- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Pitolnik doskonały!
My kibice w zestawieniu z profesjonalnymi trenerami rzecz jasna jesteśmy leszczami. Amatorzy z nas, co oczywiste i do innego miana nie aspirujemy. Możemy sobie jedynie popitolić.
Kto za młodu kopał jednak trochę piłkę i kilkaset meczów „live” obejrzał, a mimo to za laika się uważa, albo komu Tomasz Hajto powie: „co ty kuźwa wiesz o futbolu skoro w Bundeslidze nie grałeś?” niech wspomni lub powoła się na tego pana ze zdjęcia. Naszego kumpla, „pitolnika” z Włoch!
Niby na Półwysep Apeniński trochę jest kilometrów, ale w dobie netu to żadna odległość, zda się zaglądają do naszego pasjonackiego okienka z bardziej odległych krain. Przy okazji, tych za górami, lasami i morzami pozdrawiamy!
Co nas łączy z przedstawianym Maurizio, oprócz tego, że łączy nas piłka? W nałogu tytoniowym jest pogrążony po uszy, szlugi jara jeden za drugim, w czym kojarzy mi się nieodłącznie z niektórymi dobrze mi znanymi warszawskimi pitolnikami. Jak na krewkiego Włocha przystało w trakcie meczu impulsywnie potrafi dać upust emocjom i zwyzywać od ciot i pedałów, jakąś europejską poprawność mając w nosie. Na oskarżenia o homofobię czy coś w tym rodzaju, podobnie jak Maurizio wzruszymy ramionami, pro forma przeprosimy i się wyrzekniemy, ale przyznajmy przed sobą szczerze, gdy nasi milusińscy na murawie dadzą ku temu okazję, zszargane nerwy pobudzą, to nad językiem po wielokroć również nie panujemy. Przynajmniej sąsiedzi jednego dużego pitolnika z sektoru 213 zaprzeczać nie powinni.
Czym zajmuje się zawodowo włoski pitolnik? 7 stycznia 1980 roku neapolitańczyk zaczął pracę w firmie MPS Finance, piątym co do wielkości holdingu bankowym w Italii. "Był bardzo nieśmiały, dopiero z czasem stał się liderem naszego biura i innowatorem, który dokonał zmian w organizacji pracy", wspomina cytowana przez Mateusza Święcickiego koleżanka po fachu.
Ha, uszczknę rąbka tajemnicy, bankowca wypowiadającego się na naszych łamach dane mi było również poznać! Jakim pracownikiem jest nasz bohater? Zgodnie z relacjami - bardzo skrupulatnym i metodycznym, profesjonalnie podchodzi do każdego zadania – nie wątpię, że jak większość z nas w naszych wykonywanych zawodach. W firmie MPS Finance Maurizio był zawsze elegancko ubrany i schludny. Uwielbiał zakładać czarne ciuchy. Czarny garnitur, czarna koszula, czarny krawat. Uważał, że to przynosi mu szczęście, a jest obsesyjnie przesądny. Czarno-eLkowi pitolnicy reprezentują różne stylowe mody, od abnegackiego freestyle’u po elegancki krawat i gajer, ale któż z nas w pełni jest wolny od przesądów? Aha, jeszcze jedna uwaga, ponoć Maurizio kocha komputery, czyli to narzędzie którym się właśnie posługujemy.
A jakie są naszego wzorcowego kolegi związki z piłką, że pod pitolniczą klasyfikację podpada? Szybko uświadomił sobie, że nie zrobi kariery jako piłkarz, więc poświęcił się nauce i pracy w banku. Kolejny rozmówca Święcickiego, Graziano, powiada: "Nie kreował się na maniaka futbolu, opowiadał o piłce, ale bez przesady. Próbował gry w piłkę na poziomie amatorskim. Był nieudanym obrońcą, nazywano go rzeźnikiem, bo niemiłosiernie kopał rywali. Miał wiecznie skrzywioną miną i nieprzyjemny wygląd." Ze względu na ostatnią uwagę porównań z nami robić nie będę.
Podsumowując to co powyższe, czyż Maurizio nie jest włoskim odpowiednikiem polskiego piłkarskiego pitolnika? A dlaczegoż to możemy go sobie stawiać za wzór i dzięki niemu pozbywać się kompleksów w dyskusjach z praktykami z Bundesligi? Wszak ten o kim mowa w zestawieniu z Enzo Bearzotem, Arrigo Sacchim, Giovanni Trapattonim, Marcello Lippim, też powinien być klasyfikowany jako laik?
Otóż Maurizio Sarri, bo o nim to mowa, po dwudziestu latach pracy w banku, w wieku statecznym lat swoich czterdziestu postanowił zmienić radykalnie profesję i zdecydował się zarabiać na życie jako zawodowy trener piłkarski. Było to w roku 2000, szesnaście lat temu. Co do dziś osiągnął jako szkoleniowiec?
Prowadził różne kluby. Od Pescary gdzie na konferencji prasowej rozmawiał z kibicami przez Skype, poprzez Avellino, gdzie wprowadził system 33 wariantów wykonywania stałych fragmentów gry i nazwano go "Mister 33", Perugię, Sorrento i wreszcie Empoli, z którym awansował do Serie A. Tam spotkał go Piotr Zieliński. -To świetny fachowiec, koledzy z drużyny mówili, że jestem jego synkiem - opowiada reprezentant Polski. Z Empoli Sarri trafił do SSC Napoli, klubu, który wydajną i poglądową lekcję gry w piłkę nożną udzielił Legii jesienią zeszłego roku. Wydaje się że obecnie przed 57-latkiem kariera trenerska stanęła otworem bez jakichkolwiek ograniczeń.
Oczywiście trzeba zaznaczyć, że z „pitolnika” w doskonałego szkoleniowca przeistoczył się Maurizio ponieważ i na poziomie amatorskim udzielał się hobbystycznie trenersko, ale jeżeli ktoś ma lat dwadzieścia lub trzydzieści, na piłkarski zawodniczy dorobek nie może liczyć, jest bankowcem, prawnikiem, nauczycielem, listonoszem, ale pasję futbolową posiada, to niech odkłada zaskórniaki, wyrabia licencje, udziela się w amatorskich zespołach, a może wówczas podąży ścieżką Maurizio Sarriego.
A kto ma jeszcze skrupuły jako pitolniczy teoretyk, a nie zawodowy praktyk i z tego powodu przed merytorycznym zabieraniem głosu się wzbrania, zastrzega się własnym „laicyzmem”, niech zerknie na tych dwóch sympatycznych facetów wypowiadających się bez skrępowania w pewnej kwestii, w konkretnym temacie i niech sobie odpowie na pytanie, czy z nich są teoretycy, czy praktycy, że tak fachowo radzą? ![]()
Tekst oparty na obszernych fragmentach artykułu Mateusza Święcickiego zamieszczonego w:


