- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Trabzonspor - Legia 0:1: Cenny wynik
Legia odniosła drugie kolejne zwycięstwo w grupie L rozgrywek Ligi Europy. Po bardzo trudnym, nerwowym meczu podopieczni Henninga Berga pokonali na wyjeździe turecki Trabzonspor 1:0. Zwycięska bramkę dla naszej drużyny zdobył w 16. minucie meczu Michał Kucharczyk. Awans do fazy pucharowej Ligi Europy jest blisko.
Jednym z 'małych szczęść' kibicowskiego żywota jest sytuacja, kiedy oglądasz mecz Legii, a po końcowym gwizdku zmieniasz kanał i oglądasz inny mecz. Jakże przyjemnie, w pełnym relaksie i odprężeniu obserwuje się zmagania innych drużyn... Oczywiście pod warunkiem, że Legia swój mecz wygra. Bez tego nici z 'małego szczęścia'. Na szczęście w czwartkowy wieczór mecze Ligi Europy rozgrywane o 21:05 smakowały bardzo dobrze, bo tuż przed 21:00 legioniści mogli w geście triumfu wznieść w górę ramiona po gwizdku kończącym dramatyczny mecz w Trabzonie.
Zgodnie z przewidywaniami trener Henning Berg rzucił do gry żelazny, pucharowy skład. Legia zaczęła mecz z dużym animuszem. Pierwsze minuty były wyrównane, a ataki Legii groźniejsze od tych wyprowadzanych przez Trabzonspor. Wysoko ustawioną turecką defensywę mógł zaskoczyć Tomasz Jodłowiec, ale nieco zabrakło mu dynamiki i nie zdołał wyjść sam na sam z bramkarzem Kivrakiem. W odpowiedzi dobrą akcję przeprowadzili Turcy, ale Oscar Cardozo połakomił się na strzał zza pola karnego, zamiast podawać do jednego z kolegów. W 16. minucie padł gol dla Legii, jak miało się później okazać, zwycięski. W twardej walce w środku pola piłkę wygarnął Jodła, Ivica Vrdoljak wypatrzył Michała Kucharczyka, a ten, po nieco niezgrabnym przyjęciu piłki, oddał precyzyjny strzał, który wyprowadził Legię na prowadzenie.
Legia w pierwszej połowie rozgrywała dobry mecz. Chaotycznie nacierający Trabzonspor nie był w stanie stworzyć czystej sytuacji strzeleckiej, a my szachowaliśmy gospodarzy szybkimi atakami. Niestety dwukrotnie nie popisał się Miro Radović, który najpierw niepotrzebnie usiłował zgrywać piłkę piętą w sytuacji, gdy wystarczyło przyjąć futbolówkę i podać ją do zupełnie nieobstawionego Kuchego, a następnie, po zgraniu piłki głową przez Michała Żyro, uwikłał się w drybling w polu karnym i nie zdołał zakończyć akcji strzałem.
Obraz gry uległ zdecydowanej zmianie po przerwie. Legia tylko raz poważnie zagroziła bramce Trabzonsporu. Scenariusz tej akcji był bardzo podobny do tego przy golu na 0:1. Piłkę w środku pola odebrał Jodłowiec, przejął ją Ondrej Duda, po czym zagrał wyśmienitą prostopadłą piłkę do Michała Kucharczyka. Tym razem Kuchy zachował się źle, nie zdołał oddać strzału, kiedy układał sobie futbolówkę na prawej nodze, czyściutko wygarnął mu ją Bosingwa. Poza tym epizodem, Legia niemal zupełnie oddała pole gospodarzom, cofając się do głębokiej defensywy. Trudno powiedzieć ile było w tym taktycznej premedytacji, na ile zadziałał podświadomy imperatyw cofnięcia się pod własną bramkę przy korzystnym wyniku, a jaki był udział wyrzuconego przez sędziego na trybuny trenera gospodarzy Halihodzicia i zmiany sposobu gry przez Trabzonspor w drugiej połowie meczu. W każdym razie nie wyglądało to dobrze, a pod bramką Dusana Kuciaka co chwilę było bardzo gorąco. Fatalnie w dobrej pozycji strzelał Ekici, Kuciak popisał się efektowną interwencją pod strzale Yilmaza, celnie na bramkę nie potrafił uderzyć Cardozo (wyglądało to jakby przeszkodziła mu kępka trawy), wreszcie w poprzeczkę trafił Yatabare.
Ostatecznie Legia 'dowiozła' zwycięskie 1:0 do końca, mimo że czerwoną kartkę obejrzał jeszcze Michał Żyro, który, nawiasem mówiąc, zupełnie jak nie on, wręcz 'prosił się' o ten kartonik ostrą grą przez cały mecz. Postawę Legii w drugiej połowie meczu broni wynik, który bezwzględnie trzeba docenić. Zwycięstwo w Trabzonie to poziom wyżej niż np. zwycięstwo w Gaziantepie trzy lata temu. Wprawdzie gra defensywna Legii w tamtym meczu sprzed trzech lat wyglądała znacznie mniej desperacko niż w czwartkowy wieczór, ale i przeciwnik był zupełnie innego kalibru. Na szczęście Trabzonspor chyba jeszcze nie jest 'dotarty'. Cardozo sprawia wrażenie ociężałego i rozkojarzonego, znacznie trudniejszy do upilnowania był w końcówce meczu wprowadzony z ławki Malijczyk Yatabare. Constant jest często pod grą, ale jego współpraca z Medjanim i kompletnie bezproduktywnym Ekicim nie wygląda najlepiej. Pytanie czy najnowszy zaciąg będzie miał okazję 'dotrzeć się' pod wodzą Halihodzicia, bo wyniki są na razie przeciętne, a poziom zdenerwowania bośniackiego szkoleniowca zdaje się świadczyć, że presja i napięcie – ogromne. Ale to już nie nasz problem.
Nie ma co kryć, grając tak jak w drugiej połowie meczu w Trabzonie, Europy nie podbijemy. Bez umiejętności zatrzymania przeciwnika w środkowej strefie boiska, bez przeniesienia ciężaru gry pod bramkę rywala, długimi fragmentami meczu cofając się całą drużyną na przedpole własnej bramki, a i tak zostawiając wolne korytarze, wykorzystywane w Trabzonie przez ofensywnie nastawionego Bosingwę, można wygrać jeden czy dwa mecze, ale trudno upatrywać w takiej strategii sprawdzonego narzędzia, które pozwoliłoby bez strachu podchodzić do rywalizacji z przeciwnikiem silniejszym niż Trabzonspor. Posiłkując się wyświechtaną frazą, 'trzeba wyciągnąć wnioski'. Natomiast dziś cieszmy się, że Legia przedłużyła znakomitą pucharową passę i zwyciężyła w Trabzonie, bo tam byle kto na pewno wygrywać nie będzie. Mamy teraz sześć punktów i jeżeli uda się wykorzystać słabość Metalista Charków, który biorąc pod uwagę ligę ukraińską i Ligę Europy, ostatni raz wygrał mecz w sierpniu, pokonując po dogrywce Ruch Chorzów, awans do fazy pucharowej Ligi Europy stanie się realny już 6 listopada podczas rewanżowego meczu z Ukraińcami w Warszawie.


Każdemu może się znudzić, tym bardziej że Legia ciągle wygrywa i wygrywa. Dziś z pewnością też wygra czym zniechęci do oglądania meczów resztki najwierniejszych.
Wynik ? 0:2
Mam problem postawieniem na Legię.
Legia zagra 6 mecz w krótkim czasie bez mała w tym samym składzie i jestem pewien, że nie zagrają jak z Celtikiem. To będzie o wiele niższy poziom fizyczny i mentalny. Będzie ciężko. Liczę na jedną, dwie okazje i stałe fragmenty gry oraz by Trabzonspor się nie odblokował, bo forma naszej obrony temu sprzyja.
Co do samego meczu 1 połowa genialna i szkoda, że nie zakończyła wynikiem 0-2. W 2 połowie wyglądało to ggorzej zwłaszcza ostatnie 20 minut, ale mimo to zespół walczyć jak Trzej Muszkieterowie każdy za każdego. Brawo Legia brawo zawodnicy i trener Berg a hejtom powiem krótko czeka was jeszcze sporo wkurwionych dni hahahaha.
Masz rację.Ale u nas lud już tak ma. Najlepiej się czuje jak może podnieść po upadku,pocieszyć, pogaworzyć, że nic się nie stało, więc jak tego upadku nie ma to mocno zawiedziony jest.Jak by mu tyłek miodem smarować to byłby niekontent, że miód albo za słodki,albo za rzadki,albo za gęsty,albo,że w ogóle miód.
A Legia zagrała dobry mecz. Jak to się mówi na wynik,nie na styl.Pewnie,spokojnie,rozważnie.Całkowicie panowała nad wydarzeniami i miałem pewność,że jak by Turkom jakimś cudem udało się bramkę wcisnąć to natychmiast byśmy odbili.Trener Berg zrobił z chłopców mężczyzn.
I teraz tym bardziej mi żal,że przez takie frajerstwo nie gramy w LM.Bo chyba już nikt nie powie,że z tamtych rywali któryś by nam zagroził.
Chyba niezbyt uważnie słuchałeś Vukovica. Albo zbyt wybiórczo. Vuko powiedział też bardzo celne zdanie, że Legia wygrała ten mecz nie dlatego, że była lepsza ale dlatego, że Trabzon nie potrafił strzelić bramki, mimo wielu okazji strzeleckich.
Ja ze swej strony mogę odbić piłeczkę i powiedzieć, że ci sami, co teraz krzyczą, że liczy się tylko wynik kilka dni temu oskarżali Skorżę i piłkarzy Lecha o antyfutbol, stawianie autobusu i zbyt ostrą grę.
Może to chodzi o to, że chodzi o Legię. Nie wiem bo nie czytałem komentarzy. W końcówce byłem tak zestresowany, że przełączyłem na Lokeren, ale oni skończyli dużo przed nami, więc nie było spokoju.
Wynik kapitalny. Zwróciłem uwagę na, moim zdaniem, gorszy mecz Radovicia. Jeśli mimo to Legia potrafiła tam wygrać, tośmy chyba dożyli dosyć mocnej drużyny. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem taką Częstochowę z happy endem. Ale czad. Coś tak jakby się szansa na awans z grupy zarysowała
A najśmieszniejsze jest to, że znając naszych piłkarzy wcale nie możemy być pewni wyniku w Gliwicach. Patrz Pan, ograli Bosingwę, Cardozo i Constanta na wyjeździe, a nie umieli ograć Wilusza, Trałki i Douglasa. Co za ludzie.
Pamięć moja jest zawodna ale oni wtedy chyba nie mieli aż tylu sytuacji bramkowych. Mnie bardziej skojarzył się mecz sprzed kilku lat w Białymstoku (bodajże w pierwszym sezonie Skorży), gdzie graliśmy w 9-tkę.
Tak, czy siak pierwszy raz od wielu lat widziałem Legię parkującą rozpaczliwy autobus i nie był to widok zbyt przyjemny.
Szkoda setki Kucharczyka bo by,m trafił wynik.
Szacunek dla piłkarzy
@Walles
Na Narodowym odbędą sie dwa finały. Może choć w jednym zagramy
@CTP
Możesz z łaski swojej nie pieprzyć mi humoru ???
PO 2 spotkaniach mamy 6 punktów i taki obrót sprawy każdy z nas miesiąc temu przyjąłby z pocałowaniem ręki. Ja tam jestem dumny z ekipy i jestem pewien, że po dwu meczu z Metalistem będziemy mieć już awans w kieszeni, a w ostatnim meczu z Turkami w grudniu powalczymy o 1 miejsce.
O taktyce i jej realizacji nie ma co pisać po 15 minucie. Strzeliliśmy, cofnęliśmy się i czekaliśmy na koniec. Fatalny to był pomysł, ale o dziwo nie zostaliśmy pokarani. Sił na bieganie starczyło na 60 minut, a pod koniec to nawet chodzenie i skakanie było trudne do zrobienia.
Oni czują w nogach miesiąc grania i widać, że więcej się z nich nie wyciśnie. To jest sytuacja, o której mówił Guardiola i Sammer. Wynik świetny, ale ogromnym kosztem. Większość z dzisiejszych bohaterów potrzebuje odpoczynku, a nie biegania w Gliwicach. Runda jeszcze długa, a żywymi trupami stojącymi we własnym polu karnym wiele nie wygramy.
Trener za wynik zasłużenie zbierze laury, ale trzeba zauważyć, że dzisiaj brakiem zmian nie pomógł drużynie wyjść z głębokiej obrony. Żyro dawno był do zmiany, a wchodzący za niego Kosecki byłby do biegania na ogromną wolną przestrzeń. Pinto był potrzebny do utrzymania piłki i rozegrania do skrzydłowych. Jedynie trafił z Saganowskim, bo nawet w tych kilku minutach potrafił choć na chwile odciążyć obrońców. Gdyby wcześniej...
Ja nie wiem czy ten mecz zbudował mentalnie drużynę, chyba raczej pokazał (jak Pisze Walles) jak dużo nam brakuje do Europy. Szybkość i intensywność gry nas tłamsi i nie potrafimy zagrać kilku celnych podań na kilkanaście metrów, zawodnicy nie nadążają z kontrolowaniem sytuacji na boisku i grając kombinacyjnie podają do przeciwnika.
Ale to trzeba przejść. Dzisiaj się udało, mamy niewiarygodną skuteczność i oby tak dalej (ze skutecznością) ale jakość drugiej linii trzeba podnieść bo tam mamy problem. Przy każdym podaniu do naszego zawodnika Turcy blisko a my im zostawialiśmy mnóstwo miejsca.
Ale jest ciekawie, czekam na dalszy ciąg.
Ile punktów musimy uzbierać żeby byś zespołem rozstawionym w przyszłej edycji pucharów?
