- Kategoria: Wokół boiska
- iocosus
Polska – Islandia 4:2
Gejzery dwa, białoczerwone sztychy cztery i tym sposobem 'gen zwyciestwa' podopiecznych Adama Nawałki ciągle jest pielęgnowany. Korzystny wynik, ale i dużo materiału do przemyśleń dla trenera, błędy zostały uwypuklone, istnieje potrzeba korekty, to wszystko sprawia, że mecz towarzyski z finalistą Euro 2016 należy uznać za bardzo pożyteczny.
W piatek wieczorem na Stadionie Narodowym reprezentacja Polski rozpocznie serię sześciu meczów towarzyskich. O ile dwa ostatnie bedą juz tylko końcowym etapem bezposrednich przygotowań do Euro 2016, o tyle obecne listopadowe konfrontacje, jak i przyszłoroczne marcowe mozna jeszcze traktować jako fazę selekcji, ostatecznych egzaminów przydatności. Tylko czy tak jest istotnie?
Trener Nawałka, któremu teraz nikt nie podskoczy i poniekąd słusznie nie kryje, że dla niego bardzo istotna jest stabilizacja, a przy tym grupa którą już wyselekcjonował jest zgrana, zwarta, dobrze rozumiejąca się zarówno na boisku jak i poza nim. To wszystko plus drobny szczegół w postaci zwycięskich eliminacji tworzy korzystną atmosferę, na której trenerowi bardzo zależy. Oczywiście padają zastrzeżenia, że pod bacznym okiem sztabu szkoleniowego jest ciągle 72 piłkarzy aspirujących do wyjazdu do Francji, ale powołania listopadowe świadczą raczej że to ‘stabilizacja’ personalna grupy i szlifowanie jej zgrania stają się priorytetem. Również podnoszona przez piłkarzy kwestia, że zależy im na wygranych w meczach towarzyskich świadczy, że na kadrze chcą pielęgnować ‘gen zwycięstwa’, a nie weryfikować zasadność tezy: „lepsze wrogiem dobrego”?
Takie nastawienie oprócz konferencyjnych wypowiedzi zdają się potwierdzać również słowa Tomasza Iwana: „Więź z zawodnikiem buduje się na dobre i na złe. (...) takie wsparcie daje się na jakiś czas: pomożemy ci przez to przejść, bo każdemu może się zdarzyć, ale musisz w końcu zacząć znowu więcej grać. I wiem że trener bardzo wierzy w to, że np. z Sebastiana (Mili) drużyna będzie miała jeszcze wiele radości. Poza tym nie zapominajmy, że oni są częścią grupy, która ma swoją chemię. (...) Wszędzie gdzie grałem i gdzie były sukcesy, stała za tym siła grupy, dobra atmosfera. I w kadrze chyba przyszedł taki moment, że te sprawy się poukładały jak należy. Wszyscy już mieli dość tego marazmu, niepowodzeń, ciągłego tłumaczenia się. Brakowało poprzednim reprezentacjom entuzjazmu, poczucia że każdy musi wziąć na siebie część odpowiedzialności. Piłkarze uciekali każdy w swoją stronę. A teraz była w nich chęć zmiany tego. I udało się. Poczuli, jak to jest zrobić coś razem. Polubili się, to jest bardzo ważne. Widziałem jak to wszystko się zmieniało: na początku w jadalni siedzieli jak mysz pod miotłą. Nikt się nie chciał wychylać. Teraz jest gwar, żarty, otworzyli się na siebie, na pomysły sztabu. Wyrywają się na zgrupowania, są tacy którzy przyjeżdżają dzień wcześniej. I to zawodnicy, po których by się pewnie niedawno nikt tego nie spodziewał. Niektórzy nie tylko się lubią, ale przyjaźnią, to już jest luksus. (...) Na początku, gdy jeszcze nie było wyników. Na tamtym etapie trzeba było ich ciągnąć za ręce. A potem coś zaskoczyło, dobrze się poczuli w swoim towarzystwie, machina ruszyła. Zauważyli, że to działa, pomaga. Ale trzeba to pielęgnować. Reprezentacja to jest rzecz zmienna. Dziś przyjeżdżają ci, jutro inni, bo jest seria kontuzji, itd. Będziemy dbać, żeby nic atmosfery nie zakłóciło. Trenerzy dobierają piłkarzy również charakterologicznie, żeby pasowali do tego klimatu.” (sport.pl)
Być może tu się zawiera kwintesencja listopadowych powołań do kadry:

W „starym gronie” za świeżą krew robią tylko Paweł Dawidowicz i Mariusz Stępiński, ale też chyba należy ich podobnie traktować do spółki z Bartoszem Kapustką jako inwestycja w przyszłość już po Mistrzostwach Europy.
Czy ‘stabilizacja’ i pielęgnowanie ‘genu zwycięstwa’ zdadzą egzamin, czas pokaże? Wątpliwości oczywiście istnieją. Są pozycje w reprezentacyjnej jedenastce na których istnieją „rezerwy”, pytanie czy są piłkarze z potencjałem do ich wypełnienia? Zaprzestać ich szukania, sprawdzania, weryfikowania na ‘international level’? Gen zwycięstwa” można też utracić w sparingu, co wówczas jeżeli sam w sobie był celem nadrzędnym? Zaczną się nerwowe ruchy jego odnalezienia? Jak dla mnie możemy przegrać sześć kolejnych meczów towarzyskich, jeżeli we Francji rozegramy więcej niż trzy spotkania.
Adam Nawałka w chwili obecnej ma wszechwładną, niepodważalną pozycję, kibice czy też dziennikarze swoje wątpliwości mogą posiadać, ale selekcjonerowi ‘nie podskoczą’ i dobrze.
Przed meczem z Islandczykami warto się jeszcze pochylić nad piękną bajką o futbolowym kopciuszku, która okazała się rzeczywistością w eliminacjach do Euro 2016. Jak to mogło się spełnić? Może są tego realne, sensowne i logiczne, a nie bajkowe podstawy?
„Od 2002 roku w kraju powstało sześć pełnowymiarowych zadaszonych boisk piłkarskich, 20 stadionów ze sztuczną murawą i przeszło 130 mniejszych obiektów, które wyglądają jak nasze orliki i również zostały umieszczone przy szkołach i na osiedlach tak by wszyscy mogli z nich korzystać. Infrastruktura to jednak nie wszystko. Dzięki temu, ze można grać przez cały rok powstało wiele nowych klubów, ale związek uznał, że warto postawić na szkolenie. W FSI zatrudniono dyrektora technicznego, który miał zadbać o wychowanie przyszłych trenerów. Został nim Sigurdur Ragnar, który wdrożył program dostępny dla każdego szkoleniowca. Po jego ukończeniu można było otrzymać licencję UEFA A i B, a nawet UEFA Pro choć ten krok był bardziej skomplikowany i pomagała w nim angielska FA. Szybko okazało się że chętnych nie brakuje. Początkowo organizowano 2-3 szkolenia rocznie, a dziś ich liczba sięga 30. Udział w nich bierze 700-800 osób. Obecnie 70% trenerów w kraju ma licencję B, a 30% - A. To największy odsetek w całej Europie.” (przegladsportowy.pl)
Takim to sposobem kopciuszek znalazł się na salonach i będzie zadawał szyku w czerwcu przyszłego roku!




Tyle w temacie czy można szkolić podnosić poziom i zarabiać na wychowankach - zwyczajnie się da.
Z ostatecznymi wnioskami bym jeszcze poczekał, bardzo przecież możliwe że to jednorazowy wyskok i Islandia wróci na pozycje które przez dekady zajmowała. Jeśli na stałe dołączy do finalistów wtedy będę ich podziwiał i chwalił szkolenie itp.
@Iocosus
Jasne obecnie Nawałka pan i Bóg . O ile z zabraniem Mili na Euro nie będę miał większych problemów o tyle jeśli pojedzie Peszko uznam to jednak za skandal.
Na przedmeczowej konferencji w zasadzie potwierdza wszystko to co i tak doskonale już wiemy:
http://www.sport.pl/pilka/1,65037,19179134,reprezentacja-polski-adam-nawalka-do-meczu-podchodzimy-bardzo.html#BoxSportLink
@ Under 21 Polska – Norwegia 1:0
Bramka: Paweł Jaroszyński 72’, nasz skład z tego meczu:
Damian Podleśny - 4. Tomasz Kędziora, 5. Krystian Nowak, 17. Jarosław Jach, 2. Paweł Jaroszyński - 13. Kamil Mazek (84, 9. Przemysław Frankowski), 8. Radosław Murawski (67, 16. Michał Przybyła), 6. Alan Uryga, 10. Patryk Lipski, 18. Martin Kobylański (63, 20. Dariusz Formella) - 7. Krzysztof Piątek (81, 15. Adam Dźwigała)
Na polsatsport.pl:
Sebastian Staszewski: Widzieliśmy dzisiaj dwie twarze reprezentacji Polski: ta z pierwszej połowy rozczarowała, ta z drugiej chyba już wywołała uśmiechy?
