A+ A A-

Przemiana Vrdoljaka

Być może znalazłem związek przyczynowo-skutkowy! Gdy cztery lata temu w zaciągu truskawkowym do Warszawy zawitał Ivica Vrdoljak, wiele sobie po nim obiecywałem, mimo że kibice Dinama Zagrzeb prześcigali się na forach w brutalnej szyderze jakiego to ogóra nam wcisnęli za milion euro. Dobra, spokojnie, myślałem, w Chorwacji jest inny poziom piłki, lepsi piłkarze, czyli kontekst różny, ocena niemiarodajna.

Przyjechał do Polski i pozamiata. I co? Dno. W pierwszym sezonie jeszcze miewał przebłyski, ale w kolejnych w 99% meczów grał jakby miał przytroczone do kostek 15 kilogramowe odważniki. Poruszał się z gracją transatlantyku manewrującego w porcie w Ustce (mam nadzieję, że jest tam jakiś port). Powolny, irytujący, prawie zawsze spóźniony z interwencją, nieudolny, żenujący.

Dlatego osłupiałem, gdy okazało się, że Bogusław Leśnodorski przedłużył z nim kontrakt o dwa lata jeszcze za czasów Jana Urbana. Po co? Dlaczego? Ivica te wątpliwości wspaniale podkreślił jesiennym człapaniem po boiskach Ekstraklasy (szczyt nastąpił w meczu z Podbeskidziem, gdy Jagiełło strzelił Legii bramkę, Olek biegł, a Ivo się przyglądał, co doprowadziło mnie do szału). Zresztą, bez owijania w bawełnę, w drugiej połowie minionego roku grał klasyczny piach, do jakiego nas przyzwyczaił. W rundzie jesiennej zagrał dobrze jedną połówkę, u siebie z Górnikiem od momentu, gdy dostał piłką w twarz. Nabijałem się, że poprawiło mu to krążenie i że coś się odblokowało. Był tu i tam, odbierał piłki, walczył, zagrywał kozackie piłki. Przez te czterdzieści minut, bo dostał w twarzoczaszkę około 50 minuty, o ile mnie pamięć nie myli, grał koncertowo.

Dokładnie tak jak we WSZYSTKICH meczach Legii w rundzie wiosennej! To jest Ivo, którego wszyscy chcemy oglądać (tak sądzę). Sprawny, szybki, zdecydowany, pewny. Koordynacja? Zajebista! Orientacja? Bez zarzutu. No, po prostu inny gracz, zwyczajnie dobry. Tak to widzę. I teraz dochodzimy do sedna sprawy, o której chciałem napisać. O ten związek przyczynowo-skutkowy chodzi. Przygotowania do sezonu. Legioniści pod okiem Jana Urbana i legendarnego twórcy taktyki „gramy na trzech defensywnych pomocników i dzida na Danijela Ljuboję” podczas przygotowań przed oraz międzysezonowych ordynowali ciężkie treningi. Trener Henning Berg wprowadził treningi lżejsze. Wielu z nas zastanawiało się, jaki to przyniesie skutek, czy piłkarze Legii wytrzymają kondycyjnie. Wytrzymali, a taki Ivica Vrdoljak zamienił się w potwora środka pola z nienaganną motoryką i koordynacją (jak na warunki Ekstraklasy oczywiście, choć z taką grą w Europie też wstydu nie będzie). Może Chorwatowi służą takie lekkie treningi, może wcześniej był regularnie zajeżdżany?

Minęło pół roku z trenerem Bergiem, więc na wnioski trzeba poczekać. Może w nowym sezonie wróci stary pokraczny Ivo (oby nie), a może utrzyma świetną formę (byłoby wybornie). Zobaczymy. Jeśli ktoś już o tym pisał, jeśli odbyły się na ten temat dyskusje, albo zwyczajnie nie ma nic odkrywczego w tym, co napisałem, polecam naprostować mnie w komentarzach. W wolnej chwili z przyjemnością włączę się do dyskusji. Tymczasem.

