A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Cracovia 3-1: Jodłowiec, Nikolić, gol

Debiut Stanisława Czerczesowa w Legii zakończył się pełnym sukcesem. W meczu dwunastej kolejki Ekstraklasy Legia zwyciężyła w Warszawie z Cracovią 3:1. Wszystkie bramki dla Legii zdobył Nemanja Nikolić z podań Tomasza Jodłowca.

Przed niedzielnym meczem Cracovia wyprzedzała Legię w tabeli o jeden punkt. Podopieczni Jacka Zielińskiego zaimponowali w poprzedniej kolejce, nokautując Lecha Poznań 5:2. W tej samej kolejce remisem 2:2 w Zabrzu z pracą w Legii pożegnał się Henning Berg. Następca norweskiego szkoleniowca, Stanisław Czerczesow, wystawił drużynę w składzie: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski – Jodłowiec, Furman, Pazdan – Guilherme, Nikolić, Kucharczyk. Najważniejszą taktyczną zmianą zaordynowaną przez Czerczesowa było wystawienie trzech pomocników w środku pola – obok siebie znaleźli się Dominik Furman, Tomasz Jodłowiec i Michał Pazdan. Skład gości prezentował się następująco: Sandomierski – Deleu, Sretenović, Polczak, Jaroszyński – Covilo, Cetnarski, Dąbrowski – Kapustka, Jendrisek, Rakels.

Obie drużyny rozpoczęły mecz z dużym animuszem. W 2. minucie po rajdzie na prawym skrzydle sfaulowany został Guilherme. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Brzyski, do strzału doszedł Pazdan, jednak minimalnie się pomylił. W 4. minucie Legii dopisało szczęście. Sam na sam z Kuciakiem mógł znaleźć się Kapustka, ale swojego kolegę uprzedził... znajdujący się na spalonym Rakels. Legia odpowiedziała akcją, po której trzynastą bramkę w sezonie zdobył Nikolić. Piłkę wywalczył Furman, Jodłowiec prostopadle podał do Nikolicia, ten minął Sandomierskiego i umieścił piłkę w pustej bramce. Było 1:0.

Legia starała się wysoko atakować gości, agresywnie ich naciskając w środku pola. Cracovia grała odważnie, do przodu, a ofensywny tercet Kapustka – Jendrisek – Rakels często wymieniał się pozycjami, niepokojąc naszych defensorów. W 9. minucie Kuciak wyrzutem ręką uruchomił Kucharczyka, ten podał do Nikolicia, ale nasz napastnik tym razem chybił. W 11. minucie groźnie uderzył Cetnarski, na szczęście minimalnie się pomylił. Potem tempo meczu nieco spadło, choć trudno to samo powiedzieć o temperaturze na boisku. Nieładnie zachowali się Cetnarski, usiłując kopnąć bez piłki Furmana i Dąbrowski, który bardzo ostro wślizgiem zaatakował naszego pomocnika.

W 25. minucie efektowny rajd przeprowadził Kapustka, zszedł do środka i uderzył z prawej nogi. Kuciak odbił ten strzał. Nasz bramkarz pewnie interweniował na linii, gorzej wyglądało jego wprowadzanie piłki do gry nogami. Złe wybicia Kuciaka przynajmniej dwukrotnie mogły zainicjować kontry gości. Legioniści chętnie posyłali szybkie piłki do Nikolicia, ale nasz napastnik, tradycyjnie grający na linii spalonego, kilka razy nie zdołał uniknąć ofsajdu. Legia mogła podwyższyć prowadzenie w 33. minucie, kiedy Jodłowiec podał do Kucharczyka, ten do Nikolicia, jednak nasz napastnik został powstrzymany w polu karnym. W 35. minucie piłka spadła pod nogi Guilherme, ten huknął z woleja z prawej nogi, ale piłka poszybowała tuż obok bramki.

Pierwsza połowa była ciekawym widowiskiem. Legia posługiwała się nieco prostszymi środkami niż Cracovia i miała więcej sytuacji strzeleckich, ale obie drużyny dążyły do zdobycia gola, a końcowy wynik pozostawał kwestią otwartą.

Trener Zieliński zdecydował się na dokonanie dwóch zmian w przerwie. W miejsce Deleu na boisku pojawił się Wójcicki. Rakelsa zmienił Dialiba. Legia przyjęła postawę wyczekującą i po kilku minutach doczekała się swojej szansy, skwapliwie ją wykorzystując. W 53. minucie świetnym podaniem z głębi pola do Nikolicia popisał się Jodłowiec, nasz napastnik wyprzedził Jaroszyńskiego i precyzyjnym strzałem podwyższył wynik na 2:0. Goście mimo kolejnego ciosu nie zwieszali głów, starali się nacierać, przez co narażali się na kontry. Jeszcze w 62. minucie tylko znakomita, odważna interwencja Brozia powstrzymała Kapustkę przed wyjściem sam na sam z Kuciakiem. Ale już w 64. minucie było 3:0. Guilherme rozegrał na skrzydle piłkę z Jodłowcem, nasz pomocnik wycofał w pole karne, gdzie na piłkę nabiegł Nikolić, mocnym strzałem zdobywając piętnastą bramkę w sezonie. To był trzeci gol Nikolicia tego wieczoru i trzecia asysta Jodłowca.

Kolejne szanse legioniści stwarzali sobie, korzystając z niefrasobliwości Cracovii w wyprowadzeniu piłki. Mimo kilku obiecujących kontr, bramki jednak nie padały. W 75. minucie na boisku pojawił się Bereszyński, zmieniając Guilherme. Sędzia Złotek musiał na kilka minut przerwać mecz z powodu rac odpalonych w sektorze kibiców gości. Po wznowieniu gry blisko pokonania Sandomierskiego był Bereszyński, jednak zabrakło wykończenia. Niewykorzystana sytuacja zemściła się w następnej akcji. Na lewym skrzydle znalazł się Jendrisek i płaskim strzałem w długi róg pokonał Kuciaka. Goście usiłowali pójść za ciosem. Blisko szczęścia był wprowadzony za Cetnarskiego Zjawiński. W tej sytuacji w ostatniej chwili interweniował Lewczuk. Na końcowe minuty w Legii pojawił się Trickovski, zmieniając Kucharczyka. Boisko opuścił jeszcze Furman, za którego w środku pola zameldował się Vranjes. Legia nie pozwoliła już Cracovii na stworzenie zagrożenia. Kolejnego gola mógł zdobyć Nikolić, ale w doliczonym czasie gry nie wykorzystał sytuacji sam na sam Sandomierskim. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.

Legia wygrała zasłużenie. Nasza drużyna 'wypunktowała' Cracovię, grając z dużą werwą i wykorzystując doskonałą skuteczność duetu Jodłowiec – Nikolić.

Dyskusja (59)
1niedziela, 18, październik 2015 21:42
CTP
No, nie zawiodłem się na Czerczesowie. O ile mnie pamięć nie myli, oddaliśmy 18 strzałów na bramkę Cracovii a wynik mógł być jeszcze bardziej okazalszy. Graliśmy mniej więcej tak samo niechlujnie jak za Berga (dotyczy to głównie naszej defensywy) ale przynajmniej dało się to oglądać. Smile
Zastanawiam się tylko, jak nasi milusińscy wytrzymają trudy tej rundy prezentując taki futbol w każdym meczu. Żeby utrzymywać taki pressing, to trzeba mieć żelazną motorykę. Wychodzi na to, że trzeba było dopiero trenera ze wschodu, żeby wprowadzić zachodnie standardy. Smile
2niedziela, 18, październik 2015 22:10
Senator
Nie czekali na czwartek tylko zap. .. a przecież nawet ja laik wiem że przez dwa tygodnie nie ma szans aby radykalnie odmienić drużynę czyli krótko mówiąc z Bergiem grali w ch.
Pazdan wyrasta na lidera drużyny, kierował nie tylko środkiem ale i obroną i był wszędzie, osobiście nie mam nic przeciwko.
Słowa uznania dla Jodły za jego podania, szczególnie przy drugiej bramce podanie było miodzio.
Jeśli miałbym indywidualne oceny stawiać to Rzeźnik nie pewny siebie choć bez wtop. Gui słaby i Kucharczykowi do optymalnej formy jeszcze trochę brakuje.
Czy mi się zdaje czy już jakiś mecz graliśmy z trójką pomocników w środku. Była wtedy krytyka czy nie?
3niedziela, 18, październik 2015 22:31
CTP
Hm. Grali w ch..., bo chcieli pozbyć się trenera, który ich głaskał po główkach i co chwilę dawał urlopy na rzecz szkoleniowca, o którego twardej ręce krążyły legendy? Przyznam, że dość pokrętna logika. Smile Jeśli to prawda, to szacun dla piłkarzy. Wink
Moim zdaniem, na taki obraz gry głównie miał wpływ wysoki pressing, jaki legioniści narzucili przeciwnikowi. A na to z kolei miały wpływ wybory personalne Rosjanina w środku pomocy.
4niedziela, 18, październik 2015 23:16
Bolek
@Podejście piłkarzy

Też mi się nie chce wierzyć, żeby grali przeciw Bergowi. Tu raczej chodzi o słynną już bergowską rywalizację - tam chyba naprawdę było w myśl zasady, że raz wybranym przez Berga "czy się stoi czy się leży pierwszy skład się należy". A teraz na pierwszy skład trzeba na nowo zapracować to się inaczej walczy. Zobaczymy czy Czerczesow taką spinkę będzie u nich w stanie utrzymać.

Sam mecz dobry, ale ten wysoki pressing ma też wady i całe szczęście, że Craxa dość głupio atakowała. Ale na razie nie ma co narzekać, trzeba dać trenerowi czas. A dzisiejszy mecz może być takim malutkim zwiastunem, że ten czas warto dać.
5niedziela, 18, październik 2015 23:33
sektor212
Są 3 punkty Brawo. Już dwa odrobione do lidera. Pozostało tylko 8.

Zgadzam się CTP. Dzisiejszy mecz dało się oglądać. Kilka akcji i podań robiło wrażenie. Postawa Cracovii też na plus. Dobry mecz zawodników - Nikolić, Pazdan, Jodłowiec. Natomiast imponuje mi Lewczuk. Gra coraz lepiej (twardo i pewnie).

Dobry pressing na połowie przeciwnika już od 12 metra. Tylko formacje pomocy i obrony za daleko cofnięte. Było kilka sytuacji kiedy z przodu doskoczyło 4 naszych zawodników odcinając Cracovii rozegranie piłki (pozostawał wykop bramkarza do przodu) powstawała za duża dziura w środku pola między formacjami. W momencie przechwytu zawodnik wychodzący z piłką nie miał z kim rozegrać akcji. Wspomniana czwóra wracała z pozycji spalonych a skrzydłowi zbyt wolno ruszali do przodu. Ale nie ma co biadolić. Dziś było dobrze.
6niedziela, 18, październik 2015 23:45
a-c10
@ Gawin:

Jak by to ująć... Nie od dziś i nie od wczoraj darzę woje zdolności literackie sporym uznaniem. Nie sądziłem jednak - wybacz! - iż stać Cię na aż tak wysublimowaną metaforykę, jak nazwanie oczywistego faulu na zawodniku wychodzącym na czystą pozycję "znakomitą, odważną interwencją".

Generalnie, obejrzawszy ten mecz z odwrotnej perspektywy, niż Wy wszyscy, jednego jestem pewien: jeśli jeszcze raz ktoś mi będzie usiłował wcisnąć, że to niby Polsce nie lubi się Rosjan, roześmieję mu się w twarz i zaprezentuję zapis tego spotkania. Przecież u nas panuje prawdziwa pansłowiańska wzajemna serdeczność. Nie wiem jak Stanisław Czerczesow wyobrażał sobie własne powitanie w Ekstraklasie. Może chleb i sól, ewentualnie jakaś wódeczka na dzień dobry. Chyba nawet w najśmielszych snach nie przypuszczał, iż powitalne podarki sprezentuje mu aż tak wielu darczyńców. Rakels, Deleu (że nie Słowianin? oj tam, mieszka u nas tak długo, że na pewno się już zasymilował), Sretenović, Zieliński, Jaroszyński...

Wszystkich jednak przebił osobnik przebrany w fikuśne żółte wdzianko (nazwiska nie wymienię przez wrodzoną delikatność, przecież w jego rodzinie mogą istnieć zupełnie przyzwoici ludzie, którym w chwili obecnej jest zwyczajnie wstyd). Doprawdy, zostać kluczową postacią meczu, w którym jeden zawodnik zdobywa hattricka, a drugi asystuje przy wszystkich jego bramkach to jest Wyczyn. Spalony przy bramce na 1:0. "Zdecydowana, odważna interwencja Brozia", po której po prostu musiał nastąpić rzut wolny oraz zdecydowany, odważny marsz Ł.B. w stronę szatni. Wejście Kung-Fu Pazdana w stylu "wyszczerzone korki", po którym reprezentant Polski powinien zacząć dotrzymywać towarzystwa Broziowi (sw. dr., Pazdan to tak generalnie mógłby sobie częściej przypominać różnice między piłkarskim boiskiem, a ringiem MMA. Wyszło by na zdrowie i jemu samemu, i paru innym ludziom nie inaczej). Kapitalne, jednoręczne przyjęcie piłki przez Dominika Furmana (może chłopak doszedł do wniosku, że skoro Nawałka go nie powołuje, to choć Antiga by się skusił?). Plus jeszcze parę innych, pomniejszych wesołostek tego typu.

Żeby nie było: ja nie twierdzę, że Cracovia przegrała wyłącznie, ani nawet głównie wskutek błędów "sędziego" (choć szczerze powiedziawszy przy 1:0 dla grającej od 62giej minuty w dziesiątkę Legii - takiej Legii - szanse na co najmniej remis oceniałbym raczej pozytywnie). Ani mi w głowie również doszukiwanie się jakichś konspiracji i innych pierdół. Nie obchodzi mnie, czy Z. był fatalny, bo sędziował akurat Legii/Cracovii, czy też może najzwyczajniej w świecie tak już ma. W obu przypadkach, jak sądzę, powinien udać się na odpoczynek od sędziowania. I osobiście wcale bym się nie zmartwił, gdyby był to odpoczynek, hmmm..., wieczny.
7poniedziałek, 19, październik 2015 00:00
Senator
Rzeczywiście źle napisałem, chodziło mi z Bergiem jako trenerem a nie przeciw. Sam Berg wyraźnie preferował na pewnym etapie Europę przed ligą. Zawodnicy nawet podświadomie oszczędzali się na te ważniejsze mecze dla Berga.
W przerwie zastanawialiśmy się kiedy padną , nie padli w 60 ani 75 minucie ,wyraźny brak sił moim zdaniem zauważalny był dopiero w końcówce, ostatnie 10 minut w tym doliczony czas. Czyli 85 minut dali radę.
Tak ogólnie same schematy gry jeszcze bardzo podobne ,nowość to zaangażowanie w meczu ligowym, ale sam Czerczesow na konferencji słusznie zauważył na poprawę jakości jeszcze za wcześnie.
8poniedziałek, 19, październik 2015 00:12
Senator
@a-c10
Też Cię lubię ale chyba raczysz żartować lub jesteś totalnie zmasakrowany psychicznie, ew gorączka coś w okolicach 40 stopni.
Zawodnik Cracovii fauluje Furmana bez piłki i nie ma żółtej kartki.
Inne wejście w tego samego zawodnika w ślizgiem i nogami na wysokości kolan i sędzia chyba daje tylko żółty kartonik.
Spalony, no tak wszystkie możliwe powtórki i eksperci oceniają że liniowy zachował się super hiper tylko albiceleste10 ma to w poważaniu głębokim .
Ogólnie jak by na ten mecz nie patrzeć agresja była na zbyt wysokim poziomie u zawodników z miasta Krakowa nie Warszawy .
Nie pierwszy raz masz pretensje to sędziów a to nie jest najlepsza forma reklamy własnej osoby.

Jeśli w ogóle w tym meczu sędzia popełnił jakiś rażący błąd to był nim właśnie brak kartki za faul bez piłki na Furmanie.
9poniedziałek, 19, październik 2015 00:51
a-c10
@ Senator:

Jako że nasza sympatia jest absolutnie wzajemna, właśnie przez wzgląd na nią nawet wziąłem i dla pewności sprawdziłem: 36,6 jak w pysk uderzył. Z kondycją psychiczną, owszem, bywało lepiej, ale do "zmasakrowania" - chwalić Boga - dość daleko.

Nie wiem, co twierdzą eksperci. Zamiast ich słuchać, przełączyłem się na rugby i Twoja wypowiedź utwierdza mnie w przekonaniu, że to był naprawdę dobry wybór. Wiem za to, że jeśli w momencie podania między jego adresatem, a linią końcową nie znajduje się minimum dwóch zawodników drużyny broniącej, bądź też linia połowy boiska, należy odgwizdać spalonego. Chyba że coś się w tej kwestii zmieniło...?

Jeśli w ogóle w tym meczu sędzia popełnił jakiś rażący błąd to był nim właśnie brak kartki za faul bez piłki na Furmanie.

Teraz to Ty raczysz żartować. I to - po starej znajomości pozwolę sobie na szczerość - w sposób nie licujący z Twym naprawdę fajnym poczuciem humoru. Znaczy nieodgwizdanie ewidentnego (eksperci coś o tym mówili?) faulu Brozia na wychodzącym sam na sam z Kuciakiem Kapustką to nie jest "rażący błąd"? No dobra, mnie też przechodzą przez głowę bardziej dosadne określenia, ale może jednak bądźmy wielkoduszni, co?

Dalej, owszem, wejście Dąbrowskiego w Furmana wyglądało nieładnie. Warto jednak zauważyć, że chłopak najpierw trafił w piłkę (tuż przy ziemi), dopiero później dość niefortunnie uderzył przeciwnika. Co więcej, do samego końca próbował złagodzić impet uderzenia. Tymczasem taki Pazdan sunął ze stopą ustawioną pod kątem prostym do murawy. To jest piłkarski kryminał, w ten sposób łamie się nogi. Rozumiem, że brak właściwej reakcji "sędziego" na takie zachowanie również nie jest rażącym błędem? To czymże jest w takim razie, oświeć mnie, proszę.

Nawet jeśli założyć, że Cetnarski powinien był bardziej zebrać po uszach za swoje niewczesne wymachiwanie nogami (powinien, bez dwóch zdań), to mamy trzy rażące błędy wobec jednego. Coś podobnie, jak wynik meczu. Interesujące, prawda?

Co do narzekania na, pożal się Boże, sędziów. szczerze powiedziawszy w trąbie mam reklamę własnej osoby. Niech się wstydzi ten, co robi, nie ten, co widzi.
10poniedziałek, 19, październik 2015 00:55
Walles
Trochę juz na spokojnie to muszę przyznać że Legia jakiegoś wyjątkowego meczu nie zagrała. Sam fakt że piłkarze wykazali dużo większe zaangażowanie i wolę walki powoduje że tutaj zgodze sie z Senatorem. Jak to kiedys powiedział Michniewicz - "To dlaczego wczesniej nie wykazywali zaangażowania? Przecież to skandal że wczęsniej im się nie chciało a teraz mogą.". Tak w przybliżeniu. Jeszcze nie tak dawno taki skład wywołalby furię wśród kibiców - trzech defensywnych pomocników niektórzy pamiętaja np. Skorży do dzisiaj. W moim odczuciu oznacza to takie zniesmaczenie postawą zawodników w ostatnim okresie że każdą jaskółke przyjmują za dobry znak nadejścia lepszego jutra. Być może jednak przyczyną był także charakter Berga, jego oziębłość i nieznajomość naszej mentalności. Jodłowiec w pomeczowym wywiadzie wspomina że Czerczesow dobrze nastraja ich mentalnie przed meczem. Z drugiej strony rok 2014 temu przeczy więc byc może doszło do tego o czym wspominałem wczesniej czyli pozwolenie na wygaśnięcie pasji i slabe bicie serducha zawodników. Zobaczymy co będzie dalej

@Sektor212
Rzadko mam odrębne zdanie od twojego ale dzisiaj Lewczuk mi podpadł przy bramce dla Cracovii. Zupełnie niepotrzebnie poszedł na drugiego do główki i zostawił dziurę w polu karnym.
Inna sprawa że zaczynam się chyba uprzedzać do Kuciaka bo ten znowu przed strzałem już był na kolanach.

@Albiceleste
Tutaj raczej zgodzę się z Senatorem. Nie był to jakiś wielki mecz Złotka ale kilkunastocentymetrowy spalony rozpatrywany jako błąd sędziego jest nieporozumieniem. Nie będę więc płakał nad poniewieranym Guilherme w pierwszej połowie, na wjazd korkami w okolice kolana Furmana przez któregos orła. Jedyne z czym mógłbym się zgodzić to brak żółtka dla Furmana za rękę. Tutaj sędzia był wyrozumiały. Z ręką na sercu muszę przyznać że kilkakrotnie na powtórkach oglądałem interwencję Brozia i nie jestem pewien czy Broź trafił bezpośrednio w piłkę czy zahaczył o stopę (palce) Kapustki i interwencja była "przez nogi". Jak ja na powtórkach nie mam pewności to do sędziego też nie mam zarzutów.
Myślę że zdecydowana złość powinna powędrować w stronę zawodników Cracovii. Rakels który chyba w 4 minucie zaprzepaszcza doskonałą sytuację wcinając się Kapustce i powodując odgwizdanie spalonego jest kompletie niezrozumiałe tym bardziej że widział całą sytuację jak na dłoni. Przy szybkim 0:1 nie wiadomo jak by sie potoczyła gra. W kilku przypadkach zabrakło dokładnego ostatniego podania lub zimnej głowy jak przy strzale Cetnarskiego. W drugiej połowie kilkukrotnie moglliście wyjść 3 na 2 i akcje były źle rozegrane. Natomiast trzeba przyznać że zneutralizowanie środka przez Legię było świetnym rozwiązaniem przeciwko Cracovii. Na pocieszenie dodam że mimo porażki Pasy zagrały naprawdę dobry mecz Wink
11poniedziałek, 19, październik 2015 01:14
Senator
Dzięki Walles co sędzia to sędzia i nic nie szkodzi że na emeryturze; -)
Też uważam że Cracovia zagrała dobry mecz.

PS
Wy umiecie śpiewać coś jeszcze czy tylko te obraźliwe o nas ? Mega słabo to wyglądało choć ten las flag w barwach mi się podobał.
12poniedziałek, 19, październik 2015 01:42
a-c10
@ Walles:

Rzadko się z Tobą nie zgadzam, ale teraz zrobię to aż dwukrotnie.

Po pierwsze, nie uważam, żeby Pasy zagrały dobry mecz. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem było to jedno z naszych najsłabszych spotkań w tym sezonie. Chyba tylko to niesławne 2:3 na własnych śmieciach z Termozagadką wyglądało jeszcze gorzej. Bo tak:

Rakels - lubię chłopaka, jestem pod ogromnym wrażeniem postępów, jakie zrobił w ciągu ostatnich kilku(nastu) miesięcy, poza tym od samego początku byłem zwolennikiem jego przyjścia do Cracovii. Ba, liczyłem na to przyjście znacznie wcześniej, niż się zmaterializowało (mogę nawet w razie czego odgrzebać dowodyWink) i summa summarum mam satysfakcję, że generalnie się sprawdza. Niestety, w tej cholernej czwartej minucie "zrobił Chinyamę". To był kompletnie niewytłumaczalny akt debilizmu, Denis na tę krótką chwilę rozstał się z jakkolwiek rozumianym rozsądkiem;

Sretenović - też go lubię. Dobry stoper to w Cracovii rzadkość, para dobrych stoperów - ewenement na skalę dziesięcioleci. A Sretek z Polczakiem właśnie taką parę tworzą. Tyle tylko, że dziś facet zachowywał się tak, jakby właśnie wrócił z wakacji na Jamajce. I bardzo, ale to bardzo nie chciał dopuścić do świadomości, że nie znajduje się już w słonecznym Kingston z bluntem w zębach, a w deszczowej Warszawie z piłką przy nodze;

Jaroszyński - moim skromnym zdaniem drugi najbardziej obiecujący (po Szewczyku, przed Kapustką i Wdowiakiem) młody piłkarz Cracovii. Dziś wyglądało to tak, jakby Jaro postanowił oddać na półtorej godziny meczowy trykot jakiemuś cudem odnalezionemu bratu-bliźniakowi, piłkarskiej niedojdzie, a samemu ociupinkę odzipnąć;

Dąbrowski - kawał talentu. Chłopak ma takie podanie, że mózg staje. Dziś mózg stawał na widok kosmicznych wyborów Damiana. Typ wyglądał jakby się kompletnie pogubił w czasoprzestrzeni. Mając dwóch nieobstawionych partnerów w środku i po lewej, pchał piłkę na prawe skrzydło.

Tego typu laurek można by wystawić znacznie więcej. W zasadzie to jeden biedny Sandomierski niewiele mógł zrobić lepiej. Swoje dorzucił też, niestety, nasz szkoleniowiec. Pozostawienia na boisku Covilo, którego po starciu z którymś z Waszych chłopaków po prostu wyłączyło, zwyczajnie nie da się wytłumaczyć.

Dlatego powtarzam: Cracovia nie przegrała przez sędziego, w żadnym wypadku. Zresztą, kij z tym wynikiem, to tylko jeden z 37miu meczów w sezonie, nie pierwszy i raczej nie ostatni przegrany. Cała moja złość na arbitra wynika wyłącznie stąd, że chciałem się przekonać, czy zespół po tak kulawym początku będzie umiał jakoś się ogarnąć. A przynajmniej spróbować. Niestety, Złotek (świadomie, czy nie - wsio rawno) postanowił, że cokolwiek bądź, Legia tego meczu nie przegra. Ani nawet nie zremisuje.

I tu niezgoda numer dwa: jak mi się jeszcze chciało (rrrany, cóż za strata czasu...) słuchać różnorakich eksperckich "wyroczni", to wielokrotnie słyszałem, że rozmiar spalonego nie ma znaczenia. Znaczy nie da się ustalić granicy typu 11 cm cacy, ale już 12 be. Istotne jest to, czy sytuację widać, czy niekoniecznie. Tutaj było widać.

@ Senator:

Wy umiecie śpiewać coś jeszcze czy tylko te obraźliwe o nas ?

