A+ A A-

Dania - Polska 4-0: Lekcja pokory

Trwa zła passa polskiej piłki. Po tym jak z europejskich pucharów w komplecie odpadły kluby Ekstraklasy, bolesny cios przyjęła również reprezentacja. W piątkowy wieczór w Kopenhadze Polska nie miała szans w rywalizacji z Danią. Podopieczni Adama Nawałki nadal są w komfortowej sytuacji w walce o awans do mistrzostw świata, ale margines błędu jest już niewielki.

 

W składzie reprezentacji Polski ujrzeliśmy trzech legionistów. Na środku obrony zagrał Michał Pazdan, na lewej strony defensywy Artur Jędrzejczyk, a w pomocy pojawił się Krzysztof Mączyński. Skład Polski wyglądał następująco: Fabiański – Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Mączyński, Zieliński, Linetty – Błaszczykowski, Lewandowski, Grosicki. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Schmeichel – Dalsgaard, Kjær, Bjelland, Larsen - Kvist, Eriksen, Delaney - Cornelius, Jørgensen, Sisto.

Już w 1. potężnie uderzył Delaney i Fabiański z trudem przerzucił piłkę nad poprzeczką. Polacy odpowiedzieli dobrą akcją w 4. minucie. Do strzału z linii pola karnego doszedł Piszczek, niestety uderzył wysoko nad bramką. W 12. minucie z rzutu wolnego uderzył Lewandowski, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.

Wraz z upływem minut przewaga reprezentacji Danii była coraz wyraźniejsza. Duńczycy grali bardzo agresywnie, blisko naszych piłkarzy i skutecznie utrudniali podopiecznym Adama Nawałki utrzymywanie się przy piłce. Sami chętnie operowali długim podaniem, stwarzając polskim obrońcom problemów mnóstwo problemów w fizycznej walce o piłkę. W 15. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Po ładnej indywidualnej akcji Jørgensena Duńczycy wywalczyli rzut rożny. Po dośrodkowaniu Eriksena bez opieki w polu karnym znalazł się Delaney i strzałem głową pokonał Fabiańskiego. W 23. minucie sytuacyjnie na bramkę gospodarzy uderzył Linetty. Piłka po nodze obrońcy wyszła na rzut rożny. Chwilę później zza pola karnego uderzył Piszczek, ale drugi raz tego wieczoru kopnął wysoko nad bramką. W 30. minucie do dośrodkowania  Dalsgaarda doszedł Cornelius, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. W 34. minucie boisko opuścił niedysponowany Piszczek. W jego miejsce pojawił się Cionek. W 42. minucie seria błędów Polaków doprowadziła do tego, że Eriksen spod linii dośrodkował do Corneliusa, który bez problemu wbił piłkę do bramki.

Do przerwy Dania prowadziła z Polską 2:0 i był to wynik w pełni zasłużony. Gospodarze grali szybko, dynamicznie, z dużą werwą i pewnością siebie. Apatyczni reprezentanci Polski nie byli w stanie podjąć walki z gospodarzami.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Polacy podjęli wprawdzie agresywniejszą walkę z rywalami, ale w żaden sposób nie byli w stanie zbliżyć się do bramki gospodarzy. Uskrzydlonym Duńczykom wychodziło zaś wszystko. W 59. minucie kolejne dośrodkowanie w pole karne posłał Eriksen, Fabiański pechowo interweniował, spychając piłkę na nogę do Jørgensena, który zdobył trzeciego gola. W naszej reprezentacji na boisku pojawił się Milik, który zmienił Błaszczykowskiego. Szansę gry dostał też Makuszewski, a boisko opuścił Linetty. Te zmiany nie wpłynęły na obraz meczu. W 68. minucie mocno i celnie uderzył Sisto. Fabiański odbił piłkę przed siebie. W 70. minucie Milik uderzył po podaniu od Makuszewskiego, ale nie trafił w bramkę. W 78. minucie w polskie pole karne wpadł Sisto, mocno strzelił, jednak tylko w boczną siatkę. W 80. minucie piłka trafił przed pole karne do Eriksena. Duński rozgrywający miał mnóstwo czasu i miejsca, pięknie przymierzył i Fabiański nie miał żadnych szans na interwencję. W końcówce meczu dwa razy na bramkę gospodarzy uderzał Lewandowski, ale również nasz kapitan nie miał dobrego dnia i nie zdołał zdobyć honorowej bramki dla Polski.

