- Kategoria: MS2014
- gawin76
Dzień pierwszy: Jak nie kijem to pałką
Pierwszy dzień mistrzostw świata za nami. W inauguracyjnym meczu Brazylia pokonała Chorwację 3:1. Pierwszego gola imprezy zdobył obrońca gospodarzy Marcelo. Niestety dla strzelca, był to gol samobójczy. Brazylia wyrównała jeszcze przed przerwą golem Neymara. W 70. minucie kontrowersyjną decyzję podjął japoński sędzia Nishimura, który podyktował rzut karny dla gospodarzy za faul na Fredzie. Jedenastkę na bramkę zamienił Neymar. Zwycięstwo gospodarzy przypieczętował Oscar, zapewniając Brazylii udany start turnieju.
Nie był to bardzo dobry mecz, ale całkiem obiecujący jak na inaugurację mistrzostw. Mógł kojarzyć się w pewien sposób z meczem Brazylia – Szkocja rozpoczynającym turniej we Francji w 1998 roku, chociaż wtedy Brazylijczycy grali bez wątpienia efektowniej i z większą fantazją. Trudno jednak spodziewać się podobnej piłki po Brazylii dowodzonej przez Felipe Scolariego. Współcześni canarinhos nie są zespołem huraganowo nacierającym na przeciwnika, to drużyna oparta na dobrej organizacji gry, w formacji ofensywnej dysponująca zawodnikami takimi jak Hulk czy Fred, którzy nawiązują raczej do skandynawskiej tradycji Tore Andre Flo lub Kennetha Anderssona niż wzorców Romario i Ronaldo.
Brazylia umie cierpliwie czekać na błąd przeciwnika i właśnie umiejętność wykorzystania błędów Chorwatów okazała się ostatecznie decydująca dla rozstrzygnięcia losów meczu otwarcia. Bramki na 1:1 i 3:1 padły po odbiorach piłki w środku pola, a kontrowersyjny karny poprzedzający przełomowe trafienie na 2:1 również nie był niczym innym jak pokazem cwaniactwa Freda, który wykorzystał pretekst dostarczony mu przez Lovrena.
Wynik wskazuje na dość pewne zwycięstwo Brazylii, chociaż przebieg meczu wcale tego nie potwierdza. Brazylia zaprezentowała się wręcz... niewyraźnie i nieprzekonująco. Dlaczego? Może to po prostu niewyraźna i nieprzekonująca drużyna, może jako zespół skoncentrowany na celu wymagającym rozegrania aż siedmiu meczów na tych mistrzostwach, gospodarze nie musieli rzucać wszystkich sił na początek turnieju, a może nastąpił efekt 'przemotywowania', na który mogło wskazywać choćby zachowanie bramkarza Julio Cesara, który podczas odgrywania hymnów łkał niczym bohater brazylijskiej telenoweli. Każda z powyższych hipotez wydaje mi się w tym samym stopniu uprawniona.
Chorwacja wykorzystała słabość Brazylii w pierwszych minutach meczu, ale Chorwatom zabrakło piłkarskiej jakości i determinacji, żeby powalczyć o utrzymanie tego wyniku do końcowego gwizdka. Modrić i Rakitić podchodzili bardzo blisko do swoich środkowych obrońców, z kolei trzeci ze środkowych pomocników, Mateo Kovacić zupełnie zginął poruszając się między Paulinho i Luizem Gustavo. Trudno było w takich okolicznosciach trwale przenieść ciężar gry na brazylisjką połowę boiska, zwłaszcza że futbolówki nie umiał przetrzymać również słabo dysponowany Nikica Jelavić. Największe zagrożenie dla brazylijskiej bramki stwarzał Ivica Olić, który indywidualnymi szarżami niepokoił Daniego Alvesa, chociaż zdarzało mu się również gubić piłkę po niefrasobliwych dryblingach. Potwierdza się, że w reprezentacji Chorwacji są nazwiska, ale jest i dużo luk w składzie, zwłaszcza w defensywie, w której wyraźnie brak następców Bilicia, Stimaca, Soldo czy Tudora.