Umiemy i nawet dosyć często śpiewamy. Znaczy -ają, ja to tylko z rzadka, a dziś wyłącznie przed telewizorem przecież, więc bez darcia pyska. Natomiast na pewno hit o starej kurwie (bez względu na to, czy w tej zaszczytnej roli obsadzana jest akurat Legia, Wisła, czy ktokolwiek bądź) jest kompromitująco żałosny.
13poniedziałek, 19, październik 2015 02:09
Walles
@Albiceleste
No cóż pozostaniemy chyba przy odmiennych zdaniach tym bardziej że oglądałem mecz Cracovii z Termalika i uważam że było to jedno z najlepszych spotkań w Ekstraklasie. Dzisiaj pewne detale spowodowały że mecz potoczył sie tak jak się potoczył. Bo oprócz Rakelsa jeszcze jeden kontratak w pierwszej połowie był świetny i zakonczony złym ostatnim podaniem, wspomne jeszcze o jednym ataku w którym jeden z waszych (nie pamiętam który) wyszedłl sam na sam z Kuciakiem i zamiast strzelać poprawił sobie piłke i to tak dla was nieszczęśliwie że Kuciak zdąrzył ja wyłapać.
Co do spalonego to telewizyjne Houston pokazało że sędzia nie był w stanie wyłapac takiego spalonego. Jeśli powołujemy się na ekspertów to od wielu lat jest preferowane przez FIFA że wszelkie sporne sytuacje sa rozstrzygane na korzyść atakujących .

Na koniec przytoczę Stanowskiego, żadna wyrocznia, ale on ;ubi jednoznacznie jechać po arbitrach, w kwestii spalonych Legii też nie oszczędza. Tymczasem:





i wreszcie



Nawet on przyznaje się do błędnej pierwszej oceny więc to zaden wstyd Smile
14poniedziałek, 19, październik 2015 02:14
a-c10
Jeszcze jedno, tak już zupełnie na koniec: to rugby, na które się przełączyłem, to nie był jakiś tam sobie cotygodniowy meczyk, tylko ćwierćfinał Pucharu Świata. Ostatni, tak się złożyło, w tegorocznej edycji, ostatnia nadzieja Północy na powstrzymanie Południa przed zagarnięciem dla siebie całej strefy medalowej. Nadzieja płonna, jak się okazało, bo po pasjonującym spotkaniu Australia pokonała Szkocję jednym punktem, przechylając szalę na swoją stronę w ostatniej minucie kopem z rzutu karnego.

Sęk w tym, że tego karnego być nie powinno. Sędzia niesłusznie ukarał Szkotów, zgodnie z przepisami to oni właśnie powinni byli wygrać 34:32. I wiecie co? Na oficjalnej stronie RWC ten fakt jest jak najbardziej podkreślony.

Od czasu do czasu pojawiają się głosy twierdzące, iż futbol sporo by skorzystał na zaimportowaniu z rugby szacunku zawodników do sędziego. Święta prawda. Myślę jednak, że równie owocny mógłby się okazać import szacunku władz rugby do prawdy.
15poniedziałek, 19, październik 2015 03:41
corazstarszy
Wygrana była bardzo potrzebna. O 4 punkty za Legią kończy się lepsza ósemka. Od zajmującego 12. miejsce w tabeli Ruchu Legia jest lepsza o dwa wygrane mecze. Zbierajmy te punkty pilnie.

@sędziowanie
Nienawidzę stosowania podwójnych standardów, więc przypomnę wpisy szanownego sympatyka Pasów po ostatnim meczu ligowym, w którym Legię prowadził Urban, właśnie z Cracovią 4-1 w Warszawie, jesienią 2013.

http://czarna-elka.pl/index.php/wokol-boiska/18442-legia-cracovia-4-1-kanonada-na-koniec

O spalonym Ntibazonkizy:
a-c10: ‘Spalony? Si. 10 cm? Jak na moje, podobnych rzeczy po prostu nie powinno się gwizdać, wątpię, czy jakikolwiek sędzia jest w stanie to zauważyć’.

Odmieniło się Panu Szanownemu przez dwa lata, prawda?

a-c10, skoro Broź czerwona (zgadzam się z Twoją oceną), to czemu nie Dąbrowski w 1. połowie? Zamortyzował i nie wchodził wyprostowaną? Łaskawca. No to 1 mecz pauzy, zamiast 3. A to była 1 połowa.

@mecz
Wyglądało to właśnie jak efekt nowej miotły. Ciekawe, na jak długo starczy.
Ucieszyły mnie:
- wygrana (druga w 2015/16 na własnym boisku, druga w ostatnich dziewięciu meczach ligowych),
- wygrana z niezłą Cracovią,
- dużymi momentami, gra trójki piłkarzy środka: Furmana, Jodły i Pazdana.
Zmartwiły mnie:
- całkowite uzależnienie w strzelaniu goli od Nikolicia,
- liczba dobrych sytuacji gości i sytuacje po golu na 3-1.

Był jeden moment w tym meczu, gdy gra Legii bardzo mi się podobała: między 2-0 a 3-0 były momenty ostrego pressingu, gdy Cracovia natychmiast traciła piłkę na swojej połowie.
16poniedziałek, 19, październik 2015 06:20
anonimowy_legionista
Z mojej optyki - pierwsze wrażenie w momencie podania, wyglądało jakby Nikolić przy bramce na 1:0 był na półmetrowym spalonym. Zastanawiałem się czemu boczny nie zasygnalizował pozycji spalonej.

Mecz 50/50 niezbyt rozgarnięci piłkarsko zawodnicy Cracovii mieli okazję w nas wchodzić jak nóż w roztopione masło.

Gdyby Rakels nie wmieszał się Kapustce byłoby ciepło. OK, gdyby babcia była dziadkiem ... ale jakbyśmy stracili wtedy bramkę to obstawiam, że do 10 minuty Cracovia zdobyła by drugą bramkę, a nawet trzecią.

Tak mamy medialne brandzlowanie się - Czerczesow Legię Zbaw Very Happy
17poniedziałek, 19, październik 2015 07:23
sektor212
@Walles

"Dzisiaj Lewczuk mi podpadł przy bramce dla Cracovii. Zupełnie niepotrzebnie poszedł na drugiego do główki i zostawił dziurę w polu karnym".
Oczywiście zgadzam się z twoją ocena przy stracie bramki. W całym meczu miał kilka innych drobnych błędów. Ale ogólnie jego gra zaczyna wyglądać bardzo przyzwoicie. Widać progres jego formy. W moim odczuciu rozegrał lepszy mecz o Rzeźniczaka. Imponował spory spokojem przy wyprowadzaniu piłki ze strefy obronnej. Nie pękał twardej gry. Dla mnie ogólnie na duży plus.

Kuciak - jego warsztat jest mocno zróżnicowany. Znakomicie zachowuje się w sytuacjach sam na sam. Kilkoma interwencjami ratował korzystny wynik wyjmując strzały z pola karnego. Przy dośrodkowaniach czy rzutach rożnych miewa różne dni. Są mecze w których bez błędnie ocenia lot piłki, a są takie, że nie czuje się pewnie i mniej wychodzi w pole. Słabszy przy strzałach z dystansu. Zbyt często wypluwa piłkę do przodu zamiast do boku.
Natomiast zagadką są jego zachowania kiedy akcje przeciwnika są z jego prawej strony. Wygląda, że traci lekko orientacje i ustawia się za blisko krótkiego słupka. Dodatkowo jak trafnie zauważyłeś interweniuje za wcześnie (nie wytrzymuje ciśnienia?) i źle ponieważ kładzie się za słupek odsłaniając całą bramkę. Wystarczy stać w miejscu i poczekać a 90% strzałów będzie w niego. I te jego wprowadzanie nogą piłki do gry. Bardzo często jego wykopy są niecelne a nawet w auty. Zdecydowanie lepiej i celnie potrafi wyrzucić piłkę ręką do wychodzącego zawodnika w kontrataku.
18poniedziałek, 19, październik 2015 09:58
Zgred Maruda
@Sektor212

"Natomiast zagadką są jego zachowania kiedy akcje przeciwnika są z jego prawej strony. Wygląda, że traci lekko orientacje i ustawia się za blisko krótkiego słupka. Dodatkowo jak trafnie zauważyłeś interweniuje za wcześnie (nie wytrzymuje ciśnienia?) i źle ponieważ kładzie się za słupek odsłaniając całą bramkę. Wystarczy stać w miejscu i poczekać a 90% strzałów będzie w niego."

Dokładnie, mojej uwadze również to nie uszło. To kolejna puszczona bramka w niemalże porównywalny sposób. Przecież kryjąc jedynie słupek ułatwia strzelającemu odsłaniając 3/4 bramki...aż "takich" techników nie mamy, którzy celowaliby w "okienko" na drugim słupku. Dziwne to o tyle, że ze swojej lewej strony jakby tych problemów nie miewał...?
Marzenia o Albionie raczej pozostaną marzeniami, bo jak wiadomo dobre wprowadzanie nogą piłki- tam akurat jest wręcz wymagane.
Nie sądzę aby w tym wieku znacząco poprawił ten element gry...
Ale być może się mylę.
19poniedziałek, 19, październik 2015 10:20
dalkub
Najpierw o meczu potem troszkę polemiki z a-c

Z pewnością pierwszy raz od wielu lat widziałem przyzwoite wstawki pressingu i to poskutkowało pierwszą i druga bramką. Widziałem także za dużo chaosu w ustawieniu przesuwaniu i destrukcji - strata bramki gdzie leci Broź na dzika, choć jest to zawodnik Pazdana, który też tam był to błąd juniorski, elektryczny Rzeźniczak. Szwankuje rozegranie piłki. Jednak widzę pozytyw, widzę drużynę biegającą i walczącą, która jeszcze biega nie zawsze gdzie trzeba, ale przynajmniej się stara. Kilku zawodników warto wyróżnić - Niko, Jodła, Furman, Pazdek, Lewczuk - mimo że nadal uważam że gość na Legię jest za słaby.

Teraz do a-c - piszesz sędzia. Już ci koledzy napisali o faulach których nie gwizdał. To ja o spalonym przy pierwszej bramce - takiego spalonego nikt nie ma prawa dostrzec, ani odgwizdać, bo nawet jeśli wystawał ktoś o 10cm to gwizdanie czegoś takiego jest zabójcze dla tego sportu, jeżeli preferujemy grę ofensywną, to sędzia wszystkie wątpliwości powinien puszczać a nie zatrzymywać. I to nie jest istotne - istotne jest to że obrona cracovii była tego dnia dramatycznie słaba straty w środku, a Polczak przy trzeciej bramce popełnił dwa wielbłądy. Cracovia próbowała grać w piłkę i fajnie, ale żeby grać w piłkę to trzeba umieć, a przede wszystkim nie robić strat w środku, bo potem trener na konferencji płacze że dostał 3 bramki z kontry.
Legia nie zagrała idealnie, ale na tle cracovii wyglądała jak drużyna doświadczona która wie że dostanie swoje szanse i jest na tyle zdeterminowana aby je wykorzystać.
20poniedziałek, 19, październik 2015 11:03
Bolek
Naszła mnie jeszcze taka rzecz - o ile w pierwszej połowie mecz był w zasadzie wyrównany, to w drugiej do bramki na 3-0 Cracovia za bardzo nie istniała. Potem zaczęło się rozluźnienie i to pozwoliło się Cracovii rozbujać.
21poniedziałek, 19, październik 2015 11:10
Oley
a żeby ostudzić nieco zapały w dyskusji "a-c 10 vs. reszta legijnej braci" ustalmy, że sędzia mylił się w obie strony... po prostu nie był to jego dzień... i tyle
a taki spalony... to żaden spalony... jeśli dopiero po dziesiątej, czy pięćdziesiątej powtórce telewizyjnej ze sto dwudziestej kamery widać te 10cm... to grzechem byłoby coś gwizdnąć
22poniedziałek, 19, październik 2015 11:28
Dzynek
Po meczu

Zgodzę się z Gawinem, że najistotniejsza zmiana dotyczyła środka pola. Jednak nie fakt wystawienia w niej 3 DP był najdonioślejszy, tylko role, jakie mieli pełnić.
Pazdan tuż przed obrońcami odpowiada za odbiór i wszystkie piłki rzucone za linię pomocników, a nieco wyżej od niego w linii Furman z Jodłowcem stosujący pressing i odpowiadający za organizowanie gry w ofensywie. Natomiast gdy trzeba było przejść do defensywy Jodłowiec wchodził do linii z Pazdanem. Tego jeszcze nie było. Inne zadania niż dotychczas, wymiana pozycji, zmiana ustawienia praktycznie po każdej akcji. O ile po Pazdanie właśnie spodziewałem się takiej gry i takiej roli, gdy sprowadzano go do Legii to już Jodłowiec całkowicie mnie zaskoczył. Trener nałożył na niego najwięcej zadań, a ten w zdecydowanej większości wszystkiemu podołał. Robił za dwóch. W defensywie czyścił z Pazdanem, a w momencie odbioru piłki zasuwał robić grę z przodu. Nie spodziewałem się po nim takiej wszechstronności i takiej jakości.
Jeśli to jest sposób Czerczesowa na przejęcie kontroli nad środkiem pola to ci dwaj gracze są kluczowi w całej układance. Tylko, że mam wątpliwości, czy wytrzymają, bo...

Nowy sposób gry Legii jest bardzo energochłonny i sprzyjający kontuzjom. Nałożenie ostrego pressingu zmusza do wysokiego ustawienia drużyny i ciągły interwałowy ruch. Nie ma fazy odpoczynku w obronie, bo drużyna - poza pressingiem - jest narażona na ciągle bieganie od pola karnego do pola karnego ze względu na łatwą możliwość skontrowania.
Skuteczność pressingu zwiększono poprzez mocne zawężanie gry do 2,3 stref. Występuje tzw. przeładowanie strefy, gdzie na małym fragmencie boiska jest bardzo dużo zawodników. Jak się uda odebrać piłkę to jest dobrze, ale w przeciwnym razie szaleńcza obrona. A to trudne, gdy ma się wolnych i mało zwrotnych obrońców jak Rzeźniczak i Lewczuk.
Ciągłe sprinty, gra w kontakcie, brak fazy uspokojenia gry niestety będą prowadziły do dużej liczby urazów. Chcemy grać jak Borussia Dortmund, więc musimy liczyć się ze wszystkimi tego konsekwencjami. Coś za coś.

