- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Dzynek
Puchar pogardy
Przyczynkiem do tego artykułu były słowa naszego złotoustego trenera Henninga Berga. Zdumiał mnie taką oto wypowiedzą: "Na wyspach rozgrywki o krajowy puchar są bardzo prestiżowe i traktowane z należytą powagą. Nie wiem jak to jest traktowane w innych klubach w Polsce, ale przy Łazienkowskiej to ważne trofeum i chcemy je zdobyć".
Jaki jest prestiż angielskich rozgrywek i jak Puchar Polski jest traktowany w Polsce jakiś czas temu opisał na stronie sport.tvp.pl Kacper Bartosiak. Może Iza Kuś zechciałaby trenerowi przetłumaczyć, żeby znowu nie palnął podobnego głupstwa?
Zresztą, nawet bez tłumaczenia, Berg zapewne zauważył jakie podejście pokazał we wtorek Górnik Zabrze, wystawiając do rozgrywek rezerwowych, którzy do tej pory bardzo rzadko grali. Przez pryzmat Górnika w nieco innych konturach objawiają się wpadki ekstraklasowców we wcześniejszych fazach turnieju. Wpadki to chyba niewłaściwe słowo. Bardziej pasuje świadome działanie. Z premedytacją. I wcale im się nie dziwię, kiedy zrobi się kalkulację kosztów.
Zbigniew Boniek chciałby nadać rozgrywkom prestiż, ale lekko się kompromituje. Sama wizja europejskich pucharów (właściwie to tylko eliminacji) i gry na Narodowym to zdecydowanie za mało. Kluby przecież liczą pieniążki i nie chcą się bawić, kiedy nie mają wymiernych korzyści finansowych. Śmiesznie niska główna nagroda - w poprzedniej edycji ok. 500 tys zł - jest odbierana jak potwarz. Nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów logistycznych, a tu jeszcze trzeba premie piłkarzom zapłacić. Kluby dokładają do zabawy praktycznie bez żadnej nadziei na zwrot. A chyba wszyscy rozumiemy, że to nie jest działalność filantropijna i jej motorem napędowym są pieniądze. Jak nie teraźniejsze, to ich wizja w przyszłości. Zwycięski klub musi czuć w kieszeni, że warto mocno się zaangażować i powinien otrzymać namacalną nagrodę.
Ktoś powie, że klub odbije sobie w pucharach europejskich. Mógłby, ale to jest mamienie przyszłą i niepewną nagrodą, a do tego klub najpierw musi... znowu zainwestować. Oczywiście z nagrody już nic nie zostało, bo pokryła część wydatków. Nazwałbym to naciąganiem, a nie nagrodą. Jak w loteriach sms-owych. Chcesz wygrać, to wyślij koleją wiadomość. W sumie tylko wydajesz.
A o kosztach eliminacjach pucharów europejskich Adam Dawidziuk kiedyś ładnie napisał:
"Gra w eliminacjach europejskich pucharów to dla naszych klubów inwestycja obarczona dużym ryzykiem. Do faz kwalifikacyjnych trzeba dołożyć, a w najlepszym przypadku, gdy uda się uniknąć dalekich podróży, bilans wychodzi na zero. UEFA nie rozpieszcza maluczkich. W Lidze Europy płaci 100 tys. euro za każdą rundę, w Lidze Mistrzów to kwota o 30 tys. euro niższa, płacona dopiero po odpadnięciu. (&hellip
Pucharowe podróże kosztują. Wiedzą o tym w Poznaniu. Przed rokiem Lech jechał na Kaukaz i do Kazachstanu. Dlatego teraz po wylosowaniu fińskiej Honki wszystkim w Kolejorzu ulżyło. Czarter do Finlandii będzie kosztować 40 tys. euro. To mało w porównaniu z podróżą do Tałdykorgranu, która kosztowała 120 tys. Takie wydatki czekają Piasta, który pojedzie na mecz z azerskim Karabachem Agdam (&hellip
Do kosztów takich wypraw trzeba zaliczyć nie tylko przelot, ale też swoje jedzenie, picie i opłaty za hotel."
