że podczas swych żałosnych występ(k)ów w Lidze+ Extra Leszek Mellibruda się zniżał. Jego kręgosłup, dbaj o swój, szczerze radzę. Ludzka osobowość to zdecydowanie zbyt złożony temat, by się o nim autorytarnie wypowiadać na podstawie li tylko medialnych strzępków informacji. Zwłaszcza że absolutnie nie można wykluczyć, iż Szczęsny jr jest po prostu inteligentnym młodzieńcem, w pełni świadomie decydującym o tym, co pokazać kamerom, a co zostawić dla siebie.

Co zaś się tyczy jego paskudnego (wiem po sobie) nałogu - no bądźmyż poważni. Żaden sensowny trener (a co do sensowności Arsene'a Wengera i Rudiego Garcii to się raczej sprzeczać nie będziemy, hm?) nie odstawiłby dobrego zawodnika tylko dlatego, że ów jara szlugi. Problem polega, moim zdaniem, na oczekiwaniach wobec Szczęsnego, od lat rozdmuchiwanych przez naszych, pożal się Boże, dziennikarzy sportowych. Przecież niektórzy z nich widzieli chłopaka w bramce reprezentacji Polski zanim w ogóle zdążył zadebiutować w dorosłej piłce!

Wg mnie sprawa pozostaje banalnie prosta: gdyby Szczęsny umiał utrzymywać poziom, na który czasem zdarza mu się wskakiwać, mógłby sobie kopcić nawet w szatni. A że nie umie, to z papierochem, czy bez nie umie także utrzymać miejsca w składzie. Ani w Arsenalu, ani w Romie, ani w kadrze.
11piątek, 11, grudzień 2015 11:13
Zbyszek
@Iocosus i @A-c10.
Ależ ja wyraźnie napisałem,że psychologiem nie jestem.Natomiast mam za sobą kursa niektóre, gdyż w życiu różne rzeczy robiłem i niestety musiałem nauczyć się odróżniać ludzi "normalnych" od tych z odchyleniami psychicznymi.Do tego, jak to u mnie przeczytałem kilkanaście książek o tej problematyce. Jak kto twierdzi,że jest to jakaś wiedza tajemna to jest w błędzie. Tam nie ma nic czego umysłem ogarnąć się nie da.Na bariery natrafiamy dopiero jak mamy do czynienia z chorobami psychicznymi. Ale tu potrzeba psychiatrów, którzy i tu dopiero macie rację, są w stanie, od biedy rozpoznać rodzaj choroby,ale jej przyczyn rozwikłać nie są w większości przypadków w stanie , ani też jej wyleczyć też. I ja o chorobach psychicznych się nie wypowiadam.Natomiast to nie ja opisałem procesy psychiczne charakterystyczne dla lekkiego neurastenika, introwertyka tylko Carl Gustaw Jung w dziele "Typy psychologiczne' i jako żywo odwzorowało to zachowanie Wojtka Szczęsnego. Dla Junga i Freuda , a i wedle "Encyklopedii psychologii " różnica nie jest w zachowaniu, gdyż tym zajmuje się socjologia, a nie psychologia, lecz w źródle inspiracji, a w szczególności w stosunku do norm niejako zewnętrznych. Osobnik ekstrawertyczny asymiluje te normy i traktuje je jak własne,np. ten trywialny zakaz palenia w niektórych miejscach, zaś osobnik introwertyczny te normy omija , gdyż dla niego nakazem jest jego wewnętrzna potrzeba.Zaznaczyć należy,że wielu psychologów w tym Jung darzą większą niejako sympatią osobników introwertycznych, do których sam się zaliczam. Tylko,że ja mocno przebadany mam tego świadomość i wiem,że wierząc w potęgę wiedzy nie powinienem narzucać otoczeniu przyjęcia mojego oglądu rzeczywistości. Co często się nie udaje Smile.
Niedawno przeczytałem po raz chyba czwarty książkę Ericha Fromma "Ucieczka od wolności" . Po raz pierwszy to uczyniłem jak tylko ją u nas wydano tj. jak miałem 16 lat i na stare lata z przykrością stwierdziłem jak ogromnie dużo we mnie poglądów Fromma. A już myślałem,że jestem taki oryginalny Smile. Podam przykłady, gdyż to też jest jakiś element nauki dla innych , a u mnie te skłonności edukacyjne , gdzieś jako niewyżyte tkwią Smile.
