- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. Wielka Legia cz. II
Każdy ma życiu swoim okresy, w których wiedzie mu się gorzej i czas, w którym notuje sukcesy. Podobnie jest w przypadku klubów piłkarskich. Ja miałem to szczęście, że na własne oczy oglądałem wielkość Legii Warszawa i w trochę późniejszym okresie, reprezentacji narodowej. (cd.)
Pomocnik. Lucjan Brychczy - ur.1934 rok. W Legii od 1954 roku. Pseudo: "Kici", "Mistrz". O Mistrzu można przeczytać książki, sam też popełniłem felieton tak zatytułowany, więc powtarzał się nie będę. W latach, o których piszę, pan Lucjan był już mężczyzną ponad 35-letnim, ale nadal zadziwiał młodzieńczą werwą. Na boisku nie można go było z nikim pomylić, miał bowiem charakterystyczny wygląd i sposób poruszania się. Biegając, robił bardzo małe kroczki, ale za to poruszał nóżkami jakby miał wiatraczek. Potrafił zmieniać kierunek nawet szybkiego biegu dosłownie o 180 stopni. Pomimo tego, że był niewysoki, nie dawał się przewracać. No i te bajeczne podania, plasowane strzały itd. Drugą charakterystyczną cechą Mistrza było to, że im bardziej był atakowany i im bardziej czuł nacisk, tym wybierał trudniejsze technicznie zagrania i rozwiązania sytuacji. Nazywaliśmy to oksfordami. Był to jeden z tych piłkarzy Legii, który gdyby mu pozwolono wyjechać do Realu w 1958 roku, mógłby być gwiazdą światowej piłki.
Rozgrywający. Kazimierz Deyna - ur.1947 rok- zmarł 01.09.1989 roku. W Legii od jesieni 1966 roku do 1978 roku. Debiut 20.11.1966 roku w meczu z Ruchem. Pseudo: "Kaka", "Generał", "Kaz".O nim też napisano książki, a i również sam napisałem "Małą opowieść o wielkim piłkarzu". Zaryzykuję twierdzenie, że wielkiego piłkarza zrobił z Kazia trener Vejvoda, przede wszystkim dlatego,że po debiutanckim meczu zmienił mu pozycje z napastnika na rozgrywającego. Przypomnieć wypada, że trener Janeczek /ten wcześniej z Legii/ w ŁKS kiedy Legia wystąpiła o oddanie do wojska jednego z czterech młodych piłkarzy, oddał jego zdaniem najsłabszego czyli Deynę. Ponadto wymagał od Kazia ogromnej dodatkowej pracy wykonywanej poza normalnymi zajęciami. W ten sposób Deyna udoskonalił swój talent o niezwykle celne podania na różne odległości, ale i strzały znane jako rogale. Kazio, mimo że jeden z młodszych w drużynie, już od 1967 roku był jej kapitanem i niekwestionowanym liderem na boisku. Regulował tempo i sposób gry. Wydawało się, że wie co będzie grane za kilka podań, tak potrafił przewidywać bieg boiskowych wydarzeń. Dziś stada analityków biedzą się jak ustawić taktykę na mecz, jakie zadania postawić, jakie zagrania preferować - Kazio to wszystko wiedział, widział i realizował na boisku. Wybierał to co co najgorsze dla rywali i najlepsze dla własnej drużyny. Kiedy nie był w stanie wprowadzić zamiaru w czyn, robił swoje słynne kółeczka, aż dostrzegł to co dla innych niewidzialne. Był nie do pokrycia i nie upilnowania więc rzadko decydowano się na indywidualne krycie, starając się raczej odcinać go od podań. Ale on umiał się od presji uwolnić i stale był pod grą. Fenomen. To drugi piłkarz z tamtej Legii, który gdyby go puszczono do Włoch po Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 roku, byłby światową gwiazdą.
Pomocnik. Bernard Adolf Blaut ur.1940 zm. 2007 rok. W Legii w latach 1962-1972. Przeszedł do Legii z II-ligowej Odry Opole. Pseudo: "Długopis", "Dziadek". Postać na boisku wyróżniająca się zarówno wzrostem jak wyprostowanym wyglądem. Pozornie wolny, ale miał nieprawdopodobną intuicję, pozwalającą przewidywać zagrania rywali. Dzięki temu umiał interweniować pozornie bez wysiłku. Zachowywał spokój nawet w najtrudniejszych momentach. Rzadko można było go widzieć jak gestykuluje czy w inny sposób wyraża swoje niezadowolenie. Zwany był polskim Nettą.