Wyobrażacie sobie Górnik jak inwestuje w Puchar Polski z małą szansę odzyskania włożonych pieniędzy? Piszę o klubie, który jest na skraju bankructwa (właściwie to nie wiem, czemu jeszcze istnieje), a najbliższą transzę z NC+ przejmują piłkarze. Oni teraz nie mają pieniędzy. Oni woleli więc odpaść niż ponosić koszty kolejnych meczy. Taki to prestiż ma Puchar Polski. Lepiej odpaść, ale żyć. Dwie pętle uwierały w szyję, jedna mniej pozwoli dłużej oddychać.
Pal licho Górnik. On tylko reprezentuje punkt widzenia większości klubów w Polsce. Chcieliby grać, ale tylko na własnym stadionie i z Legią, bo na biletach zarobią i będzie fajna pamiątka jak to miejscowy piekarz szybciej dobiegł do piłki niż zawodowy piłkarz. Ale są też tacy, co jednak nie śmierdzą groszem, na szastanie ich nie stać i zdecydują się zainwestować. Jak widzą przyszłość? Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że czeka ich ten sam los, co dotychczasowych triumfatorów: łomot. Kosztowny łomot, bo połączony z wycieczką krajoznawczą na wschodzie kontynentu, gdzie onegdaj hasały hordy tatarskie. Wiele klubów zniechęca się właśnie dlatego, że muszą ponieść duże koszty, żeby zobaczyć marną szansę na awans do kolejnej fazy rozgrywek.
Puchar tysiąca drużyn faktycznie został zdewaluowany do pucharu kilku najbogatszych, którym reszta rzuca płatki róż na szczęście. Dzisiaj większość prezesów musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy stać ich na Puchar Polski, kiedy określają priorytety przed sezonem. Większości nie stać, a chyba nie o to tu chodzi.


Celem rywalizacji sportowej jest (powinno być) odnoszenie sukcesów (zdobywanie trofeów)
PP jest jednym z trofeów, które dodatkowo otwiera najszybszą (najłatwiejszą) drogę na Europejskie "salony"
To nie rozgrywki o PP, a bieda polskich klubów jest problemem.
Wiele miesięcy temu na c-Lce pisałem, że wzorem NBA powinniśmy stworzyć "zawodową ligę piłki nożnej", z dowolna ilością drużyn. Bez spadku i awansu. Jedyne kryterium to stabilny budżet. Poza zlikwidowaniem patologi handlu meczami, przestalibyśmy mówić o tym, że na granie w Europie nas nie stać, bo bilety lotnicze za drogie.
Pierwsi zrozumieli to działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
- Od sezonu 2011/2012 PlusLiga jest tzw. ligą zamkniętą, gdyż nie obowiązuje zasada awansu i spadku. Jedynym kryterium jest budżet klubu.
W 2014 siatkarze zdobyli MISTRZOSTWO ŚWIATA ! a liga uznawana jest za jedną z trzech (Rosyjska, Włoska) najlepszych na świecie.
Mam nadzieję, że prezes Boniek dotrzyma słowa i tym razem PZPN z całą bezwzględnością egzekwować będzie wymogi licencyjne. Niech zrobią przynajmniej tyle.
Reszta niech gra w "Ekstra lidze", ku uciesze lokalnych działaczy i radnych miejskich. Podzielonej na dwie grupy północna i południową, co pozwoli zaoszczędzić na przejazdach i hotelach.
Najlepsi z nich będą zasilać kluby zawodowe.
Ps
Liga zawodowa pozwoliłaby również uniknąć tego, o czy dziś pisze Mielcarski:
"Można, tak jak w Lechii Gdańsk, przyjść i powiedzieć: gramy o mistrza! Okej, ale czym to jest podparte? Ściągnięciem kilku nowych piłkarzy? Można przyjść, będąc prezesem czy dyrektorem sportowym, do trenera i powiedzieć: gramy młodymi, stawiaj na juniorów! Ale jak on potem gra młodymi, to nie wolno go zwalniać. Można powiedzieć Kocianowi: próbuj walczyć o fazę grupową Ligi Europy z Ruchem, ale nie można go winić, że z tego powodu zespół wypruwa sobie flaki i w rezultacie jest słabszy w lidze.
