A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz.50

Kiedy myślę ‘rezerwa’ to, chcąc nie chcąc, w uszach słyszę znaną pieśń, przerobioną między innymi także przez kibiców Wisły Kraków, której pierwsza zwrotka i refren w poznanej przeze mnie w przeszłości wersji brzmią tak: „Jak długo na Wawelu / Zygmunta bije dzwon / tak długo nasze wojsko / granice broni wciąż / Zwycięży orzeł biały / Zwycięży Polski ród /”. A potem: „Zwycięży nam rezerwa / Bo mocno leje w dziób/”.

Rezerwa, jak sama nazwa wskazuje jest po to, aby zastąpić umęczonych w bojach żołnierzy pierwszego rzutu, odpowiednio pierwszej drużyny. Tym samym niebywale ważne jest kim w tych rezerwach dysponujemy, gdy ich przywołujemy, aby nam tyłki ratowali. Znany początek rozdziału 7. „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka” Jaroslava Haszka ukazuje bohatera, który dostał powołanie do wojska. Wezwał on swoją gospodynię, kazał je usiąść i uroczyście oznajmił: ”Idę na wojnę”. Gdy ta go zapytała, co będzie tam robił?, grobowym głosem oznajmił: „Walczyć będę”. Gdy ta poddawała w wątpliwość jego zdolności bojowe, bo ruszać się nie może, Szwejk je rozwiał, mówiąc: „To nic nie szkodzi, pojadę na wojnę na wózku”. I oto na ulicach ukazał się żywy dowód wzruszającej lojalności. Stara kobieta popychała wózek, na którym siedział człowiek w czapce wojskowej  i wymachując rękami wołał:” Na Białogród! Na Białogród!”. O całym wydarzeniu ukazał się w gazecie artykuł p.t.: ”Patriotyzm kaleki”.

Ja przeżyłem podobnie wzniosłą przygodę, gdyż w październiku 1994 roku dostałem z RKU Mokotów wezwanie do stawienia się w jednostce Wojskowej nr 3174 w Nowym Dworze Mazowieckim. A trzeba wiedzieć, że we wrześniu 1994 roku zostałem zwolniony z pracy, w której byłem wyreklamowany od wojska, na rentę po skomplikowanych złamaniach prawej nogi i poruszałem się na 3 nogach, dwie to były kule ortopedyczne, a 3 noga lewa, gdyż na prawą nogę stawać medycy mi stanowczo zabraniali. Tak więc w pewną sobotę wyruszyłem, aby służyć ojczyźnie miłej. Po wyjściu z bloku spotkałem kilku sąsiadów, którzy rozpytywali mnie gdzie się w takim stanie udaję. Odrzekłem, że idę do wojska. „Dlaczego?”. ”Bo wojsko mnie potrzebuje”. Zastanawiałem się czy jakiegoś patriotycznego napisu nie wyfasować, ale uznałem, że może to być opacznie zrozumiane. Więc najpierw dotarłem do tramwaju, nim do dworca kolejowego Warszawa Śródmieście, pociągiem do Nowego Dworu, tam tylko ze 2 kilometry i już była jednostka. Pokazałem wezwanie i wszedłem na świetlicę, w której siedziało z kilkudziesięciu mężczyzn, na których obliczach radości nijakiej nie dostrzegłem. Po małej godzince zostałem wezwany do kantorka, gdzie za stołem siedziało trzech mundurowych zajętych czytaniem jakiś papierów. Zameldowałem się przepisowo: ”Podporucznik taki a taki melduje się na rozkaz” i po komendzie „Siadajcie” usiadłem. Lekko siwiejący podpułkownik, nie podnosząc głowy, powiedział: ”Powołujemy was na 3 miesiące ćwiczeń rezerwy i kierujemy do budowy Cargo Modlin na stanowisko kierownika grupy robót”. Po czym uzasadnił dlaczego mnie taki zaszczyt kopnął. Po czym spojrzał na mnie i widząc dwie kule zapytał „A co to?”. „Bo bez nich poruszać się nie mogę”. Jak to usłyszał i przeczytał okazane mu orzeczenie zaczął biadolić, że mu z tego RKU jakieś kaleki podsyłają i jakoś chcąc wyjść z twarzą zrzucał winę na mnie, mówiąc: ”A to zadzwonić nie mogliście?”. Mojej uwagi „gdzie” już nie komentował. Trochę żałowałem, że z tego ozdrowieńczego entuzjazmu zapomniałem wziąć z domu adres mojego kolegi Waldka Wawrzyniaka, który oprócz tego, iż przeprowadził się z Błonia do Nowego Dworu, to jak się  okazało spłodził kilka lat wcześniej syna o imieniu Jakub.