* * *

Autor na twitterze.

Dyskusja (13)
1środa, 04, czerwiec 2014 11:19
iocosus
„podczas przygotowań przed oraz międzysezonowych ordynowali ciężkie treningi. Trener Henning Berg wprowadził treningi lżejsze.” – tak sobie myślę, że może tu jest rozwiązanie. Trening PRZEDsezonowy (za Urbana) cieżki to znaczy normalny do jakiego byli przyzwyczajeni na obozach i trening MIĘDZYsezonowy (innowacja Berga) lżejszy, już nie budujący ale podtrzymujący to co było wypracowane. Razem dało to efekt. (również efekt uboczny z kontuzjami jesienią – być może)

Kwestia nadrzędna. W zasadzie optymalną formę to w Legii należałoby przygotować na przełom lipca i sierpnia!?

W przypadku Ivicy dyspozycja fizyczna zda się absolutną podstawą, wirtuozerską techniką nie olśni, harówką na murawie – już tak.
2środa, 04, czerwiec 2014 11:55
KAM
Mam nadzieję że moje obawy okażą się płonne ale sukcesy Legii w lidze przypominają mi sytuację z boksu kiedy zawodnikowi nabija się ranking podstawiając mu słabych przeciwników tylko po to żeby mógł stoczyć walkę "mistrzowską". On obija tych wszystkich przeciwników, rozbudza nadzieje, dziennikarze podkręcają atmosferę zgodnie z opracowaną technologią i dochodzi w końcu do walki z "prawdziwym" przeciwnikiem.
Nie jakimś super mistrzem ale gościem który jest wytrenowany, ma niezłe umiejętności i się nie boi i wtedy wychodzi szydło z worka. Nasz mistrz nie potrafi zadać żadnego mocnego ciosu i marzy o tym żeby dotrwać do końca bez upokorzenia.
Mecze Legii w lidze mogą być takim pompowaniem rankingu, przeciwnicy są słabi i się nas śmiertelnie boją, wtedy nasi pomocnicy mogą sobie ładnie rozgrywać piłkę, popisywać się spokojem i boiskową mądrością.
Ale mam w pamięci również mecze kiedy ligowy przeciwnik wyszedł na Legię nabuzowany i bez lęku zaatakował pressingiem i wtedy ten spokój i elegancja znikały, mnożyły się proste błędy i straty.
Powstaje pytanie czy to oni się wznieśli na "europejski" poziom czy po prostu trener zdjął z nich lęk przed porażką mówiąc "zagrajcie odważnie, nie bójcie się, porażka z Legią nie będzie wstydem a zwycięstwo będzie chwałą, udowodnicie że jesteście fajterami".
Niestety w takich meczach nasi liderzy nie wyglądali już tak dobrze, gubili się przy wyjściu spod pressingu i tracili sporo piłek.
Nie umiem odpowiedzieć na pytanie jak wypadniemy w pucharach bo może zagramy z taką determinacją jak nasi wspomniani ligowi przeciwnicy i będzie dobrze ale im bardziej będzie pompowany balon oczekiwań tym większy będzie lęk przed niepowodzeniem który odbierze naszym chłopakom odwagę do gry.
Może jakoś się uda przebrnąć kwalifikacje bez fajerwerków, może zostaniemy upokorzeni przez jakiś mały klub z europejskiej prowincji a może narodzi się odważny zespół?
Ale myślę że powszechne oczekiwania że Legia musi być wybawcą polskiego futbolu raczej sparaliżują niż pomogą a taki wniosek nasuwa się właśnie po takich meczach w lidze gdzie było widać lekkie zagubienie przy mocniejszym pressingu przeciwnika i wynikające z niego błędy techniczne poniżej normalnych umiejętności piłkarzy.
Wnioski mogą być dwa, albo te umiejętności nie są tak wysokie jak wydają się na tle przestraszonych ligowych rywali, albo słaba jest psychika i lęk przed niepowodzeniem powoduje paraliż fizyczny i wynikające z niego błędy.
Ponieważ pierwszego już nie zmienimy to trzeba pracować nad mentalnością bo tym można wygrać nawet przy słabszych umiejętnościach.
Bardzo dobrą postawę w tym aspekcie prezentuje prezes, odcinając się od "pompki" medialnej i liczę że że Berg też znajdzie drogę do głów zawodników i przekona ich że aby wygrać trzeba się bić a nie tylko "ładnie wyglądać" na boisku.
I wtedy nasi zawodnicy wskoczą na wyższy pułap i przekonają się że mogą tylko trzeba bardzo chcieć i się odważyć a wtedy nie będą dreptać i grać na alibi tylko WALCZYĆ!!