Żyjemy w takiej rzeczywistości, w której całe zło zaczyna się od zarządzania klubem. Ludzie, którzy pracują w miejscu, gdzie widzą, jak się na każdym kroku kombinuje, sami potem kombinują. Jak ci trenerzy zmieniający kluby – przy zatrudnieniach, stając się asystentami i innymi fikcyjnymi członkami sztabu czy dyrektorami sportowymi. Tworzy się kraina kombinatorów"
Jeśli się wsłuchać i poważnie potraktować te głosy zawodników, działaczy i trenerów to piłka w Polsce jednym wielkim pasmem nieszczęść.
Działacze pracują społecznie i rozwiązują finansową kwadraturę koła, piłkarze są notorycznie przemęczeni, tracą zdrowie, przeżywają niewiarygodną presję która ich doprowadza do depresji i nałogów a kibice cierpią patrząc na to wszystko a do tego czują się dyskryminowani przez władzę nie mogąc rozładować nagromadzonej frustracji na innych frustratach albo rzeczach martwych zwanych mieniem.
Jeszcze nie tak dawno temu wszystko w Polsce tak funkcjonowało. Nie kalkulowało się rolnikom, przetwórcom, producentom a nawet mennica była deficytowa.
Wszystko było żałosne i bez sensu.
Na szczęście są ludzie którzy zamiast uczestniczyć w powszechnym lamencie wzięli się za robotę i podnieśli z kolan te "ruiny' za co dzisiaj są przez wielu nazywani "złodziejami".
Bo w Polsce uczciwym może być tylko ten komu się nawet ukraść nie chce.
Z klubami będzie tak jak innymi firmami, ci którzy mają zapał i pomysł wyrosną a ci którzy chcą wisieć na cudzych kieszeniach w końcu padną i będą lamentować że władze im nie pomogły.
Trzeba budować jakość a wtedy będą pieniądze. Bo na razie mało jest ludzi z pieniędzmi którzy ufają działaczom i piłkarzom że nie zmarnują ich pieniędzy.
Lokeren ma budżet około 7 mln EUR. Czyli potrafią znaleźć zawodników i trenerów którzy dadzą jakość za te pieniądze.
Trzeba się nauczyć biznesu piłkarskiego a nie tylko wyciągać łapy po kasę, niech robią swoją robotę rzetelnie to i kasa się znajdzie.
Secundo: za sukcesy powinni płacić również sponsorzy. Ale u nas kluby utrzymują się tylko z kasy z C+. Patologia jak wyżej.
Tertio: wydaje mi się, że w zeszłym roku nadawcy płacili za prawo do transmisji z PP chyba 800 tyś zł. Więc pół miliona dla zwycięzcy to i tak dużo
Tak więc te pucharowe zmagania, zarówno u nas, jak i na wyspach traktowane po macoszemu. Tyle, że zupełnie innych powodów, a w zasadzie tych samych. Mianowicie kasa. Jak napisał Dzynek za występ w Pucharze Polski (lub Anglii jak kto woli) można dostać ochłapy, podczas gdy za każde miejsce w lidze płaca tyle, że ryzykowanie zespołu ligowego, dyspozycji, czy ewentualnych urazów jest po prostu nieopłacalne. A przecież obiecany start w europejskich rozgrywkach mógłby być nie tyle nagrodą, co gwoździem do trumny większości słabszych zespołów. Znów te mocniejsze i tak w tych rozgrywkach wystąpią. O co więc się spierać, po co szarpać się we wcale niełatwych bojach z chłopakami z podwórka (niższych klas rozgrywkowych). Bilans ewentualnych strat i zysków jest nad wyraz jasny, więc i obecna, podupadająca forma tych rozgrywek nie dziwi mnie wcale. Wydaje się, że w Polsce zmienić tan stan mógłby tylko potężny zastrzyk gotówki. I to takiej do wygrania na każdym w zasadzie etapie rozgrywek, tak aby każdy przystępujący zespół walczył o naprawdę realne, możliwe do osiągnięcia cele.
ps: w Europie może się to zacząć zmieniać, prace nad nową formułą Ligi Europy mogą uatrakcyjnić te rozgrywki. W takiej sytuacji występ w Europie faktycznie może być atrakcyjny dla słabszych zespołów z lig zagranicznych.