Marcin Dorna: Mecz trwa 90 minut. Pracujemy nad tym, żebyśmy grali dobrze i skutecznie przez całe spotkanie zarówno w obronie, jak i w ataku, ale jeśli jeszcze nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to chyba powinno cieszyć, że lepiej zagraliśmy w drugiej połowie. W przerwie zmodyfikowaliśmy trochę nasze założenia i wygraliśmy 1:0. Byliśmy lepszym zespołem, oprócz gola stworzyliśmy sobie jeszcze kilka sytuacji. Widać, że nasz potencjał można rozwijać. Wygrywanie może być nawykiem i widać, że taki duch się rodzi. Oczywiście, będziemy jeszcze poprawiać naszą grę.
http://www.polsatsport.pl/Wiadomosc/ma/Marcin-Dorna-Budujemy-Nawyk-Wygrywania/index.html
Mhm, jeśli mam być szczery, to stwierdzenie, że byliśmy zespołem lepszym mnie dziwi, chociaż może nie dziwi że trener stara się zadbać o wysokie morale swoich podopiecznych. Miał rację Paweł Jaroszyński w pomeczowym wywiadzie stwierdzając że graliśmy z zespołem wysoko zaawansowanym technicznie (uwaga Skandynawowie(!) techniką użytkową, indywidualnym operowaniem piłki przewyższali naszych młodzieżowców i to zdecydowanie)! Biorąc pod uwagę tylko ten jeden mecz to według mnie norweski kibic mimo przegranej powinien mniej się przejmować przyszłością swojej reprezentacji, aniżeli fani białoczerwonych. Strzelona bramka takiego mojego wrażenia nie zmienia.
W tym miejscu młodzi reprezentanci z under 21 zastanawiają się który z nich najszybciej awansuje do pierwszej seniorskiej kadry:
https://www.youtube.com/watch?v=0DcJBfgWLu8
No cóż, z wymienionych, w tym meczu: Radek Murawski – niby Norwegowie okazji sobie nie stwarzali, ale w pierwszej połowie to jednak rządzili niepodzielnie, a pomocnik Piasta czy to w rozprowadzeniu, czy w przetrzymaniu piłki był zupełnie bezproduktywny, Tomek Kędziora – piach, Patryk Lipski na 10 – mógł z zazdrością spoglądać z jaką swobodą piłką operują niektórzy wikingowie, Krzysztof Piątek – przed nim norweskim obrońcom kolana jednak nie drżały. Okazuje się że Dawidowicz i Stępiński mogą w seniorach długo poczekać na kolegów.
Jeszcze jedna uwaga na kanwie tego meczu. Gdybyśmy sprzedali Dudę, zgodnie w wyceną transfermarkt za 4 mln €, to zrobiłbym wszystko żeby pozyskać Ghayasa Zahida ofensywnego pomocnika Valerengi Oslo szacowanego z kolei na jedyne 800 tys. €. Dałbym dwa razy więcej, bo zgadzam się z Borkiem i Kowalczykiem że my takich piłkarzy wykształcić póki co nie potrafimy. Jeden Wolski wiosny nie uczynił, a na dodatek się jeszcze zagubił. Iver Fossum też jest wart zaintereswania powinni z niego Norwegowie również mieć pociechę, wychodzi na to że Odegaard to nie jest pojedyńczy samorodek a potwierdzenie skuteczności funkcjonowania fiordowego szkolenia.
Wizytówka Ghaysa Zahida: https://www.youtube.com/watch?v=z9SiLukqbIY
@ dalkub
Zgadzam się z Tobą, sam awans na Euro już jest sukcesem dla tego kraju i potwierdzeniem że funkcjonują prawidłowo w futbolowym rzemiośle. Nawet gdyby był pojedyńczym wyskokiem, to przecież od ‘Mokotowa’ nawet najlepiej funkcjonującego trudno oczekiwać żeby na stałe zawojowało Europę?
Holandia ma szkolenie, ma infastrukturę, a zobaczyła plecy Wikingów, dostała pstryczka w nos, ale ma też ponad milion(!) zarejestrowanych piłkarzy, jeżeli skoryguje własne systemowe błędy , w dłuższej perspektywie jest ‘skazana’ na dominację nad Islandią i nie tylko nad nimi.
Wyspa gejzerów sensownie i racjonalnie postepujaca może wzbić się nad ‘depresję’, ale na dłuższą metę konkurować z nimi nie ma prawa. My demograficznie moglibysmy już o tym marzyć, mamy przeszło dwa razy mniej piłkarzy, ale również jako nacja jestesmy grubo ponad dwa razy liczniejsi od ‘Tulipanów’. Kwestia w tym że Holendrzy swój system muszą skorygować, natomiast my jestesmy na etapie jego stworzenia.Ile hal piłkarskich mamy w Warszawie, ile balonów powinniśmy mieć, jaka dostępność jest dzieciaków do całosezonowej styczności z piłką, ile rodzice za treningi swoich pociech muszą płacić, ilu trenerów na odpowiednim poziomie posiadamy?
To są inwestycje, zaangażowanie finansowe jest niezbędne, z próznego i Salomon nie naleje, ale kierunek powinien być oczywisty. Zamiast marzyć o sprowadzaniu do naszych klubów utalentowanych Skandynawów, Słowaków, Jugoli trzeba robić wszystko żeby samemu podobnych wychowywać.
@ Senator
Cóż mnie Pan Adam też drażni niekiedy, ale sam sobie mówię, powtarzam, jego jest na wierzchu i oby było jak najdłużej!
Jeżeli ktoś mając takie warunki jakie ma i tyle ludności ile ma, potrafi awansować na ME to jest to wielki sukces. Zadajmy sobie pytanie? ile jest w Polsce hal z pełnowymiarowym boiskiem piłkarskim? Balon w Warszawie i jedna o ile się nie mylę w Zabrzu - coś jeszcze? chyba nie, a zima u nas jest kiepską porą do gry. Drugie pytanie to ilu trenerów pracujących codziennie z młodzieżą ma jakąkolwiek kategorię a nie tylko kurs podstawowy albo nawet i tego nieraz nie ma?
Liczba talentów ruchowych jest podobna na każde 10 tyś mieszkańców, oczywiście Jamajczycy mają predyspozycje do szybkości a część Afrykanów do biegania dystansów, ale pomiędzy Polakiem Holendrem i Islandczykiem różnice są praktycznie żadne.
Główna różnica to posiadanie lub nie odpowiedniej infrastruktury, posiadanie lub nie odpowiedniej kadry i posiadanie lub nie systemu szkolenia i jego realizowanie.
A co do Peszki - to trener bierze odpowiedzialność za swoje decyzje i czasami kiepski Peszko może być ważniejszy dla drużyny niż jakiś inny zawodnik w gazie
Ja nie kwestionuje że to dla Islandii olbrzymi sukces.
Nie wiem zwyczajnie czy to wynik szkolenia czy akurat takie pokolenie. Jeśli rzeczywiście potrafią szkolić to nie będzie to jednorazowy wyskok.
Gdzieś usłyszałem że oni robią to w ten sposób. Szkołą młodzież do 15 roku życia a później ci wyróżniający się idą w świat i tam ci młodzi chłopcy są kształtowani już na piłkarzy.
Co do Nawałki jasne że to on odpowiada i wyniki są tym z czego jest rozliczany.
Jednak jakiś umiar powinien mieć. Peszko nawet w Lechii siedzi na ławie i ich trener mówi jasno albo niech gra jak na reprezentanta przystało albo spada do drugiej drużyny.
Piłkarze przecież ślepi nie są i takie powoływanie Peszki wychowawcze nie jest.
przypominam Ci delikatnie że Islandczycy w ostatnich eliminacjach do MŚ odpadli dopiero w barażach z Chorwacją - o naszych występach nie wspomnę.
I dlatego trener najlepiej wie czy Peszko nawet bez formy jest tolerowany przez resztę, że może albo musi tam być. Dla Węgrów bramkę strzelił gość co w klubie jest rezerwowym i to w klubie węgierskim.
Nie popadam w żaden zachwyt po wygranej z Islandczykami. Owszem mecz był przyjemny do oglądania dla widzów na stadionie i tych w kapciach, bo dużo akcji i bramek,ale wynikały one z marnej dyscypliny taktycznej, a często wręcz z jej braku.
Kolejna refleksja jest wstydliwa. Ktoś musi władcom obiektu zwrócić uwagę na fakt,że lepsze murawy bywają na obiektach A klasy. Na tym super wizytowym nie przystoi. To tak jak by kto do Filharmonii przyszedł w smokingu i gumiakach.
Mecz niczego nowego do dotychczasowej wiedzy o reprezentacji nie wniósł.
Wiedzieliśmy bowiem,że :
- mamy w składzie tylko kilku zawodników o wysokiej europejskiej klasie / Lewandowski,Krychowiak, Glik/ , zaś reszcie dużo do niej brakuje, w tym wielu z uwagi na wiek nie ma możliwości nawet się do niej zbliżyć,
- z uwagi na dużą nierównowagę w indywidualnym poziomie gry nasza drużyna nawet z przeciętnym przeciwnikiem nie jest w stanie wygrać samymi umiejętnościami co widać było w I połowie w której Islandczycy kontrolowali grę,
- aby wygrywać z rywalami nasi zawodnicy muszą być znakomicie przygotowani pod względem motorycznym, gdyż tylko to pozwala na pokazanie waleczności, wręcz zapalczywości w grze zespołu , co za czasów Nawałki stało się wizytówką reprezentacji,
- szczególna dysproporcja w poziomie gry występuje pomiędzy obroną, która prezentuje się dramatycznie słabo i atakiem ,który dzięki Robertowi tłamsi rywali.
Z tych punktów widzenia patrząc to piątkowy mecz uznać należy za trochę zmarnowaną szansę dla wzbogacenia kadrowego i sprawdzenia kandydatów do wzmocnienia obrony. Ja nie wierzę w żadne tworzenia drużyny na bazie wygranych i w jakąś mentalność zwycięzcy.Wygrywanie z byle kim nic nie daje i nie wzbogaca. Z reguły w piłce wygrywają ci co mają lepszych zawodników, z których trenerzy potrafią stworzyć lepszy zespół od innych.A mecze kontrolne służą m.innymi temu, aby kandydaci do drużyny pokazali czy na to zasługują lub czy mają do gry w niej odpowiedni potencjał.