Dlaczego piszę o tym pod artykułem o Vrdoliaku?
Bo to jest taki gość który może zagrać w każdy wymieniony przeze mnie sposób, jest taką symboliczną postacią, można od niego jak od Legii oczekiwać wszystkiego o czym napisałem.
3środa, 04, czerwiec 2014 12:08
bjank
Myślę, że przesadzasz z krytyką Vrdoljaka z okresu poprzedzającego tegoroczną wiosnę. Okresów że Vrdoljak grał przynajmniej na solidnym poziomie było więcej, w zasadzie w każdym sezonie miał okres niezłej gry i okres słabej. Na pewno nie było tak, że 99% meczów pomiędzy jego 2 sezonem w Legii a rundą wiosenną tego roku grał piach. Często nie zachwycał, nie dawał tyle ile powinien, brakowało mu regularności, której należy od niego wymagać, ale zawsze jakoś się ratował taką niemałą liczbą spotkań, w których pokazywał się z bardzo dobrej strony. W sezonie 2010/11 był chyba w top3 u Kałwy jeżeli chodzi o defensywnych pomocników, w 2012/13 Weszło wskazało go jako 2 najlepszego defensywnego pomocnika w kraju.

Nawiasem mówiąc opisywana przez Ciebie sytuacja z Olkiem Jagiełłą (za którą pastwiło się nad nim Weszło) też była przedstawiona w sposób dosyć nieuczciwy - to była bodajże 90 minuta, Vrdoljak od pierwszej na boisku, naturalnie szybki Olek wszedł gdzieś w 70. W dodatku za Olkiem nie tylko Vrdoljak wtedy nie pobiegł, ale też i obrońcy którzy podejść do niego bliżej, a na których w pierwszej kolejności stała odpowiedzialność za zatrzymanie go, zwłaszcza że Vrdoljak bieg zaczynał już za jego plecami i szanse na przeszkodzenie mu miał niewielkie - choć może mylę sytuację, że taki był rozkład zawodników na boisku.

Inna sprawa, to że myślę, że nie ma co liczyć że Vrdoljak ustabilizuje formę raz na zawsze i już do końca grania w Legii będzie grał tak, jak w tym roku jesienią. Spodziewałbym się dalszej sinusoidy - choć mam nadzieję, że jednak takich dołków jakie mu się zdarzały (jesień tego roku, spory kawałek sezonu 2011/12) będzie unikał.
4środa, 04, czerwiec 2014 15:41
bukajowski
@KAM

Ludogorets. Widzę analogię, ten klub też gra w niezbyt wymagającej lidze, a pięknie zagrał w minionej edycji LE. Kasy pewnie trochę więcej niż w Legii, bo zakładam, że ich budżet zależy od ilości gotówki w walizkach, którą trzeba wyprać, ale to nie jest Spartak Moskwa na przykład. Nie ten rozmiar kapelusza, możemy się do nich finansowo porównywać.
To co powinno być plusem w kolejnym sezonie gry w Europie, to zdecydowanie lepsza organizacja gry, a co za tym idzie szczelniejsza obrona.

