- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Iocosus
Eurobilans i mundialwizja!?
Kurz po Euro opadł, huczne powitania ćwierćfinalistów minęły, bank z transferami Polaków został rozbity, Legia z trójką reprezentantów w Lidze Mistrzów, armaty Nawałki zda się naładowane, w klubach strzelają na zawołanie, co dalej? Eliminacje do mundialu czas zacząć!
Z jaką nadzieją, zda się tylko jedną, ćwierćfinalista Euro, który na turnieju nie przegrał meczu, uległ późniejszemu mistrzowi Europy dopiero w karnych, do nowego cyklu eliminacji przystępuje? Nie w roli ubogiego krewnego, ale kibicom nad Wisłą jawi się już jako zdecydowany i niepodważalny faworyt do wyjścia z grupy i to z pierwszego miejsca. Inny rezultat będzie zawodem i rozczarowaniem.
Zejdźmy z diapazonu kibicowskiego entuzjazmu i uniesienia - czy faktycznie na europejskich futbolowych salonach przeistoczyliśmy się z kopciuszka w księżniczkę zadającą szyku? Z rywali grupowych nikt nam nie podskoczy i faktycznie eliminacje przejdziemy łatwo, lekko i przyjemnie? Aż zimny dreszcz po moich plecach przebiega, gdybyśmy z tak beztroskim nastawieniem i przekonaniem do batalii o udział w Mistrzostwach Świata przystąpili. Kubeł zimnej wody na rozpalone głowy oby nie został wylany. Jest jednak pewna sprzeczność w odbiorze tego co się wydarzyło we Francji, która mnie zastanawia i stanowi potwierdzenie, że „świadomość” piłkarza i kibica może być odmienna.
Kadrowicze po wyeliminowaniu przez Portugalię wrócili z nosami spuszczonymi na kwintę, satysfakcji po nich na Okęciu widać nie było, w odróżnieniu od kibiców witających radośnie swoich „bohaterów”. Dysonans był łatwo zauważalny, kibice chcieli fetować i podziękować za postawę, zawodnicy robili wrażenie zawiedzionych wynikiem, do świętowania się nie kwapili, nie widzieli powodu. Spotkała ich nawet za to krytyka, że kibiców lekceważą, czas później złagodzona gdy w swoich rodzinnych miejscowościach fali okazanej kibicowskiej wdzięczności dali się jednak troszeczkę ponieść. Ale oficjalnej, szczególnej celebry nie było, o czym to świadczy i jak rokuje na przyszłość?
Kogo w Europie fetowano za dojście do ćwierćfinałów? Oczywiście niesamowitych Islandczyków i w pełni słusznie, ponieważ dla niewiele ponad trzystutysięcznej atlantyckiej wyspy, zatopienie innych wyspiarzy, Angoli, jest niczym złupienie Londynu dokonane przez 11 wojowników przy pomocy jednej wikińskiej łodzi. Na Odyna chwała im wieczna się należy! Cieszyli się też nasi węgierscy bratankowie z znalezienia się w szesnastce, tyle tylko że na imprezie tej rangi nie było ich przez trzydzieści lat, świętowali Albańczycy pierwsze turniejowe zwycięstwo. Czy Lewandowskiemu i Krychowiakowi wypadało skakać do góry z radości z powodu dojścia do ćwierćfinału? Kibic pozbawiony sukcesów przez długie lata, jeżeli już to w mistrzowskich imprezach skazany na drwiące honorowe „trójmecze” przyjął pięć turniejowych spotkań bez porażki jako dar niebios, ale zawodnicy postanowili się równać do kolegów z Włoch i Belgii, a w tych krajach nikt awansu do ćwierćfinału za sukces nie uważał. Czy to objaw buty i arogancji ze strony naszych gwiazd i czy zatem kadrowicze uważają się już za tak mocnych, że Rumunów, Duńczyków, Czarnogórców, Ormian i Kazachów wciągną nosem? Mam nadzieję, że smutek i zawód po porażce z Portugalią to jednak odzwierciedlenie poczucia straconej szansy, a nie przejaw zadufania. Czy Glik, Milik, Błaszczykowski, Piszczek mogą się równać do Włochów i Belgów? A dlaczego nie, skoro był taki czas polskiej piłki, że awans do czołowej ósemki świata, a nie Europy uznano powszechnie za porażkę, a sprawcę tego nie przynoszącego chwały czynu czyli alchemika Gmocha pożegnano w niesławie. Wymienieni piłkarze i z powodów historycznych, ale co ważniejsze i z statusu piłkarskiego jaki osiągnęli w europejskich klubach kompleksów posiadać nie powinni, zatem i prawo do wewnętrznego zawodu niewykorzystanej okazji im przysługuje.