Dobre wyniki nie będą więc zależeć od gry obronnej, lecz od tego, ile damy radę wcisnąć.
Bo tracić bramki będziemy częściej niż dotychczas.

W nowym systemie na razie nie odnaleźli się boczni obrońcy. Bali się iść do przodu, a to konieczne, żeby rozciągnąć przeciwnika i zrobić miejsce do gry środkowym pomocnikom. W przyszłości wymiennie będą pełnili rolę skrzydłowych, grających pod linią spalonego, co zaczątki takiej gry już wczoraj widzieliśmy. Problemem pozostanie asekuracja opuszczonej strefy. Dużym problemem.
Także koledzy z zespołu jeszcze nie do końca rozumieją ich rolę. Podawanie im piłki w fazie budowania akcji na własnej połowie przy wysokim ustawieniu nie może mieć miejsca. Widać było,co grozi w momencie straty. Muszą szybko nauczyć się gry wyłącznie przez środkowych pomocników z pominięciem bocznych obrońców. Ich można użyć, kiedy już się minie połowę boiska i pierwszą linię obrony przeciwnika. Tak więc spodziewajmy się o wiele większego udziału naszych bocznych obrońców w grze ofensywnej, ale także problemów z powrotem i podwajaniem.

Zamiana miejscami Lewczuka i Rzeźniczaka była strzałem w dziesiątkę. Niby drobiazg, ale Rzeźnik lepiej operuje lewą nogą, a Lewczuk o wiele lepiej czuje się na prawym środku. Jednym ruchem przykryliśmy dwa problemy. O to chodzi.

Prawa strona w ataku miała o wiele mniejszy udział niż lewa. Podejrzewam, że to wynikało ze sposobu gry ustawionych tam zawodników. O ile Kucharz potrafi ustawić się względem obrońców, żeby dostać piłkę na wole pole to Guilherme tego za nic nie praktykuje. Ta dysproporcja jest aż nadto widoczna. Problemem też jest jego wolna gra piłką, co przy pomyśle na grę niweczy praktycznie wysiłek drużyny w defensywie. Nie wiem, czy Brazylijczyk zmieni sposób gry, jednak szybciej spodziewam się zmiany wykonawcy. Czuję podskórnie, że nie uratują go nawet zejścia do środka pola. Albo będzie grał za napastnikiem albo wcale. Jakoś tak mi to wszystko się układa.

Powiedzmy sobie szczerze. Wygraliśmy, bo zaskoczyliśmy Cracovię pressingiem, z czego wzięły się prostopadłe piły do Nikolica. Ale wiele razy był to pressing niezsynchronizowany oraz z małą skutecznością wykorzystywaliśmy płynące z niego odbiory. Choćby Kucharczyk dostał kilka takich piłek, po których trzeba było strzelić bramkę. Grająca wysoko Cracovia bardzo pomogła nam przećwiczyć nowy sposób gry.

Jak na pierwszy raz jest dobrze. Na drugi raz już tak łatwo nie będzie, bo odpadnie element zaskoczenia. Chociaż na czerwoną latarnię ligi powinno wystarczyćSmile
23poniedziałek, 19, październik 2015 13:01
gawin76
@ Dzynek

Bardzo trafna uwaga o zawężeniu stref gry, ubiegłeś mnie! Moim pierwszym skojarzeniem była wprawdzie nie Borussia, tylko Porto Villas-Boasa z czasów kiedy wygrywali Ligę Europy, ale wiadomo o co chodzi. Chwilami wygląda to nieprawdopodobnie ryzykownie, bo kiedy nie masz zawodnika na całym pasie boiska o szerokości ok. 30 metrów, to jasne, że ktoś z przeciwników zaraz tam wbiegnie i dostanie piłkę. Ale facet jest przynajmniej na zewnątrz i można go blokować - dobra lekcja dla takiego Jaroszyńskiego, który przy drugiej bramce Nikolicia dostarczył dowodu na potwierdzenie tezy, że polskim piłkarzom najbardziej brakuje umiejętności taktycznych.

Jeżeli rzeczywiście będziemy tak grać to nie raz i nie dwa się przejedziemy, np. już w niedzielę możemy mieć gigantyczny problem z Pawłowskim, który doskonale schodzi do środka na strzał (tfu, odpukać!). Ale generalnie powinniśmy sobie w lidze radzić, bo jeżeli będziemy w stanie zabierać tlen przeciwnikom i wyrzucać ich do boków, to praktycznie w każdym meczu powinniśmy dominować pod względem ilości sytuacji, strzałów itd.

Są tylko pytania, które stawiasz wyżej - o poziom wydolności naszych piłkarzy i kontuzje. Do tych pytań dołożyłbym jeszcze jedno, tzn. o grę w pucharach. Taka np. Bruggia ma piłkarzy wyśmienicie czujących się w pojedynkach jeden na jednego i nie za bardzo wyobrażam sobie grę przeciw nim bez asekuracji. Ciekaw jestem zatem czy Czerczesow ma plan B, czy pozostałe mecze w grupie zostaną planowo 'poświęcone' na rzecz wdrażania drużyny w nowy system.

@ a-c10

Hehe, gdyby 'rokujący' (nie neguję) Jaroszyński popisał się podobną 'odważną, zdecydowaną interwencją' przy bramce Nikolicia, inaczej byś nam teraz śpiewał Wink Ale Jaroszyński ustawił się tak, że musiałby ciąć z tyłu, podczas gdy Broź poszedł na czołowe i udało mu się wybić piłkę. Naprawdę nie wiem który sędzia przerwałby grę w tej sytuacji i dał czerwoną... Hm, a w zasadzie wiem - to musiałby być ten sam sędzia, który w pierwszej połowie dałby czerwoną Cetnarskiemu za faul bez piłki i Dąbrowskiemu za sanki w nogi Furmana.

W ogóle nie odnoszę wrażenia, że Złotek jakoś źle sędziował. On jest taki trochę asekurant z gwizdkiem i wielkiej kariery pewnie nie zrobi, ale bez przesady, że przebił wczoraj Rakelsa Very Happy A i do Musiała z soboty nawet się nie zbliżył (ten 'faul' na Pawłowskim w ostatniej minucie, o mały włos spadłbym z krzesła).

@ Senator & Walles

W kwestii Cracovii muszę zgodzić się z a-c10. Oni może chcieli zagrać dobry mecz, czuli się mocni, wierzyli w swoją szansę. Ale noty za wrażenie artystyczne to jednak nie w tej dyscyplinie sportu. Duuużo za dużo brzemiennych w skutkach błędów (tak w obronie, jak i w ataku) jak na 'dobry mecz'.

@ corazstarszy

No właśnie, fenomen bramkowego monopolu Nikolicia zaczyna i mnie lekko martwić (choć nie mam przekonania czy to dobre słowo). Chciałbym wiedzieć co planuje Czerczesow na okoliczność braku Nikolicia, bo Prijović jako dubler, hm... Jednak chyba nie ten start do piłki i manewr z szybkim podaniem za plecy obrońców może być bezużyteczny.
24poniedziałek, 19, październik 2015 13:19
sektor212
@Dzynek

Bardzo fajny rzeczowy wpis.
Zadowolony jestem, że Czerczesow chce grać i wdraża zawężony pressing do 2,3 stref. W takiej ciasnocie co prawda jest więcej chaosu, przypadkowości ale o to chodzi. Nie pozwolić przeciwnikowi na przejęcie inicjatywy środka pola. Zgadza się, to jest trudne i prawdopodobnie może pojawić się więcej urazów ale tak gra większość klubów w europie.
25poniedziałek, 19, październik 2015 13:27
Bolek
Panowie, jak Wy się lubicie pozamartwiać. Już wiecie, że będzie problem ze straconymi bramkami, że piłkarze albo padną ze zmęczenia albo zniszczą ich kontuzję. Że o katastrofie w europejskich pucharach nie wspomnę.

Dajcie facetowi chwilę - przecież to był pierwszy mecz, który akurat graliśmy z drużyną jak na polskie warunki przyzwoicie grającą piłką. "Jak na polskie warunki" to słowo kluczowe, bo jak pokazał ten mecz (ale nie tylko), silny pressing na taką drużynę pozbawia ją zębów. Zobaczymy co trener będzie wymyślał na następne mecze. Bo już na aucie były wyciągnięte wnioski, że trener to o taktyce pojęcia nie ma. No więc, zdaje się że taktycznie trenera Zielińskiego (w końcu niezłego jak na polskie warunki) to Czerczesow wczoraj zjadł. A może nawet zrobił to, o czym Kowal lubi wspomnieć. Co zresztą przyznaje w wypowiedziach pomeczowych sam Zieliński.
26poniedziałek, 19, październik 2015 13:40
dalkub
Samo skracanie pola gry wcale nie oznacza kilometrowego biegania, właśnie po to się je skraca aby mniej biegać za piłką i szybciej ją odbierać. Są tu dwa problemy po pierwsze skracanie musi robić cała drużyna a po drugie obrońcy muszą być skoncentrowani na maksa i mieć dobrą szybkość, dodatkowo bramkarz musi grać wysoko. Ostatnio sporo sie czyta o 5-6 sekundach na odbiór.
Druga strona medalu to jest to co się powinno zrobić po odbiorze, czyli wykreowanie sytuacji i tu jest kolejny problem, bo nie zawsze da się zagrać prostopadłe podanie do gościa którego nikt nie kryje i wjeżdża sam na sam - to jest najtrudniejsze, bo tu oprócz wyćwiczenia schematu zachowania i formy fizycznej potrzeba umiejętności piłkarskich, które u nas w lidze są zwyczjanie słabe
27poniedziałek, 19, październik 2015 13:46
gawin76
@ Bolek

To ja pozwolę sobie postawić ryzykowną tezę, że problem ze straconymi bramkami będzie istniał niezależnie od osoby trenera i obranej taktyki Smile

A zamartwiania się to szczerze mówiąc tam wyżej nie dostrzegam, raczej ocenę sytuacji, która, jak każda, ma tak plusy, jak i minusy. O tym można spokojnie rozmawiać, cały czas mając nadzieję i mocno wierząc, że, jak wczoraj, plusy wyraźnie przeważą nad minusami Wink
28poniedziałek, 19, październik 2015 14:49
Moros
Mi we wczorajszym meczu podobało się zagęszczenie środka pola. Moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu składu to było zmieszanie, a nawet wręcz zdziwienie. Jednakże po chwili uświadomiłem sobie, że po ostatnich naszych meczach, często zarzucałem piłkarzom Legii, że nie stawiają rywalom w środku pola żadnego oporu. Taka Termalica sobie tam poprostu "klepała". No i wczoraj wreszcie był tam kocioł. Po za początkiem meczu, gdzie Cracovii udało się ze dwa razy minąć nasz pressing i było niebezpiecznie, nie dawaliśmy rywalom za wiele miejsca. Szybko doskakiwaliśmy i rywal często zmuszany był do długich zagrań " na aferę". Takie zachowanie należy zaliczyć na plus. Pytanie jak to będzie wyglądało w następnych meczach.

Więcej o meczu ciężko mi powiedziec, bo nasi gracze zdolni są do jednorazowych wyskoków. W czwartek chyba się tak na Belgów nie rzucimy, choć kto tam Czerczesowa wie Smile
29poniedziałek, 19, październik 2015 15:04
a-c10
@ Corazstarszy:

Nienawidzę stosowania podwójnych standardów

Że tak sobie pozwolę zacytować popularny tu i ówdzie przebój: mam tak samo, jak Ty. I dlatego właśnie staram się na oba spalone (i ten wczorajszy, i ten sprzed dwóch lat) patrzeć przez pryzmat tych samych wytycznych, które przez długo, długo wbijały mi do łba przeróżne wyrocznie. Skoro rozmiar spalonego się nie liczy, a decyduje dynamika i widoczność akcji, to dwa lata temu asystenta można było śmiało rozgrzeszyć. Wczoraj nie bardzo. I tyle.

Dąbrowskiego będę bronił. Zauważ, że początkowa faza jego interwencji w żadnym wypadku nie wskazuje na jakieś mordercze zamiary. Jednak już w trakcie, wskutek okoliczności - jak by na to nie patrzeć - niezależnych, noga Damiana układa się w nieładny sposób i faktycznie stwarza zagrożenie dla kolana Waszego gracza. Zatem nie łaskawca, a piłkarz dbający o zdrowie kolegi po fachu. Natomiast Pazdan od samego początku jechał tak, jakby zdrowie gracza Pasów miał tam, gdzie słońce nie zagląda.

Stąd też nadal jestem przekonany, że jedynym rażącym błędem sędziego na niekorzyść Legii było zachowanie w sprawie Cetnarskiego. W ogóle mam cichą nadzieję, że bez względu na brak reakcji arbitra ktoś w klubie poważnie sobie z Mateuszem porozmawia. No bo co by o tym nie mówić, to była jedna z takich sytuacji, że człowiek patrzy i zupełnie nie wie: śmiać się? Szlochać? Po karetkę zadzwonić? Dopóki takie momenty pozostają efektem piłkarskiej nieudolności (a wczoraj było ich ładnych kilka), nie ma co się wściekać. Wystarczy sobie przypomnieć, że człowiek kibicuje Cracovii, nie Barcelonie i że kiedyś bywało znacznie gorzej. Jednak gdy zawodnik sam wystawia się na strzał i ryzykuje osłabienie drużyny, jest to po prostu niedopuszczalne. Jeszcze gdyby chodziło o jakiegoś gołowąsa. Kapustkę, czy choćby tego nieszczęsnego Jaroszyńskiego. Pół biedy. Młody jest, nie wytrzymał presji, dał się ponieść frustracji, nie ma co chłopaka krzyżować. Ale Cetnar gołowąsem nie jest. W swej karierze rozegrał już mnóstwo meczów, również takich, w których jego ekipie za nic nie chciało iść. Tym bardziej jego zachowanie odbieram jako kompletnie niewytłumaczalne.