Polacy byli tylko tłem dla wyśmienicie dysponowanych Duńczyków. Przebieg meczu wskazywał na mentalną, fizyczną i taktyczną przepaść w przygotowaniu obu zespołów do boiskowej rywalizacji. Na szczęście Polacy są w takiej sytuacji, że kopenhaski pogrom nie powinien mieć większego znaczenia dla losów rywalizacji o awans do mistrzostw świata, być może pozwoli za to mediom i kibicom zejść na ziemie, a sztabowi szkoleniowemu i zagłaskiwanym piłkarzom przypomni, czym na takim poziomie może skończyć się nieodpowiednie przygotowanie i podejście do meczu.

Dyskusja (11)
1piątek, 01, września 2017 23:55
Senator
Tak na pierwszy rzut oka my ten mecz przegraliśmy już w szatni. Sytuacja w grupie dawała pewien margines bezpieczeństwa i moim zdaniem czyli laika i ignoranta piłkarze wiedząc o tym skrupulatnie wykorzystali sytuację nie podejmując wałki.
Na ile to glowy, na ile forma przekonamy się bardzo szybko bo już w poniedziałek. Oby nie okazało się że w Danii porażka spowodowana była i jednym i drugim bo biada mam.
Chyba najlepiej obraz nędzy i rozpaczy obrazowała trzecia bramka.
Jakieś kuriozum. To tyle .
2piątek, 01, września 2017 23:59
Baron
Dziś widziałem w meczu reprezentacji syndrom tegorocznej pucharowej Legii, takie same męki, a nawet jeszcze gorzej. Nawałka chyba taktycznie temat zawalił i nie odrobił należycie lekcji pt. Dania, a piłkarze uwierzyli, że są piątą reprezentacją świata i zjadła ich pycha pt. co to nie oni.
Już chodzą głosy, że to Legioniści zawalili, a nawet Magiera co jest już kompletna bzdurą, bo dzis to nawaliły głównie lokomotywy naszej reprezentacji.
Ech... ciężkie jest ostatnio życie kibica.
3sobota, 02, września 2017 01:19
corazstarszy
Ja tak bardzo od czasów Piechniczka II i Wójcika kibicem reprezentacji nie jestem. Mecze umiem oglądać na luzie, jednym okiem, z obojętnością. Głównie mnie czasem ekscytują komentarze duetu Hajto - Borek. Podziwiałem diagnozy: bo Legia, bo Michał Pazdan sfrustrowany, że mu odejść nie pozwolono (jakby mu "pozwolono", też byłoby źle), a że Mączyński stałego miejsca w klubie nie wywalczył, a że Turbogrosik i takie tam. Nawet pewną ulgę odczuwam, że nie tylko Legii fatalnie idzie. Wiem, to niska pobudka, ale wielu ludzi już tak ma, że nie lubią, gdy tylko im się nie układa.
Co do awansu, jego brak byłby sporym frajerstwem, ale ogólnie wiele by nie zmienił: MŚ w przeszłości wiele razy odbywały się bez udziału reprezentacji Polski i świat się nie skończył, turnieje bywały ciekawe, naszą nieobecnością nikt się specjalnie nie przejął, a i my śledziliśmy cudze mecze czasem ze sporymi emocjami (np. Niemcy - Ghana na ostatnich MŚ; genialny mecz; polecam w chwilach tęsknoty za piłką nożną na najwyższym poziomie). Cóż, z Armenią i w Podgoricy były fartowne wygrane, ale fart nie trwa w nieskończoność. Duńczycy byli o wiele lepsi i lepiej przygotowani i byłoby bardzo niesprawiedliwe, gdybyśmy ich pokonali.
4sobota, 02, września 2017 02:56
a-c10
W przeciwieństwie do kol. Corazstarszego, z kadrą identyfikuję się niezmiennie mocno i silnie przeżywam jej wzloty i upadki. Tym razem jednak raczej słabo mnie telepnęło. Jeśli ktoś uważał, że Biało-Czerwoni przejdą przez te eliminacje suchą stopą, a zapomniana już nieco wpadka w Kazachstanie pozostanie jedyną stratą punktów, to ja mogę tylko pogratulować samopoczucia. W swym komentarzu Tomasz Hajto wygłosił myśl, którą śmiało uznaję za swoją: lepiej raz przegrać zero cztery, niż czterokrotnie po zero jeden. Wszystko wciąż w naszych rękach (i nogach), nie ma co jojczyć i dramatyzować.