Jeżeli istnieje jednak uczucie sportowego niedosytu, jeżeli to Walijczycy w efekcie zabrali Polakom miano czarnego konia Euro 2016 to należy zwrócić uwagę, że równie niepocieszeni jak nasi piłkarze winni być Szwajcarzy. Po prawdzie byli bliżej wygranej w trakcie 120 minut bezpośredniej gry niż Biało-czerwoni, do wyczekiwanych i zbawiennych karnych, oddychający rękawami zespół doprowadził fenomenalny tamtego dnia Fabiański. Gdyby pech w jedenastkach zamiast z Portugalią dosięgnął nas z Helwetami, czy mielibyśmy prawo narzekać na los? Czy wówczas turniej też byśmy uznawali za zakończony sukcesem? Raczej byłby określany wypełnieniem planu minimum, w którym z Irlandią Północną zostało wykonane zadanie, ale wynikiem wrażenia specjalnego na europejskich żurnalistach nie zrobiliśmy, z Niemcami była dobra gra, ale kropki nad „i” czyli skuteczności zabrakło, natomiast za to z Ukrainą satysfakcjonujący mógł być już tylko rezultat. Jak na aspirujących do równego traktowania z Włochami i Belgami grupową postawą nikogo na kolana nie rzuciliśmy, choć też nie zawiedliśmy, co dla nas kibicowsko poprzednio przykro doświadczanych stanowiło już ewenement a zatem i powód do satysfakcji. Jaki zatem jest eurobilans?
Czy w ćwierćfinale znaleźliśmy się fartem i marzenie o czymś więcej to fanaberia? Dzięki rzutom karnym załapaliśmy się na ćwierćfinał, przez karne nie awansowaliśmy do półfinału, czyli:
„Życiowy bilans szczęść i nieszczęść
Musi w efekcie wyjść na zero
Szczęście to jakby w pewnym sensie
Początek nieszczęść jest dopiero
Klęska przedtaktem bywa szczęścia
Trud nieraz kończy się karierą
Lecz i odwrotnie po Austerlitz
Dość często zjawia się Waterloo
Pero, pero, bilans musi wyjść na zero”
Jan Kaczmarek (kabaret Elita)
Jeżeli ‘jedenastki’ to futbolowa loteria, to dokonując ocen, bilansów warto jednak i wspomnieć słowa nieodżałowanego Kazimierza Górskiego:
„Same chęci na boisku nie wystarczą. Jeśli ktoś gra bardzo ambitnie, ofiarnie, to z jednej strony bardzo dużo, ale z drugiej - mało. Mecze wygrywa się umiejętnościami. Nie decydują pieniądze. Czasem zawodnicy mówią, że jak będzie większa premia, to będą lepiej grali. Ja powtarzam - gdyby decydowały pieniądze, to mistrzem świata w piłce nożnej byłaby Arabia Saudyjska albo Kuwejt, bo te kraje mają bardzo dużo pieniędzy. Mówią, że miałem w życiu szczęście. Szczęście to można mieć w totolotku. Wystarczy postawić na parę cyferek i można wygrać parę milionów. W piłce nożnej decyduje przede wszystkim znajomość rzeczy. Jeśli chodzi o piłkarzy, to talent i umiejętności, które przez pracę rozwijają, dochodząc do mistrzostwa. Nic się nie bierze z powietrza.”
