- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. Luna? cz. 3
Motywacja. Katalog metod motywacyjnych jest w zasadzie znany /pomijam tu celowo motywacyjną funkcję pieniądza, gdyż ten element w małym stopniu jest zależny od trenera/.
Jest to jednocześnie ten element sztuki trenerskiej, który w największym stopniu zależy od osobowości, bowiem chodzi o to, aby wzbudzić w piłkarzu ściśle ukierunkowane emocje. W obszarze komunikacji z piłkarzami SAF pomimo swego ostrego wizerunku potrafił dobierać słowa do sytuacji. Potrafił być nawet delikatny. Jak sam mówił:
"Wyjaśniliśmy sobie pewne kwestie prywatne. To nie takie proste, bo musiałem zwrócić się do rozmówcy - słuchaj mogę się mylić, ale wydaje mi się, że wystawię dziś najsilniejszy skład. Pomijając rzecz jasna osobę, z która rozmawiałem. Musiałem jednak dać poczucie pewności siebie tym odsuniętym. Tłumaczyć, że chodzi o taktykę i że przed nami jeszcze ważniejsze mecze". W trakcie przygotowań do meczów SAF skupiał się na pozytywach. Sam to określał następująco: "Nikt nie lubi być krytykowany. Większość piłkarzy potrzebuje zachęty, słów stylu 'dobra robota'. To najlepsze słowa pochwały, nie trzeba szukać innych superlatyw. Należy jednocześnie pamiętać o błędach. Nie odkładałem analiz w czasie, a na pewno nie do startu nowego tygodnia. Dyskutowaliśmy o nich od razu po meczach, aby to mieć za sobą. Nie można się znęcać i w nieskończoność używać mocnych słów. Przed meczami skupiałem się głównie na oczekiwaniach, zaufaniu i wierze we własne możliwości. Wskazywałem im jak daleko zaszli, jak wyprzedzili swoich przodków, jak powinni szanować to co osiągnęli. W trakcie przerwy w meczu masz kilka minut na przekazanie kluczowych wiadomości. Owszem łatwiej jest kiedy wygrywasz. Rozmawiasz wtedy o koncentracji, detalach. Ale jeśli przegrywasz - musisz pobudzić zespół. Wytłumaczyć dlaczego jesteśmy daleko od satysfakcjonującego rezultatu. Usiłowaliśmy stworzyć drużynę supertalentów, którzy pojmowali wszystkie niuanse taktyczne. Każdy zdawał sobie sprawę z jednej zasady - skoro będziesz miękki to nie wzbudzisz strachu w rywalu. Chociaż nie należy być przesadnie twardym. z upływem lat doszedłem do wniosku, że złość nie jest lekarstwem w każdej sytuacji. Czasem lepiej być jak lekarz, nauczyciel lub ojciec".
Przy czym musimy wiedzieć,że SAF miał żelazną zasadę budowy zespołu 20-70-10. 20% gwiazd, 70% rzemieślników od ciężkiej boiskowej roboty i 10% niewiadomego i od każdego z tych członów inaczej wymagał. Najwięcej od gwiazd. Ale oczywiście zwracał się w przerwach do całego zespołu, a oto dwie próbki jego zachęt: "Po tym meczu Puchar będzie zaledwie 6 stóp od nas i jeżeli przegramy to nie będziecie go mogli nawet dotknąć. Dla wielu z was będzie to najbliżej jak kiedykolwiek uda wam się do niego zbliżyć. Nie ważcie się wracać tutaj, jeżeli nie dacie z siebie wszystkiego" /w przerwie meczu finałowego LM w 1999 roku, przegrywanego prze MU do przerwy, a w końcu wygranego/. I druga próbka: "W co wy k... pogrywacie. To największa kupa gówna jaką kiedykolwiek widziałem. Żaden z was nie może mi spojrzeć w oczy, bo żaden nie zasługuje, aby cokolwiek mówić. Nie mogę uwierzyć,że postanowiliście się branzlować tak jak to robicie na boisku" /w przerwie meczu z SW w 1998 roku/.