1.Wierzę w samodzielność myślenia,ale jego jedynym warunkiem jest wiara w prawdę. Fromm uważa, że traktowanie prawdy jako względnej odstręcza od myślenia samodzielnego, gdyż wtedy prawda jako pojęcia czysto subiektywne, niemal rzecz gustu zmienia się w rejestr faktów i proces myślowy czyni zbytecznym. Więc kiedy czytam polską relatywistkę prof. Marię Szyszkowską czy postmodernistów zachodnich jak najmodniejszego Michela Foucaulta, dalej Gillesa Deleuze, a zwłaszcza Fransoisa Lyotarda , którego " Kondycja ponowoczesna " stała się niejako Biblią relatywizmu to odczuwam intelektualny sprzeciw i wręcz fizyczną odrazę.Np.dla relatywisty to,że samochód jedzie do przodu czy do tyłu jest tym samym i stanowi taką i samą wartością, a dla mnie nie.
2.Wierzę w ideały i uważam je za siłę etyczną człowieka.Fromm definiuje ideał jako to co jeszcze nie zostało dokonane, a co jest pożądane ze względu na szczęście jednostki.Uważa, że nie zawsze wiemy co posłuży temu celowi, albo jaką funkcję pełni on w rozwoju człowieka,ale nie możemy tylko z tych powodów głosić,że nie możemy wiedzieć co świat hamuje, a co go posuwa do przodu.Podaje przykład,że nie zawsze wiemy, które pożywienie jest zdrowe, a które nie, ale jednak potrafimy odróżnić które stanowi śmiertelną truciznę.Podobnie możemy wiedzieć co jest trucizną dla życia duchowego w postaci fałszywych ideałów i ich proroków.Dla Fromma wszystko co służy wolności jest dobre, a wszystko co człowieka zniewala,w tym ubóstwo, zastraszenie, izolacja są złe , gdyż są przeciwne życiu.
Podzielam poglądy Fromma,że wolność musi mieć pełny wymiar i że nie można być wolnym , kiedy głód, bezrobocie i obawa o byt materialny w sposób obiektywny zmuszają człowieka do uległości, że wychowanie ma polegać na dostosowywaniu jednostki do życia w społeczeństwie, a nie w opozycji do niego,że sprawiedliwość polega na tym,że jednostka dostaje tyle na ile zasługuje, a nie tyle ile żąda,że jednostka ma pełne prawo buntu wobec dyktatury itd.
Jako motto zacytuję tylko jeden fragmencik, który do mnie szczególnie przemawia : "Zwycięstwo wolności jest możliwe tylko wtedy kiedy demokracja przeobrazi się w społeczeństwo, w którym jednostka, jej rozwój i szczęście będą głównym celem kultury ; w którym życie nie będzie potrzebowało usprawiedliwienia w postaci sukcesu ani w żadnej innej postaci i w którym jednostka nie będzie podporządkowana ani nie będzie przedmiotem manipulacji żadnej siły zewnętrznej czy będzie nią państwo czy aparat ekonomiczny".
Oczywiście można znaleźć setki "myślicieli" których poglądy są odmienne tylko,że z tego nic nie wynika. Absolutnie nic. Dla mnie autorytetami są m.innymi Jung i Fromm / o innych nie wspominam ,gdyż nie chcę rozwalić pola dyskusji/ również dlatego,że to JA ich poglądy akceptuję.Czy ja do nich doszedłem sam w procesie wychowania społecznego czy przejąłem je od nich nie jestem w stanie dociec,ale próby wmawiania mi ,że inne poglądy na te i inne tematy są lepsze, albo słuszniejsze tyle mnie obchodzi co śnieg zeszłoroczny. w tym sensie jestem indywidualnością prezentującą własne poglądy, nawet jeżeli cytuję różnych mądrzejszych od siebie..
Pozdrawiam serdecznie.
12piątek, 11, grudzień 2015 15:04
a-c10
@ Zbyszek:

Nie no, spokojnie. Od lat nastu dzielę życiowe troski i radości z jedną panią psycholog, stąd też mam pełną świadomość, że o żadnej wiedzy tajemnej mowy być tutaj nie może. Ba, kiedyś nawet - trochę z nudów, trochę... no chyba z miłościSmile - połknąłem wszystkie te opasłe tomiszcza z "zawodowych" półek M. i poczułem się mądryVery Happy

Niemniej, trochę z tych tomiszczy, przede wszystkim jednak z obserwacji codziennej praktyki mej małżonki, wiem jak groźnie złudne bywa pierwsze wrażenie i pokusa stawiania diagnozy na podstawie niepełnych informacji. Broń Boże nie chodzi tu o relatywizm. Wręcz odwrotnie. A, no i przypominam, że nawet wg Junga linia podziału między ekstra-, a introwertyzmem biegnie znacznie dłużej, niźli tylko poprzez skłonność do asymilacji normSmile

Żeby tego w nieskończoność nie ciągnąć (Czarna-eLka to w końcu portal piłkarski, nie psychologicznyWink) - ja w żadnym wypadku nie wykluczam, że możesz, Zbyszku, mieć rację. Ostrzegam po prostu przed ferowaniem wyroków na podstawie "sądu TV".
13piątek, 11, grudzień 2015 19:27
Zbyszek
@A-c10.
Oczywiście,że C-L to portal piłkarski również w tym sensie,że na boisku toczy się walka, a my toczymy spór. Jest to problem znany od wielu lat ,mianowicie czy wartości są pochodnymi przeżyć subiektywnych czy też oceny są stwierdzeniami wartości istniejących niezależnie od ocen?. W istocie spór ma charakter sporu wiedzy i/lub postaw / szerzej Charles L. Stevenson:"Istota sporów etycznych"/. Wedle Stevensona bardziej zasadnicza jest niezgoda postaw, gdyż różnice wiedzy mogą być zasypane na polu kompromisu. Podam przykład : w podręczniku akademickim "Wiedza o etyce" prof. Hartman /nie lubię/i Woleński piszą,że słowa "Jeśli Boga nie ma to wszystko wolno" wypowiada jeden z bohaterów powieści Dostojewskiego "Bracia Karamazow" , w Wikipedii słowa te przypisuje się jednemu z bohaterów Dostojewskiego ze "Zbrodni i kary" , prof. Kołakowski w pracy "Jeśli Boga nie ma..." wkłada je w usta Blaisea Pascala z XVII wieku, natomiast Michel Foucault w "Narodzinach biopolityki" cytuje je z pracy Condorceta wydanej jakieś 50 lat przed pracami Pascala. Ja jako ten dociekliwy mogę zarzucić szanownym polskim profesorom,że wolałbym, aby w pracy zwłaszcza naukowej nie plotkowali, lecz studentom podali kto był jako pierwszy.Ale jak kto zacytuje tych profesorów, lub Wikipedię to przecież zarzutu z niewiedzy stawiał nie będę. Chyba,że się uprze,że Dostojewski był pierwszy. Inaczej przedstawia się sprawa kiedy mamy do czynienia z faktami przefiltrowanymi jak w sporze pomiędzy związkami zawodowymi, a zarządem firmy o podwyżki. Związki żądają ich, bo wzrosły koszty utrzymania, a zarząd twierdzi,że nie ma na tyle zysku, aby je przeznaczyć na wzrost płac.Obie strony ze swego punktu widzenia mają rację i na przekonanie wiedzowe szans nie ma. ale strony się godzą, Związki godzą się na niższe podwyżki, a zarząd jednak środki na nie znajduje. O kompromisie zadecydowały postawy, a więc czynnik czysto subiektywny, gdyż na gruncie wiedzy stanowiska były kontradyktoryjne.