(rmf24.pl)
Eliminacje do mundialu mogą stanowić potwierdzenie, że ćwierćfinał Euro 2016 w którym grali Biało-czerwoni nie wziął się z powietrza. Jeżeli odpadnięcie na tym etapie jest sportowym niespełnieniem, to ból zawodu można ukoić i w eliminacjach do mundialu i podczas samego udziału w Mistrzostwach Świata. To jest sposób na udowodnienie, że tej grupie mężczyzn wolno nie tylko marzyć, ale i realnie myśleć o zaszczytnych międzynarodowych laurach. Ale do tego ekipie Nawałki niezbędna będzie pokora i twarde stąpanie po ziemi. Pewność siebie na murawie jest konieczna, ale zadufanie może zgubić. Sądzę że Euro udowodniło że reprezentacja Polski ma potencjał, żeby z każdym wygrać lub przynajmniej stoczyć wyrównaną batalię, o której wyniku przesądzają niuanse, futbolowe detale, ale i nie pozbawiło mnie również obawy, że i wiele drużyn niżej w rankingach obecnie klasyfikowanych jest w stanie Biało-czerwonym utrzeć nosa. Jestem wręcz przekonany, że mimo iż aktualnie mamy świetną atmosferę, padają pozytywne deklaracje, to jakąś wtopę podczas drogi do Rosji zaliczymy. Nie sądzę, mocno wątpię, żebyśmy rzekę eliminacji przeszli suchą nogą. Rola faworyta może nie służyć i być zwodnicza. Na barkach spoczywa większy niż poprzednio ciężar nadziei, oczekiwań, przekonamy się czy ewentualne potknięcia nie spowodują wywrotki. Gdyby takie przypadki zaistniały pamiętajmy w naszych reakcjach, że między krytyką a krytykanctwem jest różnica.

Doraźne niepowodzenia mogą się zdarzyć, taki jest sport, nie będą jednak dowodem upadku tej drużyny. O ile zaistnieją, to jak się Biało-czerwoni z nich podniosą, podźwigną, jaka będzie reakcja zespołu, to okaże się świadectwem rzeczywistej siły i mocy. Powinnością kibica trwać i w chwilach dobrych i w tych złych, wymagających przełamania, odbudowania.
Jeżeli po Euro, a przed mundialem, dominującym hasłem ma się stać: „Chcę więcej” to w siłę i moc chłopaków Nawałki, dopóki piłka w grze, wypada wierzyć.
Chcemy więcej!



Oczywiście przewidzieć wszystkiego ze stuprocentową pewnością nie sposób, Duńczycy i Rumuni raczej nam nigdy nie 'leżeli', gra w Astanie, Erewaniu i Podgoricy to też średnia przyjemność. Awansu nam nikt za darmo nie da, ale... kto jak nie my ma być faworytem tej grupy?
Oby i mam nadzieję że się o tym przekonam w najbliższych miesiącach.
Co tam w Paryżu jest grane...trener za którego w Hiszpanii grał pierwsze skrzypce, w klubie żegnany jak bożyszcze, a tu ...?
Dziwna sprawa, myślę, że już jutro potwierdzi swoją dobrą dyspozycją - ogromny potencjał, który posiada.
Z drugiej strony, tylko dzięki temu mam nadzieję na podobne wyniki Legii w LM
W LM to na pustaka trafiają
Jak Nawałka to zestawił...?
Gdzie zmiany? a sorry w 86 minucie...
Teraz wiem dlaczego Krycha jedynie zwiedza Paryż...
Niby mecz ułożony, pozamiatane, niby faworyt potwierdził dwoma golami klasę, wystarczy kopciuszka wypunktować, nic złego już nie ma prawa się wydarzyć, no i kto tak myślał dostał pstryczka w nos, zadufanie zostało ukarane.
Gratulacje dla ambitnych Kazachów! A my? Jeśli mieliśmy wpaść do wody to dobrze że teraz bo i na początku i na razie umoczyliśmy tylko po pas, a nie po szyję, przynajmniej jeszcze się nie utopiliśmy. Ale ostrzeżenie dostaliśmy i to poważne, idylla się skończyła. Oby taki był pożytek z tego spotkania.
Przed meczem miałem ochotę napisać o szczęściu jakie towarzyszy Nawałce.
Nasz selekcjoner, bo przecież nie trener trafił na piłkarzy, którzy prowadzeni w zachodnich klubach przez trenerów, weszli na najwyższy piłkarski poziom.
Całe szczęście, że się powstrzymałem, bo nasze gwiazdy świeciły dziś blaskiem klubów z jakich wyszły, w niczym nie przypominając piłkarzy z milionowymi kontraktami.
Mam nadzieję, że nasza Legia natrafi na podobnych bufonów i zdobędzie kilka punktów w LM