A+ A A-

MEM-oria styczniowe

W sportach zimowych jeszcze wczoraj byliśmy potęgą, a dziś na nartach Justyna już tak chyżo nie biega, Kamil już tak daleko nie skacze i król okazał się nagi. Co nie znaczy, że styczeń przestał ekscytować kibica sportowego, w tym i piłkarskiego.

 

Prolog - kto wypowiedział te słowa?

„Nie byłem wybitnym zawodnikiem. Przedwcześnie zakończyłem karierę, dzięki czemu uniknąłem reguły dotyczącej genialnych piłkarzy, którzy po skończeniu kariery, stając się trenerami, zbyt wiele rzeczy uważają za oczywiste i nie potrafią innym przekazać tego, co w naturalny sposób nabyli na boisku” ?
Z autorem tych słów związana jest taka historyjka: „... grał na lewej obronie, jego drużyna na kwadrans przed końcem spotkania prowadziła 1:0. Napór rywali z każdą chwilą nasilał się, wówczas nakazał lewemu pomocnikowi wycofanie się na jego pozycję, a sam zajął miejsce za środkowym obrońcą, dając mu dodatkowe wsparcie – w ten sposób  miał odkryć pozycję libero, która później stała się główną osią systemu catenaccio.”

Nie wierzę żeby ktokolwiek z czytających czarną-eLkę nie odgadł, ale pro forma, podaję rozwiązanie zagadki tutaj.

Genialni zawodnicy, wybitnymi trenerami?

Nie mam pojęcia jakim okaże się trenerem, ale nominowanie Zinedine Zidane'a na głównodowodzącego Realu Madryt skłoniło mnie do sporządzenia subiektywnego rankingu wielkich piłkarzy, którzy przeistoczyli się w wielkich trenerów. Oto ‘siedmiu wspaniałych’:

7) Jurgen Klinsmann – piłkarz o niekwestionowanej renomie, jako trener doprowadził Niemców „tylko” do trzeciego miejsca na mundialu w 2006 roku, ale ma u mnie uznanie za zmianę stylu gry „niemieckiej maszyny”.  Kontrowersyjnymi  odważnymi decyzjami  przeistoczył  germańską rzetelność, skuteczną ale nudną w pełną polotu, fantazji kreatywność i finezję. Zaprzeczył temu co ‘niemieckie’.  Joachim Loew rozwinął i kontynuuje to co Klinsmann zapoczątkował.
6) Morten Olsen – 102-krotny reprezentant  Danii (krajowy rekordzista), opoka defensywy legendarnego „duńskiego dynamitu” jak dla mnie niezapomnianej ekipy z 1986 roku bo to wówczas przyswoiłem sobie ten termin. „Jesteśmy czerwoni, jesteśmy biali, jesteśmy duńskim dynamitem" - śpiewali kibice Danii w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku dopingując genialną drużynę między innymi z Laudrupem, Elkjaerem-Larsenem, Sorenem Lerby, Janem Molby i Arnesenem. Grali lepszą i bardziej efektowną piłkę niż  ich następcy – niespodziewani mistrzowie Europy z 1992 roku. Cóż  futbol nie jest sprawiedliwy. Jako trener Morten Olsen oprócz triumfów w ligach duńskiej i holenderskiej (Broendby, Ajax) przez piętnaście lat był szefem „Gangu Olsena” czyli trenerem repry. Wystarczy za rekomendację.
5) Franz Beckenbauer – cesarz futbolu i jako piłkarz i jako trener doprowadzający Niemców w 1990 roku do mistrzostwa świata.
4) Carlo Ancelotti - mimo że w karierze zawodniczej załapał się i współtworzył erę AC Milan, był reprezentantem, to jednak gdybym go wyżej cenił jako piłkarza to i wówczas musiałbym go wyżej umieścić w rankingu, bo sukcesy trenerskie, wymierne,  ma imponujące. Mam większe wątpliwości do piłkarskiej, aniżeli do trenerskiej perfekcji, ale daj panie Boże innym taką  zawodniczą karierę.
3) Pep Guardiola – o statusie trenerskim nie trzeba pisać, można przypomnieć osiągnięcia sportowe: W Barcelonie   między 1990 a 2001 rokiem  rozegrał 379 spotkania, sześciokrotny mistrz Hiszpanii, dwukrotny zdobywca Copa del Rey i czterokrotny krajowego Superpucharu, triumfator  Pucharu Europy 1992, Pucharu Zdobywców Pucharów 1997, Superpucharu Europy 1992 i 1997.
2) Diego Simeone – 106 razy w reprezentacji Argentyny. Ligowy mistrz i  i zdobywca pucharów w Hiszpanii i Włoszech, ma na koncie z Interem Puchar UEFA (1998) i Superpuchar z AS Romą (1999). Dla mnie szkoleniowy guru, w  Atletico Madryt „za życia legenda”!
1) Johan Cruyff – „Człowiek, którego uznaje się za jednego z czterech najlepszych piłkarzy w historii, już w czasie kariery zawodniczej wykazywał ponadprzeciętną inteligencję. Wszyscy, którzy mieli okazję go poznać, twierdzili, że jego umysł wychodził poza standardowe ramy.
Cruyff wykorzystał to po zakończeniu kariery, zdobywając w ciągu 10 lat pracy wszystkie możliwe trofea w europejskim futbolu. Zasłynął głównie z prowadzenia Barcelony, którą w 1992 roku doprowadził do zdobycia Pucharu Europy, ale jego największą zasługą dla futbolu było wprowadzenie podwaliny pod tiki-takę.” (igol.pl)