Bowiem Szukała,Wawrzyniak czy Piszczek nie będą lepsi,ale z uwagi również na wiek będą coraz słabsi i zmienników poszukiwać trzeba. Ja wiem,że trener chce zespół zgrywać, co w obronie jest szczególnie ważne i że ci których wybrał aktualnie tworzą zgraną grupę. Tylko przestrzegam,żeby to się nie zmieniło w towarzystwo wzajemnej adoracji.A przecież Nawałka ma przykład w osobie Kapustki,że wpuszczenie świeżej krwi może być opłacalne.
Odnośnie Islandii to doceniam tylko fakt,że awansowali do ME,ale sposób w jaki tego dokonali nie pozwala mi na ich pochwalenie.W piątek jak tylko w zasadzie się bronili, skracali pole gry i odległości pomiędzy formacjami sprawnie się asekurując to jakoś sobie radzili, ale kiedy tylko zechcieli podjąć choćby minimalne ryzyko w ataku to trudno było w nich rozpoznać trudnego do ogrania rywala.
Ja czekam na mecz z Czechami, który powinien być bardziej miarodajnym sprawdzianem dla gry defensywnej, zwłaszcza gry obronnej naszej drużyny.
-
Robisz się nieprawdopodobnie mono asocjacyjny. Jak tak dalej pójdzie, niedługo będziesz przekonywać, że nawet dzisiejsza wichura na Opolszczyźnie stanowi doskonały, absolutnie niezbity dowód na to, że można szkolić podnosić poziom i zarabiać na wychowankach.
Islandczycy odnieśli ogromny sukces. Głupi ten, kto by przeczył. Niemniej wyciąganie z tego pojedynczego zdarzenia jakichkolwiek wniosków dla... Polski jest zwyczajnie zabawne. Powoli, spokojnie. Chciałbym zauważyć, że póki co, to my do nich jeździmy do roboty, nie vice versa. I ten niezbyt wesoły fakt wydaje mi się - w naszym kontekście - znacznie bardziej istotny, niż niewątpliwie godzien wszelkiego podziwu awans chłopaków z gejzerowej wyspy.
* * *
Co do meczu, w dużej mierze moje odczucia wyraził Zbyszek. Też nie za specjalnie rozumiem wystawienie na to spotkanie akurat takiego składu. Szczęsny, Piszczek, Glik, Szukała, Rybus, Krychowiak, Grosicki, Błaszczykowski, Milik, Lewandowski - o ile tylko ci ludzie będą zdrowi na ciele i umyśle i nie zaliczą - tfu, tfu! - jakiegoś koszmarnego zjazdu formy, w komplecie znajdą się w kadrze na Euro. A co ze zmiennikami? Co z tymi, którzy będą musieli dać radę, gdyby któremuś z w/w nie daj Boże coś się jednak stało?
Skład znany, przebieg gry nie inaczej. Wciąż wiadomo, że z przodu mamy liceum, a z tyłu muzeum. Pierwsze cieszy, nie tylko - tu się ze Zbyszkiem nie zgodzę - ze względu na naszego kapitana. W ogóle gra ofensywna Biało-Czerwonych momentami wygląda bardziej, niż przyzwoicie. Drugie martwi też nie dlatego, że te Gliki, Piszczki i reszta to jakieś niedorajdy. Oni na pewno potrafią grać lepiej. Dlaczego zatem nie grają?
Ogółem zupełnie sensownemu rywalowi - kolejny mój punkt niezgody z Z. - wpakowaliśmy w 45 minut 4 bramki. To ledwie o dwie mniej, niż Islandczycy stracili w całych eliminacjach. Niestety, podarowaliśmy im co najmniej pięć bramek. To że ostatecznie przyjęli tylko dwa spośród tych prezentów, to już ich kłopot. Sęk w tym, że na Euro zmierzymy się z ekipami, które - przy całym szacunku dla ekipy Lagerbacka - prezentują jeszcze wyższy poziom. I jeśli nadal będziemy tak, za przeproszeniem, bronić, obawiam się, że wrócimy w postaci pasztetowej.
@ Zbyszek & Albiceleste
Jesteście chyba większymi optymistami ode mnie. Według mnie Islandczycy tak mało stracili goli w eliminacjach ponieważ grali w nich jak z nami w piątek przez pierwsze 45 minut. Dopiero po nich na nasze szczęście ‘uwierzyli’ w siebie i zaczęli grać bardziej otwarty futbol taki ‘na miarę’ finalisty Euro 2016, zrobiło się więcej miejsca na boisku, a że futbolowe indywidualności były jednak po naszej stronie to i po meczu ‘optymizm’ u nas zatriumfował.
Nie chcę szukać dziury w całym, czy też deprecjonować potrzeby pielęgnacji ‘genu zwyciestwa’, ale pierwsza połowa powinna dać dużo Nawałce do myślenia, pod tym choćby względem materiał do wyciągania wniosków niebagatelny. Jest możliwe że w czerwcu na francuskich boiskach z jakąś drużyną z czwartego koszyka obraz gry będzie wygladał bardzo podobnie jak w pierwszej połowie z Islandią, z tą różnicą, że rywal może w sposobie gry być konsekwentny przez 90 a nie przez 45 minut.
Co prawda, wnioski trzeba wyciagać, ale też niczego nie przesądzać. Po pierwszej połowie Piotr Zieliński z którego wystawienia od pierwszej minuty bardzo się ucieszyłem w zasadzie był do zmiany, a egzamin reprezentacyjny nalezałoby stwierdzić że oblał z kretesem. 20 minut po przerwie to jednak reaktywacja i poprawka zaliczona przynajmniej na bardzo mocną czwórkę. Tym bardziej w przypadku Zielińskiego jestem ciekaw kolejnych zaliczeń.
Kapustę wszyscy chwalą, pewnie Albiceleste będzie tylko krecił nosem
W obronie lepiej że w meczu towarzyskim, aniżeli w mistrzowskim o punkty można było się przekonać że ‘pewniak’ Szukała wcale nie jest pewniakiem, a Kuba Wawrzyniak limit szczęścia w sytuacjach stykowych w polu karnym zda się definitywnie wyczerpał. Jest jeszcze Jędza, Pazdan, Rybus i jestem też bardzo ciekaw wyjściowego ustawienia na Czechy. Jeżeli weryfikacji został poddany Szukała, tym bardziej jestem za weryfikacją Cionka? Skoro Nawałka na niego stawia niech Thiago przekona do siebie i innych choćby na miarę Mączyńskiego.
Mój optymizm wyraża się w szczególny sposób poprzez pasztetową
Nie wiem. Może przemawia przeze mnie sympatyk calcio i zwolennik tezy, że atak sprzedaje bilety, obrona zdobywa tytuły. Może też nauczony poprzednimi niepowodzeniami Biało-Czerwonych na wielkich imprezach boję się tak jakoś bardziej beztrosko spojrzeć w przyszłość. A może po prostu jest listopad, ciemno, mokro i wietrznie i najzwyczajniej w świecie mam jesienną deprechę. Jak by nie było, zaczynam odczuwać przykre deja vu. Za Beenhakkera też tak było. Wygrywaliśmy mecze, które powinniśmy remisować, remisowaliśmy te, które powinniśmy przegrać. I też była ogólnonarodowa euforia. A potem wszystko wzięło i pie*dolnęło.
Jasne. Skład mamy jakby lepszy, niż podówczas. Lewandowski to - z całym szacunkiem dla Ebiego - zdecydowanie bardziej klasowy 'go to guy' od Smolarka jr. Adam Nawałka wygląda na człowieka niepomiernie twardziej stąpającego po ziemi, niż trzepnięty dziadziunio. Last but not least, całe to odwracanie wyników spotkań, przechylanie szali na swoją stronę, etc., wydaje się być raczej kwestią charakteru drużyny, niż ordynarnego farta (no, pomijając pamiętny mecz z Niemcami).
I to niewątpliwie mnie cieszy. Pamiętam cały szereg reprezentacji Polski, które w takim meczu, jak ten piątkowy (a i w kilku poprzednich nie inaczej), szpetnie podałyby tył. Bo z początku nie szło. Bo rywal prowadził do przerwy, bo my sami w pierwszej połowie łupaliśmy głową w islandzką ścianę... Piszesz, Iocosusie, że to rywal rozluźnił szyki, że po przerwie pozwolił nam na więcej, niż przed. A mnie się wydaje, że to nasze chłopaki zaczęli grać mądrzej i z większą determinacją i zwyczajnie te wyspiarskie zasieki porozrywali.
Ale właśnie. "Wydaje się". "Wygląda". "Być może"... - to wszystko dotyczy przodu. Z tyłu bez żadnych tam przypuszczeń i założeń jest po prostu kiepsko. I jeśli to się nie zmieni, cóż, pasztetowa.