Naszemu Henningowi Bergowi jest gorzej, bo nie mówi po polsku. I to złośliwie powiem, to widać, gdyż naszemu zespołowi rzadko udaje się odwrócić losy meczu po przerwie. Lecz motywacja to nie tylko proste pobudzanie, także zdjęcie z zawodnika stresu. Zawodnik czy chce czy nie, poddawany jest stresowi i jeżeli jest on nadmierny to traci pewność siebie i wtedy żadne argumenty do niego nie dotrą. Dlatego najlepsi trenerzy za takich uchodzą, bo tę sztukę posiedli. Jest ona w gruncie rzeczy prosta i banalna, ale na zawodników działa kiedy wychodzi od tych co mają autorytet. I znowu próbki w wykonaniu SAF: "Nie podejrzewałem,że mogę mieć jeszcze lepszą opinię o jakimkolwiek piłkarzu niż miałem o Irlandczyku, ale urósł w moich oczach na Stadio Delle Alpi. Z chwilą, gdy dostał żółtą kartkę i stało się jasne, że nie zagra w finale podwoił swoje wysiłki, by drużyna tam dotarła. Był to najbardziej empatyczny pokaz altruizmu jaki kiedykolwiek widziałem na boisku. Walczył o każde źdzbło trawy, rywalizował jak by miał umrzeć z wycieńczenia niż przegrać - zainspirował wszystkich dookoła. Poczułem, że to zaszczyt być kojarzonym z takim piłkarzem." /o Royu Keanie, który schodził z boiska ze spuszczona głową spodziewając się opieprzu za bezmyślna kartkę/". I druga wypowiedz do dziennikarzy: "Wynocha. Nie gadam k... z wami. On jest zajebistym graczem. A wy jesteście banda pieprzonych idiotów" /o Veronie/.
Trener Berg nie jest tak wyrazisty w swoich wypowiedziach, ale jak doskonale pamiętamy zawsze broni piłkarzy i mówi o nich w samych superlatywach. Szczególnie ciekawa jest jego wypowiedz o Orlando Sa i ich rzekomym konflikcie:
"Rozumiem, że czasami na siłę szuka się ciekawego tematu związanego z Legią. Mamy tutaj jednak 25 piłkarzy, którzy rywalizują ze sobą o miejsce w składzie, dlatego nie zawsze będzie panowała zgoda pomiędzy wszystkimi. Moje stosunki z Orlando są dobre i zdrowe. On ciężko pracuje, a najlepsze jest, że się rozwija, będąc dzisiaj lepszym piłkarzem niż rok temu, kiedy przychodził do Legii. Strzelił 10 goli w pierwszej połowie sezonu, zagrał super mecz przeciwko Trabzonowi, a jego druga bramka w tym spotkaniu była po prostu fantastyczna. Każdy piłkarz chce grać zawsze. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby wszyscy zawodnicy rozumieli, że futbol to gra zespołowa. I Orlando jak najbardziej to rozumie. W drużynie musi być konkurencja o miejsce w składzie i każdy ciągle musi stawać się lepszym. Nie kłóciłem się z Orlando. Moją pracą jest to, aby po meczu ocenić występ zawodnika. Mam do nich dużo szacunku, ale muszę dbać o to, abyśmy wszyscy rozwijali się w odpowiednim kierunku".
Widać tu najlepiej podobieństwa pomiędzy SAF a Henningiem Bergiem. Obaj widzą taką samą potrzebę rzetelnej, jak trzeba krytycznej oceny zawodnika po meczu. Trener ma prawo do takiej oceny i absolutnie nie oznacza to przekreślenia negatywnie ocenianego za konkretny występ gracza na przyszłość. Ale też ma trener Berg wypowiedzi publiczne o charakterze motywacyjnym, jak te o braku gotowości Michała Żyro na transfer do poważnego klubu. Trener Berg stawia na niego, mając świadomość, że jest to dla niego niezbędne. Zdarzało się, że bywał obserwowany przez członków sztabów szkoleniowych mocnych klubów i akurat w tych meczach zawodził. Musi tez poprawić wytrzymałość i trafność podejmowanych decyzji boiskowych. Nie była to krytyka czy wskazywanie na wady "towaru', ale apel, aby pracował nad sobą w warunkach publicznej presji, aby szybciej dojrzewał. Na razie jednak również nie wiemy czy nie miało to podtekstu egoistycznego, aby odejście Żyry nie osłabiło drużyny. Tego SAF nie czynił nigdy. Zawsze miał przekonanie, graniczące z pewnością, że na miejsce odchodzącego wychowa jeszcze lepszego grajka. Żałował jedynie Cristiano Ronaldo i to też tylko dlatego, że nikt nie potrafił go w roli gwiazdy zastąpić. (cdn.)