Dziś mistrzostwa ruszają już pełną parą. Przed nami mecz dwóch niewiadomych, czyli Meksyku z Kamerunem. W grupie B wielka Hiszpania zagra z Holandią, a Australijczycy spróbują powstrzymać chilijską ofensywę.


Chyba taki że Chorwaci wyszli na boisko bo innego nie było
Ostatni tak ordynarny wałek to był w Korei
I coś czuję że to nie koniec bo Brazylia MUSI dojść wysoko i jak nie będzie sobie radzić sama to czuję że jeszcze wiele "soli futbolu" zobaczymy.
IMO pretekst był, bo Lovren wcale nie musiał tej łapy kłaść na Fredzie. Głupi nawyk. A że Fred padł jakby rzeczona łapa była podpięta pod linię wysokiego napięcia, to już inna sprawa.
Chyba bardziej ciekaw jestem co z tą sytuacją z drugiej połowy, kiedy Alves kopnął (?) przebiegającego Olicia.
Mam oczywiście nadzieję, że błąd sędziego wynikał z ludzkiej ułomności a nie jakiś odpornych nakazów aby na gospodarza patrzec przychylniej . Karny z rękawa ale szlachetny Walles ma rację bramkarz Chorwatów tego meczu do dobrych nie zaliczy.
Z porownaniami do mistrzostw w Korei bym jednak poczekał.
Zgadzam się też z KAM - em że jednak Brazylia wygrała bo była deko lepsza czyli zupełnie nie zgadzam się z Garmem choć ocena Oskara jako zawodnika meczu taka sama.
Mam zamiar walić kijem i pałką, ale nie w japońskiego kamikadze podkładającego się medialnemu i kibicowskiemu piłkarskiemu światu, chciałbym obedrzeć ze skóry tych, którzy mają w tyłku jedynie polskich telewizyjnych odbiorców, klientów szacownej TVP.
Skłamałbym gdybym wyznał, że na artystyczną część rozpoczęcia mundialu czekałem z napięciem, raczej wręcz przeciwnie, nawet już miałem w planach spotkać się w tym czasie ze znajomymi i obgadać dużo ciekawsze z mojego punktu widzenia wydarzenie, ale w sumie zdecydowaliśmy się obejrzeć właściwe rozpoczęcie mistrzostw bez bezpośredniego pitolniczego preludium, to znaczy przesunęliśmy je zdecydowanie wcześniej, żeby w żaden sposób nie kolidowało z pierwszym kopnięciem Kanarków z Krawaciarzami. Dzięki temu zasiadłem już wczesnym wieczorem przed telewizorkiem, jednakże do godziny 22 bez jakichś większych nadziei na szczególne emocjonalne, estetyczne, artystyczne doznania. Gdy ich zabrakło specjalnego wielkiego zawodu nie doświadczyłem, ale … jak miły sympatyczny, Jacuś Kurowski w żywe oczy począł łgać, że „cała Europa nie ma sygnału z Brazylii” co okazywało się bezczelnym kłamstwem, negatywne emocje poczęły we mnie wzbierać.
W innych miejscach już się pastwiono nad "biednym" Piwowarem, notablem TVP, który postanowił robić za eksperta futbolowego w mundialowym studio, ale to właśnie pełne świadectwo absolutnej amatorki, ignorancji, hucpy zarządu TVP. Jakiś ‘janusz’ tylko dlatego, że na państwowej wysokiej posadce został nominowany (sam się nominował!?) do wieszczenia swoich „prawd” objawionych na tematy piłkarskie.
W porządku w trakcie mundialu przed ekranami telewizyjnymi zwłaszcza w momencie spektakularnej inauguracji znaleźli się zapewne nie tylko jacyś maniacy futbolowi, ale i „doraźni kibice”, dla takowych zdanie celebrytki Rodowicz może i jest ważne, bo event jest rozpatrywany nie tylko w kategoriach sportowych, ale i szerszych jako dominujący globalnie powszechny show. Zatem gdyby do Maryli dodano w roli mupetta Piwowara pretensji bym nie miał, lepiej by wypadł niż jako futbolowy fachOFFiec. Jednak obok Żewłaka Piwowar to kosmita, równie dobrze w następnym programie z Michałem lub z Marcinem konwersować sobie może „Adamiakowa”. Przy tym, o tym, który z braci Żewłakowów jest obecny na Woronicza nestorowi Gmochowi trzeba wbijać do głowy nieustannie, minimalna nadzieja, że skojarzy prawidłowo, ale przynajmniej istnieje.