"Cieszy tylko wynik"
To mało ? czego jeszcze oczekiwałeś po meczu z drużyną, która w lato wydała na transfery o 20 mln zł więcej, niż Legia ma budżet
He, he
Mógłbym się teraz droczyć z Tobą i pisać że mimo ilości stworzonych sytuacji to Legia miała bardziej klarowne sytuacje na 0:2 niż Turcy na 1:1. Mógłbym przytoczyć słowa trenera Gaziante że Legia gra antyfutbol. Powołując się na Vukovica pamiętaj że ten sam Vuco ostatnio przypominał że ta sama Legia nie tak dawno przegrała z Podbeskidziem. Robienie z niej maszynki do wygrywania meczów nie tylko w lidze ale tym bardziej w Europie jest kompletnym oderwaniem się od rzeczywistości. Należy więc docenić to co osiągnęli chłopaki w Turcji, pogratulować im osiągniętego celu i tyle. A jeszcze jedno. Cieszyć się z wygranej
P.S. Jeszcze jedno. Pamiętam jak The Special One grał z Barceloną i grał sześcioma obrońcami. Kilka razy przechodził linię środkową a jak odnotowywał sukces to cały świat piał z zachwytu. Legia tez zasługuje choćby na gratulacje za zwycięstwo
ja tego aż tak nie widzę, spokojnie. Gdybyśmy pokarani Byli to Oni musieliby coś zagrać...a czy zagrali? Owszem jakieś zamieszanie i poprzeczka ale czy? zadając poważne pytanie - zrobili jakąkolwiek akcję bramkową? Ano NIe
Nawet z tym ostatkiem meczu nie umiem się zgodzić, drużyna grająca u siebie zawsze będzie "na......lac" ...więc to robili.
Daleki jestem od oceny stylu, Lubie z Legią wygrywać, a wygrywać na boisku przeciwnika - tym BARDZIEJ
Zatem skończmy z "pierdołami".
Największą BZURĄ POLAKÓW jest zawsze - umniejszanie wszystkiego!
DZYNEK
Napij się jutro piwa i uśmiechnij się
Kogo zmieniać trzeba było Twoim problemem nie jest, bo trener Berg idzie z Albionu rozdany- kiedy drużyna wytrzymuje nacisk to jest ZCALONA!
Zrób kursy i idz swoją drogą
Radość ustępuje uldze-
No tak- smutne to bo jeśli zmiany nie dostrzegasz toś ślepy
BYWAJ
A więc wielkie słowa uznania za świetny wynik. Nie dość, że na wyjeździe, z najgroźniejszym konkurentem w grupie i z bezcennymi punktami do rankingu.
Chyba teraz Walles mnie oszczędzi
Onegdaj graliśmy podobny mecz na wyjeździe i choć zakończony jedynie remisem, wspominamy go przez 40 lat...
Orlando to wymysł JU na napastnika dla Legii, na którego tak długo czekaliśmy.
Kosecki to wiadomo niemal ojciec.
Pinto pomysł JU na środek pola w Legii.
Nie wiem czym się kieruje Berg czy to jego głupie widzi mi się, czy może ma rozkaz z góry, ale dziś to omal nie doprowadziło do stracenia punktów,a doprowadziło do tego, że Żyro pauzuje z Metalistem.
Pinto za Dude.
Sa, który wcale nie przez ściemę z katarem nie pojechał wcale za Rado.
Kosa za Żyro, który znów się słaniał na nogach od 70 minuty.
Nie wiem czym się kieruje Berg, ale na ławce Legii nie ma super zmienników, aby tak traktować wymienioną trójkę, a żyłowanie tym samym składem w końcu przyniesie mocno ujemny efekt w postacie zmęczenia, urazów/kontuzji i wreszcie konfliktów miedzy 1 składem, a rezerwowymi.
Wróćmy do meritum stosunek strzałów 25:3 a czy CTP nie zauwazasz? nasze trzy były dużo groźniejsze niż ich 24, porzeczke Odliczamy.
Dzynek jakiś czas temu tu na c-L pisałem, Jodła gra super mecz jest klawo jak cholera .
Wróćmy tylko do drugiej połówki z Lechem. Jodła szalał i wyciągnęlismy na remis nie mówiąc już o tym że moim zdaniem powinniśmy wygrać.
Panowie szlachta przed meczem pisałem, to taki rywal, że porażkę wliczam i traktuję jako rzecz normalną. Tym bardziej wygraną więc doceniam i te trzy punkty mogą i pewnie się okażą kluczem do awansu. Jeszcze raz brawo chłopaki.
W ostatniej chwili się wywinąłeś. Ale to mnie powinieneś podziękować, bo całe odium to ja zebrałem.
Aż się zaczynam bać o Gawina, który lubi czasami "pojechać" po drużynie, gdy ta zagra słabo.
"Ja nie wiem czy ten mecz zbudował mentalnie drużynę, chyba raczej pokazał (jak Pisze Walles) jak dużo nam brakuje do Europy. Szybkość i intensywność gry nas tłamsi i nie potrafimy zagrać kilku celnych podań na kilkanaście metrów, zawodnicy nie nadążają z kontrolowaniem sytuacji na boisku i grając kombinacyjnie podają do przeciwnika. "
Krótko mecz LM Batern vs MC kopanina a'la nasza liga, aż żona w końcu mnie zapytała co ja oglądam za badziew zamiast LM. Zrozumcie to w końcu malkontenci wszystkiego co dobre, choć tak tego mało w Europie Legię stać obecnie na taką grę jaką dziś mogliśmy zaobserwować czyli walka,agresja i próba wykańczania tego co mamy to dla was mało??? Rok temu nie było niczego z tego co napisałem.
Musisz to okazać
Ty się Wallesem nie zastawiaj...
A na poważnie zobacz jaki to rok Naszych Sportowców!
Stoch- Olimpiada - złoto
Zimowe Igrzyska- medale
Siatkówka- Mistrzostwo Świata
Włodarczyk- rekord Świata
Kwiatkowski- Mistrz Świata
Europa- medale- lekkoatletyka
Legia 6 punktów
Dzynek - uśmiechnąć się musisz
Cieszyłem się po Spartaku i Rapidzie, bo Legia, mimo, że i personalnie i finansowo była tak samo słabsza jak dzisiaj ale gra była o wiele bardziej widowiskowa. Dzisiaj, to była klasyczna obrona Częstochowy i naprawdę bardzo mi cię szkoda, że z Twoich marzeń o wielkiej Legii została kupa owinięta w papierek, którą się na dodatek jeszcze delektujesz.
Nie spodziewałem się dziś wygranej. Ta była jednocześnie szczęśliwa i za niska, bo mając cztery czyste sytuacje strzeliliśmy tylko jedną bramkę. W ogóle to mecz paradoksów, bo akurat na skuteczność mimo powyższego zdania paradoksalnie narzekać nie możemy. Przed fazą grupową liczyłem optymistycznie na 7 punktów - jesteśmy już bardzo blisko. Teraz przed nami dwumecz z Metalistem - wygranie go powinno zapewnić nam awans, albo przynajmniej bardzo nas do niego przybliżyć. Niezwykle mnie to cieszy.