Powyżej podane przykłady wskazują, że opisane modele organizacyjne uzupełniania potrzeb kadrowych wojska nie były właściwe. Bowiem każdy model organizacji jakiegokolwiek przedsięwzięcia  musi być funkcjonalny i efektywny.

Teraz jest pora, aby rozważyć, czy system organizacyjny pionu sportowego Legii Warszawa spełnia kryteria funkcjonalności i efektywności. Obecnie Legia prezentuje z pozoru jednolity model funkcjonalny pionu sportowego, na szczęście odmienny od tego z czasów ITI, w którym piłka nożna była niechcianym dodatkiem do zabaw pań i panów administratorów. Teoretycznie i pewno w założeniach ideowych wszystkie poczynania dotyczące najmłodszych i Akademii mają zmierzać do dostarczenia najlepszych graczy do I zespołu. Tylko kiedy zwyczajnie policzymy ilu osobników w ostatnich paru latach zostało przez ten system wygenerowanych i wyselekcjonowanych to okaże się, że zbiór jest praktycznie pusty. A przecież, znowu teoretycznie, powinna to być najprostsza i najtańsza metoda uzupełniania kadry zespołu ligowego. Zapotrzebowanie I drużyny na zawodników odpowiedniej klasy jest ogromne, co wiąże się z grą nierzadko na 3 frontach, często 2 razy w tygodniu i wówczas rotacja staje się jedną z metod osiągania wszystkich celów, a nie dokonywania wyboru jednego z nich. Ale, aby tak się działo, to na wszystkich szczeblach, we wszystkich kategoriach wiekowych musi obowiązywać jednolitość szkolenia taktycznego: na pozycji, w formacji i zespołowa. Zawodnik awansujący ze szczebla niższego na wyższy tylko w ten sposób jest w stanie niemal od razu wkomponować się w nowe otoczenie. Przy czym nie chodzi przecież wyłącznie o rotowanie składem, ale i o nieuchronne zastępstwo pokoleniowe oraz uzupełnianie po stratach graczy wytransferowanych. Chciałoby się, ażeby następował stały napór rezerwowych, zwłaszcza młodszych wiekowo, na pozycje zajmowane przez tych starszych. Jako taka naturalna rywalizacja i konkurencja. I znowu obserwacja naszej drużyny pod tym względem pozwala na określenie tej sytuacji jednym słowem: zastój. Starsi zawodnicy bronią uparcie swoich pozycji, co jest zrozumiałe, bo oznacza dłuższe granie za bardzo dobre pieniądze. I model organizacyjny wytworzony niejako samoistnie  sprzyja takim postawom, a nie pozwala na selektywny dobór kadrowy. Szczególnie jaskrawym przykładem jałowego podejścia do naturalnej wymiany kadr było istnienie II drużyny w niemal takiej samej postaci w jakiej funkcjonowała Młoda Ekstraklasa. W Legii jakby nie zauważono, że ta struktura w 2013 roku została rozwiązana jako twór chybiony i szkodliwy. A już myślenie, że jakikolwiek zawodnik w założeniu silnie utalentowany podniesie swój poziom grając w III lidze, było w założeniu kuriozalne i trudno było dopatrzeć się w nim sensu. Nie chodzi nawet o to, że oni i tam przegrywają, ale nie da się uzasadnić tezy, że zawodnik III-ligowy będzie wzmocnieniem zespołu Ekstraklasy. Przy czym II drużyna była zupełnie oddzielnym i niezależnym od I zespołu podmiotem szkoleniowym. Zawodnicy tego zespołu byli inaczej przygotowywani motorycznie, ich ustawienie taktyczne było odmienne niż I drużyny. Do tego juniorzy grający swoje w CKJ, nastawieni na doraźny sukces, z którego mało co wynika. Więc wypożyczanie zawodników do klubów wyższych klas stało się jakąś metodą wyjścia z tej patowej sytuacji. Ten system jednak tylko lekko neutralizuje problem, ale go nie rozwiązuje. Powstaje pytanie: czy trzeba aż Aleksandra Macedońskiego, aby ten gordyjski węzeł rozwikłać?