Problemy „na łączach” to jak pamiętam jedna ze specyfik sportowych transmisji, ale jeżeli w XXI wieku głos komentatora dobiega z zauważalnym wyraźnym wyprzedzeniem do tego co się dzieje na boisku, zaczynam przeklinać TVP że to właśnie ta stacja wykupiła licencje na mistrzostwa.
Zatem wyrazy współczucia dla Michała Żewłakowa i dla Jacka Laskowskiego, których cenię i poważam, nie pasują do tego muppet show TVP.
Już pal licho na to,że dźwięk, ze mega obsuwa z ceremonią otwarcia, ale strasznie mnie wkur..a stronniczość komentatorów.
To jest jakaś kpina, jednak przepaść między Europą i resztą świat jest ogromna. To co u nas jest skandalem tam jest chlebem powszednim.
Cywilizowany świat powinien opuścić tą "zabawę".
Na inaugurację to samo. Do tego 'karnego' nie powiedziałbym, że zanosiło się na 2-1 dla Brazylii.
Gol Neymara na 1-1 doskonały, po serii przebijanek w środku (gdzie niepozorny Oscar odegrał decydującą rolę), ale strzał świetny. Ciekawe, czy mu zeszła.
Szkoda mi Chorwatów, bo grali dobrze. Przez takie karne cała radość z mistrzostw ucieka. A szkoda, bo mecz był fajny.
Zaciekawiła mnie sytuacja z 1. połowy, gdy Neymar zagrał z linii końcowej. Miałem wrażenie, że on to całkowicie kontrolował. Ile to trzeba spędzić czasu na graniu w piłkę, żeby nie spanikować, zdążyć, podnieść głowę. Komu z nas by się coś takiego udało, nawet gdyby nie było Rakiticia po drodze, i w ogóle nikogo. Że ręką można tak panować nad piłką, to widać w koszykówce, ale to, że nogą tak można, to wciąż mnie wprawia w zdumienie.
Zdumiewające, że nie dograno hymnu gospodarza do końca. To jakby 2 lata temu na Narodowym, przerwano granie po '... włoskiej do polskiej'. A ten pominięty fragment 'terra amorada, entre outras mil ...' jest najbardziej klimatyczny.
@Forever(L)
Ostatni tak ordynarny wałek to był w Korei
Ostatni taki wałek był w 1/8 finału 4 lata temu Argentyna - Meksyk.
Hiszpania – Holandia 1-5.
Przypomina się Euro 2008 i grupa Włochy, Holandia, Francja, Rumunia. Pierwszy mecz Holendrów z ówczesnymi mistrzami świata Włochami 3-0, drugi z Francją 4-1. Grali jak z matrixa albo gry komputerowej, rywale nie istnieli. W ogóle, nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś tak grał. Później, mając awans w kieszeni, rezerwami ograli Rumunię. I w 1/8 finału z Rosją cudem dotrwali z 1-1 do 90. minuty, a w dogrywce nie istnieli zupełnie, kończąc 1-3. Wówczas trenerem był żółtodziób Van Basten, teraz stary wyjadacz – Van Gaal. Może to ich uchroni przed powtórką scenariusza.
Zobaczymy, co w Chile – Australia.
Mecz się bardzo fajnie oglądało, choć ja byłem za Hiszpanią. Budzi dużo sympatii przebudowa składu Holandii. Roben i Van Persie – wspaniali. Hiszpania – kiedyś zmierzch mistrzów musiał nadejść. Nie wiadomo, czy nadszedł, ale na to wygląda. Były już takie mistrzostwa, że mistrz nie wychodził z grupy (Francja w 2002, Brazylia w 1966, gdy już w pierwszym meczu jacyś rzeźnicy z Bułgarii spowodowali zniesienie Pelego z boiska). Ale 1-5 nie było. Mistrzostwa mają swój urok. Smutny będzie los drużyny nr. 2 z tej grupy. W 1/8 finału pewnie Brazylia i prawdopodobnie panowie sędziowie.