A+ A A-

Valar Morghulis!?

Puchar  jest nasz, ale decydujący odcinek gry o tron dopiero przed nami. Królowej Cersei Lannister credo brzmi: „W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.” Zatem,  kto komu, Piast Legii, czy Legia Piastowi zada ostateczny cios i powie po valyriańsku: „Valar Morghulis”?

 

Dariusz Wdowczyk w trakcie sezonu: „Na 100-lecie Legia ma zdobyć mistrza i najpewniej go zdobędzie. Bo kto ma jej tego mistrza odebrać. Lech? Sam widzisz. Reszta? Już mówiliśmy. Nawet jeśli drużynie Czerczesowa zdarzą się potknięcia, a to jest przecież możliwe, nawet jeśli nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu, nie zakładam niespodzianki.” (polsatsport.pl)
Miro Radović: „Z całym szacunkiem dla ligowych rywali, wydaje mi się, że największym przeciwnikiem dla Legii będzie sama Legia. Myślę tu o koncentracji i zachowaniu czujności, czego zabrakło rok temu po zdobyciu Pucharu Polski. Myślę, że legioniści nauczeni doświadczeniem drugi raz takiego błędu nie popełnią. Tak naprawdę nie widzę konkurenta do tytułu. Potem nastąpi chwila prawdy w walce o awans do europejskich pucharów.” (niezalezna.pl)

Podobnie wypowiadała się raczej większość ekspertów i fachowców piłkarskich tymczasem konkurent do tytułu jednak się objawił i wytrwał w wyścigu po mistrza, a nam warszawskim legijnym fanom w tej sytuacji  udziela się nastrój niepewności, obaw. Demony przeszłości przecież nieodległej powracają i gnębią kibicowskie dusze, spokoju nie dają.

Gwoli formalności i przypomnienia, sytuacja na finiszu rozgrywek:

Matematyczne szanse na zdobycie tytułu mają jeszcze trzy  zespoły, ale pretendenci po prawdzie są tylko dwaj. Rozkład jazdy:

Po 34 kolejkach duet liderów prawie ex aequo, ale „prawie” robi różnicę na korzyść Legii, przodownika  po  sezonie zasadniczym. Oczywiście Piast może punktowo zdystansować Legię i pozbawić ją korony, albo w bezpośrednim meczu, albo w przypadku remisu w nim  licząc na potknięcie stołecznej ekipy w Gdańsku. Oto przyczyna naszej niepewności jutra. Na ile ten stan jest uzasadniony, faktycznie należy się przejmować, a na ile ‘tragizujemy’ jesteśmy przewrażliwieni, robimy z igły widły, bo... tego Piasta to przecież wciągniemy nosem w Warszawie. Tak jak niedawno Cracovię. No przecież inaczej być nie może! Zaklina warszawski kibic. Czyżby... Głos rozsądku trudno zagłuszyć. Rywalizacji z Piastunkami  zlekceważyć nie wolno, dokonajmy bilansu.

I. Potencjał i wartość drużyny. Budżety obu klubów w stosunku przynajmniej 5:1, bogaty potyka się z kopciuszkiem. Oczywista oczywistość. Wycena wartości  piłkarzy w transfermarkt to 26,65 mln € dla Legii, oraz 8,65 ml € dla Piasta. Wśród gliwiczan jest tylko jeden zawodnik, Kamil Vacek, szacowany na kwotę równą lub powyżej 1 bańki eurusów, na Ł3 takich piłkarzy znajduje się równo jedenastu, pomijając kontuzjowanego Prijovica i tak pozostaje dziesięciu ‘milionerów’. Umiejętności, jakość, wydają się niepodważalnie być po stronie legionistów, jeżeli obie ekipy zagrają ‘swoje’ na optymalnym przypisywanym im poziomie  z wyłonieniem zwycięzcy problemu być nie powinno, pytanie czy taki pułap osiągną? Jeżeli na przestrzeni 34 kolejek ligowych nie udało się potwierdzić  ‘papierowej buchalteryjnej  przewagi’  tym bardziej może być o to trudno  w  bezpośrednim  pojedynku. Zagłębie Lubin nie pozostawiło Legii złudzeń, a ich ‘wartość’ to jedynie 6,75 mln €. Pieniądze na boisku nie grają, kto o tym zapomina, właśnie miał okazję dobitnie się przekonać.
Ile wart jest  ‘ubogi’ krewny z Leicester? Jedyne – 127 mln, a czym dysponowali możnowładcy z Premier League:
Arsenal – 440
Chelsea – 495,75  
Manchester United – 418,25
Manchester City – 501,75
Tegoroczny angielski  pacjent, to znaczy przykład, warszawskim legionistom dobry sen burzy i mąci!