@bjank

Trudno się z Tobą nie zgodzić, Twoja opinia jest rozsądna i wyważona, a do tego poparta argumentami, które do mnie przemawiają, ale...

Podbeskidziegate, czyli klasyczny człapak w wykonaniu Ivo. Oczywiście ta sytuacja była pokłosiem braku komunikacji w zespole, zawalili środkowi pomocnicy, którzy umożliwili zagranie piłki do Olka, czyli także Vrdoljak, zawalili obrońcy. Bardziej chodziło mi o symbol, to była kwintesencja spowolnionego Vrdoljaka w najgorszym wydaniu. Nieporadnego, irytującego. Gdy oglądałem ten fragment meczu, mimo że wiedziałem, że ta bramka nie obciąża wyłącznie konta Ivo, krew mnie zalewała, bo mnie facet najzwyczajniej w świecie zawodził przez 3,5 roku. Przelała się czara goryczy, dlatego tak to zapamiętałem.

Co do formy Ivicy - kiedyś nie wierzyłem, że Rado, który zawsze miał potencjał, zgubi oponę i zacznie grać na miarę swoich możliwości. Zaskoczył, nie zawodzi, choć mam na jego temat kilka niekoniecznie przyjemnych przemyśleń, ale o tym może innym razem. Dlatego teraz łatwiej mi uwierzyć, że Ivo utrzyma dyspozycję. Oprócz motoryki, którą bardzo poprawił - pewnie także za sprawą indywidualnych treningów - dochodzi do tego zmiana ustawienia na boisku i inne zadania. Ivo cieszy się grą, jest dziarskim liderem, daje przykład, że nie odpuszczamy na boisku. Sądzę, że przygotowania przed sezonem też będą lżejsze niż za Jana czy Macieja, co - jak pisałem w tekście - może wpływać dobrze na Ivicę.

I kwestia ostatnia: spojrzenie na Ivicę. Przesadziłem z tymi 99% słabych albo bardzo słabych spotkań w jego wykonaniu, zmieniam liczbę na 80% Smile Od gościa, który przychodzi za takie pieniądze oczekuję więcej niż jednej dobrej, równej rundy w ciągu 4 lat. Jesień miał skandalicznie słabą jak na potencjał, który teraz pokazuje. Może to nie tylko/w ogóle kwestia lżejszych treningów? może dojrzał? Może coś się w nim zmieniło, bo przecież wiemy, że ogromne znaczenie ma także nastawienie, mentalność. Dobra, kończę, czas wracać do pracy.
5środa, 04, czerwiec 2014 15:41
gawin76
Bardzo mnie cieszy, że pojawił się u nas kolejny tekst, który nie został przygotowany przez stałe czarno-eLkowe grono. Mam nadzieję, że takich 'zewnętrznych' zasileń będzie jeszcze więcej Wink

Co do meritum.

Za najbardziej szkodliwą przypadłość Vrdoljaka zawsze uważałem jego osobliwy pomysł na rozgrywanie, czyli pchanie się z piłką przy nodze przez środek pola. Nie wiem czy sam zmądrzał, czy do rozumu przemówił mu trener Berg, ale teraz tych straceńczych szarż jest zdecydowanie mniej. Ta zmiana plus wycofanie Vrdoljaka między obrońców przy zawiązaniu akcji (sam wspominał o tym manewrze w jednym z wywiadów, chwaląc sobie, że ma dzięki temu więcej swobody) nakazuje mi skłaniać się ku tezie, że wizualna poprawa jakości gry Vrdoljaka wiosną to jednak raczej skutek czynników z zakresu taktyki gry w piłkę nożną niż przygotowania fizycznego.