W piłce nożnej najważniejszą sprawą jest ilość strzelonych bramek, a konkretniej to trzeba ich strzelić przynajmniej o jedną więcej niż przeciwnik. To się naszym chłopakom udało i tu nie ma co tamto, to są fakty. My strzelili smy sztuk 1 oni nul, zero nic. W ten prosty sposób wygraliśmy mecz czyli osiągnęliśmy cel. Rozumiał bym twoje uwagi gdyby tak wywalczone zwycięstwo dotyczyło meczu no strzelam z Widzewem Łódź obecnym. Nic takiego nie miało jednak miejsca, pokonaliśmy drużynę w której grają zawodnicy z takich widełek i cenowych i płacowych na których nas jeszcze długo stać nie będzie jeśli w ogóle.
Co byś nie wymyślił to jest sukces z którego mamy jak najbardziej prawo się cieszyć. Tak jak piłkarze i włodarze naszego klubu mają prawo być szczęśliwi i dumni z tego co osiągnęli. Tak się gra jak przeciwnik pozwala czyli oni pozwolili nam strzelić bramkę my im nie pozwoliliśmy na żadną czyli jak byś nie kombinował to byliśmy zespołem lepszym.
Widzisz to troszkę tak jak w boksie, można walić w gardę przez 12 rund, widowiskowo może i to wygląda na przewagę ale jeden cios rywala w szczękę, leżysz i kwiczysz, a sędzia podnosi rękę zwycięzcy i nie jest to twoja ręka. Jak myślisz trybuny wiwatują dla tego co leży czy tego kto przyp. .. raz a konkretnie?
"Nic takiego nie miało jednak miejsca, pokonaliśmy drużynę w której grają zawodnicy z takich widełek i cenowych i płacowych na których nas jeszcze długo stać nie będzie jeśli w ogóle. "
Zasmuciłeś mnie tym zdaniem, bo uważam, że jeśli dalej tak pójdzie, to za dwa, maksymalnie trzy lata będziemy w stanie zrobić krok naprzód, żeby stać się silnym europejskim średniakiem, bo jak mniemam, tak właśnie określiłbyś drużynę znad morza Czarnego ?
W drużynie przeciwnej wyróżniłbym tylko dwóch graczy, którzy w mojej ocenie zagrali in plus : doświadczony Bosingwa i Waaris Majeed.
Bardzo podobała mi się gra naszej linii pomocy z taranem Jodłowcem na czele, no i, co niezmiernie mnie cieszy, czyszczenie wszystkiego przez Rzeźnika i Dossę.
Brawo chłopaki. Czas we Lwowie na kolejny krok
"Jak myślisz trybuny wiwatują dla tego co leży, czy tego kto przypierd.. raz a konkretnie?"
Celniej chyba nie można. Nokaut
@CTP
Widzę, że muszę się do tego przyzwyczaić, iż każde forum musi mieć swojego "metaxe"..
Szkoda kartki dla Żyro, ale myślę, że trener Berg uznał, że nie ma nikogo ciekawego na ławce.
O ile potrafimy prowadzić grę w lidze to w pucharach już nie a to świadczy o umiejętnościach zawodników i zespołu.
Ja nie krytykuję i potępiam w czambuł wszystkiego, przecież jesteśmy w miejscu o którym niedawno marzyliśmy ale już pojawiają się głosy, że może finał na Narodowym? Czyli w ten sposób nie pozwalamy temu zespołowi się spełnić bo ciągle mu odsuwamy cel.
Ten zespół dojrzewa i buduje fundament dla klubu. Wyniki przesuwają nas w hierarchii klubowej do przodu to z kolei pozwoli na większy finansowy optymizm właścicielom i poczucie wartości piłkarzy.
Ten mecz traktuję jako szczęśliwe zwycięstwo i oby stało się tym czym dla reprezentacji wygrana na Wembley.
Proste analogie są fałszywe tak jak fałszywe jest przekonanie że Anglicy nam pasują jako przeciwnik bo chyba od tamtego czasu nie wygraliśmy z nimi a ciągle powtarzany jest pogląd, jak trafiamy na Anglików, ze z nimi potrafimy grać.
Otóż oderwanie od rzeczywistości jest chroniczną przypadłością w polskim komentowaniu czegokolwiek. Albo jesteśmy wielcy albo jesteśmy nikim a prawda jak zwykle leży po środku.
Ja widzę wyraźny ruch do przodu naszego zespołu, nawet po tym nieładnym meczu.
Martwię się że pojawi się nowa fala oczekiwań że Legia powinna kupić drogich piłkarzy i będzie ok. Martwię się być może na zapas że właściciele mogą temu ulec. Trzeba kontynuować to co jest robione i "utwardzać" ten zespół zwiększając konkurencję ale bez szaleństw. Cardozo kosztował 5mln EUR i czy to było widać na boisku?
W jeszcze większym napięciu czekam na kolejny mecz i nawet nie chodzi o wynik ale o to czy będziemy w stanie grać w piłkę a nie tylko walczyć o wynik, przecież to jest celem nas wszystkich, oglądać Legię grającą i wygrywającą w dobrym stylu.
Wyobraźcie sobie teraz, że Kucharczyk nie strzelił gola,
albo, że nie było poprzeczki tylko bramka dla Trabzonsporu.
Mówilibyśmy wtedy o szczęśliwym remisie i nie byłoby takiego piania z zachwytu. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że to dla Legii na razie za szybka gra. Ale to jest ogromny postęp, bo rok temu w Molde było za szybko..
Ale trzeba się cieszyć, bo to było mierzenie siły na zamiary, zagraliśmy tak jak umiemy. Mieliśmy mało sytuacji, ale za to jakie !
Z 23 strzałów na bramkę Kuciaka to tak z 15 było kompletnie bez sensu.
Dlatego wcale bym nie powiedział, że byliśmy mniej groźni.
Niestety jesteśmy słabsi w środku pola i widać braki techniczne i nie zmieni tego ta wygrana.
Najbardziej cieszy wynik, punkty do rankingu dla samej Legii (już awansowała na 92. miejsce w rankingu UEFA) i współczynnik dla Polski, który już mamy lepszy niż rok temu, a skromnie powiem, że spodziewam się jeszcze kilku punktowych meczów Legii, bo widać, że Lokeren i Metalist to nie ta półka co Trabzonspor.
Pierwszy raz od bardzo dawna można zacząć myśleć o Lidze Mistrzów nie na podstawie głośnych hasełek, tylko siły gry.
Gdyby Jodła był szybszy a Rado sie nie zakiwał, to mogłoby być 3:0 i po meczu. Na szczęście to nie GDYBY jest istotne tylko ilość strzelonych goli, a tych mieliśmy o jednego więcej.
@KAM
Na tym forum (z małymi wyjątkami) wszyscy widzieliśmy z kim grała Legia, jak to wyglądało i jak sie skończyło. To o czym piszesz trafnie podsumował Vuko w studiu pomeczowym.