W poprzednim wpisie i wyżej podanym chciałem szczególnie Iocosusa przekonać,że w humanistyce bitwa na argumenty wiedzowe jest często biciem piany, zwłaszcza kiedy nie czyta się ze zrozumieniem. Natomiast istotą jest spór postaw. Jedni zwani ogólnie introwertykami są subiektywistami, a drudzy zwani ekstrawertykami bazują na czynnikach ze świat zewnętrznego /celowo unikam słowa obiektywnymi/. Niektórzy badacze jak np. Hans Eysenick zapożyczyli od Junga teorie osobowości ,ale nadali im inne znaczenie, nie jako procesy psychiczne, lecz biologiczne, a nawet behawioralne.Wielu ten podział na to co wewnętrzne lub zewnętrzne w źródle procesów psychicznych myli z profilami osobowości opisanymi przez Florence Littauer jako : sangwinik, melancholik, choleryk i flegmatyk.To te profile stanowią mieszankę cech introwertyka i ekstrawertyka. Ja pomimo,że jestem otwarty, rozmowny ,łatwo nawiązuję kontakty jestem i cholerykiem i introwertykiem ,gdyż wszystko z zewnątrz przyjmuję przefiltrowane przez mój aparat pojęciowy i nie mam zamiar zmieniać swojego charakteru i nie wiem czy to w ogóle jest możliwe.
A teraz uwaga do Ciebie. W zbiorze przypowieści Fredricha Nietzschego: " Tak mówił Zaratustra" jedna opowiada o badaczu, który był wyłącznym specjalistą od badania mózgu pijawek i nic innego go nie interesowało. Jest to oczywiście w wydaniu tego niemieckiego mędrca pokłosie sporu o to jaka ma być nauka czy czysto specjalistyczna i z natury spekulatywna czy też szeroko badająca zjawiska pod kątem ich wzajemnego związku,Do tego Nietzsche nakłada problematykę autorytetu i zakresu jego obowiązywania w czasie i wobec kogo oraz inne zagadnienia / nie miejsce,aby je rozwijać/,.Mamy z tym do czynienia w przypadku lekarzy, których ilość specjalizacji wzrasta w postępie geometrycznym i niedługo nie będzie medyków od leczenia człowieka tylko np. od małego palca , bo od środkowego to będzie inny fachman.A człowiek nie będzie wiedział/ zresztą już dziś nie wie/ czy taki specjalista lecząc jakieś schorzenia jakiegoś organu nie robi więcej szkody niż pożytku w pozostałych organach czyli czy mniej by szkodził człekowi gdyby jednego organu nie leczył niż gdy się za jego leczenie zabrał. Ja z tego powodu w problematyce medycznej, technicznej głosu nie zabieram , bo się na tym nie znam i znać się nie chcę , do tego stopnia,że w domu tylko żarówkę wkręcić umiem, bo np. uszczelki wymienia małżonka , a do bardziej skomplikowanych spraw wołam fachowców. A moją postawę zobrazuję jeszcze inaczej : przed 45 laty jak chodziłem na kurs prawa jazdy to jeszcze obowiązkowo trzeba było znać budowę samochodu i ja w tej dziedzinie byłem jak to u mnie najlepszy. Umiałem, lubiłem i potrafiłem się uczyć i to mi pozostało Smile. Tylko, gdyby ktoś zechciał otworzyć maskę i kazał mi pokazać silnik to by się okazało,że król jest nagi.Bo bym zgadywał. Nie przyznałbym się,że nie wiem i może bym trafił.Ale raczej nie, bo mózgowcy fartu w losowaniach nie mają. Jaki z tego morał : nie licz,że stanę się na stare lata badaczem mózgu pijawek.
Pozdrawiam.
14sobota, 12, grudzień 2015 10:55
iocosus
Zbyszek -> nawet przez sekundę, nigdy nie wątpiłem w twoją erudycję, czy też że nie jesteś „indywidualnością prezentującą własne poglądy”. No przecież potwierdzenia są oczywiste, bieżące, trzeba by być ślepym żeby to zignorować, lub nie doceniać, chociaż …. Wink To co poniżej potraktuj żartobliwie z przymrożeniem oka, jest frywolnym, sztubackim (z góry przepraszam) zobrazowaniem mojego punktu widzenia.