A co do Kapiego - nie no, nie sposób chłopaka po takim meczu nie pochwalić. O ile zachwyty nad jego udziałem w gibraltarskiej strzelaninie wydawały mi się deko przesadzone, tak tutaj nie pogadasz: wszedł, strzelił gola, drugiego współ-wypracował - obie te bramki, przypominam, dawały prowadzenie, a nie tylko podwyższały je do "hokejowych" rozmiarów. No i w ogóle robił wrażenie człowieka, który w kadrze gra nie po raz drugi, a lekko licząc czterdziesty. Oby tak dalej.
moja jak to nazwałeś asocjacja polega na obserwacji i wiedzy - widzę co robia inni i jakie mają efekty, widzę na przykład żę drużyna czeska w tenisa kobiet wygrywa puchar federacji i wiem tez że jest tam pewien sposób szkolenia, który powoduje że są oni w czołówce tenisa od lat 80 - czyli czasów Lendla i Navratilowej. Nam przez te 30 lat udało się "wyprodukować" jedną Radwańską i to dzięki ojcu i dziadkowi. Czego brakuje? talentu do tenisa? nie systemu szkolenia infrastruktury i trenerów. Przykłady można mnożyć, a jak słysze że jestesmy mniej utalentowani od innych nacji to tylko się z tego śmieję i kończę rozmowę
Nie rozumiem co ma wspólnego wyjazd do roboty z nauką gry w piłkę. No chyba że to że sa bogatsi od nas - tak na jednego mieszkańca z pewnością tak, ale mimo wszystko nas jest trochę więcej i do kupy mamy więcej kasy niż oni.
Mój wpis pokazuje tylko tyle i aż tyle, że ze społeczności około 300 tyś osób są w stanie wygenerować dwie silne reprezentacje w sportach drużynowych, posiadając do tego odpowiednią infrastrukturę odpowiednich szkoleniowców i pewnie odpowiednie środki. Wiele krajów większych i mniejszych tak robi i ma z tego wiele środków na dalszy rozwój. Pytam zatem dlaczego Polska mając taki potencjał ludzki musi grać na mistrzostwach świata raz od wielkiego dzwonu najczęściej dostając dwa gongi na początek a potem grając mecz o honor.
Jeżeli ludzie piszący o piłce tego nie zrozumieją i nie będą oczekiwali że państwo i samorządy coś z tym zrobią, to za chwil parę będziemy mieli jeszcze gorszą pozycję w piłce światowej bo inni zwyczajnie szkolą i idą w górę
W temacie: „ "Wydaje się". "Wygląda". "Być może"...” – to tak jak z widokiem przysłowiowej szklanki do połowy napełnionej jakimś dobrym płynem. Albiceleste delektujesz się tym co jest, a ja grymaszę że za mało, no i tak po prawdzie, to jeszcze się na dodatek trapię, że twoje spojrzenie jest zdrowsze i przyjemniejsze, a ja wychodzę na malkontenta, marudę szukającego dziury w całym.
Obiecuję, że jeżeli pojawiłyby się jakieś problemy z pielęgnacją 'genu zwycięstwa' po meczu z Czechami to może w optymizm nie wpadnę, ale za to będę doszukiwał się pozytywów, a lamentujących czarnowidzów zacznę piętnować!
Tak w ogóle, mhm, wiesz w skrytości ducha marzę żebyśmy byli czarnym koniem tych mistrzostw i uważam że od 2002 roku mamy największe ku temu szanse, ale … tych ‘ale’ jest tak cholernie dużo, pierwsza połowa z Islandią to kolejne ‘ale’, że człowiek tak się lęka kolejnego rozczarowania, sam siebie mityguje, że w końcu nawet ten płyn w szklaneczce uznaje za jakiś miraż, nie dość że go za mało, to i tak nie wiadomo czy to tylko herbata „minutka” czy coś szlachetniejszego!?
A w temacie szkolenia to Albiceleste czy wolisz kadrę Craxy z Jaroszyńskim, Dąbrowskim, Kapustką, Wdowiakiem, Szewczykiem czy z Ntibazonkizą, van der Biezenem, Boljevicem, Puzigacą!?
W kogo lepiej inwestować? O Suvorova nie pytam, żeby odpowiedź była ‘po mojej myśli’ i żebyś zbyt wielkich rozterek nie miał?
Wynik zaburza myślenie, te racjonalne...
Podniósł to już mój przedmówca, przy wyniku 0-0 byliśmy - bezradni!
Nie bójmy się słów. Cała pierwsza połowa była "kpiną" z grania w piłkę. Drużyna, która chciałaby uzyskać tu swój wynik - zrobiłaby to doskonale, mimo tych 55- tysięcy (?) ..."ładnie milczących"
Doskonale zauważył to Iocosus mówiąc, że Islandczycy otworzyli się tak bardzo, że Ich nie "łupnąć" byłoby grzechem
Ja tylko apeluję, miejcie pokorę bo jak wyjdzie na plac drużyna taktycznie ułożona, nie da nam szansy grania. I jeżeli skutecznie postawią swoje linie obronne, z dobrym specjalnym przesuwaniem...
Nawet Lewandowski Robert - piłki nie dostanie...
ps: dlaczego Pan Grosicki - jest piłkarzem?
Nie chcę narzekać, ale widzę niestety mizerię na skrzydłach, widzę mało kreatywności w środku, mało umiejętności wyjścia spod pressingu, czyli umiejętności technicznych. Z wyjątkiem Błaszczykowskiego żaden z naszych zawodników grających do przodu nie gra w przyzwoitym klubie i to widać niestety.
Zgred ma sto procent racji - jak wyjdzie drużyna która wyeliminuje Lewandowskiego i podejdzie dobrze pressingiem to mozemy nie zrobić nawet przysłowiowego sztycha, a piłkarsko jestesmy cieniutcy oj cieniutcy.
Ja na przykład chętnie zobaczyłbym przed mistrzostwami jak wyglądamy na tle Holendrów, albo jakiejś innej solidnie grającej piłką drużyny, bo jak gramy z drużynami fizycznymi to już wiemy
Ja lubię wynik - on jest, był, tylko pytań dużo...
Jeżeli mamy to ocenić z perspektywy trybun- to owszem - pytań nie mam...
OK.
Ale oglądałeś mecz, w którym drużyna nasza potrafiła rozegrać akcje z "podejściem pod strzał"- ewentualnie, rozgrywając piłkę? Może byłeś w kuluarach i sączyłeś drinki, a pózniej wpadłeś na bramki i bardzo ładnie, też się ciesze.
Jednak jeżeli kilka Osób pisze o tym samym problemie, to Twoja oglądalność musi być zdecydowanie inna- niestety.
Więc tym bardziej wolę naszą niezbyt szczelną defensywę od ich tej rzekomo mocnej.
I znowu niekoniecznie smutniej.Ja niestety mam dobrą pamięć i jeszcze widzę tych niewychowanych na nowoczesnych murawach, bez infrastruktury i bez wielkich pieniędzy naszych piłkarzy z Wielkiej Legii z lat 1969/71 oraz z reprezentacji z lat 1974- 1982.Więc nie przesadzajmy.Ja w ogóle zauważam,że im lepsze warunki tym u nas gorzej grają i mniej umieją. Może najpierw wymagać, a potem dawać. Ale to ma minimalne przełożenie na reprezentację, gdyż w I drużynie w porywach mamy tylko jednego piłkarza z naszej Ekstraklasy, a często i tego nie .Trzeba się zastanowić nie nad tym, aby na siłę i ponad stan tworzyć infrastrukturę,ale nad tym co zrobić żeby wyeliminować monopol piłkarzyków, którym się nie che grać i za to niechcenie dostają duże pieniądze. Tu muszę zgodzić się z Tomkiem Hajto ,że takim jest się piłkarzem jaki ma się rozmiar charakteru. On podaje tego przykłady czym uspokaja moje skołatane nerwy. Dzięki niemu znowu odzyskuję wiarę,że jednak mam prawidłowo ukształtowany system wartości i byle tombaku za złoto nie wezmę. Czego każdemu z serca życzę.
- "a lubię wynik - on jest, był, tylko pytań dużo... "
Też lubię wynik, kto nie lubi, ale też wiem, że we współczesnej piłce na wynik trzeba ciężko pracować, lub... dostać prezent. Islandczycy dostali i wykorzystali, my... no cóż, pracowaliśmy nad własnymi rozwiązaniami przez cały mecz.
- "Ale oglądałeś mecz, w którym drużyna nasza potrafiła rozegrać akcje z "podejściem pod strzał"- ewentualnie, rozgrywając piłkę? "
Przez całą pierwszą połowę, raz po raz.
Współczesny futbol to gra fizyczna, a nasi przeciwnicy mają ten styl gry opanowany do perfekcji. Graliśmy z rywalem, który był świetnie przygotowany atletycznie i jednocześnie doskonale zorganizowany taktycznie. Nie dziwi mnie więc, że łatwo nie było, ale graliśmy swoje. Raz po raz konstruowaliśmy akcje, które nosiły znamiona groźnych, brakowało wykończenia, czasem ostatniego podania, a czasem odrobinę lepszej techniki podania. Jednak potrafiliśmy tak pracować na boisku, że co jakiś czas te akcje mogły zakończyć się powodzeniem. Podczas gdy rywale dostawali się przed nasze przedpole tylko i wyłącznie poprzez nasze większe, lub mniejsze błędy indywidualne. Szczerze? wolę taką grą, niż prowadzenie po bramce wbitej dzięki pierdołowatości rywali, bo potem, w drugiej połowie ta nasza konsekwencja zaczęła przynosić efekt. Kolejne ataki zaczęły znajdować drogę do siatki strzeżonej przez bramkarza gości. Jasne, po praz kolejny pozwoliliśmy na duże harce napastnikom zespołu Islandii, ale był to efekt nieco innego niż do tej pory ustawienia Polaków. Tak ofensywną ósemką (ZIedliński) nie graliśmy jeszcze ani razu, nic więc dziwnego, że momentami zawodnicy nieco się gubili (Wawrzyniak z Szukłą też nie pomagali swoim ustawieniem). Wyszliśmy jednak zwycięsko i nie, nie chodzi o wynik, a o kolejny, moim zdaniem niemały, krok w kierunku tożsamości tego zespołu.