Lewoskrzydłowy. Robert Gadocha ur. 1946 rok. W Legii od 1966 roku do 1975 roku. Pseudo: "Piłat". Przeszedł z III-ligowego Wawelu Kraków, w którym jako zawodnik Garbarni odbywał służbą wojskową. Jeden z tych, dzięki którym Legia stała się wielką drużyną. Zawodnik niewysoki o wspaniałym dryblingu i niesamowicie celnym podaniu i takim też dośrodkowaniu. Potrafił również wejść po skosie w pole karne i z takich zagrań strzelać bramki. Jego firmowe zagranie to Robert z przodu a piłeczka pod nóżką z tyłu, albo piłeczka pod nóżką z przodu a Robert za nią. A obrońca gdzie, zapytacie? Leży wkręcony w ziemię. Za późno wyjechał. To też ten, który miał papiery na bycie jednym z najlepszych na świecie.
Środkowy napastnik. Jan Pieszko - ur.1942 rok. Przeszedł do Legii z bydgoskiego Zawiszy w 1967 roku i grał u nas do 1976 roku. Pseudo: "Kargul". Pierwszy mecz 30.06.1967 z Polonią Bytom, ostatni 23.10.1976 z ROW Rybnik. Niezbyt wysoki , ale bardzo waleczny, świetnie grający głową. Dysponował żelaznymi płucami i niezwykle mocną psychiką. Im trudniejszy rywal, tym on grał lepiej. Wspominany jako człowiek szalenie koleżeński o złotym sercu.
Prawoskrzydłowy. Janusz Żmijewski ur. w 1943 roku. Do Legii przeszedł z A-klasowego OKS /Start Otwock/ w 1960 roku i grał do 16.06.1971 roku. Psuedo "Żmija" i "Koń". Janusz miał dużo za duży tułów i krótkie nogi. Gdy biegał to tak jak przy skippingu podnosił wysoko kolana. Niezwykle odważny i przebojowy. Jak dostawał piłkę to już jej nie dawał sobie odebrać. Znakomity drybler. Ileż to razy okiwał po kilku przeciwników na raz. Niestety w parze z lekkością gry poszła u niego lekkość w traktowaniu życia. Wpadł w szpony hazardu i wszystko co miał przegrywał latem w Sopocie w ruletce, zimą w karty w Zakopanem i w sezonie na koniach na Służewcu. Miał volskwagena garbusa. Mimo upływu lat niewiele się zmienił, jak sam przyznawał, kiedy w 1981 roku wrócił z gry w Kanadzie, przywożąc 20tys. USD, mógł kupić za to 3 mieszkania o wysokim standardzie, ale natychmiast wszystko przegrał w ruletkę.
Zapytacie, a gdzie reszta drużyny? W sezonach 1968/69 i 1969/70 wyżej wymieniona jedenastka była w praktyce jedyną. W sezonie 1968/69 na zmiany na dwa-trzy mecze wchodzili;
- pomocnik Wiesław Korzeniowski ur. 1944 zmarł w 2004 roku. Wychowanek Legii w której był od 1958 roku do 1972 roku. Pseudo "Korzeń". Nazywany "cudownym dzieckiem Czerniakowa". Przez wielu uznawany za najlepiej wyszkolonego piłkarza w historii klubu. W 1965 roku pojechał wraz z jednym ze znanych trenerów do Szwecji na pokazy techniki piłkarskiej, gdzie był spośród najlepszych w tej dziedzinie najlepszy wśród reprezentantów wielu krajów łącznie z Brazylijczykiem. Dostał za to zegarek "Omega", który jeden z opiekunów zagarnął, o co miał do końca życia żal /nazwiska nie wymienię/. To jego miejsce na boisku zajął Deyna.
- środkowy obrońca Zygfryd Ewald Blaut ur.1943 zmarł w 2005 roku. Przyszedł ze Śląska Wrocław, do którego był wypożyczony z Odry Opole. W Legii od wiosny 1969 roku, zastępując na środku obrony Legii Jacka Gmocha, który doznał poważnej kontuzji. Grał w Legii do 1974 roku. Pseudo "Malina", "Drops". Dawał dobre zmiany, tak że jakość gry obrony wcale się nie zmieniała. Niewysoki, krępy, ale świetnie grający głową.