@ Dalkub:

"Gra ofensywna". Cóż za fenomenalny pojęciowy wytrych. Może by w takim razie w ogóle uznać, że przepisy gry w piłkę nożną to bardziej, hmmm..., ogólne wytyczne, niż prawo jako takie? Kij ze spalonym, grunt że jest gol i ludzie się cieszą.

Tylko w takim razie to już kompletnie nie rozumiem, dlaczego sędzia nie raczył wziąć pod uwagę jak najbardziej ofensywnych zapędów Kapustki i nie odgwizdał ewidentnego faulu Brozia. Czyżby nie każdą wątpliwość (a już samo mówienie o wątpliwości jest w tym przypadku sporym nadużyciem) należało rozstrzygać na korzyść drużyny atakującej? Jak to się nazywało, Corazstarszy? A, już pamiętam. Podwójne standardy.

@ Gawin:

Jeśli mógłbym po wczorajszym za cokolwiek pochwalić Jaroszyńskiego, to właśnie za to, że będąc w takiej, a nie innej dyspozycji swoją, hmmm..., "odwagę" utrzymał na wodzy.

@ Oley:

Dzięki. Czasem naprawdę dobrze polać trochę - nomen omenSmile - oliwy na wzburzone fale.

_______

Co do meczu samego w sobie: nie żebym chciał się na siłę kłócić, naprawdę mi do tego daleko. Gdy jednak czytam sobie część Waszych wypowiedzi, to się zaczynam zastanawiać, czy aby na pewno oglądaliśmy to samo spotkanie. Przecież to był słaby mecz. Obustronnie słaby. OK, Legia wygrała, gratulacje. Warto by jednak pamiętać, że powody tego zwycięstwa były następujące: a) koszmarnie głupia gra Cracovii, nie tyko w defensywie; b) zjawiskowa forma Nikolicia. Taktyka? No wybaczcie, jeśli to, co oglądaliśmy wczoraj, stanowi pomysł Czerczesowa na silną Legię, to ja nie chciałbym być złym prorokiem, ale większych sukcesów nie wróżę. Wystarczy odrobinę mądrzejszy przeciwnik od wczorajszych Pasów (a o takowego, niestety, nietrudno) i będziecie mieć bardzo, ale to bardzo gorąco. Trzy-cztery lepsze podania w tę monstrualną dziurę w środku pola i o wyczynach Jaroszyńskiego, Deleu i Sretenovicia nikt by nie pamiętał.

Jasne, to dopiero pierwszy mecz o stawkę pod wodzą Osetyńca. Może się okazać - i mimo temperatury tej dyskusji szczerze Wam życzę, by tak właśnie było - że już za kilka tygodni Legia będzie grać co innego. Oby. Bo jeśli nie, będzie płacz i zgrzytanie zębów. I nowa miotła.
30poniedziałek, 19, październik 2015 15:11
ave
Nie widzę w tym meczu nic więcej poza efektem nowej miotły.

Super, że nasza miotła okazała się w debiucie efektywna. Tak bardzo chciałbym wierzyć, w te wszystkie opinie o nowym trenerze. Zaufać im. Ale to mi wszystko przypomina momenty, w których Berg obejmował drużynę. też jawiono go jako zbawcę. tak samo wtedy jak i teraz wszystko wydawało się proste. U Berga praca indywidualna, z każdym zawodnikiem. udoskonalanie i eliminowanie błędów. Pełen profesjonalizm w zarządzaniu drużynami. Proste.
Teraz. chcesz być lepszy to więcej trenuj. Banalne.

Mecz był fajny.
31poniedziałek, 19, październik 2015 15:20
Ja tam się nie znam i nawet nie będę próbował zgrywać mądrali. Napiszę krótko. Nareszcie !
Nareszcie widziałem Legię walczącą.
Nareszcie od strzelenia pierwszego gola nie drżałem o wynik przez sekundę.
Nareszcie nie oglądałem kretyńskiego podnoszenia ręki lub trzech kroczków przez jednego z duetu Brzyski - Furman.
Nareszcie oglądałem zmieniających się pozycjami piłkarzy (w tym skrzydłowi)
Nareszcie nie czytałem prześmiesznych pomeczowych wywiadów o "rozczarowaniu"
Oby tak dalej.

Strach pomyśleć jak będziemy demolować przeciwnika, kiedy "W nowym systemie odnajdą się boczni obrońcy. Nie będą się bać się iść do przodu, co jest konieczne, żeby rozciągnąć przeciwnika i zrobić miejsce do gry środkowym pomocnikom"

Z drugiej strony jeśli "Problemem pozostanie asekuracja opuszczonej strefy, w dodatku Dużym problemem" to lepiej niech się nie odnajdują. Mnie wystarczy 3:1 w każdym meczu.

@a-c10

Wiem, że boli. Sorry, taki mamy klimat Wink
32poniedziałek, 19, październik 2015 15:22
Walles
@Gawin
No cóż, ściągając od Albiceleste - wystarczy sobie uzmysłowić że człowiek ogląda Cracovię a nie Barcelonę, Ekstraklasę a nie Primera Division. Cracovia zagrała naprawdę dobry mecz Very Happy

@Dzynek
Fajny wpis i cieszy mnie zmiana optyki. Chyba nie jest az tak źle jak przewidywałeś Wink
33poniedziałek, 19, październik 2015 15:31
Bolek
@a-c10

Trudno mówić, jaki ma pomysł na silną Legię Czerczesow. Wiemy natomiast, że miał pomysł co zrobić, żeby dobra przecież w tym sezonie (a w sumie od przyjścia Zielińskiego) Cracovia w 70 minucie miała trzy w plecy. Można to umniejszać, twierdząc że to piłkarze Cracovii zagrali źle, ale mówią, że gra się tak jak przeciwnik pozwala.

Aczkolwiek dziś mogę zgodzić się z Kibicem50 - ja też się nie znam, więc nie będę się mądrzył Wink
34poniedziałek, 19, październik 2015 16:09
Dzynek
@Gawin76
Właśnie te europejskie puchary mnie zastanawiają, bo także nie wyobrażam sobie skuteczności wczorajszej taktyki przy tak licznych naszych ograniczeniach i zazwyczaj przewadze techniczno- taktycznej przeciwników. Chociaż na początku spróbować warto. A nóż coś wpadnie. Brugia to nie jest jakiś potentat.
Wypracowanie planu B wymaga czasu, którego trener ma niewiele. Jednak musi piłkarzy przygotować, gdy wydarzenia na boisku nie będą tak pomyślne jak wczoraj. Nawet nasi ligowi konkurenci szybko połapią się i znajdą antidotum.

@Bolek
Na razie szału nie ma. Była huzia na Józia, który się tego nie spodziewał, dostał dwa razy po głowie i było po meczu. Prościej się nie daSmile

@sektor212
DziękiSmile

@dalkub
Im bardziej skrócisz pole gry tym bliżej musisz być przeciwnika i gwałtowniej reagować na jego ruchy. Może kilometrowo mniej wychodzi, ale jest więcej sprintów, bardziej męczących organizm. Oczywiście mniej biegasz jak szybko odbierzesz, ale jak się nie uda... Przy niektórych drużynach druga opcja będzie częstsza niż pierwsza.
Jak już idziemy tą drogą to trzeba tylko liczyć, ze piłkarze będą do bólu skoncentrowani i zdyscyplinowani.
Ta druga strona medalu także nie daje mi spokoju. bo zdaję sobie sprawę, że tak łatwe bramki rzadko są naszym udziałem. Okoliczności były nader sprzyjające.

@kibic50
Obrońcy grający wysoko są koniecznością przy tym systemie gry. Taka karmaSmile

@Walles
Ale ja nie przewidywałem klęski i nigdy jej nie będę życzył choćby nie wiadomo co mi się nie podobało. Powiem swoje i trzymam kciukiSmile
A na tamto nie zmieniam zdania. Za wcześnie opuszczać gardęWink
35poniedziałek, 19, październik 2015 16:14
dalkub
dzynek - pełna zgoda, czym lepiej będą to robić tym mniej będą biegać, oczywiście że jak przeciwnik będzie lepiej operował piłką to będzie więcej biegania. Druga strona medalu to już wyszła szkoła jazdy
36poniedziałek, 19, październik 2015 16:16
a-c10
@ Bolek:

gra się tak jak przeciwnik pozwala

To tylko pół prawdy. Drugie pół, o którym jakoś tak dziwnie powszechnie się zapomina, polega na tym, że trzeba jeszcze chcieć i umieć wykorzystać pozwolenie przeciwnika.

Wczoraj Legia chciała i umiała. Cracovia być może chciała, acz z umiejętnościami akurat tym razem wyszło jak wyszło. Wbrew temu, co insynuuje Kibic50 (a odczepcież Wy się wszyscy od mojego stanu zdrowia, ok?Wink), nic mnie nie boli. Wręcz odwrotnie. Cieszy mnie sytuacja, w której takie mecze, jak wczorajszy, nie stanowią normy, tylko rzadki od niej odchył. Chodzi o coś zupełnie innego. Jako że - mimo wszelkich międzyklubowych animozji - udzielam się na tej stronie i naprawdę lubię swych redakcyjnych kolegów, a także większość bywalców, chciałbym Was po prostu przestrzec przed nadmierną radością, a szczególnie zachwytami nad zaprezentowanym wczoraj taktycznym pomysłem Czerczesowa. Naprawdę rzadko będziecie trafiać na przeciwnika, który nie będzie umiał wykorzystać taaakiej dziury i znikomej zwrotności Waszych stoperów. Już nic nie mówiąc o tym, że na sędziego "promującego grę ofensywną" w równym stopniu, co wczoraj pan Z., możecie poczekać dłuuugo.
37poniedziałek, 19, październik 2015 17:07
dalkub
a-c

napisz szczerze Legia była wczoraj lepsza dostaliśmy klapsa, solidnego ale bez przesady. Po co chcesz nam udowodnić, że coś jest białe jak jest czerwone - szkoda czasu i energii, tak sędzie nie gwizdał fauli w obie strony - atak w kolano to nie tylko czerwona kartka ale i zawieszenie na kilka meczy.
Twoja Cracovia gra i tak lepiej niż może i powinna, dało się z przeciętniaków skleić przyzwoitą drużynę, ale oni lepiej już grać nie będą.
Polczak lepiej grać nie będzie Cetnarski też nie - oni grają maksa niestety
38poniedziałek, 19, październik 2015 17:16
Zbyszek
Gawin rzecz całą akuratnie wyłuszczył. Nie byłbym sobą, abym swoich trzech groszy,no może,czterech nie wtrącił.Tym razem w porządku chronologicznym.

O tym,że jedna zmiana to duża zmiana.
Nie myślę o trenerze,ale o jego zmianie. Chodzi o ustawienie Dominika Furmana na pozycji niby to ofensywnego pomocnika, niby rozgrywającego.Rolę podobną był on pełnił w reprezentacji młodzieżowej,ale od czasu jak został zakwalifikowany jako ten defensywny to bardziej był z tyłu niż z przodu.Oznaczała ta zmiana w istocie uelastycznienie systemu gry i różnorodność ustawienia od 4-3-3, poprzez 4-5-1 do takiego jakim graliśmy jako wyjściowym 4-2-1-2-1.Dla Furmana to swego rodzaju nobilitacja z jednej strony , a z drugiej brak możliwości obijania się na boisku i chowania w obronie.Dominik starał się sprostać zadaniu z różnym skutkiem,ale jedno jest pewne; naharował się co niemiara,ale też pokazał,że dużo widzi i ma tę zdolność do celowego rozdzielania piłek.Staje się na powrót graczem wszechstronnym.

O tym,że ryzyko powinno być dopuszczalne.
Obie drużyny zagrały bardzo ryzykownie w obronie.Tak wysoko wychodząc w pole jednak trzeba mieć doskonałą szybkość, zwrotność i orientację przestrzenną.O ile nasi obrońcy nie ustrzegając się błędów znależli się tej sytuacji dość dobrze to gracze Cracovii mogą mówić o wielkim i niezasłużonym farcie, że tylko dostali trzy bramki.Również trener Zieliński zaryzykował zawierzając Polczakowi,że pokryje Nikolicza . Efekt widzieliśmy.To,że zawodnik jest pewny swoich umiejętności nie zwalnia trenera od realnej oceny jego przydatności do wykonania określonego zadania.Nam to było w to graj.

O tym,że redivivus pressingu jest może niemodny,ale skuteczny.
Doznałem szoku poznawczego. Od czasów pradawnych nasi piłkarze nie uciekali z połowy rywali po stracie piłki jak oparzeni,ale stosowali pressing już od 30 metra od bramki Pasów.I to w taki staromodny sposób kryjąc od piłki najbliższego.W ten taki mało wyrafinowany sposób nasza drużyna wydłużała pole gry dając tym samym szanse na pokazanie kto ma wyższe umiejętności piłkarskie, bo, o klasie to jeszcze przedwcześnie mówić.Dla publiczności taka organizacja gry to szansa na obejrzenie czegoś widowiskowego. Dla zawodników to zwiększona odpowiedzialność, bo jak się zostanie ogranym to nie ma kto asekurować i uchronić od wpadki. I tu nasi obrońcy muszą odchodzić od niedawnych schematów i polegać na sobie.I przyznajmy,że nie zawsze im się udawało zachować właściwie i nie dopuszczać rywali do czystych sytuacji i że zbyt często zamiast porządku oglądaliśmy chaos.

