- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
Tyran z tronu, ludziom lżej? To już było
Trudno by znaleźć uczciwego człowieka, który po dramatycznym ustąpieniu Seppa Blattera ze stanowiska szefa FIFA uronił choć jedną łezkę. Capo di tutti capi światowej kopanej odchodzi w bezbrzeżnej niesławie, w cieniu potężnych prokuratorskich oskarżeń, które już dosięgły jego najbliższych przybocznych, a za chwilę, należy się spodziewać, spadną także na jego głowę.
Siedemnaście lat rządów Szwajcara jawi się jako nieprzerwane pasmo bezwstydnej korupcji, jawnego kupczenia stanowiskami, prawami do organizacji wielkich imprez, transmisji telewizyjnych z tychże oraz innymi lukratywnymi wziątkami, których łącznej wartości wprost nie sposób obliczyć. Jakby tego było mało, nad odchodzącym sternikiem futbolu ciążą też kwestie humanitarne związane z gospodarzami dwóch następnych Mundiali. Dość przypomnieć, że Rosja dokonuje właśnie – z pogwałceniem wszelkich praw – aneksji sporej części terytorium Ukrainy. Katar natomiast do budowy stadionów wykorzystuje niewolniczą pracę, zaś niektórzy członkowie jego władz jawnie wspierają światowy terroryzm. Generalnie rzecz ujmując, w powszechnej i jak najbardziej słusznej opinii to właśnie Blatter w największym stopniu odpowiada za to, że pomiędzy „FIFA”, a „mafia” śmiało można stawiać znak równości.
A raczej: można było. Bo przecież teraz, po obaleniu tyrana, wg równie powszechnej opinii światowy futbol mlekiem i miodem popłynie.
No cóż, niekoniecznie.
„Zniszczyć” to zawsze jest ta łatwiejsza część zadania. O nie, w żadnym wypadku nie zamierzam ujmować zasług przedstawicielom amerykańskich organów ścigania, którzy wykosili, ecusez le mot, przydupasów Seppcia, a jego samego de facto zmusili do rozpaczliwej rezygnacji. Hats off, Ladies and Gentlemen! Dokonaliście czegoś, co jeszcze chwilę temu wydawało się kompletnie niewykonalne: skruszyliście mury skorumpowanego, śmierdzącego imperium Blattera i spowodowaliście, że jego ojciec założyciel umyka w popłochu niczym szczur. Bez cienia ironii, czy zgrywy, za to ze sporą dozą jankeskiego patosu: sah’kurr fans na całym świecie powinni być Wam dozgonnie wdzięczni.
Teraz jednak na gruzach Blatterweltu wypadałoby coś zbudować. A w tym – niestety? – federalni agenci i prokuratorzy już nam nie pomogą. By znaleźć dowody na skalę trudności tego zadania, wcale nie trzeba odbywać stażu w FBI, ani nawet WSI. Wystarczy przypomnieć sobie kręte koleje losu naszego własnego, kochanego PZPN.
Pod koniec poprzedniego stulecia związkowa centrala cieszyła się w społeczeństwie plus/minus taką samą estymą, jak blatterowska FIFA. Od nazwiska ówczesnego prezesa zwano ją „Dziurolandem”, bądź „Dziurassic Parkiem”, samego zaś Dziurowicza seniora pieszczotliwie przezywano na stadionach największą tą i tamtą z Katowic. Podobnie jak Blatter, „Dziura” również był celem akcji „czynników oficjalnych”, przy czym jednak Jacek Dębski okazał się znacznie mniej skuteczny od Amerykanów. Za to, nawiasem pisząc, finał swego żywota znalazł iście hollywoodzki.
Marian Dziurowicz nie był już jednak wówczas prezesem PZPN. Zastąpił go względnie młody (znaczy reformator) eks-sędzia (czyli niby uczciwy) Michał Listkiewicz. Młodsi kibice i czytelnicy – ależ ten czas leci! – mogą tego nie pamiętać, ale nastaniu rządów „Listka” naprawdę towarzyszył nastrój bliski euforii.