Otóż model systemowy tworzony jest w sposób pragmatyczny po to, aby był użyteczny dla realizacji celu przedsięwzięcia. Przy jego tworzeniu muszą zostać odrzucone wszystkie względy o charakterze niemerytorycznym, zwłaszcza te osobiste i emocjonalne. Potrzeba nowej organizacji wynika z faktu, że ta istniejąca jest nieefektywna i kosztowna. O jej systemowej nieefektywności najdobitniej zaświadcza przykład Roberta Lewandowskiego, którego hermetyczny, zasiedziały układ wypchnął z Legii. System przy tym musi być na tyle przejrzysty, aby możliwa była rzetelna selekcja zawodników przy pomocy jednolitych i sprawdzalnych kryteriów. A to po to, aby na poszczególnych szczeblach szkoleni byli, najogólniej mówiąc, najlepsi. Reszta musi zostać pożegnana i sama musi sobie radzić w piłkarskim życiu. Powinny powstać niezależne części pionu sportowego w postaci: usportowienia dzieci, Akademii, juniorów i funkcjonalnie powiązanych pomiędzy sobą I drużyny z drużyną rezerw. Szczególnie istotnym jest, aby rezerwa spełniała podstawowy warunek bycia rzeczywistym zapleczem kadrowym dla I drużyny, powiązanym tożsamymi metodami szkoleniowymi na zasadzie podporządkowania zawodników i trenera tej drużyny potrzebom zespołu ekstraklasowego. Ktoś zauważy, że Akademia i juniorzy jako oddzielne byty już  istnieją. Tak, tylko że tu nie chodzi wyłącznie o nazwy i odrębność rozgrywkową, ale o brak automatyzmu w przepływie piłkarzy pomiędzy organizmami gdzie podstawowym kryterium jest „mędrca szkiełko i oko”. Mówiąc wprost, chodzi o taką selekcję materiału ludzkiego, aby Legia przestała być przechowalnią bagażu.

W takim systemie rezerwa składałaby się z tych zawodników, którzy z różnych powodów w aktualnym czasie nie są przewidziani do gry w I drużynie, że wskażę przykładowo dziś na Niezgodę, Masłowskiego czy Szwocha. To w niej ogrywaliby się zawodnicy kupieni przez Legię na zasadzie aklimatyzowania się do gry w I drużynie. Do niej trafialiby zawodnicy po kontuzjach w celu odbudowania formy. Wreszcie to w niej, zamiast siedzieć na trybunach graliby zawodnicy nie łapiący się do kadry meczowej I zespołu. Wszystko to odbywało by się bez szkody dla tych graczy, gdyż jako się rzekło II drużyna byłaby kalką szkoleniową I zespołu. Wówczas awans do II ligi byłby formalnością, a istnienie II drużyny uzyskałoby i wartość i sens. Więc, niech żyje nam rezerwa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1