II. Forma i dyspozycja. W Warszawie zagadka, należy się odnosić do tego co stołeczny zespół pokazał w meczu z Cracovią, czy też miarodajną jest prezentacja tego co zobaczyliśmy w Lubinie lub w drugiej połowie w Chorzowie? W Gliwicach rozterek nie posiadają, jeżeli nawet wiosną w rundzie zasadniczej Piast nieco „kulał”, choć raczej osiągał wyniki na miarę oczekiwań względem mitycznej ligowej wartości, to obecnie na finiszu ponownie imponuje grą „ponad stan”. Jeżeli Piast weźmie przykład z Lechii, która pokazała że i na Łazienkowskiej 3 Legię można ugryźć, wynik jest sprawą otwartą.

III. Nastawienie mentalne. Obie drużyny przystąpią  do końcowej rywalizacji skoncentrowane, skupione, tu nikt nikogo nie zlekceważy  tego chyba można być pewnym.  Różnica istnieje w rolach obu pretendentów. Legia broni przodownictwa, Piast atakuje pozycję. Jedni mają wszystko do stracenia, drudzy do zyskania. Obojętnie jakie padną wyniki, Piastunki już i tak zanotowały historyczny, największy sukces w swoich karierach. Nawet gdyby w Warszawie polegli, to i tak w Gliwicach przejdą do legendy, miana lokalnych bohaterów  nikt im już nie odbierze, w takim uniesieniu mogą być zdolni do sprawienia tego, żeby faworytowi Goliatowi mały Dawid utarł nosa.

Legioniści  w tyle głowy z narzuconym  wymogiem, że muszą wskazać niepozornemu  śmiałkowi miejsce w szyku, inne rozwiązanie zostanie potraktowane jako  plama na honorze -  sprostają i podołają takiemu wyzwaniu? Kibic z Ł3 z wiarą podpowie - muszą! Tylko, że taka myśl  może właśnie powiązać im nogi. Co zrobić, żeby zagrać ‘swoje’?

Znacie, znamy, to posłuchajcie: My musimy, oni mogą!

IV. Styl i taktyka. Czy pierwszy z wymienionych składników drużyny posiadają? Chyba za wcześnie żeby to stwierdzić, łatwiej przypisać koncepcje taktyczne. W odniesieniu do Piasta niech kibic-laik wyręczy się  redaktorem-ekspertem (po prawdzie z lenistwa, a nie z pokory) zatem uwag kilka Michała Zachodnego:

„Gdybym miał wskazać na największą siłę Piasta, to powiedziałbym, że jest nią równowaga w tak wielu elementach - między atakiem a obroną, między posiadaniem a bronieniem się, między pressingiem wysokim i niskim, między zawodnikami świetnymi a tymi słabszymi w zespole Latala. (...) To co uderzało w kontekście Piasta, to fakt, że mają najwyższą średnią długich podań w lidze. Tego kompletnie nie widać w ich grze, zresztą też jest różnica w rozumieniu długich kopnięć i podań. W wypadku Piasta, mając tak inteligentnych zawodników w środku pola, należy mówić o tym drugim przypadku. (...) Piast  tracił najmniej piłek na własnej połowie - jeśli zastanawiacie się, jaki jest największy grzech polskich drużyn, to właśnie niefrasobliwość przy wyprowadzeniu spod własnej bramki. Piłkarze Latala robią to szybko, bez komplikacji i dopiero na połowie przeciwnika szukając dłuższego rozegrania. (...) Umiejętność Piasta do zmiany ustawienia z 4-4-2 na 3-5-2 każdy w lidze już zna, ale niewiele zespołów potrafi odpowiednio zareagować (grają też 4-1-4-1, lub 4-2-3-1 co pan redaktor tez zauważa w innym miejscu) (...) Siłą Piasta jest środek pola - Vacek oraz Zivec byliby głównymi rozgrywającymi w zdecydowanej większości klubów Ekstraklasy, a Latal ma ich dwóch do dyspozycji. Zawsze jeden z nich błyszczy, a gdy rozgrywają razem, to efekty świetnie się ogląda. Z kolei Murawski pomimo 21 lat gra bardzo dojrzale. Jego wejście do ligi było dobre, ale był zawodnikiem chaotycznym, charakteryzował się zrywami, pojedynczymi szarżami. Może nie ma wielkiej siły, czasem też gubi pozycję w ustawieniu z czwórką obrońców, ale bardzo dobrze przechwytuje piłkę, wie kiedy włączyć się do ataków. (zachodnydotablicy.blox.pl)

Taktyka Legii? Press, press,  press. Biegamy , biegamy, biegamy aż rywala zabiegamy, stłamsimy siłą fizyczną, agresją, nieustępliwością, wywieraną presją nie pozwolimy mu na nic, a ponieważ  wyższe indywidualne umiejętności  techniczne są też po stronie wojskowych to dążenie do dominacji  na placu, ma być wpisane w DNA legionistów, stąd już mały krok do pożądanego i wyczekiwanego ‘stylu’.  Założenia trenera wydają się być zbieżne z aspiracjami kibiców, skoro jest tak dobrze to... czym się tu zamartwiać?

V. Trenerzy. Skoro redaktor Zachodny jak się zdaje w miarę dobrze rozpracował Piasta to wykorzystajmy go i do przedstawienia  charakterystyki  Radoslava Latala: „W ciszy i przy znikomym medialnym szumie  Radoslav Latal stworzył jedną z najciężej harujących drużyn w ekstraklasie. Do tego wyjątkową pod względem taktycznym, imponującą piłkarską bezczelnością w starciu z najlepszymi polskimi drużynami. (...) Skąd takie innowacje u szkoleniowca, który w lidze czeskiej raczej nie pozwalał sobie na taktykę wykraczającą poza te najbardziej znane schematy? Latal lubi podkreślać, że w karierze piłkarskiej miał dwóch trenerów, którzy do dziś są dla niego inspiracją. Jednym był Huub Stevens, Holender, u którego grał w Schalke 04 Gelsenkirchen, a drugim Karel Brückner, którego był zawodnikiem w Sigmie Ołomuniec. Dla niezwykle utalentowanego pokolenia czeskich piłkarzy, którzy imponowali na arenie międzynarodowej w latach dziewięćdziesiątych, to właśnie ten drugi był najważniejszą osobowością.
- Brückner był innowatorem. To on w latach osiemdziesiątych sprowadził do Czech pojęcie pressingu oraz gry czwórką obrońców w linii z bocznymi defensorami włączającymi się często do ataków - opowiada Michal Petrak, czeski dziennikarz. - Pressing określał mianem "gonienia tygrysa" po boisku. Stawiał na dyscyplinę, ciągłe bieganie i agresję w grze swojego zespołu.
Od Stevensa przejął Latal ciężkie metody treningowe oraz różnorodność stosowanych systemów. - Holender podczas swojej pierwszej przygody z Schalke hołdował głównie ustawieniu 3-5-2, ale nie trzymał się go tak sztywno (...) Powodem, dla którego Latal wreszcie zdecydował się na uniwersalność taktyczną oraz wysoki pressing w swojej drużynie, może być jakość piłkarzy. - Poza tym, że w Czechach pracował z kiepsko zorganizowanymi klubami, to brakowało mu zawodników o klasie Kamila Vacka czy Martina Nespora, którzy przecież są ze Sparty Praga - zaznacza Petrak. Dziennikarz podkreśla również znaczenie osobowości szkoleniowca Piasta Gliwice.
- Jeszcze na koniec kariery w Baniku Ostrawa był kapitanem i prawą ręką trenera. Bardzo skupiał się na motywacji, zachęcaniu kolegów do walki. Był twardy, zawsze trudno się przeciwko niemu grało. (...) Latal osobowość z boiska przeniósł na ławkę trenerską. W Czechach mówi się też, że niezwykle istotna jest postać jego asystenta Jiriego Necka. Drugi szkoleniowiec Piasta jest myślicielem, spokojnym człowiekiem, odgrywa rolę "dobrego gliny", gdy Latal jest tym złym - od motywacji, ostrych słów i krótkiego trzymania piłkarzy. (...) Radoslav Latal to taka czeska szkoła, więc to nie są wyłącznie treningi piłkarskie, też trzeba sporo pobiegać.
(sport.pl)