- środkowy obrońca . Jacek Gmoch ur. 1939 rok. W Legii od 1958 roku do 1969 roku. Zakończył karierę po doznaniu kontuzji jesienią 1968 roku w nikomu niepotrzebnym meczu kadra - wybrańcy "Ekspresu Wieczornego". Psuedo: "Drewienko", "Szczęka", "Dżek" i "Zgryzio”.
W kadrze drużyny w sezonie 1968/69 byli jeszcze: Horst Mahseli ur.1934 zm.1999 rok. W Legii od 1955 do 1969. Obrońca Henryk Apostel ur. 1941, w Legii w latach 1962-68. Przyszedł z Polonii Bytom. Napastnik. Jerzy Nejman ur.1947. W Legii w latach 1962-1970. Wychowanek. Pomocnik. Stanisław Fołtyn ur.1936 zmarł 2003 rok. W Legii od 1953 roku do 1969. Wychowanek. Bramkarz. Jerzy Kasalik ur. 1949 rok. Przyszedł z Hutnika Kraków. W Legii w latach 1968-1969. Napastnik. Jan Samek ur.1947 rok. Obrońca w Legii do 1970 roku. W sezonie 1969/1970 ubyli Horst Mahseli, Jacek Gmoch, Stanisław Fołtyn, Jerzy Kasalik, Henryk Apostel. Przybyli do kadry natomiast na sezon 1969/1970: Jan Małkiewicz - ur.1947 rok. W Legii 1969 do 1972 roku. Przyszedł z Odry Opole. Pseudo: "Małpa", "Daniel". Napastnik, zmiennik Jana Pieszki. Leszek Dziełąkowski - ur.1948 rok, w Legii od wiosny 1970 roku do 1973 roku z Motoru Lublin do którego odszedł o zakończeniu gry u nas. Nazwany "Legendą Motoru Lublin". Bramkarz. Andrzej Wojciechowski- ur. 1952 rok. W Legii od 1964 do 1971 roku. Wychowanek. Pomocnik.
Legia Warszawa zajęła w sezonie 1967/1968 drugie miejsce w lidze, rozdzielając mistrza Ruch i trzeciego Górnika Zabrze. Jesień sezonu 1968/ 1969 zapowiadała powtórkę z rozrywki, tyle że na półmetku prowadził Górnik z przewagą trzech punktów nad Legią. Wiosna w 1969 roku w marcu zaczęła się dla nas korzystnie, bo Górnicy zremisowali z Odrą Opole, a Legia wygrała z Zagłębiem Wałbrzych. W drugiej kolejce pogoda uniemożliwiła rozegranie meczu Legii z Polonią w Bytomiu, natomiast zabrzanie wygrali z Ruchem. W 3. kolejce przy przewadze Górnika czterema punktami pod koniec marca nadszedł mecz lidera i wicelidera przy Łazienkowskiej. Nadkomplet publiczności. Chłodno, ale słonecznie. Po jednej stronie reprezentanci Polski z Legii: Deyna, Bernard Blaut, Żmijewski, Brychczy, Gadocha, a po drugiej z Górnika: Gomola, Wilczek, Latocha, Lubański, Szołtysik, Oślizło i debiutujący w lidze Gorgoń. Poziomem wszyscy byli usatysfakcjonowani. Ale wygrał Górnik, 2:1 i taktyka prowadzącego zabrzan Węgra Kalocsaia okazała się skuteczniejsza. Prowadzenie uzyskał w 20. minucie Wilczek, u nas Brychczy z karnego doprowadził do wyrównania, ale "kat" Legii Lubański w 76. minucie zdobył zwycięską bramkę z nieprawdopodobnie ostrego kąta. Przewaga zabrzan wzrosła do 6 punktów. W następnym meczu Legia wygrała ze Śląskiem 4:0 i Górnik w tym samym stosunku z Polonią Bytom. Ale już w kolejnym meczu Górnik 12.04 niepodziewanie przegrywa z Zagłębiem Wałbrzych, a Legia wygrywa w zaległym meczu z Polonią i w kolejce z Wisłą. Różnica spadła do 2 punktów. Po Zagłębiu z Górnikiem wygrali też zawodnicy ostatniego w tabeli Śląska Wrocław. Legia nie wykorzystała szansy na zrównanie się punktami po remisie z GKS Katowice. Do 18 maja oba zespoły szły łeb w łeb. Aż nadszedł mecz Górnika z GKS na