Powyższy ranking  ‘siedmiu wspaniałych’ przeczy cytowanym słowom Helenio Herrery, zatem pora na przedstawienie  ‘klasyfikacji’  potwierdzającej  jego tezę. W  imię kibicowskiego miłosierdzia już bez „rekomendacji”  czyli uzasadnienia.

Wielcy piłkarze, mali trenerzy

12) Piotr Świerczewski Wink  11) Grzegorz Lato, 10) Christo Stoiczkow, 9) Michel  Platini, 8) Clarence Seedorf, 7) Jose Mari Bakero, 6) Gennaro Gattuso, 5) Ruud Gullit, 4) Zbigniew Boniek, 3) Gheorghe Hagi, 2) Lothar Matthaus, 1) Diego Maradona

Agent 007?

Czy Lionel Messi zostanie w przyszłości trenerem, wątpię. Szybciej jestem w stanie uwierzyć  że nabędzie przydomek 007, póki co przysługuje mu miano 005. Ale byłby  numer (!) gdyby „czwarta Lewa” ścieżkę do otrzymania znamienitej licencji mu udaremniła.

Przyszły trener Legii i jego asystent

W futbolu  prawie zawsze razem!

Czym jeszcze kibic sportowy zimową porą  się pasjonował? Halowymi parkieciarzami!

O co walczyli i w związku z tym  dylematy Stefka i Papkina

Co sobie pomyśleli 10 stycznia w Berlinie trener  kadry PZPS  z prezesem  PZPS o randze i stawce zakończonego właśnie turnieju?

Inni parkieciarze – to bandyci czy charakternicy?

Poznawszy z wywiadu Artura Siódmiaka nieoficjalne zasady gry w szczypiorniaka redaktor Przemysław Babiarz zaproponował wsadzanie szczypiornistów do mamra!

Tak wzburzony  realizmem  rywalizacji na parkiecie, ani  tak radykalny  w wnioskach  jak popularny dziennikarz telewizyjny nie jestem, nie uznaję piłkarzy ręcznych za bandytów i kryminalistów, ale nad kwestią  zachowań  grożących utratą zdrowia  gdy ktoś chce rzucać piłką do bramki można a być może nawet należy się pochylić. Czy piłka ręczna ma ewoluować w futbol amerykański? Czy może w MMA?

Dwóch zawodników walczy o pozycję, akcja w zasadzie rozstrzygnięta, ale „na odchodne” jeden  z premedytacją wali  łokciem  drugiego  w gardło lub w szczękę tak że tamten pada, udzielona jest pomoc lekarska, trener musi dokonać zmiany, a sędziowie nie odgwizdują  żadnego faulu, nie przyznają żadnej kary, wykluczenia, mecz ma się toczyć tak jakby nic się nie stało, normalka (!?) bo przecież to „męska gra”. Otóż taki autentyczny obrazek z mistrzostw Europy wzbudza we mnie obawę  jaka przyszłość czeka piłkę ręczną?

Są sporty bardziej kontaktowe fizycznie i są ekscytujące, tylko czy sędziowska tolerancja dla „kontaktowych zachowań” na pograniczu  spowodowania kontuzji  w piłce ręcznej  nie jest aby jakąś formą hipokryzji? Przymyka się oko na „nieoficjalne zasady” praktykowane przez wszystkich, kto się do nich nie dostosuje, ten sukcesów nie osiągnie, tu świętych się nie znajdzie, ale czy tym samym  nie daje się przyzwolenia, że dopuszczalną  „zasadą” w piłce ręcznej aby wygrać,  jest fizyczne wykluczenie zawodnika przeciwnego zespołu z meczu, z turnieju? Czy kontuzjogenność piłkarzy ręcznych nie potwierdza zgodności  takiej „zasady” z praktyką!? Nie w tym kierunku to zmierza?