O tym,że ilość sytuacji bramkowych nie świadczy o klasie drużyny,ale ich jakość.
W pierwszej połowie gra nasza była oparta o żywioł. Stwarzaliśmy niby dużo sytuacji podbramkowych,ale one prawie wszystkie były takie niedopracowane, takie przypadkowe.Gramy piłkę z boku no to hop w pole karne,ze środka na pozornie wolne pole,albo jak tylko lekki prześwit to już strzelamy.Zupełnie odmiennie od tego co do niedawna bywało. Wtedy była taka koronkowa robota , takie pieszczoty, taka próba stuprocentowej pewności w zagraniach. A dziś jednak trochę takie siłowe to granie w ataku. Może by tak znależć złoty środek; delikatnie, precyzyjnie, a jednocześnie pewnie i szybko. Być może do tego dążymy.W drugiej połowie było pod tym względem lepiej,ale to też chyba efekt zmęczenia obrońców Cracovii ciągłym naszym naporem.

O tym,że chyba ten trener lepszy, który na ławie spokojniejszy.
Stoi mi w oczach ten poprzednik, który w czasie meczu stale coś kombinował : machał rękami, gestykulował, gwizdał i biegał w te i we wefte.Po co?. Toż to od tego, aby zawodnicy grali pewne schematy jest trening, albo też zostawia im się wolną nogę we wdrażaniu kierunkowo wskazanej myśli taktycznej.Tu wtręt z innej dziedziny sportu ,a mianowicie z boksu . W walce Masternak z Drozdem trener Gmitruk w czasie walki mało co strun głosowych nie zdarł nakłaniając swego boksera do określonych zachowań w ringu. Masternak przegrał przez t.k.o i po walce wyznał,że trener przed walką nie powiedział mu jaki ma mieć plan tej walki. Dopiero w jej trakcie improwizował.Natomiast Czerczesow robi za mocno zamyślonego analityka. Stoi skupiony i marszczy brwi pokazując ten złożony proces myślowy jaki musi wykonać. Ożywiał się tylko , gdy sędzia popełniał rażące błędy.I niestety miał tych okazji do wyrażenia swoich negatywnych opinii o pracy sędziego za dużo. Bo Pan Złotek w wielu momentach pokazał jak się nie powinno sędziować.Nie popsuł widowiska,ale fetoru trochę za dużo wypuścił.
I to by było na tyle.
39poniedziałek, 19, październik 2015 18:34
iocosus
Aha, już to widzę, jak prezentując pogląd wewnętrznie ugruntowany na przykład Walles przekonuje Albiceleste, a Albiceleste Wallesa. To tak jakby był w stanie iocosus przekonać Senatora, a Senator iocosusa!

Przyjmijmy punkt widzenia A-c10 do wiadomości, co nie znaczy że nie możemy mieć swojego zdania, inaczej to ... ten wątek się nie skończy! Wink

Albiceleste od siebie napiszę, ze jako kibic Legii dużo bardziej aniżeli sędziemu Złotkowi jestem wdzięczny piłkarzowi Rakelsowi, ale gdybym był kibicem Craxy zapewne sądziłbym odwrotnie. Lepiej porażkę przypisać, usprawiedliwić czynnikom zewnętrznym, aniżeli własnym, mniej boli, ale z drugiej strony, na ten ‘czynnik zewnętrzny’ wpływu się nie ma, a temu własnemu już można ‘przemówić do rozumu’. Jakoś tak sądzę że gdyby w wiadomej sytuacji Rakels ‘odebrał piłkę’ jakiemuś krewkiemu „weteranowi boisk” a nie młodzikowi, to do szatni bałby się wejść.

Jeszcze jedno, gdybyśmy tak hipotetycznie z Lechem lub Wisłą przegrali, ale oglądałbym ten mecz w towarzystwie zaprzyjaźnionego jakiegoś kibica Kolejorza lub Białej gwiazdy i ten usatysfakcjonowany byłby twierdził że mimo porażki to Legia rozegrała całkiem niezły mecz, to … za Chiny ludowe by mnie nie przekonał, dla mnie gralibyśmy piach, bo gdyby było inaczej to poznaniaków lub krakusów powieźlibyśmy tak, że mucha nie siada! No i niechby spróbował zaprzeczać, ze byłoby inaczej! Smile

Co do meczu nic oryginalnego nie napiszę, zostałem dobrze wyręczony. Mamy „nową miotłę” i naturalną jest tendencja żeby ją szybko ocenić czy zda egzamin, czy się sprawdzi. Pierwszy symptom jest pozytywny, ale też nie dziwię się że pojawia się ‘dmuchanie na zimne’ dostrzegam te same kwestie związane z aktywnym agresywnym pressingiem, zawężaniem pola gry, które zostały już wymienione. Jeżeli na dłuższą metę to wypali, super, ale też żal by było się rozczarować, robiąc sobie zbyt szybko zbyt wielkie nadzieje. Tak jak po pierwszej udanej próbie zbyt optymistycznych wniosków wyciągać nie należy, tak po mniej udanych konfrontacjach, a te wcześniej czy później też przecież nastąpią obyśmy w totalny pesymizm, w krytykanctwo nie popadli.

Póki co impuls i bodziec nowej miotły zadziałał, ale bez względu na wyniki to jak Czerczesow drużynę poukłada i co w niej zaszczepi to będzie widać dopiero w przyszłym roku po przepracowanych okresach przygotowawczych.
40poniedziałek, 19, październik 2015 20:30
CTP
Taki styl grania zawsze wypali, bo tak właśnie grają ci najwięksi. Pytanie podstawowe jest takie, czy Legia będzie w stanie utrzymać tak aktywną grę na przestrzeni aktualnego, wyjątkowo morderczego sezonu. Obserwując treningi widać, że Czerczesow położył główny nacisk na poprawienie motoryki zespołu. Widać, że Rosjanin przyszedł do Legii z dokładnie przemyślanym pomysłem na tę drużynę. Po wypowiedziach piłkarzy widać też, że tchnął w nich nowego ducha. No ale w końcu zawsze przychodzi ten moment, gdzie tzw. szwung się kończy i po prostu się nie chce wstać z łóżka. I tutaj liczę, że nasz nowy trener nie popełni błędów poprzednika i nie zamknie się na 11 piłkarzy. Zadanie ma trudne, bo ławkowicze prezentują formę dość wakacyjną. Taki Trickowski np. wczoraj, to chyba jakiś hobby futbol uprawiał. Ale z drugiej strony, wypowiedź na temat Nikolica pokazuje, że kierunek myślenia jest poprawny. A przynajmniej zbieżny z moim. Smile Jeśli Węgier zjedzie z formą, to są przecież inni.
41poniedziałek, 19, październik 2015 22:58
a-c10
@ Dalkub:

Po co chcesz nam udowodnić, że coś jest białe jak jest czerwone

Moment, moment. Ja...? Bardzo lubię kol. Gawina. To świetny facet, bardzo dobry naczelny i kapitalny felietonista (koniec laurkiWink). Ale, na litość boską, proszę nas tu nie mylić, bo jeszcze nasze żony się wściekną, a wtedy oj-aj i w ogóle.

To Gawin określił ewidentny faul na wychodzącym sam na sam z bramkarzem Kapustką uroczym mianem "zdecydowanej, odważnej interwencji". Ja tylko i wyłącznie zauważyłem, że - pomijając kunszt retorycznej figury - to zwyczajny nonsens. Potem nie kto inny, jak Ty sam przeniosłeś dyskusję w jeszcze wyższe rejony absurdu usprawiedliwiając błędy sędziego "promowaniem gry ofensywnej". I jeszcze na koniec próbujesz mi wcisnąć, że w miejsce czerwonego widzę białe, czy tam odwrotnie. Doprawdy paradne.

dało się z przeciętniaków skleić przyzwoitą drużynę

Mhmmm. Czyli toczka w toczkę tak samo, jak i u Was. Owszem, z racji innego etapu rozwoju klubu Legię stać na trochę lepszych przeciętniaków, niż Cracovię. Ale nic poza tym. Nie oszukujmy się, tak przy Kałuży, jak i przy Łazienkowskiej próżno szukać Messich, Ronaldów, czy choćby Krychowiaków.

Przy czym ja nie tyle uważam, co wiem, bo wielokrotnie widziałem, że i jednych, i drugich przeciętniaków stać na znacznie więcej, niż pokazali wczoraj. Znów upraszam o szacunek do realiów. Ani Polczak z Cetnarskim, ani Rzeźniczak z Furmanem nie wznieśli się w omawianym meczu nawet w okolice wyżyn swych możliwości.

@ Iocosus:

To nie do końca tak. Kojarzę co najmniej kilka spotkań przez Cracovię przegranych, ale rozegranych naprawdę dobrze. Ot, choćby pamiętne 1:6 z Lechem i cztery słupki Boljevicia. Również od Was parę razy dostaliśmy, mimo całkiem nie najgorszej postawy. Tak zwyczajnie czasami bywa. Przeciwnik okazuje się za dobry, należy mu pogratulować, przyjąć porażkę na klatę i żyć dalej, w końcu świat się dalej kręci z zachodu na wschód. Zresztą, co ja Ci tłumaczę. Jako doświadczony kibic mógłbyś na pęczki nazbierać przykładów sytuacji, o których wyżej.

Kiedy indziej jednak rywal naprawdę nie prezentuje nic specjalnego, ale wygrywa, bo my gramy jeszcze słabiej. I właśnie takie coś miało miejsce wczoraj. Dlatego przekonywanie, że Pasy grały dobrze, a Legia jeszcze lepiej zwyczajnie mnie śmieszy.
42wtorek, 20, październik 2015 01:00
Senator
Oglądaliście kulisystem niedzielnego meczu ?
Żadnej reakcji Czerczesowa po zdobytych bramkach, żadnej, żadnego choćby najmniejszego gestu radości.
I sprawa druga której nikt nie poruszył. Zmiana Gui przez Beresia, nie będzie już prawym obrońcą?
43wtorek, 20, październik 2015 09:44
dalkub
senator

oglądałem i to samo mi się rzuciło w oczy - on te bramki przyjmował tak jakby był pewien że one wpadną, zero radości, choć mam wrażenie ze widzi ile tu jest jeszcze roboty

a-c

ty o faulu a ja o całokształcie - cracovia była słabsza i przegrała zasłużenie - rozumiem że się zgadzamy.
Polczak Cetnarski, Rakels osiągnęli swój maks pułap i lepiej grać nie będą - ich przeciętność określam do poziomu ligi. Zawodnicy Legii na ich tle czy ci się to podoba czy nie są dużo lepsi, a to że w tej chwili prezentują wyrównany poziom to nie jest kwestią umiejętności a podejścia i treningu. Choć tak i u nas jest kilku tuzów, których w Warszawie byc nie powinno a u Was graliby pierwsze skrzypce. Ciesz się że wreszcie po wielu latach jest drużyna która ma szanse już w marcu załatwić sobie utrzymanie i spokój, bo przy Żytkach i Rymianiakach było łatwo o palpitację serca
44wtorek, 20, październik 2015 10:16
iocosus
@ Albiceleste

Jeżeli Cracovia grałaby dobrze, a my jeszcze lepiej, to pierwszy symptom do ocen Czerczesowa napawałby jeszcze większą nadzieją. Lepiej ogrywać kogoś dobrego niż słabego. My chcielibyśmy mieć nadzieję związaną z Czerczesowem, a ty dowodząc że Craxa jakichś wysokich warunków nam nie postawiła nieco ją tłumisz.

Gdyby jakiś holenderski kibic powiedział mi, że w Amsterdamie z Ajaxem Legia nieźle zagrała choć przegrała, przyznałbym mu rację i nawet zastanawiałbym się czy to aby dotychczas nie był najlepszy mecz Legii w 2015 roku? Wink

W odniesieniu do Legii i do Czerczesowa obojętnie jaki mecz rozegrała Craxa i tak z ocenami powinniśmy się wstrzymać, o pierwszych symptomach będzie można pogadać po kilku meczach w przerwie reprezentacyjnej.

Życzę Cracovii dobrze, nie tylko ze względu na ciebie, ale na podobnej zasadzie sympatyzuję obecnie z Zagłębiem Lubin, a to wszystko dzięki takim zdaniom: „Jaroszyński - moim skromnym zdaniem drugi najbardziej obiecujący (po Szewczyku, przed Kapustką i Wdowiakiem) młody piłkarz Cracovii.” Chciałbym jak najwięcej klubów stawiających na ‘obiecujących młodych piłkarzy’. Skądinąd czemu jesteś taki sceptyczny wobec reprezentanta Kapustki? To znaczy ja rozumiem i zastrzeżenie i obawę, ostatnio kilku małolatów zapowiadało się świetnie i gucio z tego wychodzi, dlatego nie chwalmy, peanów nie wznośmy zanim choćby się nie przekonamy czy u Kapustki główka to nie pustka, ale ty Albiceleste jesteś wątpiący w jego talent nawet porównując go z rówieśnikami?