W kwestii przyczyn porażki mocno trafia mi w gust opinia "laika" i "ignoranta" Senatora. I ponownie komentarz Hajty. Duńczycy nawet mając zaklepane trzy oczka nadal biegali i skakali do każdej piłki. Naszym wydało się chyba, że ranking załatwi sprawę. Błąd. Na tym poziomie najczęściej niewybaczalny.

A tak w ogóle, to zamiast popadać w zwyczajowe po porażkach tony histerii, proponowałbym docenić naszych dzisiejszych/wczorajszych rywali. Nie jestem jakiś zapiekłym fanem reprezentacji Danii, nie śledzę jej poczynań z wypiekami na twarzy, przyznam jednak, że mocno mi chłopcy zaimponowali. Tak właśnie, moim zdaniem, powinien się zachowywać zespół, który ma nóż na gardle i czuje, że lada chwila może mu umknąć coś naprawdę ważnego. Oby nasze klubowe ekipy też tak potrafiły. Czego i sobie, i Wam serdecznie życzę.
5sobota, 02, września 2017 07:20
dalkub
mam nadzieję że po tym meczu mój ulubieniec już wie co to znaczy skuteczny pressing, szybki odbiór walka i agresja. Na Polaków wystarczyło aż nadto. Drużyna grająca prostą piłkę, stoper najczęściej kładł krzyżowy przerzut, albo bramkarz grał długą, i solidnie pracująca w odbiorze zmasakrowała naszych - piękna lekcja dla naszego trenera (Magiery) i w ogóle polskich klubów.
Zawodnicy Legii grali tak samo jak w klubie - są w totalnej dupie jeżeli chodzi o formę - taka jest prawda i tak ich przygotowali że w wrześniu nie nadają się do gry.
6sobota, 02, września 2017 08:33
świrekwampirek
Co do moich uczuć względem reprezentacji mam jak Corazstarszy, co do słowa na jesień bezwzględnie wygrywa "Lekcja".
7sobota, 02, września 2017 09:48
kibic50
"mam nadzieję że po tym meczu mój ulubieniec już wie co to znaczy skuteczny pressing"

Każdy średnio rozgarnięty kibic tej mało skomplikowanej dyscypliny to wie, ale mało kto zdaje sobie sprawę, (ty z pewnością nie, powtarzając do zrzygania te farmazony)) że do takiego grania potrzebni są wykonawcy.
We wczorajszym meczu potrafili to robić jedynie panowie w czerwonych strojach. Dla tych w białych, taka gra była obca, pomimo że w rankingu FIFA są jeszcze na 5 miejscu, a w jej szeregach grają jak na nasze warunki wybitni piłkarze.
Lewandowski, Zieliński, Grosicki, Błaszczykowski, Linetty, Glik czy Piszczek byli cieniem samych siebie i gdybyś jeszcze nie wiedział, do sezonu nie przygotowywał ich Magiera Very Happy