Jedne z tych tabletek (narzekanadol) dedykuje CTP
Jeszcze tylko dwa przedmeczowe, kierowane do Ciebie posty.
1. Usera "a nie mówiłem" CTP
"Nie nastawiają się na dobry wynik w jutrzejszym meczu. To jest Turcja. Tam sędziowie wyprawiają różne cuda"
2. I ten:
"Nastaw sie na dobry mecz. Legia jest już inną drużyna o czy mówią sami piłkarze. Trzeba zagrać z pełnym zaangażowaniem i spróbować wygrać.
Nie mogę się doczekać"
Zagrali i wygrali. Cieszmy się
"Nie ma co kryć, grając tak jak w drugiej połowie meczu w Trabzonie, Europy nie podbijemy."
O jakiej Europie piszesz ? Z jakim potencjałem, skoro nasi "wybitni" piłkarze, sprzedani za miliony € w swoich nowych średniakach Europejskich nawet nie łapią sie na ławkę.
Cieszmy się małymi sukcesami naszej Legii w Europie i cierpliwie czekajmy na bieg wydarzeń. Mało mieliśmy przez lata powodów do zadowolenia, tym bardziej trzeba docenić to, co zrobili nasi piłkarze.
"Zagrali i wygrali. Cieszmy się"
I to jest w zasadzie wyczerpujący komentarz do tego meczu.
Jestem ciekawy jak będzie wyglądał mecz z Piastem, czy potwierdzimy dominację czy ten mecz kosztował nas tak dużo sił fizycznych i mentalnych że ten mecz "odwalimy" na oparach. A może będzie rotacja? Bielik, Szwoch, Pinto, Kosecki, Sa, Astiz, Piech? Ci goście pewnie nie są daleko od poziomu wyjściowej jedenastki a mogą chcieć coś udowodnić trenerowi. Tylko jeśli będą mogli poskromić swoje indywidualne apetyty (szczególnie Sa i Kosa) to może być ciekawie.
Ten sezon w wykonaniu Legii śledzę jak ciekawy kryminał, są zwroty akcji powodujące napięcie ale "dobro" na razie wygrywa. Fajnie się śledzi takie historie.
- Co się ujwa dzieje z tym krajem??? Czy na wszystko musi być podjazd???
- hejtom powiem krótko czeka was jeszcze sporo wkurwionych dni hahahaha.
Czwartek, 17 lipca 2014 roku
- Najsensowniej byłoby wylać wiadro pomyj na nich na sztab i na zarząd, ale co to zmieni??? NIC!!! więc nie ma sensu tego robić. Raczej należy się zastanowić co się tak naprawdę stało???
Jedyne co mi przychodzi do głowy to typowe Polskie olanie sprawy, mecz sam się wygra itp itd. Na razie z totalną krytyka wstrzymam się do rewanżu bo jeśli nie przejdą do 3 rundy to powinni z automatu dostać kary. Polska piłka to dno.
- Stało się to co stać się musiało \. Bezsensowne rotacje składem w chwili gdy sami zawodnicy mówiąc, że brak im zgrania, a przeprosiny BL mam gdzieś bo on też jest winny tego co się dzieje Legia się cofnęła i nic nie wskazuje na to, aby nagle zaczęli grac tak jak na wiosnę, a przecież tamta forma to za mało na Europę we wrześniu.
Mhm, bardzo proszę nie róbcie z Dzynka „marudy” bo efekt jest raczej komiczny i zda się świadczyć chyba o próbach zagłuszania własnego kibicowskiego sumienia. Gdy po inauguracyjnych porażkach, problemach otwierających obecny sezon, duża część i kibicowska i dziennikarska, lamentowała i płakała nad „cofającą się” Legią, gdy rozhisteryzowani ćwierkacze już zwalniali Berga, to właśnie nikt inny jak Dzynek tłumaczył, właśnie tu na c-L, że trener kieruje się obraną strategią, ma jasno wytyczony cel, któremu wszystko podporządkował, a ewentualne gorsze wyniki, doraźna słabsza początkowa dyspozycja desygnowanych do gry jedenastek jest wliczona w koszty. Zamiast wszechogarniającego wówczas spazmatycznego hejtu, nijaki kibic Dzynek prezentował rozsądek i rozwagę, a przy tym niezachwianą kibicowską wiarę w Legię, w jej piłkarzy i w trenera. Jak się okazało miał rację, rzeczywistość pod względem sportowym zakpiła z niecierpliwych, a głośnych czarnowidzów, ci na których początkowo wieszano psy pokazali co takie zgorzkniałe, żałosne, ponure zawodzenie jest warte.
Dzynek jak bieg wydarzeń pokazał, miał słuszność wówczas, miał i wczoraj przed meczem gdy tym razem dowodził: „Legia zagra 6 mecz w krótkim czasie bez mała w tym samym składzie i jestem pewien, że nie zagrają jak z Celtikiem. To będzie o wiele niższy poziom fizyczny i mentalny. Będzie ciężko. Liczę na jedną, dwie okazje i stałe fragmenty gry oraz by Trabzonspor się nie odblokował, bo forma naszej obrony temu sprzyja.” – Trabzon na nasze szczęście się nie odblokował, ale to ich problem, tyle tylko, że wygrana nie oznacza tego, że my problemów nie jesteśmy pozbawieni, a czeka nas tylko i wyłącznie świetlana przyszłość. Takie nastawienie to urodzajna gleba do hejterstwa w rozkwicie, przy jakichkolwiek choćby minimalnych potknięciach, nie mówiąc już o ewentualnym większym naturalnym dołku formy, którego w sportowym życiu wykluczyć przecież nie można.
Kibicowskie emocje to jedno, a próby rzetelnej analizy meczu to drugie, gdy się nie potrafi tego rozdzielić efekty są kiepskie. Pal diabli, gdy wyrażana radocha po zwycięstwie (wszak oczywista) nie pozwala na wyrażenie analitycznej krytyki wobec poszczególnych elementów gry, bo burzy dobrostan „radującego się”, gorzej gdy po przegranej, zawód, rozczarowanie wynikiem, determinują osądy w „rzetelnej” analizie. U sfrustrowanego, rozgoryczonego, zniechęconego wielkiego piłkarskiego fachOFFca umiaru w negatywnych ocenach wówczas się nie znajdzie.
Rozdzielajmy zatem emocje od ocen, przynajmniej się o to starajmy, chyba że huśtawka nastrojów jest niezbędna niektórym do życia, taka labilność na miarę PMS przez niektórych kibiców jest stanem pożądanym, (no cóż, może i PMS i u faceta może wywołać PMS
Vuko jak najbardziej słusznie dowodzący, że „sporo osób powinno sobie zażyć leki na marudzenie lub po prostu maść na ból dupy” po wczorajszym meczu personalne cenzurki wystawił piłkarzom jednak surowe, mimo wygranej i w pełni się z nim zgadzam, to znaczy z takim podejściem do sprawy i nawet przez sekundę mi nie błysnęło, że Aco meczem się nie emocjonował, nie radował z wygranej.