Mhm, „sporo pobiegać”, „pressing”, „dyscyplina”, „agresja w grze” coś tak, jakby hasła nieco znajome w tej próbie scharakteryzowania trenera Latala. Deja vu. Ale jednak rodzi się we mnie prowokacyjne stwierdzenie, o ile dla czeskiego szkoleniowca mam już uznanie i szacunek  za ekstraklasowe dokonania, o tyle dla adepta rosyjskiej futbolowej trenerskiej akademii jest u mnie  zaciągnięty, ale jeszcze nie spłacony kibicowski kredyt zaufania. Może dlatego że jeden trener potrafi „uniwersalność taktyczną” praktycznie wcielać w życie, a drugi tylko mówi że ma w zanadrzu przygotowanych wiele rozwiązań taktycznych. O ile Piast i jego  czeski guru mogą być utożsamiani jako poszukiwacze innowacyjnych rozwiązań, to Stanisław Czerczesow i „jego” drużyna wyglądają  trochę jakby ‘jednowymiarowo’ by nie rzec  ‘doktrynalnie’. Ciągle mam również wątpliwości czy rosyjski  trener optymalnie wykorzystuje potencjał zawodników których posiada, w odniesieniu do czeskiego  szkoleniowca taką konstatację odebrałbym jako herezję.

Nie postrzegam Radoslava  Latala jako trenera wybitnego, do tego jeszcze daleka droga, ale za ligowego rzemieślnika choćby na miarę Waldemara Fornalika już go uważam. Co do Stanisława Sałamowicza to mam spore obiekcje czy by sobie w Piaście lub w Ruchu poradził z osiągniętymi  efektami  na pułapie wymienionych trenerów. Niech spłaci  legijny „zaciągnięty dług zaufania”, wówczas  z satysfakcją zmienię zdanie.

Tyle bilansu. Czy wynika z niego coś więcej, niż już wiedzieliśmy. Wątpię, została dokonana jedynie subiektywna  indywidualna mała retrospekcja. Czy się uspokoiliśmy, tym bardziej wątpię. We mnie po tych autorefleksjach samouspokojenia brak, choć kibicowska wiara pozostaje niewzruszona, to jedyne co musi trwać.  

Niech Legioniści na finiszu rozgrywek  wyjdą i zagrają swoje, tym samym niech zajmą przynależne im miejsce.

P.S. 1
Dręczący senny koszmar!

P.S. 2
„Valar Morghulis” to po valyriańsku "wszyscy muszą umrzeć", ale w sytuacyjnym kontekście w tłumaczeniu na angielski mogło by to zabrzmieć: „Game over!”, a wypowiada to ten, który jako jedyny przeżył i właśnie zasiadł na tronie.