Nie rozumiem też zarzutów o brak odwagi w testach trenera Nawałki. Moim zdaniem kadra zagrała bardzo eksperymentalnie, wspomniany Piotrek Zieliński i zupełnie zmieniona organizacja zespołu w środku pola, Wawrzyniak po raz kolejny testowany przez trenera, a na koniec Szukła sprawdzany w tym jakże innym zestawieniu. O ile testy ,młodego zawodnika Serie A przebiegły pomyślenie o tyle mający problemy z występami Szukała oblał test koncertowo, zupełnie nie potrafiąc asekurować tak wysoko grającej ósemki. Okazało się, że wyjścia do przodu w celu przecinania podań penetrujących w ogóle nie wychodzą niegdyś stałemu defensorowi kadry. Michał Pazdan musiał uśmiechać się pod nosem, bo ta gra, ten styl wydają się dla niego stworzone.
Po tym meczu widać jedno, największym problemem naszej kadry jest brak regularnej gry Grosickiego (duże problemy z kontrolą piłki), Szukały (napisałem już wszystko), Piszczka ( zbyt wiele wolnej przestrzeni za jego plecami) i Milika (widać, że futbolówka ma często inny pomysł na życie niż napastnik Ajaxu). Jednak widać też co innego, świadomość tej kadry jest coraz wyższa, zawodnicy coraz bardziej czują na co ich stać i często dostosowują swoją grę do prezentowanej przez kolegów formy. Nie jesteśmy już monotematyczni, słabości rywala szukamy przez cały mecz, aż do skutku. To mi się podoba.
Słowem podsumowania - jasne, jest nad czym pracować, ale ta praca idzie w całkiem przyjemnym kierunku.
nie wiem co wyczytałeś u pismaków - czytam ich rzadko i to szczęśliwie pominąłem, ale wywołany niejako do odpowiedzi odpowiem w punktach:
1. Ja się nie chcę wzorować na Islandii - wolałbym tych wymienionych przez ciebie Holendrów
2. Piszę tylko o tym że skoro można z 320 tyś sklecić drużynę to tym bardziej z 38,5 mln, trzeba tylko mieć na czym, czym itd
3. Tak w tych latach 70 było prościej z różnych względów nawet takich że warunki do treningu były podobne wszędzie więc i różnicy nie było, zakłady pracy łożyły kasę i było pełno narybku - 2 programy w tv i to żenujące, co było robić - trzeba było kopać
4. Nieciecza - zapomniałeś że tam nie ma żadnego wychowanka - to chyba wszystko w temacie
Praca idzie w całkiem przyjemnym kierunku- zgoda co do jednej litery.
Też to rozumiem i tak jak Ty także to widzę...
Rozumiem, że eksperyment z Zielińskim mamy już przerobiony...
O koledze Szukale - nawet nie wspomnę, wszyscy wiemy...
Chodziło mi o sens grania, lub jak wolisz - zagrania. Bo przy zespole dobrze się broniącym - nic nie potrafimy zrobić.
Bramki, które padły były wykładnikiem rozszerzenia placu, zasadnicze pytanie brzmi- kto nam da TAKI plac?
Tu nawet teoretyka nie potrzeba. Ja rozumiem, że z Lewandowskim Robertem siłę mamy, ale...
Ale
Cały Świat to widzi i... i już kryje taktykę, musisz to wiedzieć Monrooe, podniecanie się ( bez urazy) meczami bez sensu jest troszkę śmieszna. Na normalnej murawie, wiem, że wiesz o czym mówię tak dużo miejsca mieć nie będziemy- wtedy okaże się jaką grupę stanowimy!
Bardzo chciałbym cieszyć się razem z Tobą
- "Bramki, które padły były wykładnikiem rozszerzenia placu, zasadnicze pytanie brzmi- kto nam da TAKI plac?"
Moim zdaniem pytanie jest zupełnie inne, co się stało, że tak dobrze zorganizowani taktycznie Islandczycy, skupieni na grze w defensywie i zdecydowani na nękanie nas kontrami dopuścili nagle do takiego, jak słusznie napisałeś rozszerzenia placu, lub jak kto woli pola gry? I pozwól, że dorzucę swoje pytanie - Jakim cudem nagle odległości pomiędzy zawodnikami się tak zwiększyły? Ciekawa historia... co ważne, mam przeczucie, że odpowiedzi mogą rozwiązać postawione przez Ciebie pytanie.
Kiedyś był już taki podobny w moich odczuciach mecz, niedawno nawet, z Gruzją. Wtedy też wielu zachwycało się końcówką, twierdząc, że zagailiśmy dobre 20 minut, te ostatnie. A mi przede wszystkim podobał się przebieg całego meczu, w moim odczuciu ciężka praca przez 60 minut przyczyniła się do fatalnej w skutkach (dla Gruzinów oczywiście) końcówki meczu.
Bramki, które padły też były efektem rozszerzenia pola gry, jak większość goli we współczesnym futbolu zresztą.
Ja za Tobą w szeregu stoję. Aby jasne było.
Jako były "ktoś" co to w "coś" grał -też to widzę, mało tego powiem Ci więcej. Doskonale rozumiem sens głowy podniesionej do góry. Inna dynamika, inna chęć inne rozumienie i wreszcie gra inna. Wiem!
Tego w książkach nie uczą ale tak jest - "idziesz na eksplozji" i OK.
Zaufaliśmy Panu Nawałce. Dał nam radość.
Kiedyś lata 72 i 74 zaufaliśmy Górskiemu Kaziowi -dał nam ogromną radość -niech Nawałka to powtórzy...byłoby miło
"A mi przede wszystkim podobał się przebieg całego meczu, w moim odczuciu ciężka praca przez 60 minut przyczyniła się do fatalnej w skutkach (dla Gruzinów oczywiście) końcówki meczu."
A co jak? Lekcję lepiej odrobi inny zespół?
Tak tylko pytam, wiedząc, że jest trochę więcej lepszych ekip niż z szacunkiem całym - Gruzja
Tej "pracy" którą podnosisz może nie starczyć, bo minut ( 90 siat) zabraknie, co wtedy? Co z taktyką? Jeżeli pracując tak się "wyplujemy" to kto tą bramkę strzeli? Może nie przegramy, ale i nie wygramy.
I czy to ładne będzie, nic to nie da...zupełnie nic.
Kończąc
"Moim zdaniem pytanie jest zupełnie inne, co się stało, że tak dobrze zorganizowani taktycznie Islandczycy, skupieni na grze w defensywie i zdecydowani na nękanie nas kontrami dopuścili nagle do takiego, jak słusznie napisałeś rozszerzenia placu, lub jak kto woli pola gry? I pozwól, że dorzucę swoje pytanie - Jakim cudem nagle odległości pomiędzy zawodnikami się tak zwiększyły? "
Nieskromnie przypominam tylko, że był to mecz towarzyski.
Trener drużyny Islandii dokonał w drugiej połowie zmian kilku, wpuszczając na plac ewentualnych zmienników chcąc ich sprawdzić.
O ich roli w drużynie pisać nie zamierzam, ale jeżeli to ma być wykładnikiem gry naszej - to z szacunkiem do Ciebie - pójdę spać.
Życząc dobrej nocy!
- "A co jak? Lekcję lepiej odrobi inny zespół? "
To pewnie wygra, przecież na tym ta gra polega... dlatego bardzo się cieszę gdy widzę jak trener Nawałka wprowadza do "swojej gry" kolejne elementy i rozszerza repertuar taktyczny. Po to właśnie są takie "bez sensu" mecze jak ten z Islandią.
- "Tej "pracy" którą podnosisz może nie starczyć, bo minut ( 90 siat) zabraknie, co wtedy?"
Jak to co? Remis, jak nie możesz strzelić to nie starać, stara, wyświechtana, ale wciąż aktualna piłkarska prawda.
- "I czy to ładne będzie, nic to nie da...zupełnie nic."
Skoro tak uważasz. Dla mnie brak porażek to świetny punkt wyjściowy, do którego można dołożyć coś więcej. Mamy kilku świetnych graczy, ale też kilku przeciętniaków (w europejskiej skali) nauczmy się nie przegrywać a już będę zadowolony. Nauczmy się pracować "nad rywalem" i stwarzać kolejne okazje a wygrane też przyjdą. A że nie zawsze będziemy się mogli z nich cieszyć (z wygranych znaczy się)? No cóż, we współczesnej piłce nawet Niemcy nie zawsze już wygrywają.
- "Trener drużyny Islandii dokonał w drugiej połowie zmian kilku, wpuszczając na plac ewentualnych zmienników chcąc ich sprawdzić"
Tia... a nasz zmieniał jeszcze przed meczem i kto większy kozak, zapytam. A i jeszcze taktykę żeśmy zmienili, ale to nic, to pewnie przez te zmiany ichniego trenera przyjezdnym się nie udało. Ach, jak my uwielbiamy szukać usprawiedliwień.... dobranoc.
Ależ ja przecież nigdzie nie napisałem, że jesteśmy mniej utalentowani od kogokolwiek. To wierutna bzdura. Owszem,nasze warunki klimatyczne nieco mniej sprzyjają nam w uprawianiu futbolu, niż - dajmy na to - hiszpańskie Hiszpanom, ale to się przy jakiejś dozie nakładów da nadrobić. Przy czym...
sa bogatsi od nas - tak na jednego mieszkańca z pewnością tak, ale mimo wszystko nas jest trochę więcej i do kupy mamy więcej kasy niż oni.