Mecz wygraliśmy, za to chwała i gratulacje piłkarzom i trenerom, satysfakcja ogromna, ulga również, ale materiału do futbolowego pitolenia, w tym i tego krytycznego w niektórych aspektach jest sporo. Zdecydowanie to wolę od chóralnego „zawodzenia pod kościołem” po przegranych.
p.s.
1313 nie miej pretensji za zacytowanie
Z całym szacunkiem, ale za co mamy krytykować naszych piłkarzy ?
Może za to, że pokonali na wyjeździe drużynę, której wartość rynkowa wyceniana jest na 84 miliony € ?
A może za to, że pokonali drużynę, która w rankingu UEFA jest o 40 pozycji wyżej ?
W takim golfie, ze względu na handicap nie mogliby nawet zagrać ze sobą
Dosłownie kilka dni temu w podobnym stylu Lech Poznań zremisował, nie wygrał z Legią przy Ł3 za co spotkały ich same ochy i achy, choć w przypadku polskich drużyn aż takich dysproporcji nie ma.
Ja jednak zamierzam sie cieszyć, dostrzegając wszystkie ułomności naszej drużyny. Na pytanie, jak daleko nam jeszcze do średniaków typu Trabzonspor, odpowiadam krótko: Jakieś 50 mln € w budżecie.
Na szczęście w futbolu czasami się zdarza, ze pieniądze nie wygrywają, o czym mogliśmy przekonać sie wczoraj
"Ja jednak zamierzam sie cieszyć, dostrzegając wszystkie ułomności naszej drużyny."
Ale większość ma tak samo. Jesteśmy tutaj w swoim gronie (kibiców Legii) mam wrażenie że większość z nas to ludzie dojrzali ze sporym doświadczeniem kibicowskim. Jeśli wzorem skoków narciarskich odrzucić "noty skrajne" to panuje atmosfera zadowolenia z zastrzeżeniem.
Chyba zbyt mocno w Tobie utkwiło doświadczenie walki z hejtem na innej stronie i odruchowo reagujesz alergicznie na krytykę. Zgadzam się z Tobą że niektórzy są męczący i do bólu przewidywalni w marudzeniu ale to jest inna skala i nawet można uznać że są pożytecznym elementem zbiorowości i dopełniają obraz przekroju poglądów.
A oto pierwsza jaskółka "tonów" komentowania Legii.
Zaczynają szyć nam buty tego który albo awansuje z pierwszego miejsca albo się do niczego nie nadaje.
Za Weszło.
"Teraz to już jest pewne: z tej grupy trzeba wyjść. Brak awansu będzie jednak klęską, a celować trzeba w awans z pierwszego miejsca. Legia ma wszystko w swoich rękach, widać, że jest drużyną świadomą, niestremowaną, dla której mecze w pucharach to coraz mniejsza podnieta, a coraz większa normalka."
Zwracam uwagę na słowa "klęska", "pierwsze miejsce" oraz "normalka"
Ja przewiduję taką "karierę" tych słów: jak zajmiemy pierwsze miejsce to normalka, jeśli nie to klęska.
Scenariusz ustawiony, cokolwiek się wydarzy Można hejtować.
Z całym szacunkiem, ale gdzie Ty wyczytałeś, ze ja, lub ktokolwiek zabrania Tobie cieszyć się z wygranej.
Moim skromnym zdaniem, jedynie oponuję, że Ty uzurpujesz sobie większą radochę z wygranej Legii od na przykład Aco Vukovića, który ośmiela się dość surowo za ten mecz oceniać poszczególnych piłkarzy, nie uważam, żeby zwycięstwo nad Trabzonem wyzwoliło u Kibica50 wiekszą ilość endorfin niż u Vukovića, to nie weryfikowalne, spór o to byłby idiotyczny, ale to że Vuko po meczu stara się realnie, „spokojnie” zanalizować merytorycznie grę i nie ma w tym ochów i achów, nie oznacza że cieszy się mniej od przeszczęśliwego i radosnego Kibica50.
„Ja jednak zamierzam się cieszyć, dostrzegając wszystkie ułomności naszej drużyny.” – o tym, że się cieszysz już wiemy, nie Ty jeden zapewniam, ale w dyskusji na c-L chciałbym przeczytać jakie ułomności właśnie dostrzegasz, również co w grze było pozytywnego Twoim zdaniem, jakie dostrzegasz plusy, jakie minusy, „na zimno” i nie zmieni to w żaden sposób mam nadzieję ani Twojej, ani mojej, ani u nikogo satysfakcji z wygranej.
Z jeszcze większym szacunkiem i nie obraź sie, ale jako jeden z nielicznych piszących na c-L toczyłem w swoim życiu nierówne, podobne wczorajszemu boje. Niestety na ogół przegrane, choć dawaliśmy z siebie wszystko.
O ułomnościach napisałem. To jakieś 50 mln € w budżecie klubu.
Za pozytyw uważam pokonanie o wiele wyżej notowanego przeciwnika, w dodatku na ich terenie.
Czy poszczególni piłkarze Legii zagrali powyżej czy poniżej możliwości, można rozpatrywać jedynie w kategoriach gdybania. Jeśli ktoś bardzo chce, to czemu nie..
Tego typu dyskusja jest z gatunku, czy Janowicz przegrywając z Federerem w pięciu setach odniósł sukces czy jednak porażkę.
Nasi piłkarze wykazali wczoraj ogromną wole walki i pełne zaangażowanie co przyniosło im sukces. Czy piłkarsko mogli zagrać lepiej, widocznie nie mogli skoro nie zagrali. Wg mnie oczywiście.
Chyba rzeczywiście jest jak piszesz. To chyba "kibic a nie mówiłem" tak na mnie podziałał.
Sorry
Co do pierwszego miejsca to już bym był dużo ostrożniejszy ponieważ Turcy potrzebują czasu i np w ostatnim meczu u nas mogą spokojnie wygrać.
@kibic50
Nie ma meczu idealnego więc jeśli ktoś racjonalnie i na chłodno przedstawia mankamenty i ułomności w grze nic złego w tym nie ma. Co innego radość po zwycięstwie co innego analiza spotkania. sir Gawin ma rację jeśli druga połowa będzie normą nic po nas w dalszych rozgrywkach LE, farta cały czas mieć nie możemy ponieważ suma szczęścia i nieszczęścia podobno w dłuższej perspektywie wychodzi na zero.
"sir Gawin ma rację jeśli druga połowa będzie normą nic po nas w dalszych rozgrywkach LE"
To akurat wie każdy rozsądny człowiek.
Nie trzeba być sir, żeby widzieć obronę Częstochowy w drugiej połowie.
Pytanie jest tylko, czy to był ich kres możliwości czy były jeszcze rezerwy? Niestety ale tego nikt z nas nie wie.
Jedyne czego jestem pewien, to że piłkarze dali z siebie maksa i nikt nie odpuścił.