Do Vrdoljaka zawsze miałem zresztą znacznie mniej zastrzeżeń niż np. do Borysiuka, Łukasika, Gola czy Furmana. Uważam go za typowego 'robola' środka pola, zawodnika bardzo solidnego w destrukcji i jeżeli nad czymś się zastanawiałem w kontekście jego przydatności dla nas, to raczej czy w grze Legii w ogóle powinno być miejsce dla takiej jednowymiarowej 'szóstki', niż czy powinien być nią Vrdoljak. Lepszej opcji na tę pozycję nie widziałem i nie widzę (łącznie z Jodłowcem). Sytuacja komplikuje się kiedy ktoś (a może on sam?) próbuje zrobić z niego kogoś więcej niż tylko fachowca od destrukcji - może stąd brał się problem Vrdoljaka u Urbana. Ale i za czasów Janka Vrdoljak wygrał u mnie wielkiego plusa za rzut karny w meczu z Lechem.

Oczywiście aktualne pozostaje pytanie (które można też postawić w przypadku Radovicia), co Vrdoljak po tytułowej przemianie będzie demonstrował w europejskich pucharach - czy jego zalety pchną nas w górę, czy wady ściągną w dół.
6środa, 04, czerwiec 2014 19:05
Monrooe
@ bukajowski

Gratulacje za debiut Wink

Szczególnie, że podjęty temat, jest bardzo ciekawy. Byłem wielkim przeciwnikiem przedłużania kontraktu z Ivicą Vrdoljakiem. Jak dla mnie chciało mu się chcieć od wielkiego dzwonu, tudzież jak przyszło do przedłużania kontraktu. W innych momentach zawodził, bardziej chodził niż biegał, albo w ogóle nie chudził bo siedział. Coś go tam niby boli, coś tam niby strzyka, grać, znaczy się chodzić nie da się i już. I taki to był ten nasz kapitan. Nie wiem czy zaraził się czymś od Jodłowca, czy pomysł Berga tak bardzo mu odpowiada. Faktem jest, że wszelkie piłkarskie braki nadrabia takim serduchem, że złego słowa o Ivicy powiedzieć nie dam. Nie oszukujmy się, bandą futbolowych wirtuozów to my nie jesteśmy, dlatego też takich walczaków bardzo potrzebujemy. Bardzo mi się ten nowy Ivica bardzo podoba.
7środa, 04, czerwiec 2014 19:22
Senator
Ja się nie znam ale i te 80% to ciut niesprawiedliwe. Fakt irytował dość często ale żeby aż tak często?
Co do obecnej dyspozycji najmniej winilbym lekkie treningi raczej taki stan rzeczy spowodowały czyniki o których pisze sir Gawin .
8czwartek, 05, czerwiec 2014 09:49
CTP
Moja opinia jest taka, że o poziomie gry Ivicy w jakimś meczu w 99% przypadków decyduje nie jego mentalność a jego zdrowie. Któryś z trenerów (chyba Urban) powiedział kiedyś, że Vrdoljak tak właściwie gra bez "achillesów". Wiosną graliśmy co tydzień i piłkarze mieli mnóstwo czasu na wypoczynek i regenerację. Za parę miesięcy, natomiast, znowu się zacznie maraton i jest raczej pewne, że u naszego kapitana znowu zaczną się problemy zdrowotne. Jak to mawiał Maks Paradys: natury się nie da oszukać. Dlatego też oddawanie teraz Łukasika nie byłoby zbyt mądrym posunięciem.