W grze kontaktowej, dynamicznej, zakładającej  wzajemne się przepychanie, ograniczanie sobie ruchów, wykorzystywanie w tym celu  siły fizycznej, wyłapywanie fauli jest siłą rzeczy problematyczne, trudne. Jeżeli jednak ma się tolerować „nieoficjalne zasady”, przymykać oko na „twardą” a po prawdzie brutalną, „po trupach do celu”  grę w której wzajemne faule są chlebem powszednim to pozbądźmy się przynajmniej hipokryzji  i wyposażmy szczypiornistów w asortyment którym dysponują  hokeiści lub futboliści amerykańscy. Dzięki temu może kontuzjogenność w tej dyscyplinie nieco spadnie, a celem nadrzędnym pozostanie rzucenie większej ilości bramek i ten cel umożliwią nie tylko ochraniacze na zęby!?

Z przymrużeniem oka, z pewnością nieco przerysowany, ale problem w jakim kierunku podąża piłka ręczna zda się  istnieje!

Pożądany Prezydent

Dzięki  Mistrzostwom Europy w ręcznej  po ‘mission impossible’ Chorwatów wiadomo przynajmniej który z europejskich prezydentów  najlepiej swoich rodaków potrafi  zdopingować, a ich przeciwników  zdekoncentrować i tym samym zdemotywować!

Boks – sport bez hipokryzji

Dyscyplina kontaktowa, doprowadzenie do czasowej niezdolności  do podjęcia  lub kontynuowania walki ma wpisane w oficjalne reguły  dążenia  do  zwycięstwa. Urazowa i owszem, bywa że w krańcowych przypadkach tragiczna, ale ekscytująca i  bez ściemy weryfikująca  deklaratywną  ‘gadkę szmatkę’.

Brzydkie kaczątko (Baśń.pl)

Przy jednym ze wzgórz stał okazały zamek, a dokoła niego rozciągał się wspaniały chociaż nieco zdziczały ogród, pełen rozłożystych liści łopianu. Pod jednym z nich uwiła sobie gniazdo kaczka i wysiadywała jajka. Ostatnie  było nieco inne niż reszta i w ogóle nie pękało. Po niedługim czasie skorupka kłopotliwego jajka jednak rozbiła się i oczom kaczki ukazało się pisklę. Było  bardzo brzydkie.

Ptactwo całego podwórka,  zaczęło szczypać i popychać pisklę.
-Co to? To ma być kaczątko? A fe, jakie brzydkie! Idź stąd, pokrako!
Kaczątko tylko kłaniało się pokornie na wszystkie strony, ale gdy już nie tylko kaczki, ale nawet kury szczypały je i przepędzały, biedne pisklę uciekło z podwórka przez płot i wylądowało w gęstych krzakach.
Nadeszła jesień. Pewnego dnia podczas pływania, kaczątko zobaczyło wzbijające się pod niebo dwa wspaniałe, przepiękne ptaki. Były lśniąco białe, miały potężne skrzydła, długie, smukłe szyje i wołały do kaczątka:
- Leć z nami...!

Ale kaczątku aż mowę odjęło z zachwytu i wstydu, że tak piękne ptaki w ogóle spojrzały na niego - chodzącą brzydotę. Poczuło nieznaną sobie dotychczas tęsknotę, miało wrażenie, że coś łączy go z tymi ptakami, chociaż nie wiedziało, dokąd lecą i jak się nazywają(?). Wstyd jednak wygrał i kaczątko pozostało samo na opustoszałym stawie. Przyszła zima i wody zamarzały; zamarzł i staw, na którym żyło w samotności brzydkie kaczątko. Tam, przymierając głodem i walcząc z okrutnym zimnem, przetrwało aż do wiosny.
Słońce zaczęło przygrzewać coraz mocniej. Trawa zazieleniła się, przyroda przebudziła do życia. Również kaczątko odżyło i wypłynęło na swój ukochany staw. Wtem ujrzało nieopodal te królewskie ptaki, za którymi tak tęskniło i serce zabiło mu mocniej. Kaczątko szepnęło do pięknych ptaków z pokorą:
- Zabijcie mnie. Lepiej umrzeć niż żyć.
Ale cóż to? Pochylając głowę, kaczątko zobaczyło na tafli stawu swoje odbicie! Z szarego, brzydkiego kaczątka, przeistoczyło się w łabędzia. Młodego, przepięknego łabędzia.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1