Finał na Narodowym traktuję w kategorii żartu (cudu)
Namacalnie mamy to
Legia Warszawa awansowała ze 124. miejsca na 92. w rankingu UEFA. W ten sposób warszawiacy stali się najwyżej notowaną polską ekipą. Obecnie stołeczny klub legitymuje się współczynnikiem 18.500 - w lipcu wynosił on 15.275 i nie dawał rozstawienia w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.
Oczywiści rozumiem tych,którzy na samą myśl,że Legia gra z Turkami dostają gęsiej skórki, a jak przychodzi do samego meczu do siedzą,ale oczy im się same zamykają, ażeby nie widzieć jak nas leją.Jak ci inni choć odrobinę w kierunku naszym kopną piłkę to już ją widzą w siatce i dziwią się,że jeszcze nie jest dla nich z 15 do zera.
Też do niedawna tak miałem. A teraz siedzę sobie jak te panisko na kanapie i patrzę jak nasi spokojnie i na luzie kolejnych, przekonanych o własnej mocy odprawiają z kwitkiem.Pozwala mi to widzieć mecz, bo na wszelki wypadek wyłączam komentatorów, bo ich strach i przekonanie o tym,że to my jesteśmy najgorsi i zupełnie nieudaczni, by mnie tak wdjabliło,że i tak bym ich wyłączył, a przy tym bym się zdenerwował. Po co?.Gramy, wygrywamy.Turcy mnie lekko rozbawiają, bo niby chcą,ale nie potrafią.Trafienie w bramkę to dla nich sztuka obca.To co mam się martwić,że nieudolni?Ja się z tego cieszę?Może to nieładnie tak z cudzego nieszczęścia?. Pewno tak.
Każdemu życzę,aby nawet w małym radości poszukał, a nie był w rozpaczy nieutulony. Też można tylko po co od razu na światło wierzchnie wywlekać?.
był moment, kiedy Mourinho prowadził FC Internazionale, patrzeć się na toto nie dało; autobusy to miał piętrowe i przegubowe i w bramce i w polu karnym i jeszcze kilka zapasowych stało przed stadionem, żeby w razie naglącej potrzeby zawezwać
i, o ile mnie pamięć nie myli, zdobył z tym Interem (zdaje się, że nigdy wcześniej, a już na 100% nigdy później nie miało to miejsca) potrójną koronę...
to wszystko, co chciałem powiedzieć...
i owszem, cofnęli się za bardzo, ale i rękawami oddychali, i w osłabieniu grali...
pozdrawiam
"Nie wypada się powtarzać"
Ależ wypada, każdy wiek ma swoje prawa a w Twoim wypada. Gratuluję też tej umiejętności odróżnienia dyscyplin sportu to przydatna umiejętność.
Muszę również się zgodzić że nasi mieli kontrolę nad grą w zasadzie przez cały mecz i okrutnie zadrwili z tych widzów i komentatorów którzy dali się nabrać na tą zręczną prowokację.
Otóż nasi chłopcy po tym jak pykneli od niechcenia brameczkę Turkom postanowili się z nimi zabawić. Wpadli na fantastyczny pomysł że będą przeciwnikowi oddawać piłkę żeby dać mu szansę nawiązać walkę.
Nawet Kuciak wykopywał piłkę wprost pod nogi przeciwnika ale ten nie potrafił wykorzystać tych prezentów.
No to postanowili że nie będą ich atakować i odbierać piłki ale ci znowu nie potrafili z tego skorzystać.
Wszyscy widzowie wpadli w przerażenie że dzieje się coś złego, komentatorzy niepokoili się tą sytuacją, tylko Zbyszek rozgryzł chytry plan naszych chłopaków, okrutnie zabawiających się z Turami i widownią.
O wirtuozostwie naszych świadczy to że pozwolili nawet oddać kilka strzałów na bramkę ale tak sobie ustawili przeciwnika że ten miał szansę trafić najwyżej w poprzeczkę.
Ja też byłem odważny i oglądałem transmisję z otwartymi oczami i widzialem to co Zbyszek. A może to mi się śniło? Sam już nie wiem.
oczywiście, że nie mam pretensji wpis z 17 lipca jak wiadomo był związany z kabaretem jaki odstawili nasi piłkarze w 1 meczu z St.Partic i chyba wszyscy jakoś musieliśmy odreagować było minęło liczy się to co jest teraz czyli prawdziwe granie od wrześnie gdzie na jedynym placu boju pozostała tylko nasza Legia. To,że innym fredom jest bo bardzo nie na rękę cóż trudno ich ból wiadomo czego. Co do tego, że Legia jesienią pogubi punkty cóż jestem o tym przekonany że tak się stanie i dlatego nie będę tego hejtować bo nie ma sensu, chyba, że przegramy wygrany mecz w jakiś frajerski sposób, ale za tego trenera to nie jest możliwe. Tak czy siak ja co miałem do powiedzenia o wczorajszym meczu to już powiedziałem. Ci co chcą się cieszyć jak ja czy tysiące innych cieszą się i to jest normalne, a tym co wiecznie jest źle mogę jedynie powtórzyć, że czeka was jeszcze wiele spier... wieczorów przez Legię i jej kolejne sukcesy.
I jak to mówią starzy alkoholicy "tego będę się trzymał".
Gdyż powtarzajmy to stare,wiecznie aktualne powiedzenie do znudzenia :" gra się tak jak przeciwnik pozwala". Oznacza to,że musimy mierzyć zamiary na siły. To się nazywa taktyka.Może ona być ogólnie mówiąc defensywna, ofensywna lub zbilansowana.
Podwórkowym graniem dziś w futbolu nawet z malutkimi się nie wygra.Podobnie jak prymitywizmem taktycznym o czym przekonał się boleśnie dwukrotnie Lech w pucharach.Patrząc z tego punktu widzenia Legia w pierwszej połowie zagrała futbol zrównoważony, zaś w drugiej defensywny, co wynikało z wyniku meczu.Drużyna postanowiła mówiąc kolokwialnie, niezwykle korzystny wynik osiągnięty na trudnym terenie rywala dowieżć do końca , co się udało. I trudno o to do naszych graczy mieć pretensje. Nieprawdaż?.
Druga kwestia tyczu tzw. stylu w jakim zamierzony skutek się osiąga.Truizmem jest wskazywanie, iż w dzisiejszym futbolu na pewnym poziomie np.rozgrywek europejskich zespołów wyrażnie słabych nie ma.Każdy zespół w każdym meczu jest w stanie wytworzyć korzystne dla siebie sytuacje boiskowe. Jak tych meczów trochę się ogląda,widać,że nawet najlepsze drużyny przynajmniej po kilka razy znajdują się w opałach.Jeżeli wygrywają nikt o to nie ma do nich pretensji.Myślenie,że rywal położy się na boisku i nam zagrażał nie będzie jest niedorzeczne.A zespół turecki ma w swoim składzie kilku wysokiej klasy zawodników.Więc te sytuacje musiał stwarzać. To w grze Legii nie było więc żadnym mankamentem.Można było przeżyć trochę strachu pod koniec meczu kiedy daliśmy się dwukrotnie wbić w obronę w polu karnym.Lecz napór rywali był umiarkowany, bo jednak naszych dwóch-trzech graczy było w okolicach środkowej strefy boiska i pilnowani być musieli.Ponadto nasza agresywna gra obronna dla przeciwnika miła nie była.Ale powtarzam , przeciwnik po to gra, aby wygrać więc sytuacje mieć musi.