Stadionie Śląskim w Chorzowie przy udziale 60 tys. kibiców i transmisji w TVP. Do 82. minuty katowiczanie prowadzili 2:1 i tej minucie Górnik zdobył bramkę, której sędzia Bogdan Hirsch nie uznał, gdyż zdobyta została ze spalonego. Zabrzanie kwestionowali początkowo słownie decyzję, ale gdy sędzia był nieugięty, zaczęli mu ubliżać i popychać. Odważny sędzia przerwał mecz, a Wydział Gier i Dyscypliny ukarał zabrzan walkowerem. Ponieważ my wygraliśmy ze Stalą w Rzeszowie, jednym oczkiem wysunęliśmy się na prowadzenie. W następnej kolejce rozgromiliśmy Pogoń 6:0, Górnik pokonał Szombierki. W przedostatniej kolejce Legia zremisowała w Opolu, a Górnik uległ Zagłębiu Sosnowiec. Przed ostatnią kolejką Legia miała przewagę dwóch punktów i grała u siebie z mistrzem Polski z ubiegłego sezonu z Ruchem. Legia pokazała kto rządzi w Ekstraklasie, pokonując Ruch 6:2. Znowu komplet widzów i radość niebywała. Po 13 latach znowu mieliśmy mistrza i znakomicie grającą drużynę.
A potem przyszły mecze w Pucharze Klubowych Mistrzów Europy. Na początek z mistrzem Rumunii UT Arad. U nich 18.09.1969 roku wygrywamy 2:1, bramki Żmijewski i Gadocha. U siebie gromimy Rumunów 8:0, zdobywając wszystkie bramki po przerwie dzięki trafieniom Bernarda Blauta, Gadochy /2/, Brychczego, Stachurskiego, Deyny, Żmijewskiego i Pieszki. Po tym meczu powstał fetysz oświetlenia, gdyż zaczęliśmy strzelać bramki dopiero jak na stadionie maszty rozświetliły boisko. W następnej rundzie trafiliśmy na mistrza Francji Saint Etienne. U siebie wygrywamy 2:1 po bramkach Pieszki i Deyny. Po meczu władze Legii mają potężnego stracha, gdyż przed końcem meczu kilku kibiców zaczęło rzucać na boisko różne przedmioty, w tym kamyki i jeden z nich trafił Francuza. Jedyną karą za takie wybryki wówczas było wykluczenie z rozgrywek. Na szczęście UEFA uznała, że Francuzi prowokowali kibiców /co było prawdą/ i nas nie ukarano. Wtedy też nie było tak idealnie. W rewanżu wygrywamy 1:0 po golu Deyny. Niestety TVP nie uwierzyła, że Legia ma szanse i relacji z meczu można było wysłuchać tylko w radio. Co to się działo w prasie, co to się działo. "Po co nam taka telewizja" to było najłagodniejsze określenie. Na wiosnę w 1970 roku 04.03 remisujemy na wyjeździe w Stambule z Galatasaray 1:1/ bramka Brychczy/, a w Warszawie wygrywamy 2:0, obie bramki Brychczego. W półfinale trafiamy na faworyta rozgrywek Feyenoord Rotterdam i do tego pierwszy mecz gramy w Warszawie. Zastanawiano się czy z uwagi na wielkie zainteresowanie meczu nie rozegrać na stadionie Dziesięciolecia, ale patriotyzm lokalny i to, że tamten stadion nie był akustyczny przeważyły. W dniu 01.04 zremisowaliśmy 0:0. Niestety padający cały dzień deszcz, a który potem mróz, który błoto skuł lodem, nie pozwoliły na pokaz gry. W rewanżu przegraliśmy 0:2. Podnosi się, że wpływ na atmosferę i formę psychiczną bramkarza Grotyńskiego i napastnika Żmijewskiego miało odebranie im przemycanych /wtedy posiadanie obcych walut nie mówiąc o ich przemycie to było poważne przestępstwo/ kilku tysięcy USD. W czerwcu 1971 roku obaj zostali skazani na kary pozbawienia wolności i już do Legii nie wrócili.