Jednak o ile się nie mylę od tego finału zwycięzca nie ma kwalifikacji europejskich pucharów. Biorąc pod uwagę fakt, że nawet zwycięży- przegra np: z Mistrzem Polski nie ma możliwości ubiegania się o puchary. Chyba, że będzie w trójce miejsc w tabeli.
Podkreślam -o ile się nie mylę.
Jeżeli jednak tak to ułożyli to chcąc nadać rangę tymże rozgrywkom - strzelili sobie w kolano bardzo. Bo po co grać kiedy g...no z tego
Dlatego widzimy składy i wyniki z kosmosu. Góra zagra o trofeum, prestiż i kolejny sukces, ale cała reszta- poligon
Swoją drogą zaraz Lech będzie się kopał z Jagielonią.
Ciekawe jaki "poligon" wyznaczy Skorża?
Dla tego Pana może być to jedyna szansa na jakikolwiek sukces...
ZObaczmy
Mylisz się.
Jeśli puchar zdobędzie zespół który jednocześnie jest mistrzem to w pucharach będzie grała drużyna która jest na 4-ej pozycji w lidze a nie finalista PP jak do tej pory.
Łapiesz mnie za słówka. Ten akurat fragment cytatu nie budzi moich obiekcji, ale go zacytowałem, bo jest częścią całego zdania, w którym na początku trener informuje nas, że nie wie jak jest w innych klubach.
Jasne, że bieda jest problemem. A właściwie złe zarządzanie prowadzące do biedy. Ale PZPN swoimi rozgrywkami tego stanu nie powinien pogłębiać. A niestety to robi.
Do pomysłu ligi zawodowej nie odniosę się, bo temat jest mi tylko pobieżnie znany. Jednak trochę zaskakujące, że chyba żadna europejska liga nie zdecydowała się na taki model rozgrywek.
@KAM
To nie jest użalanie się nad stanem polskiej piłki tylko przedstawienie pewnego punktu widzenia na konkretną sytuację. Patrząc z punktu widzenia naszych ligowców to praktycznie każde inne rozgrywki pozwalają pokryć wydatki. Poza Pucharem Polski. Jakbyś nie liczył to dochody z dnia meczowego tego nie pokryją. Raz, że frekwencja jest niższa niż w lidze. A dwa, że przez większość rund klasa przeciwników nie przyciąga na trybuny i często trzeba jeździć do małych miejscowości. A tym ostatnim - mimo ambicji – bardziej kalkuluje się honorowe odpadnięcie z potentatem. Bo jak już miałoby dojść do wyjazdu na drugi koniec polski to trzeba by było zaciągnąć kredyt. Po prostu nagroda jest za niska, żeby o nią walczyć. Samo jej podniesienie podniesie prestiż i poziom rozgrywek.
@KAM i Monrooe
W czerwcu Zagłębie spadające z ligi dostało ponad 5 mln zł. Widać na jakim pułapie muszą być nagrody w tak drogim biznesie jak piłka nożna. Te kilka „baniek” PZPN po prostu musi wyłożyć. Nawet uważam, że nagroda powinna być nie tylko za pierwsze miejsce, ale także za drugie trzecie i czwarte. Nie może być tak, że największym beneficjentem Pucharu Polski jest PZPN. Przecież centrala praktycznie nie ponosi kosztów, a zbiera większość profitów z praw marketingowych i z transmisji. Działają jak MKOL. Organizator igrzysk kasuje lwią część zysków i praktycznie nie partycypuje w kosztach.
A temat o gospodarności to już inna bajka
@mistis
Patologią bym tego nie nazwał. Jednak trzeba uwzględnić problemy z pokryciem kosztów organizacji meczu, kiedy drużyna gra w środku tygodnia z mało atrakcyjnym przeciwnikiem. A koszty stałe nie rozróżniają, czy taki Górnik gra z Ruchem Chorzów czy Ruchem Zdzieszowice.