Swoją drogą, jestem bardzo ciekaw jak Berg poradzi sobie z koniecznością rotacji w zespole. Utrzymanie 20 piłkarzy, jak to się mówi, pod parą nie jest łatwą sztuką. Wiosna pokazała, że piłkarze, którzy uzmysłowili sobie, że większych szans na "jedynkę" nie mają dość mocno zjechali z formą w dół i jedynie chyba Kucharczyk walczył do końca o skład. W przerwie letniej w wielu głowach pewnie wróci nadzieja na granie ale jeśli w kilku pierwszych meczach znowu będziemy widzieć tę samą szóstkę z przodu (Ivica, Jodła, Żyro, Radovic, Duda i Kucharczyk), to ciężko będzie namówić pozostałych do pracy na treningach.
9czwartek, 05, czerwiec 2014 10:19
jacek
To był jeden z początkowych meczów Ivicy w Legii. Derby z Polonią na Łazienkowskiej. Niesamowita jak na polskie boiska gra. Był wszędzie,nie odpuszczał żadnej piłki.Jego twarda walka, wręcz „do krwi ostatniej” udzieliła się całej drużynie lecz to on był genezą zwycięstwa. Wtedy pomyślałem, oto jest gracz ,który mentalnie zastąpi nam Vuko a na dodatek więcej do gry wniesie. Wart tego miliona euro.Umiejętność ustawiania się na placu , wręcz encyklopedyczne czytanie gry podparte walecznością zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Niestety póżniejszy okres jego gry już nie wyglądał tak okazale.Kolejni trenerzy ustalanie składu zaczynali wprawdzie dalej od niego ale pokładanych w nim nadzieji już nie spełniał. Jakie były tego przyczyny ?
I tu dochodzę do sedna moich przemyśleń. Jako ,że łączę poprzednią słabszą dyspozycję Ivicy przede wszystkim z jego dolegliwościami zdrowotnymi ( pomijam tu równie istotną kwestię ustawienia taktycznego przez trenera ) interesuje mnie fakt korzystania na boisku z człowieka z niezaleczoną kontuzją. Jak wiadomo Ivica borykał się z różnymi przypadłościami a ciągle znajdował się na placu.
Konieczność występów w takiej sytuacji wiąże się z naszymi narzekaniami na jego grę. A to nie chce mu się , a to nie walczy, a to człapie na boisku.Czy w takiej sytuacji zawodnik nie powinien stanowczo zaoponować ? Trenerze ja wiem ,że trener na mnie liczy ale ja nie jestem w stanie zagrać na miarę oczekiwań. Ambicja ,ambicją ale chyba realna ocena możliwości chorego piłkarza trenerowi powinna dać do myślenia a zarówno MS jak i JU nie mieli z tym problemu. Graj i już.
Cierpiał na tym sam piłkarz i według mnie to uderzyło przede wszystkim w niego. Jak potrafi grać Ivica w pełni zdrowy pokazał to w tej rundzie. Podpora i ciągnik drużyny, oby tak dalej, powodzenia Ivica.
10czwartek, 05, czerwiec 2014 10:49
Monrooe
@ CTP