Dyskusja (5)
1czwartek, 05, maj 2016 13:16
gawin76
Różne mamy doświadczenia z meczami decydującymi (lub prawie decydującymi) o mistrzostwie, ale na pewno nie powinniśmy się bać. Mnie bardzo cieszy, że dochodzi do takiego starcia. Trochę oczywiście dziwi, że akurat z Piastem - ale w sumie co za różnica czy Widzew, czy Lech, czy Piast? To jest prawdziwa kulminacja emocji, coś na co się czeka cały sezon, czasem nawet wiele sezonów.

To jak bardzo my potrzebujemy tego mistrzostwa jako wisienki na torcie stulecia klubu czy jako elementu uzasadniającego podjęcie finansowego ryzyka w konstruowaniu budżetu klubu, chwilami nieco przesłania aspekt sportowy. Strasznie martwimy się co będzie jeżeli przegramy z tym Piastem, jeżeli nie zdobędziemy mistrzostwa. A przecież - właśnie - chodzi o to, żeby to mistrzostwo zdobyć. Wyjść na boisko i w najważniejszym momencie udowodnić swoją wyższość. Tego od Legii oczekuję i na to czekam.

Postrzegając ten mecz jako starcie trenerów czy ogólnie filozofii futbolu, nasuwa mi się absolutnie subiektywna myśl, że iocosus ma rację, posługując się w odniesieniu do Czerczesowa terminem 'doktrynalny' (co prawda z charakterystyczną iocosusową ostrożnością Wink ). Bo rosyjski futbol wielokrotnie w przeszłości oceniałem jako doktrynerski, uważając że to właśnie uparte trwanie przy potrzebie zdominowania przeciwnika, brak elastyczności czy wyrachowania, drogo kosztował reprezentację ZSRR czy takie drużyny jak Spartak Moskwa. Czeska piłka jest dużo bardziej pragmatyczna i to, uwaga, widać w grze Piasta. Umieją bronić, umieją też zaatakować prosto i skutecznie. Pamiętajmy np. co stało się na jesieni w meczu w Warszawie, jak kompletnie przeobraził się Piast po straconej bramce i jak szybko odrobił straty. Absolutnie nie sądzę, żeby poszło nam tak łatwo jak w przywoływanym w tekście meczu z Cracovią.

Przy czym chyba bardziej niepokoiłbym się o losy tytułu, gdyby przy obecnej sytuacji w tabeli, tego bezpośredniego meczu Legii z Piastem... nie było Smile
2czwartek, 05, maj 2016 23:33
iocosus
Gawin -> „z charakterystyczną iocosusową ostrożnością” – no nie, foch! Wink Smile fakt jest faktem, że w dokonanym „bilansie” odkrywam czemu Czerczesow nie jest „z mojej bajki”, ale no jednak ten kredyt zaufania jestem mu winien! No i tym zobligowany nawet tłumaczyłem sobie i innym jego zachowania, chcę je brać za dobrą monetę. To po pierwsze, po drugie, piłka nie takie zna przypadki, że trener nawet ‘doktryner’ trafia w taki moment w danym klubie i w taką grupę ludzi że akurat odniesie sukces. To niewykluczone i gdy piszę że życzę Czerczesowowi żeby został drugim Vejvodą to na poważnie, ale z drugiej strony nie wyprę się tych swoich wątpliwości, nie mogę ukrywać że ich nie posiadam, więc się biedak biję sam ze sobą myślami, a ty mi tu Gawinie z ostrożnością wyjeżdżasz! Smile
To już bez niej napiszę, na dziś wielkość Staszka dostrzegam w tym że ma wielki złoty zegarek na ręku i zda się wielkie mniemanie o sobie. Niech mi wielkość trenerską udowodni! Jak kibic50 trafnie napisał właśnie w maju bezpośrednio zaczęliśmy się bić o LM.
3sobota, 07, maj 2016 01:21
Garm
Dziękuję za ciekawy tekst, ale mam zastrzeżenia do tytułu. Znacznie lepiej - oczywiście moim zdaniem - pasowałaby druga część zawołania Boga o Wielu Twarzach, czyli valar dohaeris. W wolnym przekładzie "Wszyscy muszą służyć". Sukcesy Piasta w tym sezonie biorą się moim zdaniem w dużej mierze właśnie z tego, że trener Latal dostał czas (w poprzednich rozgrywkach), żeby rozpoznać posiadane zasoby, a potem możliwości ich dostosowania do swoich pomysłów. Wszyscy zawodnicy musieli się podporządkować jego wizji, co wiązało się np. z teoretycznie nielogicznym pozbyciem się Wasiljewa. Pamiętam, jak na początku sezonu nazywano go najlepszym pomocnikiem ligi... ale on zwyczajnie nie broni. Gdzie jest dziś Piast, a gdzie jest dziś Wasiljew?

W Legii jest podobnie - najlepsze efekty osiągaliśmy w tym sezonie wtedy, kiedy zawodnicy nie bali się służyć wizji szkoleniowca (niezależnie od tego, kto nim był). Oczywiście u nas sprawa jest bardziej skomplikowana, ale chyba wszyscy przywykliśmy do tego, że tutaj każdy aspekt funkcjonowania klubu sportowego jest bardziej skomplikowany niż gdzie indziej ;-P

W sumie to może i valar morghulis również pasuje... Bardzo lubię J.R.R. Tolkiena, który kiedyś wypowiedział wspaniałe zdanie: "All men must die, but for every man his death is an accident". W wolnym i nieudolnym przekładzie to mniej więcej "Wszyscy muszą umrzeć, ale dla każdego jego śmierć jest nieoczekiwanym wypadkiem". Ta zasada sprawdza się w wielu życiowych sytuacjach. Np. w ubiegłym sezonie legioniści nie posiadali się ze zdumienia, kiedy Lech tydzień po pucharowej porażce odbierał im na Łazienkowskiej mistrzostwo. Śmierć ich nadziei na tytuł nie była niczym niezwykłym, a jednak dla nich stanowiła nieoczekiwany wypadek. Teraz muszą ciężko pracować w niedzielę, żeby podobnie nie stało się z tegorocznym tytułem.
4sobota, 07, maj 2016 08:30
iocosus
Valar murghulis to moje luźne nawiązanie w kontekście klubowej walki o tytuł mistrzowski, bezwzględnie trzeba pokonać konkurentów żeby zdobyć koronę, przy tym zasiadający na tronie ma prawo wypowiedzieć maksymę ‘wszyscy muszą umrzeć’ dodając „ale ja jeszcze nie dziś, ten sezon przeżyłem zatem panuję”. Ot, takie tam, serialowe skojarzenia z krainą lodu i ognia wymyśloną przez George'a R. R. Martina. Mhm, w niej królowie padają jak muchy, my też już walczymy o schedę po poprzednim, poległym.

Valar dohaeris to z kolei dla mnie trafne odniesienie do sposobu czy też dalej idąc stylu gry. Akurat to credo wydaje się być wyznawane zarówno w szkole rosyjskiej jak i czeskiej i to chcą realizować zarówno Czerczesow jak i Latal.

Czy posiadając więcej czasu na bazie valar dohaeris Stanisław Sałamowicz przekaże inne arkana swoim podopiecznym pozwalające jak najdłużej wypowiadać valar murghulis. Oby! … oby po 15 maja odpowiedź na to pytanie była oczywista.
5poniedziałek, 09, maj 2016 08:23
gawin76
Absolutnie nie sądzę, żeby poszło nam tak łatwo jak w przywoływanym w tekście meczu z Cracovią.

Nie ma co, znam się! Very Happy

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1