...ja przepraszam, ale o czym Ty do mnie rozmawiasz? Wyobraź sobie panią Kowalską, miesięczny dochód 3500zł, samotnie wychowującą córkę-jedynaczkę. I państwa Malinowskich, łączny miesięczny dochód 6000, na utrzymaniu czworo dzieci plus dwoje zniedołężniałych dziadków. I co? Pani Kowalska może śmiało zapewnić córce dodatkowe zajęcia, zadbać od maleńkości o jej rozwój taki, siaki i owaki, z czasem puścić do dobrego (płatnego?) gimnazjum, potem liceum, itepę, itedę. Oczywiście, jest to wszystko rozwojowe, superfajne i wogle i wszczegle. Myślisz że Malinowscy o tym nie wiedzą? Pewnie że wiedzą i naprawdę chcieliby tego samego dla swych pociech. Sęk w tym, że choć brutto mają więcej hajsu, niż Kowalska, to jak kupią dzieciom kurtki i buty na zimę, zaklepią dziadkom rehabilitację i opłacą mieszkanie (znacznie większe, ergo przypuszczalnie mocno droższe, niż koleżanki), to w kieszeni zostanie im okrągłe zero. Albo i jeszcze mniej.
Może Cię zaskoczę, ale n a p r a w d ę nie jesteś pierwszym, który wpadł na to, że szkolenie jest fajne. Niestety, droga od wiedzy do możliwości jej zastosowania czasem bywa dłuuuga, kręta i wyboista. Serio Ci się zdaje, że prezesi (nielicznych) zawodowych polskich klubów piłkarskich nie szkolą, bo nie chcą? Bo są głupi, ślepi i nie widzą korzyści? A może jednak widzą to samo, co Ty. Tylko w przeciwieństwie do Ciebie nie pitolą sobie na spokojnie, tylko muszą wprowadzać swe pomysły w czyn, hm?
państwo i samorządy coś z tym zrobią
Jak na moje, to nasze państwo ma na głowie tysionc pińcet sto dziewińcet znacznie bardziej palących problemów, niż szuranie gały. A czym się kończy mariaż samorządów z rzekomo zawodową piłką, doskonale widać na przykładzie Kielc, Gliwic, Zabrza...
@ Iocosus:
Ja tam zawsze uważałem, że w szklance pływa po prostu połowa cieczy. Ni mniej, ni więcej. Mogło być lepiej, nie przeczę, ale mogło też być gorzej. No i generalnie, z dwojga złego, lepiej dziabnąć sobie minutki, niż kojtnąć z pragnienia
wolisz kadrę Craxy z Jaroszyńskim, Dąbrowskim, Kapustką, Wdowiakiem, Szewczykiem czy z Ntibazonkizą, van der Biezenem, Boljevicem, Puzigacą!?
Och, Bojan, Bojan, gdzieżeś Ty?!
Iocosusie, wole to taki przerost tarczycy, na szczęście nie mam
troszki mnie podratowałeś bo już myślałem żem debil kompletny.
Słucham i czytam o tej pierwszej połowie i się nie odzywam bo jak to wszędzie piszą ,mówią lipa, ja oglądałem i .. Myślę sobie nie znasz się więc czego chcesz. Aż tu czytam Ciebie i oczy przecieram bo właśnie przecież dawali dobrze. Akcja za akcją ,cisną, prą do przodu, a że Grosik sp... ,zabrakło dokładności . To piłka im więcej akcji tym szanse rosną .
Cosik mi się zdaje ,że większość tv fachowców ocenia połowy z punktu widzenia bramek. W pierwszej mało w drugiej dużo to wiadomo ta druga lepsza.
Tak czy siak dziękuję Ci Monrooe bo widzę ,że aż taki gamoń nie jestem
@Zgred
A Tobie co się tak pytajnik włączył. a co będzie jak ? a jak to, to czy ?
Daj chłopie spokój, jak będą lepsi to wygrają i tyle.
Co do Nawałki , nie jestem i nie będę jego zwolennikiem. Pisałem o tym tuż po nominacji .Ma chłop farta,że trafił na to pokolenie. Ach gdyby jeszcze ze trzech to idziemy wysoko , bardzo wysoko.
Na nagłówku jest napisane aby zaciekle bronić swoich racji, kłócąc się niejednokrotnie w stylistyce pozbawionej treści, które nie przy stoją kibicom Legii Warszawa.
Całkowita zgoda.
Jednak nie jest tak , że ze słowem, czy myśleniem Monrooe - muszę się godzić w całokształcie. Tak samo, jak Ty z moim zdaniem, czy też innego "pitolnika" tego portalu. Skoro forma czytelna jest dla wszystkich... to dlaczego? są słowa lepsze lub gorsze?
( znowu pytajnik)
Normalnością jest to, że dzielą nas pewne sprawy i ich ocena.
"Daj chłopie spokój, jak będą lepsi to wygrają i tyle. "
Dla Ciebie cytując " to wygrają i tyle"...
Dla mnie - ja nie znoszę przegrywać...
Niby to samo, ale inaczej podane Senatorze. Może właśnie dlatego staram się pokazać swoje wątpliwości, kiedy można popróbować nad nimi zapanować.
Rozmawialiśmy o tym w przypadku siatkarskiego PŚ.
Co z pięknych, cudownych meczów zostało w pamięci? ( znowu - przepraszam) ano NIC -bo Włosi "wszystkie dobre karty wzięli"...
przed tym ostrzegam, staram się ostrzegać
Popadanie w samozachwyt mamy w genach...tylko tyle.
tylko w jednej kwestii - w kwestii państwa i samorządu. Wyobraź sobie tylko taką kwestię że zamiast rozdawać po 500 pln na dzieciaka osobom potrzebującym i nie potrzebującym, bogatym i średniozamożnym, czasami marginesowi państwo przeznacza te pieniądze na rozwój tych dzieciaków, dla niektórych informatyka, dla niektórych siatkówka, dla niektórych piłka nożna, dla innych angielski itd. zamiast rozdawać kasę zainwestować w młodych, dać im szansę na coś więcej niż to co mogą zapewnić im rodzice i szkoła teraz. Państwo ma inne sprawy na głowie? bzdura to jest sprawa najważniejsza, czyli dać poczucie ludziom że państwo dba o rozwój ich dzieci, że na to łoży, że dzięki takiej kasie można mieć stomatologa w szkole, ciepły posiłek i zajęcia dodatkowe - starczyłoby aż nadto. Tylko trzeba chcieć, mówić o tym i myśleć. Ile dzieciaków mniej byłoby otyłych? ilu z nich miałoby zaszczepiony ruch na powietrzu, czy w hali, nie miałoby wad kręgosłupa, postawy itd. ile zaoszczędzi system zdrowotny? - korzyści jest mnóstwo. Właśnie od tego jest Państwo i samorząd, aby te pieniądze inwestować w przyszłość i w naukowców i w sportowców i artystów, bo to oni to państwo mają szansę utrzymać i poprawić.
Mariaż samorządu z piłką zawodową - to jest naganne i nie powinno mieć miejsca - ja mówię o wychowywaniu poprzez sport, rozwój młodych ludzi, a dla najlepszych profesjonalne szkolenie z dobrze opłaconym fachowcem, zarówno od informatyki jak i od piłki nożnej. Finansowanie profesjonalistów powinno pochodzić z prywatnych funduszy
A ja się najpierw zapytam : a co w tym złego,że samorządy w niedużych miastach są właścicielami klubów piłkarskich?. . Nie chce mi się po raz enty pisać,że nikt , nigdy i nigdzie nie udowodnił , nawet teoretycznie,że prywatne jest lepsze od samorządowego czy państwowego.Kapitał nie ma narodowości, rasy ani innej przynależności. Ważne tylko kto i co z nim zrobi.Dlatego nie powiem po ŁKSie, Polonii czy Widzewie ,że prywatny jest gorszy od innego. A w Polsce,żeby nie samorządy to by piłki nożnej nie było. Więc może więcej dla nich szacunku.
Natomiast Dalkubie nie masz zwyczajnie racji i niestety popadłeś w to dziwaczne mentorstwo polegające na tym,że za niektórymi nieudacznikami jak Probierz powtarzasz ,że jak nie mamy przy każdym , nawet małym klubie całorocznej hali z podgrzewanym boiskiem ,a najlepiej kilku i mnóstwa boisk treningowych to nie mamy się co mierzyć z najlepszymi. Szermują oni hasłem,że u nas trenuje się 8-9 miesięcy ,a tam cały rok. Niby prawda, tylko jak to mówił jeden z księży profesorów ,że jest prawda , tyż prawda i gówno prawda.Jeżeli oni tam trenują powiedzmy 2 godziny dziennie to my powinniśmy 4 godziny i wtedy w skali roku trenowalibyśmy o 30% więcej. Proste.
I znowu muszę wrócić do historii. Kiedyś będąc na kolonii w Blachowni Ślaskiej grywałem naprzeciw tamtejszym chłopakom w piłkę. Graliśmy na hałdzie po 5 w drużynie.To taka górka powstała po resztkach z wyrobiska kopalni lekko gdzie niegdzie popruszona trawą, mocno nierówna. Wysoka na jakieś 30-40 metrów , o płaskim szczycie szerokości od 20 do gdzieś 40 metrów.Tam wytyczało się coś w rodzaju boiska o długości ok.200 metrów, gdzie bramkami o szerokości ok.1 metra były 2 kamienie. Zegarków nie było, więc grało się do 6 goli. Trzeba się było wykazać nie lada techniką, gdyż ten kto kopnął piłkę musiał po nią zasuwać co na dół było łatwe, gorzej pod górkę.Wtedy uznałem to za męczące.Ale po kilku latach kiedy zachwycałem się Panem Brychczym dowiedziałem się,że on na takich hałdach się kształcił. To był jego Uniwersytet i wiedziałem skąd u niego perfekcyjna technika.Nie na dywanie Dalkubie. Na hałdach.