Temat niskiej frekwencji także już wiele razy rozdrapywaliśmy. I oprócz wspomnianych przeze mnie czynników pod uwagę trzeba brać chociażby absurdy ustawy o imprezach masowych.
W secundo pełna zgoda. Ale bazę sponsorów trudno poszerzyć w takim miejscu jak Górny Śląsk. Wchodzą w grę animozje klubowe. Wyobraź sobie sytuację: Carrefour decyduje się na sponsorowanie Ruchu Chorzów. Automatycznie firma zyskuje negatywny pijar w Zabrzu. To odstrasza wiele firm bazujących na masowym kliencie od futbolu. Ruch, Górnik, Piast, GKS praktycznie rywalizują o wąskie grono tych samych sponsorów.
Pytanie ile skapnie klubom z tych 4 milionów. Znasz dokładne wyliczenia?
@Monrooe
Dzięki za świetne wyrażenie istoty problemu. Zrobiłeś to lepiej ode mnie
Nie znam założeń wspomnianej reformy, ale ona obejmie tylko zwycięzcę. Pozostałe kluby nadal pozostają z kosztami.
dzięki, właśnie o to mi chodziło, kolejny zespół z góry a nie finalista jeśli Puchar idzie dla Mistrza Kraju
pozdrawiam
bach bach - 2-0...ale dojechali wreszcie na stadion i 2-2 ( druga bramka) szczególnej urody
teraz dogrywka, sie dzieje ech
- "Nie znam założeń wspomnianej reformy, ale ona obejmie tylko zwycięzcę."
Z tego co gdzieś tam wyczytałem (nie pomnę już gdzie) to pracują nad tym aby nie tylko zwycięzca został uhonorowany, ale też nad sferą finansową i marketingową całego przedsięwzięcia. Jak to będzie wyglądało? Zobaczymy. Na razie dla klubów zachodniej Europy są to rozgrywki o podobnej renomie do omawianego Pucharu Polski, czyli żadnej.
Więc odpadnie widmo podróży w dzikie kraje, a PP naprawdę będzie szansą dla klubów na zarobienie kasy.
To wcale nie jest odległa przyszłość, wystarczą 2-3 sezony takie jak obecny w pucharach, czyli mocna Legia i ktoś na poziomie Ruchu.
- To się trochę zmieni.... To wcale nie jest odległa przyszłość, wystarczą 2-3 sezony takie jak obecny w pucharach, czyli mocna Legia i ktoś na poziomie Ruchu.
Wybacz, ale mam wątpliwości co do Twojego optymizmu. Powiedz mi kiedy to zdarzył się sezon o którym napisałeś, że wystarczą 2 lub 3 takowe. Ja patrząc na to co się dzieje daleki jestem od takiego optymizmu, szczególnie przykład perypetii wspomnianego Ruchu może działać odstręczająco. Jestem przekonany, że w gabinetach na Cichej do dziś zastanawiają się po co im to było. A jeśli nie daj Boże, z punktu widzenia eRkowców, niebiescy spadliby z ligi to bilans strat i zysków jaki przyniosły ze sobą próby zaistnienia w Europie byłby nadzwyczaj skrajnie niekorzystny.
Zgadzam się. Zdarzyła nam się wyjątkowa grupa, z której należy wycisnąć jak najwięcej. Najlepiej 6 zwycięstw, co dałoby nam na starcie przed 1/32 ponad 10 pkt do rankingu klubowego i krajowego. Myślę, że następny rok będzie kluczowy dla Lecha o być albo nie być na arenie międzynarodowej. Powalczyć może jeszcze Śląsk. Dla Lechii i Jagi, nawet druga runda, to za wysokie progi.
Zresztą życie zweryfikuje moje dywagacje, bo jest ogromna szansa, że puchar w tym roku będzie nasz, a 4 miejsce w eliminacjach do LE przypadnie zespołowi z 4 miejsca na koniec 37 kolejki.