Ten dziewiętnastolatek zaczyna stawiać coraz wyraźniejszy stempel na grze Craxy, póki co Szewczyk i Wdowiak mogą o tym pomarzyć? Tak mi się przynajmniej zdaje z oddalonej perspektywy? Tak przy okazji jakbyś porównał, zestawił Bartosza Kapustkę z Mateuszem Klichem? Który ma lepsze „papiery na granie”?
45wtorek, 20, październik 2015 14:59
a-c10
@ Dalkub:

Zawodnicy Legii (...) są dużo lepsi

No właśnie nie są. Zostawiając na boku i przedwczorajszy mecz, i całą naszą dyskusję o nim, niezgoda na przyjęcie tego faktu leży u źródła wielu Waszych frustracji. Owszem, rozmowy o duopolu wyglądają retorycznie estetycznie i nawet w jakimś tam stopniu opierają się o prawdę. Bo różnica istnieje i na przestrzeni całego sezonu powoduje, że to Lech i Legia walczą o Mistrzostwo, a cała reszta o... całą resztę. Niemniej o rozdźwiękach panujących obecnie np. w Niemczech, przez lata w Hiszpanii, a przez dekady całe w Szkocji naprawdę trudno mówić. Wystarczy zerknąć na aktualną tabelę. Lech? Na samym dnie, dumnie dzierży czerwoną latarnię. Legia? No niby znacznie lepiej, wciąż jednak osiem punktów za Piastem Gliwice, który - pod jakim by kątem nie zerkać - Bayernu za cholerę nie przypomina. Owszem, można całą winę za taki stan rzeczy złożyć na barki pogonionych niedawno Skorży i Berga. Jednak przeczytawszy to, co ostatnio pisałeś Na Aucie o rozkładaniu odpowiedzialności, mam wrażenie, że nie jesteś jakimś gorącym zwolennikiem tego typu argumentacyjnego prostactwa.

Jeśli tabeli Ci mało, przejrzyj kalendarz. Wygrywając z Cracovią Legia odniosła - co przypominali canalowscy komentatorzy - pierwsze domowe zwycięstwo od niemal trzech miesięcy. W tzw. międzyczasie punkty z Łazienkowskiej wywoziły m.in. Wisła, Korona, czy Nieciecza - drużyny o zbliżonym, bądź nawet niższym potencjale od Pasów.

Ja tego wszystkiego nie piszę po to, by Tobie - albo komukolwiek innemu - rozdrapywać rany i ugniatać siniaki. Wręcz przeciwnie. Uważam po prostu, że przeświadczenie o tym, iż Legia ma "dużo lepszych" piłkarzy, niż reszta ligi, szeroko mija się z realiami. I z tego właśnie powodu jest groźne przede wszystkim dla Was samych.
46wtorek, 20, październik 2015 15:29
dalkub
a-c

mylisz dwa pojęcia - obecną formę od pułapu możliwości. Ja twierdzę że piłkarze Legii są duużo lepsi od waszych bo są pod formą od wielu miesięcy, mają większe umiejętności piłkarskie taktyczne itd. To trener twojego klubu powiedział że Legia ma najlepszych zawodników w Polsce. Z całej 16 zawodników, może poza rezerwowym bramkarzem zawodnik Legii miałby miejsce u was z pocałowaniem ręki, a żaden z waszych nie grałby w pierwszej jedenastce Legii, nawet na siłę i za uszy ciągnięty do kadry Kapustka, który może kiedyś będzie grał w piłkę dobrze, bo na razie rozegrał może razem z 10 meczy. Będący w formie Furman jest lepszym zawodnikiem niż Mączyński czy Linetty, a nawet się o kadrę nie ociera.
Legia gra na 50-60 procent swoich możliwości, cracovia gra na 100 a może i 110 i tak jak pisałem zanieście na tacę że wreszcie po wielu latach, sprowadzania mega szrotu z zewsząd jest jaki taki skład, który powinien zapewnić miejsce w 8.
47wtorek, 20, październik 2015 16:19
a-c10
@ Iocosus:

My chcielibyśmy mieć nadzieję związaną z Czerczesowem, a ty dowodząc że Craxa jakichś wysokich warunków nam nie postawiła nieco ją tłumisz.

Jeszcze raz: wolę próbować tłumić ją teraz (nawet jeśli części Was wydaje się to brutalnie niesprawiedliwe), niźli za czas jakiś patrzeć na Wasze miny a la oszukane dziecko i wyrzucać sobie, że zawczasu nie próbowałemSmile Żeby nie było, że to jakaś moja własna, pasiasta zawiść, bardzo mi przypadła do gustu wypowiedź Ave: to mi wszystko przypomina momenty, w których Berg obejmował drużynę. też jawiono go jako zbawcę. tak samo wtedy jak i teraz wszystko wydawało się proste.

O, to-to właśnie! To wciąż jest realizm magiczny, fenomenalny w literaturze, bardzo zgubny w dyskusjach futbolowych (i nie tylko). No śmiało, możecie przecież serdecznie olać jakiegoś pasiastego malkontenta i w cieplusiej atmosferze przekonywać się nawzajem, że Legia ma "dużo lepszych" piłkarzy, niż reszta ligi, a na dodatek wreszcie dostała trenera-zbawcę, który tychże dużo lepszych futbolistów poustawia że och-i-ach i w ogóle będzie miód-malina.

Żeby było śmieszniej, wcale niewykluczone, że tak właśnie będzie. To w końcu Ekstraklasa jest, nie takie cuda się tu zdarzają. A przede wszystkim należy mieć na uwadze, że to dopiero pierwszy mecz Czerczesowa był na legijnej ławce (wypadałoby życzyć, aby pierwszy z wieluset), a i sam Stanisław Sałamowicz nie wygląda na idiotę-narcyza, toteż pewnie jakieś wnioski wyciągać potrafi, oby właściwe. Przy czym właśnie ten mecz jakimś popisem jego taktycznego geniuszu zdecydowanie nie był. Aby pokazać, że to naprawdę nie są jakieś moje osobiste rojenia, posłużę się wypowiedzią Zbyszka, człowieka, którego o niechęć wobec Legii podejrzewać nie sposób: To,że zawodnik jest pewny swoich umiejętności nie zwalnia trenera od realnej oceny jego przydatności do wykonania określonego zadania. - surowa, acz niestety oddająca realia ocena pomysłu trenera Zielińskiego. Machnął się facet, po prostu. Jednak liczyć na to, że szkoleniowcy kolejnych rywali będą wykazywać podobną naiwność byłoby, moim zdaniem... jeszcze większą naiwnością.

Dla publiczności taka organizacja gry to szansa na obejrzenie czegoś widowiskowego., ale: zbyt często zamiast porządku oglądaliśmy chaos. Otóż to. Pressing Legii na obronie Cracovii przypominał szarżę lekkiej kawalerii na brygadę pancerną. To zawsze wygląda efektownie. A na dodatek przedwczoraj okazało się wysoce efektywne. Głównie jednak dlatego, że w pasiastym czołgu zabrakło paliwa, załoga zachowywała się tak, jakby właśnie wyszła z hucznych imienin, a i dowódca jednostki - o czym wyżej - niestety dotrzymał jej kroku. Powtarzam jednak: bardziej ogarnięta brygada, a takowych będzie zdecydowana większość, zrobiłaby z Was marmoladę. Wciąż byłoby pięknie, w końcu kawaleryjskie katastrofy mają w sobie mnóstwo uroku. Mam jednak przemożne wrażenie, że nie o taką estetykę Wam chodzi.

Co do mojego osobistego rankingu młodych pasiastych talentów, wygląda on +/- tak:

1. Szewczyk.
Nieskromnie stwierdzę, że w swym kibicowskim żywocie widziałem już ładnych kilku młodych piłkarzy uznawanych za wielkie talenty. Nigdy jednak nie miałem wrażenia, że obcuję z takim Potencjałem, jak w przypadku Krzysztofa. Chłopak ma wszystko, czego trzeba, by zawojować nie tylko Ekstraklasę, ale i całą Europę. Wiem, że może brzmieć to jak tania egzaltacja, mam nadzieję, że Szewa nie zrobi ze mnie napalonego gimbusa i naprawdę wypaliWink
Przy tym wszystkim jednak... nie wiem, nie znam go osobiście, odbieram jednak mnóstwo sygnałów, że konstrukcja psychiczna tego chłopaka uniemożliwia rzucenie go od razu na jakkolwiek rozumianą głęboką wodę. Podobno przeciwnie, z nim trzeba powolutku, ostrożnie, kroczek po kroczku. A że - mimo tego, co działo się w niedzielę - Cracovia nie ma obecnie jakichś ogromnych niedoborów w przednich formacjach, śmiało można poczekać. Mówią, że cierpliwość jest cnotą.

2. Jaroszyński.
Z lewymi obrońcami jest problem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. A Paweł jest silny, dynamiczny, umie grać do przodu (były napastnik w końcu), a na dodatek - choć przedwczoraj pokazał coś dokładnie odwrotnego) - bardzo dobrze radzi sobie z ustawieniem w obronie i odbiorem. Oczywiście, młody jest, wciąż miewa wahania formy (znów: patrz ostatni mecz). Niemniej wziąwszy pod uwagę jego ambicję, nieustępliwość i wysokie wymagania wobec samego siebie, mocno w niego wierzę.

3. Wdowiak.
Mam z Mateuszem spory problem. Kilka miesięcy temu, gdy przebojem wdarł się do pierwszego składu prowadzonej jeszcze przez Podolińskiego Cracovii, wierzyłem że to jest jego moment. Że złapał byka za rogi i już nie puści.
Puścił. Zniknął. I to wcale nie dlatego, że Zieliński go nie lubi, albo coś. OK, spory wpływ na to zniknięcie mógł mieć nadmiar obowiązków. Pasy, szkoła, kadry juniorskie... O Wdowiaku mówi się, że jest to człowiek, który nie umie nic robić na pół gwizdka. Jak już w coś wchodzi, to od włosów po buty. Talent ma ogromny, liczę na to, że się pozbiera.

4. Kapustka.
Dlaczego ten najbardziej okrzyczany na końcu? Nie, wcale nie jest tak, że powątpiewam w jego możliwości. Papiery na granie ma, na pewno większe, niż Klich (o nim zaraz), jest w nim jednak coś, co bardzo mnie niepokoi. Taki zgrzyt poznawczy. Z jednej strony zewsząd słyszę jaki to ten Bartek poukładany, rozsądny, twardo stąpający po ziemi i w ogóle. Z drugiej zdecydowanie zbyt często zdarzają mu się takie zachowania, jak choćby podczas niesławnej rywalizacji pucharowej z Błekitnymi, gdy w niewybredny sposób pokpiwał sobie z rywali, czy nawet przedwczoraj, kiedy coś tam pyskował Broziowi, któremu przecież pod względem doświadczenia mógłby śmiało błoto spomiędzy korków wydłubywać.

Nie wiem, może jestem nazbyt surowy, mam jednak wrażenie, że Bartosz zdecydowanie zbyt wcześnie uwierzył, że on to już jest Pan Piłkarz. Owszem, piętno na grze Cracovii odciska coraz wyraźniejsze. Warto by się jednak zastanowić jaki wpływ na to ma katastrofalna ostatnio forma Budzińskiego. No i przede wszystkim czy świeżo upieczony nasz reprezentant nie dochodzi właśnie do granic możliwości. Bardzo, bardzo chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że tak to właśnie wygląda.

A Klich? Klich talent ma mniejszy od Kapustki, za to (znacznie) większe przekonanie o własnej klasie, które w dodatku zupełnie nie idzie w parze z zapałem do pracy. To jest taki - żeby tylko Garm się nie obraziłWink - stereotypowy piłkarz holenderski (może dlatego tak mu szło w tym Zwolle?). Tu kiwnie, tam ładnie poda, siam efektownie strzeli, ale do obrony wracać już nie będzie, bo i po cholerę. Wynik? A kto by się tam przejmował błahostkami. Dziś przegraliśmy, ale przecież za tydzień jest następny mecz i może wygramy. Idealny zawodnik do rozrywania znudzonych kibiców klubu, któremu ani mistrzostwo/puchary/awanse, ani spadek nie grożą. Sęk w tym, że w Polsce takich klubów nie ma. W Niemczech, jak się okazuje, też nie.
48wtorek, 20, październik 2015 16:36
a-c10
@ Dalkub:

W jednym miałeś stuprocentową rację: na dyskusję z Tobą szkoda czasu i energii. Całe szczęście, że tej ostatniej jakoś dużo nie zużyłem. Jeśli chcesz nadal tkwić w przekonaniu, że obecny skład Legii ma ta-aaa-aki pułap możliwości i tylko jakiś zupełnie niewytłumaczalny splot złośliwych okoliczności uniemożliwia jego osiągnięcie, to ja ze swej strony wszelkiego powodzenia życzę i mówię pas.

pees.
Swoją drogą, noszenie na tacę i inne takie sobie na przyszłość daruj. Trochę - a nawet dużo - za wysokie progi na tego typu szmoncesy.
49wtorek, 20, październik 2015 16:41
@a-c10