- "...o poziomie gry Ivicy w jakimś meczu w 99% przypadków decyduje nie jego mentalność a jego zdrowie. "

Nie ukrywam, że możesz mieć bardzo dużo racji. Nie raz pisałem, że sporym zaskoczeniem były problemy zdrowotne Chorwata, które objawiły się już podczas maratonów Skorży, a później ciągnęły w nieskończoność za Jana Urbana.
11poniedziałek, 23, czerwiec 2014 02:26
eye63
Dzień dobry! Zawitałem przypadkiem na tę stronę, ale muszę przyznać, że bardzo miło się tutaj czyta teksty i generalnie jestem pod wrażeniem - atmosfery na forum, bogatej treści itd.

Co do artykułu, to chciałem zauważyć pewną zależność, na którą my, Polacy nie zwracamy uwagi. Ale od początku. Nie zgadzam się z tezą, że Vrdoljak, gdy przyszedł, grał słabo. Jak dla mnie pierwszy sezon pokazał, że to jest właśnie taki walczak, wojownik, defensywny pomocnik. Problemem z którym się boryka w opinii publicznej (choć oczywiście przyznaję, że miewał często bardzo słabe momenty, gdzie również wydawało mi się, że odpuszcza i więcej zaczyna obserwować na boisku niż szoruje tyłkiem po murawie) jest fakt, że przyszedł za milion euro. Dla nas taka suma na transfer, to suma niebotyczna, a o ile się nie mylę, to chyba nikt za piłkarza wciąż więcej w naszej lidze nie zapłacił. I teraz pytanie, bo przyzwyczailiśmy się, że można trafić u nas zawodnika za bardzo marne pieniądze, można trafić bardzo dobrego za ok. 300-700 tys. euro, ale często można i za te pieniądze trafić średniaka lub wręcz kaszalota - często w Wiśle to można było zaobserwować. Jak dla mnie poziom miliona euro powoduje, że zawodnik już jakąś klasę musi prezentować, ale jeśli przeliczymy sobie w głowie co to jest ten milion euro, np. w warunkach chorwackich, gdzie potrafili bardzo drogo sprzedać Modricia, nie mówiąc już o innych zawodnikach - to ten milion jakiegoś wielkiego wrażenia nie robi. I tak samo jeśli popatrzeć od naszej strony, jeśli jakiś piłkarz się u nas wyróżnia, to myślenie o jego sprzedaży zaczynamy mniej więcej od pułapu 2 mln euro, za Żyrę właściciele chcą wziąć 5... To ja się pytam, na jakiej podstawie my twierdzimy, piszemy, że za piłkarza "za takie pieniądze" oczekiwałbym więcej? Jak dla mnie Vrdoljaka z całą swoją przygodą w Legii oceniłbym dokładnie na milion euro (ze wzlotami i upadkami), zwłaszcza, że mówi się, że za Łukasika wzięto ok. 800 tys. I takie proste pytanie, czy dzisiaj jeśliby przyszła oferta za mln euro za Vrdoljaka, to powinno się go sprzedać czy nie?
12poniedziałek, 23, czerwiec 2014 08:13
@eye63

Witamy z radością. Im więcej interlokutorów nie wysyłających się w polemikach na K6 tym lepiej Smile

Co do Ivicy, nie można też zapominać o robocie jaką wykonuje poza boiskiem. Skoro już trzeci trener widzi w nim kapitana, to nie może być przypadek.
Jedyne nad czym się zastanawiam, to jakiego Vrdoljaka zobaczę w nowym sezonie. Tego z wiosny czy jesieni ?
Jednak najlepiej by było, gdyby mnie zaskoczył i zagrał jeszcze lepiej, czego jemu i całej drużynie życzę Smile
13poniedziałek, 23, czerwiec 2014 09:34
Monrooe
@ eye63

Zacznę od tyłu.

- " I takie proste pytanie, czy dzisiaj jeśliby przyszła oferta za mln euro za Vrdoljaka, to powinno się go sprzedać czy nie?"

Gdybym był pewien, że nasz skauting ma już przygotowanych kandydatów na jego pozycje to mówię stanowcze tak. Doceniam grę Ivicy, czego dałem wyraz powyżej, ale aby zrobić krok do przodu potrzebujemy na tej pozycji zawodnika, który zaoferuje nam więcej niż Chorwat. Vrdoljak co by o nim nie mówić, pewnych kwestii nie przeskoczy. A mając na uwadze jego na wiek, ciężko przypuszczać ab się ich nauczył. Nie odda groźnego strzału, nie wprowadzi piłki szybkim przerzutem, nie pośle też prostopadłej piłki do przednich formacji. To są ograniczenia, które mają negatywny wpływ na jakość gry zespołu. Z Vrdoljakiem w składzie tego nie przeskoczymy.

Zejdźmy jednak na ziemię, nie wierzę abyśmy już teraz mieli upatrzonych zastępców, nie na tym etapie pracy działu skautnigu. Dlatego też kapitan, Ivica Vrdoljak jest niezastąpiony. To co oferuje nam w środku pola jest wręcz zbawienne dla stabilizacji całego zespołu. Znaleźć gościa z tymi przymiotami i umiejętnościami, o których wspomniałem jest nierealne. Przynajmniej nie w przedziale cenowym, który nas interesuje. Dlatego też dopóki nie wychowamy swojego zawodnika, dopóty Vrdoljak będzie symbolem środka boiska w Legii. Przynajmniej ten Vrdoljak z ostatniego sezonu.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1