Ps
Czy któryś z panów może mi wytłumaczyć fenomen Zielińskiego. Na podstawie wczorajszego, nie jedynego beznadziejnego meczu w drużynie narodowej nie wziąłbym go nawet do drużyny rezerw Legii
8sobota, 02, września 2017 11:48
Lasica
Kadrę staram się oglądać bez emocji. Jej mecze to okazja do spotkania się ze znajomymi którzy piłkę oglądają kilka razy do roku, a z piłkarzy znają tylko Lewandowskiego i Błaszczykowskiego Smile

Mimo wszystko zwycięstwa cieszą, a porażki bolą, ale wczoraj mnie nie bolała zbytnio, a nawet myślę, że dobrze się stało.

Bufoniada jaką uprawia ostatnio Boniek, i podlizujący się mu "dziennikarze" była już nie do wytrzymania. Wszystko co z kadrą super, a cała ta gorsza reszta to nie Pan prezes tylko zła Ekstraklasa. Taki zimny prysznic przyda się Panu prezesowi i Panu trenerowi, który też chyba ślepy jest skoro wystawia w takiej formie Jędzę i Mąkę.

Porażka przyszła w dobrym momencie. Są jeszcze trzy mecze, z których trzeba wygrać dwa, a piłkarze zobaczyli, że lekko nie będzie i trzeba się trochę postarać.
9sobota, 02, września 2017 13:52
dalkub
"Każdy średnio rozgarnięty kibic tej mało skomplikowanej dyscypliny to wie" - ty tego nie wiesz, bo nie rozumiesz że tak gra i Barcelona i reprezentacja Danii i wielu innych, trzeba tylko tego wymagać od zawodników i być na to przygotowanym, ale ty przecież nie masz o tym najmniejszego pojęcia - potrafisz tylko wklejać czyjeś wypowiedzi bo sam nic nie rozumiesz
10sobota, 02, września 2017 14:38
kibic50
"trzeba tylko tego wymagać od zawodników i być na to przygotowanym"

No geniusz, kuźwa Very Happy
Szkoda, że nie wiedzieli tego ci z Karczewia.
Zresztą ostatnio i Barcelona zapomniała w meczu z Realem, a może trenerzy przestali wymagać Very Happy
11sobota, 02, września 2017 15:52
iocosus
Nie tak dawno, stwierdziłem przy świadkach (również tych redakcyjnych) że jest wielce prawdopodobny kubeł zimnej wody którego doświadczyć będzie musiała reprezentacja. Na c-L publicznie nie chciałem być Kasandrą, a proroctwa „na opak” też już mnie zawodziły i tak jakby straciły swoją „moc”. W tej chwili dołączając do grona „wielkich fachowców” z lubością post factum perorujących nieśmiertelne – a nie mówiłem – w ten sposób udowadniając własną „ekspercką nieomylność”, tyle tylko że to wszystko we własnym mniemaniu, bo na zewnątrz zgodnie z rzeczywistością prezentując się jako schlebiający własnemu ego osioł, mogę gorzko stwierdzić, że w stadzie osiołków jestem zarówno z Adamem Nawałką jak i z piłkarzami. To znaczy nasi reprezentacyjni futboliści i trenerzy staną się wielkimi osłami jeżeli w ostatnim meczu eliminacji do WM2018 będą walczyli „o życie” czyli o awans i ostatecznie zaprzepaszczą to co jeszcze przedwczoraj wydawało się niezbywalną oczywistą oczywistością, czyli że nikt nie dopuszczał do siebie myśli że w Rosji może nas zabraknąć. Otóż jeżeli mecz z Danią potraktujemy tylko i wyłącznie jako wpadkę, coś co w cyklu meczów miało się prawo przytrafić i akurat się przytrafiło, jeżeli z tej porażki, po prawdzie z tego przeczołgania przez duńskich wikingów nie wyciągniemy wniosków, to obyśmy nie doświadczyli nie tylko kubełka zimnej wody wylanego na rozgrzane zbyt pewne siebie głowy, ale żebyśmy się w eliminacyjnym cebrze jesiennym całkiem nie utopili co by było nijako sztuką nie lada, ale i do dokonania. Obyśmy się o tym nie przekonali i na pośmiewisko ogólne nie wystawili.