Przestaję Cię lubić Wink

To ja od wielu miesięcy wychodzę ze stadionu wreszcie zadowolony, najbliższego meczu doczekać się nie mogę, a Ty mnie obuchem ? Na ziemie próbujesz sprowadzić, wszelkie nadzieje odebrać ?
Oj nieładnie. Pomyśleć, że całkiem niedawno piwko popijaliśmy, kiełbaską z bigosem zagryzając Very Happy
50wtorek, 20, październik 2015 21:28
CTP
@a-c10
Obserwując intensywność treningów Legii, zachowanie piłkarzy na boisku czy zachowanie samego Czerczesowa przy linii kompletnie nie wierzę w Twoje czarnowidztwo. Kompletnie nie wierzę, że powtórzy się u nas przypadek Brożka, który latał ze skargą do Cupiała na mordercze treningi u Petrescu. Nie wierzę, bo, może zabrzmi to patetycznie, ale Legia po prostu ma inne DNA niż pozostałe polskie kluby. To nie Lech, gdzie piłkarze generalnie nie lubią się przemęczać w meczach (dlatego też uważam, że mój ulubiony trener wpakował się w niezłe bagno). U nas ta presja ze strony mediów czy kibiców jest gigantyczna a od piłkarzy zawsze wymagane są zwycięstwa.
Pewnie nie wszyscy wytrzymają taki sposób przygotowywania zespołu (oj, Duda będzie musiał sobie trochę przeflancować swój światopogląd, Guilherme zresztą też) ale jak dzisiaj patrzyłem na Bartczaka czy Ryczkowskiego, to myślę, że w razie czego będzie kim ich zastąpić.
Po wygonieniu Berga, to nawet rezerwy zaczęły w końcu wygrywać.
51wtorek, 20, październik 2015 23:44
Walles
@CTP
Odpuść chłopie, jak juz zapomniałeś to przypomne sylwetkę naszego obecnie skośnookiego tytana pracy na widok którego przeciwnicy turlali się ze śmiechu. Nie będę wsadzał kija w mrowisko i przypominał który coach doprowadził go do tej sportowej sylwetki .... Very Happy



P.S. Pączka sobie daruję. Też miał niezłe DNA Very Happy
52środa, 21, październik 2015 00:23
dalkub
a-c

kończąc powiem jeszcze raz - pułap mozliwości piłkarzy Legii i piłkarzy Cracovii jest różny niestety na niekorzyść tych drugich, możesz opowiadać rózne dziwne historie, ale to nic nie zmieni. Nikt nie napisał że pułap Legionistów jest jakiś wspaniały bo nie jest, ale i tak jest wyższy. To nawet był łaskaw stwierdzić trener Zieliński. Wiem ze boli ale tak to już z reguły jest że kto więcej kasy ten ma lepszych zawodników - sorry taki mamy klimat
53środa, 21, październik 2015 15:02
a-c10
@ CTP:

Był realizm magiczny, zaczyna się urban (bez skojarzeń poproszę) fantasy. Świetnie. Zawsze byłem fanem gatunkuSmile

Jasne, Legia ma swoje DNA. Każdy klub je ma, zwłaszcza taki, który istnieje już jakiś rozsądny kawałek czasu. Składa się na nie - teraz to ja pozwolę sobie na ociupinę patosu - historia klubu jako całości, historie związanych z nim ludzi, stadion(y), dzielnica, powiązania polityczno-ideowe, no, dużo tego. Doskonale rozumiem - ba, bardzo mi się to podoba! - że akurat dla Ciebie (i, poza mną, pewnie wszystkich tu obecnych) legijne DNA jest tym jednym, jedynym właściwym, a cała reszta niech się tam-taram.

Jeśli jednak przy tym wszystkim sądzisz, że klubowe DNA rozciąga się na obecnych piłkarzy, to wybacz, ale oszukujesz sam siebie. Nie wiem, podobno kiedyś tak bywało. Ale to by trzeba było pytać starszych kibiców, ja takich cudów nie pamiętam. OK, gdzieś tam po świecie trafiają się bardzo nieliczne wyjątki w postaci klubów, które albo stawiają wynik sportowy na dalszym planie, albo mają na tyle gigantyczne zasoby finansowe, by móc przy transferach brać pod uwagę równie nieracjonalne czynniki. Ale w Polsce takich klubów nie ma. Na pewno nie na szczeblu centralnym. U nas od długich już lat grają najemnicy. Znaczy i u nas, i u Was, i w tym nieszczęsnym Lechu, i gdziebądź. Kolesie, którzy trafili akurat do Legii, bo... tak wyszło. Bo ktoś - mniej, lub bardziej słusznie - uznał, że będą się nadawać, z kolei oni sami (albo ich agenci) doszli do wniosku, że właśnie klub z Ł3, przynajmniej w chwili obecnej, najlepiej spełni ich wymagania finansowo-prestiżowe. Gdyby cokolwiek w tym procesie poszło w inną stronę, graliby być może dla Lecha, być może dla Wisły, a może dla Przeboju. I tyle. Wiem, to przykre, ale żadnego romantyzmu w tym nie uświadczysz.

Stąd też trudno racjonalnie oczekiwać, że akurat w Warszawie będą postępować wg znacząco odmiennych wzorców, niż w Poznaniu, Krakowie, czy Wolbromiu. Zwłaszcza że władze Legii absolutnie swą postawą od ogólnie przyjętych, głupkowatych wzorców nie odbiegają i gdy coś idzie nie w tę stronę, po prostu wywalają trenera. A że przykład idzie z góry...

OK, przypomniany przez Ciebie casus Brożków to było ekstremum. Aż takich hec na pewno się u Was spodziewać nie należy (choć patrząc na ostatnie wyczyny małżonka pewnej reporterki...). Niemniej jestem święcie przekonany, że jeśli hołubiony obecnie Stachu komuś w legijnej szatni podpadnie - a prędzej czy później tak się stanie - to nikt za niego umierać nie będzie. Wręcz przeciwnie.

A tak w ogóle, to nie nazwałbym mojej postawy "czarnowidztwem", tylko, hmmm..., ostrożnością. I wynika ona nie tyle z obaw o profesjonalną postawę piłkarzy (te niestety należy mieć zawsze, taki mamy klimat), co z ogromnego zdziwienia taktycznymi ideami Czerczesowa. Przy czym, powtarzam, rozumiem że to dopiero pierwszy mecz i te idee mają wszelkie szanse na lepsze dostosowanie do rzeczywistości. Czego po raz kolejny szczerze Wam życzę. A najszczerzej jutro. Trzymam kciuki.

@ Kibic50:

Tam od razu obuchem. Palcem wskazującym co najwyżej. I to nie w cymbał, tylko w nos. Tak na otrzeźwienieSmile
54środa, 21, październik 2015 17:26
Dzynek
@a-c10
Hej, hej. Proszę mi tu nie wsadzać wszystkich do jednego wora.

Nie zabierałem dotąd głosu, od kiedy z toku dyskusji dało się zauważyć, że wszedłeś na drogę koniecznej edukacji naszego serdecznego kolegi CTP. Ale, że użyto zwrotu:
---"dla Ciebie (i, poza mną, pewnie wszystkich tu obecnych) legijne DNA jest tym jednym, jedynym właściwym, a cała reszta niech się tam-taram"---
to stwierdziłem, że nie wypada siedzieć z założonymi rękami.

Akurat w sprawie metod pracy Czerczesowa mam bardzo podobne mniemanie. I nie dlatego, że wiem, gdzie leży Wolbrom i miałem okazję być tam dłużej niż minuta na stacji kolejowej.
Nasycenie obciążeniami w końcu nastąpi i ktoś z pewnością się poskarży. Może nie tak bezpośrednio jak Brożek, tylko.... Stop. Nie mogę tego wykluczyć po wczorajszym "żarcie" Malarza pokazującego niski poziom rozumienia pewnych rzeczy. Jednak DNA klubu bym w to nie mieszał. Oczywiście wiemy, że Legia musi walczyć, panować, wygrywać zawsze i wszędzie itd, tylko nasi piłkarze są ulepieni z tej samej gliny co inni. Jak wyniki będą nie tegens, przyjdą kontuzje, albo zwyczajnie ustali się już hierarchia i każdy będzie już miał przydzielone swoje miejsce to zaczną krzywo patrzeć na trenera i wątpić w celowość tak wyczęrpujących zajęć. A jak już uruchomią w myślach proces podważania autorytetu to już go nie zatrzymają. Od myśli przez dzielenie się nimi do czynów droga krótka. Przykry standard w naszym zdemoralizowanym piłkarskim środowisku.

CTP przedstawił swoje postrzeganie stylu pracy Czerczesowa, w moim odbiorze wręcz wyidealizowane, ale nie zamierzam słownie mu tej wizji wyperswadowywać, a tym bardziej mieszać to z DNA Legii jak to Szanowny CTP uczynił. Zwłaszcza byłoby to nie na miejscu, kiedy nowy trener ma zupełnie odmienne metody szkoleniowe i wizję taktyczną niż poprzednik, a filozofia funkcjonowania klubu pozostała bez zmian. Dlatego DNA zostawiłbym na boku, na inną dyskusję, co by nie prowokować do rozkminiania jakie ono właściwie jest, czy jest wyjątkowe i niezmienne od wielu lat. Temat dość grząski, dlatego nie wchodzę.

Koledze a-c10 jestem wdzięczy za edukację w tej materii, bo przyda się do dyskusji w przyszłości. Jednak mam wrażenie, że większość z nas, nie tylko kibiców Legii chce się trochę pocieszyć tym powiewem świeżości, tym naturszczykiem z Rosji, dla którego wszystko jest proste, a o ciemnej stronie wolą na razie nie wiedzieć, nie mieć świadomości, że istnieje.

Tęsknimy za Franciszkiem Smudą:
"Trener to musi być kawał skurw*syna. Z sercem na dłoni, ale i z tęgim batem w ręku".

A ligowi rywale za tym:
http://www.krakow.sport.pl/sport-krakow/1,115698,17531121,Franciszek_Smuda_krzyczy__Press____a_Wisla_Krakow.html
55środa, 21, październik 2015 17:40
Dzynek
Ledwo skończyłem, a Franz Czerczesow zdążył palnąć:
---" Nie jestem zwolennikiem omawiania przeciwnika, tak na konferencjach, jak i zbyt dokładnie w szatni. Piłkarze są inteligentni i wiedzą jak się zachować w danej sytuacji. Wystarczy wymieniĆ kilka ważnych elementów, na który muszą zwrócić uwagę. Dynamo Moskwa grało w tym roku z Andrelechtem, można więc między nimi a FC Brugge znaleźć wspólne cechy".---
56czwartek, 22, październik 2015 08:06
CTP
W jednym ze swoich postów zrobiłem dość istotne założenie: jeśli polityka personalna Czerczesowa będzie taka jak u Berga, to cały plan spali na panewce. To, że kiedyś przyjdzie znużenie, to jest oczywiste. Sztuką będzie zapobiec temu odpowiednio wcześniej wymieniając niektóre elementy. Urban np. w kluczowym momencie wrzucił do składu Łukasika i Furmana. Być może Rosjanin kiedyś będzie musiał zrobić to samo np. dając więcej szans Bartczakowi, czy Makowskiemu. W drużynie musi być realna konkurencja, bo inaczej będziemy obserwować taki sam powolny zjazd jak za kadencji poprzedniego trenera.
Natomiast, jeśli chodzi o wypowiedzi na konferencji, to tak się zastanawiam, ile w tym jest prawdy a ile zwykłej gry z dziennikarzami.
57czwartek, 22, październik 2015 10:15
a-c10
@ Dzynek, CTP:

Jako behawiorysta - nieortodoksyjny, ale jednak - z przekonania mam pełną świadomość, że geny to tylko kawałek człowieka, wcale niekoniecznie ten naj-najistotniejszy. Spokojnie zatem, o żadnym wielkim worze nie ma mowy. Szło mi jedynie o wspólne dla Was, jak mniemam, przywiązanie do pewnego kodu tradycji powiązanego z Legią, nic więcej.

Co do analiz i "smudowatości" Czerczesowa: ja tam zawsze Franza lubiłemSmile a na wszystkie te moneyballe patrzę może z szacunkiem, acz na pewno bez przesadnego nabożeństwa. OK, statystyka pomaga systematyzować wiedzę, bez której człowiek jest przecież zwyczajnie głupi, a zdobycze techniki mogą być przydatne w każdej dziedzinie życia, bez sensu zatem się na nie zamykać. Przy tym wszystkim jednak futbol nie jest, nigdy nie był i zapewne nigdy nie zostanie nauką ścisłą. Możesz sobie wszystko perfekcyjnie wyliczyć, opracować odpowiednie modele, odnaleźć algorytmy i zaprząc je do pracy na swą korzyść. I w teorii jesteś wygrany. Niestety (?), w praktyce byle człenio z czołem myślą nietkniętym wyjdzie na boisko, machnie nogą i tyle właśnie twe mądrości widziano. Zresztą, czyż nie za to m.in. kochamy tę zabawę?Wink

Jak by nie było, w naszej dyskusji nic to nie zmienia. Jajogłowy maniak cyferek, naturszczyk używający laptopa w charakterze podstawki pod herbatę, czy ktokolwiek pomiędzy - to przecież tak samo bez znaczenia, jak umiejscowienie akcji w Warszawie, Krakowie, Wolbromiu (ja byłem tylko parokrotnie, przejazdem, ale nazwa klubu zawsze mnie cieszyłaSmile), czy gdziekolwiek bądź. Nie sądzę także, aby przesadną wagę miało podejście szkoleniowca do rotacji (choć zgadzam się, że na tym polu Berg z kretesem umoczył). Prędzej czy później każdy trener czymś tam jaśnie panom piłkarzom podpadnie. I dopóki piłkarze będą traktowani jak jaśnie panowie właśnie, a nie pracownicy, profesjonaliści, którzy mają wykonywać określoną robotę i mieścić się w określonej hierarchii, to efekty wciąż będą takie same: nowa miotła, kilka tygodni, góra miesięcy spokoju, potem faza przejściowa, wreszcie kryzys zakończony zwolnieniem niedawno jeszcze noszonego na rękach szkoleniowca. I a piat' to samo.
58czwartek, 22, październik 2015 11:53
Oley
WALLES!!!!! skąd masz moje zdjęcie????!!!!!
Smile
59czwartek, 22, październik 2015 18:30
CTP
"I dopóki piłkarze będą traktowani jak jaśnie panowie właśnie"
Epokę Berga mamy już szczęśliwie za sobą a opinie o Czerczesowie są raczej jednoznaczne: nie daje sobie wejść na głowę.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1