Byłaby inna ocena,gdybyśmy przyjęli taktykę ofensywną, a rywal by nas zmusił do odstąpienia od niej i wskutek złych założeń i wadliwej ich realizacji byśmy przegrali. A tak zrealizowaliśmy założenia i cel zakładany osiągnęliśmy.
Oczywiście nie obyło się bez zastrzeżeń.Wynikają one w dużej mierze ze słabości naszej Ekstraklasy i ze złego wyszkolenia taktycznego naszych zawodników.Przed laty zwrócił na to uwagę trener Werner Liczka w obszernym wywiadzie dla PN /jednym z niewielu fachowych/. Tu na marginesie uwaga,że od lat w prasie nie ma żadnych fachowych omówień związanych z piłką nożną.Przekaz medialny został opanowany przez byłych piłkarzy, którzy o elementach taktyki,metodologii treningu i gry pojęcia nie mają.Byli bowiem jak ci żołnierze, którzy szli z okrzykiem Hurra na wroga,strzelali,albo i nie i tyle ich wiedzy było.To dowódcy wskazywali o co, po co, jak i czym walczą.
Więc rzeczony Liczka oprócz pochwał wykazał słabość naszych piłkarzy w zachowaniach taktycznych przejawiających się mi.innymi w sposobie poruszana się na boisku i w niewłaściwym stosowaniu podań . W tych elementach można odnotować poprawę od jego czasów,ale niewielką.Nasi piłkarze za dużo biegają i to tam gdzie ich nie potrzeba. Symulacje komputerowe pokazują bowiem, gdzie czyli po jakich symulacyjnych liniach najczęściej zagrywana jest piłka i niejako jak ona porusza się po boisku.W większości krajów już trampkarze uczeni są,aby poruszać się samemu po tych niewidocznych liniach, nie w poprzek nich i nie obok. Pozwala to na oszczędność energii i daje więcej możliwości na przechwyt piłki. Ma to też związek z efektywnością podań.Każde podanie musi wynikać z konieczności wytworzenia lub wykorzystania sytuacji niekorzystnej z punku widzenia rywala.Rodzajów podań wymieniał nie będę.Chodzi generalnie o to,że kiedy przeciwnik atakuje to głównym zadaniem graczy naszej drużyny jest ich ścisłe krycie. W tym celu stosuje się obronę strefową jako zasadę, obronę strefową z kryciem " swojego" w strefie, obronę strefową z przekazywaniem krycia, bądż krycie indywidualne na obszarze własnej połowy tzw. krycie najbliższego /pressing/. Natomiast kiedy to my odzyskujemy piłkę w akcji rywala, obowiązkiem naszych piłkarzy jest oderwanie się od niego.I nieważne czy gramy na wolne pole, w tym na dobieg, czy do zawodnika, górą,dołem,dalej lub bliżej najważniejszy jest moment podania.Aby było efektywne ono musi nastąpić wtedy gdy odrywamy się od rywala, a ten jeszcze nas nie pokrył,bo z natury rzeczy reaguje z opóżnieniem. Ten mechanizm musi być automatyczny, a więc wypracowany.Można to czynić na treningach,ale na wysoką jakość nie ma co liczyć.To się wypracowywuje w meczach z silnymi,a więc umiejącymi się bronić przeciwnikami.A tych w naszej lidze jak na lekarstwo. Stąd m.innymi piłkarze w silnych ligach szybciej się rozwijają i osiągają, jak mają talent, relatywnie wyższy poziom.Dlatego tak uczulony jestem na kwestię wzrostu konkurencji poprzez powstanie silnych drużyn.I ten mankament w czwartkowej grze Legii był najbardziej widoczny i on u wielu przesądził o negatywnej ocenie meczu.W zbyt wielu sytuacjach podjęcie decyzji o podaniu było zbyt póżne przez co nasz gracz był już od piłki odcięty, a ona trafiała do dobrze ustawionego do niej rywala.
Ale też mamy w grze pozytywy i tych jest więcej. Mianowicie dysponujemy w ataku czwórką / przynajmniej/ graczy kreatywnych,którzy nie grają schematycznie, lecz dążą do stworzenia incydentalnych sytuacji bądż też do wykorzystania błędów rywala.Do tych graczy nie zaliczam Orlando Sa.
Ustawienie gry niejako pod niego z przeciwnikami już o średniej klasie europejskiej byłoby samobójcze. Zawodnicy rywala dość łatwo odcięli by go od podań, przez co nasze atakowanie przypominałoby walenie głową w
mur, a my bylibyśmy w ataku bezradni i przez to skazani na porażkę / w ostateczności na remis/. W naszej lidze takie granie uchodzi, w LE czy LM jest pokazaniem rywalowi drogi do zwycięstwa.
Ale to tylko prezentuje,że jest nad czym pracować, co doskonalić.
Czy deprecjonowanie osiągnięć może być tym pomocne?. Moim zdaniem nie.
Więc wolę chwalić, bo jest za co, niż niezasłużenie walić obuchem pomiędzy oczy. Ale powiadam.Każdy ma indywidualny wybór " pomocy" drużynie.
Dzięki Zbyszku.
W ostatnim komentarzu zawarłeś wszystko, co próbowałem przekazać w wielu komentarzach. Zrobiłeś to rzecz jasna w charakterystyczny dla siebie sposób.
Próby "skupiania" się nad wadami naszych piłkarzy, po wygranym, niezwykle ważnym meczu, toczonym do tego w nierównej walce są delikatnie mówiąc nie na miejscu.
Przy okazji tej dyskusji przypomniały mi sie egzaminy na AWF
Jednym z wymogów było przepłyniecie 50 m na basenie 25 metrowym.
Jeden z naszych kolegów niestety nie potrafił pływać.
Motywowaliśmy go mniej więcej w taki sposób.
"wskoczysz ze słupka do basenu. Pod wodą pomachasz nogami i jesteś już na płytkiej wodzie. Kilka machnięć rękami i robisz nawrót. Po nawrocie troszkę podeprzesz się nogą i tak "dopłyniesz", dojdziesz do głębokiej wody". A potem na maksa, machaj rękami, wal nogami, bo będziesz miał zaledwie ok 10 m do mety.
Kumpel zrobił wszystko jak mu radziliśmy i prawie się udało. Niestety nie wytrzymał psychicznie, "dopłynął" do głębokiej wody, po czym wyszedł z basenu. Strach przed "głębią" pozbawił go szansy na "sukces"
Nasi piłkarze nie pękli i choć w porównaniu ze "średniakami" nie potrafią grać w piłkę dopłynęli do końca. To nic, ze w stylu podobnym do kolegi. DALI RADĘ !