Zbyszku, czy zdajesz sobie sprawę, nie przepraszam powinienem napisać, z pewnością sobie zdajesz sprawę, że nawet tu w tych naszych wypowiedziach, z sposobu ich prezentacji, formy dowodzenia ktoś mógłby się pokusić o dokonanie twojej charakterystyki, tak jak i każdego z nas aktywnych w necie. W psychologii są ‘testy zdań niedokończonych’, jakiś niewydarzony psycholog mógłby elementy takich badań wpleść w internetową ‘konwersację’ a następnie wykorzystać w własnym wnioskowaniu na temat określonej osobowości. Co jeśli robi to błędnie, nie jest wolny od podstawowych błędów atrybucji lub podlega zjawisku Krugera-Dunninga?

Powiedzmy, że nasz „spec” od psychologii dochodzi do takiego wniosku że „poddany badaniu Zbyszek” ma ‘osobowość autorytarną’ i publicznie w necie zaczyna się nad tym rozwodzić. Co sądzić o takim delikwencie? Zaprzaniec, a przy tym bęcwał w wnioskowaniu, z tym że ty Zbyszku w żaden sposób nietrafności „diagnozy” dowieść nie będziesz w stanie, bo jesteś tylko i wyłącznie w roli „pacjenta”, twoje reakcje dla obserwującego i wyciągającego wnioski są jedynie świadectwem większego lub mniejszego stopnia pobudzenia, materiałem badawczym.

Mógłbyś się wcielić w zewnętrzną internetową postać i podjąć polemikę na podstawie obserwacji tekstów „pacjenta Zbyszka” ale tu twój oponent występowałby w roli autorytetu, jeśli powoła się na własną wiedzę kierunkową poświadczoną magisterium, możesz próbować ją merytorycznie podważyć, ale możesz być zasypywany naukowymi terminami, to że wyciągane z nich wnioski mogą być wzajemnie sprzeczne, lub całkiem mylne, może już nie mieć znaczenia, na zewnątrz ‘siła autorytetu’ w definiowaniu ‘osobowości autorytarnej’ na przykładzie Zbyszka może brać górę, a nawet jeżeli uda ci się to przełamać, zdezawuować, to i tak zapewne pozostanie wcale znacząca grupa twierdząca „coś było na rzeczy”. Wink

Dlatego rozkładaniu osobowości czy to Wojtka Szczęsnego czy blogera Zbyszka czy iocosusa na czynniki pierwsze w necie jestem przeciwny. Niech lepiej nie przypisują tobie ‘osobowości autorytarnej’ a mnie np. ‘neuroz wszelakich’, choć lęków mam sporo, cały czas w kontekście Legii je przecież wyrażam! Wink

Jak z koszmarami sobie radził nie będę może zgłoszę się na indywidualną terapię, ale za przykładowego królika doświadczalnego publicznie robić nie mam zamiaru. Już i tak dosadnie mnie 'diagnozowano'.

Teraz ‘narwaniec’ Wojtek Szczęsny po meczu z Bate stał się bohaterem rzymian, zaś zrównoważony, stonowany, stabilny i emocjonalnie raczej przewidywalny Łukasz Fabiański został wybrany do jedenastki rozczarowań Premier League. No i mamy brać Łukasza na publiczną kozetkę psychoanalizy?

Zbyszek u mnie szacun i uznanie jest cały czas, pozdrowienia w strefie constans.
15sobota, 12, grudzień 2015 16:00
Zbyszek
@Iocosus.
Tuś mnie trafił celnie. Dziękuję, Pozdrawiam

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1