Ze trzy lata temu nasz obecnie najlepszy zawodnik i jeden z lepszych techników Robert Lewandowski powiedział w wywiadzie bodaj dla PS, iż kiedy on uczył się piłki na piaskach to jego rówieśnicy na zachodzie czynili to na dywanach z trawy. Przyznam ze wstydem,że źle Roberta odczytałem , właśnie przez ten pryzmat,że tam mają lepiej , a u nas gorzej i nawet z sarkazmem kilka słów temu poświęciłem. Też gdzieś w podświadomości miałem tę głupotę zakodowaną . Robert wyjaśnił na Facebooku ,że co innego miał na myśli tylko dziennikarz wadliwie oddał istotę wypowiedzi. Jemu chodziło o to,że być może bez początków treningu na piaskach Puszczy Kampinoskiej w klubie Partyzant Leszno nie nauczyłby się tego co umie i że żaden dywan z trawy nie daje gwarancji bycia dobrym piłkarzem. Tylko tyle i aż tyle.
Owszem infrastruktura jest potrzebna i byłoby nonsensem ten fakt negować, ale ona sama nie daje gwarancji , lecz stanowi dla wielu usprawiedliwienie dla braku osiągnięć. Gdyby taki Probierz i wielu jemu podobnych miało i sto najlepszych boisk to i tak lepszymi trenerami by nie byli i gdyby piłkarze szkoleni byli w luksusach to i tak przy ich podejściu do profesji tylko nieliczni osiągnęliby jaki taki poziom i to też na Zachodzie.Czy chcemy czy nie gra w piłkę w polskich klubach działa toksycznie , nie twórczo. I to to naprzód trzeba zmienić.Bez tej zmiany mentalności z bylejakości ,na profesjonalizm wydawanie grosza publicznego na budowę pałaców dla pajaców niczego dobrego nie przyniesie.Bo w życiu na wszystko musi przyjść właściwa pora, wedle miary i kolejności.Jak chcemy nowoczesny dom zacząć budować od kupna dywanów to roztropnością grzeszyć nie będziemy.
A o jakości umiejętności technicznych i ich różnicy w stosunku do dzisiejszych, pożal się Boże graczy, wspominać nie będę, bo mi słów szkoda na wyśmiewanie ich "popisów" i żałosnych wygibasów.
I na zakończenie coś pozytywnego.Jak wczoraj obejrzałem sobie co wyczyniał sędzia meczu Irlandia - BIH to nabrałem szacunku dla tych naszych ligowych i ich poziomu.
1. Nie chcę aby w każdym klubiku była podgrzewana płyta i hala całoroczna
2. Nie da się trenować młodzieży 4 godziny dziennie, bo się ich zajedzie
3. Robert trenujący w pięknym miasteczku Leszno - grałem tam a jakże - z pewnością nie nauczył się techniki. Powiem ci że ja jako junior trenowałem na tzw. piachach na Hutniku i tam człowiek aby przyjać piłkę musiał się skupić na tym czy mu ona tuż przed stopą nie podskoczy - tak się nie nauczy techniki - po to się robi stoły aby było łatwiej się nauczyć, a Robert pokazał że dał radę mimo treningu na syfie
4. Pan Lucjan miał odpowiednią technikę, to prawda, ale nie od treningu na hałdzie ale od wielu godzin treningu i spędzania czasu na podwórkach. Mój trener z repr. Polski pan Jan Pieszko (Legionista) opowiadał nam że na treningu u trenera Vejvody na koniec zawsze trzeba było pokonać żonglując piłką dwie długości boiska - niektórzy robili to tak długo że im światła zapalali - Brychczy kończył po chwili
5. Teraz o Probierzu - generalnie on ma wiele racji i powiem coś strasznego - to dobry trener z dobrym warsztatem i potrafiący budować zespoły ze słabych zawodników - moim zdaniem to dużo lepszy trener od Berga
A teraz dlaczego samorządy nie powinny łożyć na profesjonalnych sportowców - a to dlatego że mają tak wiele innych wydatków a tak mało pieniędzy że płacenie kontraktów takim tuzom jak Kapo, Małkowski, Madej czy inni jest zwyczajnym okradaniem podatnika. Samorząd powinien promować sport masowy, dla dzieci dla młodzieży i dorosłych, budowac infrastrukturę stadiony hale, zatrudniać szkoleniowców, bo to jest bardzo potrzebne. Jak słyszę że miasto jest sponsorem klubu, albo utrzymuje drużyny, to mi się nóż otwiera w kieszeni.
Nie no, w tym temacie to ja się z Tobą jak najbardziej zgadzam. I jednocześnie przepraszam postronnych Czytelników za kompletny odjazd od tematyki futbolowej.
Znaczy tak: jako rodzic dwójki dzieci jestem nawet jakoś tam zadowolony, że wreszcie jacyś rządzący spojrzeli bardziej łaskawym okiem w moją stronę. Obawiam się jednak, niestety, że będzie (o ile będzie, skąd wziąć te pięć stów razy ileś tam to przecież osobna kwestia) to jedynie pusty gest i przyczynek do uznania całej polityki prorodzinnej za odhaczoną. Dlatego zdecydowanie wolałbym, aby nasze Państwo:
- wybudowało na tyle dużo szkół, by moje dzieci mogły zaczynać lekcje rano, a kończyć wczesnym popołudniem, bez zabawy w jakieś idiotyczne pomysły typu nauka na zmiany (to nie jest, k'mać, fabryczna taśma, tylko formatywne lata młodego człowieka!);
- podniosło uposażenia nauczycieli do takiego poziomu, by ten zawód (znów) był magnesem dla sensownych jednostek, a nie dla "żon bogatych mężów", męskich frustratów i nielicznych pogrobowców Stasi Bozowskiej;
- zapewniło każdemu chętnemu dziecku zdrowe wyżywienie, na zasadzie "chcesz - jesz", bez konieczności rodzicielskiego wystawania w kilometrowych kolejkach, wypełniania stosów bzdurnych formularzy i robienia maślanych oczu w stronę pani sekretarki (o kopertach wsuwanych w dyrektorskie łapki nie wspominając);
- zapewniło każdemu chętnemu/potrzebującemu dziecku szkolną opiekę medyczną, w tym dentystyczną;
- zadbało o fizyczny rozwój pokoleń poprzez wyposażenie szkół w sale gimnastyczne i inne takie.
Trochę by się tego jeszcze uzbierało. Żeby się dalej nie rozpędzać, powtórzę: zgadzam się, to są cholernie ważne kwestie. Nie wiem, czy absolutnie najważniejsze, ale bez wątpienia jedne z.
Tyle tylko, że do zawodowego sportu mają się one zupełnie nijak. Owszem, gdyby choć część wypisanych wyżej postulatów została spełniona, na pewno będziemy zdrowsi, na pewno będziemy szczęśliwsi i na pewno, w dalszej perspektywie, będziemy też bogatsi. Niemniej, żeby uprawiać dziś zawodowo futbol - uff, wracamy na boisko
nikt , nigdy i nigdzie nie udowodnił , nawet teoretycznie,że prywatne jest lepsze od samorządowego czy państwowego.
Rozmawialiśmy o tym już krokodylion razy. Naprawdę uważasz, że jest sens rozpoczynać kolejną rundkę?
Racja. Nikt, nigdy i nigdzie nie udowodnił. Ba, moglibyśmy spędzić długie godziny wynajdując przykłady gałęzi, a nawet całych modeli gospodarki, którym państwowa dominanta idzie na zdrowie. Tyle teoria.
Niestety, praktyka, ta nasza szara, codzienna, polsko-piłkarska rzeczywistość skrzeczy. I podaje multum przykładów na to, że mariaż bardzo specyficznego biznesu, jakim jest zawodowy futbol, z publicznymi pieniędzmi, znacznie częściej, niż nie, prowadzi do koszmarnych patologii.
Piszesz o samorządach w niedużych miastach. A pewnie. Nie wiem, co prawda, gdzie kończy się da Ciebie "niedużość" i w ogóle jakie ma znaczenie, ale nie bądźmy drobiazgowi. Nie mam absolutnie nic naprzeciw temu, by ten, czy ów magistrat obstalował miejski kompleks rekreacyjno-sportowy z boiskiem, bieżnią, halą, basenem (!) i czym tam jeszcze, w zależności od możliwości i potrzeb. Niechże sobie na tym kompleksie za niewielką opłatą (a jak się da, to i bez opłaty) chłopcy (i dziewczęta) w wieku od lat 5ciu do 105ciu m.in szurają gałę. Niechże miasto zadba o to, by zmęczeni po tym szuraniu mogli się udać pod prysznic. Niech opłaci paru jako-tako wykwalifikowanych panów z gwizdkiem, którzy chętnym zorganizują treningi. Ba! Niechby nawet któryś z tych panów zebrał co zdolniejszych szurających i wystawił ich w jakiejś B-klasie, co im żałować.
Ale na tym koniec.
Bo gdy tyko miasto zaczyna dbać nie o rekreację, a o zawodowy sport, zaczyna się poruta. Widziałeś, Zbyszku, stadion, na którym nasza kadra podejmowała dziś/wczoraj Czechów? Wiesz jak ten stadion wygląda na co dzień? No właśnie. Wystawiony za monstrualną kasę moloch, na którym mizerna garstka desperatów oklaskuje (he, he) "popisy" piłkarzyków miesiąc w miesiąc pobierających z miejskiej kasy dziesiątki tysięcy złotych. Naprawdę uważasz, że miasto Wrocław nie ma lepszych celów wydatkowych?
Przeskakując ze Śląska Dolnego na Górny - Zabrze. Czytałeś ten raport? Każdy podmiot prywatny, który by się dopuścił podobnych działań, natychmiast by zbankrutował. Ale przecież Zabrze z torbami nie pójdzie. Pan zapłaci, pani zapłaci, społeczeństwo zapłaci...