Co prawda, niby wystarczy wygrać z Kazachami i Ormianami, a jeżeli w przedostatniej kolejce Czarnogórcy zremisują z Duńczykami to już będzie pozamiatane i wydarzenia z Kopenhagi będziemy wspominać jako jednorazowy zły koszmar to jednak, po pierwsze, ot co, właśnie mistrz Kazachstanu odprawił z kwitkiem mistrza Polski, szczęście z Armenią którego doświadczyliśmy na Narodowym w Warszawie może nas opuścić w Erewaniu, a po drugie lepiej przygotować się że układ i wyniki spotkań tym razem mogą nam nie sprzyjać.

Panikować nie ma sensu, ale przejść do porządku dziennego i wzruszyć ramionami po duńskiej lekcji również nie wolno, żeby właśnie nie zaprzepaścić czegoś więcej. Potencjał osobowy jakim dysponujemy w kadrze za kadencji Adama Nawałki nie jest odzwierciedleniem ani siedemdziesiątej pozycji w hierarchii narodowych reprezentacji, ani również piątej lub każdej innej w pierwszej dziesiątce. Dysponujemy piłkarzami którzy w wysokiej swojej formie są w stanie wygrać z każdym, ale też przy niższej dyspozycji z każdym niemal przegrać. Żaden z nas futbolowy hegemon, który powinien mieć przeświadczenie że za każdym razem rozdaje karty. Jesteśmy średniakiem z jednym super asem oraz z kilkoma zawodnikami z wysokiej półki, ale też z pozycjami w jedenastce obsadzonymi przez piłkarzy o umiejętnościach nikogo w Europie na kolana nie rzucającymi. Jeżeli w takiej drużynie po kilku dobrych występach pojawi się przekonanie że już są „debeściakami” którzy bez optymalnej koncentracji i determinacji na dodatek z kilkoma żelaznymi reprezentantami pod formą są i tak w stanie wygrywać mecze, to wcześniej czy później następuje coś takiego jak w Kopenhadze.

Nasz obecny trener Legii aspiruje do przydomka „Magiera Sprawiedliwy” ponieważ do meczów stara się wystawiać jedenastkę złożoną z piłkarzy znajdujących się aktualnie w najwyższej swojej formie, przez co składem w zasadzie permanentnie żongluje. Efekty tego na scenie europejskiej nie były budujące. Nawałka chciałby chyba dochrapać się miana „perfekcjonisty”, po selekcji położył nacisk na stabilizację składu i trzeba rok w piłkę nie grać, żeby miejsce w kadrze utracić, a wyjściowa jedenastka jest tak przewidywalna jak na c-L komentatorska reakcja Dalkuba na wpis Kibica50 i odwrotnie. Wink Efekty w obu trenerskich przypadkach okazuje się że nie muszą być zawsze pozytywne. Zasada w teorii pozytywna zamieniona w dogmat przeistacza się w miecz obosieczny którym można się i samemu skaleczyć. Moim zdaniem nasz selekcjoner-”perfekcjonista” tym razem zranił się dosyć poważnie, Age Hareide szkoleniowcowi Duńczyków w trakcie rozgrywki mógłby w zasadzie zakrzyknąć:
- Kończ Waść, wstydu oszczędź!