Co było dalej, to już chyba wszyscy wiemy – kolejne afery, owocujące nieodmiennym fiaskiem kuratorskie pucze, lata knowań i namysłów jak by się tu wreszcie tych „liściastych” pozbyć. Lata zakończone nadejściem... Laty. Potem rządy króla strzelców MŚ’74, a późniejszego eksperta od „kilograma kiełbasy i litra wódki”, aż wreszcie – tak, znowu – euforia po wyborze Zbigniewa „postaw na mnie!” Bońka.
Nie ma lekko. Nazwiska potencjalnych następców Szwajcara (Platini, Hussein, Chung...) każą przypuszczać, że polski scenariusz łacno może się powtórzyć w szerokim świecie. Szkoda że tylko na takim polu możemy ewentualnie być piłkarskimi prekursorami.


MKOL zostało przymuszone do nieco większej transparentności i zmian w zasadach wyboru organizatora igrzysk olimpijskich, teraz jest moment do wywierania medialnej globalnej presji na FIFA żeby tą drogą podążyła. Zmiany na stołkach to iluzja.
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a jednak, pewnie i tak się w nim znajdę zatem frapuje mnie nieco ta sekwencja wydarzeń. Od jesieni zeszłego roku wiadomo, że może być gorąco działaczom FIFA, afera z aresztowaniami wybucha bezpośrednio przed wyborami, pojawiają się opinie że moment wybrany właśnie po to żeby wybór udaremnić, Józek daje odpór, wygrywa, a po czterech dniach ogłasza własną „kapitulację”. Ponownie pojawiają się opinie, że w tych czterech dniach musiał posiąść informacje albo uświadomić sobie ze jest jednak na przegranej pozycji i dlatego podjął decyzję o nowych wyborach z datą ostateczną do marca przyszłego roku. Tak sobie dumam, czy jednak ta sekwencja wydarzeń przez Józka nie była zaplanowana i czy nie jest świadomą próbą ochrony własnych interesów? Mimo wszystko cały czas stary gracz talie kart rozgrywa!?
"przez Józka nie była zaplanowana i czy nie jest świadomą próbą ochrony własnych interesów? Mimo wszystko cały czas stary gracz talie kart rozgrywa!?"
a jak myślisz?
Ty , ja na tym się nie znamy, jak talie kart lat tyle trzymać w swoich rękach ( może w więzniu książkę napisze) - poczytamy.
Może nawet lekturą nie będzie, bo Ministerstwo inne ( ładne) periodyki ma swoje, że tak powiem z góry uznanych, lub jak wolisz "wybranych" . Właśnie tego będą bronić! Ile lat to już przerabiamy!
Biesiadowanie...
Pewnie na swoje czasy był- nazwijmy to- "dobrem"
Bo byliśmy pionkami na mapie całego Swiata wtedy!
Prezesura takiego układu jest - powiedzmy, dobra Ok - spokojna !
Wszyscy swoje mają i do domów swoich wracają. Televizornia też jest ładnie ułożona bo nie musi, przepraszam ( piepszyć o niczym)- wszystko Hula, pieniążki się zgadzają i .... cisza TRWA
Nagle
Całe środowisko staneło w przytupie. K....wa coś zrobiliśmy!
No ale cały Swiat powiedział - jak to!!!
A reprezentacji tej dyscypliny - powiedzieli ( robiac) - ano TAK TO
Ja tu Prezesa nie bronie, bo pewnie za uszami ma wiele...
Ja tylko patrzę, wyciągam wnioski
Jeśli mamy prawdy nazwać, to Drogi Zbyszku zacznij je zadawać.
Niech Ci Zycia starczy- bo ja się piszę...tylko tłum nas pokopie ( trochę inną piłką), no ale zawsze piłką...
Stąd też myślę, że presja na zmiany strukturalne i niezgoda na zastąpienie jednego tyrana drugim jest bardziej, niż potrzebna.