Podobnych przykładów można znaleźć multum. Można też na nowo się rozpisać o "budżetach" (cudzysłów absolutnie nieprzypadkowy) magistrackich klubów, o ich zgubnym wpływie na rynek, o tym, o tamtym, o siamtym. Ale wiesz co? Szczerze przyznam, nie chce mi się. Przecież to wszystko widać gołym okiem.
Co zaś się tyczy części emocjonalnej: we mnie też tkwi tęsknota za podwórkami. Też mi się łezki kręcą, gdy odwiedzam miejsca (szkoda, że części z nich już nie ma), na których za smarkacza uganiałem się za połataną skórą z podobnymi sobie oberwańcami. Oprócz zdolności piłkarskich (o ile ktoś takowe posiadał, ja akurat nieprzesadnie), kształtowało też charakter, siłę woli i szereg innych, całkiem pozytywnych cech.
Niestety (?), podwórka, hałdy, piaski - to już przeszłość, która nie wróci. Tam, gdzie kiedyś było pole karne, dziś stoją samochody i znak "zakaz gry w piłkę". Bo szyba do Audi kosztuje więcej, niż szyba do Malucha. Świat się zmienił. Możemy się na to zżymać do woli, ale taki jest fakt. A kto z faktami dyskutuje, ten sam wiesz kto
Dlatego przestańmy się łudzić, że na dawno minionych wertepach wyrośnie nam znienacka pokolenie świetnych piłkarzy. To jest czekanie na Godota. Jeżeli chcemy mieć kim grać, musimy mieć gdzie szkolić.
zgadzam się ze wszystkim z wyjatkiem ostatniego akapitu. Poprzez masowe uprawnianie sportu da się wyłowić młodych ludzi mających predyspozycje do uprawiania sportu wyczynowo. Czym więcej będziemy mieli amatorów piłkarzy tym łatwiej będzie znaleźć tych 23, nie będąc skazanym na grę Peszki Mili i jeszcze paru innych tuzów.
Dalej potrzeba fachowców i infrastruktury aby szkolić tych najlepszych
- "Piszesz o meczu z Gruzją u siebie czy na wyjeździe?"
EeeE, Ty tak na serio? Według Ciebie oba mecze pasowały do mojego opisu? no cóż, według mnie jeden, drugi od razu wyparłem z pamięci. Z tym, że wiesz co? za cholerę nie pamiętam który to był (wydaje mi się, że ten na wyjeździe) - jak napiszę, że wygrany czterema bramkami to nie pomogę?
@ dalkub
- "Dalej potrzeba fachowców i infrastruktury aby szkolić tych najlepszych"
Nie wiem, być może, ale zwracam uwagę na piłkarzy i warunki, w których udało nam się ich wyszkolić. Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek i kilku innych pokazują, że można naumiec się w każdych warunkach. Z tym, że w przypadku tych zawodników zdecydowanie większy wpływ miał charakter człowieka niż warunki w jakich się szkolili. A później? warto przypomnieć sobie drogę jaką ci piłkarze przeszli i to jak niewiele brakowało aby nigdy nie zaistnieli. Podsumowując, moim zdaniem problem leży w całym systemie nie w samym szkoleniu i właśnie przykład Islandii to potwierdza.
Pytałem na serio, lubię mieć jasność, żeby ewentualną dyskusję prowadzić z poglądami adwersarza, a nie z moimi wyobrażeniami na ich temat.
przypominam, że podobnie siermiężny i konsekwentny taktycznie do bólu styl gry prezentowała Grecja na ME'04, rozgrywanych... w Grecji. Czy komuś przypomnieć, kto wygrał te mistrzostwa?
Tak Monrooe - chodzi o to by mieć takich jak Błaszczykowski 5 albo 6 a nie jednego i się pocić co się stanie jak się rozsypie. Ma być dużo i ma być konkurencja, a nie pisanie że my mamy 3 w Dortmundzie, a Francuzi mają 100 w swojej lidze i jeszcze 50 w Anglii i innych dobrych ligach. U nas 6-7 gra w przyzwoitych klubach w tym 3 bramkarzy, jeden dwóch w średniakach z tego ten jeden z reguły na ławie a reszta raczej kopie niż gra.
- "chodzi o to by mieć takich jak Błaszczykowski 5 albo 6 a nie jednego i się pocić co się stanie jak się rozsypie. "
No dobra, ja rozumiem, ale po raz kolejny zapytam - czy aby na pewno ilość Błaszczykowskich to konsekwencja szkolenia? Czy może jednak systemu, który owych Błaszczykowskich w ogóle nie dopuszczał do gry.
Do niedawna żaden trener nie był zainteresowany wprowadzaniem młodych, niedoświadczonych zawodników, bo to oznaczało błędy - te zaś prowadziły do strat punktowych, które z koli w prostej linii zapewniały zwolnienie. Kluby bardziej były zainteresowane zatrudnianiem kosmicznej ilości szrotu zza granicy, który przyczyniał się do ruchu w interesie i pozwalał na "wypracowanie" dodatkowych profitów. Błędne koło, którego skutkiem był kompletny zanik młodych zawodników gotowych rywalizować z najlepszymi. Proponuję cofnąć się o kilka lat i prześledzić skład kadr młodzieżowych, sprawdzając jednocześnie gdzie/w jakich klubach ci chłopcy grali. Ciekawe może być też porównanie ilu z obecnych reprezentantów przeszło przez szczeble młodszych roczników. Wniosek nasuwa się jeden, wadliwy jest system jako całość, szkolenie to tylko jego część i to wcale nie ta najbardziej wadliwa.
Co z tego,że przerabialiśmy, jak nie przyswoiłeś
@Dalkub.
Ja również lubię dyskutować z Tobą,gdyż teksty tego, kto uprawiał sport zwany piłeczką kopaną tchną prawdą życia i kiedy pisze to wie o czym.Ponieważ też miałem tę przyjemność, co prawda na niższym poziomie ,ale jednak.
Odczuwam taki pewien dysonans kiedy przy tekście o piłce wchodzi się na inny teren i dlatego postaram się jednak temat tego co jest dla kogo i dlaczego pogłębić i napisać kolejne "W kalejdoskopie". Lecz kiedy się ukaże to nie wiem , gdyż w zamrażarce są dwa teksty, jeden o metodzie Czerczesowa i drugi polemiczny odnoszący się do procesu licencyjnego.
Poprzez masowe uprawnianie sportu da się wyłowić młodych ludzi mających predyspozycje do uprawiania sportu wyczynowo.
No ba, jasna sprawa. Ale niestety jest szkopuł. Jeden, za to naprawdę potężny. Otóż nawet gdyby taki program ozdrowieńczo-naprawczy wszedł w życie jutro i na pełną skalę (na co, jak wiemy, szanse są raczej umiarkowane), nawet gdyby trwał w działaniu pomimo zmieniających się rządów i parlamentarnych konfiguracji (na co, jak wiemy, szanse są... eee... jeszcze bardziej umiarkowane), to jakichkolwiek efektów doczekamy się za minimum piętnaście lat. Oczywiście, z ogólnoludzkiego punktu widzenia nie stanowi to absolutnie żadnego problemu. Nie ma co gderać, trzeba działać. Jednakże z perspektywy zawodowego futbolu taki okres to wieczność. A pamiętajmy, że wyliczyłem go metodą obłąkańczo-hurraoptymistyczną. Jeśli będziemy czekać na efekty państwowych działań, zupełnie serio możemy spuścić wodę i zgasić światło.
@ Monrooe:
czy aby na pewno ilość Błaszczykowskich to konsekwencja szkolenia? Czy może jednak systemu, który owych Błaszczykowskich w ogóle nie dopuszczał do gry.
Ale dlaczego "czy", a nie "i"?
@ Zbyszek:
Ale czego konkretnie nie przyswoiłem? Twoich zamiarów zasłaniania własną piersią pomysłów na piłkarski, hehe, biznes stosowanych we Wrocławiu, w Kielcach, Gliwicach, Zabrzu, etc? Na faktycznie, nie przyswoiłem. Nie żebym wątpił w Twe zdolności na polu argumentacyjnej ekwilibrystyki. Po prostu byłem święcie przekonany, że szkoda Ci będzie czasu i energii
- "Ale dlaczego "czy", a nie "i"? "
Ale ja się przed "i" nie bronię. Mam jednak wrażenie, że demonizujemy pewne kwestie, zapominając o tych najprostszych. Naprawdę gdy słyszę o tym, że w obecnych warunkach nic się da się zrobić to łapię się za głowę i po raz kolejny apeluję o sprawdzenie ilu zawodników kadr młodzieżowych grało kiedyś w odpowiedniku Ekstraklasy. A potem zobaczyć jacy zawodnicy i w jakim wieku obecnie grają w reprezentacji, a później ilu przedstawicieli najwyższej klasy rozgrywkowej gra w kadrach u-21, oraz u-20. Po boisku 1 ligi i jej wyższego odpowiednika biegają 18, 20, 21 latkowie, a 23 latek to już stary wyga. Podczas gdy jeszcze nie tak dawno mówiło się o takich, że mają czas. I mieli, a potem rozwijali się w wieku 32 lat, jak mój "ulubieniec" Jarosław Lato.
Ja Cię doskonale rozumiem. Chodzi mi tylko o to, że równie bezsensowne wydają mi się oba krańcowe stanowiska: a) w obecnym stanie nic się nie da zrobić; b) da się zrobić wszystko, tylko ci głupi/leniwi/niegramotni/co tam jeszcze prezesi nie chcą.