W następnym sezonie 1969/1970 byliśmy faworytami. W pierwszej kolejce Górnik po słabym meczu zremisował z Ruchem, a i my zanotowaliśmy falstart, remisując z Szombierkami. W następnym meczu Górnik przegrał z GKS i spadł na ósme miejsce w tabeli. W czwartej kolejce 19.08.1969 roku doszło w Zabrzu do meczu mistrza z wicemistrzem. Legia wygrała 2:1. Legia ostro zaatakowała i po 20 minutach prowadziła 2:0, do końca kontrolując mecz. Po dziewięciu kolejkach nad następnym zespołem mieliśmy przewagę 5 punktów. Niestety w 10. w dniu 19.10. w derbach z Gwardią przegraliśmy przy Łazienkowskiej 1:4. W tym meczu widać było słabość rezerwowych, gdyż brak kontuzjowanych Brychczego i Bernarda Blauta był nadto widoczny. W ostatniej kolejce jesieni graliśmy z Ruchem i uważano ten mecz za pojedynek dwóch najlepszych środkowych linii: Legii w składzie Deyna, Brychczy, B.Blaut oraz Ruchu: Maszczyk. Bula i Gomoluch. Nie zostawiliśmy im złudzeń, wygrywając 3:0. Na półmetku Legia prowadziła jednym punktem nad Polonią Bytom i Górnikiem oraz dwoma nad Ruchem. Na wiosnę wymęczyliśmy wygraną 1:0 nad Szombierkami natomiast Górnik zremisował z Ruchem. Potem bardziej emocjonowaliśmy się pucharami, w których Legia doszła do półfinału PKME, a Górnik aż do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W łączeniu rozgrywek ligowych z pucharami europejskimi lepiej radziła sobie Legia, która wygrywała na ogół mecze a Górnik swoje często remisował. Rewanż z Górnikem w Warszawie znowu wygraliśmy w Warszawie 2:1 i mieliśmy na trzy kolejki przed końcem 5 punktów przewagi. Potem daliśmy rewanż Gwardii, wygrywając na stadionie X-lecia /tam wówczas grała Gwardia/ 3:1. W trzeciej kolejce od końca emocje ligowe się skończyły, gdyż 12.06. wygrywając z Cracovią w Krakowie 2:0 zdobyliśmy tytuł mistrza Polski, jednocześnie spuszczając Pasy do II ligi.
I znowu graliśmy w PKME. Najpierw trafiamy na mistrza Szwecji IFK Goeteborg i wygrywamy u siebie 15.09.1970 roku 4:0 po bramkach Gadochy, Pieszki i Stachurskiego /2/, u nich wygrywamy 30.09 2:1 / bramki Deyna, Gadocha/. W kolejnej rundzie rywalem jest Standard Liege, w praktyce zespół mocnej reprezentacji Belgii. W Liege przegrywamy 0:1 21.10. Przed meczem w rewanżu 04.11. w szatni Legii panowała napięta atmosfera grożąca wybuchem waśni pomiędzy zawodnikami, nad czym trener Zientara zupełnie nie panował. Skłóceniu drużyny zapobiegł przypadek. Jedna z żon zawodników wywołała męża z szatni i poskarżyła się w imieniu swoim i innych żon i dziewczyn, że nie zarezerwowano im biletów na trybuny. Piłkarze w mig się zjednali i dalejże na kierownictwo. O mało ich nie pobili. A na boisku? Rozegraliśmy jeden z najlepszych meczów w historii. To była poezja poparta walką do upadłego. Walka dodajmy wygrana 2:0 /bramki Pieszko, Żmijewski/. Na wiosnę trafiamy na Atletico Madryt i u nich przegrywamy 0:1 10.03.1971 roku. U siebie wygrywamy 24.03. 2:1 po golach Pieszki i Stachurskiego. Hiszpanie zagrali bardzo mądrze, od początku zaatakowali frontalnie, zdobyli bramkę i tylko się bronili. Awansowali dzięki bramce zdobytej na wyjeździe.
Powiadam po raz kolejny. Trzeba mieć trochę fartu w życiu. Ja go miałem i swoje widziałem. Czego kolejnym pokoleniom kibiców Legii Warszawa z całego serca życzę.


Przy okazji - w drugim numerze periodyku "Kopalnia. Sztuka futbolu" będzie tekst o Jaroslavie Vejvodzie. Nie mogę się już doczekać.