„Fenomen Zielińskiego” moim zdaniem zasadza się na uporczywym obsadzaniu pomocnika Napoli na środku pomocy w roli lidera repry. A i owszem umiejętności ku temu posiada, ale w takiej funkcji chyba nie za dobrze się czuje, to znaczy nigdy jej tak w pełni nie podołał. Tu nic na siłę i na przekór chyba nie zadziała. Z jednej strony Zieliński potrzebuje zaufania, a z drugiej chyba jeszcze „nie dorósł” nie czuje się na tyle pewnie żeby dzielić i rządzić na boisku. Szukanie pozycji dla piłkarza o takich umiejętnościach cały czas pozostaje pod znakiem zapytania, dla mnie – sprawdziłbym go na boku pomocy zamiast Błszczykowskiego który jest cieniem siebie samego sprzed lat. O ile jeszcze wszystko „przed” Zielińskim, to w przypadku Kuby chyba już „za”.

Dawno a chyba w zasadzie to nigdy nie widziałem tak niepewnego Pazdana jak wczoraj, błędy mu się przytrafiały, ale tak elektryczny i bojący się gry to chyba nigdy nie był. Aspiracje sprawdzenia się w bardziej wymagającej lidze niż Ekstraklasa i brak satysfakcjonujących ofert, wewnętrzna frustracja, „asy kier” w dublecie, zastanawianie się w mediach czy nie będzie „czerwonego hattricka” to wszystko się tak nieszczęśliwie skumulowało że po prostu aż żal było patrzeć na Michała. Trzymam kciuki żeby Pazdan się zresetował i powrócił do „starego Pazdana”.

Jedynym bardziej elektrycznym na boisku od bezzębnej Piranii był Thiago Cionek. Ja bardzo dziękuję za takiego trenera-profesjonalistę który jak wbił sobie do głowy że Thiago to jest „piąty” w hierarchii obrońca to nic nie jest w stanie tego zmienić. Był Ryba w odwodzie, Jędzę można było przesunąć na jego naturalną prawą stronę, to nie, zamiast tego męczyliśmy się obsadzając „podmiejski osobowy” jako „pendolino”.

Tak się składa że Krzysztofa Maczyńskiego cenię jako „fusa”, ale tylko gdy jest w formie, są piłkarze którzy nawet w słabszej dyspozycji ale ciągną wózek, są dla zespołu niezbędni, niestety Mąka dla repry jest pożyteczny tylko i wyłącznie w formie, gdy jej brak staje się obciążeniem, kulą u nogi. Ani zapieprzania w defensywie, ani kreowania akcji, idealne 50/50.

Sprawdziłem Linetty na razie ma 122 minuty gry w tym sezonie, tym staram się tłumaczyć gorszą dyspozycję i z pewnością Karola bym nie przekreślał, ale równocześnie tak się zastanawiam czy selekcjonując pomocników to czy nie lepiej było na zdeterminowanych duńskich wikingów wystawić zadziorę, nieustępliwego wojownika Góralskiego? Aha, selekcja zakończona, ale gdy Krycha odpadł, Jodła ma swoje problemy, to nie można było na przykład odkurzyć … takiego Janusza Gola. Nigdy w transfermarkecie nie był więcej wart jak obecnie? „32-latek doskonale radzi sobie w rosyjskiej ekstraklasie. Kibice Amkara Perm właśnie wybrali go piłkarzem roku swojej drużyny.” (sportowefakty.wp.pl) „Amkar Perm poinformował na swojej oficjalnej stronie internetowej o tym, że nowy kontrakt z klubem podpisał polski defensywny pomocnik - Janusz Gol. Nowa umowa byłego legionisty z rosyjską drużyną, będzie obowiązywać do czerwca 2019 roku. Szefowie Amkaru są zachwyceni postawą Gola …” (sport.pl)

Kończąc Ameryki nie odkryję stwierdzając że obojętnie jak, obojętnie czym ale musimy coś strzelić Kazachom i Ormianom i wygrać te dwa najbliższe mecze, co prawda niedawno o podobnym „obowiązku” również zapewniano i lepiej tego nie wspominać, ale … podobno repra to nie kluby z Ekstraklasy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1